Rosemann: Bartek pogromca

Nie chcę pisać o konflikcie Kaczyński-Macierewicz bo nic o nim nie wiem. Nawet nie wiem czy faktycznie mamy z takowym do czynienia. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że fascynacja Macierewicza rzeczywistymi czy rzekomymi talentami Misiewicza i chroniczna ślepota na konsekwencje tej fascynacji kosztowała i kosztuje PiS sporo. Ja nie jestem bezkrytycznym fanem Macierewicza. Podobają mi się działania w sprawie Obrony Terytorialnej, podzielam przekonanie, że przed agresją ze Wschodu lepiej nas obronią czołgi z Wesołej niż z Żagania. Ale też chciałbym, żeby wreszcie kupiono do jasnej cholery choćby jeden helikopter.
/ screen YouTube
Domyślam się, że zdaniem niektórych powinienem teraz pisać o czymś zupełnie innym a temat, którym się zająłem to margines i na dodatek wrzutka, by odwrócić uwagę.

Że wrzutka to nie mam wątpliwości. Jednak bagatelizowanie materiału „Faktu” nie byłoby zbyt rozsądne. Ostatnie wypadki zdają się bowiem wskazywać, że, przynajmniej na razie, jeśli PiS miałby się o coś potknąć i przewrócić to chyba tylko o własne nogi. A takie upadki, jak pokazuje osobliwe „love story” w .Nowoczesnej, kosztują wyjątkowo drogo. Tak więc to, co dzieje się wewnątrz PiS nie może nie być ważne.*

Tak zaczynał się mój tekst opublikowany 23 stycznia i poświęcony, jakże by inaczej, kolejnej burzy wokół Bartłomieja Misiewicza. Jakie to ciągle aktualne, czyż nie?

Tekst „Deja vu czyli requiem dla Misiewiczów”* przypominam wcale nie dlatego, żeby puszyć się mówiąc „A nie mówiłem?” Raczej dlatego, by zwrócić uwagę, że kiedy przy okazji przywoływałem przykład .Nowoczesnej, sondażowe poparcie dla niej oscylowało jeszcze powyżej 10%. Dziś jest w okolicach progu wyborczego i już nie ściga się ona z PO o przywództwo w opozycji a raczej z Razem o ostatnie „biorące” miejsce.

PiS, tak uważam, przez Misiewicza władzy nie straci. A jeśli jednak straci, znaczyć to będzie, że po prostu na nią nie zasłużył.

Skoro zaczęliśmy od Misiewicza rozumiem, że padnie pytanie cóż takiego zrobił ów młody człowiek, że po nim tak się jeździ. Że ja po nim jeżdżę. Nic nie zrobił.

Nic nie zrobił żeby rozbić z niego wroga publicznego. Ale też nic nie zrobił, żeby dostawać posady może nie za 50 tysięcy miesięcznie ale pewnie znacznie lepiej płatne niż bylibyśmy w stanie spokojnie przełknąć ze świadomością, że to w jakiejś mierze z naszych podatków. I tu padnie kolejne pytanie. Skąd niby wiem, że nie zasłużył na tę ostatnia posadę w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.

Wiem to przyglądając się komunikacji PGZ (za którą to komunikację i za wizerunek odpowiadać i brać tę kasę miał Misiewicz) w sprawie Misiewicza. Przez pół dnia od publikacji „Faktu” z kwotą 50000 wywaloną na pierwszej stronie czcionką wielkości 666 nic się nie działo. Dopiero kiedy sieć zaczęła się grzać od komentarzy pojawił się wyjątkowo durny twitt  głównego bohatera, postulujący „karanie z automatu” brukowców, następnie oficjalny komunikat, z którego wynikało, że Misiewicz nie zarabia 50 tys. Ja się nie dziwię żartom, sugerującym, że nie 50 a tylko 49 ani sugestiom, że nie bez powodu nie podano ile bo takie informacja aż się prosi o takie reakcje. Kończąca zaś sprawę informacja o rozwiązaniu umowy „za porozumieniem stron” w zasadzie uprawnia wszelkie komentarze że coś było na rzeczy.

I tyle tej „komunikacji społecznej” za nieznaną nam kwotę kontraktu między PGZ a Bartłomiejem Misiewiczem.

Tym, którzy uważają, że jest to bicie piany, atak „wrogich mediów” i temat zastępczy, pokazujący, że poza Misiewiczem nic na PiS nie ma, przyznam rację. Ale zauważę od razu, że nie przypadkiem „wrogie media” uparcie wracają do Misiewicza. Wracają bo przede wszystkim mogą. Bo ciągle dostają kolejne okazje ku temu. Wracają bo, jak ktoś (żałuję, że nie ja pierwszy) zauważył, Platformie bardziej niż poważniejsze sprawy zaszkodził zegarek Nowaka i ośmiorniczki Sikorskiego. Niefrasobliwa, prywatna eskapada Petru i Schmidt do Hiszpanii chyba zabiła ich partię, której wcześniej niezbyt przeszkadzało to, że nie potrafiła stworzyć żadnego programu i przedstawić jakichkolwiek sensownych propozycji. To prosta zasada, którą zna nawet prymitywny bandzior- bić tam, gdzie szczególnie boli i gdzie małym kosztem można zrobić największą szkodę.

Mocno podkreślano w ogniu wczorajszych dyskusji, że społeczeństwo właśnie dostało świetny temat do rozmów przy świątecznych stołach.

 Wracają bo PiS mocno podkreślało, że takich spraw za jego rządów nie będzie.

Nie mają więc racji ci, którzy uważają, że nie ma sprawy. Jest sprawa i jest to sprawa nie wizerunku Bartłomieja Misiewicza lecz wizerunku Prawa i Sprawiedliwości.

Ja nie chcę pisać o konflikcie Kaczyński-Macierewicz bo nic o nim nie wiem. Nawet nie wiem czy faktycznie mamy z takowym do czynienia. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że fascynacja Macierewicza rzeczywistymi czy rzekomymi talentami Misiewicza i chroniczna ślepota na konsekwencje tej fascynacji kosztowała i kosztuje PiS sporo. Ja nie jestem bezkrytycznym fanem Macierewicza. Podobają mi się działania w sprawie Obrony Terytorialnej, podzielam przekonanie, że przed agresją ze Wschodu lepiej nas obronią czołgi z Wesołej niż z Żagania. Ale też chciałbym, żeby wreszcie kupiono do jasnej cholery choćby jeden helikopter.

Jeśli okaże się, że sprawa Misiewicza zakończy się jakąś groźną, nieobliczalną próbą sił między Kaczyńskim i Macierewiczem uznam, że Kaczyński powinien mocno przemyśleć swoje wybory personalne a Macierewicz jeszcze bardzo długo powinien dorastać do roli „męża stanu”. O ile w ogóle ma do tego jakiekolwiek predyspozycje. Liczę jednak mocno, że to dwaj odpowiedzialni, dorośli faceci, którym chodzi o to samo.

Myślę, że każdy, kto wiąże z obecną władzą jakieś nadzieję, bez względu na to czy popiera PiS „letnio”, wierzy w nieomylność Jarosława lub ufa Antoniemu bardziej niż sobie, miał przynajmniej przez chwilę, choć przez parę sekund poczucie złości, takiego naturalnego wkurwu gdy uświadamiał sobie że wszystkie dobre wieści z gospodarki, co to ją PiS miał przecież wpakować zdaniem „fachowców” z PO i .Nowoczesnej w „scenariusz grecki”, giną zupełnie, nie docierają do świadomości obywateli bo Bartkowi Misiewiczowi znów trafia się kolejna „odpowiedzialna” i przy tym doskonale płatna fucha i wszystkie media o tym trąbią.

Wracając na koniec do samego Misiewicza przyznam, że żal mi chłopaka. Faktycznie nie zrobił on nic złego i nie on ponosi winę za to, że być może już nigdy nikt nie zdecyduje się zaproponować mu żadnej eksponowanej funkcji. Ten życiowy upadek zawdzięcza łaskawości „dobrego wujka” Antoniego, która znakomicie ilustruje na czym polega „niedźwiedzia przysługa”,  oraz swojemu nieproporcjonalnie małemu w porównaniu  z apetytem na życie doświadczeniu.

Jedyne, co teraz powinien zrobić Misiewicz (a także PGZ), o ile prawdą jest, że nie było prawdą to, co pisały i podawały media, to seria pozwów przeciwko mediom. Tylko tak mogą przekonać nie tylko mnie, że jednak nic na rzeczy nie było. Robiąc przy tym dobrze wszystkim, którzy marzą by media w rodzaju „Faktu” czuły, że nie wszystko im wolno. Wszelkie uwagi, że „nie ma sensu bo to trwa lata” to, mówiąc kolokwialnie, zwykłe pieprzenie w bambus.

* http://rosemann.salon24.pl/750233,deja-vu-czyli-requiem-dla-misiewiczow

 

POLECANE
Bruksela dzieli pieniądze na zbrojenia. Polska poza pierwszą turą SAFE? z ostatniej chwili
Bruksela dzieli pieniądze na zbrojenia. Polska poza pierwszą turą SAFE?

Komisja Europejska w tym tygodniu ma wstępnie zatwierdzić pierwszą pulę wniosków o środki na dozbrojenie. Jak ustaliło RMF, wśród państw, które dostaną zielone światło, zabraknie Polski – mimo że to Warszawa ma być największym beneficjentem programu SAFE.

Karol Nawrocki przybył do Wielkiej Brytanii. Spotka się m.in z premierem Keirem Starmerem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki przybył do Wielkiej Brytanii. Spotka się m.in z premierem Keirem Starmerem

Prezydent Karol Nawrocki w poniedziałek przybył z wizytą roboczą do Wielkiej Brytanii, gdzie we wtorek po południu w Londynie spotka się z premierem Keirem Starmerem. Głównym tematem rozmów liderów będzie bezpieczeństwo i współpraca gospodarcza.

W Polsce 2050 wrze. Kobosko miał zostać oskarżony przez Hołownię o zdradę z ostatniej chwili
W Polsce 2050 wrze. Kobosko miał zostać oskarżony przez Hołownię o zdradę

Napięcia w Polsce 2050 osiągnęły punkt krytyczny. Według "Gazety Wyborczej", w trakcie zamkniętego spotkania partyjnego Szymon Hołownia miał oskarżyć europosła Michał Kobosko o zdradę. Wszystko z powodu jego niedawnego spotkania z premierem Donaldem Tuskiem.

Zasadnicze pytanie do ministra Sikorskiego: czy Pan wie co Pan robi? tylko u nas
Zasadnicze pytanie do ministra Sikorskiego: czy Pan wie co Pan robi?

Wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego dotyczące stanowiska USA wobec Grenlandii wywołały dyskusję na temat roli Polski w debacie o bezpieczeństwie Arktyki. Sprawa dotyczy relacji transatlantyckich, znaczenia Grenlandii dla NATO oraz szerszej rywalizacji geopolitycznej w regionie.

Jarosław Kaczyński: Przed wyborami trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński: Przed wyborami trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny

Trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny, który powinien dzisiaj w Polsce wygrać wybory bez specjalnego trudu - ocenił prezes PiS Jarosław Kaczyński na spotkaniu w mieszkańcami w Węgrowie. Dodał, że na wybory parlamentarne w 2027 r. PiS musi przygotować program dla całej patriotycznej Polski.

#CoPoTusku. Mamy dwa lata na odzyskanie cyfrowej niepodległości tylko u nas
#CoPoTusku. Mamy dwa lata na odzyskanie cyfrowej niepodległości

Jakiś czas temu siedziałem na spotkaniu z zespołem programistów omawiając postępy prac w projekcie. W pewnym momencie zapytałem: "Jak zamierzacie wdrożyć środowisko developerskie?"

Polacy coraz bardziej sceptyczni wobec imigracji. Badanie nie pozostawia wątpliwości z ostatniej chwili
Polacy coraz bardziej sceptyczni wobec imigracji. Badanie nie pozostawia wątpliwości

Zdecydowana większość Polaków opowiada się za zmniejszeniem liczby imigrantów przyjmowanych spoza Unii Europejskiej. Takie wnioski płyną z najnowszego badania United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski.

To nieakceptowalne. Żurek wściekły po decyzji węgierskiego rządu z ostatniej chwili
"To nieakceptowalne". Żurek wściekły po decyzji węgierskiego rządu

Minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny Waldemar Żurek ocenił, że postawa Węgier ws. b. szefa MS Zbigniewa Ziobry jest "nieakceptowalna".

Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata” z ostatniej chwili
Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata”

Unia Europejska może nie przetrwać w obecnym kształcie – ostrzega niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung. Według autora felietonu red. Josefa Kelnbergera kluczowe będą najbliższe dwa lata, a szczególnie wybory we Francji i w Polsce w 2027 roku. Jeśli wygra w nich prawica, liberalny projekt UE może się rozpaść.

Belgijscy rolnicy nie ustają w protestach przeciw Mercosur. Blokady na lotnisku w Ostendzie z ostatniej chwili
Belgijscy rolnicy nie ustają w protestach przeciw Mercosur. Blokady na lotnisku w Ostendzie

Belgijscy rolnicy od poniedziałku rano protestują na lotnisku w Ostendzie przeciwko umowie handlowej UE z blokiem Mercosur. Około 60 traktorów stoi przed budynkiem portu. Rolnicy blokują wjazd oraz wyjazd ciężarówek na lotnisko, z którego transportowane jest cargo - podała agencja Belga.

REKLAMA

Rosemann: Bartek pogromca

Nie chcę pisać o konflikcie Kaczyński-Macierewicz bo nic o nim nie wiem. Nawet nie wiem czy faktycznie mamy z takowym do czynienia. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że fascynacja Macierewicza rzeczywistymi czy rzekomymi talentami Misiewicza i chroniczna ślepota na konsekwencje tej fascynacji kosztowała i kosztuje PiS sporo. Ja nie jestem bezkrytycznym fanem Macierewicza. Podobają mi się działania w sprawie Obrony Terytorialnej, podzielam przekonanie, że przed agresją ze Wschodu lepiej nas obronią czołgi z Wesołej niż z Żagania. Ale też chciałbym, żeby wreszcie kupiono do jasnej cholery choćby jeden helikopter.
/ screen YouTube
Domyślam się, że zdaniem niektórych powinienem teraz pisać o czymś zupełnie innym a temat, którym się zająłem to margines i na dodatek wrzutka, by odwrócić uwagę.

Że wrzutka to nie mam wątpliwości. Jednak bagatelizowanie materiału „Faktu” nie byłoby zbyt rozsądne. Ostatnie wypadki zdają się bowiem wskazywać, że, przynajmniej na razie, jeśli PiS miałby się o coś potknąć i przewrócić to chyba tylko o własne nogi. A takie upadki, jak pokazuje osobliwe „love story” w .Nowoczesnej, kosztują wyjątkowo drogo. Tak więc to, co dzieje się wewnątrz PiS nie może nie być ważne.*

Tak zaczynał się mój tekst opublikowany 23 stycznia i poświęcony, jakże by inaczej, kolejnej burzy wokół Bartłomieja Misiewicza. Jakie to ciągle aktualne, czyż nie?

Tekst „Deja vu czyli requiem dla Misiewiczów”* przypominam wcale nie dlatego, żeby puszyć się mówiąc „A nie mówiłem?” Raczej dlatego, by zwrócić uwagę, że kiedy przy okazji przywoływałem przykład .Nowoczesnej, sondażowe poparcie dla niej oscylowało jeszcze powyżej 10%. Dziś jest w okolicach progu wyborczego i już nie ściga się ona z PO o przywództwo w opozycji a raczej z Razem o ostatnie „biorące” miejsce.

PiS, tak uważam, przez Misiewicza władzy nie straci. A jeśli jednak straci, znaczyć to będzie, że po prostu na nią nie zasłużył.

Skoro zaczęliśmy od Misiewicza rozumiem, że padnie pytanie cóż takiego zrobił ów młody człowiek, że po nim tak się jeździ. Że ja po nim jeżdżę. Nic nie zrobił.

Nic nie zrobił żeby rozbić z niego wroga publicznego. Ale też nic nie zrobił, żeby dostawać posady może nie za 50 tysięcy miesięcznie ale pewnie znacznie lepiej płatne niż bylibyśmy w stanie spokojnie przełknąć ze świadomością, że to w jakiejś mierze z naszych podatków. I tu padnie kolejne pytanie. Skąd niby wiem, że nie zasłużył na tę ostatnia posadę w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.

Wiem to przyglądając się komunikacji PGZ (za którą to komunikację i za wizerunek odpowiadać i brać tę kasę miał Misiewicz) w sprawie Misiewicza. Przez pół dnia od publikacji „Faktu” z kwotą 50000 wywaloną na pierwszej stronie czcionką wielkości 666 nic się nie działo. Dopiero kiedy sieć zaczęła się grzać od komentarzy pojawił się wyjątkowo durny twitt  głównego bohatera, postulujący „karanie z automatu” brukowców, następnie oficjalny komunikat, z którego wynikało, że Misiewicz nie zarabia 50 tys. Ja się nie dziwię żartom, sugerującym, że nie 50 a tylko 49 ani sugestiom, że nie bez powodu nie podano ile bo takie informacja aż się prosi o takie reakcje. Kończąca zaś sprawę informacja o rozwiązaniu umowy „za porozumieniem stron” w zasadzie uprawnia wszelkie komentarze że coś było na rzeczy.

I tyle tej „komunikacji społecznej” za nieznaną nam kwotę kontraktu między PGZ a Bartłomiejem Misiewiczem.

Tym, którzy uważają, że jest to bicie piany, atak „wrogich mediów” i temat zastępczy, pokazujący, że poza Misiewiczem nic na PiS nie ma, przyznam rację. Ale zauważę od razu, że nie przypadkiem „wrogie media” uparcie wracają do Misiewicza. Wracają bo przede wszystkim mogą. Bo ciągle dostają kolejne okazje ku temu. Wracają bo, jak ktoś (żałuję, że nie ja pierwszy) zauważył, Platformie bardziej niż poważniejsze sprawy zaszkodził zegarek Nowaka i ośmiorniczki Sikorskiego. Niefrasobliwa, prywatna eskapada Petru i Schmidt do Hiszpanii chyba zabiła ich partię, której wcześniej niezbyt przeszkadzało to, że nie potrafiła stworzyć żadnego programu i przedstawić jakichkolwiek sensownych propozycji. To prosta zasada, którą zna nawet prymitywny bandzior- bić tam, gdzie szczególnie boli i gdzie małym kosztem można zrobić największą szkodę.

Mocno podkreślano w ogniu wczorajszych dyskusji, że społeczeństwo właśnie dostało świetny temat do rozmów przy świątecznych stołach.

 Wracają bo PiS mocno podkreślało, że takich spraw za jego rządów nie będzie.

Nie mają więc racji ci, którzy uważają, że nie ma sprawy. Jest sprawa i jest to sprawa nie wizerunku Bartłomieja Misiewicza lecz wizerunku Prawa i Sprawiedliwości.

Ja nie chcę pisać o konflikcie Kaczyński-Macierewicz bo nic o nim nie wiem. Nawet nie wiem czy faktycznie mamy z takowym do czynienia. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że fascynacja Macierewicza rzeczywistymi czy rzekomymi talentami Misiewicza i chroniczna ślepota na konsekwencje tej fascynacji kosztowała i kosztuje PiS sporo. Ja nie jestem bezkrytycznym fanem Macierewicza. Podobają mi się działania w sprawie Obrony Terytorialnej, podzielam przekonanie, że przed agresją ze Wschodu lepiej nas obronią czołgi z Wesołej niż z Żagania. Ale też chciałbym, żeby wreszcie kupiono do jasnej cholery choćby jeden helikopter.

Jeśli okaże się, że sprawa Misiewicza zakończy się jakąś groźną, nieobliczalną próbą sił między Kaczyńskim i Macierewiczem uznam, że Kaczyński powinien mocno przemyśleć swoje wybory personalne a Macierewicz jeszcze bardzo długo powinien dorastać do roli „męża stanu”. O ile w ogóle ma do tego jakiekolwiek predyspozycje. Liczę jednak mocno, że to dwaj odpowiedzialni, dorośli faceci, którym chodzi o to samo.

Myślę, że każdy, kto wiąże z obecną władzą jakieś nadzieję, bez względu na to czy popiera PiS „letnio”, wierzy w nieomylność Jarosława lub ufa Antoniemu bardziej niż sobie, miał przynajmniej przez chwilę, choć przez parę sekund poczucie złości, takiego naturalnego wkurwu gdy uświadamiał sobie że wszystkie dobre wieści z gospodarki, co to ją PiS miał przecież wpakować zdaniem „fachowców” z PO i .Nowoczesnej w „scenariusz grecki”, giną zupełnie, nie docierają do świadomości obywateli bo Bartkowi Misiewiczowi znów trafia się kolejna „odpowiedzialna” i przy tym doskonale płatna fucha i wszystkie media o tym trąbią.

Wracając na koniec do samego Misiewicza przyznam, że żal mi chłopaka. Faktycznie nie zrobił on nic złego i nie on ponosi winę za to, że być może już nigdy nikt nie zdecyduje się zaproponować mu żadnej eksponowanej funkcji. Ten życiowy upadek zawdzięcza łaskawości „dobrego wujka” Antoniego, która znakomicie ilustruje na czym polega „niedźwiedzia przysługa”,  oraz swojemu nieproporcjonalnie małemu w porównaniu  z apetytem na życie doświadczeniu.

Jedyne, co teraz powinien zrobić Misiewicz (a także PGZ), o ile prawdą jest, że nie było prawdą to, co pisały i podawały media, to seria pozwów przeciwko mediom. Tylko tak mogą przekonać nie tylko mnie, że jednak nic na rzeczy nie było. Robiąc przy tym dobrze wszystkim, którzy marzą by media w rodzaju „Faktu” czuły, że nie wszystko im wolno. Wszelkie uwagi, że „nie ma sensu bo to trwa lata” to, mówiąc kolokwialnie, zwykłe pieprzenie w bambus.

* http://rosemann.salon24.pl/750233,deja-vu-czyli-requiem-dla-misiewiczow


 

Polecane