Rafał Woś: Jedyny dobry ETS to martwy ETS
Co musisz wiedzieć:
- Autor przedstawia unijny system handlu emisjami ETS jako szkodliwy mechanizm stopniowo obciążający gospodarki i obywateli rosnącymi kosztami dekarbonizacji.
- Tekst podkreśla, że konstrukcja ETS utrudnia polityczne sprzeciwienie się systemowi i rozmywa odpowiedzialność za wzrost cen energii.
- Autor wzywa nie do częściowych reform, lecz do całkowitej likwidacji ETS, argumentując, że tylko jego definitywne zniesienie zakończy negatywne skutki dla państw UE.
Tu jednak analogie się kończą. Książkowy Dracula był anglofilem, który ruszył do Londynu w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Tam zaczyna go tropić pogromca wampirów profesor Van Helsing. Co było dalej, przeczytajcie sami. Z ETS-em będzie trudniej. Wymuszający dekarbonizację system unijnego handlu emisjami został bowiem napisany tak, by nie dało się tak łatwo go pokonać.
Pierwszym zabezpieczeniem był jego pełzający charakter. Gdy ETS wchodził w życie w latach 2005–2008, niewielu godzących się na niego polityków wiedziało w ogóle, co to takiego. Dekarbonizację przedstawiano jako zabieg kosmetyczny – konieczność lekką, łatwą i przyjemną. Realna cena zielonej rewolucji ujawniała się stopniowo i uderzała najpierw w niektóre branże gospodarki (takie jak górnictwo czy hutnictwo) oraz związane z nimi słabsze grupy społeczne. Gdy pracujący tam ludzie zaczynali bić na alarm, napuszczano na nich resztę społeczeństwa. Mówiono o schyłkowym charakterze przemysłu ciężkiego i o roszczeniowości branży górniczo-hutniczej. Te śpiewki znamy z polskiego podwórka aż za dobrze. Były obrzydliwe, ale działały. Wampir mógł upijać się krwią na pełnym legalu.
- IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Wielkopolski
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Szef CPAC Matt Schlapp do Tuska: Zadzierasz z nami wszystkimi
- „Cała Polska się zatrzęsie”. Stanowski zapowiada bombę
- Prokuratura uderza w wiceszefa Kancelarii Prezydenta. Karol Nawrocki reaguje
- Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego
"Konsens" i alarmizm
W połowie ubiegłej dekady ETS zaczął realnie wpływać na podwyżki cen prądu dla innych gałęzi biznesu oraz dla obywateli. Ale tu niespodzianka. Nie ma winnego! Bo nagle okazało się, że wampira dekarbonizacji zatrzymać się nie da. Bo przecież cenę uprawnień do emisji wyznacza mityczny rynek. A do tego zyski ze sprzedaży uprawnień zasilają przecież nie żadną unijną kasę, tylko budżety państw członkowskich. To też była oczywiście pułapka. Obliczona na to, by demokratyczni politycy nie mieli interesu w tym, by w ETS uderzać. Ich rolą miało być pilnowanie i tłumaczenie, że Dracula jest w sumie bardzo sympatyczny. I że z bliznami na szyi też da się żyć.
Do tego dochodził terror ideologiczny. Fabrykowany konsens dotyczący zmian klimatu („wszyscy naukowcy są zgodni, że…”) oraz klimatyczny alarmizm oparty na podkręcaniu danych meteorologicznych (teraz wychodzą na jaw). Znamy, znamy, znamy.
Mieliśmy rację
My możemy mieć gorzką satysfakcję, że Solidarność mówiła, a „Tygodnik…” pisał o tym już 10 czy 15 lat temu. To także polski rząd pierwszy boksował się ze ścianą niezrozumienia na szczytach UE gdzieś od roku 2019, domagając się rewizji ETS. Dopiero dziś zaczyna się budować w Europie jakaś masa krytyczna. Słychać, że jedenaście krajów (w tym Niemcy i Francja) chce zmian ETS. Włosi na własną rękę podejmują bardzo ciekawe inicjatywy, takie jak niedawna zapowiedź przejęcia przez budżet Italii wszystkich kosztów ETS związanych z produkcją ciepła przez elektrownie.
Trzeba to wszystko obserwować. Także po to, by nie dać się oszukać półśrodkami w postaci częściowych reform i chwilowego zawieszenia dekarbonizacji. Draculi nie da się namówić do wegetarianizmu. On nigdy nie przestanie gryźć i kąsać.
Tylko kołek w samo serce. Jedyny dobry Dracula – pardon – ETS, to martwy ETS. Ale tak naprawdę martwy. Żeby już nigdy z tej swojej trumny nie wylazł.
[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




