Karolina Romanowska o reedukacji Ukraińców

– Musimy pokazywać postawy godne naśladowania i uczyć, że można przeciwstawić się złu. To działa pozytywnie na relacje obu narodów, bo pokazuje Polakom, że nie cały naród ukraiński był zły, a Ukraińcom daje pozytywne wzorce, z którymi mogą się identyfikować – mówi Karolina Romanowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednania Polsko-Ukraińskiego, w rozmowie z Konradem Wernickim.
Karolina Romanowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednania Polsko-Ukraińskiego
Karolina Romanowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednania Polsko-Ukraińskiego / fot. arch.

Co musisz wiedzieć:

  • Karolina Romanowska podkreśla, że integracja ukraińskich dzieci w Polsce ustabilizowała się – w większości opanowały język i zadomowiły się w szkołach.
  • Jej zdaniem priorytetem jest nauka polskiego, a język ukraiński powinien być rozwijany w domu i w szkółkach weekendowych.
  • Największym wyzwaniem pozostają kwestie historyczne, zwłaszcza pamięć o rzezi wołyńskiej i brak zgody na ekshumacje ofiar.
  • Kluczem do pojednania są dialog, pozytywne przykłady i odkrywanie historii Sprawiedliwych Ukraińców.

Integracja Ukraińców w Polsce

Konrad Wernicki: – Jak z Pani perspektywy przebiega integracja Ukraińców w Polsce? Można mówić, że są częścią naszego społeczeństwa, czy wciąż czują się uchodźcami?

Karolina Romanowska: – Kryzys sprzed trzech lat, gdy do Polski nagle przybyły miliony Ukraińców, był ogromnym wyzwaniem. Początkowy, piękny zryw pomocy i wiara, że jakoś się odnajdziemy, zderzyły się z twardą rzeczywistością. System edukacji musiał z dnia na dzień poradzić sobie z przyjęciem tysięcy dzieci niemówiących po polsku. To był ogromny wysiłek dla nauczycieli, którzy bez wcześniejszych szkoleń musieli sami, na własną rękę, wypracować nowe metody nauczania. Moja siostra, która jest nauczycielką chemii i matematyki, pracowała w szkole niedaleko ośrodka dla uchodźców. Jej klasa z dwudziestu kilku osób rozrosła się do trzydziestu pięciu, z czego większość stanowiły dzieci nieznające polskiego. Była pozostawiona sama sobie, brakowało rąk do pracy. Dzieci na szczęście bardzo szybko uczą się języka i potrafią się przystosować, jednak wielu pedagogów było po prostu przeciążonych tym nagłym obowiązkiem.

– Jak sytuacja w szkołach wygląda dzisiaj, po tych trzech latach?

Sytuacja z pewnością się zmieniła i ustabilizowała. Część rodzin ukraińskich wróciła do siebie lub wyjechała dalej na Zachód. Widzę to choćby na przykładzie mojej dziesięcioletniej siostrzenicy, która śpiewa mi w samochodzie ukraińskie piosenki. Nauczyła się ich od swojej najlepszej przyjaciółki, która niestety wróciła już na Ukrainę. Moja siostrzenica bardzo za nią tęskni, co pokazuje, jak głębokie relacje potrafiły nawiązać dzieci. Te, które zostały, po trzech latach często mówią już świetnie po polsku, nierzadko nawet bez akcentu.

– W debacie publicznej pojawia się pytanie, czy ukraińskie dzieci powinny się uczyć w polskich szkołach języka ukraińskiego?

Uważam, że dzieci ukraińskie w polskich szkołach powinny przede wszystkim uczyć się języka polskiego, by móc w pełni integrować się i funkcjonować w społeczeństwie. Czerpiąc z moich wieloletnich doświadczeń z Wielkiej Brytanii, sądzę, że najlepszym i sprawdzonym modelem byłyby tzw. szkółki weekendowe. Tam Polacy, jeśli chcieli, aby ich dzieci uczyły się języka polskiego i historii, sami organizowali i finansowali takie zajęcia, czasem przy wsparciu dotacji z Polski. To jest system, który działa i jest sprawiedliwy. Państwo polskie powinno dać zielone światło dla takich inicjatyw i wspierać je, na przykład udostępniając budynki szkolne w weekendy, ale niekoniecznie finansować z pieniędzy polskich podatników. Podstawą nauki języka ojczystego i tak zawsze jest dom. Jeśli w domu mówi się po ukraińsku, dba o kulturę, to szkoła jest tylko ważnym dodatkiem. Być może w przyszłości, w ramach nauki drugiego języka obcego, warto byłoby rozważyć zamianę w niektórych szkołach języka rosyjskiego na ukraiński.

Nierozwiązana sprawa rzezi wołyńskiej

– Przejdźmy do najtrudniejszej kwestii – nauki historii. Nasze wspólne dzieje są trudne, a temat rzezi wołyńskiej budzi ogromne emocje.

To niezwykle ważny i delikatny temat, którego politycy często boją się dotykać. Uważam, że do młodzieży licealnej można dotrzeć poprzez odpowiednie narzędzia, które nie zrażą, a zachęcą do poznania prawdy. Jako Stowarzyszenie proponowałam, by w liceach pokazywać film "Sad dziadka" – to pierwszy obraz o Wołyniu zrobiony wspólnie przez Polaków i Ukraińców, pod którym podpisali się historycy z obu krajów. Opowiada on o Sprawiedliwych Ukraińcach, którzy z narażeniem życia ratowali swoich polskich sąsiadów. Musimy pokazywać postawy godne naśladowania i uczyć, że można przeciwstawić się złu. To działa pozytywnie na relacje obu narodów, bo pokazuje Polakom, że nie cały naród ukraiński był zły, a Ukraińcom daje pozytywne wzorce, z którymi mogą się identyfikować. Nie możemy pozwolić, by młody Ukrainiec na pierwszej lekcji usłyszał tylko, że "jego naród mordował Polaków".

– Z drugiej strony na Ukrainie wciąż żywy jest kult Stepana Bandery, a wiedza o rzezi wołyńskiej jest znikoma. Wielu Ukraińców, słysząc o zbrodni, reaguje wyparciem. Jak do nich dotrzeć?

To prawda i jest to dla nas bardzo bolesne. Trzeba jednak pamiętać, że naród, który przez stulecia sam czuł się ofiarą, ma ogromny problem z psychologicznym przyjęciem roli kata. Dlatego musimy szukać metod, by delikatnie uświadamiać, a nie atakować. Niezwykle poruszająca jest historia mojej znajomej z Wołynia, która bała się poznawać historię, bo lękała się, że odkryje, iż jej dziadek mordował Polaków. Proszę sobie wyobrazić jej ulgę, gdy z książki dowiedziała się, że jej dziadek był jednym ze Sprawiedliwych i ratował Polaków, wywożąc ich na wozie pod stertami drewna. To pokazuje, jak głębokie i osobiste są to lęki. Postrzeganie historii nie jest na Ukrainie monolitem. Spotkałam wielu Ukraińców, od Lwowa po Kijów, którzy używają słowa "riznia", czyli "rzeź", i wiedzą, że banderowcy mordowali także Ukraińców, którzy pomagali Polakom, jak pana Tkaczuka ze wsi Kupowalce, zamordowanego przez własnych siostrzeńców z UPA za przeprawianie Polaków łódką na drugi brzeg rzeki.

– Jak zatem w praktyce budować to pojednanie, o którym tak trudno rozmawiać?

Kluczem jest dialog i pokazywanie tego, co nas łączy, poprzez konkretne, ludzkie historie. Niezwykle wzruszającym momentem było niedawne spotkanie naszego stowarzyszenia z ambasadorem Ukrainy w Polsce, Wasylem Bodnarem. Jedna z członkiń wręczyła mu książkę o Sprawiedliwych Ukraińcach. Ambasador, przeglądając ją, w pewnym momencie zamilkł i pokazał nam nazwisko: Wasyl Bodnar – człowiek o takim samym nazwisku jak jego, który ratował Polaków. Chwilę później jego asystent również odnalazł na kartach książki swoje nazwisko. Dla nich to był moment wielkiej dumy, a nawet ulgi. To pokazuje, jak ważne jest odkrywanie takich historii, które dają nadzieję i budują autentyczne mosty.

– Co jest dziś największą przeszkodą w relacjach polsko-ukraińskich?

Z najnowszych sondaży Centrum Mieroszewskiego wynika, że choć poparcie dla Ukrainy wciąż jest duże, to nierozwiązane kwestie historyczne, a zwłaszcza brak zgody na ekshumacje i godny pochówek ofiar rzezi wołyńskiej, negatywnie wpływają na wzajemne postrzeganie. Prawo do pochówku bliskich to fundamentalne prawo człowieka, które odróżnia nas od zwierząt. To wartość naszej cywilizacji, o której pisał już Sofokles w "Antygonie". To nie powinna być karta przetargowa w polityce. Mimo ogromnej pomocy, jakiej Polacy udzielili, rodziny wołyńskie wciąż czekają na ten prosty, ludzki gest, który pozwoliłby im wreszcie zapalić świeczkę na grobach swoich bliskich. Nie możemy też zapominać o rosyjskiej dezinformacji, która nieustannie próbuje nas skłócić. Dlatego tak ważne jest, byśmy byli świadomi tych zagrożeń i konsekwentnie budowali dialog oparty na prawdzie i wzajemnym szacunku, pamiętając o proroczych słowach prezydenta Lecha Kaczyńskiego: "Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę". Wspieranie Ukrainy leży w naszym najgłębszym, egzystencjalnym interesie.


 

POLECANE
Drag queen pracował w przedszkolu. Miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi gorące
Drag queen pracował w przedszkolu. Miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi

Pracował w przedszkolu, miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi – Szkocję szokuje kolejna historia performera „drag queen”. Mężczyzna został zatrzymany po tym, jak chłopcy, których miał molestować, opowiedzieli o sprawie dorosłym.

Rolnicy chcą wniosku do TSUE ws. umowy UE-Mercosur. PiS wniesie jutro o uchwałę w tej sprawie gorące
Rolnicy chcą wniosku do TSUE ws. umowy UE-Mercosur. PiS wniesie jutro o uchwałę w tej sprawie

Środowiska rolnicze zwróciły się z apelem o przyjęcie przez Sejm uchwały zobowiązującej Rząd do skierowania wniosku do TSUE ws. umowy UE-Mercosur. PiS zapowiedział, że w piątek złoży stosowny wniosek.

Jarmarczna awantura w Polsat News między posłami KO i Razem gorące
Jarmarczna awantura w Polsat News między posłami KO i Razem

Do niecodziennej sytuacji doszło na antenie Polsat News w programie prowadzonym przez Agnieszkę Gozdryrę. Pomiędzy posłami Marceliną Zawiszą z partii Razem i Karoliną Pawliczak z Koalicji Obywatelskiej wybuchła prawdziwie jarmarczna awantura.

Grenlandzka impreza państw UE zwiększa ryzyko ataku Rosji na Europę tylko u nas
Grenlandzka impreza państw UE zwiększa ryzyko ataku Rosji na Europę

Państwa Unii Europejskiej, a także unijne instytucje, bardzo się starają w swoich działaniach, aby zachęcić Kreml do wysłania wojsk na Zachód. Europejskie manewry w Grenlandii w odpowiedzi na groźbę USA zajęcia tego obszaru wykazują słabość, która w Moskwie nie może zostać niezauważona.

Farsa. W ramach operacji wojskowej w obronie Grenlandii przed USA Niemcy i Francja wyślą po kilkunastu żołnierzy z ostatniej chwili
"Farsa". W ramach "operacji wojskowej" w obronie Grenlandii przed USA Niemcy i Francja wyślą po kilkunastu żołnierzy

Szwecja, Norwegia, Niemcy, Holandia, Francja i Wielka Brytania wyślą na Grenlandię od jednego do kilkunastu żołnierzy w reakcji na zapowiedzi USA przejęcia Grenlandii.

Karol Nawrocki: Polska powinna stanąć na czele obozu reformy Unii Europejskiej z ostatniej chwili
Karol Nawrocki: Polska powinna stanąć na czele obozu reformy Unii Europejskiej

„Polska powinna stanąć na czele obozu reformy Unii Europejskiej otwartego na wszystkie państwa, które nie zgadzają się na kontynuację dotychczasowych polityk” - ocenił prezydent Karol Nawrocki w czwartek podczas spotkania z Korpusem Dyplomatycznym.

Grenlandia między Danią a USA. Status wyspy tylko u nas
Grenlandia między Danią a USA. Status wyspy

Grenlandia od dekad pozostaje jednym z kluczowych punktów geopolitycznych Północy. Choć formalnie jest częścią Królestwa Danii, jej położenie, autonomia i obecność wojskowa USA sprawiają, że wyspa odgrywa istotną rolę w bezpieczeństwie transatlantyckim i relacjach Waszyngton–Kopenhaga.

Po bulwersującym zdarzeniu w szkole podstawowej ruszył obywatelski apel „Nie zdejmę Krzyża” Wiadomości
Po bulwersującym zdarzeniu w szkole podstawowej ruszył obywatelski apel „Nie zdejmę Krzyża”

W grudniu 2025 roku w Szkole Podstawowej w Kielnie (na Kaszubach) doszło do wstrząsającego wydarzenia. Nauczycielka kilkukrotnie zdejmowała krzyż ze ściany sali lekcyjnej. Gdy grupa 13-latków przyniosła nowy, plastikowy krucyfiks i sama go zawiesiła, kobieta - mimo głośnych protestów uczniów - zdjęła go i wyrzuciła prosto do kosza na śmieci. Sprawa szybko zyskała rozgłos, a prawnicy z Instytutu Ordo Iuris stanęli po stronie poszkodowanych dzieci i ich rodziców. W odpowiedzi na ten incydent oraz na szerszy trend ograniczania obecności symboli chrześcijańskich w przestrzeni publicznej, trzy organizacje - Instytut Ordo Iuris, Centrum Życia i Rodziny oraz Stowarzyszenie Fidei Defensor - uruchomiły obywatelski apel „Nie zdejmę Krzyża”.

Von der Leyen: „To jest moment niepodległości Europy” z ostatniej chwili
Von der Leyen: „To jest moment niepodległości Europy”

„To moment niepodległości Europy. Musimy to przejąć. Wzmacniając naszą obronę. Stając się bardziej konkurencyjnym. Wzmacniając więzi z partnerami. I kontynuując nasze prace na rzecz zwalczania nielegalnej migracji” - napisała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen komentując swoje wystąpienie podczas konferencji z prezydentem Cypru Nikosem Christodoulidesem.

Rodzinna tragedia w Chełmnie. Cztery osoby nie żyją Wiadomości
Rodzinna tragedia w Chełmnie. Cztery osoby nie żyją

W czwartek po południu w Chełmnie doszło do tragicznego zdarzenia. W jednym z mieszkań w kamienicy przy ulicy Stare Planty znaleziono cztery osoby, które zmarły w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. Ofiarami są 31-letnia kobieta oraz jej troje dzieci w wieku 3, 11 i 12 lat.

REKLAMA

Karolina Romanowska o reedukacji Ukraińców

– Musimy pokazywać postawy godne naśladowania i uczyć, że można przeciwstawić się złu. To działa pozytywnie na relacje obu narodów, bo pokazuje Polakom, że nie cały naród ukraiński był zły, a Ukraińcom daje pozytywne wzorce, z którymi mogą się identyfikować – mówi Karolina Romanowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednania Polsko-Ukraińskiego, w rozmowie z Konradem Wernickim.
Karolina Romanowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednania Polsko-Ukraińskiego
Karolina Romanowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednania Polsko-Ukraińskiego / fot. arch.

Co musisz wiedzieć:

  • Karolina Romanowska podkreśla, że integracja ukraińskich dzieci w Polsce ustabilizowała się – w większości opanowały język i zadomowiły się w szkołach.
  • Jej zdaniem priorytetem jest nauka polskiego, a język ukraiński powinien być rozwijany w domu i w szkółkach weekendowych.
  • Największym wyzwaniem pozostają kwestie historyczne, zwłaszcza pamięć o rzezi wołyńskiej i brak zgody na ekshumacje ofiar.
  • Kluczem do pojednania są dialog, pozytywne przykłady i odkrywanie historii Sprawiedliwych Ukraińców.

Integracja Ukraińców w Polsce

Konrad Wernicki: – Jak z Pani perspektywy przebiega integracja Ukraińców w Polsce? Można mówić, że są częścią naszego społeczeństwa, czy wciąż czują się uchodźcami?

Karolina Romanowska: – Kryzys sprzed trzech lat, gdy do Polski nagle przybyły miliony Ukraińców, był ogromnym wyzwaniem. Początkowy, piękny zryw pomocy i wiara, że jakoś się odnajdziemy, zderzyły się z twardą rzeczywistością. System edukacji musiał z dnia na dzień poradzić sobie z przyjęciem tysięcy dzieci niemówiących po polsku. To był ogromny wysiłek dla nauczycieli, którzy bez wcześniejszych szkoleń musieli sami, na własną rękę, wypracować nowe metody nauczania. Moja siostra, która jest nauczycielką chemii i matematyki, pracowała w szkole niedaleko ośrodka dla uchodźców. Jej klasa z dwudziestu kilku osób rozrosła się do trzydziestu pięciu, z czego większość stanowiły dzieci nieznające polskiego. Była pozostawiona sama sobie, brakowało rąk do pracy. Dzieci na szczęście bardzo szybko uczą się języka i potrafią się przystosować, jednak wielu pedagogów było po prostu przeciążonych tym nagłym obowiązkiem.

– Jak sytuacja w szkołach wygląda dzisiaj, po tych trzech latach?

Sytuacja z pewnością się zmieniła i ustabilizowała. Część rodzin ukraińskich wróciła do siebie lub wyjechała dalej na Zachód. Widzę to choćby na przykładzie mojej dziesięcioletniej siostrzenicy, która śpiewa mi w samochodzie ukraińskie piosenki. Nauczyła się ich od swojej najlepszej przyjaciółki, która niestety wróciła już na Ukrainę. Moja siostrzenica bardzo za nią tęskni, co pokazuje, jak głębokie relacje potrafiły nawiązać dzieci. Te, które zostały, po trzech latach często mówią już świetnie po polsku, nierzadko nawet bez akcentu.

– W debacie publicznej pojawia się pytanie, czy ukraińskie dzieci powinny się uczyć w polskich szkołach języka ukraińskiego?

Uważam, że dzieci ukraińskie w polskich szkołach powinny przede wszystkim uczyć się języka polskiego, by móc w pełni integrować się i funkcjonować w społeczeństwie. Czerpiąc z moich wieloletnich doświadczeń z Wielkiej Brytanii, sądzę, że najlepszym i sprawdzonym modelem byłyby tzw. szkółki weekendowe. Tam Polacy, jeśli chcieli, aby ich dzieci uczyły się języka polskiego i historii, sami organizowali i finansowali takie zajęcia, czasem przy wsparciu dotacji z Polski. To jest system, który działa i jest sprawiedliwy. Państwo polskie powinno dać zielone światło dla takich inicjatyw i wspierać je, na przykład udostępniając budynki szkolne w weekendy, ale niekoniecznie finansować z pieniędzy polskich podatników. Podstawą nauki języka ojczystego i tak zawsze jest dom. Jeśli w domu mówi się po ukraińsku, dba o kulturę, to szkoła jest tylko ważnym dodatkiem. Być może w przyszłości, w ramach nauki drugiego języka obcego, warto byłoby rozważyć zamianę w niektórych szkołach języka rosyjskiego na ukraiński.

Nierozwiązana sprawa rzezi wołyńskiej

– Przejdźmy do najtrudniejszej kwestii – nauki historii. Nasze wspólne dzieje są trudne, a temat rzezi wołyńskiej budzi ogromne emocje.

To niezwykle ważny i delikatny temat, którego politycy często boją się dotykać. Uważam, że do młodzieży licealnej można dotrzeć poprzez odpowiednie narzędzia, które nie zrażą, a zachęcą do poznania prawdy. Jako Stowarzyszenie proponowałam, by w liceach pokazywać film "Sad dziadka" – to pierwszy obraz o Wołyniu zrobiony wspólnie przez Polaków i Ukraińców, pod którym podpisali się historycy z obu krajów. Opowiada on o Sprawiedliwych Ukraińcach, którzy z narażeniem życia ratowali swoich polskich sąsiadów. Musimy pokazywać postawy godne naśladowania i uczyć, że można przeciwstawić się złu. To działa pozytywnie na relacje obu narodów, bo pokazuje Polakom, że nie cały naród ukraiński był zły, a Ukraińcom daje pozytywne wzorce, z którymi mogą się identyfikować. Nie możemy pozwolić, by młody Ukrainiec na pierwszej lekcji usłyszał tylko, że "jego naród mordował Polaków".

– Z drugiej strony na Ukrainie wciąż żywy jest kult Stepana Bandery, a wiedza o rzezi wołyńskiej jest znikoma. Wielu Ukraińców, słysząc o zbrodni, reaguje wyparciem. Jak do nich dotrzeć?

To prawda i jest to dla nas bardzo bolesne. Trzeba jednak pamiętać, że naród, który przez stulecia sam czuł się ofiarą, ma ogromny problem z psychologicznym przyjęciem roli kata. Dlatego musimy szukać metod, by delikatnie uświadamiać, a nie atakować. Niezwykle poruszająca jest historia mojej znajomej z Wołynia, która bała się poznawać historię, bo lękała się, że odkryje, iż jej dziadek mordował Polaków. Proszę sobie wyobrazić jej ulgę, gdy z książki dowiedziała się, że jej dziadek był jednym ze Sprawiedliwych i ratował Polaków, wywożąc ich na wozie pod stertami drewna. To pokazuje, jak głębokie i osobiste są to lęki. Postrzeganie historii nie jest na Ukrainie monolitem. Spotkałam wielu Ukraińców, od Lwowa po Kijów, którzy używają słowa "riznia", czyli "rzeź", i wiedzą, że banderowcy mordowali także Ukraińców, którzy pomagali Polakom, jak pana Tkaczuka ze wsi Kupowalce, zamordowanego przez własnych siostrzeńców z UPA za przeprawianie Polaków łódką na drugi brzeg rzeki.

– Jak zatem w praktyce budować to pojednanie, o którym tak trudno rozmawiać?

Kluczem jest dialog i pokazywanie tego, co nas łączy, poprzez konkretne, ludzkie historie. Niezwykle wzruszającym momentem było niedawne spotkanie naszego stowarzyszenia z ambasadorem Ukrainy w Polsce, Wasylem Bodnarem. Jedna z członkiń wręczyła mu książkę o Sprawiedliwych Ukraińcach. Ambasador, przeglądając ją, w pewnym momencie zamilkł i pokazał nam nazwisko: Wasyl Bodnar – człowiek o takim samym nazwisku jak jego, który ratował Polaków. Chwilę później jego asystent również odnalazł na kartach książki swoje nazwisko. Dla nich to był moment wielkiej dumy, a nawet ulgi. To pokazuje, jak ważne jest odkrywanie takich historii, które dają nadzieję i budują autentyczne mosty.

– Co jest dziś największą przeszkodą w relacjach polsko-ukraińskich?

Z najnowszych sondaży Centrum Mieroszewskiego wynika, że choć poparcie dla Ukrainy wciąż jest duże, to nierozwiązane kwestie historyczne, a zwłaszcza brak zgody na ekshumacje i godny pochówek ofiar rzezi wołyńskiej, negatywnie wpływają na wzajemne postrzeganie. Prawo do pochówku bliskich to fundamentalne prawo człowieka, które odróżnia nas od zwierząt. To wartość naszej cywilizacji, o której pisał już Sofokles w "Antygonie". To nie powinna być karta przetargowa w polityce. Mimo ogromnej pomocy, jakiej Polacy udzielili, rodziny wołyńskie wciąż czekają na ten prosty, ludzki gest, który pozwoliłby im wreszcie zapalić świeczkę na grobach swoich bliskich. Nie możemy też zapominać o rosyjskiej dezinformacji, która nieustannie próbuje nas skłócić. Dlatego tak ważne jest, byśmy byli świadomi tych zagrożeń i konsekwentnie budowali dialog oparty na prawdzie i wzajemnym szacunku, pamiętając o proroczych słowach prezydenta Lecha Kaczyńskiego: "Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę". Wspieranie Ukrainy leży w naszym najgłębszym, egzystencjalnym interesie.



 

Polecane