Tȟašúŋke Witkó: Bezzębna Europa

Zresztą, wszyscy oni mogą pleść swoje androny całkowicie bezkarnie, gdyż wiedzą, że nikt i nigdy ich z tego nie rozliczy. Robią podobne rzeczy, bo mogą! I szlus!
Dzielenie skóry na perskim niedźwiedziu
13 kwietnia 2026 roku, w poniedziałek, tytuły prasowe znad Sekwany i Tamizy przyniosły informację, że przywódcy Francji i Wielkiej Brytanii zorganizują międzynarodową konferencję, podczas której obędzie się debata uczestniczących w niej państw o przywróceniu żeglugi w cieśnie Ormuz. Źródłem owej wieści był sam Emmanuel Macron i najprawdopodobniej również Pałac Elizejski zaanonsował, że – w schyłkowym okresie orężnego starcia izraelsko-amerykańsko-irańskiego – zostanie utworzona misja, w domyśle militarna, mająca zapewnić bezpieczeństwo transportu kopalin energetycznych przez ów strategiczny przesmyk morski, obecnie kontrolowany przez Teheran… za pomocą rakiet. Wojowniczy Francuz nadmienił, że jego kraj wysłał na Morze Śródziemne – a dokładniej w rejon Bliskiego Wschodu – lotniskowiec, w towarzystwie dziesięciu okrętów wojennych, a całą tę armadę osłaniać ma aż pół setki samolotów.
Po tym obwieszczeniu prezydenta V Republiki, na scenie pojawiły się persony znające wszystkie arkana wojen powietrznych i morskich, prezentując szerokiej publiczności możliwe scenariusze – poziomem merytorycznym najczęściej zbliżone do science fiction – zaszachowania Persów przez uczestników owego zbrojnego przymierza. Sprawa pęczniała – na szczęście dla wszystkich, wyłącznie w telewizyjnych i radiowych studio – aż do 19 kwietnia roku 2026, kiedy w niedzielny wieczór gruchnęła wieść, że Iran do kolejnej tury rozmów pokojowych z USA nie zasiądzie. Już teraz Państwo wiecie, dlaczego przywołałem wartość zera absolutnego na otwarciu felietonu, prawda?
Europa, gnuśny bezzębny twór
Po informacji z Teheranu wszyscy w Europie zamilkli, bowiem wyszło, jak Stary Kontynent jest bezradny w podobnych sytuacjach. Zniknął Emmanuel Macron i zamilkł Keir Starmer – dwaj główni macherzy od planowania Trafalgaru i Midway trzeciej dekady XXI wieku. Uspokoili się kanapowi wyznawcy bogini Bellony, bowiem wyszło, że jedno przeczące pokręcenie głową przez brodacza w turbanie odsyła ich napoleońskie plany i analizy na wysypisko śmieci. Indywiduum klecące niniejszy tekst zaskoczone nie było, bowiem zdawało sobie sprawę, że nasz rejon świata jest gnuśnym bezzębnym tworem, z którym już nikt się
nie liczy. I tak będzie dalej, jeśli nie wyzwolimy się spod mentalnych oków Brukseli. Rozbiorą nas i zdewastują Azjaci, mahometanie oraz Murzyni, bowiem wciąż nie budujemy hut topiących stal na czołgi, a dalej zajmujemy się śladem węglowym i innymi ideologicznymi bzdurami. Przykre to moje dumanie i smutne, ale, niestety, prawdziwe. Dla zobrazowania dzisiejszej słabości Europejczyków dodam, że raptem 85 lat temu, w sierpniu roku 1941, Wielka Brytania wspomagana przez Związek Radziecki, w ciągu trzech tygodni była w stanie zająć strategiczne obiekty w Iranie i narzucić Teheranowi zawieszenie broni wyłącznie na swoich warunkach. Dokąd zaszliśmy przez ten czas? Niestety, w ciemny, niebezpieczny i ślepy zaułek, a droga powrotna – jeśli kiedyś nadejdzie – będzie bolesna, głównie ekonomicznie, i, oby, nie doszło do rozlewu krwi, bowiem lobbyści i ich służki na stanowiskach łatwo władzy oddać nie będą chcieli…
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 24 kwietnia 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]
