Szukaj
Konto

Zdradzone słowo honoru i polityczny skandal przed Dniem Wyklętych

27.02.2026 19:11
Tadeusz Płużański
Źródło: Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska
Komentarzy: 0
Historia kpt. Emilii Malessy to opowieść o wierze w honor, zdradzie komunistycznej bezpieki i dramatycznych konsekwencjach decyzji podjętych w imię ratowania podziemia. Dziś powraca w sporze o pamięć Żołnierzy Wyklętych.
Co musisz wiedzieć

 

Pułkownik bezpieki Józef Goldberg-Różański ręczył jej "oficerskim słowem honoru", że żadna z ujawnionych osób nie zostanie aresztowana. Jeśli nie pójdzie na ugodę - argumentował dalej ubek - "będzie odpowiedzialna za mordownię".

Urodzona 26 lutego 1909 r. w Rostowie Emilia Malessa, "Marcysia" - kapitan AK oraz powojennego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość - uwierzyła, wychowana w świecie wartości, w którym słowo honoru coś znaczyło. Jej obaj dziadowie walczyli w powstaniu styczniowym. Dwóch z trzech braci zginęło w wojnie polsko-bolszewickiej (trzeci - Julian walczył potem w II wojnie światowej).

Pułkownik NKWD Jurij Nikołaszkin skarcił Różańskiego:

"Co to znaczy, że ty dałeś słowo honoru? Jeśli dałeś, to znaczy ono było twoje, a jak było twoje, to możesz je odebrać".

Różański rozpoczął aresztowania WiN-owców. Osadzona w katowni bezpieki przy ul. Rakowieckiej 37 zrozpaczona "Marcysia" podjęła głodówkę. Jednak to nie ona wymyśliła ujawnienie polskich niepodległościowców. Działała na wyraźny rozkaz swojego dowódcy, płk. Jana Rzepeckiego - prezesa I zarządu WiN. Bo to Rzepecki, już po 24 godzinach od uwięzienia, ujawnił ludzi, archiwa, fundusze. Stefan Korboński (ostatni delegat Rządu na Kraj, podwładny Rzepeckiego) wspominał:

"To pierwszy wypadek masowego ujawnienia podwładnych, dokonany przez przełożonego, bez ich wiedzy i zgody".

Łże-ustawa na dzień Wyklętych

W procesie sztabu głównego WiN kpt. Malessa dostała dwa lata więzienia. Potem Bierut całkowicie ją ułaskawił.

"Mogła być natychmiast zwolniona, [ale] nie chciała opuścić więzienia"

- wspominała współwięźniarka Ruta Czaplińska.

- Wyszła wreszcie parę miesięcy potem i swoją walkę prowadziła już na wolności, wierząc, że będzie mogła więcej osiągnąć". Protestowała, pomagała aresztowanym i ich rodzinom.

Była "kobietą nie tylko wielkiej urody, ale i takiej samej inteligencji, jak i wpływów"

- pisał o niej historyk Cezary Chlebowski. W Powstaniu Warszawskim została odznaczona Virtuti Militari. Po 1945 r. nadal kierowała komórką łączności zagranicznej polskiego podziemia. Ale w kwietniu 1949 r., kiedy podjęła kolejną głodówkę - przechodnie na ul. Rakowieckiej widzieli ją skuloną pod więziennym murem. Bezsilna, obarczona poczuciem winy, odrzucona przez część środowiska AK, które oskarżało ją o zdradę, 5 czerwca 1949 r. popełniła samobójstwo. A Rzepecki? Po wyjściu na wolność służył w komunistycznym LWP, ZBoWiD-zie, w 1956 r. poparł Gomułkę, w końcu został historykiem i pisał książki…

Ta historia ma jednak swoją dzisiejszą - skandaliczną - kontynuację. Właśnie towarzysz marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty dopuścił do procedowania w Sejmie projektu ustawy przyznającej odszkodowania "ofiarom" Żołnierzy Wyklętych. Towarzyszka posłanka Anna Maria Żukowska, prezentując tę łże-ustawę, mówiła o wypłacie 50 tys. złotych

"osobom, które doznały uszczerbku na zdrowiu oraz członkom rodzin ofiar, które zginęły".

To naplucie w twarz kpt. Emilii Malessie i innym wyklętym przez komunistów Żołnierzom Niezłomnym. I to w przededniu Ich tragicznego święta - Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych!

[Tytuł, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Tadeusz Płużański
Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.02.2026 19:11
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 8/2026