Senat zajmie się graffiti. Czy urzędnik zdecyduje co jest sztuką?

W połowie lutego br. w Senacie PR został powołany parlamentarny Zespół ds. przeciwdziałania wandalizmowi i nielegalnemu graffiti. Pomysłodawczyni i przewodnicząca zespołu, senator Monika Piątkowska zapowiedziała, że zespół ten będzie pracować nad przygotowaniem rozwiązań legislacyjnych umożliwiających gminom czy przewoźnikom kolejowym reagowanie na przypadki wandalizmu czy rozszerzających przepisy Kodeksu karnego.
Mur z graffiti i ludzie
Mur z graffiti i ludzie / IPN

Co musisz wiedzieć:

  • W Senacie Rzeczypospolitej Polskiej powołano parlamentarny zespół ds. przeciwdziałania wandalizmowi i nielegalnemu graffiti.
  • Autorka wskazuje, że obowiązujące prawo już przewiduje surowe kary za niszczenie mienia, dlatego tworzenie nowych narzędzi może być zbędne i grozić nadmierną kontrolą.
  • Tekst podkreśla historyczną rolę graffiti jako formy oporu, m.in. w czasach Solidarności i wcześniej.

 

Wandalizm w rejestrze zabytków

– Uważamy, że ten problem trzeba nareszcie rozwiązać, dlatego powstał zespół

– podkreśliła senator Piątkowska. Senator Waldy Dzikowski przekazał z kolei, że zaplanowano m.in. wypracowanie nowych przepisów ustaw o samorządzie gminy i budżetach samorządów, aby uzbroić samorządy w instrumenty prawno-finansowe.

Teoretycznie wszystko brzmi świetnie, jednak w świecie, gdzie ograniczenia wolności słowa postępują, a kontrola staje się wszechobecna, opracowywanie kolejnego narzędzia służącego monitoringowi ludzkich zachowań nie budzi mojego entuzjazmu. Tym bardziej że odpowiednie zapisy penalizujące wandalizm już w polskim prawie istnieją.

„Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze”

– głosi art. 288 Kodeksu karnego. Sprawcy wandalizmu grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat, a w przypadkach mniejszej wagi – grzywna, ograniczenie wolności lub więzienie do roku. Oprócz kary pozbawienia wolności sprawca ponosi odpowiedzialność finansową – jest zobowiązany do naprawienia wyrządzonej szkody. Bardziej surowe kary są przewidziane za zniszczenie miejsc pamięci czy zabytków.
Nieufność wobec powoływania specjalnych komisji państwowych ds. walki z nielegalnym graffiti jest u mnie zapewne umotywowana historycznie. Napisy na murach pojawiały się na przestrzeni polskich dziejów niekoniecznie w celach niszczenia czyjegoś mienia, ale były reakcją na – powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem – ograniczanie wolności słowa.

Bogatą tradycję ma tutaj Solidarność, a tworzone przez jej członków i sympatyków napisy – nielegalne w czasie powstawania – dziś mają wartość historyczną, a wiele z nich stanowi prawem chronione zabytki. Napisy na murach namalowane w latach 80. i komentujące ówczesną rzeczywistość polityczną są coraz częściej traktowane jako cenne zabytki historyczne i dokumenty epoki – świadectwa oporu społecznego wobec totalitarnej władzy. Niektóre z nich zostały wpisane nawet do rejestru zabytków. Są one poddawane regularnej konserwacji. Przykładem takiego dzieła jest namalowany na ścianie jednego z żoliborskich budynków symbol Solidarności Walczącej. Czasem, kiedy mury polskich ulic mówiły szczególnie głośno, był okres stanu wojennego.

 

„Solidarności nie zamalujesz”

„Na murach budynków, zwłaszcza w trudno dostępnych miejscach, pojawiały się antyrządowe napisy, na przykład «WRONa skona», «Zima wasza, wiosna nasza», «Uwolnić więźniów politycznych», «Precz z komuną» czy «Telewizja kłamie» oraz hasła informujące i zagrzewające do buntu, na przykład «Orła wrona nie pokona» czy «Solidarność żyje». Były nielegalne, omijały monopol informacyjny władzy komunistycznej i stawały się trybuną wolnego słowa. Do 1983 nie były ujęte w przepisach prawa karnego, jednak traktowano je jak przestępstwo z różnych art. kk i de facto podlegały karze do 10 lat pozbawienia wolności. Od 1983 traktowane były jako wykroczenie i karane grzywną. Twórcy świadomie nawiązywali do akcji tzw. małego sabotażu z czasów II wojny światowej, malując kotwice Polski Walczącej, a następnie bazujące na tym symbolu kotwice Solidarności Walczącej”

– pisze Ewa Chabros w „Encyklopedii Solidarności”.

„Szczególnie dużo napisów umieszczano na murach w okresie tzw. karnawału Solidarności. Wyrażały one poparcie dla strajkujących na Wybrzeżu, występowały przeciwko ustrojowi komunistycznemu, PZPR, MO, SB i ZSRR. Napisy były obecne również podczas stanu wojennego i do końca PRL. Miały podtrzymywać opór społeczny (hasła typu: «Solidarność żyje», «Solidarności nie zniszczysz», «Solidarności nie zamalujesz» oraz symbole Solidarności Walczącej oparte na kotwicy Polski Walczącej). Od sierpnia 1982 roku najpierw we Wrocławiu, a następnie również w innych miastach Polski pojawiały się graffiti Pomarańczowej Alternatywy. Na plamach po zamalowanych napisach i kotwicach Solidarności Walczącej malowano krasnoludki. Akcję zapoczątkował lider PA Waldemar Fydrych, tworząc prześmiewczą koncepcję tzw. malarstwa taktycznego, gdzie napis był tezą, plama po nim antytezą, a krasnoludek – syntezą”

– wyjaśnia autorka.

Akcje Solidarności, jak już wspomniano, nawiązywały do działań polskiego podziemia podejmowanych podczas niemieckiej okupacji m.in. przez bohaterów książki „Kamienie na szaniec” – „Rudego”, „Zośki” i „Alka”. Ten ostatni zresztą w uznaniu jego zasług położonych na tym polu zyskał pseudonim „Kotwicki”. Za tę działalność w okresie II wojny światowej trafiało się na Pawiak bądź na Szucha. Powstałe wówczas symbole oporu wobec Niemców także są chronionymi dziś prawnie zabytkami. Historia patriotycznych graffiti sięga jednak jeszcze dalej, bo czasów zaborów. Na początku XIX wieku w Warszawie pojawiały się napisy wyszydzające rosyjskich okupantów, a tuż przed wybuchem powstania listopadowego na drzwiach Belwederu, gdzie mieszkał wielki książę Konstanty, partyzanci umieścili informację, że pałac ten został wystawiony na sprzedaż. Z kolei już po wybuchu powstania na ulicach pojawiły się napisy zagrzewające do walki z Rosją i wytrwania w niepodległościowym oporze.

 

Precz z Neronem!

Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy „spontaniczny” napis na murze to emanacja polskiego pragnienia wolności, jednak powoływanie specjalnego zespołu do walki z nielegalnym graffiti wydaje mi się przesadą i nie budzi mojego zaufania. Być może założenia są tu dobre, jednak sądzę, że wystarczy egzekwować w tym obszarze prawo już istniejące, zamiast tworzyć nowe. Patrzę nieufnie na senacką inicjatywę także dlatego, że historycznie sztuka ulicy często jest w Polsce domeną środowisk patriotycznych, mamy sporo murali upamiętniających Bitwę Warszawską, Powstanie Warszawskie, Powstanie Wielkopolskie czy Solidarność. Część z tych dzieł powstała w porozumieniu z odpowiednimi władzami, inne zostały namalowane nielegalnie, po czym przez władze zostały zaakceptowane w uznaniu dla ich wartości artystycznej.

Co ciekawe, napisy na murach krytyczne wobec władzy pojawiały się już w starożytności i dotyczyły np. Nerona, władcy niekoniecznie znanego z najbardziej przyjaznego wobec poddanych stylu rządzenia. Graffiti z natury rzeczy jest sztuką niepokorną i trudno mi sobie wyobrazić całkowite zamknięcie jej w urzędniczych ramach. Więcej mam tutaj zaufania do „mądrości ulicy” oraz do zdrowego rozsądku zarówno twórców tego rodzaju sztuki, jak i jej odbiorców.

W latach 90., kiedy istniał jeszcze autorytet rodzicielsko-nauczycielski, kwestię nielegalnego graffiti regulował zazwyczaj dozorca posesji, na której powstało, oraz „sąsiedzki monitoring”. Jeśli „dzieło” było brzydkie, wulgarne i bez sensu, „artysta” zazwyczaj otrzymywał wiadro, szmatkę i szczotkę i poświęcał na jego usunięcie jakieś 20 razy więcej czasu, niż zajęło mu jego namalowanie. Jeśli z kolei napis wyrażał treść ważną w oczach opinii publicznej i powstawał np. na płocie czy murku, a nie na ścianie budynku, zdarzało się, że przymykano na niego oko lub bywał on nawet przyjmowany z aprobatą. Nie każda sztuka uliczna to wandalizm, ale rzecz jasna także nie każdy napis na murze to artystyczne dzieło. Wydaje mi się jednak, że wystarczy tu zdrowy rozsądek i egzekwowanie już istniejącego prawa.

Kontrskuteczność?

Powoływanie specjalnych komisji ds. walki z nielegalnym graffiti może wywołać efekt przeciwny do zamierzonego. Rozumiem wszystkie argumenty przeciwko napisom na murach, ale mimo to trudno mi jednak do końca zaakceptować, żeby o sztuce ulicy w 100% decydował urzędnik. Pomijając już kwestię tego, że to, co z kolei jest uznawane za sztukę wysoką i prezentowane w największych państwowych galeriach, choć „legalne”, bywa brzydsze i bardziej obrazoburcze niż najbardziej nawet nieestetyczne uliczne graffiti.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Wojewoda zdjął krzyż w urzędzie. Jest decyzja sądu z ostatniej chwili
Wojewoda zdjął krzyż w urzędzie. Jest decyzja sądu

Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał w mocy wyrok tutejszego sądu rejonowego uniewinniający wojewodę lubelskiego Krzysztofa Komorskiego w sprawie zdjęcia krzyża w reprezentacyjnej sali urzędu. Prywatni oskarżyciele, zarzucali mu przekroczenie uprawnień i obrazę uczuć religijnych.

Iran grozi krajom UE: „Zapłacą cenę” gorące
Iran grozi krajom UE: „Zapłacą cenę”

Kraje Unii Europejskiej „wcześniej czy później zapłacą cenę”, jeśli będą milczeć w sprawie amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran – przekazał rzecznik MSZ Iranu Esmail Bagei w czwartkowym wywiadzie dla hiszpańskiej państwowej telewizji TVE.

Kraje UE zatwierdziły cel klimatyczny na 2040 r. zakładający redukcję emisji o 90 proc. z ostatniej chwili
Kraje UE zatwierdziły cel klimatyczny na 2040 r. zakładający redukcję emisji o 90 proc.

Kraje Unii Europejskiej w czwartek ostatecznie zatwierdziły nowy cel klimatyczny zakładający redukcję emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 r. w stosunku do poziomu z 1990 r. Zatwierdzono również roczne opóźnienie wejścia w życie systemu ETS2.

Telewizor 65 cali za 135 zł? Jest pilne ostrzeżenie z ostatniej chwili
Telewizor 65 cali za 135 zł? Jest pilne ostrzeżenie

Uważaj na fałszywy sklep podszywający się pod Empik. W oczy rzucają się przede wszystkim ceny oderwane od realiów – informują w nowym komunikacie analitycy z CERT Orange Polska.

Anna Zalewska: ETS-2 najdotkliwiej uderzy w Polaków z ostatniej chwili
Anna Zalewska: ETS-2 najdotkliwiej uderzy w Polaków

„Jedynym racjonalnym rozwiązaniem jest zawieszenie obowiązywania systemu ETS2” – napisała na platformie X Anna Zalewska, eurodeputowana PiS.

Wiadomości
Pomoc dla seniorów przez aplikację

Od ponad 5 lat działa na rynku aplikacja SeniorApp, która pomaga osobom potrzebującym znaleźć opiekunów do wykonania codziennych czynności –naprawienia telewizora czy podania leków. – Usługi mogą też zamawiać dla swoich bliskich inne osoby. Bardzo często zdarza się tak, że to młodsze osoby: dzieci, wnuczęta zamawiają usługi dla swoich rodziców i dziadków – mówił nam Igor Marczak, wiceprezes Fundacji SeniorApp.

Wiadomości
Nowin.pl – aktualne informacje, analizy i praktyczne poradniki

Nowin.pl to dynamicznie rozwijający się portal internetowy, który łączy aktualne informacje z kraju i ze świata z eksperckimi analizami, publicystyką oraz rozbudowanymi poradnikami tematycznymi. Serwis powstał jako odpowiedź na rosnącą potrzebę dostępu do sprawdzonych, merytorycznych treści w czasach nadmiaru informacji i dezinformacji.

Karol Nawrocki mówi wprost: SAFE albo śmierć? Tak nie jest z ostatniej chwili
Karol Nawrocki mówi wprost: SAFE albo śmierć? Tak nie jest

– Żyjemy w głębokiej emocji podpalanej społecznie, że albo SAFE albo śmierć. Tak nie jest – powiedział w czwartek prezydent Karol Nawrocki zapytany o pożyczkę SAFE i naciski ze strony premiera Donalda Tuska i jego środowiska w tej sprawie.

Prof. Romuald Szeremietiew: SAFE, jak KPO, ma im pomóc wygrać wybory z ostatniej chwili
Prof. Romuald Szeremietiew: SAFE, jak KPO, ma im pomóc wygrać wybory

„Koalicja 13XII zastawiła sprytną pułapkę na prezydenta Nawrockiego” – napisał na Facebooku prof. Romuald Szeremietiew, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Komunikat IMGW: Przekroczone stany alarmowe na rzekach. Ostrzeżenia hydrologiczne dla pięciu województw z ostatniej chwili
Komunikat IMGW: Przekroczone stany alarmowe na rzekach. Ostrzeżenia hydrologiczne dla pięciu województw

Poziom wody na części rzek w Polsce szybko rośnie – Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia hydrologiczne dla pięciu województw. Na kilku stacjach przekroczono już stany alarmowe, a synoptycy ostrzegają przed dalszymi wzrostami.

REKLAMA

Senat zajmie się graffiti. Czy urzędnik zdecyduje co jest sztuką?

W połowie lutego br. w Senacie PR został powołany parlamentarny Zespół ds. przeciwdziałania wandalizmowi i nielegalnemu graffiti. Pomysłodawczyni i przewodnicząca zespołu, senator Monika Piątkowska zapowiedziała, że zespół ten będzie pracować nad przygotowaniem rozwiązań legislacyjnych umożliwiających gminom czy przewoźnikom kolejowym reagowanie na przypadki wandalizmu czy rozszerzających przepisy Kodeksu karnego.
Mur z graffiti i ludzie
Mur z graffiti i ludzie / IPN

Co musisz wiedzieć:

  • W Senacie Rzeczypospolitej Polskiej powołano parlamentarny zespół ds. przeciwdziałania wandalizmowi i nielegalnemu graffiti.
  • Autorka wskazuje, że obowiązujące prawo już przewiduje surowe kary za niszczenie mienia, dlatego tworzenie nowych narzędzi może być zbędne i grozić nadmierną kontrolą.
  • Tekst podkreśla historyczną rolę graffiti jako formy oporu, m.in. w czasach Solidarności i wcześniej.

 

Wandalizm w rejestrze zabytków

– Uważamy, że ten problem trzeba nareszcie rozwiązać, dlatego powstał zespół

– podkreśliła senator Piątkowska. Senator Waldy Dzikowski przekazał z kolei, że zaplanowano m.in. wypracowanie nowych przepisów ustaw o samorządzie gminy i budżetach samorządów, aby uzbroić samorządy w instrumenty prawno-finansowe.

Teoretycznie wszystko brzmi świetnie, jednak w świecie, gdzie ograniczenia wolności słowa postępują, a kontrola staje się wszechobecna, opracowywanie kolejnego narzędzia służącego monitoringowi ludzkich zachowań nie budzi mojego entuzjazmu. Tym bardziej że odpowiednie zapisy penalizujące wandalizm już w polskim prawie istnieją.

„Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze”

– głosi art. 288 Kodeksu karnego. Sprawcy wandalizmu grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat, a w przypadkach mniejszej wagi – grzywna, ograniczenie wolności lub więzienie do roku. Oprócz kary pozbawienia wolności sprawca ponosi odpowiedzialność finansową – jest zobowiązany do naprawienia wyrządzonej szkody. Bardziej surowe kary są przewidziane za zniszczenie miejsc pamięci czy zabytków.
Nieufność wobec powoływania specjalnych komisji państwowych ds. walki z nielegalnym graffiti jest u mnie zapewne umotywowana historycznie. Napisy na murach pojawiały się na przestrzeni polskich dziejów niekoniecznie w celach niszczenia czyjegoś mienia, ale były reakcją na – powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem – ograniczanie wolności słowa.

Bogatą tradycję ma tutaj Solidarność, a tworzone przez jej członków i sympatyków napisy – nielegalne w czasie powstawania – dziś mają wartość historyczną, a wiele z nich stanowi prawem chronione zabytki. Napisy na murach namalowane w latach 80. i komentujące ówczesną rzeczywistość polityczną są coraz częściej traktowane jako cenne zabytki historyczne i dokumenty epoki – świadectwa oporu społecznego wobec totalitarnej władzy. Niektóre z nich zostały wpisane nawet do rejestru zabytków. Są one poddawane regularnej konserwacji. Przykładem takiego dzieła jest namalowany na ścianie jednego z żoliborskich budynków symbol Solidarności Walczącej. Czasem, kiedy mury polskich ulic mówiły szczególnie głośno, był okres stanu wojennego.

 

„Solidarności nie zamalujesz”

„Na murach budynków, zwłaszcza w trudno dostępnych miejscach, pojawiały się antyrządowe napisy, na przykład «WRONa skona», «Zima wasza, wiosna nasza», «Uwolnić więźniów politycznych», «Precz z komuną» czy «Telewizja kłamie» oraz hasła informujące i zagrzewające do buntu, na przykład «Orła wrona nie pokona» czy «Solidarność żyje». Były nielegalne, omijały monopol informacyjny władzy komunistycznej i stawały się trybuną wolnego słowa. Do 1983 nie były ujęte w przepisach prawa karnego, jednak traktowano je jak przestępstwo z różnych art. kk i de facto podlegały karze do 10 lat pozbawienia wolności. Od 1983 traktowane były jako wykroczenie i karane grzywną. Twórcy świadomie nawiązywali do akcji tzw. małego sabotażu z czasów II wojny światowej, malując kotwice Polski Walczącej, a następnie bazujące na tym symbolu kotwice Solidarności Walczącej”

– pisze Ewa Chabros w „Encyklopedii Solidarności”.

„Szczególnie dużo napisów umieszczano na murach w okresie tzw. karnawału Solidarności. Wyrażały one poparcie dla strajkujących na Wybrzeżu, występowały przeciwko ustrojowi komunistycznemu, PZPR, MO, SB i ZSRR. Napisy były obecne również podczas stanu wojennego i do końca PRL. Miały podtrzymywać opór społeczny (hasła typu: «Solidarność żyje», «Solidarności nie zniszczysz», «Solidarności nie zamalujesz» oraz symbole Solidarności Walczącej oparte na kotwicy Polski Walczącej). Od sierpnia 1982 roku najpierw we Wrocławiu, a następnie również w innych miastach Polski pojawiały się graffiti Pomarańczowej Alternatywy. Na plamach po zamalowanych napisach i kotwicach Solidarności Walczącej malowano krasnoludki. Akcję zapoczątkował lider PA Waldemar Fydrych, tworząc prześmiewczą koncepcję tzw. malarstwa taktycznego, gdzie napis był tezą, plama po nim antytezą, a krasnoludek – syntezą”

– wyjaśnia autorka.

Akcje Solidarności, jak już wspomniano, nawiązywały do działań polskiego podziemia podejmowanych podczas niemieckiej okupacji m.in. przez bohaterów książki „Kamienie na szaniec” – „Rudego”, „Zośki” i „Alka”. Ten ostatni zresztą w uznaniu jego zasług położonych na tym polu zyskał pseudonim „Kotwicki”. Za tę działalność w okresie II wojny światowej trafiało się na Pawiak bądź na Szucha. Powstałe wówczas symbole oporu wobec Niemców także są chronionymi dziś prawnie zabytkami. Historia patriotycznych graffiti sięga jednak jeszcze dalej, bo czasów zaborów. Na początku XIX wieku w Warszawie pojawiały się napisy wyszydzające rosyjskich okupantów, a tuż przed wybuchem powstania listopadowego na drzwiach Belwederu, gdzie mieszkał wielki książę Konstanty, partyzanci umieścili informację, że pałac ten został wystawiony na sprzedaż. Z kolei już po wybuchu powstania na ulicach pojawiły się napisy zagrzewające do walki z Rosją i wytrwania w niepodległościowym oporze.

 

Precz z Neronem!

Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy „spontaniczny” napis na murze to emanacja polskiego pragnienia wolności, jednak powoływanie specjalnego zespołu do walki z nielegalnym graffiti wydaje mi się przesadą i nie budzi mojego zaufania. Być może założenia są tu dobre, jednak sądzę, że wystarczy egzekwować w tym obszarze prawo już istniejące, zamiast tworzyć nowe. Patrzę nieufnie na senacką inicjatywę także dlatego, że historycznie sztuka ulicy często jest w Polsce domeną środowisk patriotycznych, mamy sporo murali upamiętniających Bitwę Warszawską, Powstanie Warszawskie, Powstanie Wielkopolskie czy Solidarność. Część z tych dzieł powstała w porozumieniu z odpowiednimi władzami, inne zostały namalowane nielegalnie, po czym przez władze zostały zaakceptowane w uznaniu dla ich wartości artystycznej.

Co ciekawe, napisy na murach krytyczne wobec władzy pojawiały się już w starożytności i dotyczyły np. Nerona, władcy niekoniecznie znanego z najbardziej przyjaznego wobec poddanych stylu rządzenia. Graffiti z natury rzeczy jest sztuką niepokorną i trudno mi sobie wyobrazić całkowite zamknięcie jej w urzędniczych ramach. Więcej mam tutaj zaufania do „mądrości ulicy” oraz do zdrowego rozsądku zarówno twórców tego rodzaju sztuki, jak i jej odbiorców.

W latach 90., kiedy istniał jeszcze autorytet rodzicielsko-nauczycielski, kwestię nielegalnego graffiti regulował zazwyczaj dozorca posesji, na której powstało, oraz „sąsiedzki monitoring”. Jeśli „dzieło” było brzydkie, wulgarne i bez sensu, „artysta” zazwyczaj otrzymywał wiadro, szmatkę i szczotkę i poświęcał na jego usunięcie jakieś 20 razy więcej czasu, niż zajęło mu jego namalowanie. Jeśli z kolei napis wyrażał treść ważną w oczach opinii publicznej i powstawał np. na płocie czy murku, a nie na ścianie budynku, zdarzało się, że przymykano na niego oko lub bywał on nawet przyjmowany z aprobatą. Nie każda sztuka uliczna to wandalizm, ale rzecz jasna także nie każdy napis na murze to artystyczne dzieło. Wydaje mi się jednak, że wystarczy tu zdrowy rozsądek i egzekwowanie już istniejącego prawa.

Kontrskuteczność?

Powoływanie specjalnych komisji ds. walki z nielegalnym graffiti może wywołać efekt przeciwny do zamierzonego. Rozumiem wszystkie argumenty przeciwko napisom na murach, ale mimo to trudno mi jednak do końca zaakceptować, żeby o sztuce ulicy w 100% decydował urzędnik. Pomijając już kwestię tego, że to, co z kolei jest uznawane za sztukę wysoką i prezentowane w największych państwowych galeriach, choć „legalne”, bywa brzydsze i bardziej obrazoburcze niż najbardziej nawet nieestetyczne uliczne graffiti.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane