[Tylko na Tysol.pl] Prof. Romuald Szeremietiew: 7 lipca 2001. Celne trafienie WSI

… kiedy powstawał rząd Beaty Szydło zgłoszono moją kandydaturę na ministra obrony. Wtedy zgłaszający usłyszeli z kręgu decydującego o obsadzie MON, że jestem nieodpowiedni bowiem w przeszłości byłem „brzydko uwikłany”.
/ YT, print screen

Archiwum Romualda Szeremietiewa

Wydarzyło się przed siedemnastu laty.

Sobota, 7 lipca 2001 r.
W dzienniku „Rzeczpospolita” zamieszczono szereg tekstów autorstwa Anny Marszałek i Bertolda Kittela informujących o wykryciu największej w dziejach MON afery korupcyjnej. Główny artykuł „Kasjer z MON” opisywał mojego współpracownika Zbigniewa Farmusa jako łapownika i wskazywał na mnie jako jego protektora korzystającego z tego łapownictwa.

Poniedziałek, 9 lipca.
Minister sprawiedliwości Stanisław Iwanicki uruchomił prokuraturę. Prokurator Mariusz Pieczek z Prokuratury Okręgowej w Warszawie „po zapoznaniu się z treścią art. zamieszczonego w „Rzeczpospolitej” 7-8.07.01. autorstwa Bertolda Kittela i Anny Marszałek” wydał postanowienie o wszczęciu „śledztwa w sprawie” V DS. 203/01.”

Wtorek, 10 lipca.
Ma miejsce spektakularna akcja UOP na Bałtyku. Na polecenie ministra obrony Komorowskiego śmigłowiec Marynarki Wojennej osłaniany przez dwa samoloty patrolowe ścigał prom „Rogalin”. Z pokładu statku agenci UOP zabrali Farmusa. Anna Marszałek donosiła, że Farmus „uciekał za granicę” z czterema paszportami i tajnymi dokumentami. UOP nie znalazł przy Farmusie tych czterech paszportów i tajnych dokumentów, ale zamknął go w areszcie.

Środa, 11 lipca.
Premier Buzek na wniosek ministra Komorowskiego odwołał mnie ze stanowiska sekretarza stanu w MON.

Komorowski indagowany przez dziennikarzy oświadczył, że nie ma dowodów mojej winy, ale ma obszerną „wiedzę” na ten temat i jest pewien, że prokuratura i UOP znajdą dowody procesowe. Zapytany, a co się stanie, jeśli okaże się, że jestem niewinny powiedział, że to będzie oznaczało koniec jego kariery politycznej. Podkreślił, że gdyby oskarżył niewinnego człowieka, to wycofa się z działalności politycznej bowiem jako człowiek honoru inaczej nie będzie mógł postąpić.

Tego samego dnia w urzędzie skarbowym w Piasecznie podjęto obejmujące mnie dwa postępowania:  „w sprawie określenia zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych za lata 1996-2000”; oraz sprawdzenia okresu „1999-2000, celem ustalenia wysokości przychodów nie znajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach lub pochodzących ze źródeł nie ujawnionych”.

„Wiedza” bez dowodów
W gazetach, radio i telewizji od artykułu “Rzeczpospolitej” nieprzerwanie trwała kampania potwierdzająca słuszność oskarżeń. Jeszcze po kilku latach “Życie Warszawy” w artykule “Przypadki ministra Szeremietiewa” (7.05.2004) podawało: “O korupcji w departamencie zakupów MON podległym Romualdowi Szeremietiewowi wiedzieli kolejni ministrowie. Pracownicy, którzy protestowali przeciwko “ustawianiu przetargów”, zostali odsunięci. Prokuratura, przekazując sprawę byłego wiceministra obrony Romualda Szeremietiewa do sądu, nie ujawniła szczegółów. Nam udało się dotrzeć do uzasadnienia aktu oskarżenia. Wynika z niego, że wiedza o nieprawidłowościach w pionie zakupów podległym wiceministrowi była publiczną tajemnicą w Ministerstwie Obrony. – Docierały do mnie niepokojące sygnały – potwierdza szef MON w latach 1997–2000 Janusz Onyszkiewicz. – Nigdy nie miały charakteru dowodu. Nie miałem możliwości uruchomienia wymiaru sprawiedliwości – dodaje. Onyszkiewicz przyznał, że chciał zrezygnować ze współpracy z zastępcą, ale nie udało mu się, bo Szeremietiew miał silne poparcie u szefa AWS Mariana Krzaklewskiego. Kolejny minister, Bronisław Komorowski, twierdzi, że opinie o sprawie odziedziczył po Onyszkiewiczu. – Zleciłem WSI objęcie działaniami Zbigniewa F. (asystenta wiceministra) i Romualda Sz. – mówi były szef MON. Sprawa wyszła na jaw po publikacji “Rzeczpospolitej”.”

10 listopada 2001 r. prokurator Ludmiła Gaertig z warszawskiej prokuratury apelacyjnej rozpoczęła sprawę Ap II Ds. 2/01 i wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów „podejrzanemu Romualdowi Szeremietiewowi”  o ujawnienie tajemnicy osobie niepowołanej z art. 231 par. 1 KK w zbiegu z art. 265 par. 1 KK w związku z art. 11 par. 2 kk.

W Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie wszczęto ponad dwadzieścia śledztw (wszystkie, poza dwoma, wobec braku czynów przestępczych  umorzono).

W dwu podjętych sprawach: a) 10 listopada 2001 r. przeciwko mnie i dwojgu innym osobom pod zarzutem popełnienie przestępstw o charakterze korupcyjnym z zagrożeniem do 10 lat więzienia. Akt oskarżenia prokuratura złożyła w sądzie 23 kwietnia 2004 r.;  b) 7 sierpnia 2002 r. przeciwko mnie i mojemu współpracownikowi pod zarzutem przywłaszczenia środków finansowych fundacji z zagrożeniem do 5 lat więzienia. Akt oskarżenia złożono w sądzie 28.06.2004 r.

Dowodów nie było
Wynik wszczętych postępowań:
Sprawy skarbowe:
  1. 4 grudnia 2001 r. urząd skarbowy stwierdził prawidłowość moich i żony zeznań podatkowych i wydał postanowienie o umorzeniu postępowania „z uwagi na jego bezprzedmiotowość”;
  2. 26 marca 2002 r. urząd skarbowy umorzył także drugie wszczęte postępowanie po ustaleniu, że nasze dochody przeważały nad wydatkami i tym samym „postępowanie w sprawie stało się bezprzedmiotowe”.
Sprawy karne:
  1. Proces z oskarżenia o korupcję rozpoczął się 21 września 2005 r. W dniu 24 października 2008 r. sąd ogłosił wyrok uniewinniający, od zarzutów korupcyjnych jednocześnie skazał mnie na 3 tys. zł grzywny za złamanie przepisów o ochronie tajemnicy państwowej. Odwołałem się od tego wyroku. Prokuratura nie złożyła odwołania! Moje odwołanie rozpatrzył sąd odwoławczy 8 października 2009 r. i nakazał ponowne zbadanie zarzutu przez sąd I instancji. Od 7 kwietnia 2010 r. do 8 listopada 2010 r. sąd rejonowy dla Warszawy Śródmieścia rozpatrywał sprawę i wydał wyrok uniewinniający. Prokuratura nie odwołała się od wyroku.
  2. Proces w sprawie przywłaszczenia pieniędzy fundacji rozpoczął się 30 października 2006 r. Dnia 23 lipca 2009 r. sąd ogłosił wyrok uniewinniający. Prokuratura odwołała się od wyroku. Sąd apelacyjny odrzucił odwołanie prokuratury potwierdzając uniewinnienie mnie.
Po dziewięciu latach zostałem prawomocnie oczyszczony z wszystkich zarzutów. Przy czym zarzuty korupcyjne sformułowane przez dziennikarzy i podjęte tak skwapliwie przez polityków oraz prokuratorów nie znalazły potwierdzenia w postępowaniach skarbowych i w procesach karnych przed sądami. Okazało się, że świadkowie oskarżenia kłamali, dowody były  fałszywe (wadliwa ekspertyza wartości mojego samochodu  – wg dziennikarzy „tania Lancia”), a oskarżyciele stronniczo i nieprawdziwie interpretowali fakty.

„Kasjer” niewinny
Zbigniew Farmus został decyzją prokuratora aresztowany 10 lipca 2001 r. Akt oskarżenia prokuratura skierowała do sądu 24 sierpnia 2002 r. Były w nim dwa zarzuty: 1. i 2. dotyczące dostępu do informacji niejawnych bez  upoważnienia oraz trzy zarzuty łapówkarskie: 3. (20 tys. dolarów), 4. (100 tys. dolarów) i 5. (50 tys. dolarów).

W dniu 18 grudnia 2006 r. sąd rejonowy w Warszawie uniewinnił Zbigniewa Farmusa z zarzutów korupcyjnych, ale uznał go winnym złamania ustawy o ochronie informacji niejawnych za co skazał go na 2,5 roku więzienia. Po ogłoszeniu wyroku Farmus wyszedł na wolność bowiem jego tymczasowe aresztowanie trwało dokładnie 2,5 roku.

Od wyroku odwołania złożył Farmus oraz prokuratura. W dniu 7 czerwca 2008 r. Sąd Okręgowy X Wydział Karny w Warszawie uniewinnił Farmusa z zarzutów złamania ustawy o ochronie informacji niejawnych i nakazał ponowne rozpatrzenie dwu zarzutów korupcyjnych 3. i 4. Sprawa wróciła do sądu rejonowego. 2 lutego 2017 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście II Wydział Karny (sprawa II K 491/08) wydał wyrok uniewinniający Farmusa z zarzutów 3. i 4. Tym samym żaden z zarzutów postawiony w akcie oskarżenia nie utrzymał się. Ku zaskoczeniu obrony od wyroku uniewinniającego Farmusa odwołała się prokuratura. W dniu 15 wrześnie 2017 r. sąd odwoławczy odrzucił zaskarżenie prokuratury i utrzymał w mocy wyrok uniewinniający Zbigniewa Farmusa.

Po 16 latach od wybuchu afery także „kasjer z Ministerstwa Obrony” został ostatecznie prawomocnie uniewinniony.

Oszczercy nagrodzeni
Są liczni polityczni i medialni sprawcy wywołania tej „afery”. Ci pierwsi zrobili często zawrotne kariery,  np. ówczesny minister obrony Komorowski został marszałkiem sejmu, a następnie prezydentem RP, ci drudzy, „medialni”,  otrzymali prestiżowe nagrody i cieszyli się sławą dociekliwych dziennikarzy śledczych.

PAP informowała: „Anna Marszałek z dziennika “Rzeczpospolita” otrzymała nagrodę Grand Press i tytuł dziennikarza roku w konkursie organizowanym przez miesięcznik Press. Nagrodzona dziennikarka otrzymała statuetkę złotej stalówki oraz nagrodę pieniężną w wysokości 10 tysięcy dolarów.” Została też nagrodzona unijnym tytułem “Journalist of the Year”. Nie gorzej wypada jej przyboczny Bertold Kittel – także zyskał laur Grand Press, dostał też Główną Nagrodę Wolności Słowa SDP i dwa razy nagrody Fundacji Stefana Batorego. Oboje ciężko  zapracowali na te zaszczyty. W archiwum „Rzeczpospolitej” znalazłem 37 tytułów ich tekstów dedykowanych „łapownikowi” Romualdowi Sz. Ostatni „Przez fundację do sądu” (31.03.2006) opisywał jak ukradłem pieniądze fundacji - to sprawa w której też zapadł wyrok uniewinniający.

Było, ale nie minęło
Niedawno natknąłem się na znajomego. Przed laty pracował on w ważnej instytucji, zajmował w niej istotne stanowisko. Z racji na moją pracę w MON co pewien czas spotkaliśmy się na różnych naradach i konferencjach. W kwietniu lub maju 2001 r. ten znajomy poprosił mnie o prywatne spotkanie i powiedział, że według tego co wie tajne służby przygotowują akcję skompromitowania mnie. W lipcu 2001 r. wybuchła wielka afera ze mną w roli głównej.

Teraz, po upływie lat, przysiedliśmy przy kawiarnianym stoliku. Znajomy powiedział, że od dłuższego czasu jest na emeryturze i wychowuje wnuki. Powiedział też, że z zainteresowaniem śledzi moje wypowiedzi na temat wojska i obronności. Dodał, że zgadza się ze mną i żałuje, że nie mogę tego co proponuje realizować. I mimochodem zapytał, czy chciałbym posłuchać co on wie na temat zdarzeń w 2001 r. Chciałem posłuchać.

Usłyszałem, że cała afera była skrupulatnie przygotowywana przez dobrany zespół oficerów WSI. „Wszyscy świadkowie w pańskiej sprawie i w sprawie pańskiego współpracownika to albo tajni współpracownicy WSI, albo blisko z WSI powiązani, np. jacyś krewni oficerów WSI.” Mówił, że specjalny zespół nadzorowany i kierowany przez płk. Kazimierza Mochola zastępcę szefa WSI ds. kontrwywiadu miesiącami tworzył „czarną legendę” mojej osoby. „Zbierano wszelkie plotki, do zdarzeń prawdziwych dodawano negatywne konteksty i to wszystko zapisywano w służbowych notatkach, meldunkach, które trafiały do materiałów operacyjnych”. Cała manipulacja obywała się pod bezpośrednim nadzorem ówczesnego ministra obrony Komorowskiego, który zapoznawał się z materiałami i nawet instruował szefa WSI gen. Rusaka i jego zastępcę Mochola jak mają postępować. „Cześć tych materiałów dostali dziennikarze i tak powstały artykuły na pański temat, a część poszła do prokuratury, ale większość zachowano w archiwum”.

Powiedziałem, że cała ta praca poszła na marne skoro bez trudu dowiodłem w sądzie, że zarzuty są nieprawdziwe i zostałem uniewinniony. Znajomy nie zgodził się ze mną. Zapewnił mnie, że ma to jednak inne i raczej nieprocesowe znaczenie. Taki materiał wytworzony przez służby nie koniecznie trafia do sądu, gdzie można wykazać jego fałszywość, ale zachowany w archiwum może być jako tajny udostępniany ważnym osobom. „Pokazuje się komuś decydującemu o pańskiej karierze i w ten sposób przekonuje, że jest pan niegodny zaufania”. Dodał: „Te kwity Komorowski pokazał premierowi Buzkowi i on uwierzył, że jest pan winny”. Znajomy przypomniał, że archiwa służb nie giną i można latami do nich sięgać. „Myśli pan, że już dano panu spokój, zrezygnowano z blokowania pana” – dodał zagadkowo.

Rzeczywiście kiedy powstawał rząd Beaty Szydło zgłoszono moją kandydaturę na ministra obrony. Wtedy zgłaszający usłyszeli z kręgu decydującego o obsadzie MON, że jestem nieodpowiedni bowiem w przeszłości byłem „brzydko uwikłany”. Wypada, że moi oszczercy osiągnęli zamierzony cel, co oznacza, że w lipcu 2001 r. zostałem celnie trafiony.


Archiwum Romualda Szeremietiewa

 

POLECANE
Szef CPAC Matt Schlapp do Tuska: Zadzierasz z nami wszystkimi z ostatniej chwili
Szef CPAC Matt Schlapp do Tuska: Zadzierasz z nami wszystkimi

Spór wokół zerwania kontaktów USA z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym wychodzi poza relacje dyplomatyczne. Po reakcji Donalda Tuska głos zabrał Matt Schlapp, szef CPAC, kierując do premiera Polski jednoznaczne ostrzeżenie.

Prokuratura uderza w wiceszefa Kancelarii Prezydenta. Karol Nawrocki reaguje pilne
Prokuratura uderza w wiceszefa Kancelarii Prezydenta. Karol Nawrocki reaguje

Po latach śledztwa bez zarzutów i mimo jednoznacznych opinii grafologicznych prokuratura wzywa wiceszefa KPRP Adama Andruszkiewicza w charakterze podejrzanego. Sprawa wywołała ostrą reakcję prezydenta Karola Nawrockiego.

Ambasador USA studzi Tuska: Pańska wiadomość trafiła do mnie chyba przez pomyłkę z ostatniej chwili
Ambasador USA studzi Tuska: Pańska wiadomość trafiła do mnie chyba przez pomyłkę

Decyzja Stanów Zjednoczonych o zerwaniu kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym wywołała polityczną burzę. Po wpisie Donalda Tuska głos zabrał ambasador USA Tom Rose, odpowiadając premierowi w zdecydowanym tonie.

MKOl dopuścił Rosjan do zimowej olimpiady. Politycy alarmują: weryfikacja była fikcją z ostatniej chwili
MKOl dopuścił Rosjan do zimowej olimpiady. Politycy alarmują: weryfikacja była fikcją

Dwudziestu sportowców z Rosji i Białorusi wystąpi w igrzyskach olimpijskich Mediolan–Cortina d’Ampezzo 2026 jako zawodnicy neutralni. Decyzja MKOl wywołała spór - część polityków uważa, że weryfikacja była zbyt pobieżna, inni przekonują, że obecne zasady są wystarczająco restrykcyjne.

Tusk staje murem za Czarzastym po decyzji ambasadora USA z ostatniej chwili
Tusk staje murem za Czarzastym po decyzji ambasadora USA

Po zerwaniu kontaktów przez stronę amerykańską z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym głos zabrał Donald Tusk. Premier publicznie skomentował decyzję ambasadora USA, stając w obronie polityka Lewicy.

Sytuacja niemieckiej gospodarki w niektórych sektorach krytyczna. Analiza Bundestagu tylko u nas
Sytuacja niemieckiej gospodarki w niektórych sektorach krytyczna. Analiza Bundestagu

Wysokie ceny energii, spadające inwestycje i rosnące koszty pracy coraz mocniej uderzają w niemiecką gospodarkę. Najnowsza analiza Bundestagu pokazuje, że w kluczowych sektorach Niemcy tracą konkurencyjność na tle USA, Chin i innych państw G7, a część problemów ma już charakter strukturalny.

Pouczał Polskę o praworządności, a sam miał brać pieniądze od Epsteina i utrzymywać z nim kontakty gorące
Pouczał Polskę o praworządności, a sam miał brać pieniądze od Epsteina i utrzymywać z nim kontakty

Mowa o byłym premierze Norwegii i byłym przewodniczącym Rady Europy Thorbjornie Jaglandzie. Jak poinformowała norweska gazeta VG, Jagland nie tylko że miał intensywne kontakty z Jeffreyem Epsteinem, ale... miał wziąć od niego pieniądze na kupno mieszkania. Polityk nie odniósł się jeszcze do stawianych mu zarzutów.

Rekordowa liczba cudzoziemców na polskim rynku pracy. ZUS podaje liczby Wiadomości
Rekordowa liczba cudzoziemców na polskim rynku pracy. ZUS podaje liczby

Mimo pogorszenia sytuacji na rynku pracy i wzrostu bezrobocia, liczba cudzoziemców legalnie zatrudnionych w Polsce osiągnęła historyczny rekord. Dane ZUS pokazują wyraźny trend, który zmienia strukturę zatrudnienia w kluczowych branżach.

Tusk w Kijowie zapowiada wsparcie ukraińskiego przemysłu z polskiej części programu SAFE z ostatniej chwili
Tusk w Kijowie zapowiada wsparcie ukraińskiego przemysłu z polskiej części programu SAFE

Bliższą współpracę dotyczącą rozwoju produkcji i technologii obronnych zapowiedzieli w czwartek w Kijowie premier Donald Tusk i prezydent Ukrainy Wołodymir Zełenski. Premier Polski zadeklarował, że zbada możliwość wsparcia ukraińskich żołnierzy sprzętem przeciwlotniczym.

USA zrywają kontakty, ale Czarzasty nie ustępuje. Marszałek odpowiada Amerykanom z ostatniej chwili
USA zrywają kontakty, ale Czarzasty nie ustępuje. Marszałek odpowiada Amerykanom

Po decyzji ambasadora USA o zerwaniu kontaktów Włodzimierz Czarzasty nie wycofuje się ze swoich słów. Marszałek Sejmu otwarcie przyznaje, że nie nie zamierza zmieniać stanowiska.

REKLAMA

[Tylko na Tysol.pl] Prof. Romuald Szeremietiew: 7 lipca 2001. Celne trafienie WSI

… kiedy powstawał rząd Beaty Szydło zgłoszono moją kandydaturę na ministra obrony. Wtedy zgłaszający usłyszeli z kręgu decydującego o obsadzie MON, że jestem nieodpowiedni bowiem w przeszłości byłem „brzydko uwikłany”.
/ YT, print screen

Archiwum Romualda Szeremietiewa

Wydarzyło się przed siedemnastu laty.

Sobota, 7 lipca 2001 r.
W dzienniku „Rzeczpospolita” zamieszczono szereg tekstów autorstwa Anny Marszałek i Bertolda Kittela informujących o wykryciu największej w dziejach MON afery korupcyjnej. Główny artykuł „Kasjer z MON” opisywał mojego współpracownika Zbigniewa Farmusa jako łapownika i wskazywał na mnie jako jego protektora korzystającego z tego łapownictwa.

Poniedziałek, 9 lipca.
Minister sprawiedliwości Stanisław Iwanicki uruchomił prokuraturę. Prokurator Mariusz Pieczek z Prokuratury Okręgowej w Warszawie „po zapoznaniu się z treścią art. zamieszczonego w „Rzeczpospolitej” 7-8.07.01. autorstwa Bertolda Kittela i Anny Marszałek” wydał postanowienie o wszczęciu „śledztwa w sprawie” V DS. 203/01.”

Wtorek, 10 lipca.
Ma miejsce spektakularna akcja UOP na Bałtyku. Na polecenie ministra obrony Komorowskiego śmigłowiec Marynarki Wojennej osłaniany przez dwa samoloty patrolowe ścigał prom „Rogalin”. Z pokładu statku agenci UOP zabrali Farmusa. Anna Marszałek donosiła, że Farmus „uciekał za granicę” z czterema paszportami i tajnymi dokumentami. UOP nie znalazł przy Farmusie tych czterech paszportów i tajnych dokumentów, ale zamknął go w areszcie.

Środa, 11 lipca.
Premier Buzek na wniosek ministra Komorowskiego odwołał mnie ze stanowiska sekretarza stanu w MON.

Komorowski indagowany przez dziennikarzy oświadczył, że nie ma dowodów mojej winy, ale ma obszerną „wiedzę” na ten temat i jest pewien, że prokuratura i UOP znajdą dowody procesowe. Zapytany, a co się stanie, jeśli okaże się, że jestem niewinny powiedział, że to będzie oznaczało koniec jego kariery politycznej. Podkreślił, że gdyby oskarżył niewinnego człowieka, to wycofa się z działalności politycznej bowiem jako człowiek honoru inaczej nie będzie mógł postąpić.

Tego samego dnia w urzędzie skarbowym w Piasecznie podjęto obejmujące mnie dwa postępowania:  „w sprawie określenia zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych za lata 1996-2000”; oraz sprawdzenia okresu „1999-2000, celem ustalenia wysokości przychodów nie znajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach lub pochodzących ze źródeł nie ujawnionych”.

„Wiedza” bez dowodów
W gazetach, radio i telewizji od artykułu “Rzeczpospolitej” nieprzerwanie trwała kampania potwierdzająca słuszność oskarżeń. Jeszcze po kilku latach “Życie Warszawy” w artykule “Przypadki ministra Szeremietiewa” (7.05.2004) podawało: “O korupcji w departamencie zakupów MON podległym Romualdowi Szeremietiewowi wiedzieli kolejni ministrowie. Pracownicy, którzy protestowali przeciwko “ustawianiu przetargów”, zostali odsunięci. Prokuratura, przekazując sprawę byłego wiceministra obrony Romualda Szeremietiewa do sądu, nie ujawniła szczegółów. Nam udało się dotrzeć do uzasadnienia aktu oskarżenia. Wynika z niego, że wiedza o nieprawidłowościach w pionie zakupów podległym wiceministrowi była publiczną tajemnicą w Ministerstwie Obrony. – Docierały do mnie niepokojące sygnały – potwierdza szef MON w latach 1997–2000 Janusz Onyszkiewicz. – Nigdy nie miały charakteru dowodu. Nie miałem możliwości uruchomienia wymiaru sprawiedliwości – dodaje. Onyszkiewicz przyznał, że chciał zrezygnować ze współpracy z zastępcą, ale nie udało mu się, bo Szeremietiew miał silne poparcie u szefa AWS Mariana Krzaklewskiego. Kolejny minister, Bronisław Komorowski, twierdzi, że opinie o sprawie odziedziczył po Onyszkiewiczu. – Zleciłem WSI objęcie działaniami Zbigniewa F. (asystenta wiceministra) i Romualda Sz. – mówi były szef MON. Sprawa wyszła na jaw po publikacji “Rzeczpospolitej”.”

10 listopada 2001 r. prokurator Ludmiła Gaertig z warszawskiej prokuratury apelacyjnej rozpoczęła sprawę Ap II Ds. 2/01 i wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów „podejrzanemu Romualdowi Szeremietiewowi”  o ujawnienie tajemnicy osobie niepowołanej z art. 231 par. 1 KK w zbiegu z art. 265 par. 1 KK w związku z art. 11 par. 2 kk.

W Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie wszczęto ponad dwadzieścia śledztw (wszystkie, poza dwoma, wobec braku czynów przestępczych  umorzono).

W dwu podjętych sprawach: a) 10 listopada 2001 r. przeciwko mnie i dwojgu innym osobom pod zarzutem popełnienie przestępstw o charakterze korupcyjnym z zagrożeniem do 10 lat więzienia. Akt oskarżenia prokuratura złożyła w sądzie 23 kwietnia 2004 r.;  b) 7 sierpnia 2002 r. przeciwko mnie i mojemu współpracownikowi pod zarzutem przywłaszczenia środków finansowych fundacji z zagrożeniem do 5 lat więzienia. Akt oskarżenia złożono w sądzie 28.06.2004 r.

Dowodów nie było
Wynik wszczętych postępowań:
Sprawy skarbowe:
  1. 4 grudnia 2001 r. urząd skarbowy stwierdził prawidłowość moich i żony zeznań podatkowych i wydał postanowienie o umorzeniu postępowania „z uwagi na jego bezprzedmiotowość”;
  2. 26 marca 2002 r. urząd skarbowy umorzył także drugie wszczęte postępowanie po ustaleniu, że nasze dochody przeważały nad wydatkami i tym samym „postępowanie w sprawie stało się bezprzedmiotowe”.
Sprawy karne:
  1. Proces z oskarżenia o korupcję rozpoczął się 21 września 2005 r. W dniu 24 października 2008 r. sąd ogłosił wyrok uniewinniający, od zarzutów korupcyjnych jednocześnie skazał mnie na 3 tys. zł grzywny za złamanie przepisów o ochronie tajemnicy państwowej. Odwołałem się od tego wyroku. Prokuratura nie złożyła odwołania! Moje odwołanie rozpatrzył sąd odwoławczy 8 października 2009 r. i nakazał ponowne zbadanie zarzutu przez sąd I instancji. Od 7 kwietnia 2010 r. do 8 listopada 2010 r. sąd rejonowy dla Warszawy Śródmieścia rozpatrywał sprawę i wydał wyrok uniewinniający. Prokuratura nie odwołała się od wyroku.
  2. Proces w sprawie przywłaszczenia pieniędzy fundacji rozpoczął się 30 października 2006 r. Dnia 23 lipca 2009 r. sąd ogłosił wyrok uniewinniający. Prokuratura odwołała się od wyroku. Sąd apelacyjny odrzucił odwołanie prokuratury potwierdzając uniewinnienie mnie.
Po dziewięciu latach zostałem prawomocnie oczyszczony z wszystkich zarzutów. Przy czym zarzuty korupcyjne sformułowane przez dziennikarzy i podjęte tak skwapliwie przez polityków oraz prokuratorów nie znalazły potwierdzenia w postępowaniach skarbowych i w procesach karnych przed sądami. Okazało się, że świadkowie oskarżenia kłamali, dowody były  fałszywe (wadliwa ekspertyza wartości mojego samochodu  – wg dziennikarzy „tania Lancia”), a oskarżyciele stronniczo i nieprawdziwie interpretowali fakty.

„Kasjer” niewinny
Zbigniew Farmus został decyzją prokuratora aresztowany 10 lipca 2001 r. Akt oskarżenia prokuratura skierowała do sądu 24 sierpnia 2002 r. Były w nim dwa zarzuty: 1. i 2. dotyczące dostępu do informacji niejawnych bez  upoważnienia oraz trzy zarzuty łapówkarskie: 3. (20 tys. dolarów), 4. (100 tys. dolarów) i 5. (50 tys. dolarów).

W dniu 18 grudnia 2006 r. sąd rejonowy w Warszawie uniewinnił Zbigniewa Farmusa z zarzutów korupcyjnych, ale uznał go winnym złamania ustawy o ochronie informacji niejawnych za co skazał go na 2,5 roku więzienia. Po ogłoszeniu wyroku Farmus wyszedł na wolność bowiem jego tymczasowe aresztowanie trwało dokładnie 2,5 roku.

Od wyroku odwołania złożył Farmus oraz prokuratura. W dniu 7 czerwca 2008 r. Sąd Okręgowy X Wydział Karny w Warszawie uniewinnił Farmusa z zarzutów złamania ustawy o ochronie informacji niejawnych i nakazał ponowne rozpatrzenie dwu zarzutów korupcyjnych 3. i 4. Sprawa wróciła do sądu rejonowego. 2 lutego 2017 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście II Wydział Karny (sprawa II K 491/08) wydał wyrok uniewinniający Farmusa z zarzutów 3. i 4. Tym samym żaden z zarzutów postawiony w akcie oskarżenia nie utrzymał się. Ku zaskoczeniu obrony od wyroku uniewinniającego Farmusa odwołała się prokuratura. W dniu 15 wrześnie 2017 r. sąd odwoławczy odrzucił zaskarżenie prokuratury i utrzymał w mocy wyrok uniewinniający Zbigniewa Farmusa.

Po 16 latach od wybuchu afery także „kasjer z Ministerstwa Obrony” został ostatecznie prawomocnie uniewinniony.

Oszczercy nagrodzeni
Są liczni polityczni i medialni sprawcy wywołania tej „afery”. Ci pierwsi zrobili często zawrotne kariery,  np. ówczesny minister obrony Komorowski został marszałkiem sejmu, a następnie prezydentem RP, ci drudzy, „medialni”,  otrzymali prestiżowe nagrody i cieszyli się sławą dociekliwych dziennikarzy śledczych.

PAP informowała: „Anna Marszałek z dziennika “Rzeczpospolita” otrzymała nagrodę Grand Press i tytuł dziennikarza roku w konkursie organizowanym przez miesięcznik Press. Nagrodzona dziennikarka otrzymała statuetkę złotej stalówki oraz nagrodę pieniężną w wysokości 10 tysięcy dolarów.” Została też nagrodzona unijnym tytułem “Journalist of the Year”. Nie gorzej wypada jej przyboczny Bertold Kittel – także zyskał laur Grand Press, dostał też Główną Nagrodę Wolności Słowa SDP i dwa razy nagrody Fundacji Stefana Batorego. Oboje ciężko  zapracowali na te zaszczyty. W archiwum „Rzeczpospolitej” znalazłem 37 tytułów ich tekstów dedykowanych „łapownikowi” Romualdowi Sz. Ostatni „Przez fundację do sądu” (31.03.2006) opisywał jak ukradłem pieniądze fundacji - to sprawa w której też zapadł wyrok uniewinniający.

Było, ale nie minęło
Niedawno natknąłem się na znajomego. Przed laty pracował on w ważnej instytucji, zajmował w niej istotne stanowisko. Z racji na moją pracę w MON co pewien czas spotkaliśmy się na różnych naradach i konferencjach. W kwietniu lub maju 2001 r. ten znajomy poprosił mnie o prywatne spotkanie i powiedział, że według tego co wie tajne służby przygotowują akcję skompromitowania mnie. W lipcu 2001 r. wybuchła wielka afera ze mną w roli głównej.

Teraz, po upływie lat, przysiedliśmy przy kawiarnianym stoliku. Znajomy powiedział, że od dłuższego czasu jest na emeryturze i wychowuje wnuki. Powiedział też, że z zainteresowaniem śledzi moje wypowiedzi na temat wojska i obronności. Dodał, że zgadza się ze mną i żałuje, że nie mogę tego co proponuje realizować. I mimochodem zapytał, czy chciałbym posłuchać co on wie na temat zdarzeń w 2001 r. Chciałem posłuchać.

Usłyszałem, że cała afera była skrupulatnie przygotowywana przez dobrany zespół oficerów WSI. „Wszyscy świadkowie w pańskiej sprawie i w sprawie pańskiego współpracownika to albo tajni współpracownicy WSI, albo blisko z WSI powiązani, np. jacyś krewni oficerów WSI.” Mówił, że specjalny zespół nadzorowany i kierowany przez płk. Kazimierza Mochola zastępcę szefa WSI ds. kontrwywiadu miesiącami tworzył „czarną legendę” mojej osoby. „Zbierano wszelkie plotki, do zdarzeń prawdziwych dodawano negatywne konteksty i to wszystko zapisywano w służbowych notatkach, meldunkach, które trafiały do materiałów operacyjnych”. Cała manipulacja obywała się pod bezpośrednim nadzorem ówczesnego ministra obrony Komorowskiego, który zapoznawał się z materiałami i nawet instruował szefa WSI gen. Rusaka i jego zastępcę Mochola jak mają postępować. „Cześć tych materiałów dostali dziennikarze i tak powstały artykuły na pański temat, a część poszła do prokuratury, ale większość zachowano w archiwum”.

Powiedziałem, że cała ta praca poszła na marne skoro bez trudu dowiodłem w sądzie, że zarzuty są nieprawdziwe i zostałem uniewinniony. Znajomy nie zgodził się ze mną. Zapewnił mnie, że ma to jednak inne i raczej nieprocesowe znaczenie. Taki materiał wytworzony przez służby nie koniecznie trafia do sądu, gdzie można wykazać jego fałszywość, ale zachowany w archiwum może być jako tajny udostępniany ważnym osobom. „Pokazuje się komuś decydującemu o pańskiej karierze i w ten sposób przekonuje, że jest pan niegodny zaufania”. Dodał: „Te kwity Komorowski pokazał premierowi Buzkowi i on uwierzył, że jest pan winny”. Znajomy przypomniał, że archiwa służb nie giną i można latami do nich sięgać. „Myśli pan, że już dano panu spokój, zrezygnowano z blokowania pana” – dodał zagadkowo.

Rzeczywiście kiedy powstawał rząd Beaty Szydło zgłoszono moją kandydaturę na ministra obrony. Wtedy zgłaszający usłyszeli z kręgu decydującego o obsadzie MON, że jestem nieodpowiedni bowiem w przeszłości byłem „brzydko uwikłany”. Wypada, że moi oszczercy osiągnęli zamierzony cel, co oznacza, że w lipcu 2001 r. zostałem celnie trafiony.


Archiwum Romualda Szeremietiewa


 

Polecane