"To największy problem". Groźne porady w mediach społecznościowych

Od kilku dni na Facebooku i Instagramie pojawiają się filmiki promujące walkę z rakiem za pomocą głodówki. Jak twierdzi ekspertka, zasięgi tych rolek to zasługa algorytmów, a nie wyraz rzeczywistego zainteresowania użytkowników. Jednak i tak „zalecenia” influencerów stanowią śmiertelne zagrożenie.
Ekran telefonu / zdjęcie ilustracyjne
Ekran telefonu / zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com

Raka można zagłodzić? Groźne porady w sieci 

Przygotowane z dużą starannością filmiki "dydaktyczne" zamieszczane na kontach „trenerów” ujawniających „łatwe i skuteczne” alternatywy dla tradycyjnych metod leczenia rożnych chorób, przekonują, że raka można zagłodzić. Wystarczy nie jeść. Jak długo? Tu wśród influencerów nie ma jednomyślności i wariantów jest tyle, ilu autorów rolek. W niektórych wersjach „kuracja” trwa 36 godzin, ale są i takie, które zalecają powstrzymanie się od spożywania posiłków przez 40 dni.

Czy istnieje chociaż nikła szansa, że taka forma terapii pozwoli wyleczyć chorobę nowotworową? Jak w rozmowie z PAP przekonywał dr hab. n. med. Wojciech Rogowski, onkolog, prof. Uniwersytetu Pomorskiego w Słupsku, koordynator oddziału onkologii szpitala wojewódzkiego w Słupsku, prezes Stowarzyszenia Profilaktyki Onkologicznej „Wyprzedzić raka” (wyprzedzicraka.pl), jest odwrotnie.

„Skuteczność tej metody nie została potwierdzona żadnymi badaniami. A te wręcz wykazują, że jest szkodliwa. Mamy szereg metod skutecznego leczenia chorób nowotworowych. Stosowanie głodówki może zaszkodzić nawet osobom zdrowym” – podkreślił Wojciech Rogowski i przyznał, że miał do czynienia z pacjentami, którzy stosowali głodówkę równolegle z leczeniem konwencjonalnym, czyli np. chemioterapią czy leczeniem biologicznym. „Nierzadko leczenie konwencjonalne w takich warunkach trzeba było przerwać, bo toksyczność leków jest na tyle duża, że osłabieni głodówką pacjenci nie byli zdolni do kontynuowania leczenia”

- przestrzegł Wojciech Rogowski.

Influencerom oferującym alternatywne formy leczenia nierzadko udaje się uwieść pacjentów, którzy mają dobre rokowania na wyleczenie tradycyjnymi metodami lub wręcz w ogóle go jeszcze nie podjęli.

„To największy problem. Grupa chorych, której liczebność trudno oszacować – mam nadzieję, że jest niewielka – którzy odmawiają leczenia konwencjonalnego, bo tak zwanym specjalistom udało się ich przekonać, że metody alternatywne, w tym głodówka, dają im większe szanse na wyleczenie”

- powiedział Wojciech Rogowski. Dodał jednak, że ofiarami padają również osoby, w przypadku których po bezskutecznym zastosowaniu kilku linii leczenia, lekarze mogą zaproponować już tylko leczenie paliatywne.

„Tacy pacjenci poddają się głodówkom, co jeszcze bardziej pogarsza ich sytuację. Uważam jednak, że najgorszą sytuacją jest ta, w której chorzy przestraszeni klasyczną chemioterapią i jej działaniami niepożądanymi odmawiają jej i ulegają sugestiom szarlatanów”

- mówił.

Z obserwacji Wojciecha Rogowskiego wynika, że ci ostatni mogą poświęcić więcej czasu i uwagi, na zachęcenie chorego do swojej metody. „To tajemnica poliszynela, że przy takiej liczbie zachorowań jesteśmy wszyscy bardzo przeciążeni i być może czasem bywamy mniej sugestywni” – przyznał rozmówca PAP.

Podobne spostrzeżenia ma dr n. med. Mariola Kosowicz, psychoonkolog, kierownik Poradni Zdrowia Psychicznego w Narodowym Instytucie Onkologii im. M. Skodowskiej-Curie w Warszawie.

„Szarlatani z reguły mają dla chorych czas i dość łatwe zadanie, żeby pokazać, co z pacjentem robi chemia. Co dzieje się z włosami, skórą, jakie są efekty kardiologiczne. Jeśli trafiają na osobę z natury podatną na iluzję, to taka osoba w to wchodzi”

- tłumaczyła ekspertka.

Łatwy cel dla oszustów?

Czy przestraszeni chorobą nowotworową i wizją często bardzo wymagającego leczenia pacjenci są szczególnie łatwym celem dla oszustów? W ocenie Marioli Kosowicz nie da się tu wypracować żadnej reguły. Wiele zależy od osobowości pacjenta i postaw, które przedstawiał przed zachorowaniem.

„Część z nich rzeczywiście łatwo daje się w to wciągnąć. Miałam przypadki, w których świetnie rokujący pacjenci rezygnowali z tradycyjnego leczenia. Inni, choć mieli proponowane różne dziwne metody tak zwanego leczenia, pozostali na nie odporni. Ufali swojemu lekarzowi i rozmawiali z nim o takich ofertach”

- powiedziała Mariola Kosowicz.

W swojej praktyce spotkała się też z przypadkami, w których chorzy trafiali na różne kuracje niemedyczne z jeszcze innych powodów. „Miałam pacjenta, który co prawda nie zrezygnował z naszego leczenia, ale przyznał, że choć to nie jego bajka, miał ustawioną jakąś dziwną dietę i jeździł do jakiegoś dziwnego specjalisty. Zapytany, po co to robi, odparł, że za namową żony, która by sobie nie wybaczyła, gdyby nie spróbowali, a przytrafiłoby mu się coś złego” – wspominała rozmówczyni PAP.

Chorzy trafiają "pod opiekę" oszustów popychani właśnie przez otoczenie. „Zarówno w przypadku osób, które zgłosiły się na leczenie późno i które być może nie będą całkiem wyleczone, jak i te, które mogłyby być wyleczone, pojawia się często panika i potrzeba bycia zaopiekowanym. Rozdzwania się też telefon, a ciocie i znajomi znajomych przekonują, że słyszały o takim, czy innym specjaliście oferującym taką, czy inną metodę leczenia” – tłumaczyła Mariola Kosowicz.

Zniechęcanie do tradycyjnego leczenia

Choć zniechęcanie do tradycyjnego leczenia na rzecz własnych alternatywnych metod, to namawianie do samobójstwa, zdarzają się, choć nieczęsto, także "nieszkodliwi" oszuści. „Trafiają się i tacy, którzy twierdzą, że tylko wspomagają leczenie. Mówią: podzielę się moją energią, albo proszę nosić w kieszeni hubę ode mnie, ale nie rezygnować z tradycyjnego leczenia. Jednak są oni bardzo nieliczni. Po prostu dla osób tracących nadzieję nie są tak atrakcyjni, jak ci, którzy powiedzą: +patrz, chemia zabiła tego, tego i tego. A teraz próbują wykończyć ciebie" - podkreśliła Mariola Kosowicz i wyjaśniła, że o ile huba w kieszeni, przy zachowaniu tradycyjnego leczenia, nie może zaszkodzić, o tyle głodówka jest niezwykle niebezpieczna.

„Przy nowotworze, jak i przy innych chorobach przewlekłych, organizm zupełnie inaczej funkcjonuje. Człowiek jest na bardzo wysokim poziomie pobudzenia lękowego, ma podniesiony kortyzol i wiele innych związków biochemicznych. To dramatyczny wydatek energetyczny. I takiemu komuś się mówi, że ma nie jeść?!”

- mówiła.

Motywacja sprzedających cudowne leki czy terapie osobom często pozbawionym nadziei, choć zasługująca na potępienie, jest względnie zrozumiała. Co jednak kieruje użytkownikami mediów społecznościowych produkującymi takie materiały „dydaktyczne”? I czemu mają tak ogromne zasięgi?

„Brak należytej administracji na platformach społecznościowych, brak selekcji materiałów, brak skutecznego mechanizmu ich zgłaszania. Do tego dochodzi kryzys autorytetów, z którym mamy do czynienia na całym świecie”

- powiedziała PAP dr Ilona Dąbrowska, specjalistka od mediów społecznościowych, dziennikarstwa internetowego oraz e-komunikacji, UMCS. „Większość z nas zna nazwiska sportowców, celebrytów, aktorów, youtuberów czy influencerów, natomiast jeśli zapytamy kogoś o autorytet ze świata nauki, to z dużym prawdopodobieństwem nie będzie wiedział, o kogo chodzi. Obsadzanie w roli autorytetów influencerów odbija się czkawką przez pojawianie się takich właśnie treści” - dodała.

"Bardzo niebezpieczne treści"

Jak przekonywała Ilona Dąbrowska, influencerzy próbują budować swoją popularność na bazie treści, które cieszą się dużym zainteresowaniem. A medyczne, w tym związane z chorobami nowotworowymi, zawsze do takich należały. „Niektórzy z nich zorientowali się, że to przestrzeń do zagospodarowania i zaczęli tworzyć. Tworzyć niestety treści bardzo niebezpieczne treści” - zaznaczyła.

Zdaniem ekspertki fakt, że materiały te mają tak olbrzymie zasięgi, wcale nie świadczy o tym, że są tak popularne. Co zarazem nie znaczy, że nie stanowią wielkiego zagrożenia.

„Współczesny internet to algorytmy, a te działają w taki sposób, że w określonym momencie promują daną treść. Często fałszywą, nierzadko wręcz szkodliwą” - wyjaśniła Ilona Dąbrowska. - „Choć zasięg takiego posta nie znaczy wcale, że zobaczyło go aż tyle osób, to mimo to jest bardzo niebezpieczny. Przecież wystarczy, że do zawartych w nim zaleceń zastosuje się pięć, trzy czy nawet jedna osoba” - powiedziała.


 

POLECANE
ONZ grozi bankructwo z ostatniej chwili
ONZ grozi bankructwo

Cytowany przez BBC szef organu ostrzegł, że Organizacji Narodów Zjednoczonych grozi „bezpośrednie załamanie finansowe" z powodu niepłacenia przez państwa członkowskie składek.

Premier Belgii wezwał przywódców UE do “rozprawienia się” z Komisją Europejską z ostatniej chwili
Premier Belgii wezwał przywódców UE do “rozprawienia się” z Komisją Europejską

Jak poinformował portal brusselsreport.eu. przemawiając na noworocznym wydarzeniu „Przyszłość Europy” belgijskiego dziennika De Tijd, premier Belgii Bart De Wever oświadczył, że europejscy przywódcy muszą podjąć „represje” wobec Komisji Europejskiej.

Tragedia w Hamburgu. Imigrant z Sudanu wciągnął pod pociąg metra przypadkową dziewczynę z ostatniej chwili
Tragedia w Hamburgu. Imigrant z Sudanu wciągnął pod pociąg metra przypadkową dziewczynę

W czwartek wieczorem na stacji metra Wandsbek Markt w Hamburgu imigrant z Sudanu wciągnął pod nadjeżdżający pociąg przypadkową dziewczynę. Zginęli oboje. Wydział zabójstw (LKA 41) przejął śledztwo w sprawie podejrzenia zabójstwa.

Tȟašúŋke Witkó: O Europie bez Europy tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: O Europie bez Europy

Czy ja kiedykolwiek pisałem Państwu, że Europa jest rządzona przez osobników, których charakteryzuje skrajny infantylizm? Pewnie pisałem i to wielokrotnie, ale dopiero wtedy, kiedy człowiek uświadomi sobie, że taka Francja – kraj zamieszkiwany przez niemalże 70 mln ludzi – kierowana jest batutą Emmanuela Macrona, człeka o intelekcie pośledniejszym, niż rozum Ewy Kopacz, może ogarnąć autentyczne przerażenie.

Zmarła znana hollywoodzka aktorka z ostatniej chwili
Zmarła znana hollywoodzka aktorka

Aktorka Catherine O'Hara zmarła w piątek w swoim domu w Los Angeles - poinformowała agencja reprezentująca artystkę. Urodzona w Kanadzie O'Hara miała 71 lat. Była znana m.in. z roli w filmie „Kevin sam w domu”, gdzie wcieliła się w matkę tytułowego chłopca czy kreacji w „Soku z żuka”.

Zdrowe państwo strzela do najeźdźców. Upadające – atakuje obrońców granic tylko u nas
Zdrowe państwo strzela do najeźdźców. Upadające – atakuje obrońców granic

Prokuratura postawiła żołnierzowi broniącemu granic zarzuty, a nielegalny imigrant domaga się odszkodowania. Agresor jest chroniony, a obrońca granic atakowany z urzędu. Ten scenariusz znamy z krajów Zachodu, a jest on elementem głębokiej inżynierii społecznej mającej na celu uczynienie wojska i obywateli niezdolnymi do obrony granic.

Rada Europy nie uderza w terapie konwersyjne tylko w wolność tylko u nas
Rada Europy nie uderza w "terapie konwersyjne" tylko w wolność

Rada Europy przyjęła właśnie rezolucję, która zakazuje „terapii konwersyjnych”. Nawet na Zachodzie Europy, gdzie było to częstą praktyką nie stosuje się od dawna niebezpiecznych praktyk "konwersyjnych", za to Rada Europy wrzuca nieszkodliwe praktyki religijne do jednego worka z torturami. Nowa rezolucja wspiera też ideologię gender, zaprzeczając ludzkiej biologii.

Sąd Najwyższy: legitymowanie nie jest dowolną władzą Policji tylko u nas
Sąd Najwyższy: legitymowanie nie jest dowolną władzą Policji

Czy obywatel ma obowiązek podać swoje dane osobowe zawsze, gdy funkcjonariusz tego zażąda? Sąd Najwyższy w wyroku z 17 grudnia 2025 r. (II KK 473/25) odpowiada jednoznacznie: nie.

Byłem na obchodach wyzwolenia Auschwitz. Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania tylko u nas
Byłem na obchodach "wyzwolenia" Auschwitz. Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania

Jak co roku 27 stycznia, pragniemy uczcić pamięć naszych Przodków w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak co roku, towarzyszą nam te same procedury. Nikt bez zgody muzeum nie zostaje wpuszczony, by oddać hołd wszystkim ofiarom niemieckich zbrodni, w tym także Polakom. Świadczy temu szereg procedur, które działają tam od dłuższego już czasu. Procedur, które w żadnym innym byłym obozie czy to w Polsce czy na zachodzie, nie są praktykowane.

Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą tylko u nas
Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą

„Jeśli podążał za ROE (zasady użycia siły), to potknięcie się nie ma z tym nic wspólnego. Jeśli takie ściganie zostanie dopuszczone, podważy to morale żołnierzy i poczucie obowiązku” - skomentował mjr Rocco Spencer, były oficer US Army, zarzuty wobec broniącego granicy żołnierza, który od prokuratury Waldemara Żurka usłyszał zarzuty.

REKLAMA

"To największy problem". Groźne porady w mediach społecznościowych

Od kilku dni na Facebooku i Instagramie pojawiają się filmiki promujące walkę z rakiem za pomocą głodówki. Jak twierdzi ekspertka, zasięgi tych rolek to zasługa algorytmów, a nie wyraz rzeczywistego zainteresowania użytkowników. Jednak i tak „zalecenia” influencerów stanowią śmiertelne zagrożenie.
Ekran telefonu / zdjęcie ilustracyjne
Ekran telefonu / zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com

Raka można zagłodzić? Groźne porady w sieci 

Przygotowane z dużą starannością filmiki "dydaktyczne" zamieszczane na kontach „trenerów” ujawniających „łatwe i skuteczne” alternatywy dla tradycyjnych metod leczenia rożnych chorób, przekonują, że raka można zagłodzić. Wystarczy nie jeść. Jak długo? Tu wśród influencerów nie ma jednomyślności i wariantów jest tyle, ilu autorów rolek. W niektórych wersjach „kuracja” trwa 36 godzin, ale są i takie, które zalecają powstrzymanie się od spożywania posiłków przez 40 dni.

Czy istnieje chociaż nikła szansa, że taka forma terapii pozwoli wyleczyć chorobę nowotworową? Jak w rozmowie z PAP przekonywał dr hab. n. med. Wojciech Rogowski, onkolog, prof. Uniwersytetu Pomorskiego w Słupsku, koordynator oddziału onkologii szpitala wojewódzkiego w Słupsku, prezes Stowarzyszenia Profilaktyki Onkologicznej „Wyprzedzić raka” (wyprzedzicraka.pl), jest odwrotnie.

„Skuteczność tej metody nie została potwierdzona żadnymi badaniami. A te wręcz wykazują, że jest szkodliwa. Mamy szereg metod skutecznego leczenia chorób nowotworowych. Stosowanie głodówki może zaszkodzić nawet osobom zdrowym” – podkreślił Wojciech Rogowski i przyznał, że miał do czynienia z pacjentami, którzy stosowali głodówkę równolegle z leczeniem konwencjonalnym, czyli np. chemioterapią czy leczeniem biologicznym. „Nierzadko leczenie konwencjonalne w takich warunkach trzeba było przerwać, bo toksyczność leków jest na tyle duża, że osłabieni głodówką pacjenci nie byli zdolni do kontynuowania leczenia”

- przestrzegł Wojciech Rogowski.

Influencerom oferującym alternatywne formy leczenia nierzadko udaje się uwieść pacjentów, którzy mają dobre rokowania na wyleczenie tradycyjnymi metodami lub wręcz w ogóle go jeszcze nie podjęli.

„To największy problem. Grupa chorych, której liczebność trudno oszacować – mam nadzieję, że jest niewielka – którzy odmawiają leczenia konwencjonalnego, bo tak zwanym specjalistom udało się ich przekonać, że metody alternatywne, w tym głodówka, dają im większe szanse na wyleczenie”

- powiedział Wojciech Rogowski. Dodał jednak, że ofiarami padają również osoby, w przypadku których po bezskutecznym zastosowaniu kilku linii leczenia, lekarze mogą zaproponować już tylko leczenie paliatywne.

„Tacy pacjenci poddają się głodówkom, co jeszcze bardziej pogarsza ich sytuację. Uważam jednak, że najgorszą sytuacją jest ta, w której chorzy przestraszeni klasyczną chemioterapią i jej działaniami niepożądanymi odmawiają jej i ulegają sugestiom szarlatanów”

- mówił.

Z obserwacji Wojciecha Rogowskiego wynika, że ci ostatni mogą poświęcić więcej czasu i uwagi, na zachęcenie chorego do swojej metody. „To tajemnica poliszynela, że przy takiej liczbie zachorowań jesteśmy wszyscy bardzo przeciążeni i być może czasem bywamy mniej sugestywni” – przyznał rozmówca PAP.

Podobne spostrzeżenia ma dr n. med. Mariola Kosowicz, psychoonkolog, kierownik Poradni Zdrowia Psychicznego w Narodowym Instytucie Onkologii im. M. Skodowskiej-Curie w Warszawie.

„Szarlatani z reguły mają dla chorych czas i dość łatwe zadanie, żeby pokazać, co z pacjentem robi chemia. Co dzieje się z włosami, skórą, jakie są efekty kardiologiczne. Jeśli trafiają na osobę z natury podatną na iluzję, to taka osoba w to wchodzi”

- tłumaczyła ekspertka.

Łatwy cel dla oszustów?

Czy przestraszeni chorobą nowotworową i wizją często bardzo wymagającego leczenia pacjenci są szczególnie łatwym celem dla oszustów? W ocenie Marioli Kosowicz nie da się tu wypracować żadnej reguły. Wiele zależy od osobowości pacjenta i postaw, które przedstawiał przed zachorowaniem.

„Część z nich rzeczywiście łatwo daje się w to wciągnąć. Miałam przypadki, w których świetnie rokujący pacjenci rezygnowali z tradycyjnego leczenia. Inni, choć mieli proponowane różne dziwne metody tak zwanego leczenia, pozostali na nie odporni. Ufali swojemu lekarzowi i rozmawiali z nim o takich ofertach”

- powiedziała Mariola Kosowicz.

W swojej praktyce spotkała się też z przypadkami, w których chorzy trafiali na różne kuracje niemedyczne z jeszcze innych powodów. „Miałam pacjenta, który co prawda nie zrezygnował z naszego leczenia, ale przyznał, że choć to nie jego bajka, miał ustawioną jakąś dziwną dietę i jeździł do jakiegoś dziwnego specjalisty. Zapytany, po co to robi, odparł, że za namową żony, która by sobie nie wybaczyła, gdyby nie spróbowali, a przytrafiłoby mu się coś złego” – wspominała rozmówczyni PAP.

Chorzy trafiają "pod opiekę" oszustów popychani właśnie przez otoczenie. „Zarówno w przypadku osób, które zgłosiły się na leczenie późno i które być może nie będą całkiem wyleczone, jak i te, które mogłyby być wyleczone, pojawia się często panika i potrzeba bycia zaopiekowanym. Rozdzwania się też telefon, a ciocie i znajomi znajomych przekonują, że słyszały o takim, czy innym specjaliście oferującym taką, czy inną metodę leczenia” – tłumaczyła Mariola Kosowicz.

Zniechęcanie do tradycyjnego leczenia

Choć zniechęcanie do tradycyjnego leczenia na rzecz własnych alternatywnych metod, to namawianie do samobójstwa, zdarzają się, choć nieczęsto, także "nieszkodliwi" oszuści. „Trafiają się i tacy, którzy twierdzą, że tylko wspomagają leczenie. Mówią: podzielę się moją energią, albo proszę nosić w kieszeni hubę ode mnie, ale nie rezygnować z tradycyjnego leczenia. Jednak są oni bardzo nieliczni. Po prostu dla osób tracących nadzieję nie są tak atrakcyjni, jak ci, którzy powiedzą: +patrz, chemia zabiła tego, tego i tego. A teraz próbują wykończyć ciebie" - podkreśliła Mariola Kosowicz i wyjaśniła, że o ile huba w kieszeni, przy zachowaniu tradycyjnego leczenia, nie może zaszkodzić, o tyle głodówka jest niezwykle niebezpieczna.

„Przy nowotworze, jak i przy innych chorobach przewlekłych, organizm zupełnie inaczej funkcjonuje. Człowiek jest na bardzo wysokim poziomie pobudzenia lękowego, ma podniesiony kortyzol i wiele innych związków biochemicznych. To dramatyczny wydatek energetyczny. I takiemu komuś się mówi, że ma nie jeść?!”

- mówiła.

Motywacja sprzedających cudowne leki czy terapie osobom często pozbawionym nadziei, choć zasługująca na potępienie, jest względnie zrozumiała. Co jednak kieruje użytkownikami mediów społecznościowych produkującymi takie materiały „dydaktyczne”? I czemu mają tak ogromne zasięgi?

„Brak należytej administracji na platformach społecznościowych, brak selekcji materiałów, brak skutecznego mechanizmu ich zgłaszania. Do tego dochodzi kryzys autorytetów, z którym mamy do czynienia na całym świecie”

- powiedziała PAP dr Ilona Dąbrowska, specjalistka od mediów społecznościowych, dziennikarstwa internetowego oraz e-komunikacji, UMCS. „Większość z nas zna nazwiska sportowców, celebrytów, aktorów, youtuberów czy influencerów, natomiast jeśli zapytamy kogoś o autorytet ze świata nauki, to z dużym prawdopodobieństwem nie będzie wiedział, o kogo chodzi. Obsadzanie w roli autorytetów influencerów odbija się czkawką przez pojawianie się takich właśnie treści” - dodała.

"Bardzo niebezpieczne treści"

Jak przekonywała Ilona Dąbrowska, influencerzy próbują budować swoją popularność na bazie treści, które cieszą się dużym zainteresowaniem. A medyczne, w tym związane z chorobami nowotworowymi, zawsze do takich należały. „Niektórzy z nich zorientowali się, że to przestrzeń do zagospodarowania i zaczęli tworzyć. Tworzyć niestety treści bardzo niebezpieczne treści” - zaznaczyła.

Zdaniem ekspertki fakt, że materiały te mają tak olbrzymie zasięgi, wcale nie świadczy o tym, że są tak popularne. Co zarazem nie znaczy, że nie stanowią wielkiego zagrożenia.

„Współczesny internet to algorytmy, a te działają w taki sposób, że w określonym momencie promują daną treść. Często fałszywą, nierzadko wręcz szkodliwą” - wyjaśniła Ilona Dąbrowska. - „Choć zasięg takiego posta nie znaczy wcale, że zobaczyło go aż tyle osób, to mimo to jest bardzo niebezpieczny. Przecież wystarczy, że do zawartych w nim zaleceń zastosuje się pięć, trzy czy nawet jedna osoba” - powiedziała.



 

Polecane