Szukaj
Konto

Rafał Woś: Pod flagą „S” spotkali się ludzie z różnych baniek

10.03.2026 19:08
Rafał Woś
Źródło: Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska
Komentarzy: 0
Gdyby Solidarność miała poglądy TVN-owsko-gazetowyborczo-liberalne, to by była przez salonowe ośrodki opinii fetowana jako największa organizacja społeczna w Polsce albo filar społeczeństwa obywatelskiego w naszym kraju. Bo przecież faktycznie tym właśnie jest. To pół miliona członków związku zawodowego. Do tego ich rodziny i kręgi oddziaływania. Do tego prężna organizacja obecna we wszystkich regionach kraju od Bałtyku po Tatry i we wszystkich dziedzinach gospodarki od energetyki po leśnictwo, bankowość i handel. To jest realna siła, z którą muszą się liczyć wszyscy – i ci, którzy mają więcej pieniędzy, i ci, którzy aktualnie sprawują władzę polityczną w kraju. Gdyby „S” była drużyną piłkarską, to by się o niej mówiło, że „zawsze ciężko się z nią gra”. Niezależnie od aktualnej formy, pozycji w tabeli czy fazy sezonu.
Co musisz wiedzieć
  • NSZZ Solidarność jest jedną z największych organizacji społecznych w Polsce (ok. pół miliona członków) i realną siłą społeczną obecną w wielu sektorach gospodarki.
  • Związek od dekad pozostaje w ostrym sporze z liberalnymi elitami i środowiskami medialnymi, które mają dominującą pozycję w III RP.
  • Mimo że nie ma bezpośredniej reprezentacji politycznej, Solidarność wpływa na rzeczywistość poprzez inicjatywy społeczne i współpracę różnych środowisk krytycznych wobec rządów liberalnych.

 

Ta siła daje Solidarności zdolność wpływania na naszą rzeczywistość. Nie jest to dziś - w przeciwieństwie do początków III RP - wpływ bezpośredni. Żadna emanacja "S" od lat 90. nie zasiada w parlamencie ani nie aspiruje (jako całość) do stanowisk rządowych. To pchanie rzeczywistości w bardziej solidarnościowym kierunku odbywa się drogą żmudnego forsowania inicjatyw. Tak było w latach 2015-2023, gdy "S" de facto napisała Zjednoczonej Prawicy kawał jej programu gospodarczego z mocną podwyżką płac (w tym płacy minimalnej), cofnięciem wieku emerytalnego i wolnymi niedzielami. Nierzadko wbrew wielkim oporom w samym PiS-ie.

Ale także w czasie rządów liberałów Solidarność nie jest bezradna. Tak też należy rozumieć niedawne spotkanie w Sali BHP, gdzie na zaproszenie przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ "S" Piotra Dudy zjawili się przedstawiciele kilkudziesięciu środowisk, których łączy niechęć do antysolidarnościowego kierunku rządów ekipy Donalda Tuska.

To spotkanie jest początkiem

Tu nie chodzi o to, że ma z tego tu i natychmiast wyrosnąć coś, co zmiecie Tuska i jego złe polityki. Chodzi raczej o to, że pod flagą "S" mogli się spotkać ludzie dłubiący sobie na co dzień w różnych banieczkach. Często nawet o sobie nie wiedząc i czując zniechęcającą daremność oporu. Oni mieli się zobaczyć. Klasyczni związkowcy i obrońcy granic. Pracownicy wymiaru sprawiedliwości i katecheci. Wściekli na minister Barbarę Nowacką rodzice i ekologiczni aktywiści zniesmaczeni tym, jak zostali przez władzę - pardon my French - olani.

To spotkanie jest początkiem. Co najważniejsze, wszystko poszerza wpływ "S". Pozwala skoordynować wysiłki, wzajemnie się mobilizować, uniknąć rozgrywania i rozbicia. Bo razem ludzie zawsze są silniejsi. Na tym zawsze polegała Solidarność.

[Tytuł, śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 10.03.2026 19:08
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 10/2026