Donald Tusk stanie się jeszcze bardziej brutalny i niebezpieczny

Liderzy Trzeciej Drogi i Lewicy przekonali się, ile kosztuje pół roku koalicji z toksycznym sojusznikiem. Lider Platformy Obywatelskiej umocnił swoją władzę i będzie jeszcze bardziej brutalny i niebezpieczny.
Donald Tusk Donald Tusk stanie się jeszcze bardziej brutalny i niebezpieczny
Donald Tusk / PAP/Radek Pietruszka

Donald Tusk przełamał dziesięcioletnie pasmo wyborczych porażek, co wzmacnia jego pozycję w rządzącej Polską koalicji i brukselskich elitach pragnących przekształcić Unię Europejską w superpaństwo. Jego osobisty sukces nie jest jednak dobrym zwiastunem dla sposobu sprawowania władzy ani dla przyszłości naszego kraju. Oznacza zaostrzenie konfliktu wewnętrznego, którego celem jest scalenie bloku liberalno-lewicowego oraz zduszenie partii konserwatywnych.

Trzecia Droga w ślepej uliczce 

Największym przegranym wyborów jest formacja Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołowni. Oczywiście obaj liderzy mogą się pocieszać, że ich niecałe siedem procent poparcia to wynik niskiej frekwencji i słabej mobilizacji – szczególnie elektoratu PSL, dla którego nie są to ważne wybory. Jednak brutalna prawda wygląda tak, że polityczny projekt pod nazwą „Trzecia Droga” właśnie boleśnie się przekonał, czym się kończy brak wyrazistości i spójnego programu. Na taki luksus może sobie pozwolić Platforma Obywatelska, dla której głównym paliwem jest nienawiść – do PiS, Kościoła czy tradycji. Mniejszy gracz, który chce pozostać przy stole mimo mniejszych zasobów, musi mieć karty dwa razy lepsze – program, spójny przekaz i jasno określony cel. Na dodatek znacznie dalej sięgający niż próba uzyskania prezydentury przez Szymona Hołownię. 
Tego wszystkiego Trzecia Droga nie miała. Najpierw próbowała płynąć na fali poniewierania PiS, ale szybko się przekonała, że stojący za Tuskiem ludzie dawnego Urzędu Ochrony Państwa bandyckie metody stosują także wobec sojuszników. To dlatego kilka dni przed wyborami wybuchła afera z zatrzymanymi i zakutymi w kajdanki żołnierzami. Początkowo wydawało się, że afera obciąży cały rząd, ale premier doskonale rozumiał – tę wiedzę musieli mu dostarczyć ludzie z największych technologicznych koncernów – że cała odpowiedzialność spadnie na ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza. Premier zresztą sam się o to postarał, dając sygnał, że możliwa jest nawet dymisja. 

Na dodatek prezes PSL tak bardzo zagmatwał się w przedstawianiu wersji wydarzeń, że nie było wiadomo, czy o zatrzymaniu żołnierzy wiedział, czy też nie. Obie wersje były zresztą dla niego kompromitujące. 
Zderzenie się z wywodzącym się ze służb specjalnych zapleczem Tuska było jak trafienie obuchem w potylicę. Widać było, że Kosiniak-Kamysz i Hołownia nie wiedzieli dokładnie, co się dzieje. Stracili grunt pod nogami. Przekonali się, czym kończy się próba dystansowania się od Platformy. Obaj w kampanii starali się pokazać, że są zwolennikami polityki prorozwojowej, odmiennej od tego, co forsuje szef rządu. To właśnie za to spotkała ich kara. 

Teraz stanęli przed wyborem: albo będą stali grzecznie w szeregu w miejscu, które wyznaczył im Tusk, albo machina służb specjalnych i zaprzyjaźnionych mediów będzie kontynuowała proces destrukcji. Lider PO udowodnił, że nie zamierza nikogo straszyć, ostrzegać czy stawiać warunków. Uderzy brutalnie w najmniej spodziewanym momencie i nie będzie brał jeńców. 

Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że żaden z liderów Trzeciej Drogi nie jest zdolny do ostrej wolty i zerwania koalicji. Być może wybaczyłyby to nawet elektoraty, które – jak widać w braku mobilizacji – są sfrustrowane polityką rządu, ale stojące za dwiema formacjami grupy interesów (szczególnie za Hołownią) jeszcze nie odzyskały zainwestowanych środków. Dlatego jak na razie obaj skazani są na poniżenia i poniewieranie ze strony Tuska, który zrobi wszystko, by przeciągnąć na swoją stronę duże grupy elektoratu tych partii.

Czytaj także: Stanisław Żaryn: Musimy odbudować zaufanie polskich żołnierzy i funkcjonariuszy wobec państwa

Lewica już tonie 

O najsłabszym koalicjancie można już w zasadzie pisać w czasie przeszłym. Kampania Lewicy pokazała, że poza niemrawą walką o prawa mniejszości seksualnych i PESEL-u dla zwierząt nie ma nic do zaoferowania. Jakby nie zauważyła, że w kraju toczy się poważna dyskusja o przyjmowaniu imigrantów, bezpieczeństwie, a przede wszystkim o kierunkach rozwoju. 

Liderzy Lewicy nie potrafili nawet wyraźnie wyartykułować, że chcieliby, by Polska rozpłynęła się w Unii Europejskiej i w ten sposób zerwała z tradycją, historią i narodową tożsamością. Choć hasła te są naiwne i niezbyt mądre, to w społeczeństwie każdego kraju UE znajdują zwolenników marzących o świecie z piosenek Beatlesów. 

Lewica jednak nie ma zbyt dużego pola manewru. Jej jedynym i naturalnym sojusznikiem jest PO. Wyjście z koalicji oznaczałoby oderwanie od stanowisk, gniew partyjnego aktywu i szybki odpływ zawiedzionego elektoratu. Włodzimierz Czarzasty i jego towarzysze są więc dziś w pozycji karpia, który może liczyć tylko na to, że nie będzie wcześniejszej wigilii. 

Prawica w rozsypce

Matematycznie wynik partii prawicowych nie jest zły, w koalicji być może nawet byłyby w stanie rządzić. Tyle tylko że znaczna część PiS widzi w Konfederacji zagrożenie, gdyż odbiera im ona wyborców z prawej strony. Także Konfederacja buduje swoją popularność na kwestionowaniu prawicowości partii Jarosława Kaczyńskiego, zwłaszcza eksponując zbyt ugodową politykę wobec Brukseli. Nic nie zapowiada więc końca wojny. 

Ważniejsze jest jednak, że PiS – choć jego politycy oficjalnie to bagatelizują – przegrało pierwsze od dziesięciu lat wybory. Nawet jeśli tylko o dziewięć dziesiątych punktu procentowego, to jednak partia spadła z pierwszego miejsca. Tuskowi udało się przełamać ważną barierę psychologiczną i uzyskać przewagę zarówno w kraju, jak i za granicą. 

Wybory pokazały, że w PiS mija czas zgranych twarzy, które wywołują niechęć, by nie powiedzieć nienawiść dużych grup wyborców. Ich polityczna siła właśnie została zweryfikowana. Jarosław Kaczyński z pewnością zyskał nowe argumenty, by przebudować partię i nadać jej nieco świeżości. Nie wiemy jednak, czy to zrobi, gdyż byłoby to zapowiedzią nowych napięć i konfliktów. Starzy działacze nie zamierzają odchodzić na emeryturę, a poza tym prezes PiS ma do nich słabość – wszak byli z nim w najtrudniejszych czasach. Są więc trochę jak rodzina. 

Tusk bardziej niebezpieczny

Oczywistym zwycięzcą jest Donald Tusk. Właśnie dostał od społeczeństwa potwierdzenie, że łamanie prawa, złe rządzenie, wstrzymywanie inwestycji, arogancja, a przede wszystkim wszechobecne kłamstwo i oszustwo przynoszą spodziewany efekt. Obrażanie inteligencji i kwestionowanie pamięci nie tylko zupełnie nie przeszkadza jego wyborcom, ale nawet im się podoba. Właśnie tego chcą. Zgodzą się na każde świństwo, byle tylko nie rządziło PiS.

Możemy się więc spodziewać, że wkrótce zaczną napływać do Polski nielegalni imigranci, z którymi nie radzą sobie Niemcy i Francuzi. Skończy się wysyłanie sprzecznych informacji w sprawie Centralnego Portu Komunikacyjnego – projekt po prostu zostanie zamknięty z powodu braku pieniędzy. Podobnie jak rozbudowa portów czy pogłębienie Odry. 

Pół roku rządów Tuska spowodowało, że w budżecie brakuje pieniędzy na NFZ, a w oczy rządzącym zajrzało widmo procedury nadmiernego deficytu, co może skutkować koniecznością drastycznych oszczędności budżetowych. Jeśli tak się stanie, efektem będzie długotrwała stagnacja gospodarcza, gdyż wraz z cięciami socjalnymi załamią się konsumpcja i państwowe inwestycje. Przedsiębiorcy prywatni, którzy i tak inwestują niechętnie, będą myśleli raczej o tym, jak przetrwać kryzys, niż rozwijać produkcję. 

W imię utrzymania u władzy „partii proeuropejskich” obecnie rządząca ekipa będzie mogła przez pewien czas liczyć na przychylność Brukseli, ale w dłuższej perspektywie nie da się wstrzymać unijnych procedur. Zignorować je mogli Francuzi, ale Polsce nikt nie odpuści. Zwłaszcza że będzie to droga do szybszego podporządkowania naszego kraju unijnym instytucjom. Zostało to już przetestowane w przypadku Grecji, Cypru, Włoch czy Hiszpanii. Właśnie podczas kryzysu.

Tusk będzie więc mógł liczyć na wsparcie w niszczeniu PiS-u wszelkimi metodami, ale jeśli chodzi o prawdziwą politykę, to nikt mu ręki nie poda. Dlatego jego sukces wyborczy i umocnienie władzy są niebezpieczne, gdyż przez najbliższe lata w glorii chwały zwycięzcy będzie eskalował poziom konfliktu, by przykryć tym złe rządzenie. 

Czytaj także: [Felieton „TS”] Karol Gac: Krajobraz powyborczy

Droga do superpaństwa

Pokonując Prawo i Sprawiedliwość, Donald Tusk zyskał jeszcze jeden atut – będzie twierdził, że Polacy popierają jego politykę europejską. Ma prawo uznać, że uzyskał zgodę na zmianę traktatów zmierzających do federalizacji Unii Europejskiej. Można się spodziewać, że w obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej proces ten przyspieszy, gdyż w niemal całej Europie partie konserwatywne zyskują poparcie. Czasu na ograniczenie suwerenności państw narodowych jest więc coraz mniej. 

Tusk, który nigdy nie ukrywał, że jest zwolennikiem przekazywania większych kompetencji do Brukseli – sam się zresztą lepiej z tym czuje – nie będzie procesu opóźniał, ale go przyspieszał. Zwłaszcza że może się to dla niego wiązać z otrzymaniem wysokiego stanowiska w unijnych strukturach. Nimb zwycięzcy nad  znienawidzonym w centrali Unii PiS-em tylko mu w tym pomoże. 
 
 


 

POLECANE
Znani dziennikarze TVN24 przechodzą do TVP Info Wiadomości
Znani dziennikarze TVN24 przechodzą do TVP Info

Katarzyna Kasia i Grzegorz Markowski kończą współpracę z TVN24 i od września pojawią się w nowym programie na antenie TVP Info.

Liczba cudzoziemców w polskich więzieniach gwałtownie wzrosła. Podano dane z ostatniej chwili
Liczba cudzoziemców w polskich więzieniach gwałtownie wzrosła. Podano dane

Liczba zagranicznych więźniów w polskich zakładach karnych wzrosła dwukrotnie w porównaniu do 2020 roku. Najwięcej osadzonych pochodzi z Ukrainy, Gruzji i Białorusi.

Były szef kampanii Trumpa zapowiada, że jeśli Trump wygra wybory, pomoże obozowi Andrzeja Dudy wygrać wybory prezydenckie z ostatniej chwili
Były szef kampanii Trumpa zapowiada, że jeśli Trump wygra wybory, pomoże obozowi Andrzeja Dudy wygrać wybory prezydenckie

– Kiedy Donald Trump wygra, jestem pewien, że on i prezydent Duda będą mieli kilka poważnych rozmów o tym, jak utrzymać Polskę we właściwych rękach – oświadczył Corey R. Lewandowski, były szef kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa w 2016 r. i doradca jego sztabu wyborczego.

Niepokojące doniesienia z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat pilne
Niepokojące doniesienia z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat

Straż Graniczna regularnie publikuje raporty dotyczące wydarzeń na granicy polsko-białoruskiej.

Kylian Mbappe zadebiutuje w Warszawie? Wiadomości
Kylian Mbappe zadebiutuje w Warszawie?

Francuski gwiazdor został już oficjalnie zaprezentowany jako nowy piłkarz Realu Madryt. Okazuje się, że debiut gwiazdora w nowym klubie może odbyć się w Warszawie.

Rosyjscy porywacze udający policjantów zatrzymani Wiadomości
Rosyjscy porywacze udający policjantów zatrzymani

Hiszpański wymiar sprawiedliwości zastosował w środę areszt wobec pięciu obywateli Rosji, którzy w przebraniu policji porwali dwóch swoich rodaków w podmadryckiej miejscowości Majadahonda.

Samuel Pereira: Na obcej, krótkiej smyczy tylko u nas
Samuel Pereira: Na obcej, krótkiej smyczy

Jeśli kogoś to, co się dzieje w Polsce zaskakuje, to znaczy, że nie słuchał uważnie Niemców, gdy zapowiadali co się będzie działo w naszym kraju. Krótko po wygraniu wyborów przez „uśmiechniętą” koalicję Klaus Bachmann, niemiecki dziennikarz mieszkający na stałe w Polsce doradzał potencjalnemu nowemu rządowi co ma teraz zrobić. Zrobił to publicznie, na łamach „Berliner Zeitung”, dzięki czemu mogliśmy się z tymi radami zapoznać.

Rząd Tuska szykuje potężne uderzenie w polskie inwestycje na Odrze gorące
Rząd Tuska szykuje potężne uderzenie w polskie inwestycje na Odrze

Według doniesień medialnych Ministerstwo Infrastruktury chce dokonać radykalnych zmian w specustawie odrzańskiej.

Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy

W najbliższy weekend mieszkańców stolicy czekają utrudnienia. Miasto prowadzi modernizację ulic, tym razem ograniczenia komunikacyjne dotkną ścisłego centrum Warszawy.

Presja coraz większa. Ważny polityk wezwał Bidena do wycofania kandydatury polityka
Presja coraz większa. Ważny polityk wezwał Bidena do wycofania kandydatury

Demokratyczny kongresmen i kandydat na senatora Adam Schiff w środę wezwał prezydenta USA Joe Bidena do wycofania kandydatury w wyborach prezydenckich. Należący do partyjnej elity polityk, uważany dotąd za bliskiego sojusznika Bidena, wyraził wątpliwość, czy ma on szansę wygrać z Trumpem.

REKLAMA

Donald Tusk stanie się jeszcze bardziej brutalny i niebezpieczny

Liderzy Trzeciej Drogi i Lewicy przekonali się, ile kosztuje pół roku koalicji z toksycznym sojusznikiem. Lider Platformy Obywatelskiej umocnił swoją władzę i będzie jeszcze bardziej brutalny i niebezpieczny.
Donald Tusk Donald Tusk stanie się jeszcze bardziej brutalny i niebezpieczny
Donald Tusk / PAP/Radek Pietruszka

Donald Tusk przełamał dziesięcioletnie pasmo wyborczych porażek, co wzmacnia jego pozycję w rządzącej Polską koalicji i brukselskich elitach pragnących przekształcić Unię Europejską w superpaństwo. Jego osobisty sukces nie jest jednak dobrym zwiastunem dla sposobu sprawowania władzy ani dla przyszłości naszego kraju. Oznacza zaostrzenie konfliktu wewnętrznego, którego celem jest scalenie bloku liberalno-lewicowego oraz zduszenie partii konserwatywnych.

Trzecia Droga w ślepej uliczce 

Największym przegranym wyborów jest formacja Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołowni. Oczywiście obaj liderzy mogą się pocieszać, że ich niecałe siedem procent poparcia to wynik niskiej frekwencji i słabej mobilizacji – szczególnie elektoratu PSL, dla którego nie są to ważne wybory. Jednak brutalna prawda wygląda tak, że polityczny projekt pod nazwą „Trzecia Droga” właśnie boleśnie się przekonał, czym się kończy brak wyrazistości i spójnego programu. Na taki luksus może sobie pozwolić Platforma Obywatelska, dla której głównym paliwem jest nienawiść – do PiS, Kościoła czy tradycji. Mniejszy gracz, który chce pozostać przy stole mimo mniejszych zasobów, musi mieć karty dwa razy lepsze – program, spójny przekaz i jasno określony cel. Na dodatek znacznie dalej sięgający niż próba uzyskania prezydentury przez Szymona Hołownię. 
Tego wszystkiego Trzecia Droga nie miała. Najpierw próbowała płynąć na fali poniewierania PiS, ale szybko się przekonała, że stojący za Tuskiem ludzie dawnego Urzędu Ochrony Państwa bandyckie metody stosują także wobec sojuszników. To dlatego kilka dni przed wyborami wybuchła afera z zatrzymanymi i zakutymi w kajdanki żołnierzami. Początkowo wydawało się, że afera obciąży cały rząd, ale premier doskonale rozumiał – tę wiedzę musieli mu dostarczyć ludzie z największych technologicznych koncernów – że cała odpowiedzialność spadnie na ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza. Premier zresztą sam się o to postarał, dając sygnał, że możliwa jest nawet dymisja. 

Na dodatek prezes PSL tak bardzo zagmatwał się w przedstawianiu wersji wydarzeń, że nie było wiadomo, czy o zatrzymaniu żołnierzy wiedział, czy też nie. Obie wersje były zresztą dla niego kompromitujące. 
Zderzenie się z wywodzącym się ze służb specjalnych zapleczem Tuska było jak trafienie obuchem w potylicę. Widać było, że Kosiniak-Kamysz i Hołownia nie wiedzieli dokładnie, co się dzieje. Stracili grunt pod nogami. Przekonali się, czym kończy się próba dystansowania się od Platformy. Obaj w kampanii starali się pokazać, że są zwolennikami polityki prorozwojowej, odmiennej od tego, co forsuje szef rządu. To właśnie za to spotkała ich kara. 

Teraz stanęli przed wyborem: albo będą stali grzecznie w szeregu w miejscu, które wyznaczył im Tusk, albo machina służb specjalnych i zaprzyjaźnionych mediów będzie kontynuowała proces destrukcji. Lider PO udowodnił, że nie zamierza nikogo straszyć, ostrzegać czy stawiać warunków. Uderzy brutalnie w najmniej spodziewanym momencie i nie będzie brał jeńców. 

Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że żaden z liderów Trzeciej Drogi nie jest zdolny do ostrej wolty i zerwania koalicji. Być może wybaczyłyby to nawet elektoraty, które – jak widać w braku mobilizacji – są sfrustrowane polityką rządu, ale stojące za dwiema formacjami grupy interesów (szczególnie za Hołownią) jeszcze nie odzyskały zainwestowanych środków. Dlatego jak na razie obaj skazani są na poniżenia i poniewieranie ze strony Tuska, który zrobi wszystko, by przeciągnąć na swoją stronę duże grupy elektoratu tych partii.

Czytaj także: Stanisław Żaryn: Musimy odbudować zaufanie polskich żołnierzy i funkcjonariuszy wobec państwa

Lewica już tonie 

O najsłabszym koalicjancie można już w zasadzie pisać w czasie przeszłym. Kampania Lewicy pokazała, że poza niemrawą walką o prawa mniejszości seksualnych i PESEL-u dla zwierząt nie ma nic do zaoferowania. Jakby nie zauważyła, że w kraju toczy się poważna dyskusja o przyjmowaniu imigrantów, bezpieczeństwie, a przede wszystkim o kierunkach rozwoju. 

Liderzy Lewicy nie potrafili nawet wyraźnie wyartykułować, że chcieliby, by Polska rozpłynęła się w Unii Europejskiej i w ten sposób zerwała z tradycją, historią i narodową tożsamością. Choć hasła te są naiwne i niezbyt mądre, to w społeczeństwie każdego kraju UE znajdują zwolenników marzących o świecie z piosenek Beatlesów. 

Lewica jednak nie ma zbyt dużego pola manewru. Jej jedynym i naturalnym sojusznikiem jest PO. Wyjście z koalicji oznaczałoby oderwanie od stanowisk, gniew partyjnego aktywu i szybki odpływ zawiedzionego elektoratu. Włodzimierz Czarzasty i jego towarzysze są więc dziś w pozycji karpia, który może liczyć tylko na to, że nie będzie wcześniejszej wigilii. 

Prawica w rozsypce

Matematycznie wynik partii prawicowych nie jest zły, w koalicji być może nawet byłyby w stanie rządzić. Tyle tylko że znaczna część PiS widzi w Konfederacji zagrożenie, gdyż odbiera im ona wyborców z prawej strony. Także Konfederacja buduje swoją popularność na kwestionowaniu prawicowości partii Jarosława Kaczyńskiego, zwłaszcza eksponując zbyt ugodową politykę wobec Brukseli. Nic nie zapowiada więc końca wojny. 

Ważniejsze jest jednak, że PiS – choć jego politycy oficjalnie to bagatelizują – przegrało pierwsze od dziesięciu lat wybory. Nawet jeśli tylko o dziewięć dziesiątych punktu procentowego, to jednak partia spadła z pierwszego miejsca. Tuskowi udało się przełamać ważną barierę psychologiczną i uzyskać przewagę zarówno w kraju, jak i za granicą. 

Wybory pokazały, że w PiS mija czas zgranych twarzy, które wywołują niechęć, by nie powiedzieć nienawiść dużych grup wyborców. Ich polityczna siła właśnie została zweryfikowana. Jarosław Kaczyński z pewnością zyskał nowe argumenty, by przebudować partię i nadać jej nieco świeżości. Nie wiemy jednak, czy to zrobi, gdyż byłoby to zapowiedzią nowych napięć i konfliktów. Starzy działacze nie zamierzają odchodzić na emeryturę, a poza tym prezes PiS ma do nich słabość – wszak byli z nim w najtrudniejszych czasach. Są więc trochę jak rodzina. 

Tusk bardziej niebezpieczny

Oczywistym zwycięzcą jest Donald Tusk. Właśnie dostał od społeczeństwa potwierdzenie, że łamanie prawa, złe rządzenie, wstrzymywanie inwestycji, arogancja, a przede wszystkim wszechobecne kłamstwo i oszustwo przynoszą spodziewany efekt. Obrażanie inteligencji i kwestionowanie pamięci nie tylko zupełnie nie przeszkadza jego wyborcom, ale nawet im się podoba. Właśnie tego chcą. Zgodzą się na każde świństwo, byle tylko nie rządziło PiS.

Możemy się więc spodziewać, że wkrótce zaczną napływać do Polski nielegalni imigranci, z którymi nie radzą sobie Niemcy i Francuzi. Skończy się wysyłanie sprzecznych informacji w sprawie Centralnego Portu Komunikacyjnego – projekt po prostu zostanie zamknięty z powodu braku pieniędzy. Podobnie jak rozbudowa portów czy pogłębienie Odry. 

Pół roku rządów Tuska spowodowało, że w budżecie brakuje pieniędzy na NFZ, a w oczy rządzącym zajrzało widmo procedury nadmiernego deficytu, co może skutkować koniecznością drastycznych oszczędności budżetowych. Jeśli tak się stanie, efektem będzie długotrwała stagnacja gospodarcza, gdyż wraz z cięciami socjalnymi załamią się konsumpcja i państwowe inwestycje. Przedsiębiorcy prywatni, którzy i tak inwestują niechętnie, będą myśleli raczej o tym, jak przetrwać kryzys, niż rozwijać produkcję. 

W imię utrzymania u władzy „partii proeuropejskich” obecnie rządząca ekipa będzie mogła przez pewien czas liczyć na przychylność Brukseli, ale w dłuższej perspektywie nie da się wstrzymać unijnych procedur. Zignorować je mogli Francuzi, ale Polsce nikt nie odpuści. Zwłaszcza że będzie to droga do szybszego podporządkowania naszego kraju unijnym instytucjom. Zostało to już przetestowane w przypadku Grecji, Cypru, Włoch czy Hiszpanii. Właśnie podczas kryzysu.

Tusk będzie więc mógł liczyć na wsparcie w niszczeniu PiS-u wszelkimi metodami, ale jeśli chodzi o prawdziwą politykę, to nikt mu ręki nie poda. Dlatego jego sukces wyborczy i umocnienie władzy są niebezpieczne, gdyż przez najbliższe lata w glorii chwały zwycięzcy będzie eskalował poziom konfliktu, by przykryć tym złe rządzenie. 

Czytaj także: [Felieton „TS”] Karol Gac: Krajobraz powyborczy

Droga do superpaństwa

Pokonując Prawo i Sprawiedliwość, Donald Tusk zyskał jeszcze jeden atut – będzie twierdził, że Polacy popierają jego politykę europejską. Ma prawo uznać, że uzyskał zgodę na zmianę traktatów zmierzających do federalizacji Unii Europejskiej. Można się spodziewać, że w obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej proces ten przyspieszy, gdyż w niemal całej Europie partie konserwatywne zyskują poparcie. Czasu na ograniczenie suwerenności państw narodowych jest więc coraz mniej. 

Tusk, który nigdy nie ukrywał, że jest zwolennikiem przekazywania większych kompetencji do Brukseli – sam się zresztą lepiej z tym czuje – nie będzie procesu opóźniał, ale go przyspieszał. Zwłaszcza że może się to dla niego wiązać z otrzymaniem wysokiego stanowiska w unijnych strukturach. Nimb zwycięzcy nad  znienawidzonym w centrali Unii PiS-em tylko mu w tym pomoże. 
 
 



 

Polecane
Emerytury
Stażowe