Marek Budzisz: Rosja "eksportuje bezpieczeństwo" do Afryki.

W Soczi zakończyła się właśnie kolejna, dziewiąta już, międzynarodowa konferencja, na którą zjechali urzędnicy różnych krajów nadzorujący lub kierujący strukturami siłowymi, jednym słowem, konferencja, używając rosyjskiej nomenklatury siłowików. Żeby nie było, co do tego wątpliwości, to organizowała ją rosyjska Rada Bezpieczeństwa, a obrady (oczywiście w części plenarnej) prowadził jej szef, generał Patruszew.
/ screen YouTube
Rosjanie nie byliby sobą, gdyby nie ogłosili wielkiego sukcesu spotkania, w którym wzięli udział przedstawiciele 118 państw, z tego, jak powiedział w wywiadzie dla agencji TASS sekretarz Patruszewa, Wienediktow, 44 to byli funkcjonariusze wysokiego szczebla.
Sam kierujący obradami zaznaczył, że tak liczny udział w odbywającym się w Soczi forum świadczy o tym, że zabiegi dyplomacji Stanów Zjednoczonych, która wywierała naciski, aby do Rosji nie jechać zakończyły się niepowodzeniem. A ci, zwłaszcza Europejczycy, którzy się nie stawili „sami sobie winni, bo izolują się od społeczności międzynarodowej”. Rosyjscy dziennikarze relacjonujący spotkanie ironizują trochę, moim zdaniem niesłusznie, szczegółowo opisując wystąpienia takich międzynarodowych tuzów, jak reprezentanci Gambii, Bangladeszu, Tajlandii czy Wenezueli. Organizatorzy poinformowali zresztą, że z tym bojkotem Europy nie jest tak źle, bo reprezentowanych na zjeździe było 14 krajów. Przy czym dość trudno ustalić, kto przyjechał i z jakich krajów. W relacjach pada nazwisko ministra z Belgradu i wydalonego z Czarnogóry w toku ostatnich retorsji dyplomatycznych (otrucie Skripala) honorowego konsula Rosji. O innych Europejczykach cicho sza.
Ale niezależnie od tego, kto przybył, kto zaś z udziału w forum zrezygnował, warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze Patruszew, jak oficjalnie poinformowano, spotkał się „w cztery oczy” z reprezentantami ponad 40 państw, kiedyś nazywanych krajami III świata, teraz określanych terminem „rozwijające się”. Przy okazji spotkania w Soczi swe osiągnięcia prezentowały rosyjskie firmy zbrojeniowe. I to jest chyba jeden z zasadniczych celów tego forum – sprzedać trochę więcej broni, zwłaszcza po tym, jak Moskwa musiała w ubiegłych tygodniach przełknąć gorzką pigułkę, a może nawet dwie.

Otóż 25 kwietnia poinformowano, że Indie chcą wycofać się ze wspólnego z Rosją programu budowy myśliwca 5-go pokolenia na bazie rosyjskiego Su-57. Moskwa, na początku, z hukiem ogłosiła, że do 2020 roku zbuduje 220 najnowocześniejszych maszyn tego typu. Później z nieco już mniejszym rozgłosem informowano, że „na początek” zbuduje się ich tuzin. Ale i tego tuzina nikt nie zobaczył do końca 2017 roku, mimo zapowiedzi, bo budowa „trochę się przeciągnęła”. Teraz Hindusi w ogóle rezygnują z finansowania prac, a na zastrzyk pieniędzy z ich strony Moskwa bardzo liczyła, bo właśnie za nie chciała rozpocząć seryjną produkcję maszyn. Powód rezygnacji? Indyjscy eksperci są zdania, że myśliwiec 5 generacji zaopatrzono w rosyjski osprzęt, awionikę, czujniki, czyli jednym słowem niemal wszystko, co decyduje o jego możliwościach, które są „beznadziejnie przestarzałe”. Ktoś mógłby powiedzieć, i zapewne miałby w tym sporo racji, że zapewne zdecydowała polityka, skoro w Delhi teraz myśli się o zakupie maszyn amerykańskich. Ale warto zwrócić uwagę na kolejną historię. Rosja wespół z Chinami buduje duży, szerokokadłubowy samolot pasażerski dalekiego zasięgu nazywany – SR 929, który ma być konkurencją dla Boeinga i Airbusa. W Moskwie trochę przy okazji utyskiwano, że w gruncie rzeczy Chińczycy przejęli rosyjską myśl techniczną, wiadomo, mają pieniądze, i przenieśli właściwie całość prac konstrukcyjnych i produkcyjnych do siebie. Ale jako, że jest to projekt duży, mający potwierdzić strategiczne partnerstwo obydwu krajów, wątpliwości przycichły. Teraz, stanęła sprawa silników, w jakie zaopatrzona ma być konstrukcja. W grudniu ogłoszono przetarg, który w połowie kwietnia rozstrzygnięto. Silniki dostarczy Rolls–Royce. Rosjanie nie są w stanie zbudować konkurencyjnych, choć na programy badawcze w tym zakresie idą setki miliardów rubli. Jednym słowem z poziomem technicznym „rosyjskiej myśli wojennej” nie jest tak dobrze jak można by wnioskować na podstawie zapewnień rosyjskiej propagandy czy wpisów niektórych miłośników naszego wschodniego sąsiada pod moimi notkami. W takiej sytuacji więcej uwagi trzeba poświęcić nieco mniej „grymaszącym klientom”, którzy nie potrzebują myśliwców ani V, ani nawet trzeciej generacji, ale trochę więcej kałasznikowów z pewnością by się im przydało.

Ale sprzedaż broni i uzbrojenia to oczywiście nie jedyny cel organizowania przez rosyjskie władze tego rodzaju spotkań. Rosyjski MSZ dość konsekwentnie uprawia politykę rozmawiania z przedstawicielami odległych nawet krajów. Z dwóch powodów. Są one reprezentowane na forum ogólnym ONZ i w ostatecznym rachunku ich głosy mogą być potrzebne. Bo rosyjscy analitycy przypominają, że w 2014 roku, kiedy przegłosowywano stanowisko społeczności międzynarodowej w kwestii rosyjskiej agresji wobec Ukrainy, to moskiewski punkt widzenia (byli przeciw) poparło 53 krajów a tylko 1 uczestnicząca w głosowaniu delegacja wstrzymała się od głosu. I wynik tego głosowania porównują z podobnym, ale przeprowadzonym w 1996 roku, w których miano ocenić „bezprawność” jednostronnych sankcji, wprowadzonych bez poparcia ONZ. Wówczas punkt widzenia, z którym sympatyzuje Rosja (jej zdaniem sankcje może wprowadzać wyłącznie ONZ, a najlepiej Rada Bezpieczeństwa, w której Moskwa ma prawo weta) wsparło 57 krajów, a aż 45 wstrzymało się od głosu. Czyli liczbę niezdecydowanych udało się, zdaniem Rosjan zmniejszyć. Ale to nie jedyny cel tego rodzaju aktywności. Drugi jest równie interesujący. Otóż Moskwa pracowicie buduje swój wizerunek państwa, który rozmawia z każdym, nawet najmniejszym uczestnikiem społeczności międzynarodowej. Szanując przy tym zasadę suwerenności i nieingerowania w wewnętrzne sprawy (obrona reżimów), na gruncie pragmatyzmu i rozsądku, dąży do wolnego od ideologicznego zacietrzewienia rozwiązywania konfliktów. Nam trudno w skuteczność takiej polityki uwierzyć, bo w rejonie tzw. bliskiej zagranicy, prezentuje ona zupełnie inną twarz. Ale na użytek tych krajów, z którymi nie graniczy tego rodzaju polityka uchodzi za dość skuteczną. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy może służyć do równoważenia wpływów Stanów Zjednoczonych, czy szerzej rzecz ujmując Zachodu. Moskiewscy specjaliści budują ciekawy wizerunek – z jednej strony agresywna, hegemonistyczna postawa Waszyngtonu, który dąży do utrzymania swej wyjątkowej w świecie pozycji, z drugiej rozumiejąca, nawet współ-czująca, pragmatyczna rosyjska dyplomacja.

Oczywiście nie mówimy o współczuciu bezinteresownym. Dziennikarze niezależnej grupy śledczej Conflict Intelligence Team informują o obecności rosyjskich doradców wojskowych w republice Środkowoafrykańskiej. Są to, ich zdaniem, byli wojskowi i oficerowie służb bezpieczeństwa powiązani z tzw. Grupą Wagnera, a dokładnie rzecz biorąc z rosyjskim oligarchą, bliskim kolegą Putina, Prigożinem. W tym bardzo ubogim, ale bogatym w złoża uranu, złota i drogich kamieni afrykańskim kraju mają zajmować się ochroną prezydenta, zwłaszcza, że trwa tam wojna domowa. Wcześniej znajdowała się tam francuska misja pokojowa, ale po licznych skandalach seksualnych w 2016 roku została wycofana. I na to miejsce weszli rosyjscy siłowicy. Ale to nie jedyny afrykański kraj, w którym obecni są Rosjanie powiązani z Prigożinem. Są oni w Kenii i na Madagaskarze, przymierzają się do Libii, Zimbabwe, Czadu i Nigerii. Oferują przy tym „pakiet usług” polegających na pomocy w zdobyciu ewentualnie utrzymaniu władzy. W pierwszym rzędzie zaangażowani są rosyjscy „technolodzy polityki” uzbrojeni w komputery i dostęp do sieci. Niewątpliwie wykorzystują wiedzę, umiejętności i zasoby stworzonej przez Prigożina fabryki trolli z Olgino. Budując w ten sposób pozycję swego patrona (za sukces wyborczy wypada się odwdzięczyć) zabiegają o koncesje wydobywcze, kontrakty zbrojeniowe, jednym słowem generalnie rzecz ujmując dbają o stronę biznesową przedsięwzięcia. Ale jeśli kraj pogrążony jest de facto w wojnie domowej, tak jak to jest w Republice Środkowoafrykańskiej, to Rosjanie mogą pomóc i w inny sposób – przysyłając chłopaków z Grupy Wagnera lub innej prywatnej armii. Później, i tak też było i w tym przypadku, kontakty wchodzą na bardziej zaawansowany poziom. W grudniu ubiegłego roku do Soczi przyjechał prezydent Republiki Środkowoafrykańskiej Tuader i podpisał kontrakt na zakup rosyjskiego uzbrojenia i szkolenie 1300 żołnierzy z własnej armii.

Wszystko w imię walki z terroryzmem, zwalczania handlu narkotykami oraz umacniania słabych i chwiejnych państwowości krajów III świata. I takim tematom poświęcone było właśnie zakończone forum siłowików w Soczi. Jak powiedział na jego zamknięcie generał Patruszew całe dwudniowe spotkanie przebiegło w „konstruktywnej i niekonfrontacyjnej atmosferze”. A trzeba pamiętać, że i w kwestii narkotyków Patruszew jest pierwszorzędnym specjalistą, bo latał przecież do Argentyny rozmawiać z tamtejszymi władzami po tym jak w rosyjskiej szkole przy ambasadzie znaleziono kilkadziesiąt kilogramów gotowej do wysyłki kokainy.

Marek Budzisz

 

POLECANE
KRUS wydał komunikat dla rolników z ostatniej chwili
KRUS wydał komunikat dla rolników

Od 1 marca 2026 KRUS zmienia limity przychodu wpływające na zmniejszenie lub zawieszenie rent oraz waloryzuje świadczenia o 5,3 proc. Sprawdź nowe kwoty, emeryturę podstawową i terminy decyzji.

Zarobki Książulo. Te kwoty przyprawiają o zawrót głowy Wiadomości
Zarobki Książulo. Te kwoty przyprawiają o zawrót głowy

Szymon Nyczke, szerzej znany jako Książulo, osiągnął w sieci status prawdziwego giganta. Popularny youtuber zarabia kwoty, o których wielu może tylko pomarzyć. Jego pasja? Testowanie jedzenia i prezentowanie tego w internecie, szczególnie w restauracjach serwujących kebaby. „Efekt Książulo” jest tak silny, że jego opinie potrafią odmienić losy małych biznesów.

Umowa UE–Mercosur. Von der Leyen zdecydowała z ostatniej chwili
Umowa UE–Mercosur. Von der Leyen zdecydowała

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oświadczyła w piątek, że KE rozpocznie tymczasowe stosowanie porozumienia handlowego UE–Mercosur. – Zgodnie z unijnymi traktatami umowa może zostać w pełni zawarta dopiero po wyrażeniu zgody przez Parlament Europejski – zaznaczyła.

Pałac Buckingham. Radosne doniesienia ws. księżnej Kate Wiadomości
Pałac Buckingham. Radosne doniesienia ws. księżnej Kate

Deszczowa aura nie pokrzyżowała planów wizyty w Walii. Kate Middleton z uśmiechem spotykała się z najmłodszymi mieszkańcami hrabstwa Powys, a nagrania z tego dnia szybko obiegły media społecznościowe.

Niemiecki gigant zbrojeniowy wkracza do Polski. Idealne miejsce z ostatniej chwili
Niemiecki gigant zbrojeniowy wkracza do Polski. "Idealne miejsce"

Niemiecki koncern zbrojeniowy, producent przekładni Renk planuje wejście na polski rynek – zapowiedział prezes zarządu firmy z Augsburga Alexander Sagel w wywiadzie dla najnowszego wydania tygodnika "Der Spiegel".

Powstanie Zgromadzenie Parlamentarne Grupy Wyszehradzkiej? z ostatniej chwili
Powstanie Zgromadzenie Parlamentarne Grupy Wyszehradzkiej?

PiS ogłasza powołanie nowego zespołu parlamentarnego dot. Grupy Wyszehradzkiej. Na jego czele ma stanąć były marszałek Sejmu Marek Kuchciński.

 Nie żyje znany aktor. Zginął w tragicznym wypadku Wiadomości
Nie żyje znany aktor. Zginął w tragicznym wypadku

Bobby J. Brown, znany widzom z serialu „The Wire” („Prawo ulicy”), nie żyje. Aktor zginął w pożarze stodoły na swojej farmie w stanie Maryland. Miał 62 lata.

tylko u nas
Black Hawki z Mielca w ramach SAFE? To możliwe, ale decyzje będą polityczne

Dyskusja wokół programu SAFE nie traci na temperaturze. Wraz z kolejnymi wypowiedziami polityków i przedstawicieli branży obronnej narastają też różne narracje – jedną z nich jest wypychanie amerykańskiego sprzętu z Europy. SAFE premiuje sprzęt produkowany w Europie, to fakt, ale takim są m.in. Black Hawki S-70i z Mielca. Czy w świetle nowych regulacji mogą być finansowane w ramach unijnego programu? Solidarność w PZL-Mielec wskazuje na niuanse tej sytuacji.

Brutalne morderstwo w Kadłubie. Pilny apel policji Wiadomości
Brutalne morderstwo w Kadłubie. Pilny apel policji

Po makabrycznej zbrodni, do której doszło w Kadłubie na Opolszczyźnie, policja wystosowała pilny komunikat do internautów. W sieci zaczęły bowiem krążyć drastyczne nagrania przedstawiające przebieg tragedii.

Tusk ujawnia szczegóły programu SAFE. Jesteśmy na finiszu z ostatniej chwili
Tusk ujawnia szczegóły programu SAFE. "Jesteśmy na finiszu"

– To jest szczególny moment. Jesteśmy na finiszu wielkiego projektu, który ma w dużym większym stopniu niż do tej pory zapewnić bezpieczeństwo naszej ojczyźnie, naszym granicom, całej Europie – powiedział w piątek podczas specjalnej konferencji dot. programu SAFE premier Donald Tusk.

REKLAMA

Marek Budzisz: Rosja "eksportuje bezpieczeństwo" do Afryki.

W Soczi zakończyła się właśnie kolejna, dziewiąta już, międzynarodowa konferencja, na którą zjechali urzędnicy różnych krajów nadzorujący lub kierujący strukturami siłowymi, jednym słowem, konferencja, używając rosyjskiej nomenklatury siłowików. Żeby nie było, co do tego wątpliwości, to organizowała ją rosyjska Rada Bezpieczeństwa, a obrady (oczywiście w części plenarnej) prowadził jej szef, generał Patruszew.
/ screen YouTube
Rosjanie nie byliby sobą, gdyby nie ogłosili wielkiego sukcesu spotkania, w którym wzięli udział przedstawiciele 118 państw, z tego, jak powiedział w wywiadzie dla agencji TASS sekretarz Patruszewa, Wienediktow, 44 to byli funkcjonariusze wysokiego szczebla.
Sam kierujący obradami zaznaczył, że tak liczny udział w odbywającym się w Soczi forum świadczy o tym, że zabiegi dyplomacji Stanów Zjednoczonych, która wywierała naciski, aby do Rosji nie jechać zakończyły się niepowodzeniem. A ci, zwłaszcza Europejczycy, którzy się nie stawili „sami sobie winni, bo izolują się od społeczności międzynarodowej”. Rosyjscy dziennikarze relacjonujący spotkanie ironizują trochę, moim zdaniem niesłusznie, szczegółowo opisując wystąpienia takich międzynarodowych tuzów, jak reprezentanci Gambii, Bangladeszu, Tajlandii czy Wenezueli. Organizatorzy poinformowali zresztą, że z tym bojkotem Europy nie jest tak źle, bo reprezentowanych na zjeździe było 14 krajów. Przy czym dość trudno ustalić, kto przyjechał i z jakich krajów. W relacjach pada nazwisko ministra z Belgradu i wydalonego z Czarnogóry w toku ostatnich retorsji dyplomatycznych (otrucie Skripala) honorowego konsula Rosji. O innych Europejczykach cicho sza.
Ale niezależnie od tego, kto przybył, kto zaś z udziału w forum zrezygnował, warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze Patruszew, jak oficjalnie poinformowano, spotkał się „w cztery oczy” z reprezentantami ponad 40 państw, kiedyś nazywanych krajami III świata, teraz określanych terminem „rozwijające się”. Przy okazji spotkania w Soczi swe osiągnięcia prezentowały rosyjskie firmy zbrojeniowe. I to jest chyba jeden z zasadniczych celów tego forum – sprzedać trochę więcej broni, zwłaszcza po tym, jak Moskwa musiała w ubiegłych tygodniach przełknąć gorzką pigułkę, a może nawet dwie.

Otóż 25 kwietnia poinformowano, że Indie chcą wycofać się ze wspólnego z Rosją programu budowy myśliwca 5-go pokolenia na bazie rosyjskiego Su-57. Moskwa, na początku, z hukiem ogłosiła, że do 2020 roku zbuduje 220 najnowocześniejszych maszyn tego typu. Później z nieco już mniejszym rozgłosem informowano, że „na początek” zbuduje się ich tuzin. Ale i tego tuzina nikt nie zobaczył do końca 2017 roku, mimo zapowiedzi, bo budowa „trochę się przeciągnęła”. Teraz Hindusi w ogóle rezygnują z finansowania prac, a na zastrzyk pieniędzy z ich strony Moskwa bardzo liczyła, bo właśnie za nie chciała rozpocząć seryjną produkcję maszyn. Powód rezygnacji? Indyjscy eksperci są zdania, że myśliwiec 5 generacji zaopatrzono w rosyjski osprzęt, awionikę, czujniki, czyli jednym słowem niemal wszystko, co decyduje o jego możliwościach, które są „beznadziejnie przestarzałe”. Ktoś mógłby powiedzieć, i zapewne miałby w tym sporo racji, że zapewne zdecydowała polityka, skoro w Delhi teraz myśli się o zakupie maszyn amerykańskich. Ale warto zwrócić uwagę na kolejną historię. Rosja wespół z Chinami buduje duży, szerokokadłubowy samolot pasażerski dalekiego zasięgu nazywany – SR 929, który ma być konkurencją dla Boeinga i Airbusa. W Moskwie trochę przy okazji utyskiwano, że w gruncie rzeczy Chińczycy przejęli rosyjską myśl techniczną, wiadomo, mają pieniądze, i przenieśli właściwie całość prac konstrukcyjnych i produkcyjnych do siebie. Ale jako, że jest to projekt duży, mający potwierdzić strategiczne partnerstwo obydwu krajów, wątpliwości przycichły. Teraz, stanęła sprawa silników, w jakie zaopatrzona ma być konstrukcja. W grudniu ogłoszono przetarg, który w połowie kwietnia rozstrzygnięto. Silniki dostarczy Rolls–Royce. Rosjanie nie są w stanie zbudować konkurencyjnych, choć na programy badawcze w tym zakresie idą setki miliardów rubli. Jednym słowem z poziomem technicznym „rosyjskiej myśli wojennej” nie jest tak dobrze jak można by wnioskować na podstawie zapewnień rosyjskiej propagandy czy wpisów niektórych miłośników naszego wschodniego sąsiada pod moimi notkami. W takiej sytuacji więcej uwagi trzeba poświęcić nieco mniej „grymaszącym klientom”, którzy nie potrzebują myśliwców ani V, ani nawet trzeciej generacji, ale trochę więcej kałasznikowów z pewnością by się im przydało.

Ale sprzedaż broni i uzbrojenia to oczywiście nie jedyny cel organizowania przez rosyjskie władze tego rodzaju spotkań. Rosyjski MSZ dość konsekwentnie uprawia politykę rozmawiania z przedstawicielami odległych nawet krajów. Z dwóch powodów. Są one reprezentowane na forum ogólnym ONZ i w ostatecznym rachunku ich głosy mogą być potrzebne. Bo rosyjscy analitycy przypominają, że w 2014 roku, kiedy przegłosowywano stanowisko społeczności międzynarodowej w kwestii rosyjskiej agresji wobec Ukrainy, to moskiewski punkt widzenia (byli przeciw) poparło 53 krajów a tylko 1 uczestnicząca w głosowaniu delegacja wstrzymała się od głosu. I wynik tego głosowania porównują z podobnym, ale przeprowadzonym w 1996 roku, w których miano ocenić „bezprawność” jednostronnych sankcji, wprowadzonych bez poparcia ONZ. Wówczas punkt widzenia, z którym sympatyzuje Rosja (jej zdaniem sankcje może wprowadzać wyłącznie ONZ, a najlepiej Rada Bezpieczeństwa, w której Moskwa ma prawo weta) wsparło 57 krajów, a aż 45 wstrzymało się od głosu. Czyli liczbę niezdecydowanych udało się, zdaniem Rosjan zmniejszyć. Ale to nie jedyny cel tego rodzaju aktywności. Drugi jest równie interesujący. Otóż Moskwa pracowicie buduje swój wizerunek państwa, który rozmawia z każdym, nawet najmniejszym uczestnikiem społeczności międzynarodowej. Szanując przy tym zasadę suwerenności i nieingerowania w wewnętrzne sprawy (obrona reżimów), na gruncie pragmatyzmu i rozsądku, dąży do wolnego od ideologicznego zacietrzewienia rozwiązywania konfliktów. Nam trudno w skuteczność takiej polityki uwierzyć, bo w rejonie tzw. bliskiej zagranicy, prezentuje ona zupełnie inną twarz. Ale na użytek tych krajów, z którymi nie graniczy tego rodzaju polityka uchodzi za dość skuteczną. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy może służyć do równoważenia wpływów Stanów Zjednoczonych, czy szerzej rzecz ujmując Zachodu. Moskiewscy specjaliści budują ciekawy wizerunek – z jednej strony agresywna, hegemonistyczna postawa Waszyngtonu, który dąży do utrzymania swej wyjątkowej w świecie pozycji, z drugiej rozumiejąca, nawet współ-czująca, pragmatyczna rosyjska dyplomacja.

Oczywiście nie mówimy o współczuciu bezinteresownym. Dziennikarze niezależnej grupy śledczej Conflict Intelligence Team informują o obecności rosyjskich doradców wojskowych w republice Środkowoafrykańskiej. Są to, ich zdaniem, byli wojskowi i oficerowie służb bezpieczeństwa powiązani z tzw. Grupą Wagnera, a dokładnie rzecz biorąc z rosyjskim oligarchą, bliskim kolegą Putina, Prigożinem. W tym bardzo ubogim, ale bogatym w złoża uranu, złota i drogich kamieni afrykańskim kraju mają zajmować się ochroną prezydenta, zwłaszcza, że trwa tam wojna domowa. Wcześniej znajdowała się tam francuska misja pokojowa, ale po licznych skandalach seksualnych w 2016 roku została wycofana. I na to miejsce weszli rosyjscy siłowicy. Ale to nie jedyny afrykański kraj, w którym obecni są Rosjanie powiązani z Prigożinem. Są oni w Kenii i na Madagaskarze, przymierzają się do Libii, Zimbabwe, Czadu i Nigerii. Oferują przy tym „pakiet usług” polegających na pomocy w zdobyciu ewentualnie utrzymaniu władzy. W pierwszym rzędzie zaangażowani są rosyjscy „technolodzy polityki” uzbrojeni w komputery i dostęp do sieci. Niewątpliwie wykorzystują wiedzę, umiejętności i zasoby stworzonej przez Prigożina fabryki trolli z Olgino. Budując w ten sposób pozycję swego patrona (za sukces wyborczy wypada się odwdzięczyć) zabiegają o koncesje wydobywcze, kontrakty zbrojeniowe, jednym słowem generalnie rzecz ujmując dbają o stronę biznesową przedsięwzięcia. Ale jeśli kraj pogrążony jest de facto w wojnie domowej, tak jak to jest w Republice Środkowoafrykańskiej, to Rosjanie mogą pomóc i w inny sposób – przysyłając chłopaków z Grupy Wagnera lub innej prywatnej armii. Później, i tak też było i w tym przypadku, kontakty wchodzą na bardziej zaawansowany poziom. W grudniu ubiegłego roku do Soczi przyjechał prezydent Republiki Środkowoafrykańskiej Tuader i podpisał kontrakt na zakup rosyjskiego uzbrojenia i szkolenie 1300 żołnierzy z własnej armii.

Wszystko w imię walki z terroryzmem, zwalczania handlu narkotykami oraz umacniania słabych i chwiejnych państwowości krajów III świata. I takim tematom poświęcone było właśnie zakończone forum siłowików w Soczi. Jak powiedział na jego zamknięcie generał Patruszew całe dwudniowe spotkanie przebiegło w „konstruktywnej i niekonfrontacyjnej atmosferze”. A trzeba pamiętać, że i w kwestii narkotyków Patruszew jest pierwszorzędnym specjalistą, bo latał przecież do Argentyny rozmawiać z tamtejszymi władzami po tym jak w rosyjskiej szkole przy ambasadzie znaleziono kilkadziesiąt kilogramów gotowej do wysyłki kokainy.

Marek Budzisz


 

Polecane