Tȟašúŋke Witkó: Tępe nożyce niemiecko–rosyjskie
Dla naszego rozdartego wewnętrznymi sporami państwa oznacza to, że przez kilka najbliższych lat jesteśmy bezpieczni przed zbrojnymi zakusami Berlina i Moskwy. Dziś widać jak na dłoni, że powojenny szczep mentalnego pacyfizmu zakorzenił się między Odrą a Renem tak mocno, iż remilitaryzacja Niemiec może być obecnie nie do przeprowadzenia. Rosjanie także mają kłopoty z rekrutem, więc – zanim oni zwalczą ten problem – upłynie sporo czasu, co również zapewnia nam bezpieczeństwo. Niby drobne rzeczy, a cieszą.
Dużo dymu, mało ognia
45 Brygada Pancerna miała być największym wkładem Niemiec w obronę wschodniej flanki NATO. Ależ było medialnego szumu wokół tworzenia za Odrą owego oddziału, z perspektywą wysłania go Rudnik, miejscowości położonej w okręgu wileńskim! Już latem 2023 roku, Boris Pistorius – federalny minister obrony, zarówno w rządzie kanclerza Olafa Scholza, jak i gabinecie Friedricha Merza – przed obiektywami kamer snuł wizje, jaką to perełkę wojsk lądowych komponuje Berlin. 1 kwietnia roku 2025, w Wilnie, obwieszczono rozpoczęcie służby tego kwiatu Bundeswehry na litewskiej ziemi. Problem w tym, że oprócz herbu nowej jednostki, kilkoma koparkami i 44 czołgami Leopard – ale wozami tylko i wyłącznie „na papierze”, bowiem dopiero zmówionymi w przemyśle – Niemcy nie mieli na Litwie nic więcej. Komunikaty prasowe głosiły, że służyło wówczas w Rudnikach 500 żołnierzy i pracowników cywilnych z pododdziałów wsparcia i zabezpieczenia, czyli – de facto – byli to podtatusiali mężczyźni z piwnymi brzuszkami; sztabowi skrybowie i kierowcy półciężarówek dowożący kiełbasę, bułki oraz koce. Naturalnie, logistyka musi najpierw zrobić swoje, aby ściągnąć pododdziały bojowe, ale te ubiegłoroczne fanfary w zaodrzańskich mediach były – jak się teraz okazuje – mocno na wyrost. Styczeń 2026 roku przyniósł korektę zapowiedzi Pistoriusa, bowiem wyszło, że do służby w dwóch batalionach czołgów wchodzących w skład brygady zgłosiło się raptem 200 chętnych, czyli około 10 proc. niezbędnego składu załóg.
Niemcy podkreślają, że kontyngent litewski jest złożony z ochotników, a to świadczy najdobitniej jaki duch panuje w narodzie złożonym z 85 milionów obywateli. Tak, można wysłać żołnierzy siłą poza granice kraju, ale wtedy słupki poparcia dla rządu spadną jeszcze szybciej, więc należy założyć, że Litwini długo nie zobaczą u siebie obiecanego wsparcia. Biorąc pod uwagę zaszłości historyczne i obecną sytuację w Europie, dla Warszawy to wieść znakomita; mamy rzeczywisty ogląd możliwości militarnych za Odrą – dużo medialnego dymu i mało realnego ognia.
- Nowy komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Władimir Siemirunnij odda medal. To już pewne
- Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka w najbliższych dniach
- PKO BP wydał pilny komunikat
- Ważny komunikat dla mieszkańców Krakowa
Armia pośledniej kategorii
Rosjanie – ci sami, którzy jeszcze cztery lata temu twierdzili, że dysponują drugą armią świata – dziś oficjalnie przyznają, iż w grudniu 2025 roku stracili na froncie ukraińskim więcej żołnierzy, niż zmobilizowali nowych. Oznacza to, że po raz pierwszy od rozpoczęcia operacji specjalnej liczba walczących sołdatów uległa zmniejszeniu. Wszyscy młodzi, zdolni do walki ludzie, którzy chcieli wziąć udział w wojnie są już w szeregach wojska, a pozostali służyć nie chcą. Należy dodać, że jesienią roku 2022, kiedy już było wiadomo, że Kijów nie zostanie zdobyty, a wojna przekształciła się w pozycyjną, samą tylko granicę gruzińską przekroczyło 700 tys. Rosjan. Domyślać się możemy, że z kraju uciekło przed branką około 1 mln młodych ludzi, głównie mężczyzn. Braki w walczących szeregach uzupełniano więźniami z zakładów penitencjarnych, skazańcami z obozów pracy i ludźmi, którzy w życiu codziennym nie radzili sobie tak bardzo, iż postanowili zaciągnąć się do wojska. Sądzić należy, że ów materiał ludzki był słaby zarówno fizycznie jak i intelektualnie, więc na linii styczności wojsk mógł wykonywać jedynie najprostsze czynności, typu kopanie stanowisk ogniowych łopatami, ale już na pewno nie nadawał się do obsługi zaawansowanych technicznie systemów uzbrojenia.
Przez cztery lata konfliktu następował systematyczny spadek jakości powoływanych żołnierzy, a obecnie rosyjscy rekrutrzy oficjalnie przyznają, że w szeregi sił zbrojnych wcielana jest, tutaj cytat ze źródeł: „ostatnia hołota”. Są to mężczyźni grubo po 40. roku życia, często z dużymi problemami emocjonalnymi, od lat uzależnieni od różnych substancji chemicznych, wegetujący na marginesie społeczeństwa. Cóż, takimi sołdatami ciężko będzie Rosjanom zdobyć Kijów i definitywnie zwyciężyć w tej wojnie, a ich armia powoli przekształca się w wojsko pośledniej kategorii. Europa Zachodnia jest militarnie słaba, ale – na szczęście dla nas, Polaków – Rosja też krwawi już bardzo długo. Możemy liczyć możliwości produkcyjne tanków, możemy rachować montowane zestawy artyleryjskie, ale najważniejsze dla nas jest, że zarówno Berlin jak i Moskwa mają największe kłopoty z poborowymi, co jest dobrym prognostykiem, gdyż na chwilę obecną analizy o rychłym konflikcie Rosja-NATO możemy odłożyć na półkę z klechdami, a i „bratnia pomoc militarna” zza Odry też jest niemożliwa. To wszystko musi i powinno cieszyć w czasie rządów „uśmiechniętej” koalicji, bo ostrze nożyc moskiewsko-berlińskich uległo znacznemu stępieniu.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 20 lutego 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]




