Zwalczają Trumpa niczym stonkę w PRL

Relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi ponownie stały się osią ostrego sporu politycznego. Autor tekstu ostrzega, że narastająca krytyka Donalda Trumpa oraz napięcia dyplomatyczne mogą osłabiać strategiczne partnerstwo Warszawy z Waszyngtonem w kluczowym momencie dla bezpieczeństwa regionu.
Figura Donalda Trumpa przygotowana na imprezę karnawałową w niemieckiej Moguncji
Figura Donalda Trumpa przygotowana na imprezę karnawałową w niemieckiej Moguncji / EPA/RONALD WITTEK Dostawca: PAP/EPA

Co musisz wiedzieć:

  • Spór dotyczy relacji Polski z USA – w debacie publicznej pojawiają się zarzuty, że część działań i wypowiedzi polityków rządu może osłabiać strategiczne partnerstwo z Waszyngtonem.
  • Pojawia się kontekst europejski – w tle toczy się dyskusja o roli Unii Europejskiej w systemie bezpieczeństwa i o koncepcji tzw. „autonomii strategicznej” UE.
  • Stawką jest model sojuszy Polski – pytanie nie dotyczy wyłącznie bieżących sporów politycznych, lecz długofalowej strategii: czy fundamentem bezpieczeństwa pozostaje silny sojusz z USA, czy większa integracja obronna w ramach UE.

 

„Postępowa opinia całego świata należycie oceniła zbrodnie lotników amerykańskich, którzy zrzucili ogromne ilości stonki ziemniaczanej na pola Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Wskutek burz i wiatrów stonka przedostała się na terytorium Polski”.

Zainteresowanych szczegółami tej amerykańskiej zbrodni i walki z „żukiem Kolorado zwanym inaczej stonką ziemniaczaną” odsyłam do archiwalnego nagrania Polskiej Kroniki Filmowej z 14 czerwca 1950 roku. Można się z niego dowiedzieć, że amerykańskim knowaniom dano skutecznie odpór: „zorganizowana akcja społeczeństwa zlikwidowała groźbę w zarodku”. Ale też i tego, że to zaprzyjaźnionym Niemcom, Niemcom słusznym, chciano zaszkodzić, a Polsce dostało się tak trochę przy okazji.

 

Dają "odpór Amerykanom"

Chciałbym być dobrze zrozumiany: nie robię sobie jaj. Dziś ta kronika brzmi śmiesznie, ale przecież była śmiertelnie – wręcz dosłownie: przecież to był okres stalinowski – poważna. Niestety teraz jest podobnie. Mimo iż upłynęło 75 lat i czasy są inne, odpór Amerykanom znów jest dawany, jak wtedy: przez rządzących w Warszawie polityków i posłuszne im media. Często w podobnie groteskowej formie, niosącej jednak równie poważne dla bezpieczeństwa i suwerenności Polski zagrożenie. I – żeby analogia była pełna – też w interesie Niemiec, choć nie ma dziś NRD, istnieją tylko jedne Niemcy i one wyłącznie są słuszne.

Od wielu miesięcy z samej góry, czyli od premiera, poprzez indywidua pokroju Romana Giertycha, na szeregowych posłach-przyciskach do głosowania kończąc, wysyłany jest agresywny, skrajnie antyamerykański przekaz, jakiego w Polsce nie było od czasów PRL-u. Odpór Amerykanom daje i sam Donald Tusk, i jego podkomendni. Włodzimierz Czarzasty wywołuje skandal dyplomatyczny zarzucając prezydentowi USA z mównicy sejmowej „częste łamanie prawa międzynarodowego”. Wicepremier Gawkowski regularnie straszy opodatkowaniem amerykańskich gigantów cyfrowych, o którym to opodatkowaniu wszyscy w całej Unii Europejskiej wiedzą, że go nie będzie, ale przecież nie chodzi o podatki, tylko o drażnienie Amerykanów, o walkę ze stonką.

Kolejka chętnych

Raz na jakiś czas, w przerwie między jedną a drugą szarżą na platformie X na Elona Muska, Radosław Sikorski pojawia się w USA w odwiedzinach u Bogdana Klicha (czasem też na trawniku przed Białym Domem), jakby specjalnie po to, by przypominać, że Klich nie jest ambasadorem, tylko kierownikiem placówki. (Przy okazji zwracam uwagę na to, że do walki ze stonką Trump jest tylko pretekstem: obniżanie rangi stosunków z USA Tusk rozpoczął jeszcze za czasów głębokiego Bidena. To wtedy ulokował w Waszyngtonie Klicha). Na tym samym X-ie Roman Giertych atakuje Amerykanów chyba już częściej niż samego Jarosława Kaczyńskiego. Obrazu tego Azotoxu, „proszku, który niesie śmierć stonce” (cytując kronikę z 1950 r.), dopełnia zapowiedź powołania groteskowego zespołu do sprawy afery Epsteina.

 

O co tu chodzi?

Na pewno jednym z powodów, choć nie najważniejszym, jest kontrrewolucja kulturowa prowadzona przez Donalda Trumpa. Ludzie rządzący dziś Polską są częścią światowego obozu lewoliberalnego, toczy się parareligijna wojna kulturowa na wielką skalę, więc ich udział w antytrumpowskiej krucjacie jest zrozumiały. Lecz znaczenia tego czynnika nie należy przeceniać. W skali całego świata Polska jest krajem co najwyżej średniej wielkości, jej premier nie zawsze nawet dostępuje przywileju jazdy w tym samym wagonie, co ważniejsze europejskie lewoliby. Taka jest realna waga Polski w rzeczonej krucjacie. Polskie lewoliby mają lenny obowiązek wziąć w niej udział, ale bez przesady i bez złudzeń co do ich – polskich lewolibów – znaczenia.

Natomiast drugi powód antyamerykanizmu Tuska i jego ekipy jest bardziej istotny i bardziej konkretny. W skali Unii Europejskiej Polska jest państwem dużym i jako duży kraj, w dodatku zamieszkały przez lud – jak na standardy Starego, obecnie już Zramolałego, Kontynentu – konserwatywny i wciąż przywiązany do ojczyzny i patriotyzmu, może być poważną przeszkodą na drodze ku forsowanej centralizacji Unii Europejskiej i jej przekształcaniu w zdominowane przez Niemcy „superpaństwo”. Owo „superpaństwo” ma już w założeniach (choćby w propozycji zmian europejskich traktatów przyjętej przez Parlament Europejski w listopadzie 2023 roku) wpisaną „autonomię strategiczną” Unii, sprowadzającą się do ograniczenia roli lub wręcz pozbycia się z Europy wojsk amerykańskich.

Obrzydzanie Polakom USA

Polacy wyzbyci dotychczasowego sentymentu do USA, upodobnieni pod względem antyamerykanizmu do Francuzów czy Niemców, mają być bardziej podatni na akceptację przekształcenia Unii w ów twór. Wystarczy, by uwierzyli, że Stany są sojusznikiem niewiarygodnym i Unia jest dla nich alternatywą, także militarną – a takie dyrdymały przecież są kolportowane. To o to chodzi. Amerykański sojusznik ma być w Polsce niewiarygodny po to, by Polacy znaleźli alternatywę w scentralizowanym pod władzą Niemiec, europejskim „superpaństwie”.

 

Alternatywa dla USA nie istnieje

Jednakże Polska to nie Francja czy Niemcy i w Polsce antyamerykanizm jest w najlepszym razie głupotą, w najgorszym zdradą. Nie uważam, że należy wpatrywać się w Stany jak w obrazek i bezrefleksyjnie wierzyć w realizację przez nie – w razie czego – zobowiązań sojuszniczych. Wierzyć należy częściowo i warunkowo. Tyle że – oprócz własnych zbrojeń i ściślejszej niż dotychczas współpracy z państwami wschodniej flanki NATO w ramach Sojuszu (też przy życzliwym wsparciu Amerykanów) – i tak nie ma alternatywy.

Inny realny sojusznik po prostu nie istnieje. Europa Zachodnia jest militarnym eunuchem. Sugerowanie, że Unia Europejska mogłaby być alternatywą dla USA jest szkodliwą ściemą, zresztą nie po to Unia powstała, by być sojuszem wojskowym i lepiej niech nigdy nie będzie. Kto zatem miałby być dla nas sojuszniczą alternatywą Ameryki? Francja z Wielką Brytanią? Już raz nie chciały umierać za Gdańsk i nadal nie chcą, nie ma ani jednego powodu, by chciały. Niemcy? Państwo, w którym (nawet pomijając inne aspekty) tylko co szósty obywatel deklaruje gotowość do walki za WŁASNY kraj, miałoby walczyć w obronie państwa niewłasnego? Zwłaszcza, że coraz częściej, coraz bardziej oficjalnie, coraz bardziej ostentacyjnie i coraz bardziej bezczelnie relatywizują swoją odpowiedzialność za zbrodnie na tym państwie – na Polsce i Polakach – popełnione?

Nikt nie jest doskonały

Mógłby ktoś powiedzieć, że również Amerykanie sprzedali nas w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, ale to nieprawda. Franklin Delano Roosevelt był wyjątkowym łajdakiem, ale z Amerykanami nie mieliśmy wtedy żadnej umowy sojuszniczej, więc nie mieli czego łamać. Natomiast warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. W przypadku formalnego sojuszu Amerykanie nigdy nie wywinęli – przynajmniej ja nic o tym nie wiem – takiego numeru jak francusko-brytyjska drôle de guerre we wrześniu 1939 roku. Nigdy nie było sekwencji „atak na sojusznika USA → zero reakcji USA”. Zdarzało się, że – czasem w panice, od Wietnamu po Afganistan – porzucali swych sojuszników, ale to dopiero po wieloletnich, kosztownych i okupionych dużymi ofiarami próbach dotrzymania przymierza. Wycofywali się dopiero wówczas, gdy wojnę przegrywali. Postępowanie z przeszłości nie jest samo w sobie gwarancją na przyszłość, ale dość istotną przesłanką do analizowania prawdopodobieństwa już tak. Co nie zmienia faktu, że Polska, powtórzmy, powinna polegać w pierwszej kolejności na własnej armii i zacieśniać współpracę w ramach wschodniej flanki NATO (plus Ukraina), przy życzliwym poparciu Stanów. Poparciu, które obecnie jest faktem i które ekipa Tuska usiłuje zniszczyć. Wygląda na to, że wręcz za wszelką cenę.

 

Po co niszczy się relacje polsko - amerykańskie?

W polskim dyskursie publicznym mało jest rzeczy, które irytowałyby mnie bardziej niż doszukiwanie się wszędzie, przez wszystkich i u wszystkich macek Putina. Właśnie z tego powodu, że wszędzie, przez wszystkich i u wszystkich, nie ma ono żadnej wartości opisowej. Ale to, że przynajmniej dwie duże trąby dmące w antyamerykańskiej orkiestrze Tuska grały w swoim życiu „Podmoskownyje wiecziera” – Czarzasty, który razem z partią komunistyczną, do której wstąpił w stanie wojennym, zorientowany był na przyjaźń z Moskwą i konfrontację z Waszyngtonem oraz Giertych, który publicznie propagował ścisły sojusz z Rosją – powinno skłaniać do myślenia. No bo – zastanówcie się – kto nawet jeszcze bardziej od mitycznej „Europy”, byłby zachwycony, gdyby Amerykanie wkurzyli się na obrażających ich plemiennych stepowych dzikusów i wycofali swoich żołnierzy z ich stepu?

Niszczenie relacji polsko-amerykańskich po to, by Polacy łatwiej zaakceptowali mit nieistniejącej militarnie "Europy" i zgodzili się na scentralizowane "europejskie" superpaństwo jest wyjątkowo groźnym szkodnictwem. Wprawdzie trzon elektoratu rządzącej koalicji stanowią ludzie, którzy uwierzą we wszystko, co im się poda do wierzenia, byleby było „antypisoskie” – w to, że Giertych nigdy nie chciał sojuszu z Rosją (a jeśli nawet chciał, to dziś to nieważne, bo PiSPiSPiS…), że Czarzasty zawsze był demokratą i polskim patriotą (a jeśli nawet nie, to dziś to nieważne, bo PiSPiSPiS…), a gdyby im powiedzieć, że Epstein był pisowcem, też daliby temu wiarę (bo PiSPiSPiS…) – ale obecna antyamerykańska narracja trafia też poza tę bańkę.

 

Stonka i głupki

W stonkę zrzucaną z amerykańskich samolotów w roku 1950 wierzyły tylko wyjątkowe głupki. Problem w tym, że w umowną stonkę w roku 2026 wierzy sporo ludzi niekoniecznie będących obłąkanymi j*b*ćpisami. Skoordynowana akcja rządowych polityków i prorządowych mediów daje efekty. Jest całkiem możliwe, że w naszym imieniu pozbędą się naszego najważniejszego sojusznika. Być może jesteśmy świadkami największej i najbardziej skutecznej z wszystkich manipulacji Tuska wiodącej do tego, że Polacy dobrowolnie wyrzekną się suwerenności. Bo PiSPiSPiS…, bo TrumpTrumpTrump… .

Przyzwoitym ludziom popierającym obóz rządowy (wierzę, że wciąż tacy są, choć jest coraz ich mniej) warto przypomnieć, że Szczęsny Potocki podobno chciał dobrze. Nawet jeszcze w momencie przystępowania do konfederacji targowickiej działał bezinteresownie, wierzył w to, co robi. Niestety, historycy twierdzą, że miał IQ imbecyla.

[Tytuł, lead, sekcja "Co musisz wiedzieć" i śródtytuły od Redakcji]

[Dariusz Tadeusz Lipiński – polski polityk, fizyk, nauczyciel akademicki i samorządowiec, poseł na Sejm V i VI kadencji]


 

POLECANE
Szefowie KPRP i BBN rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy o SAFE z ostatniej chwili
Szefowie KPRP i BBN rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy o SAFE

Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy dotyczącej programu SAFE - poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Będą dotyczyć m.in. warunków udzielenia i spłaty pożyczki w ramach SAFE.

Jarosław Kaczyński: Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński: Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE

„Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE” - napisał na platformie X prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Klub PiS składa poprawki do projektu ustawy o SAFE z ostatniej chwili
Klub PiS składa poprawki do projektu ustawy o SAFE

Podczas dyskusji plenarnej w Sejmie nad projektem ustawy wdrażający program SAFE poseł PiS Andrzej Śliwka złożył poprawki związane m.in. z kontrolą wydawania pieniędzy z programu; projekt wraca więc do komisji. W dyskusji minister finansów Andrzej Domański zapewnił, że pożyczki nie będą spłacane z budżetu MON.

Belgijska policja zrobiła nalot na biura KE. W tle 900 mln euro gorące
Belgijska policja zrobiła nalot na biura KE. W tle 900 mln euro

Belgijska policja przeszukała w czwartek biura Komisji Europejskiej w związku z podejrzeniami zaistnienia nieprawidłowości podczas sprzedaży należących do niej 23 nieruchomości w 2024 roku państwowemu funduszowi majątkowemu Belgii (SFPIM) za 900 mln euro - podała AFP, powołując się na źródła.

Niedźwiedzie zastraszają mieszkańców Cisnej. „Gmina bezsilna, bo rząd nie dał narzędzi” wideo
Niedźwiedzie zastraszają mieszkańców Cisnej. „Gmina bezsilna, bo rząd nie dał narzędzi”

„Instrumenty, które miałem w walce z niedźwiedziami to kartka papieru i długopis” - powiedział Dariusz Wethacz, wójt gminy Cisna podczas posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa Pierwsze, podczas którego odbyło się czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o ochronie zwierząt.

Awaria kabla podwodnego łączącego Polskę ze Szwecją z ostatniej chwili
Awaria kabla podwodnego łączącego Polskę ze Szwecją

Połączenie Polska-Szwecja jest chwilowo wyłączone ze względu na usterkę – poinformowały w czwartek po godz. 17 Polskie Sieci Elektroenergetyczne.

Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy

Mieszkańcy Warszawy muszą przygotować się na planowane przerwy w dostawie prądu. Sprawdź, gdzie nastąpią wyłączenia.

Spotkanie ministrów obrony państw NATO. „Arctic Sentry została aktywowana” z ostatniej chwili
Spotkanie ministrów obrony państw NATO. „Arctic Sentry została aktywowana”

W czwartek, 12 lutego br., wiceprezes Rady Ministrów, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz uczestniczył w spotkaniu ministrów obrony państw NATO w Kwaterze Głównej Sojuszu Północnoatlantyckiego w Brukseli.

IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka

IMGW wydał ostrzeżenia I stopnia przed marznącymi opadami na północy i północnym wschodzie.

Zwalczają Trumpa niczym stonkę w PRL tylko u nas
Zwalczają Trumpa niczym stonkę w PRL

Relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi ponownie stały się osią ostrego sporu politycznego. Autor tekstu ostrzega, że narastająca krytyka Donalda Trumpa oraz napięcia dyplomatyczne mogą osłabiać strategiczne partnerstwo Warszawy z Waszyngtonem w kluczowym momencie dla bezpieczeństwa regionu.

REKLAMA

Zwalczają Trumpa niczym stonkę w PRL

Relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi ponownie stały się osią ostrego sporu politycznego. Autor tekstu ostrzega, że narastająca krytyka Donalda Trumpa oraz napięcia dyplomatyczne mogą osłabiać strategiczne partnerstwo Warszawy z Waszyngtonem w kluczowym momencie dla bezpieczeństwa regionu.
Figura Donalda Trumpa przygotowana na imprezę karnawałową w niemieckiej Moguncji
Figura Donalda Trumpa przygotowana na imprezę karnawałową w niemieckiej Moguncji / EPA/RONALD WITTEK Dostawca: PAP/EPA

Co musisz wiedzieć:

  • Spór dotyczy relacji Polski z USA – w debacie publicznej pojawiają się zarzuty, że część działań i wypowiedzi polityków rządu może osłabiać strategiczne partnerstwo z Waszyngtonem.
  • Pojawia się kontekst europejski – w tle toczy się dyskusja o roli Unii Europejskiej w systemie bezpieczeństwa i o koncepcji tzw. „autonomii strategicznej” UE.
  • Stawką jest model sojuszy Polski – pytanie nie dotyczy wyłącznie bieżących sporów politycznych, lecz długofalowej strategii: czy fundamentem bezpieczeństwa pozostaje silny sojusz z USA, czy większa integracja obronna w ramach UE.

 

„Postępowa opinia całego świata należycie oceniła zbrodnie lotników amerykańskich, którzy zrzucili ogromne ilości stonki ziemniaczanej na pola Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Wskutek burz i wiatrów stonka przedostała się na terytorium Polski”.

Zainteresowanych szczegółami tej amerykańskiej zbrodni i walki z „żukiem Kolorado zwanym inaczej stonką ziemniaczaną” odsyłam do archiwalnego nagrania Polskiej Kroniki Filmowej z 14 czerwca 1950 roku. Można się z niego dowiedzieć, że amerykańskim knowaniom dano skutecznie odpór: „zorganizowana akcja społeczeństwa zlikwidowała groźbę w zarodku”. Ale też i tego, że to zaprzyjaźnionym Niemcom, Niemcom słusznym, chciano zaszkodzić, a Polsce dostało się tak trochę przy okazji.

 

Dają "odpór Amerykanom"

Chciałbym być dobrze zrozumiany: nie robię sobie jaj. Dziś ta kronika brzmi śmiesznie, ale przecież była śmiertelnie – wręcz dosłownie: przecież to był okres stalinowski – poważna. Niestety teraz jest podobnie. Mimo iż upłynęło 75 lat i czasy są inne, odpór Amerykanom znów jest dawany, jak wtedy: przez rządzących w Warszawie polityków i posłuszne im media. Często w podobnie groteskowej formie, niosącej jednak równie poważne dla bezpieczeństwa i suwerenności Polski zagrożenie. I – żeby analogia była pełna – też w interesie Niemiec, choć nie ma dziś NRD, istnieją tylko jedne Niemcy i one wyłącznie są słuszne.

Od wielu miesięcy z samej góry, czyli od premiera, poprzez indywidua pokroju Romana Giertycha, na szeregowych posłach-przyciskach do głosowania kończąc, wysyłany jest agresywny, skrajnie antyamerykański przekaz, jakiego w Polsce nie było od czasów PRL-u. Odpór Amerykanom daje i sam Donald Tusk, i jego podkomendni. Włodzimierz Czarzasty wywołuje skandal dyplomatyczny zarzucając prezydentowi USA z mównicy sejmowej „częste łamanie prawa międzynarodowego”. Wicepremier Gawkowski regularnie straszy opodatkowaniem amerykańskich gigantów cyfrowych, o którym to opodatkowaniu wszyscy w całej Unii Europejskiej wiedzą, że go nie będzie, ale przecież nie chodzi o podatki, tylko o drażnienie Amerykanów, o walkę ze stonką.

Kolejka chętnych

Raz na jakiś czas, w przerwie między jedną a drugą szarżą na platformie X na Elona Muska, Radosław Sikorski pojawia się w USA w odwiedzinach u Bogdana Klicha (czasem też na trawniku przed Białym Domem), jakby specjalnie po to, by przypominać, że Klich nie jest ambasadorem, tylko kierownikiem placówki. (Przy okazji zwracam uwagę na to, że do walki ze stonką Trump jest tylko pretekstem: obniżanie rangi stosunków z USA Tusk rozpoczął jeszcze za czasów głębokiego Bidena. To wtedy ulokował w Waszyngtonie Klicha). Na tym samym X-ie Roman Giertych atakuje Amerykanów chyba już częściej niż samego Jarosława Kaczyńskiego. Obrazu tego Azotoxu, „proszku, który niesie śmierć stonce” (cytując kronikę z 1950 r.), dopełnia zapowiedź powołania groteskowego zespołu do sprawy afery Epsteina.

 

O co tu chodzi?

Na pewno jednym z powodów, choć nie najważniejszym, jest kontrrewolucja kulturowa prowadzona przez Donalda Trumpa. Ludzie rządzący dziś Polską są częścią światowego obozu lewoliberalnego, toczy się parareligijna wojna kulturowa na wielką skalę, więc ich udział w antytrumpowskiej krucjacie jest zrozumiały. Lecz znaczenia tego czynnika nie należy przeceniać. W skali całego świata Polska jest krajem co najwyżej średniej wielkości, jej premier nie zawsze nawet dostępuje przywileju jazdy w tym samym wagonie, co ważniejsze europejskie lewoliby. Taka jest realna waga Polski w rzeczonej krucjacie. Polskie lewoliby mają lenny obowiązek wziąć w niej udział, ale bez przesady i bez złudzeń co do ich – polskich lewolibów – znaczenia.

Natomiast drugi powód antyamerykanizmu Tuska i jego ekipy jest bardziej istotny i bardziej konkretny. W skali Unii Europejskiej Polska jest państwem dużym i jako duży kraj, w dodatku zamieszkały przez lud – jak na standardy Starego, obecnie już Zramolałego, Kontynentu – konserwatywny i wciąż przywiązany do ojczyzny i patriotyzmu, może być poważną przeszkodą na drodze ku forsowanej centralizacji Unii Europejskiej i jej przekształcaniu w zdominowane przez Niemcy „superpaństwo”. Owo „superpaństwo” ma już w założeniach (choćby w propozycji zmian europejskich traktatów przyjętej przez Parlament Europejski w listopadzie 2023 roku) wpisaną „autonomię strategiczną” Unii, sprowadzającą się do ograniczenia roli lub wręcz pozbycia się z Europy wojsk amerykańskich.

Obrzydzanie Polakom USA

Polacy wyzbyci dotychczasowego sentymentu do USA, upodobnieni pod względem antyamerykanizmu do Francuzów czy Niemców, mają być bardziej podatni na akceptację przekształcenia Unii w ów twór. Wystarczy, by uwierzyli, że Stany są sojusznikiem niewiarygodnym i Unia jest dla nich alternatywą, także militarną – a takie dyrdymały przecież są kolportowane. To o to chodzi. Amerykański sojusznik ma być w Polsce niewiarygodny po to, by Polacy znaleźli alternatywę w scentralizowanym pod władzą Niemiec, europejskim „superpaństwie”.

 

Alternatywa dla USA nie istnieje

Jednakże Polska to nie Francja czy Niemcy i w Polsce antyamerykanizm jest w najlepszym razie głupotą, w najgorszym zdradą. Nie uważam, że należy wpatrywać się w Stany jak w obrazek i bezrefleksyjnie wierzyć w realizację przez nie – w razie czego – zobowiązań sojuszniczych. Wierzyć należy częściowo i warunkowo. Tyle że – oprócz własnych zbrojeń i ściślejszej niż dotychczas współpracy z państwami wschodniej flanki NATO w ramach Sojuszu (też przy życzliwym wsparciu Amerykanów) – i tak nie ma alternatywy.

Inny realny sojusznik po prostu nie istnieje. Europa Zachodnia jest militarnym eunuchem. Sugerowanie, że Unia Europejska mogłaby być alternatywą dla USA jest szkodliwą ściemą, zresztą nie po to Unia powstała, by być sojuszem wojskowym i lepiej niech nigdy nie będzie. Kto zatem miałby być dla nas sojuszniczą alternatywą Ameryki? Francja z Wielką Brytanią? Już raz nie chciały umierać za Gdańsk i nadal nie chcą, nie ma ani jednego powodu, by chciały. Niemcy? Państwo, w którym (nawet pomijając inne aspekty) tylko co szósty obywatel deklaruje gotowość do walki za WŁASNY kraj, miałoby walczyć w obronie państwa niewłasnego? Zwłaszcza, że coraz częściej, coraz bardziej oficjalnie, coraz bardziej ostentacyjnie i coraz bardziej bezczelnie relatywizują swoją odpowiedzialność za zbrodnie na tym państwie – na Polsce i Polakach – popełnione?

Nikt nie jest doskonały

Mógłby ktoś powiedzieć, że również Amerykanie sprzedali nas w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, ale to nieprawda. Franklin Delano Roosevelt był wyjątkowym łajdakiem, ale z Amerykanami nie mieliśmy wtedy żadnej umowy sojuszniczej, więc nie mieli czego łamać. Natomiast warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. W przypadku formalnego sojuszu Amerykanie nigdy nie wywinęli – przynajmniej ja nic o tym nie wiem – takiego numeru jak francusko-brytyjska drôle de guerre we wrześniu 1939 roku. Nigdy nie było sekwencji „atak na sojusznika USA → zero reakcji USA”. Zdarzało się, że – czasem w panice, od Wietnamu po Afganistan – porzucali swych sojuszników, ale to dopiero po wieloletnich, kosztownych i okupionych dużymi ofiarami próbach dotrzymania przymierza. Wycofywali się dopiero wówczas, gdy wojnę przegrywali. Postępowanie z przeszłości nie jest samo w sobie gwarancją na przyszłość, ale dość istotną przesłanką do analizowania prawdopodobieństwa już tak. Co nie zmienia faktu, że Polska, powtórzmy, powinna polegać w pierwszej kolejności na własnej armii i zacieśniać współpracę w ramach wschodniej flanki NATO (plus Ukraina), przy życzliwym poparciu Stanów. Poparciu, które obecnie jest faktem i które ekipa Tuska usiłuje zniszczyć. Wygląda na to, że wręcz za wszelką cenę.

 

Po co niszczy się relacje polsko - amerykańskie?

W polskim dyskursie publicznym mało jest rzeczy, które irytowałyby mnie bardziej niż doszukiwanie się wszędzie, przez wszystkich i u wszystkich macek Putina. Właśnie z tego powodu, że wszędzie, przez wszystkich i u wszystkich, nie ma ono żadnej wartości opisowej. Ale to, że przynajmniej dwie duże trąby dmące w antyamerykańskiej orkiestrze Tuska grały w swoim życiu „Podmoskownyje wiecziera” – Czarzasty, który razem z partią komunistyczną, do której wstąpił w stanie wojennym, zorientowany był na przyjaźń z Moskwą i konfrontację z Waszyngtonem oraz Giertych, który publicznie propagował ścisły sojusz z Rosją – powinno skłaniać do myślenia. No bo – zastanówcie się – kto nawet jeszcze bardziej od mitycznej „Europy”, byłby zachwycony, gdyby Amerykanie wkurzyli się na obrażających ich plemiennych stepowych dzikusów i wycofali swoich żołnierzy z ich stepu?

Niszczenie relacji polsko-amerykańskich po to, by Polacy łatwiej zaakceptowali mit nieistniejącej militarnie "Europy" i zgodzili się na scentralizowane "europejskie" superpaństwo jest wyjątkowo groźnym szkodnictwem. Wprawdzie trzon elektoratu rządzącej koalicji stanowią ludzie, którzy uwierzą we wszystko, co im się poda do wierzenia, byleby było „antypisoskie” – w to, że Giertych nigdy nie chciał sojuszu z Rosją (a jeśli nawet chciał, to dziś to nieważne, bo PiSPiSPiS…), że Czarzasty zawsze był demokratą i polskim patriotą (a jeśli nawet nie, to dziś to nieważne, bo PiSPiSPiS…), a gdyby im powiedzieć, że Epstein był pisowcem, też daliby temu wiarę (bo PiSPiSPiS…) – ale obecna antyamerykańska narracja trafia też poza tę bańkę.

 

Stonka i głupki

W stonkę zrzucaną z amerykańskich samolotów w roku 1950 wierzyły tylko wyjątkowe głupki. Problem w tym, że w umowną stonkę w roku 2026 wierzy sporo ludzi niekoniecznie będących obłąkanymi j*b*ćpisami. Skoordynowana akcja rządowych polityków i prorządowych mediów daje efekty. Jest całkiem możliwe, że w naszym imieniu pozbędą się naszego najważniejszego sojusznika. Być może jesteśmy świadkami największej i najbardziej skutecznej z wszystkich manipulacji Tuska wiodącej do tego, że Polacy dobrowolnie wyrzekną się suwerenności. Bo PiSPiSPiS…, bo TrumpTrumpTrump… .

Przyzwoitym ludziom popierającym obóz rządowy (wierzę, że wciąż tacy są, choć jest coraz ich mniej) warto przypomnieć, że Szczęsny Potocki podobno chciał dobrze. Nawet jeszcze w momencie przystępowania do konfederacji targowickiej działał bezinteresownie, wierzył w to, co robi. Niestety, historycy twierdzą, że miał IQ imbecyla.

[Tytuł, lead, sekcja "Co musisz wiedzieć" i śródtytuły od Redakcji]

[Dariusz Tadeusz Lipiński – polski polityk, fizyk, nauczyciel akademicki i samorządowiec, poseł na Sejm V i VI kadencji]



 

Polecane