[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Mit a percepcja
Na poziomie rzeczywistości w koncepcji „żydokomuny” chodzi o jednostki pochodzenia żydowskiego oraz ich środowiska i partie głoszące radykalną ideologię rewolucyjną. Na poziomie percepcji fałszywe odbieranie nadreprezentacji osób pochodzenia żydowskiego wśród przywódców bolszewickich, w tym kierowników aparatu terroru, fatalnie wpływało na napędzanie śmiercionośnego mitu o „żydokomunie”. Na poziomie mitu bowiem potwarz „żydokomuna” funkcjonuje jako paranoiczna narracja teorii spiskowej, według której „Żydzi” chcą przejąć czy wręcz już przejęli kontrolę nad światem. Jest to antyżydowski stereotyp, który odbił się głośnym echem po całym świecie. Jego niemiecka, narodowo-socjalistyczna interpretacja usprawiedliwiała prawie całkowitą eksterminację Żydów. Najsłynniejszą eksplikacją tej tezy jest fałszywka carskiej tajnej policji Protokoły mędrców Syjonu, co doskonale opisał Norman Cohen.
Mit „żydokomuny” oraz wypływające z niego patologiczne fantazje są zbadane dość dobrze i słusznie zdyskredytowane moralnie. Natomiast zjawisko „żydokomuny” bada się rzadko w sposób poważny, mimo że jest kluczowe do zrozumienia pierwszej połowy XX wieku. Niełatwo rozróżnić mit od rzeczywistości. Stereotyp ten służył wielokrotnie jako wymówka do przemocy antyżydowskiej i często funkcjonował jako alibi dla „antyżydowskości”. Stąd wstrzemięźliwość wśród historyków, jeśli chodzi o poważne koncentrowanie się na tym zjawisku. Co ono znaczy? Co za nim stoi? Kogo dotyczy? Czy ma to jakiekolwiek zastosowanie poza patologiczną mitologią? Dlaczego nie mówimy właśnie choćby o „Polakokomunie”, a o „żydokomunie” tak?
Poważnym uproszczeniem jest redukowanie sloganu „żydokomuna” do problemów związku osób pochodzenia żydowskiego z ideologią komunistyczną (marksistowską), czy też z ich udziałem w organizacjach wyznających taką ideologię, a szczególnie w partii komunistycznej. Etymologia tego stereotypu jest znacznie bardziej skomplikowana. Przyjęło się wywód zaczynać od chrześcijańskiego antyjudaizmu, ignorując przy tym zwykle na popularnym poziomie pozanaukowym judaistyczny antychrystianizm, który współegzystował z nim. Według dominującej wykładni chrześcijański antyjudaizm wywodzi się szczególnie od przekonania, że Żydzi nie tylko odrzucili Mesjasza, ale że byli odpowiedzialni za jego śmierć, wręcz zabili go. Potępiano również Żydostwo za praktykowanie lichwy. Zarzuty te szczególnie w wykładni protestanckiej przyjęły od początku – w gniewie Marcina Lutra – zabarwienie ostro antyżydowskie: przeciw temu ludowi, a nie tylko religii. Teologia ustępowała miejsca etnofobii. Te resentymenty tworzyły podstawy, na których budowały nowoczesne stereotypy antyżydowskie. Dotyczyło to zarówno koncepcji „żydokomuny”, jak i „żydomasonerii”.
Na początku wieku XX w Europie Środkowej i Wschodniej termin „żydokomuna” rozumiano niejednoznacznie, choć bardzo szeroko. Ogólnie była to rzekoma synteza Żydostwa i komunizmu/socjalizmu. Drugim ważnym elementem dopełniającym obraz była „żydomasoneria”. Wyobrażano sobie to jako tajny sojusz między „Żydami” a liberałami i kapitalistami. „Żydomasoneria” była kliszą odwołującą się do wolnomularstwa, a więc masonerii. W XVIII i XIX wieku wolnomularstwo ogniskowało gniew tradycjonalistów, konserwatystów i monarchistów.
Nawet zanim teoria „globalnego spisku żydowskiego” stała się popularna, masonerię potępili liczni namiestnicy Piotrowi, a w tym e.g. Leon XII w encyklice „Quo graviora” (O wolnomularstwie) w 1826 r. oraz Leon XIII w encyklice „Humanum genus” (O masonerii) w 1884 r. Powszechnie winiono wolnomularstwo za rewolucję we Francji oraz widziano ją jako tajną dźwignię innych ruchów rewolucyjnych. Potępienie masonerii było bowiem jednocześnie sprzeciwieniem się kapitalizmowi, który niszczył gospodarkę naturalną, agrarną, a wraz z tym zintegrowaną rodzinę pracującą na roli. W jej miejsce narzucany przez masonerię kapitalizm wymuszał atomizację społeczną poprzez rozbicie rodziny w ramach industrializacji. Alienacja robotników rzucała ich na łatwy łup radykałom. Aby zapewnić spokój społeczny i skontrować masonów, czyli liberałów, a więc kapitalistów, którzy wyzyskiwali robotników, Leon XIII ogłosił encyklikę „Rerum novarum” (O kwestii socjalnej) w 1891 r. Powoływała ona chrześcijańskie związki zawodowe nie tylko przeciwko masonom, ale również i działającym równolegle do nich rewolucyjnym socjalistom.
Następcy świętego Piotra od dawna sprzeciwiali się rewolucyjnemu komunizmowi i masońskiemu liberalizmowi, które reklamowały się jako przyszłość świata. Stąd jeszcze w encyklice „Qui Pluribus” (O racjonalizmie) z 1846 r. Pius IX ostrzegał przed „niesławną doktryną tak zwanego komunizmu, która przeciwstawia się samemu prawu naturalnemu i jeśli doktrynę tę przejmie się, zniszczy ona prawa oraz wszelką własność prywatną wszystkich ludzi, a nawet samo społeczeństwo”. W encyklice „Nostis et nobiscum” (O zagrożeniu Kościoła we Włoszech przez rewolucję) z 1849 r. Pius IX potępiał „socjalizm i komunizm”, a w dodatku do encykliki „Quanta cura” – „Syllabus Errorum” (O błędach modernizmu”) z 1864 r. ten sam pasterz zaprzeczał, że papież ma się podporządkować takim i innym nowoczesnym herezjom, bo są duchem czasów. W każdym wypadku zwierzchnicy Kościoła katolickiego występowali też przeciwko działaniom niejawnym, spiskom. Istnieje jeszcze metafizyczny wymiar tego wszystkiego. Mianowicie Kościół uczy, że cokolwiek nie pochodzi od Boga, należy do szatana. Wielu chrześcijan całkiem poważnie wywiodło z tego szatańskość ideologii radykalnych i rewolucyjnych, takich jak liberalizm czy komunizm.
Ideologią masonerii miał być liberalizm. To właśnie wśród niektórych jego wyznawców pojawiła się patologia, którą Jacob Leib Talmon nazwał „totalitarną demokracją”. Konserwatywni krytycy zarzucali ideologii liberalnej, że charakteryzowała się „tolerancją” w zasadzie do wszystkiego, a w wyniku tego szerzyła relatywizm, rzucając tym samym wyzwanie chrześcijańskiemu absolutyzmowi. Celem głównym było zniszczyć Kościół katolicki. Dlatego, jak to ujął wybitny integrysta katolicki, „liberalizm to grzech”. Do tego wystarczyło pod koniec XIX w. dołączyć wątek żydowski, aby takim sposobem zmodernizować przekaz, i spiskowe kółko znów się zamknęło. „Kapitalista/Żyd jako Antychryst” – jak celnie określiła takie fałszywe interpretacje tych zjawisk Juliana Geran Pilon (odnosząc się zresztą do „antykapitalistycznego antysemityzmu” Marksa, do czego wrócimy niebawem).
Aby podołać w uniwersalny sposób ze zrozumieniem miejsca Żyda i Żydostwa w nowoczesnym świecie, sklecano na własny użytek system aspirujący do bycia intelektualnym. Miał on objąć i połączyć rozmaite antyżydowskie fantazje. System ten służył jako pryzmat składających się na przekonanie o powszechnym spisku żydowskim. Jego celem było rzekomo opanowanie świata. Obie orientacje – „żydokomuna” i „żydomasoneria”, rzekomo dopełniały się. Twierdzono, że „żydomasoneria” kontrolowała kapitalizm, który męczył chrześcijański lud, aby świadomie doprowadzić go do rewolucyjnego wybuchu sterowanego przez „żydokomunę”. W kręgach reakcyjnych, monarchistycznych, konserwatywnych i narodowych, istniało zaiste przeświadczenie, że kapitaliści i liberałowie poprzez wyzysk warstw wyrobniczych powodowali radykalizację ludu i jego podatność na demagogię rewolucyjną.
Tylko niektórzy krytycy liberalizmu i kapitalizmu opakowywali swoje tezy „antyżydowskością”. Jednym słowem często wskazywano na konwergencję albo przynajmniej kolaborację między komunistami a kapitalistami, naturalnie w ekstremalnych klimatach uznawanych za „żydokomunę” i „żydomasonerię”. Według tych myślicieli w nowoczesności całe zło zaczęło się od rewolucji we Francji, a potem stopniowo obnażyło swoje spiskowe oblicze. Czynnik żydowski w tym układzie pojawił się znacznie później po masońskim. Według tego poplątanego scenariusza po zwycięstwie tak wywołanej rewolucji „Żydzi” mieli zapanować nad światem. Z czasem, szczególnie po zwycięstwie bolszewickiego przewrotu i rewolucji w Rosji termin „żydokomuna” przebił inne określniki i inwektywy. Zapanował właściwie powszechnie. Emanacją tej paranoi była sławetna fałszywka – Protokoły mędrców Syjonu.