Karol Wagner: Dania sprzedaje, my kupmy
Bornholm to wyspa, która właściwie się nam historycznie należy. Choć nie pojawiła się nigdy formalnie w granicach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej to po za panowaniem Danii czy Szwecji długo dzierżawiona była przez Ligę Hanzeatycką a jeszcze dłużej znajdowała się pod jej znaczącym wpływem. Bornholm, podobnie jak Gdańsk, pozostawał w kręgu wpływów Hanzy, która miała ogromne znaczenie, dominując w handlu bałtyckim i północnoeuropejskim, kreując ówczesny porządek handlowo / prawno / militarny. A Hanza, jak wiadomo, była tak blisko polskości, że to właśnie handel, szlaki i wspólne interesy tworzyły wtedy geopolityczne więzy mocniejsze niż wiele sztucznie wytyczonych granic. Przez wieki więc Bornholm był pół kroku od bycia polskim. Nie formalnie, ale gospodarczo i kulturowo, jak Gdańsk przed XVII wiekiem. A widomo dokładnie, że tam gdzie przepływają kapitały przepływają tez płyny ustrojowe co połączyło nas z Bornholmkami i Bornholmczykami genetycznie na zawsze.
Geografia tylko to potwierdza, z Kołobrzegu na Bornholm jest niespełna 100 km w linii prostej a to dystans, który w perspektywie morza oznacza rzut cumą… Do Dani natomiast jest aż ponad 30% dalej.
CCTV na samym środku Bałtyku
Należy tym samym zwrócić się też do Pana Władysława (MON), bo przecież znaczenie strategiczne wyspy jest tak samo aktualne dziś, jak pięćset lat temu. Bornholm to bałtycka wieża obserwacyjna! To foto pułapka linii granicznej, to w końcu strażnica naszego bezpieczeństwa! Położony między Polską, Szwecją i Niemcami, pozwala kontrolować ruch morski, monitorować bezpieczeństwo energetyczne regionu, a w czasach coraz bardziej niespokojnych może stać się punktem stabilizacji i gwarancji bezpieczeństwa. Z tej perspektywy Bornholm nadal jest tym samym, czym był dla średniowiecznych kupców i dowódców, kluczem do Bałtyku.
Warto dodać w tym miejscu, iż mieliśmy już incydent militarny na Bornholmie, otóż pilot porucznik Franciszek Jarecki 5 marca 1950 roku brawurowo posadził samolot z polską szachownicą na wiejskim lotnisku pod Ronne, wykradając ze szponów umierającego właśnie Stalina nie tylko swoje cztery litery ale przede wszystkim tajną technologię budowy najnowszego na wówczas MiG’a 15.
Sunshine Island — rajski klimat, który marnuje się w duńskiej szufladzie
Wyspa ma jednak coś więcej niż strategiczną lokalizację, ma klimat, który mógłby zawstydzić pół Europy. Bornholmski mikroklimat, z łagodnymi zimami i długim sezonem słonecznym, nie bez powodu nadał jej przydomek „sunshine Island” gdzie figi potrafią rosnąć na wolnym powietrzu gdzie można zerwać z krzaków cytrusy a wino robi się z szczepu Solaris i nie smakuje bynajmniej centralnoeuropejskim eiswine’em. Ta wyspa to złoty gral turystyki i rolnictwa. Dwóch z kilku naszych produktów narodowych.
Zdrowe i ekologiczne rolnictwo na wyspie, czasem można rzec nawet butikowe, idealnie wpisuje się w segment, w którym Polska zaczyna celować w tym w produkcję wysokiej jakości żywności, krótkie łańcuchy dostaw i rolnictwo premium. I tu ukłon do Pana Stefana (MRiRW).
I teraz do Was trzej Panowie bardziej od haratania w gałę niż podróżowania - Bornholm generuje tylko 1,600 tyś noclegów rocznie to mniej niż samo Zakopane w minione 3 tygodnie przerwy świątecznonoworocznej. Wzrostu obłożenia się na Duńskiej wyspie od lat nie odnotowuje, bo model rozwoju wyspy osiągnął punkt stabilizacji i wymaga nowej energii, o którą nie dbają władze centralne. Polska turystyka natomiast rośnie jak na drożdżach - 44,9 mld zł krajowych wydatków turystycznych w 2025 r., wzrost powyżej rekordów sprzed pandemii. Ale nie potrwa to w nieskończoność, kończy bowiem się nam miejsce. Prawdziwie nowe destynacje już się nie pojawiają, a Bałtyk zapełnił się do granic. I tu zerkamy za horyzont. Horyzont Bałtyku, horyzont czasu i horyzont zdrowego rozsądku… i widzimy idylliczny nie zagospodarowany i nie monetyzowany areał z klifami, plażami, lasami, mikroklimatem, i linią brzegową, która aż prosi, żeby ktoś w końcu coś z nią zrobił. To prawie 160 km linii brzegowej, czyli licząc od Świnoujścia aż do co najmniej do Milena. Ależ nasi deweloperzy mogli by się tym zaopiekować.
Dania: „Bornholm? Tak, to taka dzielnica Kopenhagi… chyba.”
Dania wydaje się traktować Bornholm jako odległą, peryferyjną część stołecznego regionu Kopenhagi (samo to wskazuje na stosunek Korony do Bornholmu, któremu nie daje się nawet autonomii samodzielnego „województwa”). Nominalnie „należy do stolicy”, faktycznie jednak nie otrzymuje inwestycji, o które od lat apelują mieszkańcy - zwłaszcza w zakresie szkolnictwa wyższego. Wyspa, pełna potencjału, od dekad czeka na własny ośrodek akademicki, a głosy lokalnej społeczności są w tej sprawie konsekwentne „potrzebujemy uniwersytetu, centrum badawczego, miejsca, które połączy lokalny klimat, przyrodę, gospodarkę i turystykę z nowoczesną nauką”.
To kolejny obszar, w którym Polska świetnie się odnajduje rozbudowując sieć uczelni regionalnych, filii politechnik, inkubatorów technologii. I aż dziw bierze, że w sercu Bałtyku leży wyspa, która błaga o to, w czym my się specjalizujemy – Panie Marcinie (MNiSW).
Ile kosztuje marzenie? Tyle co 20% budżetu albo 4 lotniskowce
Niejeden biegły z chęcią wyliczyłby niewątpliwie wartość wyspy za odpowiedni tego wyliczania procent, ale pytanie jaką metodę przyjąć - nie odtworzeniową, choć patrząc na Dubaj może i nową wyspę można by zbudować. W warunkach bałtyckich jednak z betonu. Biorąc merytorycznie jako podstawę wartość oferowanych w sieci historycznych Bornholmskich folwarków i przeliczając ich uśrednioną cenę za hektar do powierzchni wyspy - 588 km2 to jej cena powinna zamknąć się kwotą do 200 mld zł co właściwe stanowi jednie około 20% wydatków Polski wg budżetu na 2026. A równowartość planowanych wydatków na obronność. Jeśli by w promocji dołożyć szczątki Śinozębego ( jedynego króla Danie, którego – jak głosi legenda - ciało spoczęło poza granicami tj. na Polskim Wolinie, może udało by się coś urwać na przywrócenie promu z Kołobrzegu.
Ekonomia odwagi: wyspa zwróci się szybciej niż nowa autostrada
Jak uczy ekonomia nie cena zakupu jest kluczowa a szybkość jej amortyzacji i możliwość zarobku. PKB turystyki naszego kraju, siła inwestorów, kreatywność marketingowców, wiedza menadżerów oraz głód nowości i jakości konsumentów gwarantuje znaczący wzrost wpływu z tej gałęzi gospodarki ( no właśnie gospodarki - nie sportu).
Dania nie widzi tego potencjału. Wyspa, która kiedyś była na styku Hanzatyckiego świata i polskich interesów, dziś znów leży dokładnie w tym samym miejscu na styku tego, co możliwe i tego co odważne. A odwaga to cecha, której polityka, gospodarka i wyobraźnia zawsze potrzebują najbardziej.
Dlatego kupmy Sobie Bornholm.
A jeśli Duńczycy i Unia stawali by śledziem bo nie okoniem, zawsze możemy podnieść cła na nasze dobra exportowe do 25% i staną fabryki samochodów w Niemczech, zbankrutuje szwedzki sprzedawca mebli, nuworysze z zachodu starego kontynentu zgłodnieją natychmiast a zdenerwowani brakiem możliwości wymiany AGD i RTV na nowe, obywatele wielu państw nawet nie ukoją sowich nerwów papieroskiem.
Chłopaki, mamy wszystkie karty, kupmy sobie Bornholm.
Nie wypada, aby 20 potęgę gospodarczą świata, na drodze swego należnego rozwoju blokował jego aktualny ład i przypadkowy porządek.
Wracając jednak na twardy z tej ironicznej morskiej podróży, zacznijcie podbój od pomoru Kołobrzeg – Ronne .
[Karol Wagner - ekspert ds. turystyki I hotelarstwa]




