Demokracja w odwrocie: tak wygląda Polska po niemal roku rządów Tuska

W październiku 2023 roku większość parlamentarną w Polsce zdobyły partie, które przez osiem lat negowały demokratyczny charakter państwa polskiego. Okazało się, że Polska jest najdziwniejszą na świecie dyktaturą, autorytarnym reżimem, który oddaje władzę w wyniku normalnej wyborczej procedury. To wydarzenie miało być według słów Donalda Tuska światłem dla Europy. Nowy rząd powstał trochę później, niż zakładali to liderzy tworzących go stronnictw. Gabinet pracę zaczął 13 grudnia 2023 roku i bardzo szybko zapracował na to, by towarzyszące mu określenie „koalicja 13 grudnia” zyskało uzasadnienia mocniejsze niż tylko potrzeby narracji przeciwników politycznych.
Donald Tusk
Donald Tusk / PAP/Radek Pietruszka

W październiku, gdy znany był już wynik wyborów, na łamach niemieckiej prasy ukazał się tekst prof. Klausa Bachmanna, wykładowcy akademickiego i długoletniego korespondenta w Warszawie. Artykuł wzbudził nad Wisłą spore zainteresowanie. Bachmann przypisał w nim odchodzącej ekipie wszystkie wyolbrzymione przez opozycyjny przekaz wady i wykroczenia przeciw demokracji i praworządności, po czym wyraził oczekiwanie, że w imię tych właśnie wartości nowy rząd zachowa się w ten sam sposób. Rzekomo zagrożona demokracja miałaby więc zostać przywrócona metodami niedemokratycznymi, a naruszona praworządność środkami niepraworządnymi. W tym samym tonie utrzymany był też kolejny tekst, opublikowany w grudniu 2023 roku na łamach „Berliner Zeitung”, zatytułowany „Polska: Czy Donald Tusk zostanie autokratą, który zreformuje państwo?”. „Jeśli nowy rząd naprawdę chce rządzić, musi skierować całą siłę państwa policyjnego, które PiS zbudowało, przeciwko PiS i prezydentowi” – doradzał Tuskowi Bachmann, co nad Wisłą rezonowało mocno, również w mediach publicznych, pozostających jeszcze w rękach swoich legalnych władz. Prawicowe portale artykuły niemieckiego publicysty potraktowały jako przykłady wtrącania się naszych sąsiadów w polskie sprawy. Kolejny dowód na wsparcie i sympatię, którą szykująca się do władzy Platforma cieszy się w Berlinie. Po kilku miesiącach widać jednak, że w publikacjach Baumanna kryło się coś więcej, były one zarazem instrukcją działania, jak i z góry przyznanym przez głównego unijnego rozgrywającego rozgrzeszeniem.

Czytaj także: „Ty j***** pisiorze”. Oskar Szafarowicz zaatakowany

Skok na media

Już w dniu ogłoszenia exposé premiera doszło do pierwszej sytuacji pokazującej, jak nowa władza planuje traktować opozycję. Ponieważ tego dnia wydarzył się pamiętny incydent z udziałem posła Grzegorza Brauna, obrady zostały przerwane, w wyniku czego Donald Tusk nie udzielił odpowiedzi na zadane przez posłów pytania – tak jak nakazuje wieloletni parlamentarny obyczaj. Jednak był to dopiero początek. Tydzień po powołaniu rządu minister kultury bez porozumienia z upoważnioną do tego Radą Mediów Narodowych odwołał zarządy mediów publicznych i PAP. Sygnał kanału informacyjnego Telewizji Polskiej został wyłączony, a legalnym władzom TVP uniemożliwiono wykonywanie obowiązków. Inaczej niż przy poprzednich zmianach politycznych w telewizji w trybie natychmiastowym nie tylko odwołano kierownictwo, ale też natychmiast odebrano dostęp do poczty służbowej i wejście na teren obiektów bardzo licznej grupie pracowników. Przez kolejne dni trwała jeszcze próba sił: część dawnej ekipy Boże Narodzenie spędziła w siedzibie TVP Info, a ludzie nowej władzy zaczęli dość partyzancką emisję z Woronicza.

Minister Adam Bodnar zapewniał, że wszystko odbyło się legalnie, choć równocześnie informował, że minister Bartłomiej Sienkiewicz „szuka podstawy prawnej”. Media publiczne postawione zostały w stan fikcyjnej likwidacji (służącej tak naprawdę jedynie wpisaniu nowych władz do KRS), a TVP straciła widzów, równocześnie osiągając poziom techniczny ośrodka lokalnej kablówki sprzed kilkunastu lat. Dramatycznie spadła oglądalność większości audycji, TVP Info straciło na znaczeniu, a symbolem zależności TVP od polityków może być nowa identyfikacja graficzna, której kolorystyka jest niemal identyczna z tą używaną przez Lewicę, której ludzie rządzą na Woronicza. Dramatyczne sceny i przepychanki nastąpiły również w Polskiej Agencji Prasowej. Spokojniej zmiany przebiegły w Polskim Radiu, tam też polityczne czystki zostały bardziej rozłożone w czasie, doprowadzając jednak do takich samych jak w innych mediach skutków. 

Mundurowi w korytarzach

Zwróćmy uwagę na siłowy charakter zmian w mediach. Niektóre sytuacje znane są dość dobrze, były pokazywane w mediach społecznościowych, czasem nawet na żywo, przez obecnych na miejscu polityków i dziennikarzy. Zajazd na PAP koordynowała odkryta przez świadków tego zdarzenia aktywna w mediach społecznościowych grupa „Wejście”, do której należało kilku nominatów PO w mediach, sympatyzująca z rządem adwokat, a także, o czym dowiedzieliśmy się później, partnerka przekazanego niedawno Rosji szpiega. Jeden z uczestników grupy wzywał do użycia siły w imię zachowania stanowczego wizerunku władz: „PAP to przecież obiekt krytyczny. Wiem, że pachnie stanem wojennym, ale lepszy krzyk 50 niż dowód na bezsilność władzy”.

I tak też się stało. Poseł Paweł Jabłoński opowiadał mediom: „Byłem w siedzibie PAP przez ostatnie dwa dni, kilkadziesiąt godzin tam spędziłem, byłem świadkiem sytuacji, kiedy wchodziły tam osiłki z bronią i była taka sytuacja dla nas wówczas całkowicie niezrozumiała. Kiedy mówiliśmy im (neo-władzom PAP) o tym, to oni się zachowywali tak, jakby to nie było dla nich nic zaskakującego. Czyli być może doskonale o tym wiedzieli”. Z kolei w podsumowującym zmiany w mediach publicznych artykule w „Dzienniku Gazecie Prawnej” Marek Mikołajczyk opisuje swój styczniowy pobyt w budynku na Woronicza, gdzie aby spotkać się z „prezesem” Piotrem Zemłą, musiał przedostać się przez szpaler ochroniarzy, a w korytarzach mijał również patrole policji. Dodajmy, że do teraz, choć nie ma to żadnego uzasadnienia, główny gmach TVP otoczony jest barierkami, co wśród pracowników potęgować musi poczucie przebywania w oblężonej twierdzy i utrzymywać ich w stanie ciągłego zagrożenia. Komentując tekst Mikołajczyka, Marzena Paczuska, była szefowa „Wiadomości”, dodaje, że „nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by w TVP po korytarzach spacerowała policja”.

Czytaj także: Tomasz Smokowski podjął sensacyjną decyzję ws. Kanału Sportowego

Prokuratura na krótkiej smyczy

Na początku nowego roku minister sprawiedliwości Adam Bodnar odwołał z delegacji aż 144 zaangażowanych w ważne śledztwa prokuratorów. Decyzja ta spowodowała sprzeciw Prokuratury Krajowej alarmującej, że wywoła ona paraliż licznych postępowań. „[…] na skutek polecenia Prokuratora Generalnego Adama Bodnara i odwołania z delegacji w Prokuraturze Krajowej praktycznie przestanie istnieć Departament Cyberprzestępczości i Informatyzacji zajmujący się nadzorem oraz koordynacją najpoważniejszych postępowań dotyczących cyberprzestępczości, które mają szczególne znaczenie w dzisiejszych czasach. Podobnie sytuacja wygląda w Biurze Współpracy Międzynarodowej. […] W Departamencie Postępowania Sądowego w Wydziale Kasacji z 16 prokuratorów pozostanie 6, w Wydziale do Spraw Cywilnych i Administracyjnych z 14 prokuratorów pozostanie 4. […] Jeszcze gorsze konsekwencje będzie miała decyzja o odwołaniu 50 prokuratorów z Prokuratur Regionalnych” – ostrzegała Prokuratura Krajowa.

Bez skutku. 9 stycznia, pod nieobecność prezydenta Andrzeja Dudy, na terenie Pałacu Prezydenckiego policja dokonała zatrzymania posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Ich koledzy próbowali podjąć interwencję poselską na komendzie, w której przez kilka godzin byli przetrzymywani. Wcześniej marszałek Sejmu Szymon Hołownia zlekceważył decyzję Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, która unieważniła jego decyzję o pozbawieniu immunitetu Macieja Wąsika. Obaj zatrzymani posłowie do czasu ponownego ułaskawienia przez prezydenta przetrzymywani byli w złych warunkach. Z kolei 23 stycznia pojawiły się informacje, że minister Adam Bodnar planuje siłowe przejęcie biur swoich zastępców, których nie może zgodnie z prawem odwołać. Kilka dni później faktycznie do tego doszło. To zdarzenie było częścią zmian w prokuraturze przeprowadzonych za pomocą kilku podstępów i przy całkowitym zignorowaniu prerogatyw prezydenta, których zwieńczeniem było minowanie prokuratora krajowego Dariusza Korneluka.

„Pan Bodnar wytrzepał sobie prokuraturę z rękawa, wymyślił sobie kompletnie bezprawny sposób wyłonienia nowego prokuratora krajowego i go realizował wbrew moim protestom. Napisałem w tej sprawie listy zarówno do pana Bodnara, jak i do premiera, protestując przeciwko temu” – mówił w kwietniu prezydent Andrzej Duda. W marcu pod nieobecność gospodarza i osób trzecich dokonano gruntownego przeszukania w domu ciężko chorego Zbigniewa Ziobry. Z kolei w lipcu policja i prokurator weszli do siedziby nieuznawanej przez Bodnara KRS. Uzupełnieniem tego niepełnego kalendarium są kolejne czystki i zmiany na stanowiskach kierowniczych w sądach poszczególnych szczebli i awanse dla tych sędziów, którzy zdają się odgadywać w lot życzenia rządzących. Tak jak w przypadku sędzi, która wbrew decyzji wyższej instancji przedłużyła areszt dla ks. Michała Olszewskiego i dwóch urzędniczek MS, by kilka dni później zostać szefową Wydziału VIII Karnego w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Sprawa księdza-społecznika i urzędniczek to odrębny temat, który być może po latach zapamiętany zostanie jako największa hańba wymiaru sprawiedliwości po 13 grudnia 2023 roku.

W wielkim skrócie kapłan karany jest za to, że spełniając warunki konkursu na działalność na rzecz ofiar przestępstw, zaczął dzieło to realizować. Ksiądz Olszewski poddawany jest od początku licznym szykanom, takim jak ignorowanie drastycznych ograniczeń dietetycznych wynikających z jego stanu zdrowia (Olszewski choruje na celiakię) czy odmowa umożliwienia mu kontaktu z innymi zakonnikami, w tym przełożonym zgromadzenia. Z kolei jedna z urzędniczek twierdzi, że notorycznie uniemożliwia się jej kontakt z piętnastoletnim synem. Tą i kilkoma innymi sprawami zainteresował się rzecznik praw obywatelskich. Dziś Bodnar, sam będący przecież w przeszłości RPO, planuje pozbawienie rzecznika wglądu w działania prokuratury.

PKW domyka system?

Działania Państwowej Komisji Wyborczej można uznać za polityczne dopełnienie naszkicowanego wyżej obrazu polskiej praworządności i demokracji końca lata 2024 roku. PKW, działając z przekroczeniem wszelkich możliwych terminów, odebrała PiS większą część dotacji, z góry zapowiadając, że po złożeniu przez tę partię sprawozdania finansowego odbierze jej również całość subwencji. Komisja zdominowana przez przedstawicieli obozu władzy zignorowała wnioski Krajowego Biura Wyborczego, które rekomendowało przyjęcie sprawozdania PiS, równocześnie zaś dała rządowi kilka tygodni dodatkowego czasu, by znaleźć dokumenty dające w jakikolwiek sposób uzasadnić jego odrzucenie. Ostatecznie powodem stały się praktyki mieszczące się w sposobie działania wszystkich sił politycznych sprawujących w Polsce jakąkolwiek władzę, również w ostatniej kampanii wyborczej. PiS ukarano za to, na co bez problemu pozwolono Platformie, Lewicy czy PSL.

W konsekwencji uchwały PKW największa i najważniejsza partia opozycyjna zostanie pozbawiona głównego źródła środków koniecznych do działania i przeprowadzenia dwóch kolejnych kampanii wyborczych, prezydenckiej i parlamentarnej. O równości szans można w tej sytuacji zapomnieć. Co istotne, w kilka dni po podjęciu decyzji dowiadujemy się, że podczas posiedzenia uniemożliwiono zabranie głosu przedstawicielom PiS. Dodatkowo część sędziów uważa decyzję kolegów za bezprawną. Sędzia Wojciech Sych w swoim oświadczeniu wykazuje, że komisja nagięła przepisy i ukarała partię za działania osób niezwiązanych formalnie z komitetem wyborczym w sytuacji, gdy PKW oceniać może wyłącznie pracę komitetu. Tymczasem władze zapowiadają, że nie uznają skutków odwołania PiS do Sądu Najwyższego, jeśli będą one korzystne dla tej partii. Czy po dzisiejszych naprawiaczach demokracji i praworządności będzie jeszcze kto miał demokrację i praworządność naprawić naprawdę?

PS Już po napisaniu tego artykułu pojawiły się informacje o groźbach premiera pod adresem I prezes SN, a także o przeszukaniu policyjnym w mieszkaniu Roberta Bąkiewicza.
 


 

POLECANE
Trump podczas spotkania z japońską premier rzucił żart o Pearl Harbour polityka
Trump podczas spotkania z japońską premier rzucił żart o Pearl Harbour

Podczas spotkania z japońską premier prezydent USA tłumaczył, dlaczego nie poinformował sojuszników o planowanej operacji przeciw Iranowi. W trakcie odpowiedzi padło zaskakujące porównanie do historycznego ataku na Pearl Harbor.

Indie wycofują się z ideologii gender. Aktywiści wściekli tylko u nas
Indie wycofują się z ideologii gender. Aktywiści wściekli

Indie wycofują się ze wsparcia dla ideologii gender. Nowe prawo ograniczy tam zmianę płci na życzenie i zacznie chronić dzieci przed przymusową tranzycją. Aktywistom gender się to nie podoba – ich protesty wybuchają właśnie w całym kraju.

Koalicja przeciw ETS się rozszerza. Spór na szczycie UE z ostatniej chwili
Koalicja przeciw ETS się rozszerza. Spór na szczycie UE

Na unijnym szczycie wyraźnie zarysował się podział w sprawie systemu ETS. Coraz więcej państw domaga się jego reformy, wskazując na rosnące koszty energii.

Chuck Norris trafił do szpitala. Nagły incydent na Hawajach z ostatniej chwili
Chuck Norris trafił do szpitala. "Nagły incydent" na Hawajach

Niepokojące informacje napłynęły z Hawajów. Legendarny aktor kina akcji miał zostać hospitalizowany po nagłym "zdarzeniu medycznym", mimo że jeszcze chwilę wcześniej był w znakomitej formie.

Opinia rzecznika TSUE. Ekspert: Problem nie w systemie losowania sędziów, ale w ręcznym sterowaniu składami sądów tylko u nas
Opinia rzecznika TSUE. Ekspert: Problem nie w systemie losowania sędziów, ale w ręcznym sterowaniu składami sądów

Opinia rzecznika Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wskazuje, że sam system losowego przydziału spraw sędziom może być zgodny z prawem UE, ale problemem jest możliwość późniejszej, arbitralnej zmiany składu orzekającego. W kontekście sprawy C-159/25 pojawiają się pytania o rolę decyzji administracyjnych i działania podejmowane m.in. przez Waldemar Żurek.

Sensacja w sklepie. Na półce wśród pluszaków schował się prawdziwy opos [nagranie] Wiadomości
Sensacja w sklepie. Na półce wśród pluszaków schował się prawdziwy opos [nagranie]

Klienci sklepu z pamiątkami na lotnisku w Hobart przecierali oczy ze zdumienia. Wśród pluszowych zwierząt znajdował się żywy opos, którego zdradził dopiero ruch oczu.

Polak zapalił papierosa w parku narodowym w Chile. Dostał mandat o wartości 60 tys. zł z ostatniej chwili
Polak zapalił papierosa w parku narodowym w Chile. Dostał mandat o wartości 60 tys. zł

Polski turysta został ukarany wysoką grzywną po incydencie w jednym z najbardziej znanych parków narodowych w Chile. Oprócz kary finansowej czeka go także zakaz wjazdu do kraju.

Grafzero: Chaos nowej reformy edukacji? z ostatniej chwili
Grafzero: Chaos nowej reformy edukacji?

Grafzero vlog literacki o nowej reformie edukacji - o chaosie proponowanych zmian, ale też o nerwowych komentarzach polskiej prawicy.

NIK zapowiedział bezprecedensową kontrolę w NBP.  W tle projekt SAFE 0 proc. pilne
NIK zapowiedział bezprecedensową kontrolę w NBP. W tle projekt SAFE 0 proc.

Najwyższa Izba Kontroli przygotowuje szeroką analizę działalności Narodowego Banku Polskiego. Sprawdzona ma zostać całość gospodarki finansowej instytucji, a w tle pojawia się kwestia projektu SAFE 0 proc.

Marta Nawrocka poleci do USA. W planie spotkanie z Melanią Trump gorące
Marta Nawrocka poleci do USA. W planie spotkanie z Melanią Trump

Na początku przyszłego tygodnia pierwsza dama uda się do Stanów Zjednoczonych, gdzie weźmie udział w międzynarodowym spotkaniu i inicjatywach charytatywnych.

REKLAMA

Demokracja w odwrocie: tak wygląda Polska po niemal roku rządów Tuska

W październiku 2023 roku większość parlamentarną w Polsce zdobyły partie, które przez osiem lat negowały demokratyczny charakter państwa polskiego. Okazało się, że Polska jest najdziwniejszą na świecie dyktaturą, autorytarnym reżimem, który oddaje władzę w wyniku normalnej wyborczej procedury. To wydarzenie miało być według słów Donalda Tuska światłem dla Europy. Nowy rząd powstał trochę później, niż zakładali to liderzy tworzących go stronnictw. Gabinet pracę zaczął 13 grudnia 2023 roku i bardzo szybko zapracował na to, by towarzyszące mu określenie „koalicja 13 grudnia” zyskało uzasadnienia mocniejsze niż tylko potrzeby narracji przeciwników politycznych.
Donald Tusk
Donald Tusk / PAP/Radek Pietruszka

W październiku, gdy znany był już wynik wyborów, na łamach niemieckiej prasy ukazał się tekst prof. Klausa Bachmanna, wykładowcy akademickiego i długoletniego korespondenta w Warszawie. Artykuł wzbudził nad Wisłą spore zainteresowanie. Bachmann przypisał w nim odchodzącej ekipie wszystkie wyolbrzymione przez opozycyjny przekaz wady i wykroczenia przeciw demokracji i praworządności, po czym wyraził oczekiwanie, że w imię tych właśnie wartości nowy rząd zachowa się w ten sam sposób. Rzekomo zagrożona demokracja miałaby więc zostać przywrócona metodami niedemokratycznymi, a naruszona praworządność środkami niepraworządnymi. W tym samym tonie utrzymany był też kolejny tekst, opublikowany w grudniu 2023 roku na łamach „Berliner Zeitung”, zatytułowany „Polska: Czy Donald Tusk zostanie autokratą, który zreformuje państwo?”. „Jeśli nowy rząd naprawdę chce rządzić, musi skierować całą siłę państwa policyjnego, które PiS zbudowało, przeciwko PiS i prezydentowi” – doradzał Tuskowi Bachmann, co nad Wisłą rezonowało mocno, również w mediach publicznych, pozostających jeszcze w rękach swoich legalnych władz. Prawicowe portale artykuły niemieckiego publicysty potraktowały jako przykłady wtrącania się naszych sąsiadów w polskie sprawy. Kolejny dowód na wsparcie i sympatię, którą szykująca się do władzy Platforma cieszy się w Berlinie. Po kilku miesiącach widać jednak, że w publikacjach Baumanna kryło się coś więcej, były one zarazem instrukcją działania, jak i z góry przyznanym przez głównego unijnego rozgrywającego rozgrzeszeniem.

Czytaj także: „Ty j***** pisiorze”. Oskar Szafarowicz zaatakowany

Skok na media

Już w dniu ogłoszenia exposé premiera doszło do pierwszej sytuacji pokazującej, jak nowa władza planuje traktować opozycję. Ponieważ tego dnia wydarzył się pamiętny incydent z udziałem posła Grzegorza Brauna, obrady zostały przerwane, w wyniku czego Donald Tusk nie udzielił odpowiedzi na zadane przez posłów pytania – tak jak nakazuje wieloletni parlamentarny obyczaj. Jednak był to dopiero początek. Tydzień po powołaniu rządu minister kultury bez porozumienia z upoważnioną do tego Radą Mediów Narodowych odwołał zarządy mediów publicznych i PAP. Sygnał kanału informacyjnego Telewizji Polskiej został wyłączony, a legalnym władzom TVP uniemożliwiono wykonywanie obowiązków. Inaczej niż przy poprzednich zmianach politycznych w telewizji w trybie natychmiastowym nie tylko odwołano kierownictwo, ale też natychmiast odebrano dostęp do poczty służbowej i wejście na teren obiektów bardzo licznej grupie pracowników. Przez kolejne dni trwała jeszcze próba sił: część dawnej ekipy Boże Narodzenie spędziła w siedzibie TVP Info, a ludzie nowej władzy zaczęli dość partyzancką emisję z Woronicza.

Minister Adam Bodnar zapewniał, że wszystko odbyło się legalnie, choć równocześnie informował, że minister Bartłomiej Sienkiewicz „szuka podstawy prawnej”. Media publiczne postawione zostały w stan fikcyjnej likwidacji (służącej tak naprawdę jedynie wpisaniu nowych władz do KRS), a TVP straciła widzów, równocześnie osiągając poziom techniczny ośrodka lokalnej kablówki sprzed kilkunastu lat. Dramatycznie spadła oglądalność większości audycji, TVP Info straciło na znaczeniu, a symbolem zależności TVP od polityków może być nowa identyfikacja graficzna, której kolorystyka jest niemal identyczna z tą używaną przez Lewicę, której ludzie rządzą na Woronicza. Dramatyczne sceny i przepychanki nastąpiły również w Polskiej Agencji Prasowej. Spokojniej zmiany przebiegły w Polskim Radiu, tam też polityczne czystki zostały bardziej rozłożone w czasie, doprowadzając jednak do takich samych jak w innych mediach skutków. 

Mundurowi w korytarzach

Zwróćmy uwagę na siłowy charakter zmian w mediach. Niektóre sytuacje znane są dość dobrze, były pokazywane w mediach społecznościowych, czasem nawet na żywo, przez obecnych na miejscu polityków i dziennikarzy. Zajazd na PAP koordynowała odkryta przez świadków tego zdarzenia aktywna w mediach społecznościowych grupa „Wejście”, do której należało kilku nominatów PO w mediach, sympatyzująca z rządem adwokat, a także, o czym dowiedzieliśmy się później, partnerka przekazanego niedawno Rosji szpiega. Jeden z uczestników grupy wzywał do użycia siły w imię zachowania stanowczego wizerunku władz: „PAP to przecież obiekt krytyczny. Wiem, że pachnie stanem wojennym, ale lepszy krzyk 50 niż dowód na bezsilność władzy”.

I tak też się stało. Poseł Paweł Jabłoński opowiadał mediom: „Byłem w siedzibie PAP przez ostatnie dwa dni, kilkadziesiąt godzin tam spędziłem, byłem świadkiem sytuacji, kiedy wchodziły tam osiłki z bronią i była taka sytuacja dla nas wówczas całkowicie niezrozumiała. Kiedy mówiliśmy im (neo-władzom PAP) o tym, to oni się zachowywali tak, jakby to nie było dla nich nic zaskakującego. Czyli być może doskonale o tym wiedzieli”. Z kolei w podsumowującym zmiany w mediach publicznych artykule w „Dzienniku Gazecie Prawnej” Marek Mikołajczyk opisuje swój styczniowy pobyt w budynku na Woronicza, gdzie aby spotkać się z „prezesem” Piotrem Zemłą, musiał przedostać się przez szpaler ochroniarzy, a w korytarzach mijał również patrole policji. Dodajmy, że do teraz, choć nie ma to żadnego uzasadnienia, główny gmach TVP otoczony jest barierkami, co wśród pracowników potęgować musi poczucie przebywania w oblężonej twierdzy i utrzymywać ich w stanie ciągłego zagrożenia. Komentując tekst Mikołajczyka, Marzena Paczuska, była szefowa „Wiadomości”, dodaje, że „nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by w TVP po korytarzach spacerowała policja”.

Czytaj także: Tomasz Smokowski podjął sensacyjną decyzję ws. Kanału Sportowego

Prokuratura na krótkiej smyczy

Na początku nowego roku minister sprawiedliwości Adam Bodnar odwołał z delegacji aż 144 zaangażowanych w ważne śledztwa prokuratorów. Decyzja ta spowodowała sprzeciw Prokuratury Krajowej alarmującej, że wywoła ona paraliż licznych postępowań. „[…] na skutek polecenia Prokuratora Generalnego Adama Bodnara i odwołania z delegacji w Prokuraturze Krajowej praktycznie przestanie istnieć Departament Cyberprzestępczości i Informatyzacji zajmujący się nadzorem oraz koordynacją najpoważniejszych postępowań dotyczących cyberprzestępczości, które mają szczególne znaczenie w dzisiejszych czasach. Podobnie sytuacja wygląda w Biurze Współpracy Międzynarodowej. […] W Departamencie Postępowania Sądowego w Wydziale Kasacji z 16 prokuratorów pozostanie 6, w Wydziale do Spraw Cywilnych i Administracyjnych z 14 prokuratorów pozostanie 4. […] Jeszcze gorsze konsekwencje będzie miała decyzja o odwołaniu 50 prokuratorów z Prokuratur Regionalnych” – ostrzegała Prokuratura Krajowa.

Bez skutku. 9 stycznia, pod nieobecność prezydenta Andrzeja Dudy, na terenie Pałacu Prezydenckiego policja dokonała zatrzymania posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Ich koledzy próbowali podjąć interwencję poselską na komendzie, w której przez kilka godzin byli przetrzymywani. Wcześniej marszałek Sejmu Szymon Hołownia zlekceważył decyzję Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, która unieważniła jego decyzję o pozbawieniu immunitetu Macieja Wąsika. Obaj zatrzymani posłowie do czasu ponownego ułaskawienia przez prezydenta przetrzymywani byli w złych warunkach. Z kolei 23 stycznia pojawiły się informacje, że minister Adam Bodnar planuje siłowe przejęcie biur swoich zastępców, których nie może zgodnie z prawem odwołać. Kilka dni później faktycznie do tego doszło. To zdarzenie było częścią zmian w prokuraturze przeprowadzonych za pomocą kilku podstępów i przy całkowitym zignorowaniu prerogatyw prezydenta, których zwieńczeniem było minowanie prokuratora krajowego Dariusza Korneluka.

„Pan Bodnar wytrzepał sobie prokuraturę z rękawa, wymyślił sobie kompletnie bezprawny sposób wyłonienia nowego prokuratora krajowego i go realizował wbrew moim protestom. Napisałem w tej sprawie listy zarówno do pana Bodnara, jak i do premiera, protestując przeciwko temu” – mówił w kwietniu prezydent Andrzej Duda. W marcu pod nieobecność gospodarza i osób trzecich dokonano gruntownego przeszukania w domu ciężko chorego Zbigniewa Ziobry. Z kolei w lipcu policja i prokurator weszli do siedziby nieuznawanej przez Bodnara KRS. Uzupełnieniem tego niepełnego kalendarium są kolejne czystki i zmiany na stanowiskach kierowniczych w sądach poszczególnych szczebli i awanse dla tych sędziów, którzy zdają się odgadywać w lot życzenia rządzących. Tak jak w przypadku sędzi, która wbrew decyzji wyższej instancji przedłużyła areszt dla ks. Michała Olszewskiego i dwóch urzędniczek MS, by kilka dni później zostać szefową Wydziału VIII Karnego w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Sprawa księdza-społecznika i urzędniczek to odrębny temat, który być może po latach zapamiętany zostanie jako największa hańba wymiaru sprawiedliwości po 13 grudnia 2023 roku.

W wielkim skrócie kapłan karany jest za to, że spełniając warunki konkursu na działalność na rzecz ofiar przestępstw, zaczął dzieło to realizować. Ksiądz Olszewski poddawany jest od początku licznym szykanom, takim jak ignorowanie drastycznych ograniczeń dietetycznych wynikających z jego stanu zdrowia (Olszewski choruje na celiakię) czy odmowa umożliwienia mu kontaktu z innymi zakonnikami, w tym przełożonym zgromadzenia. Z kolei jedna z urzędniczek twierdzi, że notorycznie uniemożliwia się jej kontakt z piętnastoletnim synem. Tą i kilkoma innymi sprawami zainteresował się rzecznik praw obywatelskich. Dziś Bodnar, sam będący przecież w przeszłości RPO, planuje pozbawienie rzecznika wglądu w działania prokuratury.

PKW domyka system?

Działania Państwowej Komisji Wyborczej można uznać za polityczne dopełnienie naszkicowanego wyżej obrazu polskiej praworządności i demokracji końca lata 2024 roku. PKW, działając z przekroczeniem wszelkich możliwych terminów, odebrała PiS większą część dotacji, z góry zapowiadając, że po złożeniu przez tę partię sprawozdania finansowego odbierze jej również całość subwencji. Komisja zdominowana przez przedstawicieli obozu władzy zignorowała wnioski Krajowego Biura Wyborczego, które rekomendowało przyjęcie sprawozdania PiS, równocześnie zaś dała rządowi kilka tygodni dodatkowego czasu, by znaleźć dokumenty dające w jakikolwiek sposób uzasadnić jego odrzucenie. Ostatecznie powodem stały się praktyki mieszczące się w sposobie działania wszystkich sił politycznych sprawujących w Polsce jakąkolwiek władzę, również w ostatniej kampanii wyborczej. PiS ukarano za to, na co bez problemu pozwolono Platformie, Lewicy czy PSL.

W konsekwencji uchwały PKW największa i najważniejsza partia opozycyjna zostanie pozbawiona głównego źródła środków koniecznych do działania i przeprowadzenia dwóch kolejnych kampanii wyborczych, prezydenckiej i parlamentarnej. O równości szans można w tej sytuacji zapomnieć. Co istotne, w kilka dni po podjęciu decyzji dowiadujemy się, że podczas posiedzenia uniemożliwiono zabranie głosu przedstawicielom PiS. Dodatkowo część sędziów uważa decyzję kolegów za bezprawną. Sędzia Wojciech Sych w swoim oświadczeniu wykazuje, że komisja nagięła przepisy i ukarała partię za działania osób niezwiązanych formalnie z komitetem wyborczym w sytuacji, gdy PKW oceniać może wyłącznie pracę komitetu. Tymczasem władze zapowiadają, że nie uznają skutków odwołania PiS do Sądu Najwyższego, jeśli będą one korzystne dla tej partii. Czy po dzisiejszych naprawiaczach demokracji i praworządności będzie jeszcze kto miał demokrację i praworządność naprawić naprawdę?

PS Już po napisaniu tego artykułu pojawiły się informacje o groźbach premiera pod adresem I prezes SN, a także o przeszukaniu policyjnym w mieszkaniu Roberta Bąkiewicza.
 



 

Polecane