Marcin Bąk: Drożyzna, czas zaciskania pasa

Lata 90 – było niewesoło
Doskonale pamiętam a i wielu z czytelników tysola pamięta również, lata dziewięćdziesiąte. Z jednej strony był to heroiczny czas transformacji ustrojowej, nasze społeczeństwo uczyło się funkcjonować w warunkach gospodarki rynkowej i w warunkach demokracji. Powstawały partie polityczne, stowarzyszenia, rodziły się komercyjne media. Powstawały i upadały firmy, rodziły się wielkie fortuny. Ostatnia dekada tysiąclecia miała w naszym kraju także swoją mniej romantyczną, bardziej mroczną stronę. Upadały zakłady przemysłowe, zamierały całe gałęzie gospodarki. „Prywatyzowano” a jak się później miało okazać – uwłaszczano się często za bezcen, na fabrykach i zakładach, które mogły sobie jeszcze całkiem nieźle poradzić. Prawdziwa klęska dotknęła miejscowości, w których znajdowały się Państwowe Gospodarstwa Rolne. Z dnia na dzień setki a potem tysiące ludzi budziły się w swoistej ekonomicznej próżni. Nie inaczej było w miejscowościach, które związane były z jednym, dużym zakładem pracy, hutą czy fabryką, który w wyniku przemian ustrojowych kończył działalność. W jednej chwili tysiące ludzi, ich rodziny, dziesiątki mniejszych firm i zakładów powiązanych z zamykaną fabryką, „budziło się” w nowej rzeczywistości III RP. Tym, co wielu naszych rodaków poznało aż za dobrze z własnego doświadczenia, było bezrobocie i drożyzna.
Wtedy też związki zawodowe, na czele z Solidarnością, musiały stanąć do zupełnie innego zadania niż to, do jakiego były powoływane w latach osiemdziesiątych. Już nie walka z komuną, walka o prawa polityczne, lecz walka o prawa pracowników z prywatyzowanych lub likwidowanych zakładów. To była ciężka, nierówna walka. Media mające wtedy praktyczny monopol na kreowanie narracji, takie jak Gazeta Wyborcza, powtarzały opowieść liberalną – „ nie radzisz sobie na rynku? No trudno, to masz problem ale nie jest to problem nasz. Każdy pozostaje kowalem własnego losu!” To była trochę stracona dekada. Wielu naszych rodaków żyło, co tu dużo mówić, w biedzie. Pieniądze szczęścia nie dają, to rzecz pewna ale dotkliwy brak pieniędzy, gdy nie ma na opłaty rachunków, gdy brak na ubrania dla dzieci i podręczniki do szkoły – jest upokarzający.
Widmo drożyzny krąży nad Europą?
Czy lata dziewięćdziesiąte mogą się powtórzyć? Na pewno nie w skali jeden do jeden. Polska i Polacy są już w zupełnie innym miejscu. Zmieniła się struktura gospodarcza kraju, mimo że przebywaliśmy długi czas w strefie niskich płac to jednak udało nam się jako społeczeństwu wzbogacić. Nie jesteśmy wciąż tak bogaci jak mieszkańcy Niderlandów czy Luksemburga niemniej wielu polskim rodzinom udało się wejść w posiadanie jakiś nieruchomości czy odłożyć jakieś oszczędności. Z drugiej strony, informacje podawane od czasu do czasu w mediach wskazują, że nadal około 40 procent naszych rodaków wciąż nie posiada żadnej „poduszki” finansowej i dla nich utrata prac staje się natychmiast poważnym wyzwaniem. Święta, które są już za nami, były jednym z kilku w ostatnich miesiącach sygnałów ostrzegawczych, że sytuacja ekonomiczna może zmierzać w stronę, której byśmy sobie nie życzyli. Wiele czynników składa się na ogólnie nie najlepsze prognozy dla naszych kieszeni. Ceny paliw rosną i to niezależnie od sytuacji związanej z Zatoką Perską oraz huśtawką nastrojów, fundowaną giełdom przez zwaśnione strony konfliktu. Mimo zapowiedzi łatwego obniżenia ceny benzyny do słynnej wartości 5,19 za litr, premier jakoś nie może sobie z tym poradzić. Ceny benzyny i oleju napędowego przekładają się bezpośrednio lub pośrednio na ceny WSZYSTKIEGO, to wie nawet dziecko. Z tej strony czeka nas więc drożyzna a nie jest to koniec złych wiadomości. Rząd osiąga rekordy jeśli chodzi o deficyt budżetowy, zadłużanie państwa czyli nas wszystkich idzie w zaskakującym, szybkim tempie. Przed nami kolejne „atrakcje” związane z systemem ETS czy wejściem w życie umowy z Mercosur.
Co zatem powinni robić zwykli ludzie, tacy jak ja i Szanowni Czytelnicy, którzy nie mamy wpływu na decyzje rządzących?
Na pewno rozsądnie gospodarować środkami budżetu domowego, rozważnie podejmować decyzje, ograniczać wydatki. Nie jest rzeczą mądrą w najbliższym czasie zaciąganie jakiś wielkich zobowiązań kredytowych, rozłożonych na długie lata, tym bardziej, że te długie lata mogą być bardzo niespokojne. Drożyzna pukająca do naszych domów to także poważne wyzwanie dla rządzących. Cokolwiek by nie mówiły media im przyjazne, jakkolwiek sprawna by nie była rządowa propaganda, chude portfele przemawiać będą do umysłów Polaków silniej niż tysiące słów. Trzeba pamiętać, że przed nami rok wyborczy i jeśli będzie on przebiegał w cieniu drożyzny, to na pewno odciśnie się na ostatecznym wyniku wyborów. Zapowiada się zatem ciekawy, choć trudny zarazem czas.
Podwójne ceny paliwa na Słowacji. Cudzoziemcy zapłacą więcej
Ceny paliw ostro w górę. Polacy domagają się reakcji rządu
Tusk szykuje rekonstrukcję rządu. Do listy dodano Hennig-Kloskę
Nieoficjalnie: zmiany w rządzie Donalda Tuska przed wakacjami

TVN do Czarnka: „Jak obniżymy ceny paliwa, ludzie je wykupią”









