Rząd na szóstkę
Nie jest łatwo przyznać się do błędu naiwności (tak jak do każdego innego), ale tak właśnie muszę uczynić. Zaledwie kilka tygodni temu, po zakończeniu protestu przez strajkujących pod ziemią w okresie Bożego Narodzenia górników z Przedsiębiorstwa Górniczego „Silesia” oraz po podpisaniu porozumienia między organizacjami związkowymi a właścicielem kopalni – pod patronatem ministra energii Miłosza Motyki – pokazywałem determinację i solidarność protestujących górników jako przykład skutecznego działania dla pracowników innych przedsiębiorstw i branż.
Wygaszanie czy "eliminacja"?
Tymczasem po kolejnych kilku tygodniach okazało się, że to wszystko, włącznie z gwarancjami ministra, to był – jak mówiono w czasach przed wybuchem sztucznej inteligencji – „pic na wodę, fotomontaż”. Wbrew zapowiedziom i duchowi porozumienia część pracowników „Silesii” otrzymała zwolnienia z pracy. W tym gronie byli pracownicy rok, dwa, a nawet kilka miesięcy przed emeryturą, oraz – oczywiście – uczestnicy grudniowego protestu pod ziemią. Wiele wskazuje na to, że właściciel „Silesii” jednak zamierza, jak to ładnie brzmi, „wygasić” działalność przedsiębiorstwa. À propos terminologii – w tej kwestii można podpowiedzieć panom liberałom pewne usprawnienia. Jak wiadomo, w nomenklaturze wojskowej i służb specjalnych nie mówi się o zabiciu, tylko „eliminacji” celu. Jak ulał pasuje to do obecnej rzeczywistości społeczno-gospodarczej. Tych celów robi się coraz więcej, właściwie w każdej branży.
Wracając do „Silesii”, w obronie pracowników „Solidarność” zorganizowała w lutym br. kolejny protest, tym razem przed bramą kopalni w Czechowicach-Dziedzicach. Czy będą potrzebne następne? „Solidarność” już zorganizowała kampanię społeczną pod hasłami (i hasztagami) #IdziemyPoWasOszuści oraz #SolidarnośćJestWszędzie. Jeśli kogoś razi bezpośredniość pierwszego z tych haseł, niech spojrzy na aktywność ministra energii z partii, która skrót swojej nazwy rozwija czasami jako „Partia Sprawczych Ludzi”. Jak w oczach pracowników „Silesii” może się jawić taki „sprawczy” minister, który teraz przybrał klasyczną pozę Piłata umywającego ręce?
Sprawa kopalni z Podbeskidzia zyskała status ogólnopolskiej z kilku powodów – znaczenia górnictwa w Polsce, wyjątkowej formy protestu pracowników oraz skutecznego nagłośnienia sprawy przez związkowców. I chociaż, jak mówi hasło związkowej kampanii, „Solidarność” rzeczywiście jest wszędzie, we wszystkich gałęziach gospodarki, to jest wiele zakładów, które upadają (są „eliminowane”) po cichu. Pojawiają się szybko, ale w… statystykach bezrobocia. A ten kluczowy dla stanu gospodarki, a przede wszystkim społeczeństwa wskaźnik rośnie w tempie nie widzianym od dekady. W styczniu osiągnął barierę 6%.
Wzrost o 0,3% od grudnia oznacza kolejne kilkadziesiąt tysięcy osób bez pracy. W tak dramatycznej sytuacji jest już prawie milion Polaków. Jeśli spojrzymy na trendy w gospodarce – m.in. coraz wyższe koszty energii gospodarstw domowych i przedsiębiorstw oraz utratę pracy przez osoby zatrudnione w przemyśle – można się spodziewać, że osób bez pracy będzie przybywać. Zwolnienia w przemyśle zwykle w niedługim czasie mają swoje drugie odbicie w sektorze usług.
Patrząc na wskaźnik bezrobocia, można zatem stwierdzić, że mamy rząd na szóstkę. I, niestety, to nie jest chyba ostatnie słowo tego gabinetu.
Rząd na szóstkę czy jedynkę?
Co robi ten „rząd na szóstkę”? Do kolejnych wyborów parlamentarnych, jeśli po drodze nic się nie wydarzy, pozostało… nie, nie dwa lata, jak się często mówi – zostało dziewiętnaście miesięcy. Proszę mi wierzyć, niby to niewielka różnica, ale takie podejście naprawdę zmienia perspektywę. Naszą, jako wyborców, ale także ich – władzy. Znamy to dobrze z historii, z każdej epoki i z każdej długości i szerokości geograficznej.
Im bliżej wyborów, tym – paradoksalnie – władza mniej skupia się na realnym rządzeniu i rozwiązywaniu spraw społeczeństwa, a bardziej na propagandzie, pozoranctwie, efekcie wizerunkowym i oczywiście atakowaniu opozycji. Kolejną wersję realizacji takiej przedwyborczej „strategii bajeru” właśnie oglądamy. Premier ogłasza „rady przyszłości”, „rok przyspieszenia” i inne pomysły mające nas wprowadzić już chyba w XXII wiek. Jednocześnie kwestie wzrostu bezrobocia zbywa najbardziej banalnymi, ale jednocześnie najbardziej skutecznymi stwierdzeniami o „spekulacjach” i „tle innych gospodarek”.
Czy rzeczywiście nie ma powodów do niepokoju, jak mówi premier? Czy może rząd „na szóstkę” dostanie wkrótce jedynkę?
Adam Chmielecki
Artykuł ukazał się w "Magazynie Solidarność" nr 3/2026




