Szukaj
Konto

Karol Gac: Nie ma takiej rzeczy, której Tusk nie powie lub nie zrobi

14.01.2026 20:40
Karol Gac
Źródło: Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska
Komentarzy: 0
Donald Tusk, niczym kameleon, opanował sztukę dostosowywania się do zmieniającej się rzeczywistości. Nawet jeśli często jest to siermiężne i bezczelne, to nie powinno się tego lekceważyć.
Co musisz wiedzieć
  • Donald Tusk jest przedstawiony w tekście jako polityk skrajnie oportunistyczny, który bez skrupułów zmienia poglądy i narrację w zależności od bieżącej sytuacji.
  • Zdaniem autora sprzeczne wypowiedzi i wolty premiera nie wynikają z ewolucji poglądów, lecz z chłodnej kalkulacji i przekonania o krótkiej pamięci wyborców.

 

Kameleon Tusk

Premier lubi się przedstawiać jako polityk konsekwentny, przewidywalny i ten, który miał rację. Problem w tym, że jego własne słowa są niewiele warte. Dziś Tusk mówi jedno, a jutro powie drugie. I nie jest ważne to, że będzie to stało ze sobą w jawnej sprzeczności. Najważniejsze, aby pasowało do tego, co tu i teraz. Kto by się przejmował resztą?

Obserwując Tuska na przestrzeni lat, nawet ostatnich, łatwo przywołać liczne wypowiedzi, które zostały zakwestionowane przez samego... Donalda Tuska. Mur na granicy? Miał nigdy nie powstać, choć przecież to dzięki Platformie został zbudowany, bo to ona strzeże granicy. I tak dalej, i tak dalej. Można się z tego śmiać i szydzić, ale ostatecznie - działa.

Wolty Donalda Tuska wynikają przeważnie z chłodnej kalkulacji. Premier patrzy, skąd aktualnie wieje wiatr i jak ustawić żagle, by znów być na czele. To nic, że w przeszłości (bliższej lub dalszej) mówił coś innego. To zostanie odnotowane wyłącznie przez najbardziej zaangażowanych, a ci i tak mają już swoje zdanie. Najważniejsze, że można przywdziać nową maskę, która kupi trochę czasu (i poparcia).

Bez zahamowań

Nie ma takiej rzeczy, której Tusk nie powie lub nie zrobi. Wczoraj premier mówił, że coś "na pewno się nie wydarzy"? Nic nie szkodzi. Dziś wytłumaczy, że "okoliczności się zmieniły". Nie chodzi tu o zwykłą elastyczność, którą politycy zawsze się chwalą, lecz o coś głębszego: o przekonanie, że pamięć wyborców jest krótka, a archiwa, choć niewygodne, są zwyczajnie nieszkodliwe.

Jego język przeszedł w ostatnich latach wyraźną ewolucję. Tusk, który przed wyborami z wyższością dystansował się od "ludowych lęków", dziś mówi o bezpieczeństwie, granicach, porządku i twardym państwie. Człowiek, który przez lata budował swój wizerunek jako antytezy "prawicowego straszenia", coraz częściej sięga po słowa i akcenty, które jeszcze wczoraj uznałby za populistyczne. I robi to bez większego skrępowania, a wręcz z ostentacyjną bezczelnością.

Warto zauważyć, że wbrew kampanijnym przewidywaniom i obawom Tusk nie przeprowadził - z różnych względów - lewicowej rewolucji, a przynajmniej nie w takim wymiarze, w jakim chcieliby jego wyborcy. Wręcz przeciwnie. Tusk konsekwentnie przesuwa akcenty na prawo: więcej mówi o państwie narodowym, o sile, o interesie. Nie dlatego, że odkrył nową ideową prawdę, lecz dlatego, że wyczuł nastroje społeczne. Tym samym stara się odebrać tlen największej partii opozycyjnej. Oczywiście w myśl zasady: "Cóż szkodzi obiecać?". Pytanie, na ile dadzą się na to nabrać wyborcy jesienią 2027 roku.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 14.01.2026 20:40
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 2/2026