Dlaczego Szymon Hołownia publicznie nazwał Michała Koboskę "zdrajcą"

A co, jeśli rozłam w Polsce 2050 nie był przypadkiem, lecz precyzyjną polityczną operacją przeprowadzoną na zlecenie Donalda Tuska? Brzmi jak teoria spiskowa? Niekoniecznie. Fakty układają się w logiczną, choć przerażającą dla koalicjantów całość. Można odnieść wrażenie, że zemsta Donalda Tuska na Szymonie Hołowni właśnie się domknęła i w pełni dokonała.
Szymon Hołownia na konferencji prasowej
Szymon Hołownia na konferencji prasowej / (aldg) PAP/Tomasz Gzell

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst stawia tezę, że rozłam w Polsce 2050 mógł być efektem zakulisowej operacji politycznej inspirowanej przez Donalda Tuska, wymierzonej w Szymona Hołownię.
  • Odejścia polityków (m.in. wokół Pauliny Hennig-Kloski i Michała Koboski) oraz powstanie klubu „Centrum” miały nastąpić przy „parasolu ochronnym” premiera, co osłabiło nową liderkę Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz i podzieliło ugrupowanie.
  • Największym beneficjentem kryzysu ma być Tusk, który wzmocnił kontrolę nad koalicją, zneutralizował potencjalnych konkurentów i może wykorzystać „rozłamowców” jako polityczne zaplecze przed wyborami w 2027 roku.

 

Gorzka lekcja „brudnej” polityki

Losy Polski 2050 powinny być przestrogą dla każdego, kto marzy o budowie „nowej jakości” na polskiej scenie politycznej. Partia Hołowni miała być nadzieją dla wyborców centrum, zmęczonych trwającym dwie dekady duopolem PO – PiS. Piękne marzenie o „trzeciej drodze” rozbiło się jednak o brutalną grę o władzę. Zarówno założyciel ruchu, jak i nowa przewodnicząca Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz boleśnie przekonali się, że w polityce nie da się przeskoczyć z pierwszej klasy prosto do ósmej. Hołownia wydaje się, że nie podołał ciężarowi przywództwa, a największe problemy ugrupowania zaczęły się – co trzeba napisać wprost – właśnie przez jego błędy.

Gdy w październiku ubiegłego roku na łamach „Tygodnika Solidarność” (nr 41/2025) stawiałem tezę o „zamachu na Hołownię”, który wykonać miano za rzekome zatrzymanie planów „zamachu stanu” i przyjęcie zaprzysiężenia od prezydenta Karola Nawrockiego, za co Hołownia miał trafić na czarną listę premiera, wielu działaczy Polski 2050 pytało o twarde dowody. Przyznawali, że im także taka myśl niejednokrotnie przeszła przez głowę. Nie rozumieli bowiem, dlaczego ich lider nagle ogłosił porzucenie polityki krajowej i zrezygnował z walki o reelekcję w partii na rzecz – skazanej z góry na porażkę – próby zdobycia stanowiska komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR). Do dziś zagadką pozostaje, kto podsunął mu ten samobójczy pomysł. Czy to była „złota klatka”, którą Tusk obiecał Hołowni, byle tylko pozbyć się go z krajowego podwórka? Faktem jest jednak, że tamte jesienne ruchy przypieczętowały dzisiejszy los formacji.

 

Kryzys pod presją

Motywacje Hołowni wciąż budzą wątpliwości i mogą mieć drugie, mroczniejsze dno. Ujawnione przez Rzeczpospolitą informacje o „głębokim kryzysie zdrowotnym” i przyjmowaniu silnych leków mogą być tylko częścią bolesnej prawdy. Kluczowe pytanie brzmi: co wywołać miało tak silne załamanie u osoby piastującej jeden z najważniejszych urzędów w państwie? Jak ogromnej presji musiał zostać poddany, by podjąć najgorsze z możliwych decyzji dla swojej formacji i dla swojej politycznej przyszłości?

Hipoteza o tym, że Hołownia został do tych kroków zmuszony przez Donalda Tuska, z każdym tygodniem staje się coraz bardziej prawdopodobna. To już nie tylko publicystyczna teza, ale coraz częstsze przekonanie także wśród polityków, którzy pozostali u boku Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W kuluarach mówią wprost:

„Gdybyśmy mieli na to twarde dowody, byłoby już po koalicji. Na razie musimy robić dobrą minę do złej gry”.

Twardych dowodów – w postaci taśm czy dokumentów – prawdopodobnie jednak nikt nie dostarczy. W polityce rzadko zostawia się pokwitowania na zniszczenie koalicjanta. Lecz brak „taśm” czy dowodów nie oznacza jednak, że Donald Tusk nie przyłożył swojej ręki do rozłamu Polski 2050.

 

Parasol ochronny nad „rebeliantami”

Pewne jest, że w dniach poprzedzających wybuch rebelii odbywały się zakulisowe rozmowy premiera z Pauliną Hennig-Kloską oraz europosłem Michałem Koboską. To ten ostatni uruchomił lawinę odejść z Polski 2050, uderzając w nową przewodniczącą Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz oskarżeniami o dyktaturę niczym za Jaruzelskiego, brak demokracji i skręt w lewo. Czy możliwe, że ta narracja, powtarzana potem jak mantra, została uzgodniona w gabinecie szefa rządu, a Kobosko spiskował potajemnie już wtedy o rozłamie w partii z liderem koalicji rządzącej? Jeśli tak było, to zupełnie oczywiste staje się, dlaczego Hołownia nazwał publicznie Koboskę, z którym zakładał przecież Polskę 2050, „zdrajcą”.

Nie jest tajemnicą, że tuż przed ogłoszeniem secesji i powołaniem sejmowego klubu „Centrum” minister klimatu Paulina Hennig-Kloska także rozmawiała z Tuskiem, który obiecać miał jej podobno zachowanie status quo w rządzie, nawet jeśli Pełczyńska-Nałęcz będzie się domagała ich odwołania w wyniku odejścia „rozłamowców” z Polski 2050. Te „żelazne gwarancje” miały stać się decydującym impulsem do kolejnych wydarzeń i podziału klubu parlamentarnego dokładnie na pół.

Zarówno Hennig-Kloska, która stała się twarzą rebelii, jak i Paweł Zalewski – obecny wiceszef MON, który chwilę wcześniej ogłosił wyjście z Polski 2050 i pozostanie posłem niezrzeszonym – mają mieć zagwarantowane posady ministerialne mimo wycofania partyjnych rekomendacji przez Polskę 2050. Premier nie zamierza ich odwoływać, co de facto oznacza stanięcie po stronie rebelii i upokorzenie nowej liderki Polski 2050.

 

Kapitulacja czy bolesna prawda?

Co więcej, sama Pełczyńska-Nałęcz zdaje się być w pełni świadoma dealu, jaki zawrzeć mieli „dezerterzy” z samym Donaldem Tuskiem, bo – jak sama poinformowała – nie zamierza się domagać wymiany ministrów ani proponować kogoś z Polski 2050 na te funkcje. Dlaczego? Czy to kapitulacja? Zamiast twardej walki o wymianę ministrów-zdrajców nowa liderka Polski 2050 wydaje się pogodzona z sytuacją.

– Wiemy, że premier nikogo nie odwoła

– mówią jej współpracownicy. I dodają:

– Donald Tusk pokazał, że to on, a nie umowa koalicyjna, decyduje o tym, kto jest ministrem z nadania Polski 2050. Tę rozgrywkę przegraliśmy podobnie, jak sprawę wicepremiera. Premier Tusk wyszedł na politycznego kłamcę i powinien się wstydzić.

Strategia spalonej ziemi

W Polsce 2050 nikt dzisiaj nie ma złudzeń, że gdyby nie „parasol ochronny” samego Donalda Tuska, do rozłamu i podziału w ugrupowaniu by teraz nie doszło. A może wcale by to nie nastąpiło na taką skalę. Choć – jak przyznają zwolennicy Pełczyńskiej-Nałęcz – nie udało się „rozłamowcom” w pełni zrealizować celu, jakim miała być degradacja klubu Polski 2050 do koła poselskiego. Ten plan miał się nie powieść, choć właśnie to miał zakładać podobno plan maksimum.

 

Wielki Strateg i jego „wypełniacze list”

Warto postawić kluczowe pytanie: kto zyskuje na tym całym chaosie w Polsce 2050? Odpowiedź jest oczywista: najbardziej Donald Tusk. Nie tylko pozbył się zagrożenia ze strony Hołowni czy Pełczyńskiej-Nałęcz, ale też zyskał nową grupę polityków – klub „Centrum” – którzy są mu teraz dłużni wszystko i ich stanowiska w rządzie zależą tylko od niego. Dziś wydaje się, że rzeczywiście będą idealnym „wypełniaczem list” Koalicji Obywatelskiej w 2027 roku, jeśli lider uzna, że są mu za te półtora roku jeszcze do czegoś potrzebni.

 

Polska 2050 potrzebuje „cudu”

Partia Pełczyńskiej-Nałęcz zaliczyła polityczny nokdaun. Na półtora roku przed wyborami, z sondażami na poziomie błędu statystycznego, wyjście z tego kryzysu graniczyłoby z cudem. Donald Tusk, znany z bezwzględności, prawdopodobnie nie przegapi okazji, by ostatecznie posłać ten projekt w polityczny niebyt i wbić Polsce 2050 nóż w plecy. Być może zgodzi się także na tekę wicepremiera dla liderki „Centrum” Pauliny Henning-Kloski albo na odwołanie z funkcji wicemarszałka Sejmu Szymona Hołowni. Jednocześnie, dążąc do wyciągnięcia jeszcze kogoś z Polski 2050, doprowadzi do zdegradowania tego klubu do poselskiego koła. Dziś szef rządu może być już pewien, że Polska 2050 nie jest w stanie zachwiać większością w koalicji, która mimo tych perturbacji wydaje się niezagrożona aż do wyborów w 2027 roku.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Media: Niepokojące maile do szkół w całej Polsce. Służby badają rosyjski trop z ostatniej chwili
Media: Niepokojące maile do szkół w całej Polsce. Służby badają rosyjski trop

Maile z pogróżkami o ładunkach trafiły do szkół i przedszkoli w wielu miastach. Służby sprawdzają rosyjski trop – wynika z informacji podanych przez serwis niezalezna.pl.

Zaskakujące słowa minister rządu Tuska: ETS2 nigdy nie powinien wejść w życie z ostatniej chwili
Zaskakujące słowa minister rządu Tuska: "ETS2 nigdy nie powinien wejść w życie"

Minister funduszy niespodziewanie skrytykowała system ETS2, który ma objąć m.in. transport i ogrzewanie. Jej słowa wywołały natychmiastową reakcję polityków i wpisują się w szerszy spór o koszty energii w Europie.

Fico mówi „nie” Ukrainie. Słowacja się wyłamuje i blokuje konkluzje UE z ostatniej chwili
Fico mówi „nie” Ukrainie. Słowacja się wyłamuje i blokuje konkluzje UE

Premier Słowacji zapowiada sprzeciw wobec ustaleń unijnego szczytu dotyczących Ukrainy. Powodem jest brak zapisów o wznowieniu dostaw ropy rurociągiem „Przyjaźń”.

Przywódcy państw flanki wschodniej wystosowali list ws. niebezpiecznych rosyjskich kombatantów tylko u nas
Przywódcy państw flanki wschodniej wystosowali list ws. niebezpiecznych rosyjskich kombatantów

Liderzy ośmiu krajów Unii Europejskiej, tacy jak Donald Tusk i Friedrich Merz, wystosowali list do przewodniczącego Rady Europejskiej António Costy i przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Dokument z 11 marca 2026 r. podkreśla pilną potrzebę wzmocnienia bezpieczeństwa wewnętrznego UE, w szczególności poprzez ograniczenie wjazdu do strefy Schengen dla byłych i obecnych rosyjskich kombatantów.

Warszawa: Ogromny pożar na Białołęce. Kłęby dymu nad miastem z ostatniej chwili
Warszawa: Ogromny pożar na Białołęce. Kłęby dymu nad miastem

Duży pożar na warszawskiej Białołęce przy ulicy Modlińskiej. Pali się elewacja na terenie budowy. Kłęby dymu są widoczne z wielu miejsc w Warszawie.

ABW uderza w szefa BBN. Chodzi o udział Cenckiewicza w posiedzeniu RBN pilne
ABW uderza w szefa BBN. Chodzi o udział Cenckiewicza w posiedzeniu RBN

Sprawa udziału szefa BBN w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego trafiła do prokuratury. ABW wskazuje na możliwe naruszenie przepisów dotyczących dostępu do informacji niejawnych.

Wiadomości
Politykę klimatyczną zamienić na politykę energetyczną

Polityka klimatyczna Unii Europejskiej szkodzi przemysłowi Europy, jak też jej obywatelom. Szczególnie odczuwamy to w Polsce, gdzie kwestie suwerenności energetycznej są dla nas niezwykle ważne. Szczególnym problemem jest system ETS, który skupia się na karaniu państw i przedsiębiorstw za emisje, zamiast na efektywnej polityce energetycznej. Wobec bierności rządu, Pałac Prezydencki diagnozuje problem i proponuje rozwiązanie. Ideałem byłoby odejście od ETS, ale to jest mało realne z uwagi na polityczne konstelacje w UE. Dlatego doradcy Prezydenta Nawrockiego przygotowali plan reformy systemu, który ma przestać szkodzić, a zachować cechy impulsu do transformacji energetycznej. I to jest właściwy kierunek: politykę klimatyczną zamienić na politykę energetyczną.

Ekstradycja rosyjskiego naukowca. Jest decyzja sądu z ostatniej chwili
Ekstradycja rosyjskiego naukowca. Jest decyzja sądu

– W środę warszawski sąd okręgowy stwierdził prawną dopuszczalność wydania rosyjskiego archeologa Aleksandra Butiagina stronie ukraińskiej – powiedział obrońca Rosjanina mec. Adam Domański. Ukraińscy śledczy podejrzewają archeologa o częściowe zniszczenie obiektu dziedzictwa kulturowego na Krymie.

Były ważny polityk PO: Za tydzień rusza mój proces z Kierwińskim z ostatniej chwili
Były ważny polityk PO: Za tydzień rusza mój proces z Kierwińskim

Jacek Protasiewicz uderzył w Marcina Kierwińskiego po jego słowach o Karolu Nawrockim. Przy okazji przypomniał o zbliżającym się procesie z ministrem.

Balony z ładunkiem wylądowały pod przedszkolem w Białymstoku z ostatniej chwili
Balony z ładunkiem wylądowały pod przedszkolem w Białymstoku

Niecodzienna interwencja służb w Białymstoku. Na prywatnej posesji znaleziono trzy balony z podczepionymi pakunkami. Według nieoficjalnych ustaleń mogły transportować papierosy.

REKLAMA

Dlaczego Szymon Hołownia publicznie nazwał Michała Koboskę "zdrajcą"

A co, jeśli rozłam w Polsce 2050 nie był przypadkiem, lecz precyzyjną polityczną operacją przeprowadzoną na zlecenie Donalda Tuska? Brzmi jak teoria spiskowa? Niekoniecznie. Fakty układają się w logiczną, choć przerażającą dla koalicjantów całość. Można odnieść wrażenie, że zemsta Donalda Tuska na Szymonie Hołowni właśnie się domknęła i w pełni dokonała.
Szymon Hołownia na konferencji prasowej
Szymon Hołownia na konferencji prasowej / (aldg) PAP/Tomasz Gzell

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst stawia tezę, że rozłam w Polsce 2050 mógł być efektem zakulisowej operacji politycznej inspirowanej przez Donalda Tuska, wymierzonej w Szymona Hołownię.
  • Odejścia polityków (m.in. wokół Pauliny Hennig-Kloski i Michała Koboski) oraz powstanie klubu „Centrum” miały nastąpić przy „parasolu ochronnym” premiera, co osłabiło nową liderkę Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz i podzieliło ugrupowanie.
  • Największym beneficjentem kryzysu ma być Tusk, który wzmocnił kontrolę nad koalicją, zneutralizował potencjalnych konkurentów i może wykorzystać „rozłamowców” jako polityczne zaplecze przed wyborami w 2027 roku.

 

Gorzka lekcja „brudnej” polityki

Losy Polski 2050 powinny być przestrogą dla każdego, kto marzy o budowie „nowej jakości” na polskiej scenie politycznej. Partia Hołowni miała być nadzieją dla wyborców centrum, zmęczonych trwającym dwie dekady duopolem PO – PiS. Piękne marzenie o „trzeciej drodze” rozbiło się jednak o brutalną grę o władzę. Zarówno założyciel ruchu, jak i nowa przewodnicząca Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz boleśnie przekonali się, że w polityce nie da się przeskoczyć z pierwszej klasy prosto do ósmej. Hołownia wydaje się, że nie podołał ciężarowi przywództwa, a największe problemy ugrupowania zaczęły się – co trzeba napisać wprost – właśnie przez jego błędy.

Gdy w październiku ubiegłego roku na łamach „Tygodnika Solidarność” (nr 41/2025) stawiałem tezę o „zamachu na Hołownię”, który wykonać miano za rzekome zatrzymanie planów „zamachu stanu” i przyjęcie zaprzysiężenia od prezydenta Karola Nawrockiego, za co Hołownia miał trafić na czarną listę premiera, wielu działaczy Polski 2050 pytało o twarde dowody. Przyznawali, że im także taka myśl niejednokrotnie przeszła przez głowę. Nie rozumieli bowiem, dlaczego ich lider nagle ogłosił porzucenie polityki krajowej i zrezygnował z walki o reelekcję w partii na rzecz – skazanej z góry na porażkę – próby zdobycia stanowiska komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR). Do dziś zagadką pozostaje, kto podsunął mu ten samobójczy pomysł. Czy to była „złota klatka”, którą Tusk obiecał Hołowni, byle tylko pozbyć się go z krajowego podwórka? Faktem jest jednak, że tamte jesienne ruchy przypieczętowały dzisiejszy los formacji.

 

Kryzys pod presją

Motywacje Hołowni wciąż budzą wątpliwości i mogą mieć drugie, mroczniejsze dno. Ujawnione przez Rzeczpospolitą informacje o „głębokim kryzysie zdrowotnym” i przyjmowaniu silnych leków mogą być tylko częścią bolesnej prawdy. Kluczowe pytanie brzmi: co wywołać miało tak silne załamanie u osoby piastującej jeden z najważniejszych urzędów w państwie? Jak ogromnej presji musiał zostać poddany, by podjąć najgorsze z możliwych decyzji dla swojej formacji i dla swojej politycznej przyszłości?

Hipoteza o tym, że Hołownia został do tych kroków zmuszony przez Donalda Tuska, z każdym tygodniem staje się coraz bardziej prawdopodobna. To już nie tylko publicystyczna teza, ale coraz częstsze przekonanie także wśród polityków, którzy pozostali u boku Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W kuluarach mówią wprost:

„Gdybyśmy mieli na to twarde dowody, byłoby już po koalicji. Na razie musimy robić dobrą minę do złej gry”.

Twardych dowodów – w postaci taśm czy dokumentów – prawdopodobnie jednak nikt nie dostarczy. W polityce rzadko zostawia się pokwitowania na zniszczenie koalicjanta. Lecz brak „taśm” czy dowodów nie oznacza jednak, że Donald Tusk nie przyłożył swojej ręki do rozłamu Polski 2050.

 

Parasol ochronny nad „rebeliantami”

Pewne jest, że w dniach poprzedzających wybuch rebelii odbywały się zakulisowe rozmowy premiera z Pauliną Hennig-Kloską oraz europosłem Michałem Koboską. To ten ostatni uruchomił lawinę odejść z Polski 2050, uderzając w nową przewodniczącą Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz oskarżeniami o dyktaturę niczym za Jaruzelskiego, brak demokracji i skręt w lewo. Czy możliwe, że ta narracja, powtarzana potem jak mantra, została uzgodniona w gabinecie szefa rządu, a Kobosko spiskował potajemnie już wtedy o rozłamie w partii z liderem koalicji rządzącej? Jeśli tak było, to zupełnie oczywiste staje się, dlaczego Hołownia nazwał publicznie Koboskę, z którym zakładał przecież Polskę 2050, „zdrajcą”.

Nie jest tajemnicą, że tuż przed ogłoszeniem secesji i powołaniem sejmowego klubu „Centrum” minister klimatu Paulina Hennig-Kloska także rozmawiała z Tuskiem, który obiecać miał jej podobno zachowanie status quo w rządzie, nawet jeśli Pełczyńska-Nałęcz będzie się domagała ich odwołania w wyniku odejścia „rozłamowców” z Polski 2050. Te „żelazne gwarancje” miały stać się decydującym impulsem do kolejnych wydarzeń i podziału klubu parlamentarnego dokładnie na pół.

Zarówno Hennig-Kloska, która stała się twarzą rebelii, jak i Paweł Zalewski – obecny wiceszef MON, który chwilę wcześniej ogłosił wyjście z Polski 2050 i pozostanie posłem niezrzeszonym – mają mieć zagwarantowane posady ministerialne mimo wycofania partyjnych rekomendacji przez Polskę 2050. Premier nie zamierza ich odwoływać, co de facto oznacza stanięcie po stronie rebelii i upokorzenie nowej liderki Polski 2050.

 

Kapitulacja czy bolesna prawda?

Co więcej, sama Pełczyńska-Nałęcz zdaje się być w pełni świadoma dealu, jaki zawrzeć mieli „dezerterzy” z samym Donaldem Tuskiem, bo – jak sama poinformowała – nie zamierza się domagać wymiany ministrów ani proponować kogoś z Polski 2050 na te funkcje. Dlaczego? Czy to kapitulacja? Zamiast twardej walki o wymianę ministrów-zdrajców nowa liderka Polski 2050 wydaje się pogodzona z sytuacją.

– Wiemy, że premier nikogo nie odwoła

– mówią jej współpracownicy. I dodają:

– Donald Tusk pokazał, że to on, a nie umowa koalicyjna, decyduje o tym, kto jest ministrem z nadania Polski 2050. Tę rozgrywkę przegraliśmy podobnie, jak sprawę wicepremiera. Premier Tusk wyszedł na politycznego kłamcę i powinien się wstydzić.

Strategia spalonej ziemi

W Polsce 2050 nikt dzisiaj nie ma złudzeń, że gdyby nie „parasol ochronny” samego Donalda Tuska, do rozłamu i podziału w ugrupowaniu by teraz nie doszło. A może wcale by to nie nastąpiło na taką skalę. Choć – jak przyznają zwolennicy Pełczyńskiej-Nałęcz – nie udało się „rozłamowcom” w pełni zrealizować celu, jakim miała być degradacja klubu Polski 2050 do koła poselskiego. Ten plan miał się nie powieść, choć właśnie to miał zakładać podobno plan maksimum.

 

Wielki Strateg i jego „wypełniacze list”

Warto postawić kluczowe pytanie: kto zyskuje na tym całym chaosie w Polsce 2050? Odpowiedź jest oczywista: najbardziej Donald Tusk. Nie tylko pozbył się zagrożenia ze strony Hołowni czy Pełczyńskiej-Nałęcz, ale też zyskał nową grupę polityków – klub „Centrum” – którzy są mu teraz dłużni wszystko i ich stanowiska w rządzie zależą tylko od niego. Dziś wydaje się, że rzeczywiście będą idealnym „wypełniaczem list” Koalicji Obywatelskiej w 2027 roku, jeśli lider uzna, że są mu za te półtora roku jeszcze do czegoś potrzebni.

 

Polska 2050 potrzebuje „cudu”

Partia Pełczyńskiej-Nałęcz zaliczyła polityczny nokdaun. Na półtora roku przed wyborami, z sondażami na poziomie błędu statystycznego, wyjście z tego kryzysu graniczyłoby z cudem. Donald Tusk, znany z bezwzględności, prawdopodobnie nie przegapi okazji, by ostatecznie posłać ten projekt w polityczny niebyt i wbić Polsce 2050 nóż w plecy. Być może zgodzi się także na tekę wicepremiera dla liderki „Centrum” Pauliny Henning-Kloski albo na odwołanie z funkcji wicemarszałka Sejmu Szymona Hołowni. Jednocześnie, dążąc do wyciągnięcia jeszcze kogoś z Polski 2050, doprowadzi do zdegradowania tego klubu do poselskiego koła. Dziś szef rządu może być już pewien, że Polska 2050 nie jest w stanie zachwiać większością w koalicji, która mimo tych perturbacji wydaje się niezagrożona aż do wyborów w 2027 roku.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane