Szukaj
Konto

To był jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Rozmowa z Józefem Orłem

03.04.2026 12:27
To był jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Rozmowa z Józefem Orłem
Komentarzy: 0
– W latach 90. redakcja „Tygodnika Solidarność” była bardzo duża i zżyta ze sobą. Dział reportażu, według mnie, był wtedy najlepszy w Polsce, lepszy niż w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej” i „Polityce”. Obok pracy redakcyjnej kwitło życie towarzyskie, spotykaliśmy się w lokalu blisko redakcji – mówi Józef Orzeł w rozmowie z Jakubem Pacanem.
Co musisz wiedzieć:
  • Rozmówca wspomina Tygodnik Solidarność z lat 90. jako dużą, zżyta redakcję o silnym życiu towarzyskim i wysokim poziomie dziennikarskim, szczególnie w dziale reportażu.
  • Mówi też, że spory ideowe w redakcji odzwierciedlały szerszy konflikt polityczny między środowiskiem Jarosława Kaczyńskiego a obozem Tadeusza Mazowieckiego, dotyczący suwerenności i kierunku transformacji Polski.
  • Okres pracy Józefa Orła, zwłaszcza gdy współprowadził tygodnik po odejściu części kierownictwa do polityki, był dla niego jednym z najlepszych etapów życia zawodowego.

Jakub Pacan (Tygodnik Solidarność): Jak wyglądał Pański pierwszy kontakt z „Tygodnikiem Solidarność”?

Józef Orzeł (Klub Ronina): Pracowałem na Fredy w Komitecie Wyborczym „Solidarność”, gdzie przygotowywałem wybory 4 czerwca 1989 roku i po tych wyborach nie bardzo wiedziałem, co dalej robić, ponieważ nowych wyborów nie bardzo było widać. Wtedy Krzysztof Czabański powiedział mi, a było to na przełomie września i października 1989 roku, że Jarosław Kaczyński dostał misję poprowadzenia tygodnika po Tadeuszu Mazowieckim i szuka załogi. Dla mnie mieli propozycję kierownika działu związkowego, ponieważ od dłuższego czasu współpracowałem z Lechem Kaczyńskim i jego ludźmi, i propozycję przyjąłem.

 

– Zaczynał Pan w szalenie trudnym okresie dla szefa działu związkowego, to czas zamykania zakładów pracy i masowego bezrobocia, a z drugiej strony ciężar skutków transformacji brała na siebie strona solidarnościowa.

– To był bardzo trudny okres, wtedy jak grzyby po deszczu powstawały oddolnie gazetki lokalnej Solidarności i wpadłem na pomysł, by dać im pewien parasol ochronny właśnie z poziomu ogólnopolskiego tygodnika, m.in. dlatego że szefowie lokalnych struktur Związku nie odnosili się zbyt przychylnie do swoich mediów. Dość powiedzieć, że w Gdańsku drukarze lokalnej gazetki Solidarności ogłosili strajk, ponieważ nie mieli płaconych pieniędzy. Takie to były czasy. Drugie zadanie to kwestia wielkiej inflacji, prywatyzacji i dzikiego kapitalizmu. Do tego dochodziły jasne
deklaracje polityczne kierownictwa „Tygodnika”, które szły w kierunku nierozliczenia komuchów i grubej kreski. Oponował wobec takiego podejścia Jarosław Kaczyński, który miał już w głowie przyszłą partię będącą w programowej opozycji wobec Tadeusza Mazowieckiego i jego grupy.

 

– Czy ówczesne linie sporów ideologicznych w redakcji pokrywały się z tymi, które mamy dzisiaj?

– Tak, zarysowały się dwie opcje kompletnie sprzeczne ze sobą. Obóz suwerennościowy mówił o chęci szybkiego zapisania się do NATO, struktur europejskich, ale przy zachowaniu suwerenności, by móc realizować interesy narodowe i państwowe. Drugi obóz przekonywał, by podążać za wzorem z Europy Zachodniej, która jako starsza i mądra wskaże nam drogę, a my mamy jej słuchać.

 

– Już wtedy było to tak wyraźne?

– Dla kierownictwa, braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich było to absolutnie jasne i dla ludzi z grupy Tadeusza Mazowieckiego też i gdy Jarosław przejął stery rządów w „Tygodniku”, ludzie od Mazowieckiego odeszli z redakcji w formie protestu. Dla zwykłych dziennikarzy najważniejsza była jednak praca w wolnych mediach dla nowej Polski, ponieważ praca w ogólnopolskim prestiżowym tygodniku dla ludzi drukujących w warunkach podziemia była spełnieniem marzeń.

 

Tysol za Jarosława Kaczyńskiego

– Jakim naczelnym był Jarosław Kaczyński?

– On zawsze był bardziej politykiem niż dziennikarzem, nigdy tego nie ukrywał i dlatego dobrał doskonały zespół dziennikarzy. Co środy organizował spotkania w redakcji, na których tłumaczył politykę. Nie wtrącał się w pracę dziennikarzy, nie cenzurował tekstów, nie redagował ich, ale główne kierunki myślenia o polityce wskazywał jasno i chciał, byśmy szli w tym kierunku. Z tego, myślę, wzięły się moje późniejsze przeglądy polityczne tygodnia w Klubie Ronina. Uważałem Jarosława Kaczyńskiego za mojego politycznego nauczyciela, bo jego analizy były na o wiele
głębszym poziomie niż normalne myślenie polityczne.

 

– Był realistą w swojej polityczności?

– Tak, od początku mówił, że wprowadzane powoli, nierewolucyjnie zmiany polityczne z jednoczesnym dzikim kapitalizmem bez zasad, wrogimi przejęciami, prowadzą do klęski. Jarosław dbał też, by nie dopuszczać do kolonizacji intelektualnej.

 

– Jak wyglądało życie redakcyjne?

– To była bardzo duża i zżyta ze sobą redakcja. Dział reportażu, według mnie, był wtedy najlepszy w Polsce, lepszy niż w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej” i „Polityce”. Obok pracy redakcyjnej kwitło życie towarzyskie, spotykaliśmy się w lokalu blisko redakcji. Kiedy większość kierownictwa redakcji poszła do polityki, ja zostałem, bo ktoś musiał, i wtedy wyznaczony zostałem na p.o. redaktora naczelnego. Nawet gdzieś mam jeszcze upoważnienie od Lecha Kaczyńskiego, który był wtedy wiceszefem Solidarności. Do czasu, gry wyborów na szefa Solidarności nie wygrał Marian Krzaklewski, prowadziłem „Tygodnik” razem z Marią Giełżyńską i powiem, że to był jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Kiedyś Jarosław Kaczyński powiedział mi ze zdumieniem:

„Józek, Ty to lepiej ode mnie prowadzisz”.

Ładnie brzmi, ale jednak ja byłem zawodowym redaktorem, a Jarek był raczej redaktorem politycznym.

 

– O życiu redakcyjnym w „Tysolu” tamtego okresu krążyły legendy.

– Duża część z nich to prawda. Co tydzień np. urządzaliśmy spotkania programowe z najbliższą grupą ludzi braci Kaczyńskich. Siedzieliśmy na krzesłach przy ścianie, na środek wychodził najczęściej Lech i coś tłumaczył. Po chwili wychodził do niego Jarosław i obaj, dotykając się ramionami, wolno się obracali, chcąc wytłumaczyć to wszystkim i ten swoisty „taniec” był fantastyczny. Zazwyczaj było tak, że Leszek zaczynał, a kończyło się na wersji Jarka. Mieli ze sobą powiązania, których zwykli ludzie nie mają. Leszek był bardzo opiekuńczy wobec Jarosława.

 

– Były też próby przejęcia pisma przez lewicowy nurt opozycji i przez to „Tygodnik” miał bardzo trudno na rynku.

– To nie była próba przejęcia, tylko próba nieoddania, nieposzanowania decyzji Lecha Wałęsy o oddaniu pisma Jarosławowi Kaczyńskiemu. Pamiętam tamto oburzenie. I faktycznie „Gazeta Wyborcza”, która zaczynała od zera, bo pierwsza redakcja była gdzieś w przedszkolu, znalazła się pod ochroną rządu Tadeusza Mazowieckiego. Dostała siedzibę, papier, druk, pieniądze, dystrybucję. „Tygodnik” miał ogromny kłopot ze wszystkim. Kiedy chciałem w tamtym czasie przeprowadzić wywiad z Mazowieckim, to nie mógł uwierzyć, że ja z tego wrogiego tygodnika chcę z nim zrobić wywiad, i był przekonany, że nakłamię o nim. Był zdumiony, gdy zobaczył normalny wywiad.

 

– Skończyło się to bitwą na boisku.

– Wpadliśmy z Jurkiem Jachowiczem na pomysł, by pokazać, że nie we wszystkim mijamy się z „Gazetą Wyborczą”, poza tym znaliśmy tych ludzi, więc doszło do meczu piłkarskiego. To był krok samobójczy dla „Tysola”, ponieważ redakcja „Wyborczej” była z pięć razy większa od naszej i było tam bardzo dużo młodych facetów. Mecz się jednak odbył z przygodami. Przegrywaliśmy 3:0, a wszystko dlatego, że nasi najlepsi piłkarze, czyli Jacek Kurski i Piotrek Semka, mieli imprezę dzień wcześniej i w nienajlepszym stanie spóźnili się na pociąg z Gdańska do Warszawy, pojechali
następnym, zdążyli na drugą połowę i strzelili dwie bramki. Potem wszyscy poszliśmy na piwo. Michnik był wściekły, gdy się dowiedział, że jego ludzie pili piwo i grali w piłkę z wrogami. W 1991 roku zostałem wybrany na posła i rozstałem się z „Tygodnikiem Solidarność”. Wspominam bardzo dobrze tamten czas.

 

BIO:
Józef Orzeł – publicysta, w latach 1989–1991 redaktor „Tygodnika Solidarność”, szef działu związkowego, p.o. redaktor naczelny, prowadzi Klub Ronina.

 

Rozmowa pochodzi z wydania specjalnego „Solidarność i wolność słowa. 45 lat Tygodnika Solidarność”:

https://tysol.pl/tygodnik-solidarnosc/45-lat-tygodnika-solidarnosc,160946

 

Wydanie specjalne „Tygodnika Solidarność” jest dostępne w wybranych salonach prasowych sieci Empik, Kolporter, Garmond Press i GLM oraz w sklepie internetowym Solidarność.

https://www.solidarnosc.sklep.pl/pl/p/Tygodnik-Solidarnosc.-Wydanie-specjalne-nr-12026.-Solidarnosc-i-wolnosc-slowa%2C-45-lat-Tygodnika-Solidarnosc/197

[Śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji}

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.04.2026 12:27
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 13/2026, oprac. Ludwik Pęzioł