ETS niszczy gospodarkę. Czas wyrzucić ten system do kosza
Co musisz wiedzieć:
- Solidarność od lat krytykuje unijny system handlu emisjami ETS, twierdząc, że podnosi ceny energii i uderza w przemysł oraz miejsca pracy w Polsce.
- Choć w UE trwają rozmowy o rewizji systemu i opóźnieniu wdrożenia ETS2, związkowcy przekonują, że kosmetyczne zmiany nie wystarczą, bo wadliwy jest cały mechanizm.
- Zdaniem Solidarności polityka klimatyczna nie może odbywać się kosztem pracowników i bezpieczeństwa energetycznego, dlatego zamiast reform potrzebna jest decyzja o odejściu od ETS.
O tym, że wysokie ceny energii są szkodliwe dla całej europejskiej gospodarki, mówił ostatnio w Brukseli wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki. Zaznaczył, że wdrożenie systemu ETS2 udało się przesunąć do 2028 r., ale – jak przekonywał – Polska zabiega o to, żeby mechanizm zaczął funkcjonować jeszcze później.
– Chcemy też, żeby był on mechanizmem dobrowolnym do wprowadzenia tylko przez te państwa członkowskie, które tego chcą. To jest jeden z pomysłów
– powiedział Niemczycki. Mówił także w rozmowie z PAP o rewizji już funkcjonującego systemu ETS.
Po co reformować złe rozwiązania?
Problem jednak w tym, że UE dąży do rewizji i zmian systemu, który po prostu się nie sprawdził, a jego głównym skutkiem jest zubożenie gospodarki i obywateli takich państw jak Polska. Solidarność alarmuje o tych złych społecznych skutkach polityki klimatycznej UE od lat.
– System ETS, narzucony przez Unię Europejską jako rzekomo „rynkowe” narzędzie polityki klimatycznej, w praktyce stał się mechanizmem drenowania gospodarki i kieszeni obywateli. To rozwiązanie wadliwe konstrukcyjnie, kosztowne społecznie i niebezpieczne dla przemysłu
– mówił Bartłomiej Mickiewicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.
– Solidarność od lat alarmuje, że ETS uderza w polskich pracowników – w energetykę i przemysł energochłonny, a mający niebawem wejść w życie system ETS2 uderzy w całą gospodarkę i dotknie już bezpośrednio kieszeni obywateli. Tak wynika również z analizy eksperckiej opracowanej na zlecenie Solidarności. Raport pokazuje między innymi, jak rosnące ceny uprawnień do emisji przekładają się na koszty produkcji, ceny energii oraz ryzyko likwidacji miejsc pracy
– wskazał.
Dziś, gdy coraz głośniej mówi się o rewizji systemu, wielu polityków odkrywa problemy, o których Solidarność mówiła od dawna.
– Dobrze, że wreszcie zaczyna się poważna dyskusja. Dobrze, że pojawiają się pytania o skutki społeczne i gospodarcze. Ale nie wolno udawać, że wystarczy kosmetyczna poprawka czy chwilowa korekta parametrów. Problem tkwi w całym mechanizmie
– dodał przewodniczący Mickiewicz.
– Mówi się o „sprawiedliwej transformacji”, ale sprawiedliwość nie polega na tym, że pracownik płaci więcej za prąd i ogrzewanie, a jego miejsce pracy staje się nieopłacalne. Sprawiedliwość nie polega na przerzucaniu kosztów polityki klimatycznej na społeczeństwo, które nie ma realnego wpływu na jej kształt
– przekonywał.
- Ważny komunikat dla mieszkańców Poznania
- Manifestacja pod siedzibą PeBeKa i KGHM w Lubinie. Związki zawodowe apelują o udział w demonstracji
- Rheinmetal planuje promować w Polsce niemiecki BWP Lynx w miejsce polskiego sprzętu?
- Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej
- Węgry stawiają ultimatum Ukrainie. Orban zapowiada wstrzymanie tranzytu
- Gaz może nie popłynąć do Polski. Nieoficjalne doniesienia
- Kandydat PiS na premiera. Błaszczak zdradził jego wiek
- Ceny paliw mocno w górę. Prezes NBP mówi wprost
- Pilne informacje z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat
- Serwis mObywatel wydał ważny komunikat
Energia musi być stabilna
Ostatnio przeciwko Zielonemu Ładowi Solidarność protestowała we Wrocławiu. Maciej Kłosiński, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, podkreślał, że transformacja energetyczna nie może odbywać się kosztem pracowników i całych regionów przemysłowych.
– Musimy mieć na to czas. Nie może być tak, że urzędnicy co miesiąc zmieniają zdanie i przyspieszają cele redukcji emisji do 90%, żeby zdążyć do 2040 roku. To nie jest odpowiedzialna polityka
– mówił.
Zwracał uwagę, że Polska posiada określone zobowiązania dotyczące wygaszania wydobycia i że proces ten powinien być realizowany stopniowo, z uwzględnieniem stabilności systemu energetycznego.
– Mamy umowę, że nasze wydobycie będzie wygaszane sukcesywnie. Być może w przyszłości zastąpi je atom, ale nie możemy opierać bezpieczeństwa energetycznego wyłącznie na wiatrakach czy fotowoltaice. W dni bez wiatru i słońca to konwencjonalne źródła energii ratują nasze domy, nasze gospodarstwa i nasze miejsca pracy. Energia musi być stabilna w sieci – i o tym musimy mówić otwarcie
– podkreślił.
Podczas tej samej pikiety Kazimierz Kimso, przewodniczący Zarządu Regionu Dolny Śląsk NSZZ „Solidarność”, mówił, że jego zdaniem decyzje dotyczące gospodarki i energetyki powinny zapadać w kraju, a nie być narzucane z zewnątrz.
– Jesteśmy wolnym, demokratycznym narodem. Wolność i niepodległość nie polegają na tym, że ktoś z zewnątrz będzie nam mówił, jak mamy żyć i jaką energię mamy produkować. To nie ma nic wspólnego z uczciwością
– zaznaczył.
W biurze Komisji Europejskiej został złożony specjalny list otwarty podpisany przez przedstawicieli Solidarności i Solidarności RI. Napisano w nim m.in.:
„Głosując za wejściem do Unii Europejskiej, ponad dwadzieścia lat temu, Polacy oczekiwali, że w tej wspólnocie państw lepiej rozwinie się uczciwy handel i konkurencja gospodarcza oraz poszanowanie wartości, które przez tysiąclecia ukształtowały cywilizację europejską. Niestety, od pewnego czasu organy UE, którym powierzono koordynację działań w ramach UE, reprezentowane przez niewybieralnych urzędników, rozpoczęły narzucanie państwom członkowskim rozwiązań, które jednoznacznie uderzają w gospodarkę”.
„Nie prowadzi się dyskusji publicznej i ignoruje się eksperymenty naukowe mówiące o urealnieniu wpływu dwutlenku węgla na atmosferę ziemską”
– przekonywali autorzy pisma.
Potrzeba odwagi
– Jeżeli narzędzie generuje więcej szkód niż korzyści – należy je odrzucić. Nie reformować w nieskończoność, nie łatać, nie dokładać kolejnych warstw regulacji. Prawda jest taka, że ETS w obecnym kształcie obciąża gospodarkę, osłabia przemysł i pogłębia nierówności kosztów energii między Europą a resztą świata. Dlatego zamiast kolejnej „rewizji” potrzeba odwagi politycznej. Trzeba jasno powiedzieć: ten system się nie sprawdził. I skoro się nie sprawdził – powinien trafić do kosza
– podsumował Bartłomiej Mickiewicz.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć' pochodzą od redakcji]




