Poznań: burza wokół kariery wiceprezydenta miasta
Zawrotna kariera zaufanego człowieka ze Zbąszynia
Marcin Gołek, absolwent politologii i dziennikarstwa, rozpoczął współpracę z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem jako asystent. Mając zaledwie 27 lat, został doradcą prezydenta Poznania. Już rok później, w 2019 roku, awansował na wiceprezesa spółki Poznańskie Inwestycje Miejskie sp. z o.o. (PIM). Dodatkowo w latach 2022–2024 był członkiem Rady Nadzorczej spółki Wrocławskie Inwestycje sp. z o.o. – mimo że, zdaniem krytyków, łączenie tych ról jest trudne do pogodzenia z pełnym zaangażowaniem. Krytycy zwracają również uwagę na brak doświadczenia Gołka na odpowiedzialnych stanowiskach menedżerskich.
Rażące dysproporcje
Lider wielkopolskiej Konfederacji Radosław Król na konferencji prasowej 7 marca przedstawił Poznaniakom dane z Repozytorium Dokumentów Finansowych i oświadczeń majątkowych Gołka, które wykazują rażącą dysproporcję między zyskami PIM a wynagrodzeniem młodego wiceprezydenta. W 2021 roku zysk netto spółki wyniósł zaledwie 72 419 zł, podczas gdy Gołek zarobił 559 170 zł (średnio 46 597 zł miesięcznie). W 2022 roku zysk wzrósł do 112 723 zł, a wynagrodzenie wzrosło do 615 776 zł (51 314 zł/mies.). Rok 2023 przyniósł zysk na poziomie 72 006 zł przy pensji 713 533 zł (59 461 zł/mies.), a w 2024 relacja wynagrodzenia Gołka do zysku spółki wynosiła aż 757 921 zł (63 160 zł/mies.) do 124 260 zł. Natomiast jego łączne honorarium osiągnięte w spółkach komunalnych w latach 2021-2024 to ponad 2,6 mln zł - z miejskich pieniędzy, finansowanych z podatków Poznaniaków, dotacji unijnych i opłat lokalnych.
- „Te pieniądze są wynagrodzeniem za pracę tylko i wyłącznie z formalnego punktu widzenia. Nie mają one absolutnie nic wspólnego z wartością świadczenia”.
– twierdzą Konfederaci. Wysokie pensje w spółkach komunalnych, często przekraczające 50–60 tys. zł miesięcznie, kontrastują z niskimi zyskami i brakiem ekonomicznego uzasadnienia dla istnienia takich podmiotów jak PIM, pełniących rolę inwestorów zastępczych.
Absolwent Collegium Humanum
Krytykę budzi także sprawa dyplomu MBA Gołka z Collegium Humanum – uczelni zamieszanej w handel dyplomami. Gołek, powołując się na ten dokument, uzyskał kwalifikacje do Rady Nadzorczej Wrocławskich Inwestycji, mimo że ustawa o zasadach zarządzania mieniem państwowym wymaga odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia. W wywiadzie dla „Głosu Wielkopolskiego” sam Gołek przyznał, że ten dyplom jest bezwartościowy i go zniszczył: „Z perspektywy czasu uznałem to za błąd i czuje się oszukany- powiedział Gołek. Rezygnacja z funkcji w radzie nadzorczej nastąpiła krótko po wybuchu afery, ale to, jak twierdzą oponenci, nie zwalnia z odpowiedzialności za pobrane uposażenie (ok. 11 tys. zł w 2024 r. za pół roku).
„Widzimy tylko jedno wyjście z tej sytuacji. Uważamy, że Marcin Gołek powinien zostać odwołany ze swojego stanowiska, chociażby z powodów etycznych. Jeśli są jakieś niejasności, to ktoś taki nie powinien piastować tak istotnych funkcji w mieście” – ogłosił lider Ruchu Narodowego w Poznaniu Radosław Król – „To nie jest odosobniony przypadek”
– dodaje, wzywając do wnikliwej oceny oświadczeń majątkowych innych osób pełniących funkcję w radach nadzorczych i zarządach poznańskich spółek komunalnych.
Poznaniacy czują się oszukani
Sam system tworzenia spółek komunalnych i powoływania do nich rad nadzorczych w wielu polskich miastach jest skrajnie korupcjogenny. Ustawodawstwo pozwala na arbitralne decyzje, co prowadzi do marnotrawstwa środków publicznych. Poznaniacy, znani z wysokiej etyki pracy, gospodarności oraz zamiłowania do porządku, czują się oszukani. „Taki sposób gospodarowania to ostry policzek wymierzony mieszkańcom” – taka opinia jest dziś w Poznaniu rozpowszechniona.
Sprawa Gołka to tylko wierzchołek góry lodowej niegospodarności w Poznaniu. To niegdyś kwitnące miasto wymaga głębokich reform, powrotu zaufania do władz miejskich i skupienia się na nowych kierunkach rozwoju zamiast rozdawnictwa i dzielenia łupów w małym kręgu towarzysko-biznesowym.




