[Tylko u nas] Marek Budzisz: Białoruś w kryzysie. Rosja rozdaje paszporty. Czy Zachód to widzi?

Sergiej Rumas, premier Białorusi po pierwszych informacjach na temat załamania się światowych cen ropy oraz znacznej przeceny rosyjskiego rubla wystąpił z uspokajającymi deklaracjami, iż „wszystko jest pod kontrolą” a białoruski Bank Centralny nie będzie interweniował w sprawie utrzymania kursu miejscowej waluty, który kształtowany jest przez rynek. Jednak deklaracje te uznać trzeba za „zasłonę dymną”, bo o tym, iż Mińsk jest zaniepokojony rozwojem sytuacji świadczy poniedziałkowa rozmowa telefoniczna Rumasa z premierem Rosji Miszustinem.
 [Tylko u nas] Marek Budzisz: Białoruś w kryzysie. Rosja rozdaje paszporty. Czy Zachód to widzi?
/ screen YouTube
Tym bardziej, że ekonomiczny wymiar tego co się dzieje na światowych giełdach dla Białorusi może mieć fatalny skutek. Niechybnie spadnie też kurs białoruskiego rubla, bo wynika to ze struktury tamtejszego koszyka walutowego w którym rosyjska waluta zajmuje 50 %. Białoruski rubel, jak wieszczą tamtejsi eksperci osłabnie, ale wolniej niźli jego rosyjski odpowiednik. W efekcie będziemy mieli do czynienia z jednej strony ze wzrostem zaniepokojenia rozwojem sytuacji obywateli Białorusi, którzy już zaczęli kupować dolary i euro czemu towarzyszyć będzie większa presja inflacyjna, a z drugiej, właśnie ze względu na strukturę białoruskiego koszyka walutowego z relatywnym umocnieniem się tamtejszej waluty wobec rosyjskiego rubla. To zaś niekorzystnie wpływa na konkurencyjność białoruskiego eksportu, który w większości kierowany jest na rynek rosyjski i państw współtworzących tzw. Unię Euroazjatycką. Białoruscy niezależni ekonomiści, tacy jak Jarosław Romańczuk są zdania, że w efekcie białoruski eksport do Rosji spaść może o 15 do 20 %, a krajowy PKB tylko pod wpływem tego czynnika spadnie o 5 %.

Deklaracje Mińska o tym, że nie ma zamiaru interweniować celem poprawy tej sytuacji związane są nie tyle z przywiązaniem do reguł rynkowych i płynnego kursu rubla, co z poziomem rezerw. Z oficjalnych danych białoruskiego Banku Centralnego wynika bowiem, że rezerwy waluty i złota, które znajdują się w jego sejfach spadły w lutym, w porównaniu z grudniem o 6,3 %. Według stanu na 1 marca miały one wartość 8 804,9 mln dolarów i spadły o 438,2 mln dolarów w porównaniu z końcem roku. Pieniądze te wydane zostały z jednej strony na spłatę części zadłużenia zagranicznego, a po drugie na jak to eufemistycznie określono „sprzedano je na giełdzie walutowej”. Informacja ta oznacza, że Mińsk nie dysponuje po pierwsze środkami na interwencje na rynku walutowym, po drugie ma problemy z pozyskaniem nowych kredytów a posiadane rezerwy musi przeznaczać na regulowanie zobowiązań, których terminy spłaty przypadają w tym roku. I po trzecie wreszcie, część rezerw przejada na bieżące potrzeby. O tym, że Białoruś ma problemy z plasowaniem swych obligacji w realiach rozchwianego rynku kapitałowego świadczy to, że tamtejsze Ministerstwo Finansów, po spotkaniu z potencjalnymi inwestorami, zdecydowało się o odłożeniu planowanych na marzec emisji euroobligacji.

Trudna sytuacja białoruskiego budżetu już przełożyła się na perturbacje w sektorze publicznym. Oficjalnie władze zapowiadają wzrost w tym roku wynagrodzeń, ale to się nie udaje, bo już drugi miesiąc białoruscy nauczyciele i wszyscy pracownicy, których wynagrodzenia pochodzą z budżetu otrzymują wypłaty na nowych zasadach, z reguły od 10 do 15 % niższe niźli wypłata grudniowa. Wywołało to, co dość oczywiste, spore poruszenie oraz falę szemrania i niezadowolenia. Sytuacja okazała się na tyle poważna, że Aleksandr Łukaszenka występując pod koniec lutego na kongresie oficjalnych związków zawodowych odniósł się do kwestii mówiąc, że „trzeba się sprawie przyjrzeć”. Problem wszakże sprowadza się do tego, że władze nie mają pieniędzy i niewiele wskazuje na to, że będą miały.

Nadal nieunormowana jest sytuacja z dostawami ropy naftowej. Aleksandr Tiszczenko, rzecznik prasowy państwowego koncernu Biełneftchim mówi, że jego firma podpisała umowy z 5 średnimi firmami z Rosji, które dostarczą Białorusi w marcu 200 tys. ton ropy. Ale tamtejsze rafinerie potrzebują miesięcznie 1,5 mln ton. Nawet jeśli założyć dotychczasowe dostawy od firm zaprzyjaźnionego z Łukaszenką oligarchy Guceriewa, to jak się szacuje łączny poziom dostaw może pokryć co najwyżej połowę zapotrzebowania tamtejszych rafinerii. Inne zapowiadane kierunki są na razie bardziej „perspektywiczne” niźli realne, przede wszystkim z tego prostego powodu, że Białoruś zaniedbała przez lata budowy alternatywnych kanałów zaopatrzenia i oparła się na Rosji w kwestiach logistycznych. Jak realnie dziś wygląda sytuacja mówi w rosyjskich mediach Ilcham Schaban, kierujący azerskim think tankiem zajmującym się rynkiem ropy. Otóż jego zdaniem marcowe dostawy azerskiej ropy dla Mińska (250 tys. ton) nie oznaczają wcale, iż dostarczona zostanie ropa z Azerbejdżanu. Raczej w ramach umów swap, dostawy z własnych zasobów zrealizuje rosyjski koncern Rosnieft, z którym azerski SOCAR ma ramowa umowę na sprzedaż w tym roku 10 mln baryłek ropy.

Inna ewentualnością jest to, że ropa pochodziła będzie z Kazachstanu. Przypomina też sytuację z 2011 roku, kiedy Mińsk miał zawartą z Baku umowę na dostawy 4 mln ton, a kupił jedynie 940 tysięcy. Kluczowe, bowiem znaczenie mają ceny, związane z logistyką i technicznymi warunkami kontraktu, a tego Białoruś nie kontroluje, bo Rosja trzyma wszystko w garści. Co gorsze, firma Guceriewa, będąca do tej pory jedynym dużym dostawcą ropy dla Białorusi z Federacji Rosyjskiej wraz z wybuchem kryzysu na światowych rynkach ropy doznała silnego ciosu – agencja Fitch obniżyła rating jej papierów wartościowych do poziomu śmieciowego uprzedzając inwestorów, że koncern może nie być w stanie regulować swych zobowiązań. A to może z kolei oznaczać, że zostanie ona przejęta przez rosyjski państwowy bank WTB, którym kieruje bliski Kremlowi Andriej Kostin. Nie można zatem wykluczyć, że w nieodległej przyszłości, raczej w perspektywie tygodni niźli miesięcy, wszelkie „alternatywne” źródła zaopatrzenia Mińska w ropę kontrolowane będą przez Kreml. Ale niezalenie od rozwoju wydarzeń to co się stało w tym roku na rynku ropy naftowej i jej pochodnych wskazuje, że Białoruś i jej władze nie mogą liczyć na „ekstra dochody” z tego tytułu. W ubiegłym tygodniu Łukaszenka podniósł czterokrotnie akcyzę na importowane paliwo, co odebrane zostało, jako zabieg mający na celu zmuszenie rosyjskich koncernów do rozpoczęcia dostaw ropy na Białoruś. Do tej pory chcąc zaopatrzyć swe firmowe sieci stacji paliwowych zaopatrywały je one bezpośrednio w rosyjską benzynę i olej napędowy, teraz winny przerabiać ją w dwóch miejscowych rafineriach. Ale ten ruch pokazuje jak trudna jest obecnie sytuacja władz w Mińsku.

A trzeba pamiętać, że w styczniu i lutym, według oficjalnych informacji dostawy ropy naftowej do białoruskich rafinerii spadły o 76 % w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. Nawet jeśli założyć, że potwierdzą się deklaracje władz o tym, iż dostawy w marcu wyniosą 1 mln ton, to i tak zapotrzebowanie na surowiec pokryte zostanie w 2/3, a i ceny będą z pewnością wyższe ze względy na brak ubiegłorocznej „premii” i zwiększone koszty logistyki. Według obliczeń białoruskich ekonomistów każde 10 % zmniejszenie dostaw surowej ropy do tamtejszych rafinerii, kosztuje Mińsk spadkiem PKB o 0,35 %. A zatem tylko perturbacje w zaopatrzeniu w ropę mogą oznaczać, że szacowany na 1,0 – 1,2 % tegoroczny wzrost gospodarczy, zamieni się w recesję. Jeszcze gorzej wygląda to z perspektywy budżetu, bo wstrzymanie eksportu produktów przetwórstwa ropy kosztuje Białoruś brak ok. 730 mln dolarów dochodów, a dziś o eksporcie trzeba zapomnieć, bo z trudem udaje się pokryć zapotrzebowanie rynku wewnętrznego. Do trudnej sytuacji dokłada się zastój w gospodarce Chin, z którymi Białoruś jest powiązana, przynajmniej w kilku istotnych segmentach. I tak nie udało się podpisać umów na eksport nawozów potasowych, w efekcie czego produkcja w styczniu w białoruskich firmach z tej brazy spadła o 44 %.

Na dodatek w ubiegłym tygodniu, co umknęło uwadze w Polsce, rosyjska Duma Państwowa przyjęła poprawkę do ustawy, która umożliwia przyspieszoną, skróconą z 6 do 3 miesięcy, oraz znacznie ułatwioną procedurę wydawania rosyjskich paszportów m.in. mieszkańcom Białorusi. Znoszony jest np. obowiązujący do tej pory w rosyjskim ustawodawstwie zapis o obowiązku zamieszkiwania na obszarze Federacji Rosyjskiej przez czas nie krótszy niźli 5 lat. Można te zmiany odbierać jako przejaw konkurencji, w obliczu kryzysu demograficznego w Rosji, o siłę roboczą, ale można tez uznawać za „hodowanie” separatyzmów. Ale nawet jeśli byśmy patrzyli na ten ruch tylko z punktu widzenia konkurencji na rynku pracy, to tego rodzaju działania, wraz z osłabnięciem kursu białoruskiego rubla wobec dolara powodowały będą narastanie presji emigracyjnej, co znów, osłabia perspektywy białoruskiej gospodarki.

Rosnący wpływ czynników zewnętrznych na białoruską gospodarkę, na które władze w Mińsku nie maja wpływu wskazują, że zawęża się pole manewru dla Aleksandra Łukaszenki. Presja ekonomiczne Rosji nie maleje, raczej się nasila, maleje za to zainteresowanie kolektywnego Zachodu, zajętego własnymi sprawami, białoruskimi problemami. Niewykluczone, że już niedługo Mińsk zmuszony zostanie do podjęcia działań z punktu widzenia interesów geostrategicznych Polski, niekorzystnych. Albo, w obliczu narastającego niezadowolenia społecznego „przykręci śrubę”, co znacznie utrudni dialog, albo zacznie ustępować Moskwie. Najwyższy czas na współorganizowaną przez Warszawę akcję w tej sprawie. Właśnie zakończona wizyta węgierskiego ministra spraw zagranicznych w Mińsku pokazuje, że państwa Unii Europejskiej nie są bezsilne w tej kwestii. Ale czy Warszawa o tym wie?

Marek Budzisz

 

POLECANE
Tȟašúŋke Witkó: Koalicja chętnych militarnych golasów tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Koalicja chętnych militarnych golasów

Czy Państwo już widzieli ten krótki, słabej jakości film, na którym BRDM-2, czyli opancerzony pojazd rozpoznawczo-patrolowy ciągnie za sobą na linie nagą, ciężko pobitą i zakrwawioną, młodą kobietę? Ach, zapomniałem dodać, że na burcie owego wojskowego wozu widnieje starannie namalowana białoczerwona flaga, a na wieży umieszczono wizerunek Orła Białego – godła Rzeczypospolitej Polskiej.

Błaszczak ostrzega: MON po prostu zbankrutuje z ostatniej chwili
Błaszczak ostrzega: MON po prostu zbankrutuje

Kilka tygodni temu przedstawiłem korespondencję między Ministerstwem Finansów a MON, gdzie minister finansów zobowiązywał szefa MON do tego, żeby spłacał zobowiązania wyłącznie z części budżetowej MON. Jeżeli tak będzie dalej, to w ciągu trzech, czterech lat MON po prostu zbankrutuje – stwierdził w Polsat News były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Donald Trump chce anulować miliardy dolarów na USAID z ostatniej chwili
Donald Trump chce anulować miliardy dolarów na USAID

Donald Trump chce cofnąć 4,9 mld dolarów z programów pomocy zagranicznej Departamentu Stanu i USAID. W tym celu ma zamiar wykorzystać manewr prawny, który po raz ostatni zastosowano blisko 50 lat temu.

Komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska

Od 31 sierpnia wchodzi jesienna korekta rozkładu Kolei Dolnośląskich – informuje serwis kolejedolnoslaskie.pl.

Po decyzji ws. 800 plus Ukrainiec groził Polakom podpaleniami. Został zatrzymany z ostatniej chwili
Po decyzji ws. 800 plus Ukrainiec groził Polakom podpaleniami. Został zatrzymany

Zatrzymano 29-letniego obywatela Ukrainy, który po decyzji ws. 800 plus groził Polakom podpaleniami. Straż Graniczna przekazała także, że zostanie skierowany wniosek o deportację.

Adam Niedzielski pobity. Jest decyzja sądu z ostatniej chwili
Adam Niedzielski pobity. Jest decyzja sądu

Siedlecki sąd zdecydował o aresztowaniu Aleksandra B. i Rafała G., podejrzanych o pobicie w środę byłego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego – poinformowała w piątek rozgłośnia RMF FM.

Tak źle nie było od dawna. Niemcy z rekordowym bezrobociem z ostatniej chwili
Tak źle nie było od dawna. Niemcy z rekordowym bezrobociem

Rekordowe bezrobocie w Niemczech. Najnowszy odczyt mówi o 6,4%. Zauważono, że to najwyższy wynik od 15 lat.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka

IMGW informuje, że nad kontynentem dominują układy niskiego ciśnienia znad Wysp Brytyjskich i Zatoki Fińskiej, a wraz z nimi fronty atmosferyczne.

Porażka Prokuratury Żurka przed Trybunałem Stanu z ostatniej chwili
Porażka Prokuratury Żurka przed Trybunałem Stanu

Trybunał Stanu miał rozstrzygać w przedmiocie wniosku Prokuratury Krajowej o uchyleniu immunitetu I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Manowskiej. Jednak tak się nie stanie.

Pomnik Rzezi Wołyńskiej w Domostawie wychodzi z cienia tylko u nas
Pomnik Rzezi Wołyńskiej w Domostawie wychodzi z cienia

Jest letnie lipcowe popołudnie. Rok po poświęceniu i odsłonięciu pomnika „Rzeź Wołyńska”, który uchwałą Społecznego Komitetu Budowy stał się Narodowym Pomnikiem „Rzeź Wołyńska”, znów zbierają się setki ludzi. „Wyklęty” ten pomnik, obłożony szczelnie całunem zamilczenia, w wyniku nieprzewidzianego żadnym sondażem rezultatu prezydenckich wyborów, zaczął w ostatniej chwili przed lipcowymi uroczystościami wydobywać się z mgły infamii.

REKLAMA

[Tylko u nas] Marek Budzisz: Białoruś w kryzysie. Rosja rozdaje paszporty. Czy Zachód to widzi?

Sergiej Rumas, premier Białorusi po pierwszych informacjach na temat załamania się światowych cen ropy oraz znacznej przeceny rosyjskiego rubla wystąpił z uspokajającymi deklaracjami, iż „wszystko jest pod kontrolą” a białoruski Bank Centralny nie będzie interweniował w sprawie utrzymania kursu miejscowej waluty, który kształtowany jest przez rynek. Jednak deklaracje te uznać trzeba za „zasłonę dymną”, bo o tym, iż Mińsk jest zaniepokojony rozwojem sytuacji świadczy poniedziałkowa rozmowa telefoniczna Rumasa z premierem Rosji Miszustinem.
 [Tylko u nas] Marek Budzisz: Białoruś w kryzysie. Rosja rozdaje paszporty. Czy Zachód to widzi?
/ screen YouTube
Tym bardziej, że ekonomiczny wymiar tego co się dzieje na światowych giełdach dla Białorusi może mieć fatalny skutek. Niechybnie spadnie też kurs białoruskiego rubla, bo wynika to ze struktury tamtejszego koszyka walutowego w którym rosyjska waluta zajmuje 50 %. Białoruski rubel, jak wieszczą tamtejsi eksperci osłabnie, ale wolniej niźli jego rosyjski odpowiednik. W efekcie będziemy mieli do czynienia z jednej strony ze wzrostem zaniepokojenia rozwojem sytuacji obywateli Białorusi, którzy już zaczęli kupować dolary i euro czemu towarzyszyć będzie większa presja inflacyjna, a z drugiej, właśnie ze względu na strukturę białoruskiego koszyka walutowego z relatywnym umocnieniem się tamtejszej waluty wobec rosyjskiego rubla. To zaś niekorzystnie wpływa na konkurencyjność białoruskiego eksportu, który w większości kierowany jest na rynek rosyjski i państw współtworzących tzw. Unię Euroazjatycką. Białoruscy niezależni ekonomiści, tacy jak Jarosław Romańczuk są zdania, że w efekcie białoruski eksport do Rosji spaść może o 15 do 20 %, a krajowy PKB tylko pod wpływem tego czynnika spadnie o 5 %.

Deklaracje Mińska o tym, że nie ma zamiaru interweniować celem poprawy tej sytuacji związane są nie tyle z przywiązaniem do reguł rynkowych i płynnego kursu rubla, co z poziomem rezerw. Z oficjalnych danych białoruskiego Banku Centralnego wynika bowiem, że rezerwy waluty i złota, które znajdują się w jego sejfach spadły w lutym, w porównaniu z grudniem o 6,3 %. Według stanu na 1 marca miały one wartość 8 804,9 mln dolarów i spadły o 438,2 mln dolarów w porównaniu z końcem roku. Pieniądze te wydane zostały z jednej strony na spłatę części zadłużenia zagranicznego, a po drugie na jak to eufemistycznie określono „sprzedano je na giełdzie walutowej”. Informacja ta oznacza, że Mińsk nie dysponuje po pierwsze środkami na interwencje na rynku walutowym, po drugie ma problemy z pozyskaniem nowych kredytów a posiadane rezerwy musi przeznaczać na regulowanie zobowiązań, których terminy spłaty przypadają w tym roku. I po trzecie wreszcie, część rezerw przejada na bieżące potrzeby. O tym, że Białoruś ma problemy z plasowaniem swych obligacji w realiach rozchwianego rynku kapitałowego świadczy to, że tamtejsze Ministerstwo Finansów, po spotkaniu z potencjalnymi inwestorami, zdecydowało się o odłożeniu planowanych na marzec emisji euroobligacji.

Trudna sytuacja białoruskiego budżetu już przełożyła się na perturbacje w sektorze publicznym. Oficjalnie władze zapowiadają wzrost w tym roku wynagrodzeń, ale to się nie udaje, bo już drugi miesiąc białoruscy nauczyciele i wszyscy pracownicy, których wynagrodzenia pochodzą z budżetu otrzymują wypłaty na nowych zasadach, z reguły od 10 do 15 % niższe niźli wypłata grudniowa. Wywołało to, co dość oczywiste, spore poruszenie oraz falę szemrania i niezadowolenia. Sytuacja okazała się na tyle poważna, że Aleksandr Łukaszenka występując pod koniec lutego na kongresie oficjalnych związków zawodowych odniósł się do kwestii mówiąc, że „trzeba się sprawie przyjrzeć”. Problem wszakże sprowadza się do tego, że władze nie mają pieniędzy i niewiele wskazuje na to, że będą miały.

Nadal nieunormowana jest sytuacja z dostawami ropy naftowej. Aleksandr Tiszczenko, rzecznik prasowy państwowego koncernu Biełneftchim mówi, że jego firma podpisała umowy z 5 średnimi firmami z Rosji, które dostarczą Białorusi w marcu 200 tys. ton ropy. Ale tamtejsze rafinerie potrzebują miesięcznie 1,5 mln ton. Nawet jeśli założyć dotychczasowe dostawy od firm zaprzyjaźnionego z Łukaszenką oligarchy Guceriewa, to jak się szacuje łączny poziom dostaw może pokryć co najwyżej połowę zapotrzebowania tamtejszych rafinerii. Inne zapowiadane kierunki są na razie bardziej „perspektywiczne” niźli realne, przede wszystkim z tego prostego powodu, że Białoruś zaniedbała przez lata budowy alternatywnych kanałów zaopatrzenia i oparła się na Rosji w kwestiach logistycznych. Jak realnie dziś wygląda sytuacja mówi w rosyjskich mediach Ilcham Schaban, kierujący azerskim think tankiem zajmującym się rynkiem ropy. Otóż jego zdaniem marcowe dostawy azerskiej ropy dla Mińska (250 tys. ton) nie oznaczają wcale, iż dostarczona zostanie ropa z Azerbejdżanu. Raczej w ramach umów swap, dostawy z własnych zasobów zrealizuje rosyjski koncern Rosnieft, z którym azerski SOCAR ma ramowa umowę na sprzedaż w tym roku 10 mln baryłek ropy.

Inna ewentualnością jest to, że ropa pochodziła będzie z Kazachstanu. Przypomina też sytuację z 2011 roku, kiedy Mińsk miał zawartą z Baku umowę na dostawy 4 mln ton, a kupił jedynie 940 tysięcy. Kluczowe, bowiem znaczenie mają ceny, związane z logistyką i technicznymi warunkami kontraktu, a tego Białoruś nie kontroluje, bo Rosja trzyma wszystko w garści. Co gorsze, firma Guceriewa, będąca do tej pory jedynym dużym dostawcą ropy dla Białorusi z Federacji Rosyjskiej wraz z wybuchem kryzysu na światowych rynkach ropy doznała silnego ciosu – agencja Fitch obniżyła rating jej papierów wartościowych do poziomu śmieciowego uprzedzając inwestorów, że koncern może nie być w stanie regulować swych zobowiązań. A to może z kolei oznaczać, że zostanie ona przejęta przez rosyjski państwowy bank WTB, którym kieruje bliski Kremlowi Andriej Kostin. Nie można zatem wykluczyć, że w nieodległej przyszłości, raczej w perspektywie tygodni niźli miesięcy, wszelkie „alternatywne” źródła zaopatrzenia Mińska w ropę kontrolowane będą przez Kreml. Ale niezalenie od rozwoju wydarzeń to co się stało w tym roku na rynku ropy naftowej i jej pochodnych wskazuje, że Białoruś i jej władze nie mogą liczyć na „ekstra dochody” z tego tytułu. W ubiegłym tygodniu Łukaszenka podniósł czterokrotnie akcyzę na importowane paliwo, co odebrane zostało, jako zabieg mający na celu zmuszenie rosyjskich koncernów do rozpoczęcia dostaw ropy na Białoruś. Do tej pory chcąc zaopatrzyć swe firmowe sieci stacji paliwowych zaopatrywały je one bezpośrednio w rosyjską benzynę i olej napędowy, teraz winny przerabiać ją w dwóch miejscowych rafineriach. Ale ten ruch pokazuje jak trudna jest obecnie sytuacja władz w Mińsku.

A trzeba pamiętać, że w styczniu i lutym, według oficjalnych informacji dostawy ropy naftowej do białoruskich rafinerii spadły o 76 % w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. Nawet jeśli założyć, że potwierdzą się deklaracje władz o tym, iż dostawy w marcu wyniosą 1 mln ton, to i tak zapotrzebowanie na surowiec pokryte zostanie w 2/3, a i ceny będą z pewnością wyższe ze względy na brak ubiegłorocznej „premii” i zwiększone koszty logistyki. Według obliczeń białoruskich ekonomistów każde 10 % zmniejszenie dostaw surowej ropy do tamtejszych rafinerii, kosztuje Mińsk spadkiem PKB o 0,35 %. A zatem tylko perturbacje w zaopatrzeniu w ropę mogą oznaczać, że szacowany na 1,0 – 1,2 % tegoroczny wzrost gospodarczy, zamieni się w recesję. Jeszcze gorzej wygląda to z perspektywy budżetu, bo wstrzymanie eksportu produktów przetwórstwa ropy kosztuje Białoruś brak ok. 730 mln dolarów dochodów, a dziś o eksporcie trzeba zapomnieć, bo z trudem udaje się pokryć zapotrzebowanie rynku wewnętrznego. Do trudnej sytuacji dokłada się zastój w gospodarce Chin, z którymi Białoruś jest powiązana, przynajmniej w kilku istotnych segmentach. I tak nie udało się podpisać umów na eksport nawozów potasowych, w efekcie czego produkcja w styczniu w białoruskich firmach z tej brazy spadła o 44 %.

Na dodatek w ubiegłym tygodniu, co umknęło uwadze w Polsce, rosyjska Duma Państwowa przyjęła poprawkę do ustawy, która umożliwia przyspieszoną, skróconą z 6 do 3 miesięcy, oraz znacznie ułatwioną procedurę wydawania rosyjskich paszportów m.in. mieszkańcom Białorusi. Znoszony jest np. obowiązujący do tej pory w rosyjskim ustawodawstwie zapis o obowiązku zamieszkiwania na obszarze Federacji Rosyjskiej przez czas nie krótszy niźli 5 lat. Można te zmiany odbierać jako przejaw konkurencji, w obliczu kryzysu demograficznego w Rosji, o siłę roboczą, ale można tez uznawać za „hodowanie” separatyzmów. Ale nawet jeśli byśmy patrzyli na ten ruch tylko z punktu widzenia konkurencji na rynku pracy, to tego rodzaju działania, wraz z osłabnięciem kursu białoruskiego rubla wobec dolara powodowały będą narastanie presji emigracyjnej, co znów, osłabia perspektywy białoruskiej gospodarki.

Rosnący wpływ czynników zewnętrznych na białoruską gospodarkę, na które władze w Mińsku nie maja wpływu wskazują, że zawęża się pole manewru dla Aleksandra Łukaszenki. Presja ekonomiczne Rosji nie maleje, raczej się nasila, maleje za to zainteresowanie kolektywnego Zachodu, zajętego własnymi sprawami, białoruskimi problemami. Niewykluczone, że już niedługo Mińsk zmuszony zostanie do podjęcia działań z punktu widzenia interesów geostrategicznych Polski, niekorzystnych. Albo, w obliczu narastającego niezadowolenia społecznego „przykręci śrubę”, co znacznie utrudni dialog, albo zacznie ustępować Moskwie. Najwyższy czas na współorganizowaną przez Warszawę akcję w tej sprawie. Właśnie zakończona wizyta węgierskiego ministra spraw zagranicznych w Mińsku pokazuje, że państwa Unii Europejskiej nie są bezsilne w tej kwestii. Ale czy Warszawa o tym wie?

Marek Budzisz


 

Polecane
Emerytury
Stażowe