[Mercosure] Zyski dla nielicznych, koszty dla wszystkich
Co musisz wiedzieć:
- W Brazylii stosuje się 149 pestycydów zakazanych w Europie, a także raktopaminę, hormon wzrostu zakazany w znakomitej większości krajów świata.
- Szacuje się, że umowa UE – Mercosur może przyspieszyć wylesianie o ponad jedną czwartą.
- Obietnica wolnego handlu najczęściej okazuje się prawdziwa tylko dla globalnych korporacji. Nie spełnia się jednak dla ludzi pracy, których pozycja się pogarsza.
Pierwsze rozmowy dotyczące umowy między krajami Mercosur a UE rozpoczęły się w połowie lat 90. poprzedniego wieku. Niemal cały zachodni świat przepełniony był wówczas wiarą w globalizację i koniec historii. Liberalizacja handlu zgodnie z bezsprzecznie dominującym wówczas neoliberalnym sposobem myślenia miała prowadzić do wzrostu bogactwa i jakości życia.
Złudne obietnice wolnego handlu
Lata doświadczeń pokazały jednak, że obietnica wolnego handlu najczęściej okazuje się prawdziwa tylko dla globalnych korporacji, banków i instytucji finansowych, a także wielkich sieci handlowych. Nie spełnia się jednak dla ludzi pracy, których pozycja się pogarsza. Ogranicza też możliwości stabilnego, zrównoważonego rozwoju krajom rozwijającym się.
Wielu latynoamerykańskich ekonomistów to rozumie, więc sceptycznie podchodzi do porozumienia Mercosur – UE i traktuje je jak wiązanie rąk własnemu przemysłowi lub, jak ujął to znany również w Polsce południowokoreański ekonomista Chang Ha-joon, usuwanie swojej „drabiny rozwoju”. Do niedawna, będąc w opozycji, takie zdanie podzielał też obecny prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva. Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej mówił: „Nie zgodzimy się na umowę, która sprowadza nas do roli podwykonawców”.
Umowa zmusi południowoamerykańskie firmy przemysłowe do restrukturyzacji, co będzie się wiązać ze zwolnieniami, a nawet upadkiem niektórych z nich. W pogoni za konkurencyjnością wywierać będzie presję na rządy, by deregulowały rynek pracy, a przynajmniej nie wprowadzały dodatkowych, korzystnych dla pracowników zabezpieczeń. Stracą też pracownicy europejscy. Konkurencja z firmami południowoamerykańskimi, które nie przestrzegają europejskich standardów pracy, będzie wymuszać pogorszenie tych standardów dla pracowników w Europie, szczególnie pracowników rolnych. Pracowników po obu stronach Atlantyku czeka więc stagnacja płac, a całe społeczeństwa – wzrost nierówności.
- Mercosur: Większe ziarna i tańsze kurczaki
- Pracownicy PG "Silesia" otrzymują wypowiedzenia. Solidarność alarmuje: "Narasta frustracja wśród załogi"
- Lewandowski coraz bliżej legend. Kolejny gol w Lidze Mistrzów
- Kontrole w setkach schronisk dla zwierząt. Oto, co ustalono
- "Kryzys nie został zatrzymany". Solidarność pięciu największych spółek Grupy Azoty apeluje do prezydenta
Negatywnych konsekwencji obawiają się też południowoamerykańskie małe i średnie firmy, które ucierpią w wyniku klauzul zobowiązujących państwa do równego traktowania firm z krajów sygnatariuszy w sektorze zamówień publicznych i usług.
Cui bono?
Największymi wygranymi umowy będą z pewnością agrokorporacje produkujące żywność, środki ochrony roślin czy maszyny rolnicze. Zwiększą swoje zyski i kontrolę nad ziemią. Nogami przebierają także niemieckie firmy chemiczne i motoryzacyjne. Oba sektory będą mogły sprzedawać produkty, na które w Europie popytu nie ma lub zaraz nie będzie (zakazane środki ochrony roślin czy samochody spalinowe). Na znaczne korzyści liczą także największe spółki notowane na madryckiej giełdzie, działające w krajach Mercosuru, takie jak banki Santander i BBVA, koncern telekomunikacyjny Telefónica czy spółka energetyczna Iberdrola. Bank Santander był na przykład w latach 2014–2019 jednym z najważniejszych kredytodawców dużych brazylijskich firm mięsnych, takich jak JBS JBS, Marfrig czy Minerva. Nie jest przypadkiem, że to właśnie hiszpański rząd, obok Niemiec, jest jednym z największych orędowników podpisania porozumienia.
Przegranymi oczywiście będą europejscy rolnicy, choć obrońcy umowy próbują przekonywać, że zawarto w niej szereg zabezpieczeń na wypadek ewentualnych nadmiernych zmian cen lub innych niekorzystnych skutków gospodarczych. Należy jednak pamiętać, że te zabezpieczenia, które umożliwiają przywrócenie ceł lub zamknięcie rynku na amerykańskie towary, nie są automatyczne, ale wymagają arbitralnej decyzji Komisji Europejskiej. Komisja musi formalnie stwierdzić, że istnieje „poważna szkoda” lub jej groźba. Sposób przepychania tej umowy kolanem przez KE nie daje podstaw do zaufania, że tę interwencyjną rolę odegra w sposób właściwy.
Wampiryczna umowa
I właśnie sposób przygotowywania i procedowania tej umowy budzi wiele wątpliwości. Przez lata negocjacji informacje jej dotyczące pochodziły z przecieków, najczęściej ujawnianych przez NGO-sy. Negocjacje toczyły się w tajemnicy, z pominięciem obywateli i instytucji ich reprezentujących. Takie umowy działaczka i badaczka Susan George nazwała „umowami wampirycznymi”, ponieważ ich wyjście na światło dzienne je zabije, a rzadko wytrzymują próbę demokratycznej debaty. Takie działanie zmusiło europarlamentarzystów z różnych grup do domagania się sprawdzenia zgodności zapisów umowy z prawem unijnym przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości.
Po stronie amerykańskiej wykluczone z kolei z jakichkolwiek rozmów zostały rdzenne społeczności, których terytoria będą z powodu umowy jeszcze bardziej eksploatowane.
Zdrowie i bezpieczeństwo żywnościowe
Umowa z Mercosur nie tylko zagraża naszemu rolnictwu, spójności społecznej i standardom pracy, ale także naszemu zdrowiu. Największy kraj Mercosur – Brazylia, na której terenie znajduje się jedynie 4% światowych użytków rolnych, odpowiada za aż 21% światowego zużycia środków ochrony roślin. W tym kraju stosuje się 149 pestycydów zakazanych w Europie, a także raktopaminę, hormon wzrostu zakazany w znakomitej większości krajów świata. Intensywny chów drobiu prowadzi do rozwoju bakterii, co wymusza nadużywanie antybiotyków.
Unijne ograniczenia i normy dotyczące jakości żywności nie są wystarczające, by właściwie chronić nas przed szkodliwymi pestycydami i antybiotykami. Szczególnie że nie jesteśmy w stanie właściwie kontrolować procesów produkcji i części łańcuchów dostaw znajdujących się poza Europą. Co więcej, przerwanie tych łańcuchów, choćby przy okazji kolejnej pandemii, naraża nasze bezpieczeństwo żywnościowe.
Degradacja środowiska naturalnego
Te wydłużone łańcuchy dostaw mają także swoje koszty ekologiczne. Wiążą się z dodatkową emisją dwutlenku węgla i zwiększają ryzyko skażeń środowiska w wyniku potencjalnych katastrof na Oceanie Atlantyckim.
Ponadto umowa ma prowadzić do wzrostu popytu na wołowinę i soję, a tym samym do zwiększenia ich produkcji. A produkcja tych dwóch towarów odpowiada dzisiaj za dwie trzecie wylesiania tropikalnych lasów deszczowych w Ameryce Łacińskiej, głównie w Amazonii. Odgrywają one kluczową rolę w utrzymywaniu globalnej równowagi klimatycznej poprzez magazynowanie i pochłanianie dwutlenku węgla, regulację obiegu wody i stabilizację temperatury. O powiązaniu wspomnianych już wyżej brazylijskich firm mięsnych (JBS, Marfrig i Minerva) z wycinaniem Amazonii i innych ekosystemów informowały od lat liczne organizacje, takie jak Friends of the Earth, Repórter Brasil, Amnesty International czy Mercy for Animals. Szacuje się, że umowa UE – Mercosur może przyspieszyć wylesianie o ponad jedną czwartą. Co prawda Unia Europejska przyjęła w 2023 roku rozporządzenie EUDR ograniczające obrót towarami, przy produkcji których niszczy się lasy, ale ta regulacja jest, podobnie jak ograniczenia dotyczące skutków gospodarczych i jakości żywności, dość dziurawa. Unia Europejska nie jest w stanie realnie chronić środowiska poza swoim terytorium. A wolny handel z krajami, których rolnictwo opiera się na wielkoobszarowych uprawach korzystających z toksycznych chemikaliów (pochodzących także z europejskich fabryk), musi prowadzić do degradacji środowiska naturalnego, w tym lasów, gleb czy wód.
Zawarte w umowie handlowej ograniczenia środowiskowe czy jakości żywności są bez wątpienia wadliwe, ale ograniczeń dotyczących dobrostanu zwierząt w ogóle nie ma. A w wielkiej, przemysłowej hodowli południowoamerykańskiej zwraca się na nie znacznie mniej uwagi niż na naszym kontynencie.
Horror nie tylko z zachodu
Umowa handlowa między Unią Europejską a krajami Mercosur jest zagrożeniem nie tylko dla naszego modelu rolnictwa. Zrodzi ona presję na standardy zatrudnienia po obu stronach Atlantyku. Zmniejszy bezpieczeństwo żywnościowe i suwerenność żywnościową Europy, czyniąc ją mniej odporną na globalne katastrofy (pandemie, wojny). Może negatywnie wpłynąć na stan zdrowia Europejczyków. Uderzy też w środowisko naturalne, przyspieszy i pogłębi negatywne skutki zmian klimatycznych. W skrócie zapłacimy za nią praktycznie wszyscy. Ale zapłacimy nierówno – na plus wyjdą, jak zwykle przy tego typu umowach, globalne korporacje i banki.
Na koniec warto nieco przewrotnie wskazać na to, że jeśli wejdzie w życie, to może nie być najgorszą umową handlową Unii podpisaną w najbliższym czasie. Przysłoniła ona bowiem jeszcze bardziej nietransparentną i potencjalnie groźną umowę między Unią a Indiami, która ma być podpisana w ciągu najbliższych tygodni, jeśli nie dni. Co prawda ma ona wykluczać kwestie rolne, ale w odniesieniu do standardów pracy i sposobu traktowania środowiska przez najludniejszy od niedawna kraj na świecie, można formułować znacznie dalej idące zarzuty niż wobec krajów Ameryki Południowej. Najwidoczniej jedna wampiryczna umowa to dla Komisji Europejskiej za mało i trzeba było dorzucić drugą.




