Emmanuel Macron wszystko postawił na jedną kartę

Emmanuel Macron wszystko postawił na jedną kartę i chce przejść do historii jako ten prezydent, któremu się w końcu udało. Problem w tym, że podwyższenie wieku emerytalnego godzi we francuskie poczucie wyjątkowości modelu socjalnego.
Emmanuel Macron
Emmanuel Macron / fot. Wikimedia Commons/ Jacques Paquier

Prezydent Francji Emmanuel Macron nie przestaje zaskakiwać swoich rodaków. Ma ogromny elektorat negatywny, ale wygrywa wybory prezydenckie. Nie przejmuje się brakiem poparcia i protestami, ale od pierwszego dnia urzędowania narcystycznie dba o swój wygląd. Według tygodnika „Le Point” przez pierwsze trzy miesiące swojego urzędowania w 2017 roku na makijażystkę wydał aż 26 tys. euro. Po drodze były jeszcze szeroko komentowane przez europejskie media plotki o jego rzekomym romansie z osobistym ochroniarzem, czemu Macron i ochroniarz zdecydowanie zaprzeczyli.

Reforma albo śmierć

Początek roku 2023 znowu sprowadził na Francję falę masowych protestów. Na ulice kraju wyszło już ponad 2 mln osób. I znowu dzieje się tak za sprawą Macrona i jego pomysłów reformy emerytalnej, najważniejszej, ale nie jedynej z całego pakietu reform, którymi prezydent chce zmienić kraj.

W reformie emerytalnej chodzi o podniesienie wieku emerytalnego z 62 do 64 lat. W tym podniesieniu chodzi jednak o coś więcej – o przyznanie się przed samym sobą, że pewien projekt „francuskości” przechodzi do lamusa. Francuzi od zawsze przyzwyczajeni do własnej wyjątkowości i poczucia wyższości nad innymi narodami od zakończenia II wojny światowej żyli w przeświadczeniu wzbudzającego zazdrość świata modelu socjalnego własnego kraju. Wiemy o niemieckim cudzie gospodarczym po wojnie, ale równie spektakularne sukcesy odnotowywała Francja. Dzisiaj Macron mówiący, że to się skończyło, odziera Francuzów z pewnego mitu, którym się karmili tyle lat. Okazuje się, że Francja musi pójść drogą bolesnych reform, by przestać się zadłużać w nieskończoność.

– Macrona boli, że 14 proc. PKB idzie na emerytury, kiedy średnia w OECD jest na poziomie 7-8 proc. Za Georgesa Pompidou na jednego emeryta pracowało siedem osób, za chwilę będą procowały dwie. A Francuzi nie chcą więcej imigracji – mówi Marcin Giełzak, ekspert ds. Francji, dyrektor wykonawczy i współtwórca Projektu Konsens, współprowadzący podcast „Dwie Lewe Ręce”.

Macron swoimi mocnymi tezami i jeszcze mocniejszą obroną tychże tez podziałał jak katalizator pewnych przemian społeczno-kulturowych od dawna przetaczających się przez Francję. To już nie tylko wielki biznes i mieszkańcy wielkich miast są podstawą poparcia Macrona. Wśród jego zwolenników znajdują się też ci, którzy uważają, że reformy, choć trudne, muszą w końcu zostać przeprowadzone. Ale jest jeszcze druga, a nawet trzecia Francja, która uważa pomysły Macrona na Francję za zabieranie im państwa.

Paradoksalnie prezydent Francji realizuje obietnice wyborcze. – W czasie, gdy był jeszcze ministrem gospodarki, jednym z jego ulubionych tematów była reforma systemu emerytalnego. To jego idée fixe jeszcze od czasów kampanii wyborczej w 2017 roku. Wiek emerytalny miał zresztą być podniesiony jeszcze w toku pierwszej kadencji prezydenta, ale przyszedł COVID-19 i prace zostały wstrzymane. Później było już za mało czasu do kampanii wyborczej, kiedy to Macron potrzebował głosów lewicowego wyborcy. Wszystko to zadecydowało, że trzeba podwyższenie wieku emerytalnego, jak i szereg innych, kluczowych reform, przenieść na drugą kadencję. Tutaj nie ma więc żadnego zaskoczenia – tłumaczy Marcin Giełzak.

Nie chce, ale musi

Sam Macron w wywiadzie telewizyjnym stwierdził, że „nie cieszy się z wprowadzenia reformy emerytalnej, ale jest ona konieczna, zgodna z poczuciem odpowiedzialności i interesem ogólnym”. Co więcej, oświadczył, że „nie zabiega o reelekcję”. „Jeśli dziś trzeba będzie zaakceptować niepopularność, to ją zaakceptuję” – mówił. Zapewnił też, że jest gotów podjąć dialog ze stroną społeczną. To ostatnie zdanie przeszło mu chyba wyjątkowo trudno przez gardło, bo znany jest z arogancji i lekceważenia strony społecznej, jednak gdy nie ma większości w parlamencie, musi chociaż udawać, że chce rozmawiać.

Prezydent Francji ma w tej chwili około 28-procentowe poparcie w sondażach, jednak ma też świadomość, że wśród własnego elektoratu jego autorytet ma się całkiem nieźle. – Ponad 80 proc. wyborców Macrona popiera tę reformę, czyli jego twardy elektorat jest za nim. Na ten prorządowy segment wyborców składają się zasadniczo dwie grupy ludzi: zamożni mieszkańcy wielkich miast i emeryci. Bogaci Francuzi i tak zamierzają pracować dłużej niż do 62. roku życia. Do nich przemawia także argument dyscypliny fiskalnej, rozsądnego wydatkowania pieniędzy, niezadłużania kraju. Z kolei emeryci już są na emeryturze i ta reforma ich nie boli – tłumaczy Marcin Giełzak.

Dlatego ekspert uważa, że Macron się nie ugnie. – On wielokrotnie powtarzał, że jego najczarniejszym koszmarem jest powtórzenie tego, co zrobili Jacques Chirac i François Hollande, czyli zatrzymania się w pół drogi, ugięcia się przed protestami. Macron powiedział w 2017 roku, że jeżeli nie zreformuje Francji dogłębnie, to lepiej byłoby dla niego, gdyby przegrał wybory prezydenckie. Reforma służby zdrowia, edukacji, powrót do energetyki jądrowej, reforma instytucji, zmniejszenie liczby członków Zgromadzenia Narodowego. Wszystkie przygotowane reformy przełożył na drugą kadencję, problem w tym, że w drugiej kadencji nie ma większości. To oznacza, że może rządzić „dekretami”, czyli odwoływać się do art. 49.3 ustawy zasadniczej, co będzie wywoływać protesty, albo rozwiąże parlament i rozpisze nowe wybory. Osobista niepopularność prezydenta wyklucza rozwiązanie gaullistowskie, czyli odwołanie się do referendum ponad głowami parlamentarzystów – mówi Marcin Giełzak.

Emmanuel Macron jest też przekonany, że ma ciche poparcie milczącej większości, czyli tych, którzy nie wychodzą protestować. – Nie podobają im się płonące samochody, pokazywanie w światowych mediach, wstydzą się, że król Karol III nie przyjechał do Francji ze względów bezpieczeństwa. Swoją drogą nigdy tym protestom nie udało się historycznie doprowadzić do tego, czego chciały. Po Komunie Paryskiej wybory wygrali konserwatywni monarchiści, po wydarzeniach 1968 roku rekordowe poparcie odnotowali gaulliści, po buncie żółtych kamizelek przyszło spokojne zwycięstwo Macrona. Energia tych protestów w dużej mierze wypala się na ulicy, potem tego gniewu nie widać w głosowaniu – twierdzi Marcin Giełzak.

Emmanuel Macron musi mieć w tej kwestii dużo optymizmu, ponieważ 70 proc. społeczeństwa jest przeciwko reformie emerytalnej i słychać głosy, że prezydent stracił kontakt z rzeczywistością. Na pewno nie służą mu takie wpadki jak zdjęcie luksusowego zegarka z ręki podczas udzielanego ostatnio wywiadu telewizyjnego.

Prezydent Francji, choć bardzo dba o swój wygląd i dość umiejętnie stosuje nowoczesne narzędzia PR, to jednak dla Francuzów jest niepewnym prezydentem, ponieważ odbiega od wszystkich zastanych dotychczas wzorców męża stanu. Społeczeństwo francuskie lubi świat poukładany, tymczasem u Macrona wiele aspektów jego życia osobistego i formy uprawiania polityki z tradycyjnym wizerunkiem prezydenta republiki się nie zgadza. Samo już podejrzenie o romans z ochroniarzem wzbudza niesmak, zresztą starsza od niego żona jako pierwsza dama również budzi konsternację.

Prezydent, który lekceważy obywateli, nie ma lekko w demokracji, ale we Francji lud i jego wola mają wagę szczególną, w końcu to mit założycielski dumnej republiki. Macron stąpa w tej chwili po linie i igra z niezadowoleniem Francuzów. Jest przekonany, że mu się uda i kolejny raz zneutralizuje gniew ludu, jak udało mu się to choćby w przypadku żółtych kamizelek.

Słabym punktem Macrona jest brak większości w Zgromadzeniu Narodowym. Prezydent boi się odrzucenia swoich ustaw w parlamencie i ucieka się do art. 49 pkt 3 konstytucji, który pozwala przyjąć ustawę (i ominąć Zgromadzenie Narodowe), gdy jest ona fundamentalna dla kraju. Problem takich legislacyjnych bajpasów polega na tym, że nie mają one legitymizacji parlamentarnej i stanowią paliwo dla kolejnych protestów. Poza tym nie da się rządzić wiecznie „dekretami”.

Legitymizacja Macrona do przeprowadzania bolesnych reform jest o tyle słaba, że w wyborach prezydenckich część ludzi głosowała na niego nie dla niego samego, ale przeciw Marine Le Pen. Ci ludzie przypominają teraz prezydentowi, że w żaden sposób nie utożsamiają się i nie podpisują pod jego reformą emerytalną.

V Republika według konstrukcji Charles’a de Gaulle’a nie chce pogodzić się z rzeczywistością dynamicznie zmieniającego się świata. Francuskiej klasie politycznej najbardziej odpowiada świat podzielony na strefy wpływów mocarstw, gdzie Francja była oczywiście jednym z głównych graczy. Akceptowanie zmian przychodzi jej z trudem. Tak było w 1989 roku, kiedy francuskie elity polityczne z niechęcią patrzyły na zmiany zachodzące w Europie Środkowo-Wschodniej. Dziś to Macron cierpi z powodu powrotu Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski i konieczności rozmawiania już nie tylko z Berlinem, jak pierwotnie zakładał, ale też z Polską i resztą europejskich stolic, które Ameryka uzna za ważne.

Francja traci w Afryce, traci też u siebie. Macron zrobił za swojej prezydentury dużo, by wzmocnić europejskie siły obronne, ale jednocześnie wysyła francuskich żołnierzy do Litwy i Estonii w ramach NATO, choć bardziej wolałby robić interesy z Putinem.

Francja rozpięta między dawną wielkością, zranioną megalomanią a dzisiejszymi koniecznościami doznaje ciągłego zawodu, że i ona musi w końcu zacząć funkcjonować i pracować jak narody, które kiedyś budowały jej dobrobyt i wyjątkowość. Macron, mówiąc o tym Francuzom, robi to z pozycji zimnego liberała i nie stosuje żadnego balsamu kojącego.

Tekst pochodzi z 15 (1785) numeru „Tygodnika Solidarność”.

 


 

POLECANE
Wyłączenia prądu w Warszawie. Komunikat dla mieszkańców z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu w Warszawie. Komunikat dla mieszkańców

Mieszkańcy Warszawy muszą przygotować się na planowane przerwy w dostawie prądu. Sprawdź, gdzie w styczniu 2026 r. nastąpią wyłączenia.

Prezydenckie weto. Polacy ocenili decyzję Karola Nawrockiego z ostatniej chwili
Prezydenckie weto. Polacy ocenili decyzję Karola Nawrockiego

Prezydent Karol Nawrocki zablokował wdrożenie unijnych przepisów DSA w Polsce. Co sądzą o tym Polacy?

Potomkowie niemieckich nazistów dogadali się z potomkami niemieckich nazistów kosztem Europy tylko u nas
Potomkowie niemieckich nazistów dogadali się z potomkami niemieckich nazistów kosztem Europy

Nie jest tajemnicą, że duża część elity politycznej Niemiec posiada nazistowską proweniencję. Nie jest również tajemnicą, że naziści uciekali do Ameryki Południowej po II wojnie światowej.

Wybory na szefa Koalicji Obywatelskiej. Minął termin zgłaszania kandydatów z ostatniej chwili
Wybory na szefa Koalicji Obywatelskiej. Minął termin zgłaszania kandydatów

W wyborach na przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej wystartuje jeden kandydat - obecny lider partii, premier Donald Tusk. Termin zgłaszania kandydatów minął w sobotę o północy.

Trzęsienie ziemi w Pałacu Buckingham. Książę William nie przebierał w słowach z ostatniej chwili
Trzęsienie ziemi w Pałacu Buckingham. Książę William nie przebierał w słowach

Książę Harry powiedział, że czuje odpowiedzialność za Charlotte i Louisa – dzieci księcia Wiliama. Twierdzi, że William jasno mu odparł, że dzieci nie są jego sprawą.

Niemcy ogłosili nielegalność polskich, biało-czerwonych flag na moście w Słubicach gorące
Niemcy ogłosili nielegalność polskich, biało-czerwonych flag na moście w Słubicach

„Nielegalne polskie flagi na moście Odry są przyczyną sporu między Frankfurtem (nad Odrą) a Słubicami” - pisze Berliner Kurier. Flagi zawiesili wolontariusze polskiego Ruchu Obrony Granic. Zdaniem Niemców to prowokacja.

Warszawa: Wjechał w sygnalizację świetlną. Szok po badaniu alkomatem z ostatniej chwili
Warszawa: Wjechał w sygnalizację świetlną. Szok po badaniu alkomatem

W piątek na skrzyżowaniu Alei Niepodległości i Wawelskiej kierujący samochodem marki skoda wjechał w sygnalizację świetlną – informuje serwis Miejski Reporter. Badanie alkomatem wykazało zaskakujący wynik.

Tragiczny wypadek w Krakowie. Mężczyzna zginął na miejscu z ostatniej chwili
Tragiczny wypadek w Krakowie. Mężczyzna zginął na miejscu

W tunelu pod Rondem Grunwaldzkim w Krakowie w niedzielę rano doszło do tragicznego wypadku.

Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego

IMGW wydał ostrzeżenie 1. stopnia dla mieszkańców wszystkich powiatów woj. świętokrzyskiego.

Nadzwyczajne posiedzenie UE. Chodzi o słowa Trumpa z ostatniej chwili
Nadzwyczajne posiedzenie UE. Chodzi o słowa Trumpa

W niedzielę po południu w Brukseli odbędzie się nadzwyczajne spotkanie ambasadorów państw członkowskich przy UE – poinformowała w sobotę wieczorem cypryjska prezydencja. Spotkanie będzie miało charakter niejawny i ma dotyczyć gróźb prezydenta USA Donalda Trumpa w sprawie karnych ceł .

REKLAMA

Emmanuel Macron wszystko postawił na jedną kartę

Emmanuel Macron wszystko postawił na jedną kartę i chce przejść do historii jako ten prezydent, któremu się w końcu udało. Problem w tym, że podwyższenie wieku emerytalnego godzi we francuskie poczucie wyjątkowości modelu socjalnego.
Emmanuel Macron
Emmanuel Macron / fot. Wikimedia Commons/ Jacques Paquier

Prezydent Francji Emmanuel Macron nie przestaje zaskakiwać swoich rodaków. Ma ogromny elektorat negatywny, ale wygrywa wybory prezydenckie. Nie przejmuje się brakiem poparcia i protestami, ale od pierwszego dnia urzędowania narcystycznie dba o swój wygląd. Według tygodnika „Le Point” przez pierwsze trzy miesiące swojego urzędowania w 2017 roku na makijażystkę wydał aż 26 tys. euro. Po drodze były jeszcze szeroko komentowane przez europejskie media plotki o jego rzekomym romansie z osobistym ochroniarzem, czemu Macron i ochroniarz zdecydowanie zaprzeczyli.

Reforma albo śmierć

Początek roku 2023 znowu sprowadził na Francję falę masowych protestów. Na ulice kraju wyszło już ponad 2 mln osób. I znowu dzieje się tak za sprawą Macrona i jego pomysłów reformy emerytalnej, najważniejszej, ale nie jedynej z całego pakietu reform, którymi prezydent chce zmienić kraj.

W reformie emerytalnej chodzi o podniesienie wieku emerytalnego z 62 do 64 lat. W tym podniesieniu chodzi jednak o coś więcej – o przyznanie się przed samym sobą, że pewien projekt „francuskości” przechodzi do lamusa. Francuzi od zawsze przyzwyczajeni do własnej wyjątkowości i poczucia wyższości nad innymi narodami od zakończenia II wojny światowej żyli w przeświadczeniu wzbudzającego zazdrość świata modelu socjalnego własnego kraju. Wiemy o niemieckim cudzie gospodarczym po wojnie, ale równie spektakularne sukcesy odnotowywała Francja. Dzisiaj Macron mówiący, że to się skończyło, odziera Francuzów z pewnego mitu, którym się karmili tyle lat. Okazuje się, że Francja musi pójść drogą bolesnych reform, by przestać się zadłużać w nieskończoność.

– Macrona boli, że 14 proc. PKB idzie na emerytury, kiedy średnia w OECD jest na poziomie 7-8 proc. Za Georgesa Pompidou na jednego emeryta pracowało siedem osób, za chwilę będą procowały dwie. A Francuzi nie chcą więcej imigracji – mówi Marcin Giełzak, ekspert ds. Francji, dyrektor wykonawczy i współtwórca Projektu Konsens, współprowadzący podcast „Dwie Lewe Ręce”.

Macron swoimi mocnymi tezami i jeszcze mocniejszą obroną tychże tez podziałał jak katalizator pewnych przemian społeczno-kulturowych od dawna przetaczających się przez Francję. To już nie tylko wielki biznes i mieszkańcy wielkich miast są podstawą poparcia Macrona. Wśród jego zwolenników znajdują się też ci, którzy uważają, że reformy, choć trudne, muszą w końcu zostać przeprowadzone. Ale jest jeszcze druga, a nawet trzecia Francja, która uważa pomysły Macrona na Francję za zabieranie im państwa.

Paradoksalnie prezydent Francji realizuje obietnice wyborcze. – W czasie, gdy był jeszcze ministrem gospodarki, jednym z jego ulubionych tematów była reforma systemu emerytalnego. To jego idée fixe jeszcze od czasów kampanii wyborczej w 2017 roku. Wiek emerytalny miał zresztą być podniesiony jeszcze w toku pierwszej kadencji prezydenta, ale przyszedł COVID-19 i prace zostały wstrzymane. Później było już za mało czasu do kampanii wyborczej, kiedy to Macron potrzebował głosów lewicowego wyborcy. Wszystko to zadecydowało, że trzeba podwyższenie wieku emerytalnego, jak i szereg innych, kluczowych reform, przenieść na drugą kadencję. Tutaj nie ma więc żadnego zaskoczenia – tłumaczy Marcin Giełzak.

Nie chce, ale musi

Sam Macron w wywiadzie telewizyjnym stwierdził, że „nie cieszy się z wprowadzenia reformy emerytalnej, ale jest ona konieczna, zgodna z poczuciem odpowiedzialności i interesem ogólnym”. Co więcej, oświadczył, że „nie zabiega o reelekcję”. „Jeśli dziś trzeba będzie zaakceptować niepopularność, to ją zaakceptuję” – mówił. Zapewnił też, że jest gotów podjąć dialog ze stroną społeczną. To ostatnie zdanie przeszło mu chyba wyjątkowo trudno przez gardło, bo znany jest z arogancji i lekceważenia strony społecznej, jednak gdy nie ma większości w parlamencie, musi chociaż udawać, że chce rozmawiać.

Prezydent Francji ma w tej chwili około 28-procentowe poparcie w sondażach, jednak ma też świadomość, że wśród własnego elektoratu jego autorytet ma się całkiem nieźle. – Ponad 80 proc. wyborców Macrona popiera tę reformę, czyli jego twardy elektorat jest za nim. Na ten prorządowy segment wyborców składają się zasadniczo dwie grupy ludzi: zamożni mieszkańcy wielkich miast i emeryci. Bogaci Francuzi i tak zamierzają pracować dłużej niż do 62. roku życia. Do nich przemawia także argument dyscypliny fiskalnej, rozsądnego wydatkowania pieniędzy, niezadłużania kraju. Z kolei emeryci już są na emeryturze i ta reforma ich nie boli – tłumaczy Marcin Giełzak.

Dlatego ekspert uważa, że Macron się nie ugnie. – On wielokrotnie powtarzał, że jego najczarniejszym koszmarem jest powtórzenie tego, co zrobili Jacques Chirac i François Hollande, czyli zatrzymania się w pół drogi, ugięcia się przed protestami. Macron powiedział w 2017 roku, że jeżeli nie zreformuje Francji dogłębnie, to lepiej byłoby dla niego, gdyby przegrał wybory prezydenckie. Reforma służby zdrowia, edukacji, powrót do energetyki jądrowej, reforma instytucji, zmniejszenie liczby członków Zgromadzenia Narodowego. Wszystkie przygotowane reformy przełożył na drugą kadencję, problem w tym, że w drugiej kadencji nie ma większości. To oznacza, że może rządzić „dekretami”, czyli odwoływać się do art. 49.3 ustawy zasadniczej, co będzie wywoływać protesty, albo rozwiąże parlament i rozpisze nowe wybory. Osobista niepopularność prezydenta wyklucza rozwiązanie gaullistowskie, czyli odwołanie się do referendum ponad głowami parlamentarzystów – mówi Marcin Giełzak.

Emmanuel Macron jest też przekonany, że ma ciche poparcie milczącej większości, czyli tych, którzy nie wychodzą protestować. – Nie podobają im się płonące samochody, pokazywanie w światowych mediach, wstydzą się, że król Karol III nie przyjechał do Francji ze względów bezpieczeństwa. Swoją drogą nigdy tym protestom nie udało się historycznie doprowadzić do tego, czego chciały. Po Komunie Paryskiej wybory wygrali konserwatywni monarchiści, po wydarzeniach 1968 roku rekordowe poparcie odnotowali gaulliści, po buncie żółtych kamizelek przyszło spokojne zwycięstwo Macrona. Energia tych protestów w dużej mierze wypala się na ulicy, potem tego gniewu nie widać w głosowaniu – twierdzi Marcin Giełzak.

Emmanuel Macron musi mieć w tej kwestii dużo optymizmu, ponieważ 70 proc. społeczeństwa jest przeciwko reformie emerytalnej i słychać głosy, że prezydent stracił kontakt z rzeczywistością. Na pewno nie służą mu takie wpadki jak zdjęcie luksusowego zegarka z ręki podczas udzielanego ostatnio wywiadu telewizyjnego.

Prezydent Francji, choć bardzo dba o swój wygląd i dość umiejętnie stosuje nowoczesne narzędzia PR, to jednak dla Francuzów jest niepewnym prezydentem, ponieważ odbiega od wszystkich zastanych dotychczas wzorców męża stanu. Społeczeństwo francuskie lubi świat poukładany, tymczasem u Macrona wiele aspektów jego życia osobistego i formy uprawiania polityki z tradycyjnym wizerunkiem prezydenta republiki się nie zgadza. Samo już podejrzenie o romans z ochroniarzem wzbudza niesmak, zresztą starsza od niego żona jako pierwsza dama również budzi konsternację.

Prezydent, który lekceważy obywateli, nie ma lekko w demokracji, ale we Francji lud i jego wola mają wagę szczególną, w końcu to mit założycielski dumnej republiki. Macron stąpa w tej chwili po linie i igra z niezadowoleniem Francuzów. Jest przekonany, że mu się uda i kolejny raz zneutralizuje gniew ludu, jak udało mu się to choćby w przypadku żółtych kamizelek.

Słabym punktem Macrona jest brak większości w Zgromadzeniu Narodowym. Prezydent boi się odrzucenia swoich ustaw w parlamencie i ucieka się do art. 49 pkt 3 konstytucji, który pozwala przyjąć ustawę (i ominąć Zgromadzenie Narodowe), gdy jest ona fundamentalna dla kraju. Problem takich legislacyjnych bajpasów polega na tym, że nie mają one legitymizacji parlamentarnej i stanowią paliwo dla kolejnych protestów. Poza tym nie da się rządzić wiecznie „dekretami”.

Legitymizacja Macrona do przeprowadzania bolesnych reform jest o tyle słaba, że w wyborach prezydenckich część ludzi głosowała na niego nie dla niego samego, ale przeciw Marine Le Pen. Ci ludzie przypominają teraz prezydentowi, że w żaden sposób nie utożsamiają się i nie podpisują pod jego reformą emerytalną.

V Republika według konstrukcji Charles’a de Gaulle’a nie chce pogodzić się z rzeczywistością dynamicznie zmieniającego się świata. Francuskiej klasie politycznej najbardziej odpowiada świat podzielony na strefy wpływów mocarstw, gdzie Francja była oczywiście jednym z głównych graczy. Akceptowanie zmian przychodzi jej z trudem. Tak było w 1989 roku, kiedy francuskie elity polityczne z niechęcią patrzyły na zmiany zachodzące w Europie Środkowo-Wschodniej. Dziś to Macron cierpi z powodu powrotu Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski i konieczności rozmawiania już nie tylko z Berlinem, jak pierwotnie zakładał, ale też z Polską i resztą europejskich stolic, które Ameryka uzna za ważne.

Francja traci w Afryce, traci też u siebie. Macron zrobił za swojej prezydentury dużo, by wzmocnić europejskie siły obronne, ale jednocześnie wysyła francuskich żołnierzy do Litwy i Estonii w ramach NATO, choć bardziej wolałby robić interesy z Putinem.

Francja rozpięta między dawną wielkością, zranioną megalomanią a dzisiejszymi koniecznościami doznaje ciągłego zawodu, że i ona musi w końcu zacząć funkcjonować i pracować jak narody, które kiedyś budowały jej dobrobyt i wyjątkowość. Macron, mówiąc o tym Francuzom, robi to z pozycji zimnego liberała i nie stosuje żadnego balsamu kojącego.

Tekst pochodzi z 15 (1785) numeru „Tygodnika Solidarność”.

 



 

Polecane