Rok po strajku w W&W Polska. „Jest w nas siła”

– Zyskałyśmy o wiele więcej niż pieniądze – mówiła rok temu przewodnicząca zakładowej Solidarności w W&W Polska w Lubsku, w sierpniu i we wrześniu kierująca strajkiem, którą zwolniono z pracy, a dzień później przywrócono. Wówczas dzięki własnej determinacji i poparciu całej Solidarności pracownicy W&W zyskali siłę, która drzemie w nich do dziś. Teraz będzie im potrzebna podczas kolejnych negocjacji z pracodawcą.
Strajk w W&W Polska, sierpień 2022
Strajk w W&W Polska, sierpień 2022 / fot. NSZZ "S" Region Zielonogórski

Lubsko to małe miasto przy niemieckiej granicy. To śliczne, kolorowe kamienice i średniowieczne zabytki. Ale to także trudny rynek pracy. Miasto nie może poszczycić się wielkimi zakładami. Jest tu kilka średniej wielkości przedsiębiorstw, każde z nich zatrudnia nie więcej niż kilkaset osób.

Mówiono, że pracodawca zawsze ma rację

Jednym z tych przedsiębiorstw jest W&W. Kilka niepozornych hal, w których pracuje około stu osób, głównie kobiet, w większości powyżej 40 lat, z rodzinami na utrzymaniu, kredytami, zarabiających ledwie minimalną pensję. Panie pracują tu najczęściej od dziesiątek lat. Niektóre zaczynały zaraz po szkole średniej, kiedy zakład miał jeszcze inny szyld i nazwę. Do ubiegłego roku jedno było jednak niezmienne. – Nikt nigdy nie pokazał im ich praw. One były zawsze zastraszane, mówiono, że tak naprawdę niewiele im wolno, a na pewno nie mogą o nic walczyć. I że pracodawca zawsze ma rację – mówi Małgorzata Musielak, przewodnicząca zakładowej Solidarności.

Zakład jest niepozorny, ale od sierpnia ubiegłego roku znany w całym mieście, a nawet daleko poza jego granicami. To tu latem 2022 roku w pracownicach coś pękło. – Panie zobaczyły, że razem mają dużą siłę, że mogą jednak zawalczyć o swoje prawa – mówi Małgorzata Musielak.

Najpierw 1 marca weszły w spór zbiorowy z pracodawcą. Potem przeszły kilka tur negocjacji. Wreszcie w akcie desperacji 1 sierpnia rozpoczęły strajk. „Przekażcie swojemu pracodawcy, że Solidarność ma środki i możliwości na długotrwały strajk. Jeśli nie będzie dialogu, a pracownicy nadal będą lekceważeni, nie będzie to cichy, lokalny incydent, ale ogólnopolskie wydarzenie, wspierane przez inne regiony” – napisał już dwa dni później Piotr Duda w liście odczytanym podczas pikiety przed zakładem W&W Polska w Lubsku. O strajku robiło się coraz głośniej.

Czas niepewności

W zakładowej stołówce panowały jednak głównie nerwy. – To był czas ogromnej niepewności. Ale bardzo dużo rozmawiałyśmy i byłyśmy zdeterminowane – mówiła we wrześniu ubiegłego roku Małgorzata Musielak. – Miałam moment zawahania nieraz i myślę, że nie tylko ja, ale koleżanki również, ponieważ straszono nas, że zostaniemy zwolnione. Lubsko nie jest wielkim miastem, każdy się boi o swoją pracę – wspomina Elżbieta Pochyła, która od siedemnastu lat pracuje w W&W jako szwaczka. – Ale jak zaczęłyśmy, to trzeba było walczyć do końca – dodaje.

Jeśli ktoś zamknie zakład, to my!

Codziennie zarówno związkowcy z Regionu Zielonogórskiego, Dolnośląskiego i Jeleniogórskiego NSZZ „Solidarność”, jak też ich rodziny i znajomi wspierali strajkujące kobiety, przyjeżdżając pod bramę zakładu. Do strajkujących pracownic napływały także listy poparcia z zagranicy.

Szef „S” Piotr Duda skierował list do firmy Finn Comfort Germany, głównego nabywcy obuwia od spółki W&W z Lubska. W efekcie firma do czasu wyjaśnienia sytuacji zawiesiła dalszą współpracę z W&W Polska.

Pracodawca był nieprzejednany. Panie słyszały: „Jeśli nie skończycie strajku, to zamkniemy zakład”. Same jednak odpowiadały: „Jeżeli ktoś zamknie zakład, to my!”.

Okazało się, że nawet w niedużym mieście, w zakładzie, jakich w Polsce jest przecież wiele, pracownicy mogą stanąć w obronie swoich praw. A dzięki wsparciu regionalnych i krajowych struktur związku ich walka wcale nie jest skazana na przegraną. Panie wspierali też mieszkańcy Lubska i przedstawiciele lokalnego samorządu.

Grażyna Kołaszewska pracuje w W&W osiemnaście lat. – To jest małe miasteczko, a nas jest garstka w zakładzie. Nie spodziewałyśmy się w ogóle, że będziemy miały takie poparcie – mówi.

Solidne wsparcie związkowe

Najbardziej dramatyczne chwile przyszły jednak pod koniec strajku. 23 sierpnia organizacja zakładowa otrzymała informację od pracodawcy, że zamierza on zwolnić kierującą strajkiem Małgorzatę Musielak. Przewodnicząca zakładowej Solidarności została zwolniona 6 września.

Wtedy stało się coś, co – jak mówią – przypomina strajk w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku. Pracownice odsunęły na bok żądania płacowe. Miały jeden podstawowy postulat – przywrócenia do pracy Małgorzaty Musielak. – Jako ludzie nie zawsze się zgadzamy, bo wiadomo, mamy różne charaktery, mamy różne swoje priorytety. Ale podczas strajku stanęłyśmy wszystkie razem, a gdy wyrzucono mnie z pracy, pracownicy stanęli za jedną osobą – mówi dziś Małgorzata Musielak. – Nie pozostawiono mnie samej sobie, tylko miałam naprawdę solidne związkowe wsparcie. Gdybyśmy były tutaj same, to podejrzewam, że nikt by mi nie pomógł w tej kwestii. Nie miałybyśmy takiej siły przebicia. A jest nas dużo, jest jednak związek i to daje nam siłę do działania – dodaje.

Dzięki determinacji załogi W&W, a także działaniom, które podjął w tej sprawie Piotr Duda oraz Państwowa Inspekcja Pracy, już dzień później pracodawca postanowił przywrócić do pracy przewodniczącą. Wówczas panie usiadły do negocjacji z pracodawcą. Już dzień później podpisano porozumienie i zakończono strajk.

– Sam w sobie strajk nie był celem. Celem było porozumienie. Ono nie było łatwe, bo zakładało m.in. przesuniętą w czasie podwyżkę. Ale było też wynikiem bardzo dalekiego kompromisu z jednej i z drugiej strony. Pracodawca do pewnego momentu był nieugięty, głuchy na głosy pracownic. Potem jednak nastąpiło to wyczekiwane przełamanie. To jeden z najdłuższych strajków w ciągu ostatnich lat w regionie – mówi Bogusław Motowidełko, przewodniczący Zarządu Regionu Zielonogórskiego NSZZ „S”, który wpierał pracownice W&W od początku sporu zbiorowego.

Mieszane uczucia

Od tego czasu minął niespełna rok. Czy było warto?

– Strajk zbliżył do siebie pracowników. W tych dniach byłyśmy jednością. Tak się zjednoczyłyśmy, że teraz mamy do siebie większy szacunek, inne jest też podejście pracodawcy do nas. Jest w nas siła. Dużo zyskałyśmy – przekonuje Grażyna Kołaszewska.

Jednym z efektów strajku i porozumienia z ubiegłego roku był fakt, że przyciągnął do związku nowych członków. – Podczas strajku pracownice uwierzyły, że Solidarność jest w stanie realnie działać na rzecz pracowników. Że to nie jest tak, że płaci się tylko składkę i nic się z tego nie ma, tylko jeśli coś się naprawdę dzieje, to jesteśmy w stanie pomóc – mówi Małgorzata Musielak. Dziś do zakładowej Solidarności należy 78 osób. To, jak mówi przewodnicząca, 80 procent pracowników produkcji w zakładzie.

W ubiegłym tygodniu pracownice spotkały się w zakładowej stołówce z przewodniczącym Piotrem Dudą. Wspominały, ale też gorzko podsumowywały efekty porozumienia. Inflacja i podniesienie płacy minimalnej sprawiły, że finansowy wymiar podwyżki stał się niezauważalny. Elżbieta Pochyła: – Mamy mieszane uczucia. Na pewno warto było się przekonać, że byłyśmy solidarne i wszystkie wspólnie walczyłyśmy o to, o co trzeba walczyć. Ale z drugiej strony, jeśli chodzi o płace, nie zyskałyśmy zbyt wiele, bo podniosła się najniższa krajowa i musimy znowu walczyć o tę podwyżkę. Być może możemy mieć satysfakcję i nadzieję, że w czerwcu ta droga będzie inna, będzie łatwiejsza, nie będzie taka wyboista.

Przed negocjacjami

W czerwcu rozpoczną się kolejne negocjacje Solidarności z przedstawicielami pracodawcy. – Jesteśmy obecnie w fazie bardzo dużych zmian w zakładzie. Dotąd praca odbywała się na dwie taśmy produkcyjne, w tej chwili będzie działać jedna taśma. Mamy z tymi zmianami problemy związane z kwestiami organizacyjnymi, kwestią dogadania się między pracownikami. Tu są nerwy, obawy, jak to będzie – mówi przewodnicząca. Dodaje, że rozczarowaniem okazał się fakt, że właściciel firmy od czasu porozumienia nie spotkał się z przedstawicielami Solidarności. Za to, jak przekonuje, kontakty z prokurentem się poprawiły.

– Panie już teraz wiedzą, w jaki sposób mogą opierać się na pomocy zewnętrznej. Ufają sobie. A znakiem zapytania jest to, jaką pozycję przyjmie pracodawca – mówi Bogusław Motowidełko.

Zakładowa Solidarność właśnie pracuje nad tym, by sformułować postulaty, z którymi wystąpi do pracodawcy. Małgorzata Musielak: – W porozumieniu mamy napisane, że do 1 września nie podejmiemy akcji strajkowych. Co będzie dalej, jeśli nie dojdziemy do porozumienia podczas negocjacji, zobaczymy.

Tekst pochodzi z 21 (1791) numeru „Tygodnika Solidarność”.

 

 


 

POLECANE
Waszyngton: pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. Min. Przydacz zabrał głos polityka
Waszyngton: pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. Min. Przydacz zabrał głos

Minęło pierwsze posiedzenie Rady Pokoju w Waszyngtonie. Polskę reprezentował w roli obserwatora Marcin Przydacz, który podkreślił znaczenie budowania relacji z partnerami także poza Europą Wschodnią. "Czego NIE BYŁO, a czym próbowano dezinformować opinię publiczną w Polsce: oczekiwania 1 mld dolarów, oczekiwania wysłania wojsk, obecności Putina i Łukaszenki" - napisał w mediach społecznościowych prezydencki minister.

Koniec anarchii w togach? Ustawa, która mogłaby zamknąć spór o status sędziów tylko u nas
Koniec anarchii w togach? Ustawa, która mogłaby zamknąć spór o status sędziów

Dziś Prezydent RP złożył projekt ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Sam tytuł brzmi koncyliacyjnie.

Nowacka: Rząd nie sfinansuje dodatkowych lekcji religii Wiadomości
Nowacka: Rząd nie sfinansuje dodatkowych lekcji religii

Minister edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała, że samorządy, które zdecydują się organizować dodatkowe lekcje religii ponad ustawowy wymiar, nie otrzymają z budżetu państwa żadnych rekompensat. Od września w szkołach obowiązuje jedna godzina religii lub etyki tygodniowo.

Aktywiści usiłują oswajać z tzw. etyczną pedofilią tylko u nas
Aktywiści usiłują oswajać z tzw. "etyczną pedofilią"

Dzieci trzeba chronić przed wykorzystaniem seksualnym – zgodzi się z tym praktycznie każdy. Innego zdania są jednak niektórzy aktywiści gender z Ameryki, którzy zorganizowali w Seattle akcję promującą normalizację tego typu zachowań

Kurs dolara w górę. Regres w przemyśle ciągnie złotego w dół pilne
Kurs dolara w górę. Regres w przemyśle ciągnie złotego w dół

Złoty znalazł się pod wyraźną presją. Kurs dolara zbliżył się do 3,60 zł po rozczarowujących danych o produkcji przemysłowej. Jak opisuje money.pl, impulsem do wyprzedaży polskiej waluty stały się czwartkowe dane Głównego Urzędu Statystycznego.

Muszle pod 500 m lodu. Niezwykłe dane z odwiertu na Antarktydzie Wiadomości
Muszle pod 500 m lodu. Niezwykłe dane z odwiertu na Antarktydzie

Pod ponad 500-metrową warstwą lodu na Antarktydzie odkryto ślady dawnego, otwartego oceanu. Wstępne dane wskazują, że warstwy osadów w rdzeniu obejmują ostatnie 23 miliony lat, w tym okresy, w których średnia globalna temperatura Ziemi była znacznie wyższa od temperatury sprzed epoki przemysłowej.

TOPR przerywa akcję ratunkową. Poszukiwania turysty w Tatrach zawieszone Wiadomości
TOPR przerywa akcję ratunkową. Poszukiwania turysty w Tatrach zawieszone

Kolejny dzień poszukiwań 30-letniego turysty w Tatrach nie przyniósł rezultatu. Ratownicy w czwartek wstrzymali działania z uwagi na pogarszające się warunki i wzrost zagrożenia lawinowego do trzeciego stopnia.

Komunikat dla mieszkańców woj. łódzkiego Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców woj. łódzkiego

Po zderzeniu busa z ciężarówką autostrada A2 jest zablokowana w kierunku Poznania koło Wartkowic (Łódzkie). Według dyżurnego GDDKiA w Łodzi, 4 osoby zostały ranne.

Żurek reaguje na prezydenckie weto ws. KRS: Nie ustąpię, mamy plan B gorące
Żurek reaguje na prezydenckie weto ws. KRS: "Nie ustąpię, mamy plan B"

Prezydent Karol Nawrocki zablokował zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa i powiązaną nowelizację Kodeksu wyborczego. Zapowiedział też własny projekt ustawowy oraz możliwość referendum, jeśli jego propozycje dialogu zostaną odrzucone. Na decyzję głowy państwa ostro zareagował minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.

Żałoba w siedleckiej policji. Nie żyje wieloletni funkcjonariusz i radny Wiadomości
Żałoba w siedleckiej policji. Nie żyje wieloletni funkcjonariusz i radny

W Siedlcach panuje żałoba po śmierci asp. Janusza Cabaja, wieloletniego funkcjonariusza miejscowej policji i radnego miasta. Po przejściu na emeryturę nie zakończył swojej działalności, angażując się w rozmaite, prospołeczne inicjatywy.

REKLAMA

Rok po strajku w W&W Polska. „Jest w nas siła”

– Zyskałyśmy o wiele więcej niż pieniądze – mówiła rok temu przewodnicząca zakładowej Solidarności w W&W Polska w Lubsku, w sierpniu i we wrześniu kierująca strajkiem, którą zwolniono z pracy, a dzień później przywrócono. Wówczas dzięki własnej determinacji i poparciu całej Solidarności pracownicy W&W zyskali siłę, która drzemie w nich do dziś. Teraz będzie im potrzebna podczas kolejnych negocjacji z pracodawcą.
Strajk w W&W Polska, sierpień 2022
Strajk w W&W Polska, sierpień 2022 / fot. NSZZ "S" Region Zielonogórski

Lubsko to małe miasto przy niemieckiej granicy. To śliczne, kolorowe kamienice i średniowieczne zabytki. Ale to także trudny rynek pracy. Miasto nie może poszczycić się wielkimi zakładami. Jest tu kilka średniej wielkości przedsiębiorstw, każde z nich zatrudnia nie więcej niż kilkaset osób.

Mówiono, że pracodawca zawsze ma rację

Jednym z tych przedsiębiorstw jest W&W. Kilka niepozornych hal, w których pracuje około stu osób, głównie kobiet, w większości powyżej 40 lat, z rodzinami na utrzymaniu, kredytami, zarabiających ledwie minimalną pensję. Panie pracują tu najczęściej od dziesiątek lat. Niektóre zaczynały zaraz po szkole średniej, kiedy zakład miał jeszcze inny szyld i nazwę. Do ubiegłego roku jedno było jednak niezmienne. – Nikt nigdy nie pokazał im ich praw. One były zawsze zastraszane, mówiono, że tak naprawdę niewiele im wolno, a na pewno nie mogą o nic walczyć. I że pracodawca zawsze ma rację – mówi Małgorzata Musielak, przewodnicząca zakładowej Solidarności.

Zakład jest niepozorny, ale od sierpnia ubiegłego roku znany w całym mieście, a nawet daleko poza jego granicami. To tu latem 2022 roku w pracownicach coś pękło. – Panie zobaczyły, że razem mają dużą siłę, że mogą jednak zawalczyć o swoje prawa – mówi Małgorzata Musielak.

Najpierw 1 marca weszły w spór zbiorowy z pracodawcą. Potem przeszły kilka tur negocjacji. Wreszcie w akcie desperacji 1 sierpnia rozpoczęły strajk. „Przekażcie swojemu pracodawcy, że Solidarność ma środki i możliwości na długotrwały strajk. Jeśli nie będzie dialogu, a pracownicy nadal będą lekceważeni, nie będzie to cichy, lokalny incydent, ale ogólnopolskie wydarzenie, wspierane przez inne regiony” – napisał już dwa dni później Piotr Duda w liście odczytanym podczas pikiety przed zakładem W&W Polska w Lubsku. O strajku robiło się coraz głośniej.

Czas niepewności

W zakładowej stołówce panowały jednak głównie nerwy. – To był czas ogromnej niepewności. Ale bardzo dużo rozmawiałyśmy i byłyśmy zdeterminowane – mówiła we wrześniu ubiegłego roku Małgorzata Musielak. – Miałam moment zawahania nieraz i myślę, że nie tylko ja, ale koleżanki również, ponieważ straszono nas, że zostaniemy zwolnione. Lubsko nie jest wielkim miastem, każdy się boi o swoją pracę – wspomina Elżbieta Pochyła, która od siedemnastu lat pracuje w W&W jako szwaczka. – Ale jak zaczęłyśmy, to trzeba było walczyć do końca – dodaje.

Jeśli ktoś zamknie zakład, to my!

Codziennie zarówno związkowcy z Regionu Zielonogórskiego, Dolnośląskiego i Jeleniogórskiego NSZZ „Solidarność”, jak też ich rodziny i znajomi wspierali strajkujące kobiety, przyjeżdżając pod bramę zakładu. Do strajkujących pracownic napływały także listy poparcia z zagranicy.

Szef „S” Piotr Duda skierował list do firmy Finn Comfort Germany, głównego nabywcy obuwia od spółki W&W z Lubska. W efekcie firma do czasu wyjaśnienia sytuacji zawiesiła dalszą współpracę z W&W Polska.

Pracodawca był nieprzejednany. Panie słyszały: „Jeśli nie skończycie strajku, to zamkniemy zakład”. Same jednak odpowiadały: „Jeżeli ktoś zamknie zakład, to my!”.

Okazało się, że nawet w niedużym mieście, w zakładzie, jakich w Polsce jest przecież wiele, pracownicy mogą stanąć w obronie swoich praw. A dzięki wsparciu regionalnych i krajowych struktur związku ich walka wcale nie jest skazana na przegraną. Panie wspierali też mieszkańcy Lubska i przedstawiciele lokalnego samorządu.

Grażyna Kołaszewska pracuje w W&W osiemnaście lat. – To jest małe miasteczko, a nas jest garstka w zakładzie. Nie spodziewałyśmy się w ogóle, że będziemy miały takie poparcie – mówi.

Solidne wsparcie związkowe

Najbardziej dramatyczne chwile przyszły jednak pod koniec strajku. 23 sierpnia organizacja zakładowa otrzymała informację od pracodawcy, że zamierza on zwolnić kierującą strajkiem Małgorzatę Musielak. Przewodnicząca zakładowej Solidarności została zwolniona 6 września.

Wtedy stało się coś, co – jak mówią – przypomina strajk w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku. Pracownice odsunęły na bok żądania płacowe. Miały jeden podstawowy postulat – przywrócenia do pracy Małgorzaty Musielak. – Jako ludzie nie zawsze się zgadzamy, bo wiadomo, mamy różne charaktery, mamy różne swoje priorytety. Ale podczas strajku stanęłyśmy wszystkie razem, a gdy wyrzucono mnie z pracy, pracownicy stanęli za jedną osobą – mówi dziś Małgorzata Musielak. – Nie pozostawiono mnie samej sobie, tylko miałam naprawdę solidne związkowe wsparcie. Gdybyśmy były tutaj same, to podejrzewam, że nikt by mi nie pomógł w tej kwestii. Nie miałybyśmy takiej siły przebicia. A jest nas dużo, jest jednak związek i to daje nam siłę do działania – dodaje.

Dzięki determinacji załogi W&W, a także działaniom, które podjął w tej sprawie Piotr Duda oraz Państwowa Inspekcja Pracy, już dzień później pracodawca postanowił przywrócić do pracy przewodniczącą. Wówczas panie usiadły do negocjacji z pracodawcą. Już dzień później podpisano porozumienie i zakończono strajk.

– Sam w sobie strajk nie był celem. Celem było porozumienie. Ono nie było łatwe, bo zakładało m.in. przesuniętą w czasie podwyżkę. Ale było też wynikiem bardzo dalekiego kompromisu z jednej i z drugiej strony. Pracodawca do pewnego momentu był nieugięty, głuchy na głosy pracownic. Potem jednak nastąpiło to wyczekiwane przełamanie. To jeden z najdłuższych strajków w ciągu ostatnich lat w regionie – mówi Bogusław Motowidełko, przewodniczący Zarządu Regionu Zielonogórskiego NSZZ „S”, który wpierał pracownice W&W od początku sporu zbiorowego.

Mieszane uczucia

Od tego czasu minął niespełna rok. Czy było warto?

– Strajk zbliżył do siebie pracowników. W tych dniach byłyśmy jednością. Tak się zjednoczyłyśmy, że teraz mamy do siebie większy szacunek, inne jest też podejście pracodawcy do nas. Jest w nas siła. Dużo zyskałyśmy – przekonuje Grażyna Kołaszewska.

Jednym z efektów strajku i porozumienia z ubiegłego roku był fakt, że przyciągnął do związku nowych członków. – Podczas strajku pracownice uwierzyły, że Solidarność jest w stanie realnie działać na rzecz pracowników. Że to nie jest tak, że płaci się tylko składkę i nic się z tego nie ma, tylko jeśli coś się naprawdę dzieje, to jesteśmy w stanie pomóc – mówi Małgorzata Musielak. Dziś do zakładowej Solidarności należy 78 osób. To, jak mówi przewodnicząca, 80 procent pracowników produkcji w zakładzie.

W ubiegłym tygodniu pracownice spotkały się w zakładowej stołówce z przewodniczącym Piotrem Dudą. Wspominały, ale też gorzko podsumowywały efekty porozumienia. Inflacja i podniesienie płacy minimalnej sprawiły, że finansowy wymiar podwyżki stał się niezauważalny. Elżbieta Pochyła: – Mamy mieszane uczucia. Na pewno warto było się przekonać, że byłyśmy solidarne i wszystkie wspólnie walczyłyśmy o to, o co trzeba walczyć. Ale z drugiej strony, jeśli chodzi o płace, nie zyskałyśmy zbyt wiele, bo podniosła się najniższa krajowa i musimy znowu walczyć o tę podwyżkę. Być może możemy mieć satysfakcję i nadzieję, że w czerwcu ta droga będzie inna, będzie łatwiejsza, nie będzie taka wyboista.

Przed negocjacjami

W czerwcu rozpoczną się kolejne negocjacje Solidarności z przedstawicielami pracodawcy. – Jesteśmy obecnie w fazie bardzo dużych zmian w zakładzie. Dotąd praca odbywała się na dwie taśmy produkcyjne, w tej chwili będzie działać jedna taśma. Mamy z tymi zmianami problemy związane z kwestiami organizacyjnymi, kwestią dogadania się między pracownikami. Tu są nerwy, obawy, jak to będzie – mówi przewodnicząca. Dodaje, że rozczarowaniem okazał się fakt, że właściciel firmy od czasu porozumienia nie spotkał się z przedstawicielami Solidarności. Za to, jak przekonuje, kontakty z prokurentem się poprawiły.

– Panie już teraz wiedzą, w jaki sposób mogą opierać się na pomocy zewnętrznej. Ufają sobie. A znakiem zapytania jest to, jaką pozycję przyjmie pracodawca – mówi Bogusław Motowidełko.

Zakładowa Solidarność właśnie pracuje nad tym, by sformułować postulaty, z którymi wystąpi do pracodawcy. Małgorzata Musielak: – W porozumieniu mamy napisane, że do 1 września nie podejmiemy akcji strajkowych. Co będzie dalej, jeśli nie dojdziemy do porozumienia podczas negocjacji, zobaczymy.

Tekst pochodzi z 21 (1791) numeru „Tygodnika Solidarność”.

 

 



 

Polecane