Szukaj
Konto

Michał Ossowski: Musimy tworzyć nowe formy przekazu, by dbać o dobro pracownika

11.04.2026 18:01
Michał Ossowski: Musimy tworzyć nowe formy przekazu, by dbać o dobro pracownika
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Marcin Żegliński | Licencja: Tygodnik Solidarność | Michał Ossowski
Komentarzy: 0
Objęcie funkcji redaktora naczelnego było dla mnie dużym wyzwaniem. Towarzyszył temu duży stres, bo nigdy wcześniej nie zajmowałem się dziennikarstwem. Z perspektywy tych ośmiu lat muszę powiedzieć, że trafiłem na fantastyczny zespół. Duża wola do współpracy, wzajemne wspieranie się, pozytywne podejście – to wszystko sprawiło, że mogliśmy się rozwijać i budować media, które zachowują swoją tożsamość, a jednocześnie pozostają bardzo otwarte – mówi Michał Ossowski, prezes Fundacji Promocji Solidarności w rozmowie z Marcinem Krzeszowcem.
Co musisz wiedzieć:
  • Michał Ossowski wskazuje, że Tygodnik Solidarność mimo licznych zmian technologicznych i rynkowych zachował swoją tożsamość oraz misję obrony spraw pracowniczych i niezależności medialnej.
  • Rozwój portalu Tysol.pl i nowych kanałów pokazuje, że przyszłość mediów związkowych opiera się na dywersyfikacji i dostosowaniu do cyfrowego świata - wyjaśnia rozmówca.
  • Stawia też diagnozę, że największym wyzwaniem współczesnych mediów jest chaos informacyjny, dlatego kluczowe stają się wiarygodność, pogłębiona analiza i odpowiedzialność za przekaz.

Marcin Krzeszowiec (Tygodnik Solidarność): Panie Prezesie, Tygodnik Solidarność świętuje w tym roku 45. urodziny. Od 3 kwietnia 1981 roku upłynął szmat czasu: Polska przeszła z komunizmu do demokracji, a w sferze medialnej telewizja musiała w dużej mierze ustąpić pola nowym mediom internetowym. Jak przez te lata zmieniał się Tygodnik?

Michał Ossowski (prezes Fundacji Promocji Solidarności): Zmieniliśmy się pod wieloma względami, ale na pewno pozostaliśmy wierni wartościom, które towarzyszyły Tygodnikowi przez 45 lat. Te wartości to troska o sprawy pracownicze, o człowieka pracy, o obywatela i o Polskę, w której żyjemy. I to na pewno się nie zmieni. Natomiast to co uległo zmianie przez te cztery dekady, to na pewno szata graficzna, skład redakcji, dziennikarze, a także doraźne kwestie, w których zabieraliśmy głos. Tygodnik Solidarność musi podążać za zmianami na świecie, w kraju, na rynku pracy, dlatego staramy się być na bieżąco z najnowszymi trendami. Trzeba również nadmienić, że Tygodnik Solidarność był prekursorem wolnych mediów w Polsce. To była pierwsza niezależna od władz gazeta i prawdziwy głos Polaków. Myślę, że wszystkim redaktorom naczelnym przyświecał ten właśnie cel, aby tak pozostało i żeby Tygodnik zachował swoją niezależność. Jestem przekonany, że tak się dzieje do dzisiaj.


– Ważną cezurą było pojawienie się portalu Tysol. Jaką pozycję na rynku zajmuje dziś to medium, które poza informacjami ze sfery polityki, musi także docierać do czytelników z głosem NSZZ “Solidarność”?


– Portal zaczęliśmy budować na przełomie 2014 i 2015 roku. Początkowo była to w zasadzie strona internetowa Tygodnika Solidarność z informacjami. Później wspólnie z redaktorem naczelnym Cezarym Krysztopą podjęliśmy się misji stworzenia portalu internetowego. Mieliśmy wówczas zaledwie kilkadziesiąt tysięcy odsłon miesięcznie, ale z biegiem czasu portal rósł w siłę i rozwijał się. Dzisiaj znajdujemy się w czołówce największych portali w Polsce, co świadczy o tym, że ludzie chętnie nas czytają. Otrzymujemy też dużo sygnałów, że czytelnicy są zadowoleni i identyfikują się z naszym portalem.

Mogę powiedzieć, że już wkrótce pojawi się nowa odsłona Tysola, nad którą obecnie pracujemy. Media elektronicznie zmieniają się bardzo dynamicznie i wymagają relatywnie często dostosowania ich do najnowszych trendów. W przypadku nowego portalu chodzi nam nie tylko o zmianę szaty graficznej, ale o kompletną przebudowę. To często są rzeczy niewidoczne dla czytelnika, ale one bardzo pomagają portalowi i wspierają dziennikarzy w ich pracy.

 

Największe wyzwanie

– Rzeczywistość zawsze weryfikuje nasze założenia i domysły. Pamięta Pan jak w 2018 roku zastąpił Ewę Zarzycką na stanowisku redaktora naczelnego i jak z upływem czasu zmieniło się pańskie podejście i zapatrywania na pracę w mediach?

– Przede wszystkim samo objęcie funkcji redaktora naczelnego było dla mnie dużym wyzwaniem. Towarzyszył temu duży stres, bo nigdy wcześniej nie zajmowałem się sensu stricto dziennikarstwem. Był on tym większy, że Tygodnik Solidarność to gazeta z wielką tradycją. Na jej czele stały wcześniej takie persony jak Jarosław Kaczyński czy Tadeusz Mazowiecki. I tutaj nagle dołączyłem do nich także i ja.
Pamiętam, że na pierwszym kolegium powiedziałem otwarcie: proszę was, jako redakcję o wsparcie, bo nie jestem dziennikarzem.

Z perspektywy tych ośmiu lat muszę powiedzieć, że trafiłem na fantastyczny zespół. Duża wola do współpracy, wzajemne wspieranie się, pozytywne podejście i otwartość na zmiany – to wszystko sprawiło, że mogliśmy się rozwijać i budować media, które zachowują swoją tożsamość, a jednocześnie pozostają bardzo otwarte. Pamiętam wiele takich kolegiów, na których dyskusje redakcyjne były burzliwe, emocjonalne, gdzie dochodziło do wymiany poglądów, a ja starałem się, żeby potem te wszystkie głosy wybrzmiewały w Tygodniku. Oczywiście trzeba było to zbilansować, aby nie odchodzić od wartości, bo one są fundamentalne, ale też starałem się uwzględnić tę różnorodność poglądów. To nie było łatwe, bo emocje często były ogromne i często trzeba było godzić wiele przeciwstawnych spojrzeń na tą samą kwestię, ale mam nadzieję, że przynajmniej w części to się udawało.

 

– Czy Pana zdaniem konkurencja jest dzisiaj trudniejsza niż jeszcze 20 lat temu, gdy popularnością cieszyły się gazety i kilka dużych stacji telewizyjnych? Dzisiaj rynek jest bardziej rozdrobniony, pojawiło się wielu indywidualnych twórców i dziennikarzy z prywatnymi kanałami na YouTubie.

– Trudno powiedzieć, czy konkurencja jest dziś trudniejsza, bo to dość szerokie pojęcie. Na pewno jest inaczej, bo rynek bardzo się zmienił. Dwadzieścia lat temu dominowała prasa pisana plus radio i telewizja. To dzienniki były głównym przekaźnikiem informacji, jeśli chodzi o prasę, a w sklepach można było nabyć również tygodniki, miesięczniki i kwartalniki.

Po pojawieniu się mediów internetowych dzienniki straciły swoją rolę. To portale informują dziś o tym co się dzieje na świecie. Tygodniki natomiast stały się bardziej publicystyczne i analizujące rzeczywistość – ich rola informacyjna znacznie spadła. Jak Pan zauważył, na rynku medialnym popularni stali się także indywidualni twórcy. To nie tylko dziennikarze, ale również politycy, artyści czy nawet zwykli obywatele, którzy na co dzień nie parają się dziennikarstwem.

To, że dzisiaj dziennikarzem może zostać każdy, doprowadziło do pewnego chaosu w ocenie tego, które źródła są wiarygodne, a które nie. W dalszym kontekście pojawiła się sztuczna inteligencja i możliwość generowania treści, obrazów i filmów, co jeszcze mocniej skomplikowało i utrudniło weryfikację treści. Przykładem są rzekome nagrania z Kamczatki, na których pojawiały się kilkunastometrowe zaspy śniegu, a które okazały się fejkiem wytworzonym przez AI.

To wszystko utrudnia ocenę rzeczywistości i w tym widzę największe wyzwanie oraz rolę współczesnych mediów, aby potrafiły one ten system uporządkować. Media muszą w tej bardzo intensywnej i różnorodnej przestrzeni zachowywać wiarygodność i dostęp do rzetelnej, wiarygodnej informacji. Musza oprzeć się pokusie, by nie uciekać się do informacji szybkiej i clickbaitowej.

 

Kolejnych 45 lat

– A jaki jest pomysł na to, żeby Tygodnik Solidarność wpasował się w nowe trendy i żeby głos Związku był w nich słyszalny?

– Pomysłem jest dywersyfikacja i budowa nowych kanałów informacyjnych. Od 10 lat budujemy portal Tysol.pl, ale wchodzimy i będziemy rozwijać kanały YouTubowe. To są formaty, które przenoszą media Solidarności w przyszłość i to jest kierunek, który trzeba realizować i tą drogą będziemy szli.

Trzeba jednak podkreślić, że Tygodnik Solidarność jako tradycyjny środek przekazu, z wielką historią i z wielkim bagażem doświadczeń jest fundamentalnym medium dla Związku. To na łamach Tygodnika można odnaleźć trochę spokoju i miejsce na pogłębioną publicystykę. To był także mój cel jako redaktora naczelnego, żeby Tygodnik Solidarność opisywał rzeczywistość głębiej niż portale internetowe czy inne tytuły prasowe, które często koncentrowały się na treściach newsowych. My zawsze budowaliśmy narracje wokół tematu numeru, czyli kluczowego problemu, który potem staraliśmy się opisać w sposób jak najbardziej merytoryczny. I to moim zdaniem nie powinno się zmieniać.

 

– Tygodnik jako gazeta nie zniknie z rynku?

– Absolutnie nie. Tygodnik Solidarność świętuje dziś 45 lat i życzymy sobie przynajmniej kolejnych tylu. Będzie się oczywiście zmieniał, bo musi nadążać za nowymi czasami, ale nie zniknie z rynku, będzie istniał i jestem przekonany, że jeszcze wiele razy usłyszymy o Tygodniku Solidarność w jak najbardziej pozytywnym kontekście.

 

O dobro pracowników

– W ubiegłym roku Tygodnik połączył się z Fundacją Promocji Solidarności. To zmiana czysto organizacyjna?

– To nie była zmiana czysto organizacyjna. To był zabieg w pełni świadomy i zaplanowany. Media związkowe muszą się rozwijać i zajmować coraz większą przestrzeń w życiu publicznym, bo tego potrzebuje Solidarność i pracownicy, żeby ich głos był słyszalny. Dzisiaj nie mamy zbyt wiele mediów, które w sposób rzetelny i merytoryczny informują o problemach pracowniczych. Większość z nich koncentruje się na sprawach wielkiej polityki, show-biznesu i pop-kultury. A w zasadzie nie mamy na rynku mediów, które wprost stawiają sobie za cel dbanie o dobro pracownika - my mamy taki cel i żeby go zrealizować musimy tworzyć nowe formy przekazu. Chodzi o kampanie społeczne i medialne, a do tego fundacja nadaje się znacznie lepiej, niż spółka, której zadaniem jest prowadzenie działalności komercyjnej.

Media związkowe nie są nastawione głównie na zysk – ich podstawowym celem jest ochrona praw pracowniczych, dbanie o sprawy społeczne i jak najszersze informowanie opinii publicznej o tym, co dzieje się na rynku pracy. Musimy pokazywać, gdzie są zagrożenia, a gdzie dzieje się coś pozytywnego, żeby z jednej strony uświadamiać społeczeństwo, a z drugiej strony zapewnić ochronę pracownikom i związkowcom narażonym na negatywne działania czy to ze strony pracodawcy czy ze strony rządzących.

 

– Po ośmiu latach pełnienia funkcji redaktora naczelnego przyszedł czas na zmiany. Czym będzie się Pan teraz zajmował jako Prezes Fundacji Promocji Solidarności?

– Pod kątem mediów będę zajmował się ich rozwojem, dystrybucją treści i właśnie budową tych nowych kanałów, o których przed chwilą wspominałem. Chcemy zrealizować duże projekty, a one wymagają większej uwagi i czasu, aby je wdrożyć. I to będzie głównie moje zadanie. Natomiast jestem, byłem i nadal będę blisko Tygodnika Solidarność. Na pewno będę kibicował redakcji, żeby odnosiła jak największe sukcesy i żeby Tygodnik dalej był dumą Związku, tak jak to miało miejsce przez ostatnie 45 lat.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 11.04.2026 18:01
Źródło: Tygodnik Solidarność wydanie specjalne 1/2026, oprac. Ludwik Pęzioł