Ryszard Czarnecki: Węgry kontra UE czyli złapał Kozak Tatarzyna…

Węgiersko-EPP-owski związek już dawno nie jest małżeństwem z miłości, ale z rozsądku. Tyle, że takie często trwają bardzo długo…
/ źródło: Screen You Tube
Węgry znów na zakręcie! A Budapeszt ponownie pod artyleryjskim ostrzałem unijnego establishmentu. Powodem kampania informacyjna, którą rząd Viktora Orbana prowadzi, zapewne nie przypadkiem, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Węgierskie zarzuty wobec UE o wspieranie nielegalnej imigracji na Stary Kontynent zostały ostro zaatakowane przez Komisję Europejską, ale też przez rodzimą European People’s Party czyli Europejską Partię Ludową. Do tej największej w europarlamencie grupy politycznej posłowie FIDESU należą od 16 lat: w latach 2003-2004 jako obserwatorzy, a od lipca 2004 roku czyli ukonstytuowania się pierwszego Parlamentu Europejskiego po akcesji dziesięciu państw do UE jako pełnoprawni europosłowie.

Wojna domowa w Europejskiej Partii Ludowej

Rzeczywiście Orban wywołał swoistą wojnę domowa w EPP, strzelając z najcięższych armat w kierunku Brukseli, która ma chcieć „wprowadzić obowiązkowe kwoty podziału imigrantów, osłabić ochronę granic państw członkowskich  i ułatwić wyjazd imigrantom.”. Słowa słowami (choćby były uzasadnione), ale Brukselę szczególnie zirytowały plakaty i billboardy, na których szef Komisji Europejskiej Jean Claude-Juncker został umieszczony obok amerykańskiego miliardera o węgiersko-żydowskich korzeniach George’a Sorosa. Reakcja budzi kontrreakcję, zatem na kontrofensywę Brukseli Viktor Orban odpowiedział twardo, że „Bruksela jest nową międzynarodówką i jej bronią jest imigracja”. Jednocześnie skromnie ocenił, że Budapeszt dokona „powstrzymania wspierającej imigrację większości w UE”. Węgiersko-unijny ping-pong na oczach Starego Kontynentu toczy się w  najlepsze. Rzecznik Komisji Europejskiej kampanię rządu Orbana uznał za „niepojętą” i ocenił, ze były to „fake-newsy”, a także stwierdził, że w Budapeszcie „teoria spiskowa zapuszcza korzenie”.

Węgry: Juncker z Sorosem w jednym stali domku…
Bohater z billboardów J-C. Juncker był mniej dyplomatyczny niż  jego rzecznik, bo zażądał usunięcia FIDESZU z EPP i stwierdził, że zarzuty Orbana to „kłamstwo”. Niemal zawsze wesolutki Juncker uznał ze śmiertelną powagą, że FIDESZ „nie reprezentuje wartości demokratycznych”. Jeszcze bardzie radykalna od Junckera okazała się HSS czyli Chorwacka Partia Rolnicza, która ogłosiła odejście z EPP. Czołowe telewizje w krajach członkowskich UE nie przerwały jednak z tego powodu programu, bo  HSS jest reprezentowana w parlamencie w Brukseli i Strasburgu raptem przez … jednego europosła. Po Junckerze poprawiła nowa przewodnicząca CDU Annegrete Kramp-Karrenbauer, która w rozmowie z tygodnikiem  „Der Spiegel”  21 lutego 2019 uznała zarzuty partii Viktora Orbana za „niezrozumiałe” i „bezpodstawne”. Dodała, tez że „osłabiają one i szkodzą Europejskiej Partii Ludowej jako całości”. Ciekawe, że mająca dużo bliższe niż CDU relacje z FIDESZEM bawarska CSU też odcięła się od swoich węgierskich partnerów. Świadczą o tym wypowiedzi jej czołowych reprezentantów, choćby Manfreda Webera, szefa frakcji EPP w europarlamencie i kandydata tej formacji  w wyborach na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej. Weberowi wtórował niemal dwumetrowy Markus Soeder – od roku premier Bawarii, a od kilku tygodni przewodniczący CSU. A tymczasem minęło raptem 14 miesięcy, gdy premier Orban był głównym zagranicznym mówcą na naradzie CSU w Bad Seeon. Tej niemieckiej krytyki Victora Orbana nie osłabiły niegdyś świetne relacje węgierskiego premiera z nieżyjącym już kanclerzem Republiki Federalnej Helmutem Kohlem.

Skąd ten nagły (?) kryzys w relacjach FIDESZU z jej macierzystą Europejską Partią Ludową, której członkiem jest przecież szef Komisji Europejskiej Jean Claude-Junkcer? Otóż Budapeszt bynajmniej nie zaostrzył teraz swojej krytyki UE. Pozostaje ona na podobnym poziomie co rok czy dwa lata temu. Odbywa się to według starego schematu: rządzący na Węgrzech niemiłosiernie walą w „Brukselę” na gruncie wewnętrznym, są tam eurosceptycznymi „jastrzębiami”, którzy jednak jak tylko wylądują w Brukseli na unijne szczyty, to automatycznie ulegają metamorfozie i stają się konstruktywnymi „gołębiami”. Ta stara metoda Orbana przynosiła do tej pory rewelacyjny skutek: unijny, establishmentowy wilk był syty, bo na forum Rady Europejskiej znacznie więcej problemów niż łagodne Węgry w praktyce sprawiała Polska, a węgierska owca była syta, bo  Orban zbierał wyborcze punkty za hardość wobec UE. Jak zwykle premier Madziarów był twardy u siebie i dużo bardziej spolegliwy w wydaniu eksportowym, w Brukseli. 

Tym razem Orban, uruchamiając tradycyjną przed wyborami krytyczną wobec UE kampanię, nie spodziewał się aż takiej zdecydowanej reakcji drugiej, unijnej strony. Tymczasem sprawa zaczęła być ,jak kula śniegowa: coraz więcej partii zrzeszonych w EPP domagało się usunięcia FIDESZU – tak było w przypadku centroprawicy ze Szwecji, Holandii i  Luksemburga. Orbana bronili tylko Włosi z Forza Italia, pamietający dobrze, że takiemu grillowaniu poddawany był ich lider, trzykrotny premier Italii, Silvio Berlusconi.

„Małżeństwo z rozsądku” czy rozwód „na ostro”?

Czym skończy się to przeciąganie liny? My, Polacy, obserwujemy to ze szczególnym zainteresowaniem. Wykazujemy tradycyjną solidarność z Węgrami, która  w ostatnim czasie nabrała środkowo-wschodnioeuropejskiego wymiaru, ale też mamy swoje powody, aby spoglądać na to uważnie. Ewentualne wyrzucenie lub wyjście FIDESZU z EPP oznaczać może otwarcie nowej gry w europarlamencie. Nie uważam jednak, mówiąc szczerze, aby był to szczególnie prawdopodobny scenariusz. W interesie bowiem obu stron jest, aby „było, jak jest”. Dla zmniejszającej swój potencjał pod względem liczby szabel w PE Europejskiej Partii Ludowej lepiej jest mieć niż nie mieć kilkunastu posłów Orbana (w tej kadencji 12 reprezentujących Węgry i trzech z mniejszości węgierskiej na Słowacji i w Rumunii). EPP wyraźnie zmniejszy stan posiadania po wyborach 26 maja A. D. 2019, więc nie opłaca się jej wypychać Węgrów. Tym bardziej, że zawsze jest lepiej grać wewnątrz frakcji na paru fortepianach – w przypadku partii Orbana jest to fortepian, jak na warunki europejskie, bardzo prawicowy. Z drugiej strony opuszczenie EPP nie jest w interesie sprawującego po raz czwarty (sic!) urząd premiera Viktora Orbana. Europejska Partia Ludowa do tej pory bowiem tworzyła swoisty parasol nad węgierską częścią swojej politycznej rodziny. Nawet wtedy, gdy  FIDESZ uważany był za „czarna owcę” w tej familii. Orbanowi opłacało się uczestniczyć w poprzedzających szczyty UE spotkaniach premierów z EPP, neutralizując w ten sposób ataki na swój kraj, a nawet przez lata pozyskując realnego sojusznika do walki z antywęgierską obsesją europejskiej lewicy i liberałów. Nawet jeśli ten parasol EPP nad Budapesztem zaczął ostatnio być dziurawy, to lepiej zawsze go mieć – niż go nie mieć.

Stąd i dla Europejskiej Partii Ludowej i dla Orbana najlepszy jest „status quo”. Nawet jeśli obdarzeni dobrą pamięcią Madziarowie pamiętają, że Manfred Weber jako przewodniczący frakcji EPP nie dość, że nie zablokował przeprowadzenia głosowania nad uruchomieniem procedury artykułu 7. przeciwko Budapesztowi, ale sam, osobiście zagłosował pół roku temu za jej zainicjowaniem.

Węgiersko-EPP-owski związek już dawno nie jest małżeństwem z miłości, ale z rozsądku. Tyle, że takie często trwają bardzo długo…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (13.03.2019)
 
 
 

 

POLECANE
Karol Nawrocki: Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy wideo
Karol Nawrocki: Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy

„Wypowiadam te słowa z poczuciem wielkiego zaszczytu i wdzięczności, ale i odpowiedzialności – bo ten urząd nie jest nagrodą, jest przede wszystkim zobowiązaniem” - mówił prezydent Karol Nawrocki.

Jan Krzysztof Ardanowski: Żądałem i żądam skierowania sprawy do sądu tylko u nas
Jan Krzysztof Ardanowski: Żądałem i żądam skierowania sprawy do sądu

„Prokuratorzy od praktycznie 6 lat prowadzą śledztwo, które wcześniej prowadziło je Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dla mnie cała sprawa ma cel polityczny, mianowicie Kamiński i Wąsik wymyślili nieistniejącą aferę po to, by zamknąć mi usta, bym nie wypowiadał się w sprawach politycznych, a tym bardziej, bym nie wyrażał się krytycznie o polityce Prawa i Sprawiedliwości, a może i prezesa Kaczyńskiego” - mówi portalowi Tysol.pl Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa.

Akt oskarżenia przeciwko działaczowi Ruchu Obrony Granic Robertowi B. z ostatniej chwili
Akt oskarżenia przeciwko działaczowi Ruchu Obrony Granic Robertowi B.

Prokurator skierował w środę do sądu akt oskarżenia przeciwko działaczowi Ruchu Obrony Granic Robertowi B., któremu zarzucił cztery przestępstwa, w tym znieważenie funkcjonariuszy Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej – podała w środę Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim.

Pociąg „Mazury” utknął w Nidzicy. Oblodzone drzewa runęły na linię trakcyjną z ostatniej chwili
Pociąg „Mazury” utknął w Nidzicy. Oblodzone drzewa runęły na linię trakcyjną

Zerwana sieć trakcyjna i unieruchomiony skład PKP Intercity. Pasażerowie pociągu „Mazury” zostali ewakuowani, a ruch kolejowy na ważnej trasie wstrzymano bez podania terminu wznowienia.

Grafzero: Najlepsze i najgorsze książki 2025! z ostatniej chwili
Grafzero: Najlepsze i najgorsze książki 2025!

Grafzero vlog literacki o najlepszych i najgorszych książkach 2025. Co się udało, co w przyszłym roku, jak wyszedł start wydawnictwa Centryfuga?

Tusk podczas sztabu kryzysowego o „niedobrych numerach” pogody. Rząd szykuje się na czarne scenariusze z ostatniej chwili
Tusk podczas sztabu kryzysowego o „niedobrych numerach” pogody. Rząd szykuje się na czarne scenariusze

Rząd zakłada najgorsze scenariusze, a służby zostały postawione w stan zwiększonej gotowości. Podczas sztabu kryzysowego Donald Tusk przyznał, że pogoda „wykręciła niedobre numery”, a sytuacja w części kraju nadal pozostaje poważna.

Energiewende na zakręcie. Deutsche Bank apeluje o zmianę kursu tylko u nas
Energiewende na zakręcie. Deutsche Bank apeluje o zmianę kursu

Deutsche Bank ostrzega, że niemiecka transformacja energetyczna Energiewende nie przebiega zgodnie z planem. W nowym raporcie bank wskazuje, że bez korekty polityki energetycznej, lepszego dopasowania OZE do sieci i magazynów oraz kontroli kosztów, Niemcy nie osiągną neutralności klimatycznej w 2045 roku, a ceny energii pozostaną wysokie.

W Elblągu ogłoszono pogotowie powodziowe. Służby w gotowości z ostatniej chwili
W Elblągu ogłoszono pogotowie powodziowe. Służby w gotowości

Sytuacja hydrologiczna na północy Polski staje się coraz poważniejsza. Obowiązują ostrzeżenia III stopnia, wprowadzono pogotowie przeciwpowodziowe, a służby monitorują poziomy wód na kluczowych rzekach i zbiornikach.

Bloomberg: Majątek 500 najbogatszych ludzi świata wzrósł w 2025 roku o 2,2 bln dolarów z ostatniej chwili
Bloomberg: Majątek 500 najbogatszych ludzi świata wzrósł w 2025 roku o 2,2 bln dolarów

Majątek 500 najbogatszych ludzi świata zwiększył się w upływającym roku o rekordowe 2,2 biliona dolarów, osiągając kwotę 11,9 biliona dolarów dzięki wzrostom na rynkach akcji, metali, kryptowalut i innych aktywów – przekazała w środę agencja Bloomberga.

Blokada Trumpa wystawiona na próbę. Gigantyczny chiński supertankowiec zmierza do Wenezueli pilne
Blokada Trumpa wystawiona na próbę. Gigantyczny chiński supertankowiec zmierza do Wenezueli

Tankowiec Thousand Sunny, od lat obsługujący transport ropy z Wenezueli do Chin, kieruje się w stronę objętego amerykańską blokadą kraju. Jednostka nie zmieniła kursu mimo zapowiedzi „całkowitej i kompletnej” blokady ogłoszonej przez Waszyngton. Liczy 330 metrów długości i 60 wysokości.

REKLAMA

Ryszard Czarnecki: Węgry kontra UE czyli złapał Kozak Tatarzyna…

Węgiersko-EPP-owski związek już dawno nie jest małżeństwem z miłości, ale z rozsądku. Tyle, że takie często trwają bardzo długo…
/ źródło: Screen You Tube
Węgry znów na zakręcie! A Budapeszt ponownie pod artyleryjskim ostrzałem unijnego establishmentu. Powodem kampania informacyjna, którą rząd Viktora Orbana prowadzi, zapewne nie przypadkiem, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Węgierskie zarzuty wobec UE o wspieranie nielegalnej imigracji na Stary Kontynent zostały ostro zaatakowane przez Komisję Europejską, ale też przez rodzimą European People’s Party czyli Europejską Partię Ludową. Do tej największej w europarlamencie grupy politycznej posłowie FIDESU należą od 16 lat: w latach 2003-2004 jako obserwatorzy, a od lipca 2004 roku czyli ukonstytuowania się pierwszego Parlamentu Europejskiego po akcesji dziesięciu państw do UE jako pełnoprawni europosłowie.

Wojna domowa w Europejskiej Partii Ludowej

Rzeczywiście Orban wywołał swoistą wojnę domowa w EPP, strzelając z najcięższych armat w kierunku Brukseli, która ma chcieć „wprowadzić obowiązkowe kwoty podziału imigrantów, osłabić ochronę granic państw członkowskich  i ułatwić wyjazd imigrantom.”. Słowa słowami (choćby były uzasadnione), ale Brukselę szczególnie zirytowały plakaty i billboardy, na których szef Komisji Europejskiej Jean Claude-Juncker został umieszczony obok amerykańskiego miliardera o węgiersko-żydowskich korzeniach George’a Sorosa. Reakcja budzi kontrreakcję, zatem na kontrofensywę Brukseli Viktor Orban odpowiedział twardo, że „Bruksela jest nową międzynarodówką i jej bronią jest imigracja”. Jednocześnie skromnie ocenił, że Budapeszt dokona „powstrzymania wspierającej imigrację większości w UE”. Węgiersko-unijny ping-pong na oczach Starego Kontynentu toczy się w  najlepsze. Rzecznik Komisji Europejskiej kampanię rządu Orbana uznał za „niepojętą” i ocenił, ze były to „fake-newsy”, a także stwierdził, że w Budapeszcie „teoria spiskowa zapuszcza korzenie”.

Węgry: Juncker z Sorosem w jednym stali domku…
Bohater z billboardów J-C. Juncker był mniej dyplomatyczny niż  jego rzecznik, bo zażądał usunięcia FIDESZU z EPP i stwierdził, że zarzuty Orbana to „kłamstwo”. Niemal zawsze wesolutki Juncker uznał ze śmiertelną powagą, że FIDESZ „nie reprezentuje wartości demokratycznych”. Jeszcze bardzie radykalna od Junckera okazała się HSS czyli Chorwacka Partia Rolnicza, która ogłosiła odejście z EPP. Czołowe telewizje w krajach członkowskich UE nie przerwały jednak z tego powodu programu, bo  HSS jest reprezentowana w parlamencie w Brukseli i Strasburgu raptem przez … jednego europosła. Po Junckerze poprawiła nowa przewodnicząca CDU Annegrete Kramp-Karrenbauer, która w rozmowie z tygodnikiem  „Der Spiegel”  21 lutego 2019 uznała zarzuty partii Viktora Orbana za „niezrozumiałe” i „bezpodstawne”. Dodała, tez że „osłabiają one i szkodzą Europejskiej Partii Ludowej jako całości”. Ciekawe, że mająca dużo bliższe niż CDU relacje z FIDESZEM bawarska CSU też odcięła się od swoich węgierskich partnerów. Świadczą o tym wypowiedzi jej czołowych reprezentantów, choćby Manfreda Webera, szefa frakcji EPP w europarlamencie i kandydata tej formacji  w wyborach na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej. Weberowi wtórował niemal dwumetrowy Markus Soeder – od roku premier Bawarii, a od kilku tygodni przewodniczący CSU. A tymczasem minęło raptem 14 miesięcy, gdy premier Orban był głównym zagranicznym mówcą na naradzie CSU w Bad Seeon. Tej niemieckiej krytyki Victora Orbana nie osłabiły niegdyś świetne relacje węgierskiego premiera z nieżyjącym już kanclerzem Republiki Federalnej Helmutem Kohlem.

Skąd ten nagły (?) kryzys w relacjach FIDESZU z jej macierzystą Europejską Partią Ludową, której członkiem jest przecież szef Komisji Europejskiej Jean Claude-Junkcer? Otóż Budapeszt bynajmniej nie zaostrzył teraz swojej krytyki UE. Pozostaje ona na podobnym poziomie co rok czy dwa lata temu. Odbywa się to według starego schematu: rządzący na Węgrzech niemiłosiernie walą w „Brukselę” na gruncie wewnętrznym, są tam eurosceptycznymi „jastrzębiami”, którzy jednak jak tylko wylądują w Brukseli na unijne szczyty, to automatycznie ulegają metamorfozie i stają się konstruktywnymi „gołębiami”. Ta stara metoda Orbana przynosiła do tej pory rewelacyjny skutek: unijny, establishmentowy wilk był syty, bo na forum Rady Europejskiej znacznie więcej problemów niż łagodne Węgry w praktyce sprawiała Polska, a węgierska owca była syta, bo  Orban zbierał wyborcze punkty za hardość wobec UE. Jak zwykle premier Madziarów był twardy u siebie i dużo bardziej spolegliwy w wydaniu eksportowym, w Brukseli. 

Tym razem Orban, uruchamiając tradycyjną przed wyborami krytyczną wobec UE kampanię, nie spodziewał się aż takiej zdecydowanej reakcji drugiej, unijnej strony. Tymczasem sprawa zaczęła być ,jak kula śniegowa: coraz więcej partii zrzeszonych w EPP domagało się usunięcia FIDESZU – tak było w przypadku centroprawicy ze Szwecji, Holandii i  Luksemburga. Orbana bronili tylko Włosi z Forza Italia, pamietający dobrze, że takiemu grillowaniu poddawany był ich lider, trzykrotny premier Italii, Silvio Berlusconi.

„Małżeństwo z rozsądku” czy rozwód „na ostro”?

Czym skończy się to przeciąganie liny? My, Polacy, obserwujemy to ze szczególnym zainteresowaniem. Wykazujemy tradycyjną solidarność z Węgrami, która  w ostatnim czasie nabrała środkowo-wschodnioeuropejskiego wymiaru, ale też mamy swoje powody, aby spoglądać na to uważnie. Ewentualne wyrzucenie lub wyjście FIDESZU z EPP oznaczać może otwarcie nowej gry w europarlamencie. Nie uważam jednak, mówiąc szczerze, aby był to szczególnie prawdopodobny scenariusz. W interesie bowiem obu stron jest, aby „było, jak jest”. Dla zmniejszającej swój potencjał pod względem liczby szabel w PE Europejskiej Partii Ludowej lepiej jest mieć niż nie mieć kilkunastu posłów Orbana (w tej kadencji 12 reprezentujących Węgry i trzech z mniejszości węgierskiej na Słowacji i w Rumunii). EPP wyraźnie zmniejszy stan posiadania po wyborach 26 maja A. D. 2019, więc nie opłaca się jej wypychać Węgrów. Tym bardziej, że zawsze jest lepiej grać wewnątrz frakcji na paru fortepianach – w przypadku partii Orbana jest to fortepian, jak na warunki europejskie, bardzo prawicowy. Z drugiej strony opuszczenie EPP nie jest w interesie sprawującego po raz czwarty (sic!) urząd premiera Viktora Orbana. Europejska Partia Ludowa do tej pory bowiem tworzyła swoisty parasol nad węgierską częścią swojej politycznej rodziny. Nawet wtedy, gdy  FIDESZ uważany był za „czarna owcę” w tej familii. Orbanowi opłacało się uczestniczyć w poprzedzających szczyty UE spotkaniach premierów z EPP, neutralizując w ten sposób ataki na swój kraj, a nawet przez lata pozyskując realnego sojusznika do walki z antywęgierską obsesją europejskiej lewicy i liberałów. Nawet jeśli ten parasol EPP nad Budapesztem zaczął ostatnio być dziurawy, to lepiej zawsze go mieć – niż go nie mieć.

Stąd i dla Europejskiej Partii Ludowej i dla Orbana najlepszy jest „status quo”. Nawet jeśli obdarzeni dobrą pamięcią Madziarowie pamiętają, że Manfred Weber jako przewodniczący frakcji EPP nie dość, że nie zablokował przeprowadzenia głosowania nad uruchomieniem procedury artykułu 7. przeciwko Budapesztowi, ale sam, osobiście zagłosował pół roku temu za jej zainicjowaniem.

Węgiersko-EPP-owski związek już dawno nie jest małżeństwem z miłości, ale z rozsądku. Tyle, że takie często trwają bardzo długo…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (13.03.2019)
 
 
 


 

Polecane