[Tylko u nas] Prof. Nalaskowski: Aby zwyciężać, trzeba wyjść na ring w imię Jezusa, Polski, historii

– nów mamy odwołać się do tego, co już było, co znamy? Myślę, że czeka nas ogromny wysiłek w tworzeniu zupełnie nowej jakości. Inaczej nie przetrwamy jako ludzkość. Prędzej czy później większość ideologii, postaw i nastawień pójdzie do lamusa. I sięgniemy do źródeł (...) Do Ewangelii, do nauk Jezusa Chrystusa. Bo tylko tam znajdziemy instrukcję na budowę nowego świata. Jeśli tylko do tego momentu dożyjemy, co nie jest aż takie oczywiste – mówi w rozmowie z Mateuszem Kosińskim prof. dr hab. Aleksandrem Nalaskowski, pedagog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, autor wydanej niedawno nakładem wydawnictwa Biały Kruk książki „Wielkie Zatrzymanie. Co się stało z ludźmi?”.
 [Tylko u nas] Prof. Nalaskowski: Aby zwyciężać, trzeba wyjść na ring w imię Jezusa, Polski, historii
/ zbiory prof. Aleksandra Nalaskowskiego
– Panie Profesorze, czy w dzisiejszych czasach wciąż istnieją autorytety społeczne?
– Oczywiście istnieją, ale nie w wymiarze globalnym czy nawet narodowym. Istnieją w pewnych grupach, dla pewnych grup. Można by teraz powiedzieć, że są to „autorytety plemienne” i często nieodnoszące się do postaw moralnych czy ogólnie rozumianego dobra, ale do ideologii. Dostrzegam też „dobór” autorytetów wedle reguły „myśli tak jak ja” albo „mówi to, co chciałbym usłyszeć”. Autorytet globalny taki jak chociażby Ghandi nam się już chyba nie przydarzy. Nawet św. Jan Paweł II jeszcze za życia miał sporą grupę oponentów. Także we własnym środowisku, w Kościele. Autorytet wreszcie to nie tylko wzór, wyrocznia, ale i wyrzut sumienia. A tego Europa i coraz bardziej chyba Polska, zwłaszcza w osobie młodszych pokoleń, sobie nie życzy, bo to ingeruje w wolność. Amerykańskie niszczenie pomników, ale i ideologizacja historii to przykład usuwania autorytetów w atmosferze i przy działaniach iście rewolucyjnych. Dewastacja pomnika Kościuszki, o którym większość tych hunwejbinów nie miała pojęcia, szła wedle prostego klucza – skoro jest na pomniku, to znaczy chyba autorytet, a my nie chcemy żadnych autorytetów. Tamta sytuacja jest rozwojowa.

– W eseju „Zatrzymanie” w pewien sposób porównuje pan społeczne zatrzymanie związane z pandemią z reakcją społeczeństwa po śmierci Jana Pawła II i po katastrofie smoleńskiej. Czy jest szansa, że pandemia koronawirusa doprowadzi do głębszych przemian społecznych niż te po poprzednich dwóch wydarzeniach? W jakim kierunku one mogą pójść? 
– Aby skutki społeczne, mentalnościowe czy moralne pandemii zauważyć, po pierwsze potrzebujemy kilku lat. Społeczeństwo to nie pies Pawłowa: światło – ślina. Po drugie – ale tylko moim zdaniem – to zbyt krótko trwało, aby cokolwiek na stałe zmienić. To, co było rynsztokiem, nie wyschło do końca i znów przybrało. Ale też trzeba zauważyć, że takim stymulatorem powrotu starego były wybory prezydenckie. To kawałek tamtego świata, który do nas obecnych dotarł mocno już poturbowany. Wystarczy sobie przypomnieć, jakie awantury miały miejsce przy okazji ustalania daty. Zakłamanie i furia opozycji nie miały sobie równych. Być może, gdy już opadnie kurz bitewny, naszym oczom ukaże się jakaś inna rzeczywistość. Być może… Ale jednak wstrząs pandemiczny i to Wielkie Zatrzymanie co bardziej opornym i zapiekłym dało niewiele do myślenia. Z drugiej strony ci, którzy coś z tego rozumieli i w zatrzymaniu widzieli szansę, nie próbowali przekonywać innych. Myślę, że zmarnotrawiliśmy kolejną szansę.

– Czy rozwiązaniem bolączek współczesnego świata, również tego po pandemii, byłby renesans solidaryzmu społecznego? 
– Znów mamy odwołać się do tego, co już było, co znamy? Myślę, że czeka nas ogromny wysiłek w tworzeniu zupełnie nowej jakości. Inaczej nie przetrwamy jako ludzkość. Prędzej czy później większość ideologii, postaw i nastawień pójdzie do lamusa. I sięgniemy do źródeł.

– Jakich?
– Do Ewangelii, do nauk Jezusa Chrystusa. Bo tylko tam znajdziemy instrukcję na budowę nowego świata. Jeśli tylko do tego momentu dożyjemy, co nie jest aż takie oczywiste.

– W swojej książce poświęca Pan Profesor bardzo dużo miejsca sytuacji szkół i uniwersytetów. Czy stają się one płaszczyznami, na których postępowcy chcą „wykuć nowego człowieka”? 
– Na naszych oczach realizuje się postulat Herberta Marcuse’a i szkoły frankfurckiej o tworzeniu kontrczłowieka/obywatela dla kontrpaństwa. Tę rolę filozof przewidział dla edukacji, a zwłaszcza uniwersytetów. I uczelnie na całym świecie skrzętnie ją odgrywają. Ostatnie wybory pokazały, że na lewicowego, a chwilami lewackiego kandydata na urząd prezydencki głosowała głównie inteligencja. A inteligencja to wszak wytwór szkolnictwa i uniwersytetów. Przecież „po owocach ich poznacie”. Nawet kandydat tzw. narodowców, gdy tylko coś na nim pęknie, to spod spodu widać kolor co najmniej różowy. 

– W aktualnym numerze „Tygodnika Solidarność” zajmujemy się tematyką starcia cywilizacji. Czy zgadza się Pan Profesor z tezą, że mamy z takim starciem do czynienia i czy strona konserwatywna ma w takim starciu szanse? 
– Każda wojna czy to na tle rasowym, czy ideologiczna, czy cywilizacyjna toczy się o władzę. Władza zaś to zarówno niebywały przywilej życiowy, jak i silny afrodyzjak, narkotyk. Uzależnia emocjonalnie. Najprostszy przykład, całkiem potoczny i nie wiem, czy jakkolwiek sprawdzony – kobiety uwielbiają mężczyzn u władzy. Czyż to nie miłe? Zatem obecna wojna to nie starcie cywilizacji, ale walka przy pomocy różnic cywilizacyjnych. Tym samym w łeb biorą mrzonki o mieszaniu się kultur, różnorodności kulturowej etc. Nic z tego. Zawsze jedna kultura będzie próbowała zdominować drugą. Czasami zapożyczy od niej to i owo, ale na swoich warunkach i nie rezygnując z przewagi. Różnice cywilizacyjne mogą być niezwykle skuteczną bronią w zdobywaniu władzy. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby za dziesięć lat był już całkiem oswojony parytet dla homoseksualistów w sejmie, na listach wyborczych, w zarządach spółek państwowych, w rządzie. „Why not?”. Tak zadziałał Biedroń. Dostał się po raz pierwszy do parlamentu przede wszystkim jako homoseksualista z tęczowym sztandarem. Z tego był znany i z tego, jego ówczesny mocodawca uczynił parytet. Kilka lat później to samo zrobił z Krzysztofem Bęgowskim vel Anną Grodzką. LGBT to nie tylko sposób zaspokajania popędu, ale również buzujące emocje, które najlepiej znajdują ujście w sprawowaniu władzy. Ta władza może mieć różne oblicza. Jednym z nich są marsze i parady, których naczelnym hasłem nie jest ani miłość, ani tolerancja, ani różnorodność, tylko podskórny przekaz „musicie nas oglądać, musicie nas tolerować, nic nie możecie nam zrobić”. Czyż to nie władza, nie przemoc i realizacja przewagi? Widzimy tylko to, co potrafimy nazwać. Tak nas ukształtowała kultura. Najgorsze jest to, że uznaliśmy, że jeśli czegoś nie widzimy, to tego nie ma. A wojna przy użyciu wrednej broni, jaką jest cywilizacja, jest faktem. Czy strona konserwatywna ma szansę? Ależ ma! Tylko musi spełnić warunek – podjąć walkę. Tymczasem jest anatomicznym kuriozum, bo ma nie dwa, lecz chyba ze sto policzków, które nastawia do bicia. No i ma ten pysk już mocno obity. To cena za bierność. Konserwatyści gadają, a lewacy maszerują i się drą. Dlatego mają przewagę. 

– Jeden z esejów poświęca Pan Profesor tematyce edukacji seksualnej. Czy ta dziedzina wywołuje tak gorące dyskusje na całym świecie? Czy to jeden z elementów „starcia cywilizacji”? 
– Każde starcie cywilizacji, jak każda wojna, to uderzanie w najwrażliwsze miejsca przeciwnika. To bombardowanie obiektów strategicznych, likwidacja przywódców czy eliminacja inteligencji. I teraz nie jest inaczej. Dzieci, wychowanie, rodzina to nasze pryncypia. Należy je więc sabotować, obrzydzać i niszczyć, aby tym samym anihilować przyczynę oporu. Słynne „Standardy edukacji seksualnej WHO” to nic innego jak działania dywersyjne na terytorium przeciwnika. Klasyka wojenna. Ale powtórzę. Aby zwyciężać, trzeba wyjść na ring w imię Jezusa, Polski, historii. Tymczasem oddajemy większość starć walkowerem. Przykładem jest tzw. kompromis aborcyjny. Albo realizujemy konstytucyjny zapis o ochronie życia, albo wpiszmy do konstytucji eugenikę. Inaczej diabeł się cieszy z ogarka, a Bogu niewesoło przy świeczce.

 

 

POLECANE
Zgwałcił dziecko i oskarżył je o transfobię tylko u nas
Zgwałcił dziecko i oskarżył je o "transfobię"

W ostatnich dniach Wielka Brytania została wstrząśnięta zbrodniami Jamesa Bubba, byłego policjanta z Metropolitan Police, który po dokonaniu serii brutalnych przestępstw ogłosił się “osobą transseksualną”.

Poseł Dariusz Matecki odpowiada Małgorzacie Chmielewskiej z ostatniej chwili
Poseł Dariusz Matecki odpowiada Małgorzacie Chmielewskiej

''W związku z listem otwartym Małgorzaty Chmielewskiej, kierowanym do Prezydenta RP, Marszałka Sejmu oraz posłów – w tym także do mnie – przedstawiam swoją publiczną odpowiedź. Uważam za konieczne sprostowanie manipulacji, jakimi posługują się media określając Panią Chmielewską mianem «siostry zakonne», choć nią nie jest'' – pisze poseł Dariusz Matecki.

Katastrofa lotnicza w Radomiu. Rozbił się polski F-16 z ostatniej chwili
Katastrofa lotnicza w Radomiu. Rozbił się polski F-16

Dramatyczne wydarzenia w Radomiu. Podczas czwartkowych prób do Międzynarodowych Pokazów Lotniczych Air Show 2025 rozbił się polski samolot F-16. Wiadomo już oficjalnie, że pilotowi nie udało się katapultować; zginął na miejscu.

Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców woj. wielkopolskiego z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców woj. wielkopolskiego

Mieszkańcy województwa wielkopolskiego muszą przygotować się na planowane wyłączenia prądu. Enea Operator poinformowała, że prace modernizacyjne sieci obejmą wiele miejscowości; publikujemy harmonogram wyłączeń od piątku 29 sierpnia do niedzieli 31 sierpnia.

Belweder: Trwa spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z przywódcami państw regionu z ostatniej chwili
Belweder: Trwa spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z przywódcami państw regionu

W Belwederze w czwartek po południu rozpoczęło się spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z przywódcami Litwy, Łotwy, Estonii i Danii. W drugiej części narady dołączy, w formie wideorozmowy, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Ma to być wstęp do konsultacji przed wizytą Nawrockiego w Waszyngtonie.

Jarosław Kaczyński uderza w Sławomira Mentzena. „To niegodne” z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński uderza w Sławomira Mentzena. „To niegodne”

– Niegodnym moralnie jest, gdy powstaje grupa o gigantycznych dochodach, a inni żyją w biedzie; my takiej Polski nie chcemy, to Sławomir Mentzen takiej Polski chce – powiedział w czwartek w Białymstoku prezes PiS, Jarosław Kaczyński.

Skandaliczne oświadczenie wiceszefa ukraińskiego MSZ. Będzie reakcja Sikorskiego? z ostatniej chwili
Skandaliczne oświadczenie wiceszefa ukraińskiego MSZ. Będzie reakcja Sikorskiego?

Zastępca Ministra Spraw Zagranicznych Ukrainy Oleksandr Miszczenko najwyraźniej ma problemy z wdzięcznością za polską pomoc udzieloną walczącej z Rosją Ukrainie. Wydał oświadczenie, w którym zarzuca polskim siłom politycznym podsycanie antyukraińskich nastrojów. Jednocześnie fałszuje historię mówiąc o rzekomym „polsko-ukraińskim konflikcie” i deprecjonując Genocidum Atrox, jakim była Rzeź Wołyńska.

Starosta gliwicki z Koalicji Obywatelskiej odwołany z ostatniej chwili
Starosta gliwicki z Koalicji Obywatelskiej odwołany

W powiecie gliwickim doszło do potężnego politycznego tąpnięcia. Radni zdecydowali o odwołaniu starosty i całego zarządu powiatu, którym kierowała Koalicja Obywatelska wraz z lokalnym klubem SGL. Oznacza to, że KO straciła władzę w powiecie.

Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy

W najbliższych dniach warszawscy kierowcy i pasażerowie komunikacji miejskiej muszą liczyć się z utrudnieniami. Wszystko przez ostatnie prace związane z budową trasy tramwajowej do Wilanowa i wymianą nawierzchni na kilku stołecznych ulicach.

Rząd przyjął projekt budżetu na przyszły rok z ostatniej chwili
Rząd przyjął projekt budżetu na przyszły rok

W czwartek rząd przyjął projekt ustawy budżetowej na 2026 rok. Prognozowane dochody na 2026 r. wyniosą 647 mld zł, a wydatki około 918,9 mld zł. Deficyt budżetu państwa wyniesie 271,7 mld zł, co stanowi 6,5 proc. PKB.

REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. Nalaskowski: Aby zwyciężać, trzeba wyjść na ring w imię Jezusa, Polski, historii

– nów mamy odwołać się do tego, co już było, co znamy? Myślę, że czeka nas ogromny wysiłek w tworzeniu zupełnie nowej jakości. Inaczej nie przetrwamy jako ludzkość. Prędzej czy później większość ideologii, postaw i nastawień pójdzie do lamusa. I sięgniemy do źródeł (...) Do Ewangelii, do nauk Jezusa Chrystusa. Bo tylko tam znajdziemy instrukcję na budowę nowego świata. Jeśli tylko do tego momentu dożyjemy, co nie jest aż takie oczywiste – mówi w rozmowie z Mateuszem Kosińskim prof. dr hab. Aleksandrem Nalaskowski, pedagog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, autor wydanej niedawno nakładem wydawnictwa Biały Kruk książki „Wielkie Zatrzymanie. Co się stało z ludźmi?”.
 [Tylko u nas] Prof. Nalaskowski: Aby zwyciężać, trzeba wyjść na ring w imię Jezusa, Polski, historii
/ zbiory prof. Aleksandra Nalaskowskiego
– Panie Profesorze, czy w dzisiejszych czasach wciąż istnieją autorytety społeczne?
– Oczywiście istnieją, ale nie w wymiarze globalnym czy nawet narodowym. Istnieją w pewnych grupach, dla pewnych grup. Można by teraz powiedzieć, że są to „autorytety plemienne” i często nieodnoszące się do postaw moralnych czy ogólnie rozumianego dobra, ale do ideologii. Dostrzegam też „dobór” autorytetów wedle reguły „myśli tak jak ja” albo „mówi to, co chciałbym usłyszeć”. Autorytet globalny taki jak chociażby Ghandi nam się już chyba nie przydarzy. Nawet św. Jan Paweł II jeszcze za życia miał sporą grupę oponentów. Także we własnym środowisku, w Kościele. Autorytet wreszcie to nie tylko wzór, wyrocznia, ale i wyrzut sumienia. A tego Europa i coraz bardziej chyba Polska, zwłaszcza w osobie młodszych pokoleń, sobie nie życzy, bo to ingeruje w wolność. Amerykańskie niszczenie pomników, ale i ideologizacja historii to przykład usuwania autorytetów w atmosferze i przy działaniach iście rewolucyjnych. Dewastacja pomnika Kościuszki, o którym większość tych hunwejbinów nie miała pojęcia, szła wedle prostego klucza – skoro jest na pomniku, to znaczy chyba autorytet, a my nie chcemy żadnych autorytetów. Tamta sytuacja jest rozwojowa.

– W eseju „Zatrzymanie” w pewien sposób porównuje pan społeczne zatrzymanie związane z pandemią z reakcją społeczeństwa po śmierci Jana Pawła II i po katastrofie smoleńskiej. Czy jest szansa, że pandemia koronawirusa doprowadzi do głębszych przemian społecznych niż te po poprzednich dwóch wydarzeniach? W jakim kierunku one mogą pójść? 
– Aby skutki społeczne, mentalnościowe czy moralne pandemii zauważyć, po pierwsze potrzebujemy kilku lat. Społeczeństwo to nie pies Pawłowa: światło – ślina. Po drugie – ale tylko moim zdaniem – to zbyt krótko trwało, aby cokolwiek na stałe zmienić. To, co było rynsztokiem, nie wyschło do końca i znów przybrało. Ale też trzeba zauważyć, że takim stymulatorem powrotu starego były wybory prezydenckie. To kawałek tamtego świata, który do nas obecnych dotarł mocno już poturbowany. Wystarczy sobie przypomnieć, jakie awantury miały miejsce przy okazji ustalania daty. Zakłamanie i furia opozycji nie miały sobie równych. Być może, gdy już opadnie kurz bitewny, naszym oczom ukaże się jakaś inna rzeczywistość. Być może… Ale jednak wstrząs pandemiczny i to Wielkie Zatrzymanie co bardziej opornym i zapiekłym dało niewiele do myślenia. Z drugiej strony ci, którzy coś z tego rozumieli i w zatrzymaniu widzieli szansę, nie próbowali przekonywać innych. Myślę, że zmarnotrawiliśmy kolejną szansę.

– Czy rozwiązaniem bolączek współczesnego świata, również tego po pandemii, byłby renesans solidaryzmu społecznego? 
– Znów mamy odwołać się do tego, co już było, co znamy? Myślę, że czeka nas ogromny wysiłek w tworzeniu zupełnie nowej jakości. Inaczej nie przetrwamy jako ludzkość. Prędzej czy później większość ideologii, postaw i nastawień pójdzie do lamusa. I sięgniemy do źródeł.

– Jakich?
– Do Ewangelii, do nauk Jezusa Chrystusa. Bo tylko tam znajdziemy instrukcję na budowę nowego świata. Jeśli tylko do tego momentu dożyjemy, co nie jest aż takie oczywiste.

– W swojej książce poświęca Pan Profesor bardzo dużo miejsca sytuacji szkół i uniwersytetów. Czy stają się one płaszczyznami, na których postępowcy chcą „wykuć nowego człowieka”? 
– Na naszych oczach realizuje się postulat Herberta Marcuse’a i szkoły frankfurckiej o tworzeniu kontrczłowieka/obywatela dla kontrpaństwa. Tę rolę filozof przewidział dla edukacji, a zwłaszcza uniwersytetów. I uczelnie na całym świecie skrzętnie ją odgrywają. Ostatnie wybory pokazały, że na lewicowego, a chwilami lewackiego kandydata na urząd prezydencki głosowała głównie inteligencja. A inteligencja to wszak wytwór szkolnictwa i uniwersytetów. Przecież „po owocach ich poznacie”. Nawet kandydat tzw. narodowców, gdy tylko coś na nim pęknie, to spod spodu widać kolor co najmniej różowy. 

– W aktualnym numerze „Tygodnika Solidarność” zajmujemy się tematyką starcia cywilizacji. Czy zgadza się Pan Profesor z tezą, że mamy z takim starciem do czynienia i czy strona konserwatywna ma w takim starciu szanse? 
– Każda wojna czy to na tle rasowym, czy ideologiczna, czy cywilizacyjna toczy się o władzę. Władza zaś to zarówno niebywały przywilej życiowy, jak i silny afrodyzjak, narkotyk. Uzależnia emocjonalnie. Najprostszy przykład, całkiem potoczny i nie wiem, czy jakkolwiek sprawdzony – kobiety uwielbiają mężczyzn u władzy. Czyż to nie miłe? Zatem obecna wojna to nie starcie cywilizacji, ale walka przy pomocy różnic cywilizacyjnych. Tym samym w łeb biorą mrzonki o mieszaniu się kultur, różnorodności kulturowej etc. Nic z tego. Zawsze jedna kultura będzie próbowała zdominować drugą. Czasami zapożyczy od niej to i owo, ale na swoich warunkach i nie rezygnując z przewagi. Różnice cywilizacyjne mogą być niezwykle skuteczną bronią w zdobywaniu władzy. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby za dziesięć lat był już całkiem oswojony parytet dla homoseksualistów w sejmie, na listach wyborczych, w zarządach spółek państwowych, w rządzie. „Why not?”. Tak zadziałał Biedroń. Dostał się po raz pierwszy do parlamentu przede wszystkim jako homoseksualista z tęczowym sztandarem. Z tego był znany i z tego, jego ówczesny mocodawca uczynił parytet. Kilka lat później to samo zrobił z Krzysztofem Bęgowskim vel Anną Grodzką. LGBT to nie tylko sposób zaspokajania popędu, ale również buzujące emocje, które najlepiej znajdują ujście w sprawowaniu władzy. Ta władza może mieć różne oblicza. Jednym z nich są marsze i parady, których naczelnym hasłem nie jest ani miłość, ani tolerancja, ani różnorodność, tylko podskórny przekaz „musicie nas oglądać, musicie nas tolerować, nic nie możecie nam zrobić”. Czyż to nie władza, nie przemoc i realizacja przewagi? Widzimy tylko to, co potrafimy nazwać. Tak nas ukształtowała kultura. Najgorsze jest to, że uznaliśmy, że jeśli czegoś nie widzimy, to tego nie ma. A wojna przy użyciu wrednej broni, jaką jest cywilizacja, jest faktem. Czy strona konserwatywna ma szansę? Ależ ma! Tylko musi spełnić warunek – podjąć walkę. Tymczasem jest anatomicznym kuriozum, bo ma nie dwa, lecz chyba ze sto policzków, które nastawia do bicia. No i ma ten pysk już mocno obity. To cena za bierność. Konserwatyści gadają, a lewacy maszerują i się drą. Dlatego mają przewagę. 

– Jeden z esejów poświęca Pan Profesor tematyce edukacji seksualnej. Czy ta dziedzina wywołuje tak gorące dyskusje na całym świecie? Czy to jeden z elementów „starcia cywilizacji”? 
– Każde starcie cywilizacji, jak każda wojna, to uderzanie w najwrażliwsze miejsca przeciwnika. To bombardowanie obiektów strategicznych, likwidacja przywódców czy eliminacja inteligencji. I teraz nie jest inaczej. Dzieci, wychowanie, rodzina to nasze pryncypia. Należy je więc sabotować, obrzydzać i niszczyć, aby tym samym anihilować przyczynę oporu. Słynne „Standardy edukacji seksualnej WHO” to nic innego jak działania dywersyjne na terytorium przeciwnika. Klasyka wojenna. Ale powtórzę. Aby zwyciężać, trzeba wyjść na ring w imię Jezusa, Polski, historii. Tymczasem oddajemy większość starć walkowerem. Przykładem jest tzw. kompromis aborcyjny. Albo realizujemy konstytucyjny zapis o ochronie życia, albo wpiszmy do konstytucji eugenikę. Inaczej diabeł się cieszy z ogarka, a Bogu niewesoło przy świeczce.

 


 

Polecane
Emerytury
Stażowe