Ryszard Czarnecki: „Wybrańcy bogów umierają młodo” – o poetach Polski Podziemnej

Wszyscy oni byli z pokolenia wychowanego, a w zdecydowanej większości urodzonego już w II Rzeczypospolitej, w niepodległej Polsce. Byli przedstawicielami generacji ukształtowanej w polskiej szkole, o której dowódca części z nich, szef „Kedywu” – Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej płk Józef Rybicki, w cywilu nauczyciel, mawiał, że w szkołach II RP nie uczono patriotyzmu – nim się w nich oddychało. Wszyscy służyli Ojczyźnie w konspiracji – a jednocześnie wysoko nosili sztandar polskiej kultury i polskiej poezji w czasach, w których z rozkazu Niemców muzy miały milczeć.
/ Wikipedia domena publiczna

Zapraszam do lektury pierwszego (z pięciu) tekstów opublikowanych na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, a poświęconych poetom Polski Podziemnej, w tym mniej znanym twórcom formacji „Sztuka i Naród”. Dziś o Tadeuszu Gajcym i Krzysztofie Kamilu Baczyńskim.

Właśnie w czasie, gdy w 74. rocznicę Powstania Warszawskiego podkreślamy polski opór zbrojny wobec niemieckiego okupanta, warto i trzeba przypomnieć tych, którzy starali się walczyć nie tylko bronią, ale i sztuką. Ten artykuł poświęcam poetom żołnierzom, którzy ginęli za Polskę, wcześniej opiewając ją wierszem.

Wybitny historyk literatury polskiej Stanisław Pigoń powiedział (w rozmowie z Kazimierzem Wyką na wieść, że Baczyński – „Jan Bugaj” poszedł do pionu dywersji AK): „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami”. Miał na myśli akurat Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, ale równie dobrze słowa te można odnieść do Tadeusza Gajcego, Wacława Bojarskiego, Andrzeja Trzebińskiego, Zdzisława Ludwika Stroińskiego, Bronisława Kopczyńskiego, Wojciecha Mencla, Krystyny Krahelskiej, Teresy Bogusławskiej czy Józefa Andrzeja Szczepańskiego. Wielu z nich – nie wszyscy na szczęście – zostało po wojnie skazanych na zapomnienie. Nie tylko przez komunistów. W wydanej w USA historii literatury polskiej na podstawie swoich wykładów na ten temat na Uniwersytecie w Berkeley Czesław Miłosz specjalnie pominął Tadeusza Gajcego. Po latach przyznał, że uczynił to… świadomie. Skądinąd polski noblista zetknął się ze środowiskiem Gajcego – „Sztuki i Narodu” – podczas okupacji. Dzieliła go od nich ideowa przepaść, ale nie tylko. Poeci „SiN” z własnego wyboru stali się żołnierzami – a Miłosz nie zaangażował się ani w konspirację AK, ani w Powstanie Warszawskie. Może więc towarzyszyły mu wyrzuty sumienia? Po latach jednak napisze (żeby się zrehabilitować?) peany na cześć jednego z twórców „Sztuki i Narodu” Andrzeja Trzebińskiego.

Wszyscy oni byli z pokolenia wychowanego, a w zdecydowanej większości urodzonego już w II Rzeczypospolitej, w niepodległej Polsce. Byli przedstawicielami generacji ukształtowanej w polskiej szkole, o której dowódca części z nich, szef „Kedywu” – Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej płk Józef Rybicki, w cywilu nauczyciel, mawiał, że w szkołach II RP nie uczono patriotyzmu – nim się w nich oddychało. Wszyscy służyli Ojczyźnie w konspiracji – a jednocześnie wysoko nosili sztandar polskiej kultury i polskiej poezji w czasach, w których z rozkazu Niemców muzy miały milczeć.

„Co ja mogę dać Polsce?”

Różne były ich polityczne sympatie i afiliacje. Krzysztof Kamil Baczyński przed okupacją niemiecką udzielał się w „młodzieżówce”, jakbyśmy to dziś określili, PPS i bez ryzyka omyłki można by go uznać za przedstawiciela „lewicy niepodległościowej” (jakże skądinąd nieobecnej w dzisiejszym dyskursie politycznym). Krystyna Krahelska rodzinnie związana była z piłsudczykowską Sanacją – jej ojciec w latach 1926–1932 pełnił funkcję wojewody poleskiego. Wreszcie niesłychany sekstet: Gajcy, Stroinski, Bojarski, Trzebiński, Kopczyński, Mencel współtworzył środowisko poetycko-kulturalno-polityczne „Sztuki i Narodu”, związane z szeroko rozumianym Obozem Narodowym. W antyniemieckim podziemiu dla każdego było miejsce – w poezji i polityce, choć ta druga schodziła jednak chyba na drugi plan. Warto poświęcić im więcej uwagi – także dlatego, że reprezentowali to kolejne „młodopolskie” pokolenie, które nie pytało Ojczyzny, co ona może im dać, lecz swoim codziennym życiem nieustannie pytało: „co ja mogę dać Polsce?”.

„Wybrańcy bogów umierają młodo” – stwierdził Tytus Plautus, pisarz starożytnego Rzymu. Fryderyk Nietzsche po dwudziestu wiekach dodał: „Wybrańcy bogów umierają młodo, lecz później żyją wiecznie w ich towarzystwie”. Słowa polskiej piosenki partyzanckiej „Rozszumiały się wierzby płaczące” mówiły, że „śmierć kosi niby łan”. Obie prawdy jakże pasują do tych młodych, ideowych ludzi, którzy pisali, tworzyli, organizowali ruch kulturalny, wreszcie walczyli dla Polski. Można rzec: żyli dla Ojczyzny i zginęli dla Niej. Nie jestem krytykiem literackim i nie będę dokonywał egzegezy wierszy tych ponadprzeciętnie zdolnych twórców. Jako historyk wolę powiedzieć o ich życiu – i śmierci.

„I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc” (Baczyński)

Krzysztof Kamil Baczyński herbu Sas, podchorąży AK, podharcmistrz Szarych Szeregów, syn żołnierza Legionów, będącego też oficerem tzw. Dwójki, czyli naszego wywiadu oraz autorki podręczników szkolnych. Chorowity, astmatyk, w dzieciństwie zagrożony gruźlicą. Znawca literatury francuskiej – mało kto wie, że po francusku pisał nawet wiersze. Kolega z klasy w Liceum im. Batorego późniejszych bohaterów Szarych Szeregów: Jana Bytnara „Rudego”, Tadeusza Zawadzkiego „Zośki” i Macieja Aleksego Dawidowskiego „Alka”. Przyjaźnił się też z Konstantym Jeleńskim, który był później filarem paryskiej „Kultury”. Rzucił konspiracyjne studia polonistyczne, aby poświęcić się pracy na rzecz Polskiego Państwa Podziemnego. Ale w jego życiu, poza tymi trzema „P”, było jeszcze czwarte „P” – jak poezja. Wybitny pisarz polityczny Adolf Bocheński uznał, że twórczość musi być na drugim miejscu, skoro Ojczyzna jest w potrzebie i zginął jako saper w ostatnich dniach II wojny światowej pod Anconą we Włoszech. Baczyński miał te same priorytety i choć do historii przeszedł jako wielki poeta, w skrytce w swoim mieszkaniu trzymał cztery pistolety, granaty, materiały minerskie oraz mapy. Był uczestnikiem słynnej akcji wykolejenia pociągu z niemieckimi żołnierzami jadącymi z frontu wschodniego do Berlina (pod Warszawą na odcinku Tłuszcz-Urle). Akcję tę przeprowadzono pod koniec kwietnia 1944 r., a więc w czasie, kiedy przestał się ukazywać społeczno-literacki miesięcznik „Droga”, w którym 23-letni Krzysztof Kamil był kierownikiem działu poezji. Zginął w czwarty dzień powstania, raniony przez niemieckiego strzelca wyborowego, który zabijał z gmachu Teatru Wielkiego.

„Ostatni sen, a boleść pierwsza i słona miłość nad ojczyzną” (Gajcy)

Z różnych powodów Baczyński był po wojnie najbardziej znanym poetą czasów Polski Walczącej, lecz pokłonić się należy cieniom innych poetów o różnych życiorysach, ale wspólnym mianowniku. Tym „wspólnym mianownikiem” była śmierć za Ojczyznę, o której kilkanaście lat po wojnie poeta buntownik Rafał Wojaczek pisał, że jest ona „dziedziną śmierci niechybionej”. Tadeusz Gajcy zginął 12 dni po Baczyńskim. Korzenie jego rodziny sięgają... Węgier. Młodszy od Baczyńskiego o rok i siedemnaście dni, był dzieckiem niezamożnej robotniczej rodziny: ojciec – ślusarz, matka – położna. W gimnazjum ojców marianów na warszawskich Bielanach do klasy chodził z… Wojciechem Jaruzelskim. Był ministrantem, grał na mandolinie, zdał konspiracyjną maturę, a później, tak jak Baczyński, studiował polonistykę na tajnych kompletach na UW. Współtworzył, a następnie był ostatnim redaktorem miesięcznika literackiego „Sztuka i Naród”. Baczyński był raczej na lewo, a Gajcy – na prawo, bo przyjaciel wprowadził go do konspiracyjnej Konfederacji Narodu, powstałej z inspiracji działaczy ONR-Falanga. Jego poglądy polityczne były widoczne bardziej w publicystyce niż w poezji. Pisał o dziejowej roli Polski, zarzucał twórcom „Skamandra” koniunkturalizm i bezideowość, innym – „intelektualną ekwilibrystykę”. Wreszcie głosił konieczność tworzenia poezji narodowej. Baczyński rzucił studia, aby pisać, Gajcy rzucił posadę magazyniera dla tego samego celu. Wybitny krytyk literacki Karol Irzykowski radził mu szukanie mniej skomplikowanej formy wyrazu, pisząc do niego „prościej, Panie Tadziu, prościej”. 25 maja 1943 r. wraz z dwoma innymi poetami „Sztuki i Narodu” wziął udział w swoistej manifestacji: z Wacławem Bojarskim i Zdzisławem Stroińskim złożyli pod pomnikiem Kopernika wieniec z biało-czerwoną szarfą z napisem: „Genialnemu Polakowi w 400. rocznicę śmierci”. Niemcy zastrzelili Bojarskiego, aresztowali Stroińskiego, Gajcy uciekł. Ale od śmierci nie uciekł. Zginął w powstaniu w kamienicy wysadzonej przez Niemców przy dzisiejszej ul. gen. Andersa – wraz z nim śmierć poniósł przyjaciel z konspiracji i „SiN” Zdzisław Stroiński.

Gajcy jest mi szczególnie drogi (o Bojarskim, Stroińskim, Trzebińskim, Kopczyńskim, Krahelskiej i innych napiszę wkrótce). O Tadeuszu Gajcym pierwszy artykuł napisałem przed trzydziestoma laty w Londynie. Wtedy był on jeszcze bardziej zapomniany niż dziś i jeszcze bardziej w cieniu Baczyńskiego. Tamten tekst ukazał się po angielsku i po polsku, kończył się słowami: „Czy można zazdrościć młodszym i zmarłym?”. Matka Tadeusza Gajcego przeżyła syna, po wojnie pracowała w Warszawie na Żoliborzu i Bielanach, a więc w dzielnicy, w której uczył się jej syn. Niespełna pięć lat po śmierci Tadeusza – nie tylko poety, ale tłumacza Homera i pasjonata fotografii, pani Irena Gajcy w jednym z domów na Żoliborzu 18 czerwca 1949 r. odebrała poród bliźniaków. Ich rodzice Jadwiga i Rajmund Kaczyńscy też walczyli w Powstaniu Warszawskim. Poród, także dzięki doświadczonej położnej, przebiegł szczęśliwie. Jeden z bliźniaków został później prezydentem Polski, a drugi premierem. Ot, po prostu, polska sztafeta pokoleń

*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (28.08.2018)


 

POLECANE
Trump oszacował czas operacji w Iranie z ostatniej chwili
Trump oszacował czas operacji w Iranie

Prezydent USA Donald Trump powiedział brytyjskiemu dziennikowi „Daily Mail”, że przewiduje, że operacja przeciwko Iranowi potrwa „cztery tygodnie lub mniej”.

Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska Wiadomości
Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska

3 marca 2026 przypada pełnia Księżyca, zwana Robaczym Księżycem. W tradycji rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej marcowa pełnia oznaczała początek wiosny i pojawienie się pierwszych śladów dżdżownic na ogrzewającej się ziemi.

Trump: rozmowy z Iranem możliwe, operacja trwa nieprzerwanie Wiadomości
Trump: rozmowy z Iranem możliwe, operacja trwa nieprzerwanie

Prezydent USA Donald Trump odbędzie rozmowy z nowymi przywódcami Iranu, ale na razie operacja Epicka Furia trwa nieprzerwanie - zapowiedział w niedzielę przedstawiciel Białego Domu.

Komunikat dla mieszkańców Wrocławia Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Wrocławia

Z powodu awarii sieci elektrycznej Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu w poniedziałek nie będzie przyjmował pacjentów - przekazał rzecznik prasowy wojewody dolnośląskiej. Ograniczono też funkcjonowanie szpitalnego oddziału ratunkowego. USK to największa placówka medyczna we Wrocławiu.

Operacja przeciw Iranowi przyspiesza. Trump: „To było duże uderzenie” Wiadomości
Operacja przeciw Iranowi przyspiesza. Trump: „To było duże uderzenie”

Prezydent USA Donald Trump poinformował, że dotychczas w wyniku amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko irańskiemu reżimowi zginęło 48 przedstawicieli najwyższych władz Iranu - podała w niedzielę telewizja Fox News. Ujawnił, że nowe irańskie władze chcą rozmawiać z USA i zgodził się na to.

Grafzero: Co czytała Europa w 2025 roku? część 2 z ostatniej chwili
Grafzero: Co czytała Europa w 2025 roku? część 2

Dziś Grafzero vlog literacki przygląda się pozostałym rynkom książki w Europie. Sprawdzimy jakie książki kupowali Włosi, co sprzedawało się w krajach nadbałtyckich, która polska książką święciła triumfy w Czechach i czy w Szwecji królowały szwedzkie kryminały?

Prognoza pogody. IMGW wydał ostrzeżenia pierwszego stopnia Wiadomości
Prognoza pogody. IMGW wydał ostrzeżenia pierwszego stopnia

W najbliższych dniach temperatura wyniesie do 14 st. C. IMGW wydał ostrzeżenia pierwszego stopnia przed mgłą w znacznej części kraju - poinformował synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Przemysław Makarewicz.

Dramat Lewandowskiego po meczu. Diagnoza jest poważna Wiadomości
Dramat Lewandowskiego po meczu. Diagnoza jest poważna

Choć FC Barcelona świętowała kolejne ligowe zwycięstwo, dla Roberta Lewandowskiego sobotni wieczór zakończył się bardzo źle. Klub potwierdził, że napastnik doznał złamania lewego oczodołu. „Nie zagra w spotkaniu z Atletico Madryt” - czytamy wpis na platformie X.

Iran ogłasza, że trafił lotniskowiec. USA odpowiadają i publikują zdjęcia z ostatniej chwili
Iran ogłasza, że trafił lotniskowiec. USA odpowiadają i publikują zdjęcia

Iran pochwalił się, że jego Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) zaatakował i trafił lotniskowiec USS Abraham Lincoln czterema pociskami balistycznymi w ramach rozpoczętej kontrofensywy pod kryptonimem "True Promise-4".

Atak w USA. Służby: To mógł być akt terroryzmu z ostatniej chwili
Atak w USA. Służby: To mógł być akt terroryzmu

Co najmniej dwie osoby zginęły, a 14 osób zostało rannych w ataku w mieście Austin w Teksasie. FBI nie wyklucza, że mogł to być akt terroryzmu.

REKLAMA

Ryszard Czarnecki: „Wybrańcy bogów umierają młodo” – o poetach Polski Podziemnej

Wszyscy oni byli z pokolenia wychowanego, a w zdecydowanej większości urodzonego już w II Rzeczypospolitej, w niepodległej Polsce. Byli przedstawicielami generacji ukształtowanej w polskiej szkole, o której dowódca części z nich, szef „Kedywu” – Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej płk Józef Rybicki, w cywilu nauczyciel, mawiał, że w szkołach II RP nie uczono patriotyzmu – nim się w nich oddychało. Wszyscy służyli Ojczyźnie w konspiracji – a jednocześnie wysoko nosili sztandar polskiej kultury i polskiej poezji w czasach, w których z rozkazu Niemców muzy miały milczeć.
/ Wikipedia domena publiczna

Zapraszam do lektury pierwszego (z pięciu) tekstów opublikowanych na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, a poświęconych poetom Polski Podziemnej, w tym mniej znanym twórcom formacji „Sztuka i Naród”. Dziś o Tadeuszu Gajcym i Krzysztofie Kamilu Baczyńskim.

Właśnie w czasie, gdy w 74. rocznicę Powstania Warszawskiego podkreślamy polski opór zbrojny wobec niemieckiego okupanta, warto i trzeba przypomnieć tych, którzy starali się walczyć nie tylko bronią, ale i sztuką. Ten artykuł poświęcam poetom żołnierzom, którzy ginęli za Polskę, wcześniej opiewając ją wierszem.

Wybitny historyk literatury polskiej Stanisław Pigoń powiedział (w rozmowie z Kazimierzem Wyką na wieść, że Baczyński – „Jan Bugaj” poszedł do pionu dywersji AK): „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami”. Miał na myśli akurat Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, ale równie dobrze słowa te można odnieść do Tadeusza Gajcego, Wacława Bojarskiego, Andrzeja Trzebińskiego, Zdzisława Ludwika Stroińskiego, Bronisława Kopczyńskiego, Wojciecha Mencla, Krystyny Krahelskiej, Teresy Bogusławskiej czy Józefa Andrzeja Szczepańskiego. Wielu z nich – nie wszyscy na szczęście – zostało po wojnie skazanych na zapomnienie. Nie tylko przez komunistów. W wydanej w USA historii literatury polskiej na podstawie swoich wykładów na ten temat na Uniwersytecie w Berkeley Czesław Miłosz specjalnie pominął Tadeusza Gajcego. Po latach przyznał, że uczynił to… świadomie. Skądinąd polski noblista zetknął się ze środowiskiem Gajcego – „Sztuki i Narodu” – podczas okupacji. Dzieliła go od nich ideowa przepaść, ale nie tylko. Poeci „SiN” z własnego wyboru stali się żołnierzami – a Miłosz nie zaangażował się ani w konspirację AK, ani w Powstanie Warszawskie. Może więc towarzyszyły mu wyrzuty sumienia? Po latach jednak napisze (żeby się zrehabilitować?) peany na cześć jednego z twórców „Sztuki i Narodu” Andrzeja Trzebińskiego.

Wszyscy oni byli z pokolenia wychowanego, a w zdecydowanej większości urodzonego już w II Rzeczypospolitej, w niepodległej Polsce. Byli przedstawicielami generacji ukształtowanej w polskiej szkole, o której dowódca części z nich, szef „Kedywu” – Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej płk Józef Rybicki, w cywilu nauczyciel, mawiał, że w szkołach II RP nie uczono patriotyzmu – nim się w nich oddychało. Wszyscy służyli Ojczyźnie w konspiracji – a jednocześnie wysoko nosili sztandar polskiej kultury i polskiej poezji w czasach, w których z rozkazu Niemców muzy miały milczeć.

„Co ja mogę dać Polsce?”

Różne były ich polityczne sympatie i afiliacje. Krzysztof Kamil Baczyński przed okupacją niemiecką udzielał się w „młodzieżówce”, jakbyśmy to dziś określili, PPS i bez ryzyka omyłki można by go uznać za przedstawiciela „lewicy niepodległościowej” (jakże skądinąd nieobecnej w dzisiejszym dyskursie politycznym). Krystyna Krahelska rodzinnie związana była z piłsudczykowską Sanacją – jej ojciec w latach 1926–1932 pełnił funkcję wojewody poleskiego. Wreszcie niesłychany sekstet: Gajcy, Stroinski, Bojarski, Trzebiński, Kopczyński, Mencel współtworzył środowisko poetycko-kulturalno-polityczne „Sztuki i Narodu”, związane z szeroko rozumianym Obozem Narodowym. W antyniemieckim podziemiu dla każdego było miejsce – w poezji i polityce, choć ta druga schodziła jednak chyba na drugi plan. Warto poświęcić im więcej uwagi – także dlatego, że reprezentowali to kolejne „młodopolskie” pokolenie, które nie pytało Ojczyzny, co ona może im dać, lecz swoim codziennym życiem nieustannie pytało: „co ja mogę dać Polsce?”.

„Wybrańcy bogów umierają młodo” – stwierdził Tytus Plautus, pisarz starożytnego Rzymu. Fryderyk Nietzsche po dwudziestu wiekach dodał: „Wybrańcy bogów umierają młodo, lecz później żyją wiecznie w ich towarzystwie”. Słowa polskiej piosenki partyzanckiej „Rozszumiały się wierzby płaczące” mówiły, że „śmierć kosi niby łan”. Obie prawdy jakże pasują do tych młodych, ideowych ludzi, którzy pisali, tworzyli, organizowali ruch kulturalny, wreszcie walczyli dla Polski. Można rzec: żyli dla Ojczyzny i zginęli dla Niej. Nie jestem krytykiem literackim i nie będę dokonywał egzegezy wierszy tych ponadprzeciętnie zdolnych twórców. Jako historyk wolę powiedzieć o ich życiu – i śmierci.

„I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc” (Baczyński)

Krzysztof Kamil Baczyński herbu Sas, podchorąży AK, podharcmistrz Szarych Szeregów, syn żołnierza Legionów, będącego też oficerem tzw. Dwójki, czyli naszego wywiadu oraz autorki podręczników szkolnych. Chorowity, astmatyk, w dzieciństwie zagrożony gruźlicą. Znawca literatury francuskiej – mało kto wie, że po francusku pisał nawet wiersze. Kolega z klasy w Liceum im. Batorego późniejszych bohaterów Szarych Szeregów: Jana Bytnara „Rudego”, Tadeusza Zawadzkiego „Zośki” i Macieja Aleksego Dawidowskiego „Alka”. Przyjaźnił się też z Konstantym Jeleńskim, który był później filarem paryskiej „Kultury”. Rzucił konspiracyjne studia polonistyczne, aby poświęcić się pracy na rzecz Polskiego Państwa Podziemnego. Ale w jego życiu, poza tymi trzema „P”, było jeszcze czwarte „P” – jak poezja. Wybitny pisarz polityczny Adolf Bocheński uznał, że twórczość musi być na drugim miejscu, skoro Ojczyzna jest w potrzebie i zginął jako saper w ostatnich dniach II wojny światowej pod Anconą we Włoszech. Baczyński miał te same priorytety i choć do historii przeszedł jako wielki poeta, w skrytce w swoim mieszkaniu trzymał cztery pistolety, granaty, materiały minerskie oraz mapy. Był uczestnikiem słynnej akcji wykolejenia pociągu z niemieckimi żołnierzami jadącymi z frontu wschodniego do Berlina (pod Warszawą na odcinku Tłuszcz-Urle). Akcję tę przeprowadzono pod koniec kwietnia 1944 r., a więc w czasie, kiedy przestał się ukazywać społeczno-literacki miesięcznik „Droga”, w którym 23-letni Krzysztof Kamil był kierownikiem działu poezji. Zginął w czwarty dzień powstania, raniony przez niemieckiego strzelca wyborowego, który zabijał z gmachu Teatru Wielkiego.

„Ostatni sen, a boleść pierwsza i słona miłość nad ojczyzną” (Gajcy)

Z różnych powodów Baczyński był po wojnie najbardziej znanym poetą czasów Polski Walczącej, lecz pokłonić się należy cieniom innych poetów o różnych życiorysach, ale wspólnym mianowniku. Tym „wspólnym mianownikiem” była śmierć za Ojczyznę, o której kilkanaście lat po wojnie poeta buntownik Rafał Wojaczek pisał, że jest ona „dziedziną śmierci niechybionej”. Tadeusz Gajcy zginął 12 dni po Baczyńskim. Korzenie jego rodziny sięgają... Węgier. Młodszy od Baczyńskiego o rok i siedemnaście dni, był dzieckiem niezamożnej robotniczej rodziny: ojciec – ślusarz, matka – położna. W gimnazjum ojców marianów na warszawskich Bielanach do klasy chodził z… Wojciechem Jaruzelskim. Był ministrantem, grał na mandolinie, zdał konspiracyjną maturę, a później, tak jak Baczyński, studiował polonistykę na tajnych kompletach na UW. Współtworzył, a następnie był ostatnim redaktorem miesięcznika literackiego „Sztuka i Naród”. Baczyński był raczej na lewo, a Gajcy – na prawo, bo przyjaciel wprowadził go do konspiracyjnej Konfederacji Narodu, powstałej z inspiracji działaczy ONR-Falanga. Jego poglądy polityczne były widoczne bardziej w publicystyce niż w poezji. Pisał o dziejowej roli Polski, zarzucał twórcom „Skamandra” koniunkturalizm i bezideowość, innym – „intelektualną ekwilibrystykę”. Wreszcie głosił konieczność tworzenia poezji narodowej. Baczyński rzucił studia, aby pisać, Gajcy rzucił posadę magazyniera dla tego samego celu. Wybitny krytyk literacki Karol Irzykowski radził mu szukanie mniej skomplikowanej formy wyrazu, pisząc do niego „prościej, Panie Tadziu, prościej”. 25 maja 1943 r. wraz z dwoma innymi poetami „Sztuki i Narodu” wziął udział w swoistej manifestacji: z Wacławem Bojarskim i Zdzisławem Stroińskim złożyli pod pomnikiem Kopernika wieniec z biało-czerwoną szarfą z napisem: „Genialnemu Polakowi w 400. rocznicę śmierci”. Niemcy zastrzelili Bojarskiego, aresztowali Stroińskiego, Gajcy uciekł. Ale od śmierci nie uciekł. Zginął w powstaniu w kamienicy wysadzonej przez Niemców przy dzisiejszej ul. gen. Andersa – wraz z nim śmierć poniósł przyjaciel z konspiracji i „SiN” Zdzisław Stroiński.

Gajcy jest mi szczególnie drogi (o Bojarskim, Stroińskim, Trzebińskim, Kopczyńskim, Krahelskiej i innych napiszę wkrótce). O Tadeuszu Gajcym pierwszy artykuł napisałem przed trzydziestoma laty w Londynie. Wtedy był on jeszcze bardziej zapomniany niż dziś i jeszcze bardziej w cieniu Baczyńskiego. Tamten tekst ukazał się po angielsku i po polsku, kończył się słowami: „Czy można zazdrościć młodszym i zmarłym?”. Matka Tadeusza Gajcego przeżyła syna, po wojnie pracowała w Warszawie na Żoliborzu i Bielanach, a więc w dzielnicy, w której uczył się jej syn. Niespełna pięć lat po śmierci Tadeusza – nie tylko poety, ale tłumacza Homera i pasjonata fotografii, pani Irena Gajcy w jednym z domów na Żoliborzu 18 czerwca 1949 r. odebrała poród bliźniaków. Ich rodzice Jadwiga i Rajmund Kaczyńscy też walczyli w Powstaniu Warszawskim. Poród, także dzięki doświadczonej położnej, przebiegł szczęśliwie. Jeden z bliźniaków został później prezydentem Polski, a drugi premierem. Ot, po prostu, polska sztafeta pokoleń

*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (28.08.2018)



 

Polecane