Stanisław Żaryn: Wybór Trzaskowskiego jako kandydata KO dla premiera jest ostatecznością

Kampania prezydencka w Polsce ruszy na dobre na początku 2025 roku, ale już dziś budzi silne emocje. Główne partie, mobilizując elektorat, wskazują na wysoką stawkę gry o prezydenturę.
Władysław Kosiniak-Kamysz i Rafał Trzaskowski
Władysław Kosiniak-Kamysz i Rafał Trzaskowski / fot. PAP/Piotr Nowak

Koalicja Obywatelska od wielu miesięcy przekonuje, że jej kandydatem na prezydenta będzie Rafał Trzaskowski.

KO wystawi Rafała Trzaskowskiego? To nie takie pewne

Ten polityk walczył już o prezydenturę w 2020 roku, a dziś jest jednym z liderów środowisk rządzących. Trzaskowski sam siebie prezentuje jako pretendenta do ważniejszych stanowisk niż gospodarz stolicy. Donald Tusk sugerował zaś wielokrotnie, że to właśnie Trzaskowski powinien być prezydentem Polski, ponieważ wybory w 2020 roku zostały mu niemal „skradzione”. Naturalne więc wydawałoby się, że Trzaskowski powalczy o prezydenturę również w 2025 roku. On sam chyba w to wierzy, w ostatnim czasie bowiem trwa jego objazd po Polsce, który trudno powiązać z funkcją prezydenta Warszawy. Opowieści polityków rządzących wskazywały, że KO postawi na Trzaskowskiego. To jednak wcale nie jest dziś takie pewne. Wbrew oficjalnej wersji pozycja Trzaskowskiego nie jest tak silna, a tajemnicą poliszynela jest wręcz wrogość Tuska wobec niego. Wygląda więc na to, że okres walki pod dywanem i ścierania się różnych kandydatów w samej KO wchodzi w gorącą fazę. Widać to zresztą. Do gry już jakiś czas temu ruszył Radosław Sikorski, który – wraz z żoną – prowadzi kampanię autopromocji. Sikorski próbuje się prezentować jako główny jastrząb antyrosyjskiej polityki, a jego żona mocniej angażuje się w przekaz do polskiej opinii publicznej. Sikorski ewidentnie włączył się do gry o nominację. I może być dla Trzaskowskiego poważnym rywalem. To z kolei bardzo dobra sytuacja dla Tuska, ponieważ wybór Trzaskowskiego dla premiera jest ostatecznością. On sam zresztą – jak się zdaje – nie porzucił marzeń o starcie. Walka Sikorskiego o nominację jest więc dla Tuska optymalna. Ma alternatywę wobec Trzaskowskiego, a gdyby konflikt był zbyt silny – może ogłosić własny start, by „pogodzić” dwóch rywalizujących konkurentów.

Władysław Kosiniak-Kamysz wspólnym kandydatem?

Patrząc z tej perspektywy, piłkę Tuskowi wystawił Władysław Kosiniak-Kamysz, który zaapelował ostatnio do środowiska rządowego o wspólnego kandydata na prezydenta. Stało się to już wtedy, gdy ugrupowania koalicyjne zapowiedziały, że będą chciały mieć swoich kandydatów. Dość szybko lidera PSL zgasił Tusk, wskazując, że w pierwszej turze każde ugrupowanie powinno mieć swojego kandydata. Jednak nie oznacza to, że do odezwy Kosiniaka-Kamysza nie można będzie wrócić, jeśli sam premier chciałby powalczyć o prezydenturę. Lider PSL swoim pomysłem na pierwszy rzut oka zaryzykował, jego słowa wzbudzić musiały poważne wątpliwości w PSL. O co więc chodzi? Wydaje się, że wrzutka lidera ludowców to skutek jego obawy o wynik wyborów i możliwe następstwa. Jeśli kandydat PSL, np. lider Władysław Kosiniak-Kamysz, skompromitowałby się niskim wynikiem, to wizja odwołania i zmian w partii może być bardzo realna. To ogromne zagrożenie dla Kosiniaka-Kamysza, który coraz mocniej jest atakowany w swojej partii za przykładanie ręki do rządów mocno odbiegających od celów i programu PSL. Lider ludowców być może więc ucieka spod politycznego topora, mając nadzieję, że wspólny kandydat będzie wygodnym unikiem i pozwoli zachować stabilność w partii. W ogóle o stabilność układu rządowego będą te wybory.

Grzegorz Schetyna wskazał jakiś czas temu, że wybory prezydenckie będą bardzo ważne, ponieważ „pozwolą domknąć system”. W podobny sposób mówił wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk, wskazując, że głównym celem strony rządowej będzie wybór kandydata, który pozwoli ostatecznie pokonać PiS. Do dziś głównym spoiwem obecnej władzy jest właśnie niechęć do poprzedniego rządu oraz chęć ostatecznego pokonania, a może nawet i zniszczenia, PiS-u. Ten cel rządzący formułują jednoznacznie jako główne założenie dotyczące także wyborów prezydenckich. To już obecnie oznacza napinanie emocji związanych z wyborami. Partie rządzące starają się podtrzymać mobilizację w elektoracie, licząc na powtórzenie mechanizmów widocznych w kampanii w 2023 roku.

Sprawa postawiona na ostrzu noża

Dziś jednak będzie to dla nich trudne. Po roku funkcjonowania rząd Donalda Tuska ma bardzo słabe notowania. Większość Polaków ocenia źle i rząd, i samego premiera. Dodatkowo sondaże partyjne wskazują na brak wzrostu poparcia typowego dla partii obejmującej władzę. Coraz powszechniejsze jest poczucie rozczarowania oraz straty czasu i szans, co będzie rzutowało na popularność kandydata na prezydenta z ramienia partii rządzących. Premier i jego zaplecze są tego świadomi, więc dodatkowo próbują podkręcać emocje. Rząd tłumaczy, że to od wyniku wyborów zależeć będzie, czy uda się „obronić i przywrócić w Polsce demokrację”. Rządzący wielokrotnie wskazywali, że prezydent Andrzej Duda jest rzekomo hamulcowym i blokuje dobre reformy, więc z nimi trzeba czekać na nowego prezydenta. Rządzący tłumaczą się w ten sposób ze swojej nieskuteczności i uzasadniają ataki polityczne na prezydenta RP, ale jednocześnie budują napięcia związane z wyborami. Wygląda na to, że będą stawiać na ostrzu noża sprawę wygranej. Już dziś można odczuć emocje, które będą narastały i będą napędzane w przyszłym roku. O ile bowiem po stronie rządowej widać niejasność i niepewność ws. kandydatów i głównego pretendenta do prezydentury, o tyle pewne jest jedno – bez bardzo silnej mobilizacji rządzący nie będą w stanie powalczyć o prezydenturę. To zwiastuje gorącą, a w części wręcz agresywną, kampanię.

Na kogo postawi PiS?

Emocji nie brakuje także po stronie głównego konkurenta politycznego obecnego rządu, czyli Prawa i Sprawiedliwości. Politycy PiS także wskazują na stawkę wyborów. Chyba najczytelniej zaprezentował to Przemysław Czarnek, mówiąc, że po przegranych przez obecną koalicję wyborach PiS ma plan doprowadzenia do przejęcia władzy w Polsce. Słusznie PiS zakłada, że przegrana przez KO w wyborach może być przełomem i szybko doprowadzić do dekompozycji obecnego rządu. Napięcia i rozchwianie układu rządowego widać już bowiem dziś. Przegrana będzie ten proces stymulować, co jest dla wszystkich jasne. Stawianie tej sprawy w ten sposób przez polityków PiS również ma na celu mobilizację i wskazanie na stawkę wyborów. Będzie to skutkowało silnymi emocjami już na etapie prekampanii. A ta w przypadku PiS wciąż pozostawia bardzo dużo pytań, na które nie ma odpowiedzi. Do dziś nie wiadomo, kto może zostać kandydatem partii na prezydenta. Co więcej, nie bardzo wiadomo nawet, na jaką taktykę PiS się zdecyduje. W partii trwa dyskusja, czy należy stawiać na nowe twarze, ludzi nieobciążonych tak mocno rządami PiS, którzy dodatkowo mają szansę zdobyć elektorat poza osobami przekonanymi, czy też wręcz odwrotnie – znaleźć kogoś mocno osadzonego w partii i popularnego w jej szeregach. Obecnie wśród potencjalnych kandydatów wymienia się Przemysława Czarnka, Mateusza Morawieckiego, Mariusza Błaszczaka, Tobiasza Bocheńskiego, Marcina Przydacza oraz Karola Nawrockiego. Każdy z nich, jak się zdaje, może otrzymać szansę walki o prezydenturę. Dziś jednak trudno przesądzać, na kogo partia postawi. Mówienie i spekulacje na ten temat były do tej pory dla PiS korzystne (opinia publiczna koncentrowała się na tym ugrupowaniu), ale obecnie sytuacja staje się ryzykowna. Jeśli czas wyboru kandydata się przedłuża, powstaje naturalnie pytanie, czy partia ma w ogóle dobrego kandydata? Dodatkowe pytania budzi metodyka, o której PiS chętnie opowiada. Wygląda na to, że partia podeszła do sprawy mocno technokratycznie i zleca kolejne badania opinii publicznej dotyczące konkretnych osób. To znów budzi pytania, czy takie podejście nie jest błędem. Tu w grę będą przecież wchodzić względy również osobowościowe i charakterologiczne. To jedyne wybory w Polsce, w których tak mocne znaczenie mają właśnie kwestie personalne. Obraz partii analizującej słupki i tabelki w Excelu w przypadku tych wyborów również nie budzi wiarygodności. I sugeruje problemy kadrowe.

Przedsmak kampanii

Dwa główne bloki polityczne są pogrążone w chaosie i dyskusjach wewnętrznych. Dziś trudno powiedzieć, na kogo postawią główne partie starające się o prezydenturę w przyszłym roku. Pewne jednak jest, że postawią na emocje, te wybory będą bowiem istotne z punktu widzenia zmian politycznych w kraju. Koalicja rządząca ma obecnie władzę, ale jest słaba i politycznie, i merytorycznie. Tworzyła rząd bez przygotowania, bez planu i programu. Do dziś jest skupiona na agresywnej polityce wobec poprzedników oraz walczy o przejęcie odpowiedzialności za całe państwo. Na tej drodze przejęcie urzędu prezydenta RP jest koniecznością. Walka więc będzie poważna. I bardzo ostra. Obecnie mamy tego przedsmak.

Kampanijne starcie głównych sił rządu i opozycji będzie zapewne koncentrowało uwagę większości Polaków. Ale warto wskazać również na inne formacje. Obecnie o swoich kandydatach mówią ugrupowania parlamentarne (Konfederacja, Wolni Republikanie, posłowie niezrzeszeni), ale też ludzie znani z publicznej aktywności. Niektórzy do dziś spodziewają się startu Doroty Gawryluk, dziennikarki Polsatu, Krzysztofa Stanowskiego z Kanału Zero, w grze pozostaje kandydatura gen. Rajmunda Andrzejczaka, byłego szefa Sztabu WP. Swoje ambicje prezydenckie sygnalizują również niektórzy współpracownicy prezydenta Andrzeja Dudy. Zapewne żaden z wymienionych mniejszych graczy prezydentury nie wywalczy, ale może wpłynąć na obraz i przebieg wyborów. W przeszłości zdarzało się, że nieoczywisty kandydat zachęcił do głosowania w wyborach na tyle dużo osób, że miał realny wpływ na ostateczne wyniki. Tak może być i teraz. Wygląda więc na to, że walka o prezydenturę tym razem będzie nie tylko ostra, ale również ciekawa.

*Autor jest prezesem Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego.

CZYTAJ TAKŻE:


 

POLECANE
Sejm zdecydował o utajnieniu posiedzenia. Bosak zdradza, czego ma dotyczyć wystąpienie Tuska polityka
Sejm zdecydował o utajnieniu posiedzenia. Bosak zdradza, czego ma dotyczyć wystąpienie Tuska

Prezydium Sejmu na wniosek premiera Donalda Tuska, zgodziło się utajnić piątkowy punkt obrad, podczas którego szef rządu ma przedstawić pilną informację dotyczącą bezpieczeństwa państwa. Jak poinformował wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak, zamknięta część potrwa około półtorej godziny.

I prezes SN: Wzywam ministra sprawiedliwości do zaprzestania kierowania gróźb wobec sędziów gorące
I prezes SN: Wzywam ministra sprawiedliwości do zaprzestania kierowania gróźb wobec sędziów

I prezes SN Małgorzata Manowska oceniła, że obecne stanowisko szefa Ministerstwa Sprawiedliwości Waldemara Żurka „wpisuje się w szerszą skalę ataków na niezależność sądów”.

Afera na Eurowizji. Kraje wycofują się z konkursu Wiadomości
Afera na Eurowizji. Kraje wycofują się z konkursu

Decyzja o dopuszczeniu Izraela do Eurowizji wywołała natychmiastowy sprzeciw czterech państw, które ogłosiły rezygnację z udziału w przyszłorocznym konkursie w Wiedniu.

Belgia zamyka elektrownie jądrowe tylko u nas
Belgia zamyka elektrownie jądrowe

Belgia właśnie zamknęła reaktor Doel 2 – jeden z najstarszych i kluczowych elementów swojej energetyki jądrowej. To symbol końca całej epoki i początek trudnych pytań o bezpieczeństwo energetyczne kraju, który rezygnuje z atomu mimo rosnących kosztów prądu i ryzyka deficytu energii. Co oznacza to dla Belgów i dla całej Europy?

Zakażony dzik w zagłębiu produkcji trzody chlewnej. Minister Krajewski: Nie wykluczamy celowego działania z ostatniej chwili
Zakażony dzik w zagłębiu produkcji trzody chlewnej. Minister Krajewski: Nie wykluczamy celowego działania

„Nie wykluczamy sabotażu, w tym wschodniej dywersji. Chronimy polską wieś i nie pozwolimy na celowe roznoszenie wirusa” - oświadczył minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski odnosząc się do sprawy wykrycia szczątków martwego dzika zakażonego wirusem Afrykańskiego Pomoru Świń w powiecie piotrkowskim.

Rząd tnie darmowe leki dla seniorów. Uzasadnienie: „Marnotrawią lekarstwa” gorące
Rząd tnie darmowe leki dla seniorów. Uzasadnienie: „Marnotrawią lekarstwa”

Minister zdrowia przyznała publicznie, że rząd przygotowuje oszczędności, tnąc listę bezpłatnych leków. Jednym z powodów mają być – jak powiedziała – sygnały o „marnotrawstwie leków” wśród seniorów.

Były wiceminister finansów z zarzutami korupcyjnymi z ostatniej chwili
Były wiceminister finansów z zarzutami korupcyjnymi

Były wiceminister finansów usłyszał zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za pośrednictwo w załatwieniu spraw. Łączna wartość przyjętych korzyści przekracza 1,5 mln złotych. Śledztwo w tej sprawie prowadzą funkcjonariusze CBA pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Ponad dwie trzecie krajów NATO dołączyło do programu wsparcia wojskowego dla Ukrainy z ostatniej chwili
Ponad dwie trzecie krajów NATO dołączyło do programu wsparcia wojskowego dla Ukrainy

Cztery miliardy dolarów zadeklarowały dotychczas europejskie kraje NATO oraz Kanada na wsparcie wojskowe dla Ukrainy w ramach programu zakupów amerykańskiej broni. Zdaniem sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego „obecnie ponad dwie trzecie sojuszników zobowiązało się do udziału w programie”.

Ziobro opuścił Węgry i pojawił się w Brukseli. Rozmawiam o skali naruszeń prawa przez rząd Tuska z ostatniej chwili
Ziobro opuścił Węgry i pojawił się w Brukseli. "Rozmawiam o skali naruszeń prawa przez rząd Tuska"

Zbigniew Ziobro powiedział w stacji wPolsce24, że podróżuje po Europie i pozostaje wolnym człowiekiem, a działania prokuratury mają być „beznadziejną próbą” politycznego pokazania siły przez Donalda Tuska.

KE przedłożyła Agendę UE na rzecz miast. To kolejny krok w kierunku centralizacji Unii Wiadomości
KE przedłożyła Agendę UE na rzecz miast. To kolejny krok w kierunku centralizacji Unii

Komisja Europejska przedstawiła Agendę UE na rzecz Miast, wzmacniającą politykę rozwoju obszarów miejskich i wzmacniającą rolę miast w przyszłym wzroście i rozwoju Europy.

REKLAMA

Stanisław Żaryn: Wybór Trzaskowskiego jako kandydata KO dla premiera jest ostatecznością

Kampania prezydencka w Polsce ruszy na dobre na początku 2025 roku, ale już dziś budzi silne emocje. Główne partie, mobilizując elektorat, wskazują na wysoką stawkę gry o prezydenturę.
Władysław Kosiniak-Kamysz i Rafał Trzaskowski
Władysław Kosiniak-Kamysz i Rafał Trzaskowski / fot. PAP/Piotr Nowak

Koalicja Obywatelska od wielu miesięcy przekonuje, że jej kandydatem na prezydenta będzie Rafał Trzaskowski.

KO wystawi Rafała Trzaskowskiego? To nie takie pewne

Ten polityk walczył już o prezydenturę w 2020 roku, a dziś jest jednym z liderów środowisk rządzących. Trzaskowski sam siebie prezentuje jako pretendenta do ważniejszych stanowisk niż gospodarz stolicy. Donald Tusk sugerował zaś wielokrotnie, że to właśnie Trzaskowski powinien być prezydentem Polski, ponieważ wybory w 2020 roku zostały mu niemal „skradzione”. Naturalne więc wydawałoby się, że Trzaskowski powalczy o prezydenturę również w 2025 roku. On sam chyba w to wierzy, w ostatnim czasie bowiem trwa jego objazd po Polsce, który trudno powiązać z funkcją prezydenta Warszawy. Opowieści polityków rządzących wskazywały, że KO postawi na Trzaskowskiego. To jednak wcale nie jest dziś takie pewne. Wbrew oficjalnej wersji pozycja Trzaskowskiego nie jest tak silna, a tajemnicą poliszynela jest wręcz wrogość Tuska wobec niego. Wygląda więc na to, że okres walki pod dywanem i ścierania się różnych kandydatów w samej KO wchodzi w gorącą fazę. Widać to zresztą. Do gry już jakiś czas temu ruszył Radosław Sikorski, który – wraz z żoną – prowadzi kampanię autopromocji. Sikorski próbuje się prezentować jako główny jastrząb antyrosyjskiej polityki, a jego żona mocniej angażuje się w przekaz do polskiej opinii publicznej. Sikorski ewidentnie włączył się do gry o nominację. I może być dla Trzaskowskiego poważnym rywalem. To z kolei bardzo dobra sytuacja dla Tuska, ponieważ wybór Trzaskowskiego dla premiera jest ostatecznością. On sam zresztą – jak się zdaje – nie porzucił marzeń o starcie. Walka Sikorskiego o nominację jest więc dla Tuska optymalna. Ma alternatywę wobec Trzaskowskiego, a gdyby konflikt był zbyt silny – może ogłosić własny start, by „pogodzić” dwóch rywalizujących konkurentów.

Władysław Kosiniak-Kamysz wspólnym kandydatem?

Patrząc z tej perspektywy, piłkę Tuskowi wystawił Władysław Kosiniak-Kamysz, który zaapelował ostatnio do środowiska rządowego o wspólnego kandydata na prezydenta. Stało się to już wtedy, gdy ugrupowania koalicyjne zapowiedziały, że będą chciały mieć swoich kandydatów. Dość szybko lidera PSL zgasił Tusk, wskazując, że w pierwszej turze każde ugrupowanie powinno mieć swojego kandydata. Jednak nie oznacza to, że do odezwy Kosiniaka-Kamysza nie można będzie wrócić, jeśli sam premier chciałby powalczyć o prezydenturę. Lider PSL swoim pomysłem na pierwszy rzut oka zaryzykował, jego słowa wzbudzić musiały poważne wątpliwości w PSL. O co więc chodzi? Wydaje się, że wrzutka lidera ludowców to skutek jego obawy o wynik wyborów i możliwe następstwa. Jeśli kandydat PSL, np. lider Władysław Kosiniak-Kamysz, skompromitowałby się niskim wynikiem, to wizja odwołania i zmian w partii może być bardzo realna. To ogromne zagrożenie dla Kosiniaka-Kamysza, który coraz mocniej jest atakowany w swojej partii za przykładanie ręki do rządów mocno odbiegających od celów i programu PSL. Lider ludowców być może więc ucieka spod politycznego topora, mając nadzieję, że wspólny kandydat będzie wygodnym unikiem i pozwoli zachować stabilność w partii. W ogóle o stabilność układu rządowego będą te wybory.

Grzegorz Schetyna wskazał jakiś czas temu, że wybory prezydenckie będą bardzo ważne, ponieważ „pozwolą domknąć system”. W podobny sposób mówił wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk, wskazując, że głównym celem strony rządowej będzie wybór kandydata, który pozwoli ostatecznie pokonać PiS. Do dziś głównym spoiwem obecnej władzy jest właśnie niechęć do poprzedniego rządu oraz chęć ostatecznego pokonania, a może nawet i zniszczenia, PiS-u. Ten cel rządzący formułują jednoznacznie jako główne założenie dotyczące także wyborów prezydenckich. To już obecnie oznacza napinanie emocji związanych z wyborami. Partie rządzące starają się podtrzymać mobilizację w elektoracie, licząc na powtórzenie mechanizmów widocznych w kampanii w 2023 roku.

Sprawa postawiona na ostrzu noża

Dziś jednak będzie to dla nich trudne. Po roku funkcjonowania rząd Donalda Tuska ma bardzo słabe notowania. Większość Polaków ocenia źle i rząd, i samego premiera. Dodatkowo sondaże partyjne wskazują na brak wzrostu poparcia typowego dla partii obejmującej władzę. Coraz powszechniejsze jest poczucie rozczarowania oraz straty czasu i szans, co będzie rzutowało na popularność kandydata na prezydenta z ramienia partii rządzących. Premier i jego zaplecze są tego świadomi, więc dodatkowo próbują podkręcać emocje. Rząd tłumaczy, że to od wyniku wyborów zależeć będzie, czy uda się „obronić i przywrócić w Polsce demokrację”. Rządzący wielokrotnie wskazywali, że prezydent Andrzej Duda jest rzekomo hamulcowym i blokuje dobre reformy, więc z nimi trzeba czekać na nowego prezydenta. Rządzący tłumaczą się w ten sposób ze swojej nieskuteczności i uzasadniają ataki polityczne na prezydenta RP, ale jednocześnie budują napięcia związane z wyborami. Wygląda na to, że będą stawiać na ostrzu noża sprawę wygranej. Już dziś można odczuć emocje, które będą narastały i będą napędzane w przyszłym roku. O ile bowiem po stronie rządowej widać niejasność i niepewność ws. kandydatów i głównego pretendenta do prezydentury, o tyle pewne jest jedno – bez bardzo silnej mobilizacji rządzący nie będą w stanie powalczyć o prezydenturę. To zwiastuje gorącą, a w części wręcz agresywną, kampanię.

Na kogo postawi PiS?

Emocji nie brakuje także po stronie głównego konkurenta politycznego obecnego rządu, czyli Prawa i Sprawiedliwości. Politycy PiS także wskazują na stawkę wyborów. Chyba najczytelniej zaprezentował to Przemysław Czarnek, mówiąc, że po przegranych przez obecną koalicję wyborach PiS ma plan doprowadzenia do przejęcia władzy w Polsce. Słusznie PiS zakłada, że przegrana przez KO w wyborach może być przełomem i szybko doprowadzić do dekompozycji obecnego rządu. Napięcia i rozchwianie układu rządowego widać już bowiem dziś. Przegrana będzie ten proces stymulować, co jest dla wszystkich jasne. Stawianie tej sprawy w ten sposób przez polityków PiS również ma na celu mobilizację i wskazanie na stawkę wyborów. Będzie to skutkowało silnymi emocjami już na etapie prekampanii. A ta w przypadku PiS wciąż pozostawia bardzo dużo pytań, na które nie ma odpowiedzi. Do dziś nie wiadomo, kto może zostać kandydatem partii na prezydenta. Co więcej, nie bardzo wiadomo nawet, na jaką taktykę PiS się zdecyduje. W partii trwa dyskusja, czy należy stawiać na nowe twarze, ludzi nieobciążonych tak mocno rządami PiS, którzy dodatkowo mają szansę zdobyć elektorat poza osobami przekonanymi, czy też wręcz odwrotnie – znaleźć kogoś mocno osadzonego w partii i popularnego w jej szeregach. Obecnie wśród potencjalnych kandydatów wymienia się Przemysława Czarnka, Mateusza Morawieckiego, Mariusza Błaszczaka, Tobiasza Bocheńskiego, Marcina Przydacza oraz Karola Nawrockiego. Każdy z nich, jak się zdaje, może otrzymać szansę walki o prezydenturę. Dziś jednak trudno przesądzać, na kogo partia postawi. Mówienie i spekulacje na ten temat były do tej pory dla PiS korzystne (opinia publiczna koncentrowała się na tym ugrupowaniu), ale obecnie sytuacja staje się ryzykowna. Jeśli czas wyboru kandydata się przedłuża, powstaje naturalnie pytanie, czy partia ma w ogóle dobrego kandydata? Dodatkowe pytania budzi metodyka, o której PiS chętnie opowiada. Wygląda na to, że partia podeszła do sprawy mocno technokratycznie i zleca kolejne badania opinii publicznej dotyczące konkretnych osób. To znów budzi pytania, czy takie podejście nie jest błędem. Tu w grę będą przecież wchodzić względy również osobowościowe i charakterologiczne. To jedyne wybory w Polsce, w których tak mocne znaczenie mają właśnie kwestie personalne. Obraz partii analizującej słupki i tabelki w Excelu w przypadku tych wyborów również nie budzi wiarygodności. I sugeruje problemy kadrowe.

Przedsmak kampanii

Dwa główne bloki polityczne są pogrążone w chaosie i dyskusjach wewnętrznych. Dziś trudno powiedzieć, na kogo postawią główne partie starające się o prezydenturę w przyszłym roku. Pewne jednak jest, że postawią na emocje, te wybory będą bowiem istotne z punktu widzenia zmian politycznych w kraju. Koalicja rządząca ma obecnie władzę, ale jest słaba i politycznie, i merytorycznie. Tworzyła rząd bez przygotowania, bez planu i programu. Do dziś jest skupiona na agresywnej polityce wobec poprzedników oraz walczy o przejęcie odpowiedzialności za całe państwo. Na tej drodze przejęcie urzędu prezydenta RP jest koniecznością. Walka więc będzie poważna. I bardzo ostra. Obecnie mamy tego przedsmak.

Kampanijne starcie głównych sił rządu i opozycji będzie zapewne koncentrowało uwagę większości Polaków. Ale warto wskazać również na inne formacje. Obecnie o swoich kandydatach mówią ugrupowania parlamentarne (Konfederacja, Wolni Republikanie, posłowie niezrzeszeni), ale też ludzie znani z publicznej aktywności. Niektórzy do dziś spodziewają się startu Doroty Gawryluk, dziennikarki Polsatu, Krzysztofa Stanowskiego z Kanału Zero, w grze pozostaje kandydatura gen. Rajmunda Andrzejczaka, byłego szefa Sztabu WP. Swoje ambicje prezydenckie sygnalizują również niektórzy współpracownicy prezydenta Andrzeja Dudy. Zapewne żaden z wymienionych mniejszych graczy prezydentury nie wywalczy, ale może wpłynąć na obraz i przebieg wyborów. W przeszłości zdarzało się, że nieoczywisty kandydat zachęcił do głosowania w wyborach na tyle dużo osób, że miał realny wpływ na ostateczne wyniki. Tak może być i teraz. Wygląda więc na to, że walka o prezydenturę tym razem będzie nie tylko ostra, ale również ciekawa.

*Autor jest prezesem Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego.

CZYTAJ TAKŻE:



 

Polecane