Przegląd prasy niemieckiej:"Trzeba uważać,żeby korzyści nie odnieśli zagraniczni producenci,np. z Polski"

- A urzędujący burmistrz Berlina, Michael Mueler (SPD) skrytykował sytuację, że jak dotąd na ulicach niemieckich miast nie pojawiły się żadne taksówki elektryczne wyprodukowane w Niemczech. Dotyczy to również autobusów elektrycznych, które powinny być czym prędzej  zakupione. W większych ilościach mogą je jednak dostarczyć jak na razie jedynie producenci zagraniczni, na przykład z Polski. Trzeba zatem uważać, aby nie tworzyć tego rodzaju programów wsparcia, z których korzyści odnosiliby producenci zagraniczni - słychać z kręgów rządowych. Niemieccy producenci samochodów muszą się zatem pospieszyć, jeśli chcą być uwzględnieni w rozpisanych już przetargach" - czytamy w Tagesspiegel. Ciekawe jak analogiczne tezy polskich urzędników skomentowałyby niemieckie media oburzone polską aplikacją "Pola", która sprawdza czy dany produkt jest produkcji polskiej?
/ Cezary Krysztopa

Tradycyjnie rozpocznę od Frankfurter Allgemeine Zeitung, gdzie ukazał się już bodaj 489 z rzędu artykuł na temat "populizmu" - "Populista wrogiem demokracji". I gdzie oczywiście nie mogło w tym kontekście zabraknąć wzmianki o Polsce, która tym razem pojawia się w towarzystwie - uwaga! - Wenezueli. Warto zwrócić na ten tekst uwagę choćby ze względu na jego autora,  Andreasa Voßkuhlego - aktualnie przewodniczącego niemieckiego Sądu Konstytucyjnego (Bundesverfassungsgericht). Nie jestem prawnikiem, trudno mi oceniać wartość tego artykułu pod względem merytorycznym. Wydaje mi się raczej trywialny, strasznie ogólnikowy i napisany na konkretne polityczne zamówienie (przyczynek do dyskusji o neutralności politycznej sędziów). W gruncie rzeczy jest zbiorem wszystkich dotąd głoszonych najbardziej wyświechtanych komunałów na temat zjawiska nazywanego "populizmem". 

Populista przy dokładniejszym poznaniu okazuje się nie być jedynie "nieuszminkowanym demokratą" (...), lecz jest wrogiem demokracji. Kto chce bronić demokracji, powinien zatem ostro i otwarcie krytykować, a nawet zwalczać wszelkie populistyczne zachowania.

A dalej pisze tak:

(....) Z olbrzymiej wielości form występowania "populizmu" trudno jest wydestylować jakąś jedną poręczną definicję tego zjawiska. Zbyt łatwo dajemy się bowiem zaślepić konkretną wyrazistą formą jego występowania. Kluczem do właściwego rozpoznania jest świadomość, że w przypadku populizmu nie mamy do czynienia z jakąś w pełni wykształconą ideologią - jak w przypadku komunizmu czy liberalizmu. Cechy wspólne europejskiego populizmu prawicowego  i lewicowego populizmu typu wenezuelskiego ujawniają się dopiero wówczas, gdy odłożymy na bok polityczne i ideologicznie motywowane cele i żądania. Wtedy zauważymy, że chodzi tu o określoną strategię przejmowania i utrzymania władzy, która może być skombinowana z każdą możliwą ideologiczną treścią. Ruchu populistycznego od niepopulistycznego nie da się bowiem odróżnić na podstawie jakichś konkretnych politycznych celów. Wszak cele polityczne  Hugo Cháveza i Donalda Trumpa już bardziej się od siebie różnić nie mogą.

(...)

Więcej sukcesu obiecuje natomiast przyjrzenie się charakterystyce formalnej, która pomoże nam uchwycić to "ideologiczne minimum" wszelkich populizmów. Sformułował to już Jan-Werner Müller definiując to jako polityczne wyobrażenie, w którym na przeciw siebie stoją: "moralnie czysty, homogeniczny lud" i niemoralne, skorumpowane, pasożytnicze elity, które tak na prawdę do owego ludu wcale nie należą. 

W podsumowaniu autor stara się już być nieco bardziej konkretny i bije już wręcz na alarm. I tam właśnie pojawia się wspomniana wzmianka o Polsce.

Kto jednak w dalszym ciągu uważa, iż owym naszkicowanym przeze mnie antydemokratycznym resentymentom służy jedynie demagogia, ten jest w głębokim błędzie. To, że populiści nie mają nic wspólnego z demokratycznym pluralizmem, lecz w sposób absolutnie celowy i praktyczny zmierzają do zniszczenia wszelkich demokratycznych instytucji - o tym mówi piąty i ostatni antydemokratyczny "Stossrichtung" (kierunek natarcia) wszystkich populistów. Mieści się tu na przykład pogarda dla wszelkich opozycyjnych zachowań, a daje się to już zauważyć wszędzie tam, gdzie populiści doszli do władzy. Do tego dochodzi możliwie pełne - wychodzące daleko poza uzasadnione konieczną sprawowania własnej polityki obsadzanie kluczowych pozycji w administracji państwowej -  przejmowanie wszelkich państwowych instytucji i urządów, łącznie z sądownictwem. Ponadto jako coś wrogiego i skierowanego przeciwko woli ludu traktowana jest wszelka kontrola oraz protesty, i to niezależnie od tego czy wychodzą one ze strony parlamentarnej czy pozaparlamentarnej opozycji, wolnych mediów, niezależnego sądownictwa czy też po prostu od społeczeństwa obywatelskiego. Krótko mówiąc, rządzone przez populistów państwo z założenia musi być autorytarne, gdyż tylko wtedy może realizować prawdziwą wolę ludu. Taki niepokojący rozwój daje się zaobserwować nie tylko w dalekiej Wenezueli, ale również w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, na Węgrzech, w Polsce i w Turcji. 

Autor kończy swój przydługi artykuł takimi oto pouczeniami:

"Szczególną uwagę należy zwrócić na wypracowanie sposobu pokazania, iż owe konkretne populistyczne tezy wcale nie pokrywają się z interesami obywateli, a wręcz przeciwnie, podobnie jak w innych politycznych programach, chodzi jedynie o własne partykularne preferencje.  Jednocześnie należy stale pokazywać, dlaczego populiści w ostatecznym rozrachunku  zawsze położą swoją łapę na samych fundamentach demokracji i zaczną przy nich majstrować. I należy też spokojnie od czasu do  przypominać, że polityczne przekonania pojedynczych obywatelek i obywateli posiadają jedynie wagę i mają szansę się realizować tylko i wyłącznie w ramach  demokratycznej wspólnoty.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na zdjęcia stanowiące ilustracje do tekstu. Na jednym z nich zaprezentowany jest obraz pewnego "pro-europejskiego" artysty, przedstawiający maszerujących i trzymających się pod rękę czterech postaci: Viktora Orbana, Nigela Farage'a, Marine Le Pen i Jarosława Kaczyńskiego - ze swastykami na podeszwach. A nad nimi, również w otoczeniu swastyk, wisi portret Donalda Trumpa. 

http://www.faz.net/aktuell/politik/inland/bundesverfassungsrichter-vosskuhle-und-sein-rezept-gegen-populismus-15304961.html?printPagedArticle=true#pageIndex_0


W niemieckich mediach wciąż pojawiają są reminiscencje z naszego Święta Niepodległości. Nie było mnie tutaj przez dwa tygodnie, więc nie miałem okazji zaprezentowania jakichś przykładów, ale zapewniam, że takich artykułów pojawiło się w prasie niemiekiej całe mnóstwo i wszystkie  mówiły o "dziesiątkach tysięcy faszystów, nacjonalistów, a nawet nazistów" maszerujących ulicami Warszawy. Tutaj chciałbym przytoczyć stosunkowo świeży, bardzo wymowny tekst napisany bez wątpienia z tejże właśnie inspiracji, choć nie jest to tekst poświęcony konkretnie Marszowi Niepodległości, jakkolwiek zilustrowany został zdjęciem z tego wydarzenia. Tekst ukazał się 25 listopada na portalu "Spiegel Online" i nosi tytuł: "Faszym. Dawniej się nas po prostu bano". Tekst - jak wspomniałem - nie dotyczy konkretnie naszego kraju i nie licząc owej ilustracji z biało-czerwonymi "faszystowskimi" flagami, słowo "Polska" pojawia się tam właściwie tylko raz, w jednym zdaniu, będącym  podsumowaniem jakiejś ponurej futurystycznej wizji pod rządami jakiegoś skrajnie prawicowego reżimu. 

Niestety, odnosi się wrażenie, że takie czasy mamy już tuż przed sobą, by przypomnieć choćby warszawski przemarsz nacjonalistów - jak ich u nas w mediach nazywają. Albo też ową armię, która formowana jest aktualnie na Ukrainie, a składająca się z wesołych grupek palących się do walki prawicowych ekstremistów. 

Cała zaś reszta tekstu to jakiś bełkotliwy, mający w głębokiej pogardzie elementarne fakty wywód na temat lekceważenia owych zagrożeń wynikających z odradzającego się faszyzmu w Europie, egzemplifikowany przykładami z samych Niemiec:

- Łagodny wyrok w związku z neonazistowskimi okładkami płytowymi w Memmingen

- Zapomnieli go zagazować": wyrok dla (wypowiadającego te słowa) emeryta

- Neonaziści podłożyli ogień w ośrodku dla uchodźców - wyrok wyjątkowo łagodny

- Wyrok w zawieszeniu za prawicowo-ekstremistyczną publikację w Internecie

- Szef neonazistów okazał się wtyczką 

Dalej autorka, Sybille Berg (pewnie dla zachowania pozorów obiektywności) przypomina, iż, owszem, istnieje również terror lewicowy, w mediach zresztą jakoby zbyt mocno nagłośniany, podczas gdy (cytuję):

(...) Jak dotąd, przynajmniej od czasu zjednoczenia Niemiec, nie odnotowano jeszcze ani jednej ofiary  śmiertelnej terroryzmu lewicowego, co najwyżej kilka  zupełnie bezsensownie wyrządzonych szkód o charakterze materialnym. (...) Tymczasem już od pięciu miesięcy w areszcie śledczym siedzi 18-letni Fabio, który być może czymś tam rzucił, a być może wcale nie. 

A jeszcze dalej:

(...) Nie chciałabym się tu wdawać w kwestię związane z egzekwowaniem prawa, wpadam jedynie w szczere zdumienie nad pojawianiem się coraz to nowych przejawów faszyzmu, który w Europie - jak widać -  rozwija się bez żadnych przeszkód. A także nad postawą wręcz paraliżu, jaką wobec owego zjawiska przyjmuje zdecydowana większość europejskich społeczeństw. I w ogóle nad niezwykłą zagadkowością przyczyn pojawienia się tego nagłego trendu, który - zdawałoby się - powinien już dawno należeć do przeszłości. 

http://www.spiegel.de/kultur/gesellschaft/faschismus-frueher-waren-wir-gefuerchtet-kolumne-a-1180031.html


Pozostając jeszcze w tygodniku "der Spiegel", chciałbym zwrócić uwagę na artykuł pewnej zagorzałej feministki, niejakiej  Margarete Stokowski,  pt. "Zniewolenie poniżej pasa". W artykule tym feministka ta uskarża się na zbyt restrykcyjne prawo aborcyjne w Niemczech, chociaż wiadomo, że prawo to u naszych zachodnich sąsiadów należy akurat do tych jednych z najłagodniejszych w świecie. W każdym przypadku, bez jakikolwiek uzasadnień, kobieta może tam dokonać aborcji do 12 tygodnia ciąży, a jedyny wymóg (zresztą dość iluzoryczny) to 3-dniowy czas na "zastanowienie się" oraz zasięgnięcie porady w specjalistycznej placówce. Tymczasem autorka ubolewa właśnie nad tym, że w Niemczech aborcja jest "niezgodna z prawem" i nie można jej na przykład reklamować. Za coś takiego można bowiem stanąć przed sądem i być ukaranym grzywną. I tak też się stało w przypadku pewnej lekarki-ginekologa, którą sąd w Giessen skazał na 6000 Euro grzywny za wydanie czegoś w rodzaju broszury informującej o tym, jak najlepiej i najpraktyczniej pozbyć się niechcianej ciąży - co stało się zresztą  pretekstem i punktem wyjścia  dla tego  artykułu. Tekst zaczyna się tak:

"W Hamburgu w zeszłym tygodniu pewna koparka wyryła w ziemi dziurę w kształcie swastyki. Dość szybko stało się dla wszystkich jasne, że nie za bardzo pasowałoby do dzisiejszych czasów, gdyby to tak zostawiono. Dlatego też rozprawiono się z tym "dziełem"już po... pięciu dniach. Inny nazistowski relikt okazał się jednak o wiele bardziej trwały i uparty i nie wygląda na to, by w najbliższym czasie chciano go usunąć. Chodzi mianowicie o skandaliczny brak wolności w niemieckim prawie aborcyjnym. Paragraf 219 StGB, dotyczący zakazu reklamy aborcji, ma bowiem swoje źródło jeszcze w prawodawstwie III Rzeszy (z czerwca 1933). (...) Tymczasem owa hucpa prawna dotycząca naszych macic nadal w kraju obowiązuje.
 (...)
Jest tylko jeden pozytywny aspekt tamtego skandalicznego rozstrzygnięcia sądu w Giessen  - można się zresztą dziwić, że ową lekarkę ukarano grzywną 600 Euro, a powinno to być raczej 600 reichsmarek -  mianowicie to, że zaczęto o tej sprawie wreszcie głośno mówić. Tymczasem jak na ironię, w uzasadnieniu wyroku padło właśnie stwierdzenie: "Ustawodawca nie chce, aby o przerywaniu ciąży dyskutowano publicznie, tak  jak gdyby chodziło tu o  jakaś normalną sprawę". Prawda, że słodkie? (...)

Następnie autorka stara się właśnie pokazać, jak bardzo jest to "sprawa normalna" i jak bardzo "nienormalne" jest to,  gdy się o tym zakazuje mówić. Bo nie dość, że paragraf ten ma nazistowskie korzenie, to - zdaniem autorki - jest jeszcze jakiś taki nielogiczny. Pisze tak:

Tytułem sprawdzenia swej odwagi można na przykład stoczyć się z wysokiej góry i zupełnie legalnie pozwolić w szpitalu dać sobie zagipsować to wszystko, co sobie człowiek przy tej okazji połamie. Można też sobie w szybkowarze ugotować zupkę z LSD, a gdy coś pójdzie nie tak, to w każdym szpitalu udzielą ci niezbędnej pomocy. Ale gdy w czasie uprawiania seksu pęknie prezerwatywa, albo spiralka nie zadziała tak, jak trzeba i dojdzie do zapłodnienia, wówczas państwo pogrozi ci tym swoim przed-nowoczesnym palcem i powie: nie siostrzyczko, tak prosto nie będzie! Tak, jak gdyby kobiety, jeśli już daje im się jakieś prawa, zawsze wymagały owych działań wychowawczych i chronienia ich przed ich własną emancypacyjną lekkomyślnością. (...) Tymczasem państwo powinno trzymać się jak najdalej od naszych macic. Macica nie jest osobnym bytem, opisem funkcjonalnym całego człowieka, lecz jedynie jednym z kobiecych organów. Każda kobieta ma zatem prawo opowiedzieć się za, czy przeciw ciąży. (...)

Dalej autorka wspomina jeszcze coś tam o stresie poaborcyjnym i złym samopoczuciu psychicznym kobiet nawet po wielu latach od zabiegu, którego jednak - zdaniem autorki - można z powodzeniem uniknąć, jeśli zabieg dokonany będzie w warunkach pełnego komfortu: prawnego i technicznego. I oczywiście w całym tekście ani słowa o tym, że chodzi tu o zabicie nienarodzonego dziecka. Za to nie mogło się obejść bez... Polski. Artykuł kończy się tak:

Również Niemiecki Związek Prawników a także Niemiecki Związek Lekarek domagają się zniesienia paragrafu 219a. Wszyscy, którzy wątpią w to, że byłoby to lepsze, niech się rozejrzą po innych krajach, gdzie podobne lub ostrzejsze przepisy również obowiązują, i niech zauważą, jak beznadziejnie dzieje się kobietom na przykład w Polsce, gdzie ich prawo do aborcji jest bardzo ograniczane. (...) Dotyczy to zresztą nie tylko aborcji, ale i swobody głoszenia przekonań politycznych. 

http://www.spiegel.de/kultur/gesellschaft/schwangerschaftsabbruch-der-staat-sollte-sich-aus-dem-uterus-raushalten-a-1180666.html


Wspominałem o pogardzie dla faktów, tak typowej dla niemieckiej lewicowej publicystyki. Również w berlińskim Tagesspiegel mamy z czymś takim do czynienia (a przynajmniej z dużą niefrasobliwością w sformułowaniach) w skądinąd ciekawym artykule poświęconym akcji wywożenia żydowskich dzieci z III Rzeszy, organizowanej w okresie od 30 listopada 1938 do 1 września 1939 (kiedy to ostatni tego rodzaju transport zawrócony został przez Niemców z okupowanej już Pragi) przez różne międzynarodowe, głównie jednak brytyjskie organizacje pozarządoqwe.  Jest tam na przykład taki fragment:

"Owe akcje wywożenia i umieszczania żydowskich dzieci w rodzinach zastępczych, w hostelach, domach dziecka, a później również w ośrodkach internowania, organizowane i finansowane były (za zgodą władz brytyjskich) między innymi przez gminy żydowskie, kościół anglikański i wspólnotę wyznaniową Kwakrów. Znaleźli się międzynarodowi sponsorzy nawet w Afryce. Reżim nazistowski był wówczas bardzo zainteresowany tym, aby pozbyć się  ludności żydowskiej z kraju. Owe transporty starowały więc z dworców kolejowych w całych Niemczech, w Polsce, w Czechosłowacji i w Austrii. (...)

Czyli, że już przed 1 września 1939 w Polsce szalał już jakiś nazistowski reżim (zapewne polski). 

http://www.tagesspiegel.de/berlin/judenverfolgung-im-dritten-reich-wie-die-kindertransporte-tausende-leben-retteten/20613668.html


I jeszcze krótki cytat z tej samej gazety, świadczący o tym, że rząd niemiecki dba o interesy przede wszystkim niemieckich producentów. Kontekst jest w dodatku polski, gdyż chodzi o zakup dla niemieckich miast autobusów z napędem elektrycznych. Warto dodać, że w kilku niemieckich miastach (na przykład w Lubece i Frankfurcie n.M.) jeżdżą już tego rodzaju pojazdy wyprodukowane przez polską firmę "Solaris". Zaś w urzędzie kanclerskim odbyło się parę dni temu spotkanie z udziałem przedstawicieli branży motoryzacyjnej i władz komunalnych w sprawie polepszenia stanu powietrza w niemieckich miastach, zwłaszcza wyeliminowania pojazdów z silnikami Diesla.

Burmistrz Stuttgartu Fritz Kuhn (Zieloni) powiedział, iż (niemieccy) producenci samochodów nie mogą się nie włączyć do programów przygotowanych dla miast. (...) A urzędujący burmistrz Berlina, Michael Mueler (SPD) skrytykował sytuację, że jak dotąd na ulicach niemieckich miast nie pojawiły się żadne taksówki elektryczne wyprodukowane w Niemczech. Dotyczy to również autobusów elektrycznych, które powinny być czym prędzej  zakupione. W większych ilościach mogą je jednak dostarczyć jak na razie jedynie producenci zagraniczni, na przykład z Polski. Trzeba zatem uważać, aby nie tworzyć tego rodzaju programów wsparcia, z których korzyści odnosiliby producenci zagraniczni - słychać z kręgów rządowych. Niemieccy producenci samochodów muszą się zatem pospieszyć, jeśli chcą być uwzględnieni w rozpisanych już przetargach"

No ale u nas, w Polsce, tego rodzaju "protekcjonistyczne praktyki" nazywane byłby w niemieckich mediach nacjonalistycznym szaleństwem narodowo-populistycznego reżimu. 

http://www.tagesspiegel.de/wirtschaft/kommunaler-diesel-gipfel-gute-luft-im-kanzleramt/20642898.html


Na koniec warto jeszcze rzucić okiem do wysoko nakładowej Sueddeutsche Zeitung, gdzie pojawił się już bodaj dwudziesty już tekst o tym, jak to polscy faszyści podstępnie przejęli i teraz przerabiają na swoje kopyto tak pięknie i tak zgodnie z niemiecką polityką historyczną urządzone  Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku ("Museum des Zweiten Weltkriegs in Danzig"). Tekst nosi tytuł: "Teatr wokół II Wojny Światowej" a jego autorem jest nasz stary znajomy,  Florian Hassel (korespondent w Polsce). Powtarza w nim wszystko to, co już wielokrotnie napisane zostało w innych, niechętnych obecnemu polskiemu rządowi mediach (polskich i niemieckich), dlatego uznałem, że nie warto go omawiać. Podaję jedynie link:

http://www.sueddeutsche.de/kultur/polen-weltkriegstheater-1.3772307


To tyle "subiektywnie ciekawego" co udało mi się znaleźć w ubiegłym tygodniu w niemieckich mediach. Nie znalałem natomiast nic na temat regularnych walk ulicznych między zwolennikami i przeciwnikami prawicowej partii AfD (Alternatywa dla Niemiec), o czym donosił bodaj wczoraj portal "niezależna.pl". Widocznie nie jest to temat zbyt interesujący dla niemieckich mediów.  
 

 

POLECANE
Zbigniew Ziobro: Żurek przez przypadek powiedział trochę prawdy z ostatniej chwili
Zbigniew Ziobro: Żurek przez przypadek powiedział trochę prawdy

Na skutek kontrowersyjnego postanowienia sądu w Giżycku, w przestrzeni publicznej znów wybuchł spór o status tzw. neosędziów. Obszerny wpis na ten temat opublikował minister sprawiedliwości Waldemar Żurek; doczekał się on ostrej reakcji byłego szefa resortu sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który zarzucił Żurkowi hipokryzję i współodpowiedzialność za chaos w sądach.

Prezydent Nawrocki już w Davos. Wystąpienie o Trójmorzu i sesja z Donaldem Trumpem na agendzie z ostatniej chwili
Prezydent Nawrocki już w Davos. Wystąpienie o Trójmorzu i sesja z Donaldem Trumpem na agendzie

W poniedziałek wieczorem prezydent Karol Nawrocki przybył do Szwajcarii, gdzie od wtorku weźmie udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Program wizyty obejmuje m.in. sesję z prezydentem USA Donaldem Trumpem, spotkanie z prezesem Banku Światowego, a także wystąpienie poświęcone Inicjatywie Trójmorza.

Trump doprowadza europejskich biurokratów do furii tylko u nas
Trump doprowadza europejskich biurokratów do furii

Już za chwilę będzie czwarta rocznica ataku Rosji na Ukrainę, a Europa jest bezradna wobec wojny na własnym kontynencie. Cała nadzieja wciąż w Trumpie, mimo że jest jaki jest.

Awaria ciepłownicza. Ważny komunikat dla mieszkańców Krakowa z ostatniej chwili
Awaria ciepłownicza. Ważny komunikat dla mieszkańców Krakowa

Mieszkańcy części Krakowa muszą liczyć się z nocną przerwą w ogrzewaniu. Jak poinformowało MPEC Kraków, doszło do awarii sieci ciepłowniczej w rejonie Podgórza. W części budynków ciepło już wróciło, jednak w pozostałych lokalizacjach naprawa potrwa do późnych godzin nocnych.

Tusk odgraża się ws. zaproszenia Karola Nawrockiego do Rady Pokoju. „Nikomu nie damy się rozegrać” z ostatniej chwili
Tusk odgraża się ws. zaproszenia Karola Nawrockiego do Rady Pokoju. „Nikomu nie damy się rozegrać”

Przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów i ratyfikacji przez Sejm; rząd będzie kierować się wyłącznie interesem państwa polskiego i nikomu nie damy się rozegrać - oświadczył w poniedziałek premier Donald Tusk we wpisie na platformie X.

Jest decyzja Karola Nawrockiego ws. budżetu z ostatniej chwili
Jest decyzja Karola Nawrockiego ws. budżetu

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę budżetową na 2026 r. – poinformowała w poniedziałek na X kancelaria prezydenta. Jednocześnie prezydent zdecydował o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Czy USA zdecydują się na wojskową interwencję na Grenlandii? Jest odpowiedź Donalda Trumpa z ostatniej chwili
Czy USA zdecydują się na wojskową interwencję na Grenlandii? Jest odpowiedź Donalda Trumpa

Prezydent USA Donald Trump odmówił w poniedziałek odpowiedzi na pytanie, czy może użyć siły do zajęcia Grenlandii. Zapowiedział jednak, że „na 100 procent” nałoży cła na państwa europejskie, które wysłały wojska na wyspę i polecił Europie, by skupiła się na Ukrainie, a nie Grenlandii.

Rolnicy z całej UE jadą do Strasburga z ostatniej chwili
Rolnicy z całej UE jadą do Strasburga

We wtorek przed Parlamentem Europejskim w Strasburgu odbędzie się wielka demonstracja rolników, w której zapowiedziano udział ponad 5000 osób i 1000 traktorów. Farmerzy chcą przekonać europosłów, żeby odrzucili umowę handlową z krajami Mercosuru.

Polacy zdecydowanie przeciwni mieszaniu się do grenlandzkiej awantury. Jest sondaż z ostatniej chwili
Polacy zdecydowanie przeciwni mieszaniu się do grenlandzkiej awantury. Jest sondaż

Ponad połowa Polaków sprzeciwia się wysłaniu nawet symbolicznej liczby żołnierzy na Grenlandię. Najnowszy sondaż IBRiS pokazuje wyraźny sceptycyzm społeczeństwa wobec angażowania się Polski w spór wokół wyspy.

Karol Wagner: Dania sprzedaje, my kupmy tylko u nas
Karol Wagner: Dania sprzedaje, my kupmy

Panie Jakubie, Panie Piotrze, Panie Ireneuszu ( MSiT), zapolowałbym do Was, ale Wy znacie się na turystyce tyle co narciarz na Saharze. Dlatego zwrócę się bezpośrednio do Pana Andrzeja (MRiT) - kupmy sobie Bornholm!

REKLAMA

Przegląd prasy niemieckiej:"Trzeba uważać,żeby korzyści nie odnieśli zagraniczni producenci,np. z Polski"

- A urzędujący burmistrz Berlina, Michael Mueler (SPD) skrytykował sytuację, że jak dotąd na ulicach niemieckich miast nie pojawiły się żadne taksówki elektryczne wyprodukowane w Niemczech. Dotyczy to również autobusów elektrycznych, które powinny być czym prędzej  zakupione. W większych ilościach mogą je jednak dostarczyć jak na razie jedynie producenci zagraniczni, na przykład z Polski. Trzeba zatem uważać, aby nie tworzyć tego rodzaju programów wsparcia, z których korzyści odnosiliby producenci zagraniczni - słychać z kręgów rządowych. Niemieccy producenci samochodów muszą się zatem pospieszyć, jeśli chcą być uwzględnieni w rozpisanych już przetargach" - czytamy w Tagesspiegel. Ciekawe jak analogiczne tezy polskich urzędników skomentowałyby niemieckie media oburzone polską aplikacją "Pola", która sprawdza czy dany produkt jest produkcji polskiej?
/ Cezary Krysztopa

Tradycyjnie rozpocznę od Frankfurter Allgemeine Zeitung, gdzie ukazał się już bodaj 489 z rzędu artykuł na temat "populizmu" - "Populista wrogiem demokracji". I gdzie oczywiście nie mogło w tym kontekście zabraknąć wzmianki o Polsce, która tym razem pojawia się w towarzystwie - uwaga! - Wenezueli. Warto zwrócić na ten tekst uwagę choćby ze względu na jego autora,  Andreasa Voßkuhlego - aktualnie przewodniczącego niemieckiego Sądu Konstytucyjnego (Bundesverfassungsgericht). Nie jestem prawnikiem, trudno mi oceniać wartość tego artykułu pod względem merytorycznym. Wydaje mi się raczej trywialny, strasznie ogólnikowy i napisany na konkretne polityczne zamówienie (przyczynek do dyskusji o neutralności politycznej sędziów). W gruncie rzeczy jest zbiorem wszystkich dotąd głoszonych najbardziej wyświechtanych komunałów na temat zjawiska nazywanego "populizmem". 

Populista przy dokładniejszym poznaniu okazuje się nie być jedynie "nieuszminkowanym demokratą" (...), lecz jest wrogiem demokracji. Kto chce bronić demokracji, powinien zatem ostro i otwarcie krytykować, a nawet zwalczać wszelkie populistyczne zachowania.

A dalej pisze tak:

(....) Z olbrzymiej wielości form występowania "populizmu" trudno jest wydestylować jakąś jedną poręczną definicję tego zjawiska. Zbyt łatwo dajemy się bowiem zaślepić konkretną wyrazistą formą jego występowania. Kluczem do właściwego rozpoznania jest świadomość, że w przypadku populizmu nie mamy do czynienia z jakąś w pełni wykształconą ideologią - jak w przypadku komunizmu czy liberalizmu. Cechy wspólne europejskiego populizmu prawicowego  i lewicowego populizmu typu wenezuelskiego ujawniają się dopiero wówczas, gdy odłożymy na bok polityczne i ideologicznie motywowane cele i żądania. Wtedy zauważymy, że chodzi tu o określoną strategię przejmowania i utrzymania władzy, która może być skombinowana z każdą możliwą ideologiczną treścią. Ruchu populistycznego od niepopulistycznego nie da się bowiem odróżnić na podstawie jakichś konkretnych politycznych celów. Wszak cele polityczne  Hugo Cháveza i Donalda Trumpa już bardziej się od siebie różnić nie mogą.

(...)

Więcej sukcesu obiecuje natomiast przyjrzenie się charakterystyce formalnej, która pomoże nam uchwycić to "ideologiczne minimum" wszelkich populizmów. Sformułował to już Jan-Werner Müller definiując to jako polityczne wyobrażenie, w którym na przeciw siebie stoją: "moralnie czysty, homogeniczny lud" i niemoralne, skorumpowane, pasożytnicze elity, które tak na prawdę do owego ludu wcale nie należą. 

W podsumowaniu autor stara się już być nieco bardziej konkretny i bije już wręcz na alarm. I tam właśnie pojawia się wspomniana wzmianka o Polsce.

Kto jednak w dalszym ciągu uważa, iż owym naszkicowanym przeze mnie antydemokratycznym resentymentom służy jedynie demagogia, ten jest w głębokim błędzie. To, że populiści nie mają nic wspólnego z demokratycznym pluralizmem, lecz w sposób absolutnie celowy i praktyczny zmierzają do zniszczenia wszelkich demokratycznych instytucji - o tym mówi piąty i ostatni antydemokratyczny "Stossrichtung" (kierunek natarcia) wszystkich populistów. Mieści się tu na przykład pogarda dla wszelkich opozycyjnych zachowań, a daje się to już zauważyć wszędzie tam, gdzie populiści doszli do władzy. Do tego dochodzi możliwie pełne - wychodzące daleko poza uzasadnione konieczną sprawowania własnej polityki obsadzanie kluczowych pozycji w administracji państwowej -  przejmowanie wszelkich państwowych instytucji i urządów, łącznie z sądownictwem. Ponadto jako coś wrogiego i skierowanego przeciwko woli ludu traktowana jest wszelka kontrola oraz protesty, i to niezależnie od tego czy wychodzą one ze strony parlamentarnej czy pozaparlamentarnej opozycji, wolnych mediów, niezależnego sądownictwa czy też po prostu od społeczeństwa obywatelskiego. Krótko mówiąc, rządzone przez populistów państwo z założenia musi być autorytarne, gdyż tylko wtedy może realizować prawdziwą wolę ludu. Taki niepokojący rozwój daje się zaobserwować nie tylko w dalekiej Wenezueli, ale również w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, na Węgrzech, w Polsce i w Turcji. 

Autor kończy swój przydługi artykuł takimi oto pouczeniami:

"Szczególną uwagę należy zwrócić na wypracowanie sposobu pokazania, iż owe konkretne populistyczne tezy wcale nie pokrywają się z interesami obywateli, a wręcz przeciwnie, podobnie jak w innych politycznych programach, chodzi jedynie o własne partykularne preferencje.  Jednocześnie należy stale pokazywać, dlaczego populiści w ostatecznym rozrachunku  zawsze położą swoją łapę na samych fundamentach demokracji i zaczną przy nich majstrować. I należy też spokojnie od czasu do  przypominać, że polityczne przekonania pojedynczych obywatelek i obywateli posiadają jedynie wagę i mają szansę się realizować tylko i wyłącznie w ramach  demokratycznej wspólnoty.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na zdjęcia stanowiące ilustracje do tekstu. Na jednym z nich zaprezentowany jest obraz pewnego "pro-europejskiego" artysty, przedstawiający maszerujących i trzymających się pod rękę czterech postaci: Viktora Orbana, Nigela Farage'a, Marine Le Pen i Jarosława Kaczyńskiego - ze swastykami na podeszwach. A nad nimi, również w otoczeniu swastyk, wisi portret Donalda Trumpa. 

http://www.faz.net/aktuell/politik/inland/bundesverfassungsrichter-vosskuhle-und-sein-rezept-gegen-populismus-15304961.html?printPagedArticle=true#pageIndex_0


W niemieckich mediach wciąż pojawiają są reminiscencje z naszego Święta Niepodległości. Nie było mnie tutaj przez dwa tygodnie, więc nie miałem okazji zaprezentowania jakichś przykładów, ale zapewniam, że takich artykułów pojawiło się w prasie niemiekiej całe mnóstwo i wszystkie  mówiły o "dziesiątkach tysięcy faszystów, nacjonalistów, a nawet nazistów" maszerujących ulicami Warszawy. Tutaj chciałbym przytoczyć stosunkowo świeży, bardzo wymowny tekst napisany bez wątpienia z tejże właśnie inspiracji, choć nie jest to tekst poświęcony konkretnie Marszowi Niepodległości, jakkolwiek zilustrowany został zdjęciem z tego wydarzenia. Tekst ukazał się 25 listopada na portalu "Spiegel Online" i nosi tytuł: "Faszym. Dawniej się nas po prostu bano". Tekst - jak wspomniałem - nie dotyczy konkretnie naszego kraju i nie licząc owej ilustracji z biało-czerwonymi "faszystowskimi" flagami, słowo "Polska" pojawia się tam właściwie tylko raz, w jednym zdaniu, będącym  podsumowaniem jakiejś ponurej futurystycznej wizji pod rządami jakiegoś skrajnie prawicowego reżimu. 

Niestety, odnosi się wrażenie, że takie czasy mamy już tuż przed sobą, by przypomnieć choćby warszawski przemarsz nacjonalistów - jak ich u nas w mediach nazywają. Albo też ową armię, która formowana jest aktualnie na Ukrainie, a składająca się z wesołych grupek palących się do walki prawicowych ekstremistów. 

Cała zaś reszta tekstu to jakiś bełkotliwy, mający w głębokiej pogardzie elementarne fakty wywód na temat lekceważenia owych zagrożeń wynikających z odradzającego się faszyzmu w Europie, egzemplifikowany przykładami z samych Niemiec:

- Łagodny wyrok w związku z neonazistowskimi okładkami płytowymi w Memmingen

- Zapomnieli go zagazować": wyrok dla (wypowiadającego te słowa) emeryta

- Neonaziści podłożyli ogień w ośrodku dla uchodźców - wyrok wyjątkowo łagodny

- Wyrok w zawieszeniu za prawicowo-ekstremistyczną publikację w Internecie

- Szef neonazistów okazał się wtyczką 

Dalej autorka, Sybille Berg (pewnie dla zachowania pozorów obiektywności) przypomina, iż, owszem, istnieje również terror lewicowy, w mediach zresztą jakoby zbyt mocno nagłośniany, podczas gdy (cytuję):

(...) Jak dotąd, przynajmniej od czasu zjednoczenia Niemiec, nie odnotowano jeszcze ani jednej ofiary  śmiertelnej terroryzmu lewicowego, co najwyżej kilka  zupełnie bezsensownie wyrządzonych szkód o charakterze materialnym. (...) Tymczasem już od pięciu miesięcy w areszcie śledczym siedzi 18-letni Fabio, który być może czymś tam rzucił, a być może wcale nie. 

A jeszcze dalej:

(...) Nie chciałabym się tu wdawać w kwestię związane z egzekwowaniem prawa, wpadam jedynie w szczere zdumienie nad pojawianiem się coraz to nowych przejawów faszyzmu, który w Europie - jak widać -  rozwija się bez żadnych przeszkód. A także nad postawą wręcz paraliżu, jaką wobec owego zjawiska przyjmuje zdecydowana większość europejskich społeczeństw. I w ogóle nad niezwykłą zagadkowością przyczyn pojawienia się tego nagłego trendu, który - zdawałoby się - powinien już dawno należeć do przeszłości. 

http://www.spiegel.de/kultur/gesellschaft/faschismus-frueher-waren-wir-gefuerchtet-kolumne-a-1180031.html


Pozostając jeszcze w tygodniku "der Spiegel", chciałbym zwrócić uwagę na artykuł pewnej zagorzałej feministki, niejakiej  Margarete Stokowski,  pt. "Zniewolenie poniżej pasa". W artykule tym feministka ta uskarża się na zbyt restrykcyjne prawo aborcyjne w Niemczech, chociaż wiadomo, że prawo to u naszych zachodnich sąsiadów należy akurat do tych jednych z najłagodniejszych w świecie. W każdym przypadku, bez jakikolwiek uzasadnień, kobieta może tam dokonać aborcji do 12 tygodnia ciąży, a jedyny wymóg (zresztą dość iluzoryczny) to 3-dniowy czas na "zastanowienie się" oraz zasięgnięcie porady w specjalistycznej placówce. Tymczasem autorka ubolewa właśnie nad tym, że w Niemczech aborcja jest "niezgodna z prawem" i nie można jej na przykład reklamować. Za coś takiego można bowiem stanąć przed sądem i być ukaranym grzywną. I tak też się stało w przypadku pewnej lekarki-ginekologa, którą sąd w Giessen skazał na 6000 Euro grzywny za wydanie czegoś w rodzaju broszury informującej o tym, jak najlepiej i najpraktyczniej pozbyć się niechcianej ciąży - co stało się zresztą  pretekstem i punktem wyjścia  dla tego  artykułu. Tekst zaczyna się tak:

"W Hamburgu w zeszłym tygodniu pewna koparka wyryła w ziemi dziurę w kształcie swastyki. Dość szybko stało się dla wszystkich jasne, że nie za bardzo pasowałoby do dzisiejszych czasów, gdyby to tak zostawiono. Dlatego też rozprawiono się z tym "dziełem"już po... pięciu dniach. Inny nazistowski relikt okazał się jednak o wiele bardziej trwały i uparty i nie wygląda na to, by w najbliższym czasie chciano go usunąć. Chodzi mianowicie o skandaliczny brak wolności w niemieckim prawie aborcyjnym. Paragraf 219 StGB, dotyczący zakazu reklamy aborcji, ma bowiem swoje źródło jeszcze w prawodawstwie III Rzeszy (z czerwca 1933). (...) Tymczasem owa hucpa prawna dotycząca naszych macic nadal w kraju obowiązuje.
 (...)
Jest tylko jeden pozytywny aspekt tamtego skandalicznego rozstrzygnięcia sądu w Giessen  - można się zresztą dziwić, że ową lekarkę ukarano grzywną 600 Euro, a powinno to być raczej 600 reichsmarek -  mianowicie to, że zaczęto o tej sprawie wreszcie głośno mówić. Tymczasem jak na ironię, w uzasadnieniu wyroku padło właśnie stwierdzenie: "Ustawodawca nie chce, aby o przerywaniu ciąży dyskutowano publicznie, tak  jak gdyby chodziło tu o  jakaś normalną sprawę". Prawda, że słodkie? (...)

Następnie autorka stara się właśnie pokazać, jak bardzo jest to "sprawa normalna" i jak bardzo "nienormalne" jest to,  gdy się o tym zakazuje mówić. Bo nie dość, że paragraf ten ma nazistowskie korzenie, to - zdaniem autorki - jest jeszcze jakiś taki nielogiczny. Pisze tak:

Tytułem sprawdzenia swej odwagi można na przykład stoczyć się z wysokiej góry i zupełnie legalnie pozwolić w szpitalu dać sobie zagipsować to wszystko, co sobie człowiek przy tej okazji połamie. Można też sobie w szybkowarze ugotować zupkę z LSD, a gdy coś pójdzie nie tak, to w każdym szpitalu udzielą ci niezbędnej pomocy. Ale gdy w czasie uprawiania seksu pęknie prezerwatywa, albo spiralka nie zadziała tak, jak trzeba i dojdzie do zapłodnienia, wówczas państwo pogrozi ci tym swoim przed-nowoczesnym palcem i powie: nie siostrzyczko, tak prosto nie będzie! Tak, jak gdyby kobiety, jeśli już daje im się jakieś prawa, zawsze wymagały owych działań wychowawczych i chronienia ich przed ich własną emancypacyjną lekkomyślnością. (...) Tymczasem państwo powinno trzymać się jak najdalej od naszych macic. Macica nie jest osobnym bytem, opisem funkcjonalnym całego człowieka, lecz jedynie jednym z kobiecych organów. Każda kobieta ma zatem prawo opowiedzieć się za, czy przeciw ciąży. (...)

Dalej autorka wspomina jeszcze coś tam o stresie poaborcyjnym i złym samopoczuciu psychicznym kobiet nawet po wielu latach od zabiegu, którego jednak - zdaniem autorki - można z powodzeniem uniknąć, jeśli zabieg dokonany będzie w warunkach pełnego komfortu: prawnego i technicznego. I oczywiście w całym tekście ani słowa o tym, że chodzi tu o zabicie nienarodzonego dziecka. Za to nie mogło się obejść bez... Polski. Artykuł kończy się tak:

Również Niemiecki Związek Prawników a także Niemiecki Związek Lekarek domagają się zniesienia paragrafu 219a. Wszyscy, którzy wątpią w to, że byłoby to lepsze, niech się rozejrzą po innych krajach, gdzie podobne lub ostrzejsze przepisy również obowiązują, i niech zauważą, jak beznadziejnie dzieje się kobietom na przykład w Polsce, gdzie ich prawo do aborcji jest bardzo ograniczane. (...) Dotyczy to zresztą nie tylko aborcji, ale i swobody głoszenia przekonań politycznych. 

http://www.spiegel.de/kultur/gesellschaft/schwangerschaftsabbruch-der-staat-sollte-sich-aus-dem-uterus-raushalten-a-1180666.html


Wspominałem o pogardzie dla faktów, tak typowej dla niemieckiej lewicowej publicystyki. Również w berlińskim Tagesspiegel mamy z czymś takim do czynienia (a przynajmniej z dużą niefrasobliwością w sformułowaniach) w skądinąd ciekawym artykule poświęconym akcji wywożenia żydowskich dzieci z III Rzeszy, organizowanej w okresie od 30 listopada 1938 do 1 września 1939 (kiedy to ostatni tego rodzaju transport zawrócony został przez Niemców z okupowanej już Pragi) przez różne międzynarodowe, głównie jednak brytyjskie organizacje pozarządoqwe.  Jest tam na przykład taki fragment:

"Owe akcje wywożenia i umieszczania żydowskich dzieci w rodzinach zastępczych, w hostelach, domach dziecka, a później również w ośrodkach internowania, organizowane i finansowane były (za zgodą władz brytyjskich) między innymi przez gminy żydowskie, kościół anglikański i wspólnotę wyznaniową Kwakrów. Znaleźli się międzynarodowi sponsorzy nawet w Afryce. Reżim nazistowski był wówczas bardzo zainteresowany tym, aby pozbyć się  ludności żydowskiej z kraju. Owe transporty starowały więc z dworców kolejowych w całych Niemczech, w Polsce, w Czechosłowacji i w Austrii. (...)

Czyli, że już przed 1 września 1939 w Polsce szalał już jakiś nazistowski reżim (zapewne polski). 

http://www.tagesspiegel.de/berlin/judenverfolgung-im-dritten-reich-wie-die-kindertransporte-tausende-leben-retteten/20613668.html


I jeszcze krótki cytat z tej samej gazety, świadczący o tym, że rząd niemiecki dba o interesy przede wszystkim niemieckich producentów. Kontekst jest w dodatku polski, gdyż chodzi o zakup dla niemieckich miast autobusów z napędem elektrycznych. Warto dodać, że w kilku niemieckich miastach (na przykład w Lubece i Frankfurcie n.M.) jeżdżą już tego rodzaju pojazdy wyprodukowane przez polską firmę "Solaris". Zaś w urzędzie kanclerskim odbyło się parę dni temu spotkanie z udziałem przedstawicieli branży motoryzacyjnej i władz komunalnych w sprawie polepszenia stanu powietrza w niemieckich miastach, zwłaszcza wyeliminowania pojazdów z silnikami Diesla.

Burmistrz Stuttgartu Fritz Kuhn (Zieloni) powiedział, iż (niemieccy) producenci samochodów nie mogą się nie włączyć do programów przygotowanych dla miast. (...) A urzędujący burmistrz Berlina, Michael Mueler (SPD) skrytykował sytuację, że jak dotąd na ulicach niemieckich miast nie pojawiły się żadne taksówki elektryczne wyprodukowane w Niemczech. Dotyczy to również autobusów elektrycznych, które powinny być czym prędzej  zakupione. W większych ilościach mogą je jednak dostarczyć jak na razie jedynie producenci zagraniczni, na przykład z Polski. Trzeba zatem uważać, aby nie tworzyć tego rodzaju programów wsparcia, z których korzyści odnosiliby producenci zagraniczni - słychać z kręgów rządowych. Niemieccy producenci samochodów muszą się zatem pospieszyć, jeśli chcą być uwzględnieni w rozpisanych już przetargach"

No ale u nas, w Polsce, tego rodzaju "protekcjonistyczne praktyki" nazywane byłby w niemieckich mediach nacjonalistycznym szaleństwem narodowo-populistycznego reżimu. 

http://www.tagesspiegel.de/wirtschaft/kommunaler-diesel-gipfel-gute-luft-im-kanzleramt/20642898.html


Na koniec warto jeszcze rzucić okiem do wysoko nakładowej Sueddeutsche Zeitung, gdzie pojawił się już bodaj dwudziesty już tekst o tym, jak to polscy faszyści podstępnie przejęli i teraz przerabiają na swoje kopyto tak pięknie i tak zgodnie z niemiecką polityką historyczną urządzone  Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku ("Museum des Zweiten Weltkriegs in Danzig"). Tekst nosi tytuł: "Teatr wokół II Wojny Światowej" a jego autorem jest nasz stary znajomy,  Florian Hassel (korespondent w Polsce). Powtarza w nim wszystko to, co już wielokrotnie napisane zostało w innych, niechętnych obecnemu polskiemu rządowi mediach (polskich i niemieckich), dlatego uznałem, że nie warto go omawiać. Podaję jedynie link:

http://www.sueddeutsche.de/kultur/polen-weltkriegstheater-1.3772307


To tyle "subiektywnie ciekawego" co udało mi się znaleźć w ubiegłym tygodniu w niemieckich mediach. Nie znalałem natomiast nic na temat regularnych walk ulicznych między zwolennikami i przeciwnikami prawicowej partii AfD (Alternatywa dla Niemiec), o czym donosił bodaj wczoraj portal "niezależna.pl". Widocznie nie jest to temat zbyt interesujący dla niemieckich mediów.  
 


 

Polecane