Rząd hoduje sobie nowych wyborców

Polityka społeczna obecnego rządu nie jest nastawiona na zmierzenie się z najważniejszym dla Polski wyzwaniem, czyli poprawą dzietności. To raczej próba zmiany struktury społecznej, która ma zmniejszyć liczbę konserwatywnych wyborców oraz spełnić ideologiczne postulaty garstki lewicowych radykałów.
Posiedzenie rządu
Posiedzenie rządu / fot. PAP/Paweł Supernak

Demografia nie ma barw politycznych. Zbyt mała liczba rodzących się dzieci dla każdej władzy oznacza takie same skutki: starzejące się społeczeństwo, rosnące wydatki na opiekę zdrowotną, mniej aktywnych zawodowo, spadek innowacyjności i wreszcie konieczność sprowadzania migrantów, którzy zapełniają lukę na rynku pracy.

Polityka wkracza w momencie, gdy na obok odkłada się wiedzę o przyczynach spadków urodzeń oraz metodach wpływania ma poprawę sytuacji, a na scenę wkracza ideologia. Wówczas nie chodzi już jednak o demografię, ale dopieszczenie elektoratów – trochę finansowo, ale przede wszystkim w sferze wartości.

Przyczyny zapaści

Powodów, które wpłynęły na katastrofalny spadek urodzeń w Polsce, jest przynajmniej kilkanaście. Od cywilizacyjnych (zmiana stylu życia, dłuższy okres kształcenia, a co za tym idzie późniejsze rozpoczynanie życia zawodowego, poszerzająca się sfera samotności – zwłaszcza młodych ludzi), przez obyczajowe (zmiana modelu rodziny, emancypacja kobiet i przedkładanie kariery zawodowej nad macierzyństwo), materialne (mała dostępność mieszkań umożliwiających rozwój rodziny, umowy śmieciowe, trudno dostępne kredyty hipoteczne), zdrowotne (przesuwający się wiek urodzenia pierwszego dziecka powoduje, że kobiety coraz trudniej zachodzą w ciążę), makroekonomiczne (wysokie bezrobocie panujące w Polsce przez dwie dekady transformacji, niskie zarobki), psychologiczne (powtarzające się doświadczenia kryzysów i związana z tym niepewność), technologiczne (cyfryzacja relacji międzyludzkich i związana z tym nieumiejętność nawiązywania trwałych związków) po kulturowe (promowanie indywidualizmu i samorealizacji jako modelu osiągania szczęścia).

Każdy z tych powodów zasługuje nie tylko na artykuł, ale na dogłębne, obiektywne badania i rozprawy naukowe. Tyle tylko, że obecna władza szczególnie nie chce ich widzieć, gdyż podważyłyby sens polityki społecznej czy finansowej. Wiedza odziera ideologię z jej magii.

„Babciowe”, czyli kulą w płot

Sztandarowym projektem społecznym obecnej ekipy jest wypłacanie półtora tysiąca złotych matkom, które szybko wracają na rynek pracy. Donald Tusk nazwał to „babciowym”, minister rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk programem „aktywny rodzic” – i z tego powodu w rządzie doszło do scysji, bo premier nie chciał, by odbierać mu zasługi.

W zamyśle projekt ma zapewniać kobietom wyrównywanie szans w realizacji kariery zawodowej. Mając do dyspozycji dodatkowe pieniądze, mogą wynająć opiekunkę, zapłacić za żłobek czy namówić babcię, by za opłatą zaopiekowała się maluchem. Wszystko w imię równouprawnienia.

Jednak w tym programie niemal wszystko jest błędne. Dodatkowe transfery spowodowały natychmiastowy wzrost kosztów żłobków i stawek godzinowych opiekunek. Sytuacja finansowa matek poprawiła się zatem nieznacznie.

Dodatkowo doświadczenia wielu krajów pokazują, że szybki powrót do pracy po urodzeniu pierwszego dziecka zniechęca kobiety do posiadania kolejnych. W krajach, które odnoszą umiarkowane sukcesy w polityce demograficznej – Czechy, Węgry czy Francja – pomoc jest raczej konstruowana w ten sposób, by kobiety aspiracje prokreacyjne spełniały w możliwie krótkim czasie. W ten sposób wypadają co prawda z rynku pracy na kilka lat, ale później mogą realizować swoją karierę bez większych zakłóceń.

Kolejny błąd polega na wyolbrzymianiu trudności Polek z powrotem do pracy. Obecnie w naszym kraju notujemy nadmiar ofert zatrudnienia, a odsetek aktywnych zawodowo pań jest najwyższy w historii – ponad 70 procent. Powrót z urlopu macierzyńskiego do aktywności zawodowej nie jest więc fundamentalnym problemem. Znacznie większym jest dramatycznie niska liczba urodzin – wskaźnik dzietności osiągnął rekordowo niski poziom. Statystyczna Polka rodzi 1,29 dziecka, tymczasem aby osiągnąć zastępowalność pokoleń, wartość ta powinna wynosić przynajmniej 2,1.

Następny problem polega na planowej dezaktywizacji kobiet starszych – właśnie tych Tuskowych babć. Jeśli decydują się one na opiekę nad wnukami, rezygnując jednocześnie z własnej aktywności zawodowej, będą w niedługiej przyszłości pobierały niższe emerytury.
No i wreszcie trudny do zrozumienia przez lewicową koalicję aspekt zaburzenia relacji rodzinnych. Siłą tego rodzaju więzi jest bezinteresowność i miłość. Jeśli zastąpimy je rozliczeniami finansowymi, rodzina stanie się słabsza, a jej członkowie mniej skorzy do wzajemnej pomocy. W efekcie więc zakłócone zostają relacje między rodzicami i dziećmi, co prowadzi do dalszej atomizacji społeczeństwa.

CZYTAJ TAKŻE: Paulina Matysiak podziękowała Sławomirowi Mentzenowi

Po pierwsze rodzice

Prowadzone w ostatnich latach badania – także przez zlikwidowany w tym roku przez obecną koalicję Instytut Pokolenia – mówią jednoznacznie, że Polacy preferują opiekę rodziców, następnie rodziny, a zaledwie około 30 procent zdecydowałoby się na opiekę instytucjonalną, czyli żłobkową.

Innymi słowy zamiast szybkiego powrotu do pracy Polki wolałyby dłuższe, płatne urlopy macierzyńskie czy szerzej rodzicielskie. Z jednej strony – dawałoby to rodzicom komfort opiekowania się własnym potomstwem, z drugiej – zapewniałoby dzieciom poczucie bezpieczeństwa wynikające z bliskości z członkami rodziny. Jest to szczególnie istotne w pierwszych dwóch–trzech latach życia.
Preferencje większości Polek nie mają jednak znaczenia w zderzeniu z lewicową ideologią, zgodnie z którą kobiety muszą za wszelką cenę w każdej dziedzinie, zwłaszcza zawodowej, dorównywać mężczyznom. I tu znów dochodzimy do badań, z których wynika, że większe sukcesy zawodowe – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – osiągają osoby posiadające rodziny. Sukces osobisty, czego oznaką jest posiadanie stałego partnera i potomstwa, wiąże się z powodzeniem zawodowym.

Samotność i bezdzietność oznaczają zazwyczaj życiową porażkę, nie sukces.

Preferencje dla dużych miast

Sejm pracuje obecnie nad ustawą o zmianie finansowania samorządów. Zakłada ona m.in., że duże miasta będą jeszcze bogatsze, a prowincja zostanie częściowo odcięta od dodatkowych pieniędzy. Pozornie nie ma to związku z demografią, ale w rzeczywistości – jeśli takie rozwiązania wejdą w życie – będzie to miało długoletnie, negatywne skutki dla przyrostu naturalnego.

Ubożenie mniejszych miast wymusi szybszą emigrację młodych ludzi do metropolii. Uzyskana dotąd wiedza jednoznacznie potwierdza, że tego rodzaju zmiany miejsca zamieszkania zmniejszają szanse kobiet na znalezienie partnera odpowiedniego do założenia rodziny. We wszystkich dużych miastach jest zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn, co oznacza, że ich pozycja na rynku matrymonialnym jest znacznie słabsza.

Duże miasta nie są też liderami, jeśli chodzi o wskaźnik dzietności. Wręcz przeciwnie, przewodzą w statystykach samotności i liczby kobiet bezdzietnych. Najwięcej urodzeń notuje się właśnie poza dużymi miastami –w tzw. obwarzankach oraz w mniejszych miejscowościach, gdzie zachował się tradycyjny model rodziny.

Tu jednak znów wkracza polityka. Znaczna część miejsc o wysokim – jak na Polskę – wskaźniku dzietności, to regiony konserwatywne. Wyrwanie młodych ludzi z tego środowiska i zmuszenie ich do osiedlenia się w Miasteczku Wilanów czy na wrocławskim Jagodnie osłabia ich przywiązanie do tradycji i wtapia w społeczności o poglądach liberalnych.

Dwa odrębne światy

Kobieta emigrująca z miasta powiatowego do metropolii ma statystycznie znacznie mniejsze szanse na znalezienie partnera, niż gdyby po studiach wróciła w rodzinne strony. Nawet jeśli odniesie sukces zawodowy, jej życie może pozostać niespełnione w sferze osobistej.
Podobny los spotyka mężczyzn, którzy pozostają w mniejszych miastach oraz na wsi. Brak wystarczającej liczby kobiet zmniejsza ich szanse na założenie rodziny.

W pewnym momencie swojego życia zarówno kobiety, jak i mężczyźni zaczynają racjonalizować sytuację, w której się znaleźli. Powodów porażki w życiu osobistym szukają w otaczającym ich środowisku i warunkach, w jakich przyszło im żyć. Frustracja przeradza się w radykalizację poglądów.

Panie uznają, że panowie nie są w stanie spełnić ich oczekiwań, i stają się naturalną bazą dla radykalnych ruchów lewicowych: feministycznych, ekologicznych, proaborcyjnych itp. Analogicznie zachowują się mężczyźni. Uznają, że kobiety stawiają im nierealne wymagania, przez co są skazani na samotność. Tyle tylko, że oni przesuwają się skrajnie na prawo, tworząc na przykład ruch inceli (mężczyzn uznających, że nie są w stanie znaleźć partnerki mimo podejmowanych prób).

Te dwa światy coraz mocniej się od siebie oddalają. Nie tylko przestają się rozumieć, ale budzą wzajemną nienawiść. Polityka obecnego rządu tylko wzmacnia te tendencje. Oczywiście w imię emancypacji kobiet.

* Autor był wicedyrektorem Instytutu Pokolenia, rządowego think tanku zajmującego się demografią. Instytucja została zlikwidowana przez obecny rząd w czerwcu tego roku.

CZYTAJ TAKŻE: Solidarność was nie zostawi! Najnowszy numer "Tygodnika Solidarność"


 

POLECANE
The Telegraph: Polska wyprzedza Wielką Brytanię Wiadomości
The Telegraph: Polska wyprzedza Wielką Brytanię

Polska staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem do życia i pracy - nie tylko dla swoich obywateli, którzy wracają z Wielkiej Brytanii, ale też dla samych Brytyjczyków. Według The Telegraph, kraj, który jeszcze niedawno był postrzegany jako postkomunistyczny, dziś dogania i wyprzedza Wielką Brytanię pod wieloma względami.

Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Są nowe informacje Wiadomości
Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Są nowe informacje

Ciała 34 osób z 40 ofiar pożaru w barze w Crans- Montanie w Szwajcarii znaleziono przy schodach, prowadzących z najniższego poziomu lokalu na parter- poinformowały w niedzielę włoskie media. Według nich największy dramat rozegrał się u stóp schodów, których szerokość zmniejszono o połowę w 2015 r.

Grafzero: Premiery książkowe 2026, czyli na co czekam w tym roku? z ostatniej chwili
Grafzero: Premiery książkowe 2026, czyli na co czekam w tym roku?

Grafzero vlog literacki o to co będzie czytane w 2026 - wznowienie słynnego tomu poetyckiego, dalszy ciąg powieści fantasy, książka dla młodzieży, powieść historyczna i wiele, wiele innych.

Komunikat dla mieszkańców Warszawy Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Warszawy

Warszawski Zarząd Oczyszczania Miasta (ZOM) poinformował, że na ulice stolicy wyjechało 170 pługoposypywarek. Pracują one przede wszystkim na ulicach, po których kursują autobusy miejskie. Akcja zimowego oczyszczania obejmuje łącznie 1500 km dróg.

Blackout w Berlinie. Co wiadomo o Vulkangruppe tylko u nas
Blackout w Berlinie. Co wiadomo o Vulkangruppe

Po blackoutcie, który na początku stycznia sparaliżował część Berlina, niemieckie służby badają działalność radykalnych grup podejrzewanych o sabotaż infrastruktury energetycznej. Według Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji za atakami stoi zdecentralizowana sieć małych komórek znanych jako Vulkangruppe. Co dotąd wiadomo o sprawcach i przebiegu śledztwa?

Kamil Stoch poza finałem w Zakopanem. Trudne pożegnanie na Wielkiej Krokwi Wiadomości
Kamil Stoch poza finałem w Zakopanem. Trudne pożegnanie na Wielkiej Krokwi

Konkurs Pucharu Świata w Zakopanem okazał się wyjątkowo trudny dla polskich skoczków. Z rywalizacją na Wielkiej Krokwi pożegnał się Kamil Stoch, który nie awansował do serii finałowej i był to jego ostatni skok w niedzielnym konkursie.

Ambasada Izraela oskarżyła Polaków o atak na turnieju judo. Organizatorzy: To Izraelczyk uderzył sędziego z ostatniej chwili
Ambasada Izraela oskarżyła Polaków o atak na turnieju judo. Organizatorzy: To Izraelczyk uderzył sędziego

Do incydentu doszło podczas turnieju dzieci i młodzieży w judo w Bielsku-Białej. Ambasada Izraela podała, że drużyna z tego kraju "została zaatakowana słownie i fizycznie". Według organizatorów, to trener jednej z izraelskich ekip zaatakował sędziego.

TOPR podsumowuje początek roku. Liczne interwencje w trudnych warunkach Wiadomości
TOPR podsumowuje początek roku. Liczne interwencje w trudnych warunkach

Pracowity początek roku mają ratownicy TOPR; udzielili pomocy już 23 osobom. Jak informują ratownicy, najwięcej interwencji dotyczyło turystów, którzy doznali urazów w wyniku potknięcia lub poślizgnięcia w trudnych, zimowych warunkach. Zdarzały się też pobłądzenia.

Kwestia zwrotu Polakom majątku skonfiskowanego na Zaolziu po 1945 roku, do dziś pozostaje nierozwiązana tylko u nas
Kwestia zwrotu Polakom majątku skonfiskowanego na Zaolziu po 1945 roku, do dziś pozostaje nierozwiązana

Po II wojnie światowej tysiące Polaków na Zaolziu straciło domy, ziemię i majątek na mocy decyzji władz Czechosłowacji. Choć po 1989 roku Czechy wprowadziły restytucję mienia, większość powojennych konfiskat nie została nią objęta. Dlaczego ta sprawa do dziś pozostaje nierozliczona i jak wygląda jej status obecnie?

Zwrot ws. procesu księdza Olszewskiego. Obrona mówi o kompromitacji z ostatniej chwili
Zwrot ws. procesu księdza Olszewskiego. Obrona mówi o "kompromitacji"

Tuż przed startem procesu z udziałem ks. Michała Olszewskiego doszło do zaskakującej sytuacji. Nie mogą orzekać ławnicy wybrani w drodze losowania. Nowych ma wskazać imiennie prezes Sądu Okręgowego w Warszawie.

REKLAMA

Rząd hoduje sobie nowych wyborców

Polityka społeczna obecnego rządu nie jest nastawiona na zmierzenie się z najważniejszym dla Polski wyzwaniem, czyli poprawą dzietności. To raczej próba zmiany struktury społecznej, która ma zmniejszyć liczbę konserwatywnych wyborców oraz spełnić ideologiczne postulaty garstki lewicowych radykałów.
Posiedzenie rządu
Posiedzenie rządu / fot. PAP/Paweł Supernak

Demografia nie ma barw politycznych. Zbyt mała liczba rodzących się dzieci dla każdej władzy oznacza takie same skutki: starzejące się społeczeństwo, rosnące wydatki na opiekę zdrowotną, mniej aktywnych zawodowo, spadek innowacyjności i wreszcie konieczność sprowadzania migrantów, którzy zapełniają lukę na rynku pracy.

Polityka wkracza w momencie, gdy na obok odkłada się wiedzę o przyczynach spadków urodzeń oraz metodach wpływania ma poprawę sytuacji, a na scenę wkracza ideologia. Wówczas nie chodzi już jednak o demografię, ale dopieszczenie elektoratów – trochę finansowo, ale przede wszystkim w sferze wartości.

Przyczyny zapaści

Powodów, które wpłynęły na katastrofalny spadek urodzeń w Polsce, jest przynajmniej kilkanaście. Od cywilizacyjnych (zmiana stylu życia, dłuższy okres kształcenia, a co za tym idzie późniejsze rozpoczynanie życia zawodowego, poszerzająca się sfera samotności – zwłaszcza młodych ludzi), przez obyczajowe (zmiana modelu rodziny, emancypacja kobiet i przedkładanie kariery zawodowej nad macierzyństwo), materialne (mała dostępność mieszkań umożliwiających rozwój rodziny, umowy śmieciowe, trudno dostępne kredyty hipoteczne), zdrowotne (przesuwający się wiek urodzenia pierwszego dziecka powoduje, że kobiety coraz trudniej zachodzą w ciążę), makroekonomiczne (wysokie bezrobocie panujące w Polsce przez dwie dekady transformacji, niskie zarobki), psychologiczne (powtarzające się doświadczenia kryzysów i związana z tym niepewność), technologiczne (cyfryzacja relacji międzyludzkich i związana z tym nieumiejętność nawiązywania trwałych związków) po kulturowe (promowanie indywidualizmu i samorealizacji jako modelu osiągania szczęścia).

Każdy z tych powodów zasługuje nie tylko na artykuł, ale na dogłębne, obiektywne badania i rozprawy naukowe. Tyle tylko, że obecna władza szczególnie nie chce ich widzieć, gdyż podważyłyby sens polityki społecznej czy finansowej. Wiedza odziera ideologię z jej magii.

„Babciowe”, czyli kulą w płot

Sztandarowym projektem społecznym obecnej ekipy jest wypłacanie półtora tysiąca złotych matkom, które szybko wracają na rynek pracy. Donald Tusk nazwał to „babciowym”, minister rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk programem „aktywny rodzic” – i z tego powodu w rządzie doszło do scysji, bo premier nie chciał, by odbierać mu zasługi.

W zamyśle projekt ma zapewniać kobietom wyrównywanie szans w realizacji kariery zawodowej. Mając do dyspozycji dodatkowe pieniądze, mogą wynająć opiekunkę, zapłacić za żłobek czy namówić babcię, by za opłatą zaopiekowała się maluchem. Wszystko w imię równouprawnienia.

Jednak w tym programie niemal wszystko jest błędne. Dodatkowe transfery spowodowały natychmiastowy wzrost kosztów żłobków i stawek godzinowych opiekunek. Sytuacja finansowa matek poprawiła się zatem nieznacznie.

Dodatkowo doświadczenia wielu krajów pokazują, że szybki powrót do pracy po urodzeniu pierwszego dziecka zniechęca kobiety do posiadania kolejnych. W krajach, które odnoszą umiarkowane sukcesy w polityce demograficznej – Czechy, Węgry czy Francja – pomoc jest raczej konstruowana w ten sposób, by kobiety aspiracje prokreacyjne spełniały w możliwie krótkim czasie. W ten sposób wypadają co prawda z rynku pracy na kilka lat, ale później mogą realizować swoją karierę bez większych zakłóceń.

Kolejny błąd polega na wyolbrzymianiu trudności Polek z powrotem do pracy. Obecnie w naszym kraju notujemy nadmiar ofert zatrudnienia, a odsetek aktywnych zawodowo pań jest najwyższy w historii – ponad 70 procent. Powrót z urlopu macierzyńskiego do aktywności zawodowej nie jest więc fundamentalnym problemem. Znacznie większym jest dramatycznie niska liczba urodzin – wskaźnik dzietności osiągnął rekordowo niski poziom. Statystyczna Polka rodzi 1,29 dziecka, tymczasem aby osiągnąć zastępowalność pokoleń, wartość ta powinna wynosić przynajmniej 2,1.

Następny problem polega na planowej dezaktywizacji kobiet starszych – właśnie tych Tuskowych babć. Jeśli decydują się one na opiekę nad wnukami, rezygnując jednocześnie z własnej aktywności zawodowej, będą w niedługiej przyszłości pobierały niższe emerytury.
No i wreszcie trudny do zrozumienia przez lewicową koalicję aspekt zaburzenia relacji rodzinnych. Siłą tego rodzaju więzi jest bezinteresowność i miłość. Jeśli zastąpimy je rozliczeniami finansowymi, rodzina stanie się słabsza, a jej członkowie mniej skorzy do wzajemnej pomocy. W efekcie więc zakłócone zostają relacje między rodzicami i dziećmi, co prowadzi do dalszej atomizacji społeczeństwa.

CZYTAJ TAKŻE: Paulina Matysiak podziękowała Sławomirowi Mentzenowi

Po pierwsze rodzice

Prowadzone w ostatnich latach badania – także przez zlikwidowany w tym roku przez obecną koalicję Instytut Pokolenia – mówią jednoznacznie, że Polacy preferują opiekę rodziców, następnie rodziny, a zaledwie około 30 procent zdecydowałoby się na opiekę instytucjonalną, czyli żłobkową.

Innymi słowy zamiast szybkiego powrotu do pracy Polki wolałyby dłuższe, płatne urlopy macierzyńskie czy szerzej rodzicielskie. Z jednej strony – dawałoby to rodzicom komfort opiekowania się własnym potomstwem, z drugiej – zapewniałoby dzieciom poczucie bezpieczeństwa wynikające z bliskości z członkami rodziny. Jest to szczególnie istotne w pierwszych dwóch–trzech latach życia.
Preferencje większości Polek nie mają jednak znaczenia w zderzeniu z lewicową ideologią, zgodnie z którą kobiety muszą za wszelką cenę w każdej dziedzinie, zwłaszcza zawodowej, dorównywać mężczyznom. I tu znów dochodzimy do badań, z których wynika, że większe sukcesy zawodowe – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – osiągają osoby posiadające rodziny. Sukces osobisty, czego oznaką jest posiadanie stałego partnera i potomstwa, wiąże się z powodzeniem zawodowym.

Samotność i bezdzietność oznaczają zazwyczaj życiową porażkę, nie sukces.

Preferencje dla dużych miast

Sejm pracuje obecnie nad ustawą o zmianie finansowania samorządów. Zakłada ona m.in., że duże miasta będą jeszcze bogatsze, a prowincja zostanie częściowo odcięta od dodatkowych pieniędzy. Pozornie nie ma to związku z demografią, ale w rzeczywistości – jeśli takie rozwiązania wejdą w życie – będzie to miało długoletnie, negatywne skutki dla przyrostu naturalnego.

Ubożenie mniejszych miast wymusi szybszą emigrację młodych ludzi do metropolii. Uzyskana dotąd wiedza jednoznacznie potwierdza, że tego rodzaju zmiany miejsca zamieszkania zmniejszają szanse kobiet na znalezienie partnera odpowiedniego do założenia rodziny. We wszystkich dużych miastach jest zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn, co oznacza, że ich pozycja na rynku matrymonialnym jest znacznie słabsza.

Duże miasta nie są też liderami, jeśli chodzi o wskaźnik dzietności. Wręcz przeciwnie, przewodzą w statystykach samotności i liczby kobiet bezdzietnych. Najwięcej urodzeń notuje się właśnie poza dużymi miastami –w tzw. obwarzankach oraz w mniejszych miejscowościach, gdzie zachował się tradycyjny model rodziny.

Tu jednak znów wkracza polityka. Znaczna część miejsc o wysokim – jak na Polskę – wskaźniku dzietności, to regiony konserwatywne. Wyrwanie młodych ludzi z tego środowiska i zmuszenie ich do osiedlenia się w Miasteczku Wilanów czy na wrocławskim Jagodnie osłabia ich przywiązanie do tradycji i wtapia w społeczności o poglądach liberalnych.

Dwa odrębne światy

Kobieta emigrująca z miasta powiatowego do metropolii ma statystycznie znacznie mniejsze szanse na znalezienie partnera, niż gdyby po studiach wróciła w rodzinne strony. Nawet jeśli odniesie sukces zawodowy, jej życie może pozostać niespełnione w sferze osobistej.
Podobny los spotyka mężczyzn, którzy pozostają w mniejszych miastach oraz na wsi. Brak wystarczającej liczby kobiet zmniejsza ich szanse na założenie rodziny.

W pewnym momencie swojego życia zarówno kobiety, jak i mężczyźni zaczynają racjonalizować sytuację, w której się znaleźli. Powodów porażki w życiu osobistym szukają w otaczającym ich środowisku i warunkach, w jakich przyszło im żyć. Frustracja przeradza się w radykalizację poglądów.

Panie uznają, że panowie nie są w stanie spełnić ich oczekiwań, i stają się naturalną bazą dla radykalnych ruchów lewicowych: feministycznych, ekologicznych, proaborcyjnych itp. Analogicznie zachowują się mężczyźni. Uznają, że kobiety stawiają im nierealne wymagania, przez co są skazani na samotność. Tyle tylko, że oni przesuwają się skrajnie na prawo, tworząc na przykład ruch inceli (mężczyzn uznających, że nie są w stanie znaleźć partnerki mimo podejmowanych prób).

Te dwa światy coraz mocniej się od siebie oddalają. Nie tylko przestają się rozumieć, ale budzą wzajemną nienawiść. Polityka obecnego rządu tylko wzmacnia te tendencje. Oczywiście w imię emancypacji kobiet.

* Autor był wicedyrektorem Instytutu Pokolenia, rządowego think tanku zajmującego się demografią. Instytucja została zlikwidowana przez obecny rząd w czerwcu tego roku.

CZYTAJ TAKŻE: Solidarność was nie zostawi! Najnowszy numer "Tygodnika Solidarność"



 

Polecane