Mariusz Staniszewski: Lewica potrzebuje imigrantów do rządzenia

Przybysze pomagają lewicy zepchnąć prawicę na pozycję politycznego ekstremizmu. Dzięki nowym podziałom mogą zarzucać jej rasizm, ksenofobię i radykalizm. A to daje jej potężną przewagę.
/ fot. pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Społeczeństwo wielokulturowe to precyzyjnie przemyślana koncepcja polityczna oparta na rozmywaniu narodu, który jest nośnikiem tożsamości, religii i historii, ale też gwarantem zdrowej demokracji
  • Za pomocą liberalnych mediów, think tanków, lewicowej w przeważającej większości kadry uniwersyteckiej zaczyna się tropienie i piętnowanie rasistów
  • Każda próba wyrażenia niezadowolenia z napływu migrantów, opisania odmienności kulturowych czy stylu życia jest traktowana jako rodzący się faszyzm

Nie ma się co łudzić. Przywrócenie tymczasowych kontroli na granicy polsko-niemieckiej nie zatrzyma fali migrantów. W przyszłym roku zacznie obowiązywać pakt migracyjny i na jego podstawie do Polski będą relokowane dziesiątki tysięcy przybyszów z Afryki i Azji Środkowej.

Na nic zdadzą się patrole obywatelskie czy sprzeciw społeczny. Dopóki będzie rządziła obecna lewicowo-liberalna koalicja, dopóty nikt się nie powstrzyma od przysyłania do naszego kraju migrantów. Są ku temu dwa zasadnicze powody: Donald Tusk i jego formacja nie są zdolni do przeciwstawienia się Komisji Europejskiej, a po drugie – lewica potrzebuje imigrantów do rządzenia. Dzięki nim jest w stanie zapędzić prawicę i konserwatystów do narożnika.

Multi-kulti wiecznie żywe

Społeczeństwo wielokulturowe nie jest tylko wymysłem naiwnych lekkoduchów, którzy pragną wprowadzić w życie utopię rodem z piosenek Beatlesów. Nic bardziej mylnego. To precyzyjnie przemyślana koncepcja polityczna oparta na rozmywaniu narodu, który jest nośnikiem tożsamości, religii i historii, ale też gwarantem zdrowej demokracji. Tylko świadomy naród jest w stanie wybierać swoich przedstawicieli, by rządzili w imię wspólnego celu. Spaja go przecież następstwo pokoleń, doświadczenie dziejów, zwycięstw i klęsk, popełnionych błędów i wspaniałych osiągnięć, siła wybitnych jednostek oraz mrówcza praca bezimiennych mas.

Społeczeństwo zaś – pojęcie tak lubiane przez lewicę i liberałów – nie jest połączone podobnymi więzami. Składa się raczej z grup ze sobą konkurujących o dobra, zaszczyty czy pozycję społeczną.

Zamiana narodu w społeczeństwo powoduje, że władza staje ponad wyborcami. Uzyskuje możliwość konfliktowania, a nawet antagonizowania grup, by w ten sposób łatwiej sprawować rządy. Już nie w imię dobra wspólnego, ale własnego i środowisk, które reprezentuje.

Imigranci są narzędziem, które pozwala realizować ten plan. Stanowią odrębną grupę, która nie tylko z biegiem czasu uzyskuje prawa wyborcze, a przez to staje się bardzo pożądanym kąskiem politycznym, ale wywołuje także nowe zjawiska społeczne, wymagające ingerowania państwa coraz głębiej w życie społeczne.

Władza tworzy całe systemy integracji, socjalizacji, edukacji czy kultywowania odrębności, zachowania tożsamości i tradycji. Rozrastające się grupy – pracowników społecznych oraz samych imigrantów – stają się więc klientami władzy, a więc jej zapleczem politycznym. Z czasem coraz silniejszym i liczniejszym.

Napływ uchodźców wojennych

Z punktu widzenia rządu istotniejsze jest jednak tworzenie nowych podziałów. To kluczowa kwestia w technice zdobywania i utrzymywania władzy.

Polska, która do momentu wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie była krajem dość homogenicznym – mniejszości były w pełni zintegrowane i stanowiły raczej lokalny koloryt niż źródło konfliktów – niemal z dnia na dzień zmieniała się w państwo imigranckie. Fala uchodźców wojennych zupełnie zmieniła strukturę społeczną. W dużych aglomeracjach miejskich – na przykład we Wrocławiu – mniejszość ukraińska stanowi blisko dziesięć procent populacji.

Oczywiście Ukraińcy i Białorusini napływali do Polski też wcześniej, jednak w dużej mierze byli to ludzie pracujący sezonowo. Nawet jeśli spędzali w naszym kraju znaczną część roku, to główny nurt ich życia toczył się na Ukrainie, gdyż tam mieszkali ich bliscy.

Po 24 lutego 2022 r. do Polski przybywały całe rodziny z zamiarem osiedlenia się na kilka lat lub na stałe. W tej sytuacji ludzie ci musieli się tu jakoś urządzić, a więc siłą rzeczy zapuszczali korzenie.

Na to nałożył się napływ przybyszów z Indii i krajów ościennych oraz z Ameryki Południowej. O ile w tym drugim przypadku w znacznej części są to pracownicy kontraktowi, którzy po zakończeniu umowy mają wrócić do kraju, imigranci z Azji przybyli tu raczej z zamiarem zamieszkania na stałe.

W ten sposób struktura etniczna polskich miast zmieniła się zaledwie w ciągu kilku lat. Teraz dochodzi do tego dodatkowe zjawisko, czyli przerzucanie do Polski nielegalnych imigrantów z Niemiec. Choć rządowe statystki mówią o zaledwie kilkuset osobach, to w rzeczywistości jest ich tak dużo, że nie mieszczą się w ośrodkach dla imigrantów.

Bierność obecnego rządu nie jest przypadkiem, a planowym działaniem.

Upragniona walka z rasizmem

Wraz z pojawieniem się fali migrantów rośnie liczba drobnych i poważnych przestępstw. Pokazują to statystki wszystkich krajów europejskich i USA. Wraz z nasilaniem się negatywnych zjawisk narasta niechęć społeczna wobec przybyszów z innych krajów, szczególnie z tych bardziej odległych i egzotycznych.

I tu otwiera się okno możliwości dla lewicy. Za pomocą liberalnych mediów, think tanków, lewicowej w przeważającej większości kadry uniwersyteckiej zaczyna się tropienie i piętnowanie rasistów. Każda próba wyrażenia niezadowolenia z napływu migrantów, opisania odmienności kulturowych czy stylu życia jest traktowana jako rodzący się faszyzm.

Racjonalizm staje się ekstremizmem, zdrowy rozsądek radykalizmem, próba stosowania równych standardów wobec wszystkich brakiem tolerancji. W ten sposób partie konserwatywne albo muszą przyjąć lewicowy punkt widzenia – w skrócie polegający na uprzywilejowaniu grup mniejszościowych – albo zostają zakwalifikowane jako populistyczne i nacjonalistyczne. Zajęcie takiej pozycji odbiera im możliwość prowadzenia normalnego dyskursu politycznego, gdyż z faszystami się nie rozmawia.

Ostatecznie stają się albo niewybieralne, albo przejmują znaczną część lewicowych postulatów. Tyle tylko że zgniły kompromis powoduje ich dalszy upadek. Gdy wejdą na pole lewicowych antywartości, tracą tożsamość, a następnie zaufanie konserwatywnej, niezadowolonej ze zmian części społeczeństwa. To z kolei powoduje wzrost popularności partii otwarcie rasistowskich i radykalnych, co jeszcze bardziej wzmacnia lewicę i lewicowe centrum.

Tego rodzaju zjawiska widzimy w Niemczech, Holandii, Francji, Belgii, Hiszpanii, Austrii czy Szwecji. Dlaczego więc inaczej miałoby być w Polsce.

Mniejszość szczególnie cenna

Mniejszości, szczególnie odległe kulturowo od kraju, w którym mieszkają, mają tendencje do tworzenia enklaw. Odrębnych, hermetycznych społeczności, które rządzą się własnymi prawami, odrębnymi od tych zapisanych w państwowych kodeksach. To sprzyja powstawaniu grup przestępczych – np. Czeczeńców w Warszawie – do których nie są w stanie przeniknąć policja oraz służby specjalne.

Z biegiem czasu grupy o silnej tożsamości stają się elementem lokalnych społeczności. Ich głosy w wyborach w rzeczywistości ważą jednak więcej niż rdzennych mieszkańców. Ci wszak podzieleni są na prawicę i lewicę. Mniejszości dbają jedynie o interes własny, dlatego głosują na kandydatów, którzy zaproponują im więcej. Prawica i lewica zaczynają więc ścigać się na ustępstwa wobec mniejszości, by w ten sposób przeciągnąć je na swoją stronę. To jednak wystarcza tylko na jedne wybory. W kolejnych mniejszość może poprzeć innego kandydata. Wystarczy, że zaoferuje więcej.

Dlatego w Wielkiej Brytanii we władzach centralnych i lokalnych jest nadreprezentacja mniejszości. W okręgach, w których torysi i laburzyści notują podobne poparcie, jako kandydatów wystawiają hindusa czy muzułmanina – w zależności od tego, kto zamieszkuje dany okręg – by w ten sposób zyskać przychylność imigrantów lub ich dzieci i wnuków.

Ten klientelizm stał się normą polityki w krajach o dużym odsetku przybyszów. W dłuższej perspektywie prowadzi to nie tylko do destrukcji tożsamości, ale daje migrantom ogromny wpływ na politykę. Mogą wymuszać rozwiązania korzystne dla siebie, ale także dla krajów, z których pochodzą.

Z tego rodzaju realnym problemem mierzy się Francja, która kiedyś była strategicznym sojusznikiem Izraela, a dziś wspiera raczej państwa z nim walczące. Co zresztą spowodowało masową emigrację Żydów z Francji.

W nieco innym wymiarze dotyka to także Niemcy, które w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przyjęły kilka milionów rodaków od wieków mieszkających w Rosji. To między innymi z tego powodu rząd w Berlinie tak długo ociągał się z pomocą dla Ukrainy – nadal zresztą zachowuje się dwuznacznie. Repatriowani Niemcy przez lata tworzyli enklawy, które wiedzę czerpały z rosyjskich mediów, i na co dzień posługiwali się dwoma językami. To oni organizowali w Dreźnie i Lipsku demonstracje antyukraińskie.

Zakładnikiem mniejszości jest także rząd w Tel Awiwie. Przez lata wielu polityków izraelskich nie tylko szczyciło się polskimi korzeniami i biegle posługiwało się językiem polskim, ale też za priorytet uznawało dobre relacje z Warszawą. Zmieniło się to w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy – zresztą przy pomocy polskich służb specjalnych – do Izraela została przerzucona duża grupa rosyjskich Żydów.

Szybko się okazało, że nienawidzą Polski jak Rosjanie. Partia, która miała ambicję wygrać wybory, nie mogła już traktować Warszawy jak strategicznego sojusznika. To jedna z przyczyn pogorszenia się stosunków między dwoma krajami.

O tym jednak lewica zabiegająca o imigrantów nie myśli. Dla niej najważniejsze jest zepchnięcie prawicy na margines.


 

POLECANE
Karol Nawrocki przybył do Wielkiej Brytanii. Spotka się m.in z premierem Keirem Starmerem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki przybył do Wielkiej Brytanii. Spotka się m.in z premierem Keirem Starmerem

Prezydent Karol Nawrocki w poniedziałek przybył z wizytą roboczą do Wielkiej Brytanii, gdzie we wtorek po południu w Londynie spotka się z premierem Keirem Starmerem. Głównym tematem rozmów liderów będzie bezpieczeństwo i współpraca gospodarcza.

W Polsce 2050 wrze. Kobosko miał zostać oskarżony przez Hołownię o zdradę z ostatniej chwili
W Polsce 2050 wrze. Kobosko miał zostać oskarżony przez Hołownię o zdradę

Napięcia w Polsce 2050 osiągnęły punkt krytyczny. Według "Gazety Wyborczej", w trakcie zamkniętego spotkania partyjnego Szymon Hołownia miał oskarżyć europosła Michał Kobosko o zdradę. Wszystko z powodu jego niedawnego spotkania z premierem Donaldem Tuskiem.

Zasadnicze pytanie do ministra Sikorskiego: czy Pan wie co Pan robi? tylko u nas
Zasadnicze pytanie do ministra Sikorskiego: czy Pan wie co Pan robi?

Wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego dotyczące stanowiska USA wobec Grenlandii wywołały dyskusję na temat roli Polski w debacie o bezpieczeństwie Arktyki. Sprawa dotyczy relacji transatlantyckich, znaczenia Grenlandii dla NATO oraz szerszej rywalizacji geopolitycznej w regionie.

Jarosław Kaczyński: Przed wyborami trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński: Przed wyborami trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny

Trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny, który powinien dzisiaj w Polsce wygrać wybory bez specjalnego trudu - ocenił prezes PiS Jarosław Kaczyński na spotkaniu w mieszkańcami w Węgrowie. Dodał, że na wybory parlamentarne w 2027 r. PiS musi przygotować program dla całej patriotycznej Polski.

#CoPoTusku. Mamy dwa lata na odzyskanie cyfrowej niepodległości tylko u nas
#CoPoTusku. Mamy dwa lata na odzyskanie cyfrowej niepodległości

Jakiś czas temu siedziałem na spotkaniu z zespołem programistów omawiając postępy prac w projekcie. W pewnym momencie zapytałem: "Jak zamierzacie wdrożyć środowisko developerskie?"

Polacy coraz bardziej sceptyczni wobec imigracji. Badanie nie pozostawia wątpliwości z ostatniej chwili
Polacy coraz bardziej sceptyczni wobec imigracji. Badanie nie pozostawia wątpliwości

Zdecydowana większość Polaków opowiada się za zmniejszeniem liczby imigrantów przyjmowanych spoza Unii Europejskiej. Takie wnioski płyną z najnowszego badania United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski.

To nieakceptowalne. Żurek wściekły po decyzji węgierskiego rządu z ostatniej chwili
"To nieakceptowalne". Żurek wściekły po decyzji węgierskiego rządu

Minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny Waldemar Żurek ocenił, że postawa Węgier ws. b. szefa MS Zbigniewa Ziobry jest "nieakceptowalna".

Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata” z ostatniej chwili
Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata”

Unia Europejska może nie przetrwać w obecnym kształcie – ostrzega niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung. Według autora felietonu red. Josefa Kelnbergera kluczowe będą najbliższe dwa lata, a szczególnie wybory we Francji i w Polsce w 2027 roku. Jeśli wygra w nich prawica, liberalny projekt UE może się rozpaść.

Belgijscy rolnicy nie ustają w protestach przeciw Mercosur. Blokady na lotnisku w Ostendzie z ostatniej chwili
Belgijscy rolnicy nie ustają w protestach przeciw Mercosur. Blokady na lotnisku w Ostendzie

Belgijscy rolnicy od poniedziałku rano protestują na lotnisku w Ostendzie przeciwko umowie handlowej UE z blokiem Mercosur. Około 60 traktorów stoi przed budynkiem portu. Rolnicy blokują wjazd oraz wyjazd ciężarówek na lotnisko, z którego transportowane jest cargo - podała agencja Belga.

Polska jako champion wzrostu. Prestiżowy dziennik z Hongkongu o nowym kierunku ekspansji z ostatniej chwili
Polska jako champion wzrostu. Prestiżowy dziennik z Hongkongu o nowym kierunku ekspansji

Polska należy dziś do najszybciej rozwijających się gospodarek świata, puka do bram G20 i coraz śmielej patrzy poza Europę. Jak opisuje w okładkowej publikacji „The Standard” – największy anglojęzyczny dziennik w Hongkongu – kluczową rolę w tej strategii może odegrać Hongkong jako brama do Azji i Chin dla polskich przedsiębiorstw.

REKLAMA

Mariusz Staniszewski: Lewica potrzebuje imigrantów do rządzenia

Przybysze pomagają lewicy zepchnąć prawicę na pozycję politycznego ekstremizmu. Dzięki nowym podziałom mogą zarzucać jej rasizm, ksenofobię i radykalizm. A to daje jej potężną przewagę.
/ fot. pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Społeczeństwo wielokulturowe to precyzyjnie przemyślana koncepcja polityczna oparta na rozmywaniu narodu, który jest nośnikiem tożsamości, religii i historii, ale też gwarantem zdrowej demokracji
  • Za pomocą liberalnych mediów, think tanków, lewicowej w przeważającej większości kadry uniwersyteckiej zaczyna się tropienie i piętnowanie rasistów
  • Każda próba wyrażenia niezadowolenia z napływu migrantów, opisania odmienności kulturowych czy stylu życia jest traktowana jako rodzący się faszyzm

Nie ma się co łudzić. Przywrócenie tymczasowych kontroli na granicy polsko-niemieckiej nie zatrzyma fali migrantów. W przyszłym roku zacznie obowiązywać pakt migracyjny i na jego podstawie do Polski będą relokowane dziesiątki tysięcy przybyszów z Afryki i Azji Środkowej.

Na nic zdadzą się patrole obywatelskie czy sprzeciw społeczny. Dopóki będzie rządziła obecna lewicowo-liberalna koalicja, dopóty nikt się nie powstrzyma od przysyłania do naszego kraju migrantów. Są ku temu dwa zasadnicze powody: Donald Tusk i jego formacja nie są zdolni do przeciwstawienia się Komisji Europejskiej, a po drugie – lewica potrzebuje imigrantów do rządzenia. Dzięki nim jest w stanie zapędzić prawicę i konserwatystów do narożnika.

Multi-kulti wiecznie żywe

Społeczeństwo wielokulturowe nie jest tylko wymysłem naiwnych lekkoduchów, którzy pragną wprowadzić w życie utopię rodem z piosenek Beatlesów. Nic bardziej mylnego. To precyzyjnie przemyślana koncepcja polityczna oparta na rozmywaniu narodu, który jest nośnikiem tożsamości, religii i historii, ale też gwarantem zdrowej demokracji. Tylko świadomy naród jest w stanie wybierać swoich przedstawicieli, by rządzili w imię wspólnego celu. Spaja go przecież następstwo pokoleń, doświadczenie dziejów, zwycięstw i klęsk, popełnionych błędów i wspaniałych osiągnięć, siła wybitnych jednostek oraz mrówcza praca bezimiennych mas.

Społeczeństwo zaś – pojęcie tak lubiane przez lewicę i liberałów – nie jest połączone podobnymi więzami. Składa się raczej z grup ze sobą konkurujących o dobra, zaszczyty czy pozycję społeczną.

Zamiana narodu w społeczeństwo powoduje, że władza staje ponad wyborcami. Uzyskuje możliwość konfliktowania, a nawet antagonizowania grup, by w ten sposób łatwiej sprawować rządy. Już nie w imię dobra wspólnego, ale własnego i środowisk, które reprezentuje.

Imigranci są narzędziem, które pozwala realizować ten plan. Stanowią odrębną grupę, która nie tylko z biegiem czasu uzyskuje prawa wyborcze, a przez to staje się bardzo pożądanym kąskiem politycznym, ale wywołuje także nowe zjawiska społeczne, wymagające ingerowania państwa coraz głębiej w życie społeczne.

Władza tworzy całe systemy integracji, socjalizacji, edukacji czy kultywowania odrębności, zachowania tożsamości i tradycji. Rozrastające się grupy – pracowników społecznych oraz samych imigrantów – stają się więc klientami władzy, a więc jej zapleczem politycznym. Z czasem coraz silniejszym i liczniejszym.

Napływ uchodźców wojennych

Z punktu widzenia rządu istotniejsze jest jednak tworzenie nowych podziałów. To kluczowa kwestia w technice zdobywania i utrzymywania władzy.

Polska, która do momentu wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie była krajem dość homogenicznym – mniejszości były w pełni zintegrowane i stanowiły raczej lokalny koloryt niż źródło konfliktów – niemal z dnia na dzień zmieniała się w państwo imigranckie. Fala uchodźców wojennych zupełnie zmieniła strukturę społeczną. W dużych aglomeracjach miejskich – na przykład we Wrocławiu – mniejszość ukraińska stanowi blisko dziesięć procent populacji.

Oczywiście Ukraińcy i Białorusini napływali do Polski też wcześniej, jednak w dużej mierze byli to ludzie pracujący sezonowo. Nawet jeśli spędzali w naszym kraju znaczną część roku, to główny nurt ich życia toczył się na Ukrainie, gdyż tam mieszkali ich bliscy.

Po 24 lutego 2022 r. do Polski przybywały całe rodziny z zamiarem osiedlenia się na kilka lat lub na stałe. W tej sytuacji ludzie ci musieli się tu jakoś urządzić, a więc siłą rzeczy zapuszczali korzenie.

Na to nałożył się napływ przybyszów z Indii i krajów ościennych oraz z Ameryki Południowej. O ile w tym drugim przypadku w znacznej części są to pracownicy kontraktowi, którzy po zakończeniu umowy mają wrócić do kraju, imigranci z Azji przybyli tu raczej z zamiarem zamieszkania na stałe.

W ten sposób struktura etniczna polskich miast zmieniła się zaledwie w ciągu kilku lat. Teraz dochodzi do tego dodatkowe zjawisko, czyli przerzucanie do Polski nielegalnych imigrantów z Niemiec. Choć rządowe statystki mówią o zaledwie kilkuset osobach, to w rzeczywistości jest ich tak dużo, że nie mieszczą się w ośrodkach dla imigrantów.

Bierność obecnego rządu nie jest przypadkiem, a planowym działaniem.

Upragniona walka z rasizmem

Wraz z pojawieniem się fali migrantów rośnie liczba drobnych i poważnych przestępstw. Pokazują to statystki wszystkich krajów europejskich i USA. Wraz z nasilaniem się negatywnych zjawisk narasta niechęć społeczna wobec przybyszów z innych krajów, szczególnie z tych bardziej odległych i egzotycznych.

I tu otwiera się okno możliwości dla lewicy. Za pomocą liberalnych mediów, think tanków, lewicowej w przeważającej większości kadry uniwersyteckiej zaczyna się tropienie i piętnowanie rasistów. Każda próba wyrażenia niezadowolenia z napływu migrantów, opisania odmienności kulturowych czy stylu życia jest traktowana jako rodzący się faszyzm.

Racjonalizm staje się ekstremizmem, zdrowy rozsądek radykalizmem, próba stosowania równych standardów wobec wszystkich brakiem tolerancji. W ten sposób partie konserwatywne albo muszą przyjąć lewicowy punkt widzenia – w skrócie polegający na uprzywilejowaniu grup mniejszościowych – albo zostają zakwalifikowane jako populistyczne i nacjonalistyczne. Zajęcie takiej pozycji odbiera im możliwość prowadzenia normalnego dyskursu politycznego, gdyż z faszystami się nie rozmawia.

Ostatecznie stają się albo niewybieralne, albo przejmują znaczną część lewicowych postulatów. Tyle tylko że zgniły kompromis powoduje ich dalszy upadek. Gdy wejdą na pole lewicowych antywartości, tracą tożsamość, a następnie zaufanie konserwatywnej, niezadowolonej ze zmian części społeczeństwa. To z kolei powoduje wzrost popularności partii otwarcie rasistowskich i radykalnych, co jeszcze bardziej wzmacnia lewicę i lewicowe centrum.

Tego rodzaju zjawiska widzimy w Niemczech, Holandii, Francji, Belgii, Hiszpanii, Austrii czy Szwecji. Dlaczego więc inaczej miałoby być w Polsce.

Mniejszość szczególnie cenna

Mniejszości, szczególnie odległe kulturowo od kraju, w którym mieszkają, mają tendencje do tworzenia enklaw. Odrębnych, hermetycznych społeczności, które rządzą się własnymi prawami, odrębnymi od tych zapisanych w państwowych kodeksach. To sprzyja powstawaniu grup przestępczych – np. Czeczeńców w Warszawie – do których nie są w stanie przeniknąć policja oraz służby specjalne.

Z biegiem czasu grupy o silnej tożsamości stają się elementem lokalnych społeczności. Ich głosy w wyborach w rzeczywistości ważą jednak więcej niż rdzennych mieszkańców. Ci wszak podzieleni są na prawicę i lewicę. Mniejszości dbają jedynie o interes własny, dlatego głosują na kandydatów, którzy zaproponują im więcej. Prawica i lewica zaczynają więc ścigać się na ustępstwa wobec mniejszości, by w ten sposób przeciągnąć je na swoją stronę. To jednak wystarcza tylko na jedne wybory. W kolejnych mniejszość może poprzeć innego kandydata. Wystarczy, że zaoferuje więcej.

Dlatego w Wielkiej Brytanii we władzach centralnych i lokalnych jest nadreprezentacja mniejszości. W okręgach, w których torysi i laburzyści notują podobne poparcie, jako kandydatów wystawiają hindusa czy muzułmanina – w zależności od tego, kto zamieszkuje dany okręg – by w ten sposób zyskać przychylność imigrantów lub ich dzieci i wnuków.

Ten klientelizm stał się normą polityki w krajach o dużym odsetku przybyszów. W dłuższej perspektywie prowadzi to nie tylko do destrukcji tożsamości, ale daje migrantom ogromny wpływ na politykę. Mogą wymuszać rozwiązania korzystne dla siebie, ale także dla krajów, z których pochodzą.

Z tego rodzaju realnym problemem mierzy się Francja, która kiedyś była strategicznym sojusznikiem Izraela, a dziś wspiera raczej państwa z nim walczące. Co zresztą spowodowało masową emigrację Żydów z Francji.

W nieco innym wymiarze dotyka to także Niemcy, które w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przyjęły kilka milionów rodaków od wieków mieszkających w Rosji. To między innymi z tego powodu rząd w Berlinie tak długo ociągał się z pomocą dla Ukrainy – nadal zresztą zachowuje się dwuznacznie. Repatriowani Niemcy przez lata tworzyli enklawy, które wiedzę czerpały z rosyjskich mediów, i na co dzień posługiwali się dwoma językami. To oni organizowali w Dreźnie i Lipsku demonstracje antyukraińskie.

Zakładnikiem mniejszości jest także rząd w Tel Awiwie. Przez lata wielu polityków izraelskich nie tylko szczyciło się polskimi korzeniami i biegle posługiwało się językiem polskim, ale też za priorytet uznawało dobre relacje z Warszawą. Zmieniło się to w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy – zresztą przy pomocy polskich służb specjalnych – do Izraela została przerzucona duża grupa rosyjskich Żydów.

Szybko się okazało, że nienawidzą Polski jak Rosjanie. Partia, która miała ambicję wygrać wybory, nie mogła już traktować Warszawy jak strategicznego sojusznika. To jedna z przyczyn pogorszenia się stosunków między dwoma krajami.

O tym jednak lewica zabiegająca o imigrantów nie myśli. Dla niej najważniejsze jest zepchnięcie prawicy na margines.



 

Polecane