Przesłanie na obecne czasy. Co nam mówi dziś ksiądz Jerzy Popiełuszko?

Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko w dzisiejszej Polsce byłby zapewne niewygodny dla niemal wszystkich grup społecznych. I wszystkim im bardzo potrzebny.
 Przesłanie na obecne czasy. Co nam mówi dziś ksiądz Jerzy Popiełuszko?
/ Bl. ks. Jerzy Popiełuszko / fot. Wikimedia Commons/Autor nieznany/ NSZZ "S" Region Podlaski

„Nigdy nie można zrezygnować z walki o wolność i prawdę” – hasło tegorocznej Drogi Krzyżowej Ludzi Pracy i zarazem cytat z bł. ks. Jerzego wybrany przez Solidarność jako motto roku poświęconego jej patronowi streszcza życiowe credo kapłana.

Czytaj także: W Jerozolimie celebrowano liturgię Wielkiego Piątku

 

„Ksiądz to, widzę, wierzący jest”

 

Z pewnością do tych fundamentów odwołałby się i dziś, a większość Polaków zapewne ochoczo by się z nim zgodziła – niestety nie dlatego jednak, że faktycznie wzięłaby sobie te słowa do serca, ale dlatego, że w dzisiejszym świecie znaczenie jakichkolwiek słów jest mocno rozmyte. „Wolność” rozumiana jest często jako leseferyzm, „prawda” natomiast przez coraz mniejszą grupę ludzi pojmowana jest jako kategoria obiektywna. W postmodernistycznym świecie, w którym „każdy ma swoją prawdę”, księdzu Jerzemu nie byłoby zapewne łatwo „przebić się” ze swoim rozumieniem prawdy jako rzeczywistości niezmiennej.

Czy zresztą próbowałby się z czymkolwiek „przebijać”? Wątpię. Raczej nie byłby kapłanem celebrytą. Nie pozwoliłyby mu na to jego dojrzałość, powaga i pokora. Czy jednak oznacza to, że nie byłby popularny? Sądzę, że – podobnie jak w latach 80. – garnęłyby się do niego tłumy. Czy dlatego, że tańczyłby na stadionowych „eventach ewangelizacyjnych”? Nie, dlatego że byłby zapewne po prostu sobą – wiernym swojemu powołaniu księdzem katolickim poważnie traktującym swoją posługę. „Młodym ludziom nie trzeba się podlizywać, trzeba im mówić prawdę” – tak odpowiedział kiedyś na pytanie o to, jak „przyciągnąć młodzież do Kościoła” kard. Raymond Leo Burke. Podobnie byłoby zapewne z księdzem Jerzym. Przychodziliby do niego ludzie zmęczeni współczesną nowomową, chaosem słów i rozmywaniem ich znaczeń. Chcieliby porozmawiać lub wyspowiadać się u kapłana, dla którego Bóg jest realną rzeczywistością, a nie jedynie pojęciem filozoficznym. „Ksiądz to, widzę, wierzący jest” – mówi w filmie „Popiełuszko. Wolność jest w nas” więzień, z którym ks. Jerzy trafił do jednej celi. Czy dziś mógłby trafić do więzienia? Miejmy nadzieję, że takie czasy nie nadejdą, ale jeśli polityka karania za „mowę nienawiści” będzie nadal galopowała tak, jak w zachodniej Europie, wszystko jest możliwe. Gdyby ksiądz Jerzy nauczał we współczesnej Kanadzie, mógłby zostać aresztowany podobnie jak Mary Wagner, ponieważ z pewnością pozostałby wierny kwestii obrony życia.

„Gdy błogosławiony ksiądz Jerzy został duszpasterzem lekarzy, szybko dostrzegł, że problemem numer jeden tego środowiska było nieposzanowanie życia człowieka od momentu poczęcia, co skutkowało uczestnictwem (często przymusowym) w odbieraniu życia dzieciom w łonach matek. Choć liczba lekarzy dopuszczających się tego haniebnego procederu była ograniczona, tym niemniej deprawacja całego środowiska medycznego była ogromna. Nie wiem, kiedy błogosławiony ks. Jerzy przejął się bolesnym zagadnieniem aborcji (może pamięta to matka błogosławionego), ale pamiętam, że gdy przybył do kościoła akademickiego św. Anny w Warszawie, gdzie objął opieką duszpasterską medyków, tym zagadnieniem był już głęboko poruszony. Uczestniczył w nielicznych w owym czasie konferencjach poświęconych rozwojowi prenatalnemu człowieka i obronie jego prawa do życia” – wspomina na portalu Radia Maryja Marian Jabłoński, lekarz zaangażowany w duszpasterstwo służby zdrowia prowadzone przez błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę. „Czas stanu wojennego zmotywował wielu do twardej obrony praw Bożych i praw naszego Narodu. Do takich ludzi zaliczał się późniejszy błogosławiony. Logicznym następstwem postawy obrony życia człowieka przed narodzeniem jest obrona godności i naturalnych praw człowieka dorosłego. Obawialiśmy się o życie ks. Jerzego i modliliśmy się, aby dobry Bóg zachował go od złego. Plany Boże były jednak inne… Być może ta ofiara przyczyniła się do upadku komunizmu, być może ocaliła ileś ludzkich istnień w łonach matek… Przygotowywałem mowę pożegnalną środowiska lekarzy na pogrzeb ks. Jerzego. Bardzo mocno podkreśliłem w niej, jak bliska była temu kapłanowi obrona życia najmłodszych. Przemówienie zakończone było wezwaniem do ślubowania obrony dzieci przed narodzeniem, tak jak życzyłby sobie tego ks. Jerzy. Wszyscy obecni na uroczystościach pogrzebowych trzykrotnie zawołali: «Ślubujemy!». Różne dzieła chrześcijańskie w obronie życia dzieci poczętych obrały sobie za patrona ks. Jerzego Popiełuszkę – również jego grupa z parafii św. Stanisława Kostki. Organizowane były i są także liczne konkursy, jak «Ocal życie bezbronnemu», których patronem jest błogosławiony ks. Jerzy. Istnieje także Litania do błogosławionego ks. Jerzego z prośbą o wstawiennictwo za dziećmi poczętymi. Wierzę, że oręduje on z Nieba za każdym dzieckiem pod sercem matki i za tymi, którzy stają w ich obronie” – dodaje Jabłoński.

 

„Walczę ze złem, nie z jego ofiarami”

 

Obrona życia to temat dla polityków wygodny jedynie wtedy, kiedy z jakiegoś powodu chcą oni podgrzać nastroje społeczne bądź odwrócić uwagę od innych spraw, które dzieją się w Polsce, toteż ks. Jerzy nie byłby zapewne za swoją działalność na tej niwie ani specjalnie lubiany, ani popularny. „Tak, to ważne, ale to nie jest dobry moment” – słyszałby od polityków prawicy. Lewica oskarżałaby go o to, że ma „krew kobiet na rękach”. W przeciwieństwie do niektórych działaczy pro-life ks. Jerzy, choć nie zmieniałby swojego stanowiska w tej sprawie, zapewne nie odpowiadałby swoim adwersarzom w sposób agresywny. Rozmawiałby cierpliwie z tymi, którzy byliby na rozmowę otwarci, za innych by się modlił. „Bł. ks. Jerzy walczył z grzechem, ale nigdy z człowiekiem. Zawsze posługiwał się metodami godnymi ucznia Chrystusa. Świadkowie jego życia wspominają, że potrafił wyjść z ciepłą kawą do śledzących go esbeków marznących na mrozie przed jego mieszkaniem i powiedzieć: «To nie wasza wina, panowie, że tu stoicie»” – przypomniał podczas homilii wygłoszonej w rocznicę porwania ks. Jerzego biskup Józef Guzdek. „Wy naprawdę niczego nie rozumiecie. Ja walczę ze złem, a nie z ofiarami zła” – odpowiadał bł. ks. Jerzy tym, którzy domagali się od niego publicznego napiętnowania komunistycznych oprawców. Biskup Guzdek podkreślił, że w życiu ks. Popiełuszki nie było ani pogardy, ani złości na oprawców i że nikogo na siłę nie nawracał. „Był uosobieniem miłości, łagodności i cierpliwości” – zaznaczył hierarcha.

Z miłością i cierpliwością podchodziłby dzisiaj ks. Jerzy do pogubionej młodzieży, zapewne także tej, która w czasie „czarnych marszów” rzucała kamieniami w jego kościół. Sądzę, że wyszedłby do nich porozmawiać, może usiadł ze zbuntowanymi „Julkami” na pobliskim murku, wysłuchałby tego, co je tutaj przyprowadziło, z czym się zmagają i jaki ból każe im wybierać drogę przemocy. Część cynicznej młodzieży zapewne by go wyśmiała, ale być może dla kilku osób byłoby to spotkanie życia. Ks. Jerzy byłby dziś zapewne także z protestującymi rolnikami, tak jak kiedyś towarzyszył hutnikom i stoczniowcom. Odprawiałby Msze Święte w ich intencji, towarzyszył, spowiadał, żartował, łagodził nastroje i nawoływał do pokoju. Ale także rozmawiałby z nimi o plonach, zasiewach, nawozach, dopłatach, pestycydach i antybiotykach. Byłby blisko konkretnych problemów ludzi pracy.

Groziłaby mu zapewne etykieta „ruskiej onucy”, ponieważ tak jak kiedyś odmawiał znienawidzenia swoich wrogów, tak i dzisiaj modliłby się za Rosję, w tym także za Władimira Putina. Wcześniej jednak zostałby „onucą ukraińską”, bo z pewnością jako jeden z pierwszych ruszyłby na pomoc uchodźcom z napadniętego kraju. Jego „program polityczny” byłby dziś podobny do tego, który sformułował w latach 80.: „Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, nawet w obozie czy więzieniu. Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapomniała, co było dla niej prawdą jeszcze przed niespełna rokiem, stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie”.

Czytaj także: [Felieton „TS”] Woś: Zło dobrem zwyciężaj!

 

Ks. Jerzy i „korpoludki”

 

Ks. Jerzy nie pozwoliłby „zapisać się” do żadnej partii. Nie stałby się ani kapłanem „PiS-owskim”, ani też współczesnym księdzem Kazimierzem Sową. Z pewnością wiele uwagi w swoich homiliach poświęciłby konieczności szukania dróg pojednania i wyrzeczenia się nienawiści. Byłby zdecydowanym przeciwnikiem „wojny polsko-polskiej”, pozostałby wierny swojej dewizie „Zło dobrem zwyciężaj”. „Ludzi zdobywa się otwartym sercem, a nie zaciśniętą pięścią” – mawiałby i dziś. Przypominałby znękanym korporacyjnym zrobotyzowaniem ludziom XXI wieku o ich niezbywalnej godności. „Dla Boga każdy człowiek bez wyjątku jest skarbem drogocennym” – mówiłby w rozmowach z „korpoludkami”, łagodnie zwracając im uwagę na to, że praca musi służyć człowiekowi, a nie człowiek pracy. Tak jak za czasów komuny, podobnie i dzisiaj broniłby krzyża i wolności religii.

Sądzę, że unikałby mediów i szukał chwil wytchnienia na łonie przyrody, chętnie jeździłby na Podlasie do rodzinnych Okopów, z pewnością także i dziś miałby psa – wtedy czarnej maści Tajniaka, dziś być może pies wabiłby się Węgiel (w nawiązaniu do współczesnego paratotalitarnego ekoszaleństwa „zeroemisyjności”). Z pewnością niepokoiłby się współczesnymi zagrożeniami dla wolności pojawiającymi się często niepostrzeżenie, stopniowo, a prowadzącymi do groźnych konsekwencji. „Są więzienia niewidzialne, jest ich bardzo wiele. Są więzienia, w których ludzie rodzą się, rosną i umierają. Są więzienia systemów i ustrojów. Te więzienia nie tylko niszczą ciała, ale sięgają dalej, sięgają duszy, sięgają głęboko prawdziwej wolności” – te słowa ks. Jerzy przypominałby zapewne także w 2024 roku. Wymagałby przede wszystkim od siebie i nie mamiłby nikogo obietnicami łatwego życia. „Mamy wypowiadać prawdę, gdy inni milczą. Wyrażać miłość i szacunek, gdy inni sieją nienawiść. Zamilknąć, gdy inni mówią. Modlić się, gdy inni przeklinają. Pomóc, gdy inni nie chcą tego czynić. Przebaczyć, gdy inni nie potrafią. Cieszyć się życiem, gdy inni je lekceważą” – powtarzałby. Byłby człowiekiem z krwi i kości, nieudającym, że wszystko jest dla niego łatwe, i niedbającym o swój publiczny „wizerunek”. „Boże, jak bardzo podobne jest ludzkie życie, szare, trudne, czasami ponure, i byłoby często nie do zniesienia, gdyby nie promyki radości, Twojej obecności, znaku, że jesteś z nami, ciągle taki sam, dobry i kochający” – pisałby zapewne w swoich „Zapiskach” i dziś.

Być może namówiony przez młodzież prowadziłby na YouTubie jakiś kanał ewangelizacyjny albo wspólny Różaniec. Nie robiłby tego jednak dla like’ów ani liczby wyświetleń. „Ludzi nigdy nie wiązałem ze sobą, ale z Bogiem i Kościołem” – mawiał. Zapewne chętnie zostałby ponownie duszpasterzem ludzi pracy i kapelanem Solidarności. Byłby dla wielu niewygodny i zapewne oskarżano by go o prowadzenie działalności politycznej. „Już nie potrafię zamknąć swojego kapłaństwa w kościele, chociaż tylu różnych «doradców» podpowiada mi, że prawdziwy polski ksiądz nie powinien wychodzić poza kościelne ogrodzenie” – mówił ks. Jerzy w latach 80. „Gdybyśmy byli krajem szczęśliwym, księża mogliby zajmować się tylko życiem duchowym” – dodawał.
Robiłby swoje – wykonywał codzienne, powtarzalne, pokorne czynności. Przypominałby nam bogactwo i piękno polskiej kultury i duchowości, cytowałby – tak jak robił to kiedyś – nauczanie bł. Prymasa Tysiąclecia i św. Jana Pawła II. Starałby się odczytywać wolę Boga i ją realizować. Byłby silny mocą wiary i mocą Krzyża, którego nie unikał. Byłby niezłomny, autentyczny i wiarygodny. A przez to niebezpieczny dla każdego systemu zniewolenia.

 

Tekst ukazał się w nowym numerze „Tygodnika Solidarność” dostępnym już od środy w kioskach. 

Chcesz otrzymywać „Tygodnik Solidarność” prosto do swojego domu lub zakładu pracy? Zamów prenumeratę <TUTAJ>

 

 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Unia Europejska uderza w polskie przetwórstwo rybne z ostatniej chwili
Unia Europejska uderza w polskie przetwórstwo rybne

Na skutek decyzji Parlamentu Europejskiego, niebawem wejdą w życie nowe unijne przepisy dot. przetwarzania łososia. Autorzy przepisów tłumaczą, że przepisy mają zwiększyć bezpieczeństwo produktów dla konsumentów. Sęk jednak w tym, że zmiany mogą okazać się dużym problemem dla polskich przetwórców tych ryb, a jak podkreślają przedstawiciele branży, nie stoją za nimi żadne dowody naukowe.

Ekspert: Chiny są bardziej zadowolone z wizyty Scholza niż USA z ostatniej chwili
Ekspert: Chiny są bardziej zadowolone z wizyty Scholza niż USA

Handel, wojna Rosji z Ukrainą i odnawialne źródła energii, to trzy najważniejsze tematy poruszone podczas wizyty Olafa Scholza w Chinach – stwierdził we wtorek w rozmowie z PAP prof. Bogdan Góralczyk, politolog i sinolog, komentując kończącą się trzydniową podróż kanclerza Niemiec.

Brukselska policja rozbiła konserwatywną konferencję z udziałem Ordo Iuris z ostatniej chwili
Brukselska policja rozbiła konserwatywną konferencję z udziałem Ordo Iuris

Po dwóch godzinach obrad policja belgijska wkroczyła do centrum konferencyjnego Claridge w centrum Brukseli i zamknęła obrady spotkania europejskich konserwatystów zwanego NatCon, w których uczestniczą Mateusz Morawiecki, Victor Orban, Nigel Farage i kardynał Gerhard Mueller – informuje w mediach społecznościowych dr Rafał Brzeski, ekspert ds. wojny informacyjnej, służb specjalnych i terroryzmu, publicysta m.in Tysol.pl.

Dyrektywa budynkowa to nie tylko zamach na własność. Czy naprawdę chcemy być niewolnikami? Wiadomości
Dyrektywa budynkowa to nie tylko zamach na własność. Czy naprawdę chcemy być niewolnikami?

Rada UE formalnie przyjęła w piątek zmienioną dyrektywę w sprawie charakterystyki energetycznej budynków, której oficjalnym celem jest pomoc w ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych i ubóstwa energetycznego w UE. Problem w tym, że wygeneruje ona kryzys, jakiego Europa nie widziała chyba nigdy, prowadząc nie tylko do ubóstwa energetycznego, ale do masowej utraty własności przez obywateli UE, która przejdzie w ręce „inwestorów” z wielkich korporacji zgodnie z planem zapisanym w Manifeście z Ventotene Altiero Spinellego i Ernesta Rossiego.

Żona Macieja Wąsika z postępowaniem dyscyplinarnym w pracy z ostatniej chwili
Żona Macieja Wąsika z postępowaniem dyscyplinarnym w pracy

Podczas wtorkowej konferencji prasowej Maciej Wąsik poinformował, że wobec jego żony Romy Wąsik wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Małżonka polityka pracuje w instytucji publicznej.

Niepokojące doniesienia w sprawie znanego aktora. Nie wróci do obsady popularnego serialu z ostatniej chwili
Niepokojące doniesienia w sprawie znanego aktora. Nie wróci do obsady popularnego serialu

Media obiegły niepokojące informacje w sprawie znanego aktora. Konieczna operacja.

Rząd przyjął projekt zmian w Kodeksie pracy z ostatniej chwili
Rząd przyjął projekt zmian w Kodeksie pracy

MRPiPS poinformowało, że rząd przyjął we wtorek projekt zmian w Kodeksie pracy. Wdraża on dyrektywę UE ws. ochrony pracowników przed działaniem czynników rakotwórczych lub mutagenów. Dyrektywa rozszerza ich wykaz o substancje reprotoksyczne, czyli szkodliwe m.in. dla płodności i funkcji seksualnych.

Sensacyjne doniesienia. Robert Lewandowski nie będzie jedynym Polakiem w Barcelonie z ostatniej chwili
Sensacyjne doniesienia. Robert Lewandowski nie będzie jedynym Polakiem w Barcelonie

Reprezentantka Polski w piłce nożnej Ewa Pajor, występująca obecnie w VfL Wolfsburg, od nowego sezonu zagra w Barcelonie - informują niemieckie i hiszpańskie media. Transfer ma wynieść prawie pół miliona euro, co jest rekordem w historii kobiecej drużyny z Katalonii.

Nie żyje znany dziennikarz. Tuż przed śmiercią opublikował wpis z ostatniej chwili
Nie żyje znany dziennikarz. Tuż przed śmiercią opublikował wpis

We wtorek media poinformowały o śmierci Tomasza Świderka - doświadczonego dziennikarza, publicysty m.in dziennika "Rzeczpospolita", "Dzienniku Gazecie Prawnej" czy "Gazecie Wyborczej". Uwagę zwraca ostatni wpis dziennikarza opublikowany w mediach społecznościowych.

Spotkanie Duda–Trump w USA? Prezydent RP zabiera głos   z ostatniej chwili
Spotkanie Duda–Trump w USA? Prezydent RP zabiera głos

– Jeśli będzie możliwość, to tak, towarzysko się z nim (Donaldem Trumpem – red.) spotkam – powiedział prezydent Andrzej Duda.

REKLAMA

Przesłanie na obecne czasy. Co nam mówi dziś ksiądz Jerzy Popiełuszko?

Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko w dzisiejszej Polsce byłby zapewne niewygodny dla niemal wszystkich grup społecznych. I wszystkim im bardzo potrzebny.
 Przesłanie na obecne czasy. Co nam mówi dziś ksiądz Jerzy Popiełuszko?
/ Bl. ks. Jerzy Popiełuszko / fot. Wikimedia Commons/Autor nieznany/ NSZZ "S" Region Podlaski

„Nigdy nie można zrezygnować z walki o wolność i prawdę” – hasło tegorocznej Drogi Krzyżowej Ludzi Pracy i zarazem cytat z bł. ks. Jerzego wybrany przez Solidarność jako motto roku poświęconego jej patronowi streszcza życiowe credo kapłana.

Czytaj także: W Jerozolimie celebrowano liturgię Wielkiego Piątku

 

„Ksiądz to, widzę, wierzący jest”

 

Z pewnością do tych fundamentów odwołałby się i dziś, a większość Polaków zapewne ochoczo by się z nim zgodziła – niestety nie dlatego jednak, że faktycznie wzięłaby sobie te słowa do serca, ale dlatego, że w dzisiejszym świecie znaczenie jakichkolwiek słów jest mocno rozmyte. „Wolność” rozumiana jest często jako leseferyzm, „prawda” natomiast przez coraz mniejszą grupę ludzi pojmowana jest jako kategoria obiektywna. W postmodernistycznym świecie, w którym „każdy ma swoją prawdę”, księdzu Jerzemu nie byłoby zapewne łatwo „przebić się” ze swoim rozumieniem prawdy jako rzeczywistości niezmiennej.

Czy zresztą próbowałby się z czymkolwiek „przebijać”? Wątpię. Raczej nie byłby kapłanem celebrytą. Nie pozwoliłyby mu na to jego dojrzałość, powaga i pokora. Czy jednak oznacza to, że nie byłby popularny? Sądzę, że – podobnie jak w latach 80. – garnęłyby się do niego tłumy. Czy dlatego, że tańczyłby na stadionowych „eventach ewangelizacyjnych”? Nie, dlatego że byłby zapewne po prostu sobą – wiernym swojemu powołaniu księdzem katolickim poważnie traktującym swoją posługę. „Młodym ludziom nie trzeba się podlizywać, trzeba im mówić prawdę” – tak odpowiedział kiedyś na pytanie o to, jak „przyciągnąć młodzież do Kościoła” kard. Raymond Leo Burke. Podobnie byłoby zapewne z księdzem Jerzym. Przychodziliby do niego ludzie zmęczeni współczesną nowomową, chaosem słów i rozmywaniem ich znaczeń. Chcieliby porozmawiać lub wyspowiadać się u kapłana, dla którego Bóg jest realną rzeczywistością, a nie jedynie pojęciem filozoficznym. „Ksiądz to, widzę, wierzący jest” – mówi w filmie „Popiełuszko. Wolność jest w nas” więzień, z którym ks. Jerzy trafił do jednej celi. Czy dziś mógłby trafić do więzienia? Miejmy nadzieję, że takie czasy nie nadejdą, ale jeśli polityka karania za „mowę nienawiści” będzie nadal galopowała tak, jak w zachodniej Europie, wszystko jest możliwe. Gdyby ksiądz Jerzy nauczał we współczesnej Kanadzie, mógłby zostać aresztowany podobnie jak Mary Wagner, ponieważ z pewnością pozostałby wierny kwestii obrony życia.

„Gdy błogosławiony ksiądz Jerzy został duszpasterzem lekarzy, szybko dostrzegł, że problemem numer jeden tego środowiska było nieposzanowanie życia człowieka od momentu poczęcia, co skutkowało uczestnictwem (często przymusowym) w odbieraniu życia dzieciom w łonach matek. Choć liczba lekarzy dopuszczających się tego haniebnego procederu była ograniczona, tym niemniej deprawacja całego środowiska medycznego była ogromna. Nie wiem, kiedy błogosławiony ks. Jerzy przejął się bolesnym zagadnieniem aborcji (może pamięta to matka błogosławionego), ale pamiętam, że gdy przybył do kościoła akademickiego św. Anny w Warszawie, gdzie objął opieką duszpasterską medyków, tym zagadnieniem był już głęboko poruszony. Uczestniczył w nielicznych w owym czasie konferencjach poświęconych rozwojowi prenatalnemu człowieka i obronie jego prawa do życia” – wspomina na portalu Radia Maryja Marian Jabłoński, lekarz zaangażowany w duszpasterstwo służby zdrowia prowadzone przez błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę. „Czas stanu wojennego zmotywował wielu do twardej obrony praw Bożych i praw naszego Narodu. Do takich ludzi zaliczał się późniejszy błogosławiony. Logicznym następstwem postawy obrony życia człowieka przed narodzeniem jest obrona godności i naturalnych praw człowieka dorosłego. Obawialiśmy się o życie ks. Jerzego i modliliśmy się, aby dobry Bóg zachował go od złego. Plany Boże były jednak inne… Być może ta ofiara przyczyniła się do upadku komunizmu, być może ocaliła ileś ludzkich istnień w łonach matek… Przygotowywałem mowę pożegnalną środowiska lekarzy na pogrzeb ks. Jerzego. Bardzo mocno podkreśliłem w niej, jak bliska była temu kapłanowi obrona życia najmłodszych. Przemówienie zakończone było wezwaniem do ślubowania obrony dzieci przed narodzeniem, tak jak życzyłby sobie tego ks. Jerzy. Wszyscy obecni na uroczystościach pogrzebowych trzykrotnie zawołali: «Ślubujemy!». Różne dzieła chrześcijańskie w obronie życia dzieci poczętych obrały sobie za patrona ks. Jerzego Popiełuszkę – również jego grupa z parafii św. Stanisława Kostki. Organizowane były i są także liczne konkursy, jak «Ocal życie bezbronnemu», których patronem jest błogosławiony ks. Jerzy. Istnieje także Litania do błogosławionego ks. Jerzego z prośbą o wstawiennictwo za dziećmi poczętymi. Wierzę, że oręduje on z Nieba za każdym dzieckiem pod sercem matki i za tymi, którzy stają w ich obronie” – dodaje Jabłoński.

 

„Walczę ze złem, nie z jego ofiarami”

 

Obrona życia to temat dla polityków wygodny jedynie wtedy, kiedy z jakiegoś powodu chcą oni podgrzać nastroje społeczne bądź odwrócić uwagę od innych spraw, które dzieją się w Polsce, toteż ks. Jerzy nie byłby zapewne za swoją działalność na tej niwie ani specjalnie lubiany, ani popularny. „Tak, to ważne, ale to nie jest dobry moment” – słyszałby od polityków prawicy. Lewica oskarżałaby go o to, że ma „krew kobiet na rękach”. W przeciwieństwie do niektórych działaczy pro-life ks. Jerzy, choć nie zmieniałby swojego stanowiska w tej sprawie, zapewne nie odpowiadałby swoim adwersarzom w sposób agresywny. Rozmawiałby cierpliwie z tymi, którzy byliby na rozmowę otwarci, za innych by się modlił. „Bł. ks. Jerzy walczył z grzechem, ale nigdy z człowiekiem. Zawsze posługiwał się metodami godnymi ucznia Chrystusa. Świadkowie jego życia wspominają, że potrafił wyjść z ciepłą kawą do śledzących go esbeków marznących na mrozie przed jego mieszkaniem i powiedzieć: «To nie wasza wina, panowie, że tu stoicie»” – przypomniał podczas homilii wygłoszonej w rocznicę porwania ks. Jerzego biskup Józef Guzdek. „Wy naprawdę niczego nie rozumiecie. Ja walczę ze złem, a nie z ofiarami zła” – odpowiadał bł. ks. Jerzy tym, którzy domagali się od niego publicznego napiętnowania komunistycznych oprawców. Biskup Guzdek podkreślił, że w życiu ks. Popiełuszki nie było ani pogardy, ani złości na oprawców i że nikogo na siłę nie nawracał. „Był uosobieniem miłości, łagodności i cierpliwości” – zaznaczył hierarcha.

Z miłością i cierpliwością podchodziłby dzisiaj ks. Jerzy do pogubionej młodzieży, zapewne także tej, która w czasie „czarnych marszów” rzucała kamieniami w jego kościół. Sądzę, że wyszedłby do nich porozmawiać, może usiadł ze zbuntowanymi „Julkami” na pobliskim murku, wysłuchałby tego, co je tutaj przyprowadziło, z czym się zmagają i jaki ból każe im wybierać drogę przemocy. Część cynicznej młodzieży zapewne by go wyśmiała, ale być może dla kilku osób byłoby to spotkanie życia. Ks. Jerzy byłby dziś zapewne także z protestującymi rolnikami, tak jak kiedyś towarzyszył hutnikom i stoczniowcom. Odprawiałby Msze Święte w ich intencji, towarzyszył, spowiadał, żartował, łagodził nastroje i nawoływał do pokoju. Ale także rozmawiałby z nimi o plonach, zasiewach, nawozach, dopłatach, pestycydach i antybiotykach. Byłby blisko konkretnych problemów ludzi pracy.

Groziłaby mu zapewne etykieta „ruskiej onucy”, ponieważ tak jak kiedyś odmawiał znienawidzenia swoich wrogów, tak i dzisiaj modliłby się za Rosję, w tym także za Władimira Putina. Wcześniej jednak zostałby „onucą ukraińską”, bo z pewnością jako jeden z pierwszych ruszyłby na pomoc uchodźcom z napadniętego kraju. Jego „program polityczny” byłby dziś podobny do tego, który sformułował w latach 80.: „Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, nawet w obozie czy więzieniu. Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapomniała, co było dla niej prawdą jeszcze przed niespełna rokiem, stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie”.

Czytaj także: [Felieton „TS”] Woś: Zło dobrem zwyciężaj!

 

Ks. Jerzy i „korpoludki”

 

Ks. Jerzy nie pozwoliłby „zapisać się” do żadnej partii. Nie stałby się ani kapłanem „PiS-owskim”, ani też współczesnym księdzem Kazimierzem Sową. Z pewnością wiele uwagi w swoich homiliach poświęciłby konieczności szukania dróg pojednania i wyrzeczenia się nienawiści. Byłby zdecydowanym przeciwnikiem „wojny polsko-polskiej”, pozostałby wierny swojej dewizie „Zło dobrem zwyciężaj”. „Ludzi zdobywa się otwartym sercem, a nie zaciśniętą pięścią” – mawiałby i dziś. Przypominałby znękanym korporacyjnym zrobotyzowaniem ludziom XXI wieku o ich niezbywalnej godności. „Dla Boga każdy człowiek bez wyjątku jest skarbem drogocennym” – mówiłby w rozmowach z „korpoludkami”, łagodnie zwracając im uwagę na to, że praca musi służyć człowiekowi, a nie człowiek pracy. Tak jak za czasów komuny, podobnie i dzisiaj broniłby krzyża i wolności religii.

Sądzę, że unikałby mediów i szukał chwil wytchnienia na łonie przyrody, chętnie jeździłby na Podlasie do rodzinnych Okopów, z pewnością także i dziś miałby psa – wtedy czarnej maści Tajniaka, dziś być może pies wabiłby się Węgiel (w nawiązaniu do współczesnego paratotalitarnego ekoszaleństwa „zeroemisyjności”). Z pewnością niepokoiłby się współczesnymi zagrożeniami dla wolności pojawiającymi się często niepostrzeżenie, stopniowo, a prowadzącymi do groźnych konsekwencji. „Są więzienia niewidzialne, jest ich bardzo wiele. Są więzienia, w których ludzie rodzą się, rosną i umierają. Są więzienia systemów i ustrojów. Te więzienia nie tylko niszczą ciała, ale sięgają dalej, sięgają duszy, sięgają głęboko prawdziwej wolności” – te słowa ks. Jerzy przypominałby zapewne także w 2024 roku. Wymagałby przede wszystkim od siebie i nie mamiłby nikogo obietnicami łatwego życia. „Mamy wypowiadać prawdę, gdy inni milczą. Wyrażać miłość i szacunek, gdy inni sieją nienawiść. Zamilknąć, gdy inni mówią. Modlić się, gdy inni przeklinają. Pomóc, gdy inni nie chcą tego czynić. Przebaczyć, gdy inni nie potrafią. Cieszyć się życiem, gdy inni je lekceważą” – powtarzałby. Byłby człowiekiem z krwi i kości, nieudającym, że wszystko jest dla niego łatwe, i niedbającym o swój publiczny „wizerunek”. „Boże, jak bardzo podobne jest ludzkie życie, szare, trudne, czasami ponure, i byłoby często nie do zniesienia, gdyby nie promyki radości, Twojej obecności, znaku, że jesteś z nami, ciągle taki sam, dobry i kochający” – pisałby zapewne w swoich „Zapiskach” i dziś.

Być może namówiony przez młodzież prowadziłby na YouTubie jakiś kanał ewangelizacyjny albo wspólny Różaniec. Nie robiłby tego jednak dla like’ów ani liczby wyświetleń. „Ludzi nigdy nie wiązałem ze sobą, ale z Bogiem i Kościołem” – mawiał. Zapewne chętnie zostałby ponownie duszpasterzem ludzi pracy i kapelanem Solidarności. Byłby dla wielu niewygodny i zapewne oskarżano by go o prowadzenie działalności politycznej. „Już nie potrafię zamknąć swojego kapłaństwa w kościele, chociaż tylu różnych «doradców» podpowiada mi, że prawdziwy polski ksiądz nie powinien wychodzić poza kościelne ogrodzenie” – mówił ks. Jerzy w latach 80. „Gdybyśmy byli krajem szczęśliwym, księża mogliby zajmować się tylko życiem duchowym” – dodawał.
Robiłby swoje – wykonywał codzienne, powtarzalne, pokorne czynności. Przypominałby nam bogactwo i piękno polskiej kultury i duchowości, cytowałby – tak jak robił to kiedyś – nauczanie bł. Prymasa Tysiąclecia i św. Jana Pawła II. Starałby się odczytywać wolę Boga i ją realizować. Byłby silny mocą wiary i mocą Krzyża, którego nie unikał. Byłby niezłomny, autentyczny i wiarygodny. A przez to niebezpieczny dla każdego systemu zniewolenia.

 

Tekst ukazał się w nowym numerze „Tygodnika Solidarność” dostępnym już od środy w kioskach. 

Chcesz otrzymywać „Tygodnik Solidarność” prosto do swojego domu lub zakładu pracy? Zamów prenumeratę <TUTAJ>

 

 



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe