[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Ptaki wściekłe, ale nie bez powodu
![[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Ptaki wściekłe, ale nie bez powodu](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/26d37810-e3f4-48c8-b7cc-ea7aed713280/38282.jpg?p=article_hero_mobile)
Moją obsesję rozbierania hollywoodzkich produkcji również pod kątem propagandowym już znacie. Tak jak kiedyś wiadomo było (od czego przecież i nasza kinematografia nie była wolna), że Niemcy w amerykańskim filmie muszą być głupi, a amerykańscy chłopcy muszą ratować świat, tak od wielu lat schemat wygląda inaczej. Pośród głównych bohaterów musi być słaby mężczyzna, silna kobieta, odpowiedni zestaw rasowy, płciowy i orientacjopłciowy (sprawa się niestety komplikuje wobec istnienia kilkudziesięciu płci).
Zbrodnia musi się dokonać w kościele albo czarnym charakterem musi się okazać ksiądz lub zakonnica. I tak dalej, i temu podobne w różnych konfiguracjach. Prymitywne jak budowa cepa, ale niestety przecież skuteczne narzędzie kształtowania społeczeństw.
Pierwsza część "Angry Birds" (jak się ma dzieci, to się zna), była tu ciekawym wyjątkiem. Bo oto w samym środku światowej histerii na punkcie uchodźców (jak się w dość oczekiwany sposób później okazało, sztucznie indukowanej), podczas "moralnego" uniesienia "Herzlich Willkommen" i piętnowania Polski i Węgier za nieludzki "faszyzm", pojawił się na ekranach film, którego główny bohater, najpierw odsądzany od czci i wiary w związku z tym, że nie chce entuzjastycznie przyjąć tajemniczych gości, jak się okazuje, ma w swojej ostrożności rację. Być może był to efekt niezamierzony, ale jakże w tej konkretnej sytuacji symboliczny.
Zanim wybraliśmy się z dzieciakami na drugą część "Angry Birds" słyszałem opinie, że twórcy chcą przy jej pomocy zatrzeć "niewłaściwe" wrażenie po pierwszej. I rzeczywiście, w drugiej części ptaki i świnki dochodzą do wniosku, że mogą żyć razem i jak mawiał Kot Leopold (pamiętacie taką radziecką bajkę?): "Nada żyt’ drużna". Dzieje się tak jednak dlatego, że dostrzegają kolejne zagrożenie zewnętrzne dotykające obydwu kolonii. W dodatku, jako człowiek, który stara się podnosić problem zabijania dzieci nienarodzonych w ogóle, a w polskich szpitalach w szczególności, nie mogłem wyjść z szoku, kiedy usłyszałem z kinowych głośników, podczas gdy na ekranie pisklęta ratowały jajka: "Musimy uratować nasze nienarodzone siostrzyczki". Nie "nasze płody" czy "nasze zlepki komórek", tylko właśnie "nasze nienarodzone siostrzyczki". Jakiś hollywoodzki cenzor chyba przysnął na kolaudacji.
A co najciekawsze, wszystko kończy się powrotem do siebie po latach pary orłów, dzięki czemu ich córka zyskuje obydwoje rodziców. A ślub okazuje się tradycyjnym amerykańskim happy endem. No OK, nie jest to ślub kościelny, nie wymagajmy zbyt wiele, zresztą, nie wiem, czy religijne atrybuty byłyby w kreskówce na miejscu, ale jednak.
Tak czy siak, moją kolaudację pod względem wykrywania propagandy genderyzmu-elgiebetyzmu film przeszedł i z czystym sumieniem, również dzieciom, polecam.
Cezary Krysztopa

Pierwsza część "Angry Birds" (jak się ma dzieci, to się zna), była tu ciekawym wyjątkiem. Bo oto w samym środku światowej histerii na punkcie uchodźców (jak się w dość oczekiwany sposób później okazało, sztucznie indukowanej), podczas "moralnego" uniesienia "Herzlich Willkommen" i piętnowania Polski i Węgier za nieludzki "faszyzm", pojawił się na ekranach film, którego główny bohater, najpierw odsądzany od czci i wiary w związku z tym, że nie chce entuzjastycznie przyjąć tajemniczych gości, jak się okazuje, ma w swojej ostrożności rację. Być może był to efekt niezamierzony, ale jakże w tej konkretnej sytuacji symboliczny.
Zanim wybraliśmy się z dzieciakami na drugą część "Angry Birds" słyszałem opinie, że twórcy chcą przy jej pomocy zatrzeć "niewłaściwe" wrażenie po pierwszej. I rzeczywiście, w drugiej części ptaki i świnki dochodzą do wniosku, że mogą żyć razem i jak mawiał Kot Leopold (pamiętacie taką radziecką bajkę?): "Nada żyt’ drużna". Dzieje się tak jednak dlatego, że dostrzegają kolejne zagrożenie zewnętrzne dotykające obydwu kolonii. W dodatku, jako człowiek, który stara się podnosić problem zabijania dzieci nienarodzonych w ogóle, a w polskich szpitalach w szczególności, nie mogłem wyjść z szoku, kiedy usłyszałem z kinowych głośników, podczas gdy na ekranie pisklęta ratowały jajka: "Musimy uratować nasze nienarodzone siostrzyczki". Nie "nasze płody" czy "nasze zlepki komórek", tylko właśnie "nasze nienarodzone siostrzyczki". Jakiś hollywoodzki cenzor chyba przysnął na kolaudacji.
A co najciekawsze, wszystko kończy się powrotem do siebie po latach pary orłów, dzięki czemu ich córka zyskuje obydwoje rodziców. A ślub okazuje się tradycyjnym amerykańskim happy endem. No OK, nie jest to ślub kościelny, nie wymagajmy zbyt wiele, zresztą, nie wiem, czy religijne atrybuty byłyby w kreskówce na miejscu, ale jednak.
Tak czy siak, moją kolaudację pod względem wykrywania propagandy genderyzmu-elgiebetyzmu film przeszedł i z czystym sumieniem, również dzieciom, polecam.
Cezary Krysztopa


Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 16.10.2019 01:08
Komentarze
Cezary Krysztopa: Z dumą oddaję w Państwa ręce nowy portal historycznego „Tygodnika Solidarność”
26.03.2026 14:40
Nieukończony wątek w „Na Wspólnej”. Co postanowią scenarzyści?
22.03.2026 21:52

Komentarzy: 0
Bożena Dykiel przez ostatnie 20 lat była stałą postacią w serialu „Na Wspólnej”, wcielając się w rolę Marii Zięby. Choć od roku nie pojawiała się na planie z powodu problemów ze zdrowiem, jej wątek fabularny wciąż nie został zakończony.
Czytaj więcej
„Maryja. Matka Papieża” - film o duchowej tajemnicy siły Jana Pawła II niedługo w kinach
11.03.2026 15:34
Ten serial podbija Netflixa. Nowy hit na szczycie rankingu
06.03.2026 22:16
25 000 zł i szansa na film fabularny o Radomskim Czerwcu ’76
06.03.2026 19:44



