Polska solidarna albo polityczna śmierć. Wybór przed Prawem i Sprawiedliwością

W polityce wygrywa ten, kto potrafi wyznaczyć społeczeństwu kluczową linię podziału. Udało się to uczynić Prawu i Sprawiedliwości w roku 2005. Wygrało wtedy wybory dzięki przeciwstawieniu „Polski solidarnej” „Polsce liberalnej”. Ten prosty, intuicyjnie odczuwalny spór skupiał emocje wyborców i porządkował ich doświadczenia. Z czasem jednak sceną polityczną zaczęły rządzić podziały konkurencyjne, coraz bardziej sztuczne i oderwane od codzienności. W obecnych warunkach powrót do pierwotnego rozróżnienia wydaje się jedyną drogą, by PiS mógł marzyć o samodzielnej większości.
Włącznik światła
Włącznik światła / Tygodnik Solidarność / Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • W opinii autora, wyznaczony przez PiS podział na obóz „niepodległościowy” i „berlińsko-brukselski” mobilizuje twardy elektorat PiS, ale nie pozwala mu sięgnąć po więcej, a na polu "niepodległościowym" ma nowo wyrosłą konkurencję. .
  • Powrót do narracji „Polski solidarnej” daje PiS unikalną pozycję obrońcy słabszych, prowincji i warstw ludowych, wobec których wszystkie pozostałe liczące się partie reprezentują interesy silnych i liberalnych elit.

 

Jak dzielono Polskę

Liberałowie (zarówno ci skręcający w prawo, jak i ci dryfujący w lewo) oraz cała lewica dostrzegli siłę, którą daje umiejętne zarysowanie wyboru. Próbowali więc serwować społeczeństwu kolejne podziały. Każdy kolejny był jednak coraz mniej przekonujący. Weźmy dla przykładu modną przez lata opozycyjną narrację o Polsce „autorytarnej” i „demokratycznej”. Nietrudno zauważyć, że każda ekipa rządząca miała swoje apetyty na mało demokratyczne poszerzanie wpływów: od mediów po wymiar sprawiedliwości. A partie, które jeszcze nie rządziły, wcale nie kryją, że postępowałyby podobnie, a nierzadko wręcz ostrzej. Taki podział nie opisuje więc realnego sporu, a jedynie moralną autokreację niektórych środowisk.

Inne propozycje również się nie przyjęły. „Polska w Europie” kontra „Polska osamotniona”, a nawet straszenie wizją kraju „na łasce Putina” działało przez moment, lecz szybko traciło powagę. Dziś żadna licząca się partia nie postuluje wyjścia z Unii Europejskiej; różnice dotyczą wyłącznie tempa i zakresu integracji, i nawet najbardziej radykalne skrzydła PiS czy Konfederacji nie kwapią się w tej kwestii na żadną rewolucję. Podział między „Polską racjonalną” a „histeryczną”, testowany w kampanii Rafała Trzaskowskiego, okazał się kompletnym pudłem i „zdechł” zaraz po tym, jak się narodził. Podobnie jak wcześniejsze zabawy Adama Michnika w odróżnianie „Polski uśmiechniętej” od „mrocznej”: wystarczyło spojrzeć na „uśmiechnięte” twarze salonowych kaznodziejów, by zobaczyć komizm tej konstrukcji. Bywały i bardziej egzotyczne podziały, choćby te powstałe wokół pandemii COVID-19. Choć generowały ogromne emocje, ostatecznie nie wybiły się poza subkulturowe środowiska tropicieli „szczepanów” i „kombatantów” snujących wspomnienia o odmowie założenia „szmaty na twarz”.

 

Zmiana kursu

Od dłuższego czasu PiS nie mówi już o Polsce solidarnej i liberalnej. Jarosław Kaczyński konsekwentnie operuje nowym rozróżnieniem: „Polska niepodległa” versus „kraj zamieszkany przez Polaków, ale sterowany z Berlina i Brukseli”. Ten podział ma swoje podstawy – Donald Tusk, jako klasyczny euroentuzjasta, od lat opowiada się za głęboką centralizacją Unii, z naturalną przewagą Niemiec. Perspektywę tę potwierdzają również prace nad reformą traktatową, wzmacniane spektaklem pod tytułem „Konferencja w sprawie przyszłości Europy”, której scenariusz, łącznie z listą „losowanych” uczestników, został pieczołowicie ustawiony pod tezy eurokratów. Dziś tematy federalizacji czy rozszerzenia kompetencji Brukseli wracają coraz częściej w ustach polityków liberalnej i lewicowej opozycji. Jednocześnie instytucje unijne coraz śmielej ingerują w obszary dotąd uznawane za domenę państw narodowych, jak choćby kwestie rodzinne w głośnych orzeczeniach TSUE dotyczących paramałżeństw jednopłciowych.

Wszystko to wzmacnia intuicję, że spór o suwerenność nie jest abstrakcją, lecz osią realnego politycznego konfliktu. Patrząc na stojące w miejscu notowania PiS-u (ciągle brakuje ok. 10% do samodzielnych rządów) można jednak odnieść wrażenie, że podział na obóz niepodległościowy i berlińsko-brukselski, choć dobrze cementuje obecny stan poparcia, nie pozwala sięgnąć po więcej. Posiadamy za to kilka wskazówek, że powrót do podziału z 2005 roku (pod tą samą lub inną nazwą) mógłby poparcie dla PiS-u rozszerzyć.

 

Trudna konkurencja o "suwerenność"

Pierwszą jest miniona kampania prezydencka, w której Polacy otrzymali wybór między kandydatem ludowym Nawrockim, a ulubieńcem „warszawki” Trzaskowskim, i pomimo olbrzymich ataków ze słynną „kawalerką” na czele, opowiedzieli się za tym pierwszym. Po drugie – z czasem PiS-owi wyrosły co najmniej dwa konkurencyjne „obozy niepodległościowe”, a chodzi oczywiście o Konfederację i partię Brauna.

Oba, korzystając z faktu, że nigdy nie rządziły i nie były zmuszone podejmować realnych decyzji dotyczących państwa, mogą chwacko wyrzucać PiS-owi rozmaite ustępstwa lub niewystarczającą determinację w sporach z Brukselą. Problem z zarysowanym przez Jarosława Kaczyńskiego podziałem nie polega więc na tym, że jest nieprawdziwy, ale na tym, że musi w nim konkurować z osobami potrafiącymi wytworzyć wśród wielu wyborców złudzenie większej autentyczności w ustawianiu się po stronie „niepodległościowej”.

 

Polska solidarna powróci?

Powrót do podziału „Polska solidarna” versus „Polska liberalna” unika powyższego niebezpieczeństwa. Spójrzmy jeszcze raz na partie lokujące się w obecnych badaniach ponad progiem wyborczym: Koalicja Obywatelska to ewidentnie partia „silniejszych”, Konfederacja – partia środowisk biznesowych (ze zliberalizowanym Ruchem Narodowym ujmującym się ostatnio za interesem deweloperów i lobby futrzarskiego), pałająca nienawiścią do pomocy socjalnej, związków zawodowych i uważającej sprawiedliwość społeczną za komunizm. Korona Brauna to zaś partia ściśle postkorwinistyczna, deklarująca ustami przywództwa, że gospodarczo będzie jeszcze bardziej wolnorynkowa od Mentzena.

No i mamy jeszcze balansującą na progu wyborczym Nową Lewicę z jej przysłowiową już „sprawczością”, która oddała sprawy socjalne w zamian za fotel marszałka dla Włodzimierza Czarzastego. Partia Razem mogąca konkurować z PiS-em na polu „Polski solidarnej” na razie bije się o otrzymanie subwencji w przyszłej kadencji i niewiele zapowiada jej skuteczną ofensywę. Efekt tej analizy wydaje się prosty – PiS ma konkurencję w przedstawianiu się jako siła niepodległościowa, nie ma zaś w kwestii polityki „solidarnej”, a więc: opowiadającej się za słabszymi, „polską powiatową”, warstwami ludowymi itd.

 

Efekt polaryzacyjny

Narracyjne „przestawienie wajchy” przez Jarosława Kaczyńskiego jest oczywiście niezbędne, podobnie jak przetasowania kadrowe i nowa twarz proponowanych w Polsce zmian. A przede wszystkim – nowe, widowiskowe i łamiące liberalne tabu posunięcie programowe. Czy w dzisiejszych czasach powinien to być kolejny dodatek socjalny? A może prawdziwym dobrem, którego ludziom brakuje, jest więcej czasu dla siebie i dla rodziny, i propozycją mógłby być czterodniowy tydzień pracy lub jakiś jego ekwiwalent? A może jakieś dowartościowanie małych miasteczek i wsi?

Mówiąc internetowym slangiem, „ryk”, który podniesie się ze strony Konfederacji i Korony po tego typu propozycjach, wyzywających PiS od komunistów, socjalistów itd. oczywiście usytuuje ich na jednym froncie z Koalicją Obywatelską, czym prawdopodobnie uda się uzyskać odpowiedni efekt polaryzycyjny, do którego partia Kaczyńskiego aktualnie (moim zdaniem nieskutecznie) dąży poprzez próbę połączenia Konfederacji z KO osobą Romana Giertycha, Korony z KO zaś osobą Jana Pińskiego. To są „argumenty” dla koneserów polityki, nie szerokiej opinii publicznej, której stare związki Bosaka z Giertychem guzik obchodzą i która Pińskiego ledwie kojarzy. Powyższą „skrajną” (a w istocie liberalną) prawicę łączy z Tuskiem właśnie fakt, że są reprezentantami interesów silnych, a nie zamierzchłe koneksje personalne.

Władza strukturalna dla konserwatystów

Co więcej powrót do przeciwstawienia „Polsce liberalnej” „Polski solidarnej” może zostać łatwo uzasadniony ideologicznie i doktrynalnie: to Polska „powiatowa”, „plebejska” i żyjąca „od pierwszego do pierwszego” jest głównym nosicielem postulatów konserwatywnych; to ona wypełnia praktyki religijne, sprzeciwia się centralizacji Unii, chce zachować niepodległość i w razie napaści na ojczyznę ruszy się o nią bić. Ona też jest mniej podatna na rozmydlające polską tożsamość nowostki, i jako taka powinna zostać wzmocniona, dowartościowana i uważniona.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć z ostatniej chwili
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć

Prezydent Karol Nawrocki został zapytany w środę o kwestię ułaskawienia legendarnego działacza Solidarności Adama Borowskiego. – Jestem przygotowany do podjęcia decyzji w sprawie pana Adama Borowskiego w tym pierwszym pakiecie moich ułaskawień – poinformował.

Karol Nawrocki zabrał głos po spotkaniu z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki zabrał głos po spotkaniu z Donaldem Trumpem

Prezydent Karol Nawrocki przekazał, że jego środowe spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Davos dotyczyło m.in. kwestii bezpieczeństwa, Rady Pokoju, potwierdzenia obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Nie nałożę ceł. Trump zmienia zdanie z ostatniej chwili
"Nie nałożę ceł". Trump zmienia zdanie

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że nie nałoży ceł, które miały wejść w życie 1 lutego.

Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci” z ostatniej chwili
Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci”

To, co zobaczyliśmy w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa, nie jest pokazem siły rządu Donalda Tuska – to demonstracja jego słabości.

Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat z ostatniej chwili
Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat

Smutna wiadomość ze szwedzkiego dworu królewskiego. Nie żyje Dezyderia Bernadotte. Król Karol XVI Gustaw opublikował pilne oświadczenie.

Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: Katastrofa z ostatniej chwili
Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: "Katastrofa"

Europarlament w środę poparł wniosek o skierowanie do TSUE umowy handlowej z państwami Mercosuru. Decyzja PE wywołała falę komentarzy niemieckich polityków.

Doda ostro do Owsiaka: To mi się w głowie nie mieści z ostatniej chwili
Doda ostro do Owsiaka: "To mi się w głowie nie mieści"

Doda opublikowała nagranie, w którym zaapelowała do Jerzego Owsiaka. – Jurek, pomagałam ci przez 20 lat, od 13. roku życia, aż nam się drogi rozeszły i się poróżniliśmy wiadomo w jakiej kwestii… – powiedziała.

Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim z ostatniej chwili
Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim

Rosja kontynuuje wzmacnianie swojej siły militarnej na arktycznym Półwyspie Kolskim, mimo znacznych strat na froncie oraz problemów gospodarczych – ostrzegł w środę norweski minister obrony Tore Sandvik podczas rozmowy z mediami.

Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem

Prezydent USA Donald Trump spotkał się z prezydentem Karolem Nawrockim w szwajcarskim Davos. Informację przekazała w środę po godz. 17 rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

W czwartek oraz piątek mróz, miejscami mgły i szadź, lokalnie słaby śnieg. W części kraju możliwa marznąca mżawka i gołoledź – informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

REKLAMA

Polska solidarna albo polityczna śmierć. Wybór przed Prawem i Sprawiedliwością

W polityce wygrywa ten, kto potrafi wyznaczyć społeczeństwu kluczową linię podziału. Udało się to uczynić Prawu i Sprawiedliwości w roku 2005. Wygrało wtedy wybory dzięki przeciwstawieniu „Polski solidarnej” „Polsce liberalnej”. Ten prosty, intuicyjnie odczuwalny spór skupiał emocje wyborców i porządkował ich doświadczenia. Z czasem jednak sceną polityczną zaczęły rządzić podziały konkurencyjne, coraz bardziej sztuczne i oderwane od codzienności. W obecnych warunkach powrót do pierwotnego rozróżnienia wydaje się jedyną drogą, by PiS mógł marzyć o samodzielnej większości.
Włącznik światła
Włącznik światła / Tygodnik Solidarność / Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • W opinii autora, wyznaczony przez PiS podział na obóz „niepodległościowy” i „berlińsko-brukselski” mobilizuje twardy elektorat PiS, ale nie pozwala mu sięgnąć po więcej, a na polu "niepodległościowym" ma nowo wyrosłą konkurencję. .
  • Powrót do narracji „Polski solidarnej” daje PiS unikalną pozycję obrońcy słabszych, prowincji i warstw ludowych, wobec których wszystkie pozostałe liczące się partie reprezentują interesy silnych i liberalnych elit.

 

Jak dzielono Polskę

Liberałowie (zarówno ci skręcający w prawo, jak i ci dryfujący w lewo) oraz cała lewica dostrzegli siłę, którą daje umiejętne zarysowanie wyboru. Próbowali więc serwować społeczeństwu kolejne podziały. Każdy kolejny był jednak coraz mniej przekonujący. Weźmy dla przykładu modną przez lata opozycyjną narrację o Polsce „autorytarnej” i „demokratycznej”. Nietrudno zauważyć, że każda ekipa rządząca miała swoje apetyty na mało demokratyczne poszerzanie wpływów: od mediów po wymiar sprawiedliwości. A partie, które jeszcze nie rządziły, wcale nie kryją, że postępowałyby podobnie, a nierzadko wręcz ostrzej. Taki podział nie opisuje więc realnego sporu, a jedynie moralną autokreację niektórych środowisk.

Inne propozycje również się nie przyjęły. „Polska w Europie” kontra „Polska osamotniona”, a nawet straszenie wizją kraju „na łasce Putina” działało przez moment, lecz szybko traciło powagę. Dziś żadna licząca się partia nie postuluje wyjścia z Unii Europejskiej; różnice dotyczą wyłącznie tempa i zakresu integracji, i nawet najbardziej radykalne skrzydła PiS czy Konfederacji nie kwapią się w tej kwestii na żadną rewolucję. Podział między „Polską racjonalną” a „histeryczną”, testowany w kampanii Rafała Trzaskowskiego, okazał się kompletnym pudłem i „zdechł” zaraz po tym, jak się narodził. Podobnie jak wcześniejsze zabawy Adama Michnika w odróżnianie „Polski uśmiechniętej” od „mrocznej”: wystarczyło spojrzeć na „uśmiechnięte” twarze salonowych kaznodziejów, by zobaczyć komizm tej konstrukcji. Bywały i bardziej egzotyczne podziały, choćby te powstałe wokół pandemii COVID-19. Choć generowały ogromne emocje, ostatecznie nie wybiły się poza subkulturowe środowiska tropicieli „szczepanów” i „kombatantów” snujących wspomnienia o odmowie założenia „szmaty na twarz”.

 

Zmiana kursu

Od dłuższego czasu PiS nie mówi już o Polsce solidarnej i liberalnej. Jarosław Kaczyński konsekwentnie operuje nowym rozróżnieniem: „Polska niepodległa” versus „kraj zamieszkany przez Polaków, ale sterowany z Berlina i Brukseli”. Ten podział ma swoje podstawy – Donald Tusk, jako klasyczny euroentuzjasta, od lat opowiada się za głęboką centralizacją Unii, z naturalną przewagą Niemiec. Perspektywę tę potwierdzają również prace nad reformą traktatową, wzmacniane spektaklem pod tytułem „Konferencja w sprawie przyszłości Europy”, której scenariusz, łącznie z listą „losowanych” uczestników, został pieczołowicie ustawiony pod tezy eurokratów. Dziś tematy federalizacji czy rozszerzenia kompetencji Brukseli wracają coraz częściej w ustach polityków liberalnej i lewicowej opozycji. Jednocześnie instytucje unijne coraz śmielej ingerują w obszary dotąd uznawane za domenę państw narodowych, jak choćby kwestie rodzinne w głośnych orzeczeniach TSUE dotyczących paramałżeństw jednopłciowych.

Wszystko to wzmacnia intuicję, że spór o suwerenność nie jest abstrakcją, lecz osią realnego politycznego konfliktu. Patrząc na stojące w miejscu notowania PiS-u (ciągle brakuje ok. 10% do samodzielnych rządów) można jednak odnieść wrażenie, że podział na obóz niepodległościowy i berlińsko-brukselski, choć dobrze cementuje obecny stan poparcia, nie pozwala sięgnąć po więcej. Posiadamy za to kilka wskazówek, że powrót do podziału z 2005 roku (pod tą samą lub inną nazwą) mógłby poparcie dla PiS-u rozszerzyć.

 

Trudna konkurencja o "suwerenność"

Pierwszą jest miniona kampania prezydencka, w której Polacy otrzymali wybór między kandydatem ludowym Nawrockim, a ulubieńcem „warszawki” Trzaskowskim, i pomimo olbrzymich ataków ze słynną „kawalerką” na czele, opowiedzieli się za tym pierwszym. Po drugie – z czasem PiS-owi wyrosły co najmniej dwa konkurencyjne „obozy niepodległościowe”, a chodzi oczywiście o Konfederację i partię Brauna.

Oba, korzystając z faktu, że nigdy nie rządziły i nie były zmuszone podejmować realnych decyzji dotyczących państwa, mogą chwacko wyrzucać PiS-owi rozmaite ustępstwa lub niewystarczającą determinację w sporach z Brukselą. Problem z zarysowanym przez Jarosława Kaczyńskiego podziałem nie polega więc na tym, że jest nieprawdziwy, ale na tym, że musi w nim konkurować z osobami potrafiącymi wytworzyć wśród wielu wyborców złudzenie większej autentyczności w ustawianiu się po stronie „niepodległościowej”.

 

Polska solidarna powróci?

Powrót do podziału „Polska solidarna” versus „Polska liberalna” unika powyższego niebezpieczeństwa. Spójrzmy jeszcze raz na partie lokujące się w obecnych badaniach ponad progiem wyborczym: Koalicja Obywatelska to ewidentnie partia „silniejszych”, Konfederacja – partia środowisk biznesowych (ze zliberalizowanym Ruchem Narodowym ujmującym się ostatnio za interesem deweloperów i lobby futrzarskiego), pałająca nienawiścią do pomocy socjalnej, związków zawodowych i uważającej sprawiedliwość społeczną za komunizm. Korona Brauna to zaś partia ściśle postkorwinistyczna, deklarująca ustami przywództwa, że gospodarczo będzie jeszcze bardziej wolnorynkowa od Mentzena.

No i mamy jeszcze balansującą na progu wyborczym Nową Lewicę z jej przysłowiową już „sprawczością”, która oddała sprawy socjalne w zamian za fotel marszałka dla Włodzimierza Czarzastego. Partia Razem mogąca konkurować z PiS-em na polu „Polski solidarnej” na razie bije się o otrzymanie subwencji w przyszłej kadencji i niewiele zapowiada jej skuteczną ofensywę. Efekt tej analizy wydaje się prosty – PiS ma konkurencję w przedstawianiu się jako siła niepodległościowa, nie ma zaś w kwestii polityki „solidarnej”, a więc: opowiadającej się za słabszymi, „polską powiatową”, warstwami ludowymi itd.

 

Efekt polaryzacyjny

Narracyjne „przestawienie wajchy” przez Jarosława Kaczyńskiego jest oczywiście niezbędne, podobnie jak przetasowania kadrowe i nowa twarz proponowanych w Polsce zmian. A przede wszystkim – nowe, widowiskowe i łamiące liberalne tabu posunięcie programowe. Czy w dzisiejszych czasach powinien to być kolejny dodatek socjalny? A może prawdziwym dobrem, którego ludziom brakuje, jest więcej czasu dla siebie i dla rodziny, i propozycją mógłby być czterodniowy tydzień pracy lub jakiś jego ekwiwalent? A może jakieś dowartościowanie małych miasteczek i wsi?

Mówiąc internetowym slangiem, „ryk”, który podniesie się ze strony Konfederacji i Korony po tego typu propozycjach, wyzywających PiS od komunistów, socjalistów itd. oczywiście usytuuje ich na jednym froncie z Koalicją Obywatelską, czym prawdopodobnie uda się uzyskać odpowiedni efekt polaryzycyjny, do którego partia Kaczyńskiego aktualnie (moim zdaniem nieskutecznie) dąży poprzez próbę połączenia Konfederacji z KO osobą Romana Giertycha, Korony z KO zaś osobą Jana Pińskiego. To są „argumenty” dla koneserów polityki, nie szerokiej opinii publicznej, której stare związki Bosaka z Giertychem guzik obchodzą i która Pińskiego ledwie kojarzy. Powyższą „skrajną” (a w istocie liberalną) prawicę łączy z Tuskiem właśnie fakt, że są reprezentantami interesów silnych, a nie zamierzchłe koneksje personalne.

Władza strukturalna dla konserwatystów

Co więcej powrót do przeciwstawienia „Polsce liberalnej” „Polski solidarnej” może zostać łatwo uzasadniony ideologicznie i doktrynalnie: to Polska „powiatowa”, „plebejska” i żyjąca „od pierwszego do pierwszego” jest głównym nosicielem postulatów konserwatywnych; to ona wypełnia praktyki religijne, sprzeciwia się centralizacji Unii, chce zachować niepodległość i w razie napaści na ojczyznę ruszy się o nią bić. Ona też jest mniej podatna na rozmydlające polską tożsamość nowostki, i jako taka powinna zostać wzmocniona, dowartościowana i uważniona.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane