Porwanie samolotu, SB i tajna operacja "Walet". Kulisy walki z "Tygodnikiem Solidarność"

- Tygodnik Solidarność od początku był środowiskiem pluralistycznym, łączącym różne nurty, co ukształtowało jego unikalny charakter i znaczenie w debacie publicznej.
- Pomimo wewnętrznych sporów i presji ze strony władz PRL, redakcja zachowała niezależność i odporność na infiltrację.
- Autorka zaznacza, że kluczową ideą pisma była wolność słowa.
Ucieczka
Tak się jednak nie stało za sprawą 25-letniego gońca „Tygodnika Solidarność” Jerzego Dygasa, który postanowił uciec z Polski. Dygas sterroryzował załogę samolotu za pomocą wniesionego na pokład granatu (bez zapalnika) i zmusił pilota do skierowania lotu na lotnisko Tempelhof w Berlinie. Tam faktycznie samolot wylądował kilka minut po godzinie dziewiętnastej.
Niestety, po wyjściu z samolotu Dygas został oskarżony o terroryzm, a sąd skazał go na pięć i pół roku więzienia. Jego ucieczka miała jednak konsekwencje nie tylko dla niego, ale dla całej redakcji „TS”. A redakcja pisma była wypadkową różnych idei, doświadczeń i wizji.
Inteligencja katolicka
Redakcja „Tygodnika Solidarność” od początku stanowiła środowisko niezwykle zróżnicowane pod względem doświadczeń zawodowych i formacji ideowej. Tworzyli ją zarówno intelektualiści wywodzący się z opozycji demokratycznej i środowisk drugoobiegowych, jak i dziennikarze o dużym dorobku w prasie oficjalnej PRL, którzy w momencie przełomu 1980 roku zdecydowali się zaangażować w projekt niezależnego pisma związkowego.
Silną reprezentację miało środowisko inteligencji katolickiej. Bohdan Cywiński, historyk idei i autor „Rodowodów niepokornych”, wnosił do redakcji refleksję nad tradycją polskiego zaangażowania obywatelskiego i etosem inteligencji. Podobnie było z Andrzejem Friszkem, badacz najnowszej historii i dziejów opozycji reprezentował nurt analityczny, zakorzeniony w myśleniu o ciągłości tradycji niepodległościowej i odpowiedzialności za państwo. Z prasą katolicką i środowiskami inteligenckimi związani byli także m.in. Artur Hajnicz, Stanisława Domagalska czy Małgorzata Niezabitowska, która w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów pełniła funkcję rzecznika prasowego Solidarności. Ten nurt wnosił do pisma wrażliwość etyczną, akcent na prawa człowieka oraz przekonanie o konieczności łączenia wolności z odpowiedzialnością moralną.
Opozycja
Drugim ważnym filarem byli działacze opozycji demokratycznej i środowisk niepodległościowych. Krzysztof Wyszkowski, wywodzący się z Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, reprezentował nurt jednoznacznie antykomunistyczny i niepodległościowy.
– Zatelefonował do mnie Tadeusz Mazowiecki i powiedział, że organizuje tygodnik i chce, bym mu pomógł. Uznał, że powinien w redakcji być ktoś, kto był w środku wielkiego strajku i organizował opozycję, a ja zakładałem Wolne Związki Zawodowe i byłem Współzałożycielem Komitetu Obywatelskiego w Gdańsku. Cywiński, Kuczyński i Mazowiecki byli ludźmi z zewnątrz, w strajku nie byli stroną, tylko pośrednikami między komunistami a nami
– mówił kilka lat temu w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” sam Krzysztof Wyszkowski.
Z opozycją i drugim obiegiem związani byli również m.in. Piotr Rachtan oraz część młodszych współpracowników redakcji. W ich przypadku doświadczenie konspiracyjnej pracy wydawniczej i działalności organizacyjnej przekładało się na silne przekonanie o potrzebie niezależności mediów od władzy państwowej.
Dziennikarze
Istotną grupę stanowili także dziennikarze z wieloletnim stażem w prasie oficjalnej, którzy wnieśli do „TS” wysoki poziom warsztatowy i znajomość mechanizmów funkcjonowania mediów w PRL. Kazimierz Dziewanowski, były korespondent zagraniczny, dysponował szeroką perspektywą międzynarodową. Ernest Skalski oraz inni publicyści o podobnym rodowodzie przechodzili ewolucję ideową – od funkcjonowania w systemie do coraz bardziej wyraźnego dystansu wobec jego ograniczeń. Ich obecność sprawiała, że pismo łączyło zaangażowanie z profesjonalizmem redakcyjnym.
Nurt reformatorski
Ważnym elementem profilu ideowego redakcji był także nurt reformatorski w myśleniu o gospodarce i państwie. Waldemar Kuczyński, ekonomista i były członek PZPR usunięty za krytykę polityki władz, reprezentował przekonanie o konieczności głębokiej przebudowy systemu gospodarczego w kierunku większej racjonalności, samorządności i podmiotowości pracowników. Ten typ myślenia – realistyczny, ekspercki, a zarazem krytyczny wobec centralizmu – był istotny dla programowej debaty toczącej się na łamach pisma.
Różnice i wspólne mianowniki
„Najtrudniejszym problemem było ułożenie stosunków tworzącej się redakcji ze środowiskiem Komitetu Samoobrony Społecznej «KOR», które boleśnie odczuło odebranie mu prawa pierwszeństwa w tworzeniu pisma, z Mazowieckim zaś miało konflikt ciągnący się od Sierpnia. Wejścia do redakcji czy nawet podjęcia z nią współpracy już na wstępie odmówiło wiele ważnych osób z tego kręgu. Jednocześnie jednak – według informacji SB – Jacek Kuroń uważał, że współpraca z powstającym «Tygodnikiem Solidarność» jest potrzebna, kilka osób powinno wejść do zespołu. Zastanawiał się też nad możliwością współpracy «Tygodnika» z wydawanym poza cenzurą «Robotnikiem»”
– pisał Andrzej Friszke.
Całość tworzyła środowisko pluralistyczne, w którym spotykały się różne biografie: opozycjonistów, intelektualistów katolickich, reformatorów wywodzących się z systemu oraz doświadczonych dziennikarzy mediów państwowych. Wspólnym mianownikiem była zgoda co do potrzeby wolności słowa, podmiotowości społeczeństwa oraz obrony praw pracowniczych i obywatelskich. „Tygodnik Solidarność” stał się dzięki temu nie tylko organem związku zawodowego, ale także jednym z najważniejszych forów debaty ideowej okresu karnawału Solidarności – miejscem, w którym krystalizowały się koncepcje przyszłego ładu politycznego i społecznego w Polsce.
– Czytelnikiem [„TS”] miał być chłop, emerytka, student i jego profesor. Wspólną cechą ich wszystkich i nas samych było to, że byliśmy bardzo wyczerpani peerelowskim zakłamaniem i potrzebowaliśmy prawdy jak powietrza
– wspominał Bohdan Cywiński, zastępca redaktora naczelnego.
– „Tygodnik” był w trudnej sytuacji, bo musiał służyć związkowi, a jednocześnie budzić zainteresowanie czytelników spoza związku, i znalazł sposób na połączenie tych dwóch kierunków
– mówił z kolei Krzysztof Wyszkowski.
Operacja Walet
Wróćmy do skromnego gońca Jerzego Dygasa. Jego śmiała ucieczka miała konsekwencje nie tylko dla niego, ale dla całego środowiska „Tygodnika Solidarność”. To, że „Tygodnik” od początku swego istnienia był obiektem obserwacji SB, nie stanowiło wówczas raczej dla nikogo tajemnicy. Dziś wiemy, że prowadzono wokół redakcji operację pod kryptonimem „Walet”.
„Choć formalne rozpracowanie «Tygodnika Solidarność» rozpoczęto w marcu 1981 r., to oczywiście działania SB skierowane przeciw niemu były prowadzone już znacznie wcześniej. Obserwowano bacznie proces kształtowania się redakcji, dyskusje nad profilem pisma czy poszukiwanie dla niego siedziby. Analizowano stosunki personalne w zespole redakcyjnym, status prawny i finansowy pisma czy zasady jego kolportażu. Uwadze SB nie uszły nawet takie szczegóły, jak szata graficzna i cena tygodnika”
– pisał Grzegorz Majchrzak na łamach „Biuletynu IPN”.
Wydarzenie z sierpnia 1981 roku stanowiło doskonały pretekst, by uderzyć w „Tygodnik” i spróbować zdyskredytować redakcję.
„Działania te miały obejmować m.in. emisję przez TVP filmów o porwaniach samolotów, oczywiście ze szczegółowym omówieniem «casusu Dygasa» (z wykorzystaniem materiałów obciążających go) i wyeksponowaniem faktu jego pracy w piśmie. Innym pomysłem było zorganizowanie transmitowanej przez telewizję (a jakżeby inaczej) konferencji prasowej w prokuraturze stołecznej. Kolejnym działaniem miało być wysyłanie listów «w imieniu szeregowych członków NSZZ ‘Solidarność’» potępiających «Tygodnik» z powodu niewłaściwego doboru kadr”
– pisał Andrzej Friszke.
Prawda jest taka, że była to dość desperacka próba, wobec tego iż SB nie udało się zwerbować do współpracy żadnej z kluczowych osób będących wewnątrz redakcji. Jak pisze Grzegorz Majchrzak, długo najcenniejszym agentem pozostawał tajny współpracownik „Bambus” (członek komisji zakładowej NSZZ „Solidarność” w „Interpressie”) mający jedynie pośrednie dotarcie do „Tygodnika”.
„Dopiero kilkanaście dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, 1 grudnia 1981 r., SB udało się zwerbować Jana Bohuszewicza, byłego redaktora technicznego w «Tygodniku Solidarność» (nadano mu pseudonim «Zygmunt»)”
– czytamy w analizie Majchrzaka.
„Milczenie równie wymowne jak zredukowane strony”
Redakcja ideowo była bardzo różnorodna. Mówił o tym m.in. Krzysztof Wyszkowski, opisując ludzi, którzy weszli w jej skład:
„[Byli] bardzo różni, np. Waldek Kuczyński, który w czasie strajku ciągle powtarzał, że słyszy chrzęst sowieckich czołgów. Wicenaczelnym został Bohdan Cywiński, z którym w czasie strajku miałem też starcie, ponieważ wydawało mu się, że ich rola jako doradców jest większa, niż myśmy to uznawali. Dla nas byli ludźmi, którzy mają nam doradzać, a nie współrządzić. Nie rozumiałem, jak Tadeusz Mazowiecki tworzy ten skład i skąd bierze tych ludzi”
– wspominał.
Stanowiła jednak dość zwarte środowisko, by uniemożliwić szerokie działanie bezpieki. Duża część jej pracowników po wprowadzeniu stanu wojennego i zawieszeniu wydawania „TS” zajmowała się pracą przy podziemnych drugoobiegowych pismach, a w 1989 roku, po reaktywacji pisma, w większości wróciła do pracy w „TS”. Dopiero zmiana redaktora naczelnego pociągnęła za sobą głębokie zmiany personalne składu reakcji.
Wcześniej, w pierwszym numerze „TS”, pisano w odezwie „Do Czytelników”:
„Pismo nasze podlega cenzurze. Ukazuje się ono na podstawie Porozumień Gdańskich i zostało utworzone zgodnie z zawartymi w nich ustaleniami. «Tygodnik» będzie zatem podlegał ograniczeniom, to prawda, za to nikt nie będzie mógł niczego nam narzucić. Czasami nasze milczenie będzie równie wymowne jak zredukowane strony”.
[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]
Wyszkowski: Płk SB miał pilnować w Moskwie premiera Tuska, aby nie zrobił nic wbrew ludziom starego układu

42 lata po stronie świata pracy. Przypominamy historię "Tygodnika Solidarność"
[Felieton „TS”] Karol Gac: A jednak morderstwo









