Dlaczego 40% Polaków może utknąć w biedzie i jak temu zapobiec - rozmowa z ekspertem
Co musisz wiedzieć:
- Zdaniem rozmówcy ograniczanie bezrobocia w Polsce zależą głównie od reformy edukacji publicznej.
- Dr Waldemar Jakubowski ostrzega też, że degradacja systemu edukacji grozi pogłębianiem podziałów społecznych.
- Ponadto, wskazuje, że zapobieganie bezrobociu wymaga projektowania rozwoju lokalnego i systemowego przekwalifikowania pracowników.
Jakub Pacan (Tygodnik Solidarność): Wraz z Polskim Towarzystwem Cyfrowym oświatowa Solidarność prowadziła badania dotyczące scenariuszy dla edukacji do 2040 roku. Wynika z nich, że polem, na którym rozegra się przyszłość pracy, jest edukacja.
Dr Waldemar Jakubowski (przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”): Tak, edukacja jest tym polem, na którym rozegra się przyszłość naszego kraju, ponieważ to szkoła przygotowuje przyszłe kadry do obsługi państwa. W istocie gra toczy się o szeroko dostępną, wysokiej jakości edukację publiczną. Są dwa scenariusze. Pierwszy zakłada nowoczesną, odpowiadającą na wyzwania cywilizacyjne edukację, która sprzyja rozwojowi indywidualnych talentów. Przygotowuje uczniów do samodzielnego i ciągłego poszukiwania wiedzy, jest nastawiona na większą indywidualizację. Z drugiej strony jest szkoła zmierzająca w stronę placówki terapeutyczno-socjalnej, nieefektywnej. Właściwą rolę edukacyjną przejmują placówki niepubliczne, ekskluzywne i za duże pieniądze, kształcące jednak tylko wąską grupę społeczeństwa.
Bez reformy edukacji publicznej czeka nas podział społeczeństwa na kasty, między którymi przepływy będą bardzo utrudnione. 5–10% elity będzie zarabiać ogromne pieniądze, około połowy ludzi pracujących w usługach pozostanie w średniej medianie zarobków i niestety około 40% będą to osoby zmarginalizowane osiągające połowę średniej mediany, skazane na pomoc społeczną.
– W epoce industrialnej zasobem strategicznym były (są) surowce, w epoce cyfrowej zasobem strategicznym są informacja i wiedza. Transformacja edukacji i gospodarki od jednego do drugiego to mentalnie w polskich warunkach przewrót kopernikański. Czy elity rządzące są na to przygotowane?
– Absolutnie nie. Gdy rozmawiam o tym z przedstawicielami klasy politycznej, to mam wrażenie, że nie do końca to do nich dociera. Zgadzają się co do generaliów, ale nie mają świadomości, jak głęboka będzie to zmiana.
- Zarobki Książulo. Te kwoty przyprawiają o zawrót głowy
- Burza w Tańcu z Gwiazdami. Ta decyzja zaskoczyła widzów
- Komisja Wenecka akceptuje segregację sędziów. Ekspert: To przekracza granicę, której przekraczać nie wolno
- Netanjahu: "wiele wskazuje, że najwyższego przywódcy Iranu Alego Chamenei już nie ma"
Jak zmniejszyć "Klasę C"
– „Z jednej strony obserwujemy postępującą degradację systemu edukacji publicznej oraz trwałą niekonkurencyjność instytucji szkolnictwa wyższego, z drugiej zaś – ambitną strategię budowy gospodarki opartej na innowacyjnych produktach o zasięgu globalnym”. To klucz do rozmów o bezrobociu w niedalekiej przyszłości?
– Tak, na problem bezrobocia można patrzeć z różnych stron. Z jednej – to gaszenie pożarów, walka o istniejące miejsca pracy, to robi NSZZ „Solidarność” i to rola związków zawodowych. Z drugiej – trzeba myśleć, jak zapobiegać bezrobociu w niedalekiej w końcu przyszłości. Uważam, że samo gaszenie pożarów już nie wystarcza, my musimy projektować przyszłość. Zmiany technologiczne są tak ogromne, cyfryzacja tak głęboko ingeruje w niemal wszystkie dziedziny gospodarki, że na naszych oczach masowo znikają pewne zawody i pojawiają się nowe. Dzisiaj dostęp do wiedzy jest tak powszechny, że można wykształcić się poza formalnym szkolnictwem w bardzo wielu dziedzinach i zyskać odpowiednie certyfikacje. Dostęp jest, ale chodzi o to, by ktoś chciał i potrafił z tego skorzystać. Trzeba mu dać świadomość, że będzie musiał z tego korzystać i podnosić, zmieniać kwalifikacje, przez całe życie.
– W gospodarce opartej na wiedzy system merytokratyczny jest bezwzględny: 8–12% „Innowatorów” z nowych technologii ma dochody 250–350% mediany krajowej. 50–55% „Wykonawców” z administracji i usług to 80–120% krajowej, Klasa C: 33–40% „Wykluczonych” bezrobotnych ma miesięczne 35–55% krajowej.
– Klasa C jest zmarginalizowana, żyje z pomocy społecznej w różnej formie, nie potrafi odnaleźć się w zmieniającej się rzeczywistości, jest niemoblina. Co więcej, szanse na przedostanie się z Klasy C wyżej wynoszą 2%. To swego rodzaju powrót do sytuacji ludzi, którzy żyli w upadłych PGR-ach w latach 90. XX wieku. Pamiętamy te obrazki. Z kolei Klasa A to osoby, które same zadbały o swoje wykształcenie. Ich sukces w dużej mierze wynika z edukacji pozaformalnej. Sami zdobywali mikrocertyfikacje potrzebne w ich dziedzinach aktywności zawodowej. Są to często uprawnienia i kompetencje nieujmowane nawet w formalnym systemie edukacyjnym w Polsce, jednak bardzo ważne z punktu widzenia określonych specjalności i dziedzin gospodarki.
– Co zatem zrobić, by Klasa C była jak najmniejsza?
– Trzeba poważnie przedyskutować w Polsce szkolnictwo zawodowe. U nas ciężar dyskusji skupiony jest bardziej na szkolnictwie ogólnym. Jasne, trzeba mieć ogólną wiedzę, nikt tego nie podważa, ale mamy coraz większy kryzys w szkolnictwie zawodowym, a ono wydaje się kluczowe nie tylko, jeśli chodzi o dobrze funkcjonującą gospodarkę, ale także gdy mowa jest o prognozowaniu bezrobocia. Trzeba prognozować kierunki szkół zawodowych już na poziomie powiatów, przewidywać ewolucję wielu zawodów, żeby się nie okazało, że zawód, w którym wyuczyliśmy danego ucznia, za pięć lat będzie już nieaktualny. W szkolnictwie wyższym musi zapanować większa elastyczność i współpraca z biznesem, szczególnie z dziedziny nowych technologii. Repatriacja specjalistów, którzy wyjechali z Polski, także jest niezwykle istotna. Nie można dopuszczać do sytuacji, do której doszło w sieci Łukasiewicz, gdzie ściągnęliśmy specjalistów z całego świata, po czym zespoły naukowe zostały rozwiązane. To samobójstwo.
Koło się zamyka
– To brzmi paradoksalnie przy omawianiu bezrobocia, ale kryzysy kadrowy i luki pokoleniowe w wielu dziedzinach mogą pociągnąć za sobą jeszcze większe bezrobocie? Nauczyciel np. zajmuje 42. miejsce w rankingach prestiżu zawodowego.
– Tutaj mówimy o zastępowalności kadr, tak ważnej dla sprawnego funkcjonowania każdej instytucji. Z niżem demograficznym niewiele już zrobimy, dlatego trzeba uruchamiać programy mające na celu utrzymanie starszych pracowników w zawodzie. Do obsługi państwa będziemy mieli coraz mniej ludzi, ale nie jest to równoznaczne ze zmniejszaniem się bezrobocia, ponieważ w gospodarce opartej na wiedzy kluczowe będą kompetencje. Skoro edukacja ma decydować o jakości przyszłych kadr, to w szkole muszą być bardzo dobrzy nauczyciele. My jako NSZZ „Solidarność” wciąż alarmujemy, że w edukacji dzieje się źle, brakuje chętnych do zawodu. Bez dobrze opłaconych, szanowanych i nie szykanowanych nauczycieli nie zbudujemy profesjonalnej kadry pedagogicznej na poziomie przez nas pożądanym. Obyśmy nie obudzili się za późno.
– Jak zatem możliwy jest zrównoważony rozwój gospodarki innowacyjnej w warunkach systemowego kryzysu instytucji edukacyjnych i naukowych i jakie są długoterminowe konsekwencje społeczne takiego modelu rozwoju?
– To już widać, rozwija się w Polsce wielka piątka największych metropolii, czyli Gdańsk, Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków, gdzie nauczycieli ściąga się na siłę, a na prowincji nauczycielom coraz trudniej dopiąć etat. Część nauczycieli spoza wielkich miast odejdzie na emeryturę, ale część straci pracę, nowi zaś wobec kryzysu demograficznego po prostu nie będą chcieli wybierać tej drogi kariery zawodowej. Koło się zamyka. Pomagaliśmy jako oświatowa Solidarność opracowywać rozwój gospodarczy Polski na poziomie powiatów i adekwatnie do tego wychodzić z ofertą edukacyjną, by zatrzymywać ludzi na miejscu. To może zmniejszać skutki niżu demograficznego, co z kolei przekłada się na mniejsze bezrobocie. Na problem bezrobocia trzeba patrzeć holistycznie.
– W rekomendacjach dotyczących edukacji przyszłości proponuje się w tym opracowaniu większą elastyczność, indywidualizację w podejściu do nauczania.
– Ten akurat fragment budzi moje obawy. Z punktu widzenia biznesowego to dobry kierunek rozwoju, jednak z punktu widzenia integralności społecznej to duże wyzwanie. Tutaj trzeba kompromisu, np. szkoły zawodowe dla lokalnego biznesu, ale równocześnie dające szanse dalszego awansu zawodowego uczniów. To szkoły dające podstawy do zdobywania umiejętności także w dziedzinach pokrewnych. Szkoła jest tutaj platformą dającą pewne mocne podstawy z możliwością rozwoju i hybrydyzacji wyuczonych zawodów. Rozmawiam z biznesem i słyszę, że lepiej zatrudnić humanistę znającego trzy języki od kogoś, kto ma wysokie umiejętności cyfrowe, bo umiejętności cyfrowych można kogoś wyuczyć w kilka miesięcy, a trzech języków już nie. Rzetelna podstawa musi zatem być, a elastyczność ma uwzględniać lokalny rynek pracy.
Poza systemem
– W omawianym scenariuszu jest hipoteza mówiąca, że Polska w latach 2025–2040 rozwinie specyficzny model „ekosystemu innowacji pozainstytucjonalnych”. Będą jakieś antagonizmy z systemami oficjalnymi?
– Tak, przewiduję antagonizmy, jednak to nie przyszłość, to już się dzieje. Mamy już teraz nie kilka, ale kilkadziesiąt ścieżek rozwoju, często są to ścieżki poza oficjalnym systemem edukacyjnym. Oczywiście rodzi to konkurencję, jednak to już rzeczywistość, która funkcjonuje. Ba, system edukacji w Polsce nie jest jednolity, kwalifikacje zdobywa się na bardzo różnych poziomach i z różnych źródeł, a będzie jeszcze większe zróżnicowanie. Widzę to sam po sobie, nie jestem już nauczycielem, jestem szefem sekretariatu oświaty w związku zawodowym, wykształciłem zupełnie inne umiejętności i kwalifikacje, a teraz siedzę nad ustawami i prawem oświatowym być może więcej niż niejeden prawnik.
– Do roku 2040 wykształci się 300–400 nowych kategorii zawodowych, jak sektor edukacyjny powinien odpowiadać na dynamikę powstawania zawodów w gospodarce innowacyjnej?
– Zdajemy sobie sprawę, że tak będzie, mówimy o tym, robimy badania i dajemy je samorządom, ministerstwu, jednak to od nich zależy, czy z nich skorzystają, czy nie. Mam wrażenie, że mentalnie i strukturalnie tego nie przerobiliśmy. W projektowaniu przyszłości nie widać tych wyzwań. Mój ulubiony filozof Karl Jaspers mówił, że jeśli sam czegoś nie rozstrzygniesz, to zostanie to rozstrzygnięte poza tobą. Czy zawsze musimy biernie odpowiadać na problemy, czy możemy być stroną inicjującą? Jestem pod wrażeniem, jak robi to województwo pomorskie. Oni projektują przyszłość. Bardzo rozwijają branże związane z turystyką, ale także z transportem. Bez projektowania rozwoju w skali mikro nie będziemy skutecznie zapobiegać bezrobociu.
Rola związków
– Przewiduje się przekwalifikowanie dla 100 000 osób rocznie. Być może tutaj jest rola związków – wzięcie ludzi, którzy stracili pracę i są w kryzysie, za rękę, skierowanie w stronę zdobycia nowego zawodu?
– Tak uważam, widzę tutaj rolę związków. Zresztą Związek jak może pomaga zwalnianym kolegom, jednak trzeba już myśleć o rozwiązaniach bardziej systemowych. To nasze zadanie jako związków zawodowych w nowych czasach.
– Coraz częściej przekonuję się do teorii spiskowej, że 1% na naukę polską to działanie wrażych sił, szczególnie teraz, gdy zaczyna dominować gospodarka oparta na wiedzy. Mamy pozostać podwykonawcą i stąd ten symboliczny procent?
– Z kolei dla mnie to nie jest teoria spiskowa. Mimo tak niskich nakładów na naukę nasi naukowcy i studenci odnoszą sukcesy międzynarodowe. W ramach UE jest ogromna konkurencja i może się to nie podobać, że Polska stanowi dodatkową konkurencję. Skoro Polska ma być podwykonawcą i montownią, to trzeba odbierać jej szanse na rozwój nauki. Skoro Cypr potrafi wydawać 8% PKB na edukację, to o czym mówimy? Gdzie tutaj znajduje się Polska.
Bio:
Dr Waldemar Jakubowski jest pedagogiem, przewodniczącym Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”, ekspertem w dziedzinie oświaty.




