Imperium kontratakuje. Nowa afrykańska polityka Trumpa zagraża wpływom Rosji
Co musisz wiedzieć:
- USA zmieniają strategię w Afryce – administracja Donalda Trumpa odchodzi od warunkowania współpracy demokracją i prawami człowieka, stawiając na bezpieczeństwo, walkę z islamizmem i interesy gospodarcze.
- Sahel jest kluczowym polem rywalizacji – Mali, Burkina Faso i Niger, dotąd opierające się na wsparciu Rosji, są coraz bardziej rozczarowane skutecznością rosyjskich najemników w walce z dżihadystami.
- Stawką są surowce i wpływy – USA chcą dostępu do złota, uranu i metali ziem rzadkich, co może osłabić pozycję Rosji i zmienić układ sił w Afryce Zachodniej.
Ostatnie lata to seria porażek Zachodu w Afryce i budowa wpływów rosyjskich. Widać to było szczególnie w Sahelu, skąd junty wojskowe wyrzuciły Francuzów, a rykoszetem oberwali też Amerykanie (utrata ważnych baz w Nigrze). Administracja Donalda Trumpa zamierza to zmienić.
Nowe amerykańskie otwarcie w Afryce
USA wracają do gry, zmieniając priorytety w swej afrykańskiej polityce, co powinno sprawić, że będzie dużo skuteczniejsza. Mówią krótko: bezpieczeństwo ważniejsze od demokracji, a biznes od praw człowieka. Taka strategia przynosiła dotąd sukcesy choćby Rosji. Teraz może ją to pogrążyć.
Stany Zjednoczone ogłosiły radykalną zmianę w swoim podejściu do trzech krajów Sahelu – Mali, Burkina Faso i Nigru – których junty, po przewrotach wojskowych, zerwały z Francją i postawiły na sojusz z Rosją. Kilka dni temu w wydanym oświadczeniu Departament Stanu przyznał się do popełnionych w przeszłości błędów politycznych i zasygnalizował gotowość do współpracy z tymi walczącymi z dżihadystami krajami Sahelu w zakresie „wspólnego bezpieczeństwa i interesów gospodarczych”.
Nowa strategia
W nowym otwarciu nie ma tego, co od wielu lat charakteryzowało politykę USA na Czarnym Lądzie, czyli narzucania partnerom demokracji i praw człowieka. Liczą się bezpieczeństwo i biznes. Amerykanie przyjmują więc – jak doświadczenie pokazuje, skuteczną – strategię stosowaną w Afryce przez takie kraje, jak Rosja, Chiny, Iran, Turcja czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Administracja Trumpa zamierza walczyć o dostęp do zasobów złota i minerałów ziem rzadkich, w tym litu i uranu. Z dużych rezerw złota słynie Mali, z kolei światowym potentatem w produkcji uranu jest Niger. Stany Zjednoczone wydają się też poważnie traktować zagrożenie islamizmem i potencjalną destabilizację regionu.
Mali, Burkina Faso i Niger
Mali, Burkina Faso i Niger wyszły regionalnej organizacji ECOWAS skupiającej kraje Afryki Zachodniej i stworzyły własny Sojusz Państw Sahelu (AES). Obecnie w każdym z tych krajów stacjonują rosyjscy najemnicy z Korpusu Afrykańskiego (dawniej w większości wagnerowcy). Najwięcej w Mali, gdzie może być ich nawet 1,5 tys. Wcześniej władze wojskowe tych krajów pozbyły się żołnierzy francuskich i amerykańskich, którzy od lat pomagali w walce z dżihadystami powiązanymi z al-Kaidą i ISIS.
Amerykanie mają szansę wykorzystać pewne pęknięcia w sojuszu krajów AES z Rosją. Junty są coraz bardziej niezadowolone z jakości wsparcia wojskowego Moskwy w walce z dżihadystami. Najemnicy mało skutecznie pomagają w opieraniu się rebelii, za to co i rusz słychać o kolejnych zbrodniach dokonywanych przez Rosjan na cywilach. Grupy terrorystyczne nie tylko rozszerzają swój zasięg w regionie Sahelu, ale też coraz bardziej rozprzestrzeniają się na południe i infiltrują takie kraje jak Benin, Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghana i Togo.
Pierwsze oznaki na AFRICOM
Pierwsze oznaki, że administracja Trumpa dąży do przywrócenia stosunków z trzema krajami AES, pojawiły się w grudniu ubiegłego roku, kiedy zastępca szefa Dowództwa Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Afryce (AFRICOM) generał John Brennan zasugerował, że Stany Zjednoczone rozważają „ukierunkowaną, ograniczoną wymianę informacji wywiadowczych” z tymi krajami w ramach „bardziej agresywnego” podejścia AFRICOM do bezpieczeństwa regionalnego.
Podróże analityka CIA Nicka Checkera
Podczas prezydentury Joe Bidena Waszyngton w dużej mierze przestrzegał długoletniego amerykańskiego ustawodawstwa zakazującego pomocy „jakiemukolwiek krajowi, którego prawidłowo wybrany szef rządu został obalony w wyniku wojskowego zamachu stanu lub dekretu”. Teraz to się zmienia, więc nie ma w tym przypadku, że twarzą nowego kursu jest były analityk CIA Nick Checker, szef Biura ds. Afryki w Departamencie Stanu.
Kilka dni temu wybrał się z wizytą do stolicy Mali, Bamako, wcześniej, 18 stycznia, Checker reprezentował Waszyngton podczas ceremonii inauguracji byłego przywódcy puczu i nowo wybranego prezydenta Gwinei Mamadiego Doumbuyo w Konakry. Gwinea nie należy do bloku AES, ale utrzymuje bliskie relacje z Mali, Nigrem i Burkina Faso.
Checker jest odpowiedzialny za zarządzanie codziennymi stosunkami z 49 krajami Afryki
Checker pracuje w Departamencie Stanu dopiero od czterech miesięcy, a przez ostatnią dekadę pełnił funkcję analityka wojskowego w Centralnej Agencji Wywiadowczej. W CIA skupiał się na „konfliktach w regionie Bliskiego Wschodu i Rogu Afryki”, jak wynika z jego biografii opublikowanej przez Departament Stanu. Część 2025 r. spędził w Białym Domu, pełniąc funkcję zastępcy sekretarza wykonawczego w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Teraz to Checker jest odpowiedzialny za zarządzanie codziennymi stosunkami z 49 krajami Afryki (Algieria, Egipt, Libia i Tunezja są przypisane do Biura ds. Bliskiego Wschodu).
Strategia dyplomacji handlowej
W maju administracja Trumpa ogłosiła swoją strategię dyplomacji handlowej, w której priorytetem jest dostęp do metali ziem rzadkich i innych kluczowych minerałów oraz promowanie możliwości biznesowych dla amerykańskich firm. W lipcu prezydent Stanów Zjednoczonych gościł pięciu przywódców z nadbrzeżnych krajów Sahelu: Liberii, Senegalu, Gabonu, Mauretanii i Gwinei Bissau, podczas których Trump mówił o „niesamowitych możliwościach handlowych”, które mogą zmienić stosunki „z pomocy na handel”. Zapewnienie dostępu do kluczowych zasobów zostało uznane za jeden z priorytetów administracji w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego (NSS): „Stany Zjednoczone powinny przejść od relacji z Afryką opartej na pomocy do relacji opartej na handlu i inwestycjach, faworyzując partnerstwa z zdolnymi, wiarygodnymi państwami zaangażowanymi w otwieranie swoich rynków na amerykańskie towary i usługi”.
Chociaż NSS zawiera tylko jedno zdanie dotyczące „odradzającej się działalności terrorystycznej islamistów w niektórych częściach Afryki”, wskazuje na potrzebę „zachowania ostrożności” przy jednoczesnym „unikaniu długoterminowej obecności lub zaangażowania Ameryki”. W ubiegłym roku nastąpił gwałtowny wzrost aktywności militarnej USA w Afryce. W samej tylko Somalii przeprowadzono 128 operacji powietrznych, dronowych i lądowych – najwięcej w ciągu jednego roku od czasu rozpoczęcia tajnych działań w tym kraju w 2003 r. Najbardziej nagłośnioną operacją wojskową USA w Afryce w zeszłym roku było jednak zbombardowanie w Boże Narodzenie obozów w Nigerii, które miały powiązania z bojownikami powiązanymi z Państwem Islamskim.
Fatalna informacja dla Rosji
Handel i inwestycje, wspierane siłą militarną i interwencjami prezydenta, zastępują tradycyjną dyplomację w polityce Stanów Zjednoczonych wobec Afryki, dyplomację, która charakteryzowała się promowaniem i wspieraniem lewicowo-liberalnej agendy (vide finansowanie polityki aborcji i nadanie priorytetu prawom człowieka i demokracji). To fatalna informacja choćby dla Rosji, bo teraz jej afrykańscy sojusznicy – różni dyktatorzy i junty wojskowe – mają wybór. Wszak Waszyngton nie traktuje ich już trędowatych, lecz stosuje politykę bliższą zimnowojennej strategii USA, symbolizowaną słynnymi słowy „może i sku***syn, ale to nasz sku***syn”.
[Lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Dlaczego to zmienia układ sił w Afryce", FAQ i śródtytuły od Redakcji]
Dlaczego to zmienia układ sił w Afryce:
- USA przejmują narrację Rosji – Waszyngton zaczyna grać według reguł, które wcześniej dawały Moskwie przewagę: bez ideologii, z naciskiem na bezpieczeństwo i twarde interesy gospodarcze. To odbiera Rosji jej główny atut.
- Junty zyskują alternatywę – państwa Sahelu nie są już skazane wyłącznie na rosyjskich najemników. Możliwość współpracy z USA zwiększa ich pole manewru i osłabia polityczne uzależnienie od Kremla.
- Stawką są surowce i stabilność regionu – dostęp do uranu, złota i metali ziem rzadkich oraz skuteczniejsza walka z dżihadystami mogą przesunąć centrum wpływów w Afryce Zachodniej z Rosji z powrotem w stronę Zachodu.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
- Na czym polega nowa polityka USA wobec Afryki? Administracja Donalda Trumpa odchodzi od uzależniania współpracy od demokracji i praw człowieka, koncentrując się na bezpieczeństwie, walce z islamizmem oraz dostępie do strategicznych surowców.
- Dlaczego Sahel stał się kluczowy dla USA i Rosji? Region jest jednocześnie niestabilny, zagrożony przez dżihadystów i bogaty w surowce takie jak uran, złoto i metale ziem rzadkich, co czyni go strategicznym polem rywalizacji mocarstw.
- Czy Rosja może stracić swoje wpływy w Afryce? Tak. Junty wojskowe coraz częściej krytycznie oceniają skuteczność rosyjskich najemników, a amerykańska oferta bezpieczeństwa i biznesu daje im realną alternatywę.
- Jaką rolę odgrywa w tym strategia „handel zamiast pomocy”? USA chcą budować wpływy poprzez inwestycje i obecność firm, a nie programy pomocowe, co zwiększa trwałość relacji i wzmacnia ich pozycję gospodarczą oraz polityczną.
- Co ta zmiana oznacza dla stabilności Afryki? Może przynieść skuteczniejszą walkę z dżihadystami, ale jednocześnie oznacza mniejsze znaczenie kwestii demokratycznych i praw człowieka w relacjach z Zachodem.




