Szukaj
Konto

Karol Gac: Chwila bez Kaczyńskiego i w PiS skaczą sobie do gardeł

26.02.2026 19:15
Karol Gac
Źródło: Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska
Komentarzy: 0
Wystarczyła chwila nieobecności Jarosława Kaczyńskiego, by politycy PiS publicznie skoczyli sobie do gardeł. I choć sam spór w tak dużym obozie jest czymś naturalnym, to pozostają pytania o jego cel i konsekwencje. Wyborcy, co pokazują ostatnie sondaże, także mają swoje granice.
Co musisz wiedzieć
  • W Prawie i Sprawiedliwości narasta wieloletni konflikt frakcyjny, który po utracie władzy w 2023 roku przybrał na sile i dziś wybucha publicznymi sporami między politykami.
  • Główna linia podziału przebiega między środowiskiem Mateusza Morawieckiego, a jego przeciwnikami (m.in. Patrykiem Jakim), którzy chcą bardziej wyrazistego, prawicowo-tożsamościowego zwrotu partii.
  • Strategia równoważenia frakcji przez Jarosława Kaczyńskiego słabnie, a przedłużające się konflikty mogą zniechęcać wyborców.

 

To, co widzieliśmy w poprzednich tygodniach, u wyborców PiS może budzić niesmak i frustrację. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że w sytuacji katastrofalnych rządów Donalda Tuska politycy PiS postanowili zająć się czymś, co ostatnio bardzo polubili, czyli sami sobą. I nie zmienią tego zaklęcia Jarosława Kaczyńskiego oraz apele do mediów prawicowych, by bardziej eksponowały aktywność PiS, bo jest jej o wiele więcej niż wewnętrznych sporów. Może i tak, ale niestety prawdą jest, że to sam PiS potrafi ją skutecznie przykrywać. Zwłaszcza gdy się wie, że nieprzychylne media będą to bezlitośnie wykorzystywać i podgrzewać. Po co więc dostarczać im regularnie paliwo?

Spór, który obserwujemy w PiS, nie jest oczywiście niczym nowym. Trwa on - z różną częstotliwością - już od blisko dziesięciu lat. Warto sobie przypomnieć, jak wyglądały relacje na linii Mateusz Morawiecki - Solidarna/Suwerenna Polska. Owszem, łączyła ich koalicja i władza, ale dzieliło niemal wszystko inne. Dziś widzimy echo tego sporu, którego najnowsza odsłona zaczęła się po wyborach parlamentarnych w 2023 roku i utracie władzy przez PiS.

Wielu polityków domagało się wówczas bowiem wewnętrznej dyskusji i rozliczeń za taki stan rzeczy, a więc w praktyce odsunięcia na boczny tor Mateusza Morawieckiego i jego środowiska. Prezes PiS, w obawie przed pęknięciami w partii, temat momentalnie uciął, a winę wziął na siebie. To oczywiście nie sprawiło, że problem zniknął, a wręcz przeciwnie - zaczął on coraz mocniej zatruwać partię. W efekcie co jakiś czas obserwujemy jego kolejne odsłony, jak ta ostatnia, przy okazji spięcia na Ryszarda Terleckiego z Sebastianem Kaletą.

Polityczne przedszkole w PiS

Faktem jest, że w największej partii opozycyjnej mamy obecnie dwie główne frakcje - Mateusza Morawieckiego oraz jego zaciekłych przeciwników, którzy zawarli taktyczny sojusz. W ślad za tym, mamy dwie różne koncepcje polityczne na przyszłość partii. Środowisko byłego premiera przekonuje, że PiS powinien skupić się przede wszystkim na gospodarce i programach prorozwojowych oraz być partią centroprawicową. Z kolei przeciwnicy Morawieckiego (np. Patryk Jaki, Przemysław Czarnek czy Jacek Sasin) argumentują, że Polska się zmienia i - podobnie jak Europa i świat - skręca w prawo, w związku z czym kurs partii powinien być bardziej wyrazisty, tożsamościowy i ideowy, by zatrzymać odpływ wyborców.

Jarosław Kaczyński, w myśl zasady dziel i rządź, do tej pory starał się równoważyć obie frakcje i żadnej nie faworyzować, ale jednocześnie widać, że ta taktyka zaczyna się wyczerpywać. Przed prezesem PiS jest więc trudny orzech do zgryzienia, choć nie z takimi już sobie radził. Politycy PiS powinni jednak pamiętać, że jest ktoś, kto z uwagą śledzi wszystkie te spory i zaciera ręce. To Donald Tusk.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 26.02.2026 19:15
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 8/2026