Ryszard Czarnecki: Między Olimpijskim, Toruniem, Łodzią a Krakowem...

„Będzie się działo! ” – te słowa z „Bałkanicy” zespołu „Piersi” można dziś przytoczyć w czasie teraźniejszym i czasie przyszłym. W polskim sporcie i dolnośląskim sporcie dzieje się i będzie się działo! Na przekór tej cholernej zarazie. Polscy sportowcy, działacze, kibice pokazują „gest Kozakiewicza” koronawirusowi.n 
/ Flickr/CC BY-SA 2.0

Od dziewięciu dni mam wakacje w Parlamencie Europejskim, więc mogę je poświecić na -oczywiście! – sport. Prosto z Brukseli dotarłem na mecz naszego Betardu Sparta Wrocław z Rybnikiem. Betard jest teraz (oby jak najdłużej), Sparta była zawsze – także w czasach, kiedy ja byłem przez 8 lat prezesem i wiceprezesem klubu  ale i wtedy gdy Rybnik nie był Rybnickim Klubem Motorowym (RKM) – tylko po prostu nazywał się ROW (od: Rybnicki Okręg Węglowy). W owym czasie w ROW-ie jeździł Antoni Woryna i Andrzej Wyglenda – mistrzowie świata w drużynie (razem z Wilniukiem z Gdańska Zbigniewem Podleckim) w 1965 w Kempten. Dawne dzieje, a sympatyczny Kacper Woryna musi jeszcze popracować, żeby dorównać legendzie swego wielkiego dziadka. „Gorole” z Wrocławia spuścili „hanysom” – by żyć znanej terminologii – ostre manto, przy czym zaskoczeniem był nie sam fakt wyraźnej wiktorii, co jej skala, bo Betard Sparta odniosła rekordowe w sezonie zwycięstwo w Ekstralidze, najwyższe ze wszystkich drużyn.
 
Zostając przy żużlu, pięć dni później byłem na Motoarenie im. Mariana Rose (spójrzcie, młodzieży do Internetu, by dowiedzieć się więcej o tym wspaniałym jeźdźcu …), gdzie pod moim Patronatem Honorowym odbył się piąty i ostatni, finałowy, turniej TAURON Speedway Euro Championship czyli po prostu, mówiąc po polsku Mistrzostwa Europy Seniorów. Po raz piąty byłem Patronem Honorowym tych ME, ale po raz pierwszy w  niezbyt długiej historii Mistrzostw Europy wygrał je Brytyjczyk. Był nim Robert Lambert. „God save the Queen” – brytyjski hymn nie był  grany na mistrzostwach Starego Kontynentu. Inaczej, dzięki „Tajskiemu” czyli Taiowi Woffindenowi, na Grand Prix czyli IMŚ. Wypisz, wymaluj, jak w przypadku Polski, gdzie w nowej formule Mistrzostw Europy, od kiedy jest on organizowany przez One Sport zdobyliśmy tylko dwa medale (Hampel, Kasprzak), ale żadnego złotego. Szczerze mówiąc trochę się obawiałem czy dźwignę i czy nie wyleci mi z rąk ważący na oko około 30 kg puchar dla mistrza Europy. Dźwignąłem – może dlatego, że puchar ważył 13 kilogramów. Tyle, to i ja potrafię. Trochę mi było szkoda wicemistrza Europy, zamieszkałego między Wejherowem a Kościerzyną, Duńczynka Leo Madsena, którego serce skradła piękna Polka, a z Polską wiążę go dodatkowo nie tylko miejsce zamieszkania, miłość, ale także potomstwo. Podium było więc brytyjsko-duńsko-rosyjskie. A nasz Bartek Smektała wygrał baraż o 5 miejsce z Nicki Pedersenem, którego dopingowała żona (co za wymyślne tatuaże!) z trójką pociech. Maluchy Nickiego dopingowały głośno – i to był akurat bardzo fajny obrazek, który zapamiętam.
 
W międzyczasie byłem w Krakowie na letniej Grand Prix w siatkówce –byłem zresztą także na następnej  rundzie w Warszawie – i wybieram się w ten weekend na finał do Gdańska. O wynikach pisać nie będę, poza tym, że siatkówka plażowa w wersji nie dwu a czteroosobowej robi świetne wrażenie i przynosi niespodziewane rezultaty: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle został  pokonana przez I-ligowy BBTS Bielsko-Biała, a prezes BBTS Mirosław Krysta  chodził dumny jak paw i miał ku temu powody. Wręczałem nagrody MVP i upominki między innemu Woickiemu (już w  Rzeszowie, a nie w Olsztynie) i Farynie – ale chyba najważniejsze było to, że wreszcie na meczu siatkarskim mogła być publiczność – bo przecież były to gry na świeżym powietrzu, a nie na hali… To banał, ale mecze z fanami, z dopingiem, to zupełnie inna bajka. Aż jeszcze bardziej chce się żyć…
 
Z Krakowa w niedzielę przeniosłem się do Łodzi, gdzie nasi siatkarze mieli grać towarzysko z  Estończykami, ale w końcu zagrali miedzy sobą, co tak naprawdę zagwarantowało wyższy poziom sportowy, lecz też i to, że wszyscy spędzili na boisku więcej czasu niż gdyby to był mecz z inna reprezentacją. Jednego dnia „Drużyna  Michała Kubiaka” grała z „drużyną Fabiana Drzyzgi”, a następnego „drużyna Wilfredo Leona” grała z drużyną Karola Kłosa”. Sparring? Owszem, ale walka była na poważnie, do ostatniej piłki. Potem jeszcze obejrzałem nasze siatkarki, które grając w składzie, który czynił z polskiej reprezentacji jedną  z dwóch-trzech najmłodszych w Europie (nasza najmłodsza miała 18 lat ) ograły Szwajcarki 3:2 (było 0:2).
      
To był sportowy tydzień – ale na żywo. Nie przed TV! Następne będą identyczne.
 
 *tekst ukazał się w tygodniku "Słowo Sportowe" (03.08.2020)

 

POLECANE
Trela zaatakował uczestników pielgrzymki kibiców. Nazwał ich bandytami z ostatniej chwili
Trela zaatakował uczestników pielgrzymki kibiców. Nazwał ich "bandytami"

Poseł Lewicy Tomasz Trela zaatakował na antenie Radia ZET uczestników pielgrzymki kibiców, która odbyła się w sobotę. Polityk nazwał ich "kibolami" i "bandytami".

Rolnik rozlał gnojówkę pod domem ministra. Grozi mu 5 lat więzienia z ostatniej chwili
Rolnik rozlał gnojówkę pod domem ministra. Grozi mu 5 lat więzienia

Po piątkowych protestach rolników przeciwko umowie UE z Mercosur doszło do incydentu w pobliżu domu ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego. Zatrzymany rolnik usłyszał poważne zarzuty, za które grozi mu nawet pięć lat więzienia.

Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego

Utrudnienia występują na A1 w kierunku Łodzi po wypadku w Czerniewicach koło Włocławka, gdzie auto dostawcze uderzyło w bariery. Kierowcy mogą się spodziewać spowolnień w ruchu w tym miejscu przez około dwie godziny. Warunki drogowe są trudne.

Protesty w Iranie. Pełzający upadek reżimu ajatollahów tylko u nas
Protesty w Iranie. Pełzający upadek reżimu ajatollahów

I hop siup.. Komentatorka przeskakuje z Caracas do Teheranu. Oczywiście w przenośni bo w rzeczywistości nie znajdują sie przecież w obydwu stolicach. Niemniej choć amerykańskie służby porwały prezydenta Maduro zaledwie tydzień temu, okazuje się że nie tylko w Wenezueli nastąpić może zmiana.

Ogromne złoża na Bałtyku. Nie ma cienia wątpliwości z ostatniej chwili
Ogromne złoża na Bałtyku. "Nie ma cienia wątpliwości"

Nowo odkryte złoże ropy i gazu – Wolin East – znajduje się na Bałtyku, ok. 6 km od Świnoujścia. To jedno z największych odkryć w Europie w ostatniej dekadzie. – Gdybyśmy mogli rozpocząć wydobycie, moglibyśmy podwoić, a nawet potroić dzienną produkcję ropy w Polsce – mówi przedstawiciel firmy CEP Dariusz Sobczyński.

Andrzej Duda otworzył Slalom Maraton w Zakopanem pod patronatem prezydenta Nawrockiego z ostatniej chwili
Andrzej Duda otworzył Slalom Maraton w Zakopanem pod patronatem prezydenta Nawrockiego

Dwunastogodzinny Slalom Maraton w Zakopanem łączy sportową rywalizację z pomocą młodym sportowcom z niepełnosprawnościami. Wydarzenie odbywa się pod honorowym patronatem prezydenta Karola Nawrockiego, a otwarcia zawodów dokonał były prezydent Andrzej Duda.

Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy z ostatniej chwili
Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy

7 prób nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusią i ponad 60 tys. skontrolowanych osób – to bilans tygodnia Straży Granicznej i MSWiA.

Komunikat IMGW dla woj. małopolskiego z ostatniej chwili
Komunikat IMGW dla woj. małopolskiego

W Tatrach stale przybywa śniegu, a w dobę pokrywa może wzrosnąć nawet o 40 cm — ostrzega IMGW. Mimo spadku zagrożenia lawinowego do 2 stopnia, warunki turystyczne są bardzo trudne.

Paraliż na gdańskim lotnisku. Komunikat dla pasażerów z ostatniej chwili
Paraliż na gdańskim lotnisku. Komunikat dla pasażerów

Intensywne opady śniegu i trudne warunki atmosferyczne sparaliżowały ruch lotniczy w Gdańsku. Część połączeń została odwołana lub przekierowana, a pasażerowie muszą liczyć się z opóźnieniami.

Żurek: Rocznica Marszu Tysiąca Tóg to dzień sędziowskiej niezawisłości z ostatniej chwili
Żurek: "Rocznica Marszu Tysiąca Tóg to dzień sędziowskiej niezawisłości"

Sześć lat po Marszu Tysiąca Tóg Waldemar Żurek ponownie sięga do tego wydarzenia. Szef resortu sprawiedliwości zapowiedział, że rocznica demonstracji miałaby stać się dniem niezawisłości sędziowskiej.

REKLAMA

Ryszard Czarnecki: Między Olimpijskim, Toruniem, Łodzią a Krakowem...

„Będzie się działo! ” – te słowa z „Bałkanicy” zespołu „Piersi” można dziś przytoczyć w czasie teraźniejszym i czasie przyszłym. W polskim sporcie i dolnośląskim sporcie dzieje się i będzie się działo! Na przekór tej cholernej zarazie. Polscy sportowcy, działacze, kibice pokazują „gest Kozakiewicza” koronawirusowi.n 
/ Flickr/CC BY-SA 2.0

Od dziewięciu dni mam wakacje w Parlamencie Europejskim, więc mogę je poświecić na -oczywiście! – sport. Prosto z Brukseli dotarłem na mecz naszego Betardu Sparta Wrocław z Rybnikiem. Betard jest teraz (oby jak najdłużej), Sparta była zawsze – także w czasach, kiedy ja byłem przez 8 lat prezesem i wiceprezesem klubu  ale i wtedy gdy Rybnik nie był Rybnickim Klubem Motorowym (RKM) – tylko po prostu nazywał się ROW (od: Rybnicki Okręg Węglowy). W owym czasie w ROW-ie jeździł Antoni Woryna i Andrzej Wyglenda – mistrzowie świata w drużynie (razem z Wilniukiem z Gdańska Zbigniewem Podleckim) w 1965 w Kempten. Dawne dzieje, a sympatyczny Kacper Woryna musi jeszcze popracować, żeby dorównać legendzie swego wielkiego dziadka. „Gorole” z Wrocławia spuścili „hanysom” – by żyć znanej terminologii – ostre manto, przy czym zaskoczeniem był nie sam fakt wyraźnej wiktorii, co jej skala, bo Betard Sparta odniosła rekordowe w sezonie zwycięstwo w Ekstralidze, najwyższe ze wszystkich drużyn.
 
Zostając przy żużlu, pięć dni później byłem na Motoarenie im. Mariana Rose (spójrzcie, młodzieży do Internetu, by dowiedzieć się więcej o tym wspaniałym jeźdźcu …), gdzie pod moim Patronatem Honorowym odbył się piąty i ostatni, finałowy, turniej TAURON Speedway Euro Championship czyli po prostu, mówiąc po polsku Mistrzostwa Europy Seniorów. Po raz piąty byłem Patronem Honorowym tych ME, ale po raz pierwszy w  niezbyt długiej historii Mistrzostw Europy wygrał je Brytyjczyk. Był nim Robert Lambert. „God save the Queen” – brytyjski hymn nie był  grany na mistrzostwach Starego Kontynentu. Inaczej, dzięki „Tajskiemu” czyli Taiowi Woffindenowi, na Grand Prix czyli IMŚ. Wypisz, wymaluj, jak w przypadku Polski, gdzie w nowej formule Mistrzostw Europy, od kiedy jest on organizowany przez One Sport zdobyliśmy tylko dwa medale (Hampel, Kasprzak), ale żadnego złotego. Szczerze mówiąc trochę się obawiałem czy dźwignę i czy nie wyleci mi z rąk ważący na oko około 30 kg puchar dla mistrza Europy. Dźwignąłem – może dlatego, że puchar ważył 13 kilogramów. Tyle, to i ja potrafię. Trochę mi było szkoda wicemistrza Europy, zamieszkałego między Wejherowem a Kościerzyną, Duńczynka Leo Madsena, którego serce skradła piękna Polka, a z Polską wiążę go dodatkowo nie tylko miejsce zamieszkania, miłość, ale także potomstwo. Podium było więc brytyjsko-duńsko-rosyjskie. A nasz Bartek Smektała wygrał baraż o 5 miejsce z Nicki Pedersenem, którego dopingowała żona (co za wymyślne tatuaże!) z trójką pociech. Maluchy Nickiego dopingowały głośno – i to był akurat bardzo fajny obrazek, który zapamiętam.
 
W międzyczasie byłem w Krakowie na letniej Grand Prix w siatkówce –byłem zresztą także na następnej  rundzie w Warszawie – i wybieram się w ten weekend na finał do Gdańska. O wynikach pisać nie będę, poza tym, że siatkówka plażowa w wersji nie dwu a czteroosobowej robi świetne wrażenie i przynosi niespodziewane rezultaty: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle został  pokonana przez I-ligowy BBTS Bielsko-Biała, a prezes BBTS Mirosław Krysta  chodził dumny jak paw i miał ku temu powody. Wręczałem nagrody MVP i upominki między innemu Woickiemu (już w  Rzeszowie, a nie w Olsztynie) i Farynie – ale chyba najważniejsze było to, że wreszcie na meczu siatkarskim mogła być publiczność – bo przecież były to gry na świeżym powietrzu, a nie na hali… To banał, ale mecze z fanami, z dopingiem, to zupełnie inna bajka. Aż jeszcze bardziej chce się żyć…
 
Z Krakowa w niedzielę przeniosłem się do Łodzi, gdzie nasi siatkarze mieli grać towarzysko z  Estończykami, ale w końcu zagrali miedzy sobą, co tak naprawdę zagwarantowało wyższy poziom sportowy, lecz też i to, że wszyscy spędzili na boisku więcej czasu niż gdyby to był mecz z inna reprezentacją. Jednego dnia „Drużyna  Michała Kubiaka” grała z „drużyną Fabiana Drzyzgi”, a następnego „drużyna Wilfredo Leona” grała z drużyną Karola Kłosa”. Sparring? Owszem, ale walka była na poważnie, do ostatniej piłki. Potem jeszcze obejrzałem nasze siatkarki, które grając w składzie, który czynił z polskiej reprezentacji jedną  z dwóch-trzech najmłodszych w Europie (nasza najmłodsza miała 18 lat ) ograły Szwajcarki 3:2 (było 0:2).
      
To był sportowy tydzień – ale na żywo. Nie przed TV! Następne będą identyczne.
 
 *tekst ukazał się w tygodniku "Słowo Sportowe" (03.08.2020)


 

Polecane