Grenlandzka impreza państw UE zwiększa ryzyko ataku Rosji na Europę
Co musisz wiedzieć:
- Rosja liczy się jedynie z silnymi państwami.
- Władimir Putin ma poparcie rosyjskiego społeczeństwa dla parcia zbrojnego na zachód.
- Państwa UE na każdym praktycznie kroku okazują swoją słabość, co może zachęcić Rosję do blietzkriegu (wojny błyskawicznej).
Należące do NATO państwa Unii Europejskiej postanowiły w odpowiedzi na groźby prezydenta USA Donalda Trumpa wysłać na Grenlandię wojsko. Ale nie całe dywizje, zmotywowane bronić lokalną ludność przed zakusami administracji USA, ale... od jednego do kilkunastu żołnierzy, aby przygotowali manewry. Można by to uznać za dobry kabaret – sprawa stała się zresztą przyczyną licznych memów – gdyby nie jej przewidywalne konsekwencje.
- KRUS wydał komunikat dla rolników
- Ekspert: Mercosur ma dać Niemcom po zbankrutowaniu rolników swobodę zarządzania głodem
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Pomorza
- Wyłączenia prądu w Warszawie. Komunikat dla mieszkańców
- Elon Musk ujawni algorytm "X". "Cios między żebra urzędników UE"
- Szok w Kampinosie. Eksperci apelują: nie podchodźcie, nie interweniujcie
- Komunikat dla mieszkańców Warszawy
- Groźny pomysł unijnego komisarza da Niemcom militarną kontrolę nad całą UE
- "Farsa". W ramach "operacji wojskowej" w obronie Grenlandii przed USA Niemcy i Francja wyślą po kilkunastu żołnierzy
- Grenlandia między Danią a USA. Status wyspy
Jaki sygnał poszedł do Kremla?
Rosjanie wyczytają z tej wojskowej imprezy więcej niż europejskim decydentom się wydaje. Po pierwsze będzie to dla nich jasny sygnał, że NATO jest wewnętrznie skłócone. Gdyby europejscy przywódcy myśleli perspektywicznie, cała sprawa zostałaby potajemnie załatwiona w zaciszu gabinetów, drogą dyplomatyczną. Tym bardziej, iż nie jest tajemnicą, że kraje te mają nieliczne i słabo uzbrojone armie.
Drugi wniosek, jaki zapewne wysnują Rosjanie, to że europejskie armie są słabsze, niż się dotychczas wydawało – wizerunkowo wypadło to fatalnie i zapewne na długo zostanie zapamiętane.
Trzeci wniosek to obserwowane rozproszenie celów. Z jednej strony europejscy przywódcy prowokują Rosję, z drugiej zaś prowokują Stany Zjednoczone. Czasami zaś puszczają oko to do Władimira Putina, to do Donalda Trumpa. Taka polityka to niestety przepis na katastrofę. Z wykonywanych przez europejskie elity ruchów Browna wynika jasno, że w państwach Europy brakuje jasnej definicji, kto jest sojusznikiem, a kto jest wrogiem. Jeżeli tak, to pytanie, jak wyglądają scenariusze ewentualnościowe w strategii bezpieczeństwa narodowego, i czy w ogóle takowe istnieją?
To nie jedyna zachęta do ataku
Sprawa blamażu na Grenlandii nie jest jedyną zachętą ze strony państw europejskich dla Władimira Putina, aby wysłał do Europy swoje wojska. Jeżeli spojrzymy na poszczególne obszary strategiczne, okaże się, iż są one zwijane.
I tak kwestia bezpieczeństwa energetycznego została pogrzebana pod naporem „zielonej” ideologii. Dekarbonizacja uderzyła mocno w przemysł metalurgiczny i zbrojeniowy. Bezpieczeństwo żywnościowe zostało nie tyle perfidnie, co głupio przehandlowane, aby Niemcy mogli sprzedawać do krajów Mercosur swoje samochody, które i tak nie wytrzymują konkurencji z chińskimi. Państwa UE poddają wszystkie kluczowe dla swojej egzystencji sektory walkowerem, w imię złudzeń i chorej lewicowej ideologii oraz niemieckich interesów. Do tego wszystkiego dochodzi rozkład społeczny dokonywany przy pomocy neomarksistowskich narzędzi zrównoważonego rozwoju. Państwa Europy Zachodniej są zupełnie niezdolne do obrony swoich granic. Społeczeństwa mają rozbrojoną mentalność uniemożliwiającą danie odporu w sytuacji konwencjonalnego konfliktu zbrojnego.
Najwyższy czas na opamiętanie
Najwyższy czas na to, aby państwa europejskie zawróciły z drogi ideologii i zajęły się budowaniem realnego potencjału odstraszającego. W przeciwnym razie wcześniej czy później wylądują pod rosyjskim butem. Państwa UE na każdym w zasadzie kroku udowadniają, że są słabe, a wobec słabych Rosja ma tylko jeden plan.
Zresztą zauważmy, co zrobiły władze na Kremlu, kiedy nastąpił blamaż wojsk amerykańskich w Afganistanie i Rosjanie uznali, że USA są słabe – natychmiast najechali na Ukrainę. Obecnie Stany Zjednoczone angażują się w Wenezueli i Iranie. W obszarze ich zainteresowań jest też kwestia Chin – to dla USA de facto sprawa życia i śmierci. Jeżeli w takiej sytuacji państwa europejskie ośmieszają się okazując de facto swoją bezradność wobec wyzwania, jakim jest polityka Trumpa, to jest tylko kwestią czasu, że rosyjskie czołgi zaczną rozjeżdżać ich drogi. I pytaniem nie jest „czy?”, ale „kiedy?”.




