"Na zimno, z buta i w białych rękawiczkach". Tak zwalniano pracowników PKP Cargo

Zwolnieni zostali ludzie po 44 latach pracy w tej samej firmie, chorzy na raka, przebywający na świadczeniach rehabilitacyjnych z powodów zdrowotnych, powodzianie, matki na urlopach macierzyńskich – czystka w PKP Cargo nie oszczędziła nikogo.
Człowiek między torami - zdjęcie poglądowe
Człowiek między torami - zdjęcie poglądowe / fot. pxhere/domena publiczna

– Najgorsze było to, że zostaliśmy potraktowani całkowicie bez szacunku, przedmiotowo i bezdusznie – mówią zgodnie byli pracownicy spółki.

Niewygodna Solidarność

– Zostałem zwolniony po 44 latach pracy w tej samej firmie. Pracowała tutaj także moja żona, wieloletni członek NSZZ "Solidarność", podobnie jak ja, i ona również została zwolniona w tym samym czasie, co ja – mówi w rozmowie ze mną Dariusz Kozik z Oświęcimia. – Byłem mechanikiem, całe życie uczciwie wykonywałem swoją pracę, nigdy nie otrzymałem żadnej nagany, przeciwnie, byłem chwalony za swoją rzetelność i fachowość. To zresztą nie była dla mnie tylko praca, ale także pasja. Pochodzę z rodziny kolejarskiej, ta tradycja była u nas przekazywana z pokolenia na pokolenie. Tym bardziej jest mi przykro, że zostałem zwolniony sześć lat przed emeryturą, nie wiadomo właściwie, z jakich powodów. Muszę szukać pracy, o którą w zamieszkiwanym przeze mnie regionie jest bardzo trudno – zaznacza kolejarz.

W opinii moich rozmówców zwolnienia zostały przeprowadzone według klucza pozbywania się działaczy i liderów związkowych, ludzi mających autorytet w danym środowisku pracy. – Sądzę, że zostałem zwolniony ze względu na swoją przynależność do NSZZ „Solidarność”. Kiedy analizuję, kto został pozbawiony pracy, widzę jasno, że około 75% stanowią związkowcy. Nie wiem, czy chodzi tu o jakieś zaszłości, zatargi prezesa Wojewódki czy o coś innego, ale z jego działań jasno wynika, że walczy on z Solidarnością. Nie tyle generalnie ze związkami zawodowymi, co właśnie z Solidarnością – mówi w rozmowie ze mną Zbigniew, były pracownik PKP Cargo. – Kiedy dostałem wypowiedzenie, byłem przekonany, że to jakaś pomyłka. Pracuję w tej samej firmie blisko 40 lat i sądziłem, że zostanę tutaj już do emerytury. Poszedłem więc do mojego bezpośredniego zwierzchnika i powiedziałem mu, że chyba nastąpił błąd. A on mi na to odpowiedział, że nie, że tak właśnie miało być, ponieważ „generuję koszty”. Rozumiem, że jego dziewięciu doradców pracuje charytatywnie? Zwalniani są ludzie, którym niewiele brakuje do emerytury, ponieważ często w przeciwnym razie należałyby się im nagrody jubileuszowe za staż pracy i/lub odprawy – tłumaczy.

„Uzdrawianie” firmy

Zwolnieni pracownicy podkreślają, że dotknęło ich nie tylko samo pozbawienie ich środków do życia, ale także sposób, w jaki odbywały się zwolnienia. – Nie było w tym żadnego szacunku, rozmowy, przedstawienia argumentów – zaznaczają. – Człowiek został z poczuciem ogromnej niesprawiedliwości i bez możliwości usłyszenia, jakie właściwie zarzuty zostały skierowane w jego stronę – dodają. O samym prezesie Marcinie Wojewódce wypowiadają się z dużym niesmakiem. – W moim przekonaniu jest to człowiek nieobliczalny. Bardzo zależy mu także na karierze. Każe się tytułować „panem doktorem”. W swoim gabinecie ma portret poprzedniego prezesa spółki, pana Adama Purwina, który osiągał na tym stanowisku sukcesy i którego Wojewódka nie znosi. Z wiarygodnych źródeł wiem, że w swoim gabinecie w kancelarii prawnej umieścił jego portret, aby rzucać w niego rzutkami. Prezes Wojewódka argumentował konieczność zwalniania pracowników złą kondycją finansową spółki, tymczasem zatrudnił sobie dziewięciu doradców. Dziewięciu! Czym ci ludzie mają się zajmować? Poza doradzaniem, jak „sprzedać” medialnie jego niedające się obronić działania? Wojewódka przyszedł do pracy razem ze swoim kierowcą, którego także uczynił jednym z doradców. Dotychczas w firmie pracowało na etatach trzech kierowców, z których jeden został zwolniony w związku z zatrudnieniem nowego. Zwolnionemu pracownikowi brakowało kilku miesięcy do emerytury. Z kolei ludzie, których chciał zatrudnić prezes, byli przyjmowani do pracy bardzo szybko, z pominięciem dotychczasowych zwyczajowych procedur. Jego ludzie zostali zatrudnieni głównie w zespole ds. restrukturyzacji, który my nazwaliśmy ekipą ds. zwolnień i rozpadu. Ta firma nie przechodzi i nie przejdzie żadnej restrukturyzacji. To jest po prostu zamach na kasę i stanowiska. Jestem pewien, że w przyszłym roku także będą w PKP Cargo zwolnienia. Może nie w takiej skali, jak teraz, ale będą – prognozuje pan Zbigniew. – Zanim jeszcze Ukrainian Railways Cargo Poland, spółka ukraińskich kolei Ukrzaliznycia, uzyskała licencję na przewozy towarowe na terenie Unii Europejskiej, przychodził do nas do PKP Cargo kilka razy w tygodniu pan Jakub Karnowski, obecny prezes ukraińskiego Kredobanku – relacjonuje. – Wszystko odbywa się w białych rękawiczkach. Nad wizerunkiem Wojewódki, nad doborem słów, nad jego mimiką, pracuje sztab ludzi. Są to pracownicy zewnętrzni, którzy przed każdym jego wystąpieniem doradzają mu, co mówić, a czego nie, i w jaki sposób gestykulować. Na PR p.o. prezesa są pieniądze. A zwykły pracownik „generuje koszty”, zatem trzeba go zwolnić, najlepiej tuż przed emeryturą – puentuje.

– Co sądzę o takich metodach traktowania ludzi? Musiałabym „wypikać” moją odpowiedź. Prezes Wojewódka zachowuje się w sposób całkowicie bezduszny, działa jak automat, nie jak człowiek. Na dodatek opowiada o tym, że „uzdrawia” w ten sposób firmę. Rzeczywiście, czujemy się uzdrowieni. A że prezes Wojewódka będzie miał zdrowie i być może życie tylu ludzi na sumieniu? Żeby się tym przejąć, trzeba by najpierw mieć sumienie – podkreśla w rozmowie ze mną pani Agata z Braniewa. W PKP Cargo pracowała od 2008 roku. Była ajentem zdawczym od początku zatrudnienia, a od 2020 roku organizatorem przewozów, obsługiwała także system celny. – Lubiłam swoją pracę, przynosiła mi dużo satysfakcji. Czułam się także kompetentna w tym, co robiłam, i posiadałam spore doświadczenie w tej branży. Zupełnie nie spodziewałam się zwolnienia, ponieważ do mojej pracy nigdy nie było żadnych zarzutów, przeciwnie, byłam za nią chwalona i nagradzana. Mój przełożony potwierdził zresztą, iż zostałam wytypowana do nieświadczenia pracy nie dlatego, że źle wykonuję swoje zadania, ale dlatego, że takie polecenie przyszło „odgórnie” i on musi kogoś wskazać. Podejrzewałam, że wybrano właśnie mnie z uwagi na fakt, że nie mam dzieci, więc może nie chciano zwalniać matek mających na utrzymaniu dzieci. Jednak dla mnie jest to dyskryminacja. Bo to, czy posiadam dzieci, czy nie, to jest moja prywatna sprawa. Zostałam przywrócona z nieświadczenia pracy po miesięcznej nieobecności, głównie po to, żeby wspomóc koleżankę w pracy w systemie celnym. Podczas planowanego urlopu wypoczynkowego zostało mi wręczone przez listonosza wypowiedzenie z pracy. Co ciekawe, podanym mi powodem zwolnienia była redukcja mojego etatu, tymczasem ja zostałam zwolniona 31 października 2024 r., a 1 listopada tego samego roku rozpoczęto szkolenie innego pracownika, który ma wykonywać dokładnie te same zadania, jakimi wcześniej zajmowałam się ja. Nasuwa się myśl, czy aby na pewno zwolnienie mojej osoby było spowodowane redukcją etatu?

Nie człowiek, a numer w ewidencji

– Kiedy jednak rozmawialiśmy ze znajomymi na temat „klucza”, według którego odbywały się zwolnienia, zaobserwowaliśmy, że dotykały one najczęściej ludzi zaangażowanych – tak jak ja – w działalność związkową, zwłaszcza członków Solidarności. Najchętniej zwalniano osoby aktywne, tych, którzy otwarcie mówili o tym, co myślą. W dokumentach, które odebrałam z pracy, istnieje zapis, że przysługuje mi odprawa, ale z powodu złej kondycji finansowej spółki nie została ona wypłacona. Ponadto w Urzędzie Pracy posiadamy status osoby bezrobotnej bez prawa do zasiłku przez dwa lub pięć miesięcy – bo taki okres mamy na świadectwach pracy. Nawet jeśli otrzymamy statut osoby z prawem do zasiłku, to po otrzymaniu z PKP Cargo pieniędzy zostaną one zabrane na poczet otrzymanego z urzędu zasiłku. Co za tym idzie – skrócony zostanie nam czas świadczenia. W chwili obecnej pozostaliśmy bez środków do życia. Śmiejemy się z kolegami przez łzy, że nawet zwolnić nas z pracy nie potrafili porządnie. Przed nami święta Bożego Narodzenia, czas spędzany w gronie rodzinnym, gdzie wszyscy się radują, ale jak tu się radować, jeśli nie ma się pracy i pieniędzy, bo cały czas się czeka? – pyta pani Agata.

Jak podkreśla, szczególnie jest jej żal ludzi starszych, zwolnionych tuż przed emeryturą. W położonym tuż przy granicy z Rosją Braniewie nie jest łatwo o pracę, zwłaszcza po nałożeniu na Rosję sankcji w związku z agresją tego kraju na Ukrainę. Ludzie, którzy wcześniej trudnili się w rejonach przygranicznych handlem detalicznym, nie mają obecnie na ogół możliwości prowadzenia swojej działalności. – Jestem w dobrej sytuacji, że jako młoda osoba mogę być w miarę mobilna. Po zwolnieniu mnie z firmy znalazłam pracę w innym mieście. Będę wprawdzie wstawać codziennie o 4 rano, żeby tam dojechać, ale przynajmniej mam możliwość zarabiania pieniędzy. A co mają powiedzieć starsi, schorowani ludzie zwolnieni tuż przed emeryturą? – pyta pani Agata. – Z pracy zostali zwolnieni nawet ludzie chorzy na raka, znamy dwa takie przypadki – mówi w rozmowie ze mną pan Dariusz Kozik. – Takie traktowanie ludzi jest nie do pomyślenia, a my jesteśmy wobec niego niestety bezradni, bo za bardzo się podzieliliśmy i rozproszyliśmy, za mało pozostało ludzi ideowych, nieprzekupnych, gotowych do poświęceń na rzecz dobra wspólnego. Pamiętam, jak św. Jan Paweł II mówił do nas: „Kolejarze, nie dajcie się podzielić!”. To były prorocze słowa – dodaje.

– W Cargo pracowałam 14 lat, zaczynając jako ajent zdawczy, poprzez kasjera towarowego, który został zmieniony na operatora handlowego. Na tym stanowisku zostałam zwolniona. Przebywałam wówczas na urlopie macierzyńskim i rodzicielskim, na który zakład wyraził zgodę. Dodatkowo podczas urlopu macierzyńskiego doznałam skomplikowanego złamania ręki, toteż obecnie nie mogę podjąć pracy w związku z trwającą rehabilitacją – mówi mi jedna z byłych pracownic PKP Cargo. – Sytuacja finansowa naszej rodziny drastycznie się pogorszyła. Nie otrzymałam odprawy oraz ekwiwalentu za niewykorzystany urlop – zaznacza. – Tego typu działania są co najmniej bezduszne i wykalkulowane na zimno. W żadnej innej sytuacji, będąc na macierzyńskim, nie zostałabym zwolniona. Kodeks pracy dodatkowo zapewnia mi co najmniej roczne zatrudnienie po powrocie do pracy – przypomina.

– W PKP Cargo pracowałem od 2008 roku, czyli 16 lat. Na początku jako manewrowy, później jako ustawiacz, następnie jako starszy ustawiacz. W czerwcu zostałem wysłany na nieświadczenie pracy. Miałem wybrać, czy na nieświadczenie pójdę ja, czy moja żona – zatrudniona w tej samej spółce. Na nieświadczenie poszło również kilku moich kolegów, ale tylko ja zostałem zwolniony. Wypowiedzenie dostarczono mi pocztą we wrześniu, natomiast rozwiązanie umowy o pracę nastąpiło 31 października. Nikt nie poinformował mnie, dlaczego ochrona związkowa przestała działać. Moim zdaniem jako związkowiec, który reprezentował pracowników wobec pracodawcy, według obecnego prezesa najwyraźniej byłem niewygodny – podkreśla w rozmowie ze mną pan Marek, były pracownik PKP Cargo. – Czuję rozczarowanie i żal, ponieważ myślę, że byłem dobrym pracownikiem. Nigdy nie dostałem nagany, a wręcz przeciwnie – byłem nagradzany przez przełożonych za swoją pracę. Straciliśmy jako rodzina poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa, pojawiła się obawa o problemy finansowe i o to, co będzie w przyszłości. Zostaliśmy potraktowani bez szacunku. Ludzie, którzy obecnie zarządzają Cargo, czują się bezkarni. Robią z pracownikami, co chcą i co im pasuje. A my po prostu jesteśmy tylko numerem w ewidencji Cargo, który zawsze można wymazać – konkluduje.

*Dane niektórych rozmówców zostały zmienione, są znane redakcji.

CZYTAJ TAKŻE:


 

POLECANE
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu z ostatniej chwili
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu

Problemy na kolei w województwie warmińsko-mazurskim. Kilometr przed stacją Sterławki zepsuła się lokomotywa pociągu „Biebrza”, jadącego z Białegostoku do Gdyni Głównej. Z powodu wysokiego śniegu pociąg zatrzymał się w miejscu, z którego pasażerowie nie mogą bezpiecznie opuścić wagonów.

Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje Wiadomości
Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje

Międzynarodowy zespół astronomów, w tym - z Polski, odkrył tzw. planetę swobodną i wyznaczył jej dokładną masę, dostarczając ostatecznego dowodu, że takie obiekty faktycznie istnieją. O „przełomowym pomiarze” w dziedzinie badania planet pozasłonecznych poinformowało „Science”.

Nie żyje najcięższy człowiek świata Wiadomości
Nie żyje najcięższy człowiek świata

Juan Pedro Franco, znany na całym świecie jako najcięższy człowiek świata, zmarł w Wigilię 24 grudnia 2025 roku. Miał 41 lat. Meksykanin odszedł w szpitalu w Aguascalientes w wyniku powikłań związanych z infekcją nerek.

Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona Wiadomości
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona

Nietypowa interwencja służb miała miejsce w Nowy Rok na Mazowszu. W środę po południu strażacy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego psa, który znajdował się na tafli lodowej rzeki Bug w rejonie miejscowości Kuligów w powiecie wołomińskim. W działaniach brały udział zastępy OSP RW Ślężany, OSP Kołaków oraz dron ratowniczy.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Najbliższe dni przyniosą w Polsce typowo zimową aurę, choć bez tak silnych opadów śniegu jak ostatnio. Przez chwilę do kraju napłynie nieco cieplejsze powietrze, jednak już w weekend i na początku przyszłego tygodnia temperatury ponownie spadną, także w ciągu dnia.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia Wiadomości
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia

Większość osób rannych wskutek pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii ma od 16 do 26 lat - podała w czwartek stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali.

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo tylko u nas
Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.

Samuel Pereira: Na Nowy Rok tylko u nas
Samuel Pereira: Na Nowy Rok

Końcówka roku ma tę dziwną właściwość, że rzeczywistość lubi dopisać własny, ironiczny scenariusz. Gdy premier zapewnia, że „pokój na Ukrainie jest możliwy”, choć sam nie uczestniczył w kluczowych rozmowach i bazuje na relacjach pośredników, w kraju trwa kolejny pokaz chaosu i improwizacji.

Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche z ostatniej chwili
Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche

Według statystyk brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) 41 472 migrantów pokonało w 2025 roku nielegalnie kanał La Manche na łodziach i pontonach, docierając do Anglii. To o 13 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2024 i o 41 proc. więcej niż w 2023 roku.

Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji z ostatniej chwili
Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji

We wsi Komorowo Żuławskie pod Elblągiem doszło do uszkodzenia wału przeciwpowodziowego na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pobliskie pola, a na miejscu pracują strażacy, którzy zabezpieczają wyrwę i monitorują sytuację hydrologiczną po ostatnich dniach cofki.

REKLAMA

"Na zimno, z buta i w białych rękawiczkach". Tak zwalniano pracowników PKP Cargo

Zwolnieni zostali ludzie po 44 latach pracy w tej samej firmie, chorzy na raka, przebywający na świadczeniach rehabilitacyjnych z powodów zdrowotnych, powodzianie, matki na urlopach macierzyńskich – czystka w PKP Cargo nie oszczędziła nikogo.
Człowiek między torami - zdjęcie poglądowe
Człowiek między torami - zdjęcie poglądowe / fot. pxhere/domena publiczna

– Najgorsze było to, że zostaliśmy potraktowani całkowicie bez szacunku, przedmiotowo i bezdusznie – mówią zgodnie byli pracownicy spółki.

Niewygodna Solidarność

– Zostałem zwolniony po 44 latach pracy w tej samej firmie. Pracowała tutaj także moja żona, wieloletni członek NSZZ "Solidarność", podobnie jak ja, i ona również została zwolniona w tym samym czasie, co ja – mówi w rozmowie ze mną Dariusz Kozik z Oświęcimia. – Byłem mechanikiem, całe życie uczciwie wykonywałem swoją pracę, nigdy nie otrzymałem żadnej nagany, przeciwnie, byłem chwalony za swoją rzetelność i fachowość. To zresztą nie była dla mnie tylko praca, ale także pasja. Pochodzę z rodziny kolejarskiej, ta tradycja była u nas przekazywana z pokolenia na pokolenie. Tym bardziej jest mi przykro, że zostałem zwolniony sześć lat przed emeryturą, nie wiadomo właściwie, z jakich powodów. Muszę szukać pracy, o którą w zamieszkiwanym przeze mnie regionie jest bardzo trudno – zaznacza kolejarz.

W opinii moich rozmówców zwolnienia zostały przeprowadzone według klucza pozbywania się działaczy i liderów związkowych, ludzi mających autorytet w danym środowisku pracy. – Sądzę, że zostałem zwolniony ze względu na swoją przynależność do NSZZ „Solidarność”. Kiedy analizuję, kto został pozbawiony pracy, widzę jasno, że około 75% stanowią związkowcy. Nie wiem, czy chodzi tu o jakieś zaszłości, zatargi prezesa Wojewódki czy o coś innego, ale z jego działań jasno wynika, że walczy on z Solidarnością. Nie tyle generalnie ze związkami zawodowymi, co właśnie z Solidarnością – mówi w rozmowie ze mną Zbigniew, były pracownik PKP Cargo. – Kiedy dostałem wypowiedzenie, byłem przekonany, że to jakaś pomyłka. Pracuję w tej samej firmie blisko 40 lat i sądziłem, że zostanę tutaj już do emerytury. Poszedłem więc do mojego bezpośredniego zwierzchnika i powiedziałem mu, że chyba nastąpił błąd. A on mi na to odpowiedział, że nie, że tak właśnie miało być, ponieważ „generuję koszty”. Rozumiem, że jego dziewięciu doradców pracuje charytatywnie? Zwalniani są ludzie, którym niewiele brakuje do emerytury, ponieważ często w przeciwnym razie należałyby się im nagrody jubileuszowe za staż pracy i/lub odprawy – tłumaczy.

„Uzdrawianie” firmy

Zwolnieni pracownicy podkreślają, że dotknęło ich nie tylko samo pozbawienie ich środków do życia, ale także sposób, w jaki odbywały się zwolnienia. – Nie było w tym żadnego szacunku, rozmowy, przedstawienia argumentów – zaznaczają. – Człowiek został z poczuciem ogromnej niesprawiedliwości i bez możliwości usłyszenia, jakie właściwie zarzuty zostały skierowane w jego stronę – dodają. O samym prezesie Marcinie Wojewódce wypowiadają się z dużym niesmakiem. – W moim przekonaniu jest to człowiek nieobliczalny. Bardzo zależy mu także na karierze. Każe się tytułować „panem doktorem”. W swoim gabinecie ma portret poprzedniego prezesa spółki, pana Adama Purwina, który osiągał na tym stanowisku sukcesy i którego Wojewódka nie znosi. Z wiarygodnych źródeł wiem, że w swoim gabinecie w kancelarii prawnej umieścił jego portret, aby rzucać w niego rzutkami. Prezes Wojewódka argumentował konieczność zwalniania pracowników złą kondycją finansową spółki, tymczasem zatrudnił sobie dziewięciu doradców. Dziewięciu! Czym ci ludzie mają się zajmować? Poza doradzaniem, jak „sprzedać” medialnie jego niedające się obronić działania? Wojewódka przyszedł do pracy razem ze swoim kierowcą, którego także uczynił jednym z doradców. Dotychczas w firmie pracowało na etatach trzech kierowców, z których jeden został zwolniony w związku z zatrudnieniem nowego. Zwolnionemu pracownikowi brakowało kilku miesięcy do emerytury. Z kolei ludzie, których chciał zatrudnić prezes, byli przyjmowani do pracy bardzo szybko, z pominięciem dotychczasowych zwyczajowych procedur. Jego ludzie zostali zatrudnieni głównie w zespole ds. restrukturyzacji, który my nazwaliśmy ekipą ds. zwolnień i rozpadu. Ta firma nie przechodzi i nie przejdzie żadnej restrukturyzacji. To jest po prostu zamach na kasę i stanowiska. Jestem pewien, że w przyszłym roku także będą w PKP Cargo zwolnienia. Może nie w takiej skali, jak teraz, ale będą – prognozuje pan Zbigniew. – Zanim jeszcze Ukrainian Railways Cargo Poland, spółka ukraińskich kolei Ukrzaliznycia, uzyskała licencję na przewozy towarowe na terenie Unii Europejskiej, przychodził do nas do PKP Cargo kilka razy w tygodniu pan Jakub Karnowski, obecny prezes ukraińskiego Kredobanku – relacjonuje. – Wszystko odbywa się w białych rękawiczkach. Nad wizerunkiem Wojewódki, nad doborem słów, nad jego mimiką, pracuje sztab ludzi. Są to pracownicy zewnętrzni, którzy przed każdym jego wystąpieniem doradzają mu, co mówić, a czego nie, i w jaki sposób gestykulować. Na PR p.o. prezesa są pieniądze. A zwykły pracownik „generuje koszty”, zatem trzeba go zwolnić, najlepiej tuż przed emeryturą – puentuje.

– Co sądzę o takich metodach traktowania ludzi? Musiałabym „wypikać” moją odpowiedź. Prezes Wojewódka zachowuje się w sposób całkowicie bezduszny, działa jak automat, nie jak człowiek. Na dodatek opowiada o tym, że „uzdrawia” w ten sposób firmę. Rzeczywiście, czujemy się uzdrowieni. A że prezes Wojewódka będzie miał zdrowie i być może życie tylu ludzi na sumieniu? Żeby się tym przejąć, trzeba by najpierw mieć sumienie – podkreśla w rozmowie ze mną pani Agata z Braniewa. W PKP Cargo pracowała od 2008 roku. Była ajentem zdawczym od początku zatrudnienia, a od 2020 roku organizatorem przewozów, obsługiwała także system celny. – Lubiłam swoją pracę, przynosiła mi dużo satysfakcji. Czułam się także kompetentna w tym, co robiłam, i posiadałam spore doświadczenie w tej branży. Zupełnie nie spodziewałam się zwolnienia, ponieważ do mojej pracy nigdy nie było żadnych zarzutów, przeciwnie, byłam za nią chwalona i nagradzana. Mój przełożony potwierdził zresztą, iż zostałam wytypowana do nieświadczenia pracy nie dlatego, że źle wykonuję swoje zadania, ale dlatego, że takie polecenie przyszło „odgórnie” i on musi kogoś wskazać. Podejrzewałam, że wybrano właśnie mnie z uwagi na fakt, że nie mam dzieci, więc może nie chciano zwalniać matek mających na utrzymaniu dzieci. Jednak dla mnie jest to dyskryminacja. Bo to, czy posiadam dzieci, czy nie, to jest moja prywatna sprawa. Zostałam przywrócona z nieświadczenia pracy po miesięcznej nieobecności, głównie po to, żeby wspomóc koleżankę w pracy w systemie celnym. Podczas planowanego urlopu wypoczynkowego zostało mi wręczone przez listonosza wypowiedzenie z pracy. Co ciekawe, podanym mi powodem zwolnienia była redukcja mojego etatu, tymczasem ja zostałam zwolniona 31 października 2024 r., a 1 listopada tego samego roku rozpoczęto szkolenie innego pracownika, który ma wykonywać dokładnie te same zadania, jakimi wcześniej zajmowałam się ja. Nasuwa się myśl, czy aby na pewno zwolnienie mojej osoby było spowodowane redukcją etatu?

Nie człowiek, a numer w ewidencji

– Kiedy jednak rozmawialiśmy ze znajomymi na temat „klucza”, według którego odbywały się zwolnienia, zaobserwowaliśmy, że dotykały one najczęściej ludzi zaangażowanych – tak jak ja – w działalność związkową, zwłaszcza członków Solidarności. Najchętniej zwalniano osoby aktywne, tych, którzy otwarcie mówili o tym, co myślą. W dokumentach, które odebrałam z pracy, istnieje zapis, że przysługuje mi odprawa, ale z powodu złej kondycji finansowej spółki nie została ona wypłacona. Ponadto w Urzędzie Pracy posiadamy status osoby bezrobotnej bez prawa do zasiłku przez dwa lub pięć miesięcy – bo taki okres mamy na świadectwach pracy. Nawet jeśli otrzymamy statut osoby z prawem do zasiłku, to po otrzymaniu z PKP Cargo pieniędzy zostaną one zabrane na poczet otrzymanego z urzędu zasiłku. Co za tym idzie – skrócony zostanie nam czas świadczenia. W chwili obecnej pozostaliśmy bez środków do życia. Śmiejemy się z kolegami przez łzy, że nawet zwolnić nas z pracy nie potrafili porządnie. Przed nami święta Bożego Narodzenia, czas spędzany w gronie rodzinnym, gdzie wszyscy się radują, ale jak tu się radować, jeśli nie ma się pracy i pieniędzy, bo cały czas się czeka? – pyta pani Agata.

Jak podkreśla, szczególnie jest jej żal ludzi starszych, zwolnionych tuż przed emeryturą. W położonym tuż przy granicy z Rosją Braniewie nie jest łatwo o pracę, zwłaszcza po nałożeniu na Rosję sankcji w związku z agresją tego kraju na Ukrainę. Ludzie, którzy wcześniej trudnili się w rejonach przygranicznych handlem detalicznym, nie mają obecnie na ogół możliwości prowadzenia swojej działalności. – Jestem w dobrej sytuacji, że jako młoda osoba mogę być w miarę mobilna. Po zwolnieniu mnie z firmy znalazłam pracę w innym mieście. Będę wprawdzie wstawać codziennie o 4 rano, żeby tam dojechać, ale przynajmniej mam możliwość zarabiania pieniędzy. A co mają powiedzieć starsi, schorowani ludzie zwolnieni tuż przed emeryturą? – pyta pani Agata. – Z pracy zostali zwolnieni nawet ludzie chorzy na raka, znamy dwa takie przypadki – mówi w rozmowie ze mną pan Dariusz Kozik. – Takie traktowanie ludzi jest nie do pomyślenia, a my jesteśmy wobec niego niestety bezradni, bo za bardzo się podzieliliśmy i rozproszyliśmy, za mało pozostało ludzi ideowych, nieprzekupnych, gotowych do poświęceń na rzecz dobra wspólnego. Pamiętam, jak św. Jan Paweł II mówił do nas: „Kolejarze, nie dajcie się podzielić!”. To były prorocze słowa – dodaje.

– W Cargo pracowałam 14 lat, zaczynając jako ajent zdawczy, poprzez kasjera towarowego, który został zmieniony na operatora handlowego. Na tym stanowisku zostałam zwolniona. Przebywałam wówczas na urlopie macierzyńskim i rodzicielskim, na który zakład wyraził zgodę. Dodatkowo podczas urlopu macierzyńskiego doznałam skomplikowanego złamania ręki, toteż obecnie nie mogę podjąć pracy w związku z trwającą rehabilitacją – mówi mi jedna z byłych pracownic PKP Cargo. – Sytuacja finansowa naszej rodziny drastycznie się pogorszyła. Nie otrzymałam odprawy oraz ekwiwalentu za niewykorzystany urlop – zaznacza. – Tego typu działania są co najmniej bezduszne i wykalkulowane na zimno. W żadnej innej sytuacji, będąc na macierzyńskim, nie zostałabym zwolniona. Kodeks pracy dodatkowo zapewnia mi co najmniej roczne zatrudnienie po powrocie do pracy – przypomina.

– W PKP Cargo pracowałem od 2008 roku, czyli 16 lat. Na początku jako manewrowy, później jako ustawiacz, następnie jako starszy ustawiacz. W czerwcu zostałem wysłany na nieświadczenie pracy. Miałem wybrać, czy na nieświadczenie pójdę ja, czy moja żona – zatrudniona w tej samej spółce. Na nieświadczenie poszło również kilku moich kolegów, ale tylko ja zostałem zwolniony. Wypowiedzenie dostarczono mi pocztą we wrześniu, natomiast rozwiązanie umowy o pracę nastąpiło 31 października. Nikt nie poinformował mnie, dlaczego ochrona związkowa przestała działać. Moim zdaniem jako związkowiec, który reprezentował pracowników wobec pracodawcy, według obecnego prezesa najwyraźniej byłem niewygodny – podkreśla w rozmowie ze mną pan Marek, były pracownik PKP Cargo. – Czuję rozczarowanie i żal, ponieważ myślę, że byłem dobrym pracownikiem. Nigdy nie dostałem nagany, a wręcz przeciwnie – byłem nagradzany przez przełożonych za swoją pracę. Straciliśmy jako rodzina poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa, pojawiła się obawa o problemy finansowe i o to, co będzie w przyszłości. Zostaliśmy potraktowani bez szacunku. Ludzie, którzy obecnie zarządzają Cargo, czują się bezkarni. Robią z pracownikami, co chcą i co im pasuje. A my po prostu jesteśmy tylko numerem w ewidencji Cargo, który zawsze można wymazać – konkluduje.

*Dane niektórych rozmówców zostały zmienione, są znane redakcji.

CZYTAJ TAKŻE:



 

Polecane