[Felieton „TS”] Jan Wróbel: I tak żyję smutno, bez obsesji...

Jako człowiek nałogowo wyjeżdżający do Portugalii co nieco z tych motywacji Vargi rozumiem. Niech będzie, przyznam, nie tak znowu bardzo podczas tych wyjazdów śledzę wymiany głębokich refleksji politycznych między Szymonem Hołownią a Jarosławem Kaczyńskim. Odpuszczam sobie także, no, kto by uwierzył, wstępniaki braci Karnowskich i braci Czerskich. Ale czy uciekam do wolności od narodowych obsesji? Polskość to mój żywioł i jak każda sprawa bliska, zdenerwuje mnie częściej, niż - powiedzmy - hokej na trawie, który nie denerwuje mnie nigdy (szczerze mówiąc, nawet nie wiem, kto jest mistrzem Europy ani czy istnieje kobieca odnoga laskarzy i związane z nią feminatywy).
Obsesja czy nie?
Owszem, zwalczam nadmiarowość wątków pamięci dotyczących batalii kosztem pamięci o polskich wynalazcach, przedsiębiorcach, inżynierach i założycielach trwałych instytucji. No, przepraszam, ale jak to możliwe, że stolica Polski nie ma alei Ignacego Domeyki i placu Ossolineum, za to ma ogromną ulicę gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, przywódcy z góry skazanego na klęskę powstania, po którym Warszawa przypominała morze ruin? No dobrze, bywam zirytowany, bywam podekscytowany i "na nie" - ale, żebym czuł się uczestnikiem starcia z jakąś obsesją, to nie.
Może kłopocik z obsesją jest po prostu bonusem dla wybranych polskich inteligentów, czujących się w obowiązku stawiania tamy obsesji narodowej - wyimaginowanej? Inaczej nie potrafią. A mogliby pogodzić się z tym, że mamy normalnie.
1. Że staramy się o historii pamiętać (z efektem takim sobie, nawiasem mówiąc) - wydaje mi się zupełnie w normie.
2. Że sporo w niej miejsca zajmują martyrologia i rozpamiętywanie krzywd? Jak miałoby być inaczej, skoro tych krzywd było sporo, przy czym właśnie one stawały się widomym znakiem, że jednak Polacy nie odpuszczą, że Ona jeszcze wróci. I proszę, wracała...
3. A ostatnio wróciła bodaj na dobre - i niby czemu miałaby się odwrócić od prześladowanych w jej imieniu? To byłaby dopiero obsesyjna polityka historyczna!
Problem
Mam straszne obawy, że moja inteligenckość jest po prostu gorszej próby niż autora "Ostryg i kamieni". Z Polską mam poukładane, spory o naszą historię wciągają mnie, lecz nie oszałamiają, spory o PiS uznawałem za emocjonujące, lecz nie dzielące ludzi na złych i dobrych, a nawet na mądrych i głupich. Nawet do Portugalii jeżdżę, bo jeżdżę do Portugalii, a nie po to, by zwiedzić uniwersytet w Coimbrze, którego studenci zorganizowali w 1831 roku koncert na cześć polskich powstańców.
Czytaj również: Wielka ucieczka kapitału z Polski: dlaczego wielki biznes opuszcza nasz kraj?
Niemiecka kolej nad przepaścia: Deutche Bahn ma kolosalne straty i chce masowo zwalniać pracowników
Komentarze
Na Nowogrodzkiej kiełkuje zaskakujący plan

Sadowy kontra Kaczyński. Mer Lwowa grozi pozwem po słowach prezesa PiS

PiS chce Komisji Zaufania Publicznego ws. warszawskich szpitali. Jest zapowiedź ustawy

Polski gen wolności. Debata w historycznej Sali BHP nt. protestu w Radomiu w 1976 roku

Zdzisław Krasnodębski: Nauczycielka życia czy instrument władzy

