Dr Damian Sitkiewicz: Hochsztaplerska książka Rossolińskiego-Liebe zakłamuje elementarne fakty historyczne
Co musisz wiedzieć:
- Książka historyka Grzegorz Rossoliński-Liebe dotyczy roli polskich burmistrzów w czasie okupacji niemieckiej i ich rzekomej współodpowiedzialności za Zagładę.
- Dr Damian Sitkiewicz podczas wykładu w Instytut Pamięci Narodowej zarzucił autorowi poważne błędy metodologiczne, selektywność źródeł oraz wypaczanie realiów okupacji.
- Wokół publikacji toczy się międzynarodowy spór naukowy i medialny.
„To anty-dzieło!” Hochsztaplerska książka i przykład, „jak nie należy pisać prac historycznych”. Badania Rossolińskiego-Liebe „nie przystają do rzeczywistości”, a jego monografia Polscy burmistrzowie i Holokaust „wypacza, wręcz zakłamuje elementarne fakty historyczne” – powiedział podczas wczorajszego wykładu w IPN dr Damian Sitkiewicz, historyk, który kilka miesięcy temu przedstawił jej obszerną, krytyczną recenzję. Obszerne omówienie recenzji publikowaliśmy na tysol.pl tutaj.
Zakłamane źródła, wypaczone metody badawcze
Książkę, która ukazała się na początku sierpnia 2024 roku, czyli w sam raz na 80. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, autor napisał – jak powiedział dr Sitkiewicz – zakłamując źródła i wypaczając metody badawcze oraz przedstawiając nieprawdziwy obraz niemieckiej okupacji w Polsce, a także Niemców, Polaków i Żydów. Według autora recenzji Rossoliński-Liebe wykreował zupełnie nieistniejący świat, a jego zasadniczym celem było udowodnienie tezy, że „burmistrzowie Polacy w Generalnym Gubernatorstwie to osoby współodpowiedzialne za Holokaust”.
- Wyłączenia prądu w woj. pomorskim. Ważny komunikat dla mieszkańców
- ZUS wydał pilny komunikat
- KO z potężnym spadkiem, Konfederacja mocno w górę. Zobacz najnowszy sondaż
- Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców
- Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- Wilki zaatakowały dziecko na dworcu kolejowym. Nastolatka ledwo uszła z życiem
- Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Europejski Nakaz Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego
- Polskę 2050 spotkało to samo co Polskę
Przyjrzał się 31 takim urzędnikom spośród blisko ośmiuset, jak sam przyznaje - nie znalazł ani jednego, który sam mordowałby Żydów, ale im właśnie przypisuje współsprawstwo w Zagładzie. Ma temu służyć cała książka, a szczególnie jej kluczowy rozdział pt. Holokaust. Liczy on sobie 300 stron, a jedynie 30 autor poświęcił samej Zagładzie, czyli likwidacji gett czy deportacjom do obozów śmierci. Na 270 zaś rozpisał się na temat działań burmistrzów Polaków, które rzekomo stanowiły współpracę w Holokauście.
Odchodząc na chwilę od wykładu dr. Sitkiewicza, warto przy okazji odnotować inne bulwersujące statystyki, które jak na dłoni pokazują, w jaki sposób Rossoliński-Liebe rozkłada akcenty. Otóż w swojej książce ani razu nie wspomina o Konferencji w Wannsee, gdzie w styczniu 1942 r. Niemcy dopracowali plan „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. To pojęcie jedynie dwa razy pojawia się w przypisie. O Reinhardzie Heydrichu, architekcie Holokaustu, wspomina dwa razy (i dwukrotnie w przypisie), ale nie w kontekście Zagłady. Z kolei Julian Kulski, komisaryczny burmistrz Warszawy, który pełnił tę funkcję za zgodą Polskiego Państwa Podziemnego, ratując setki Żydów, pojawia się w tekście Rossolińskiego-Liebe 760 razy – dziesięć razy częściej niż Hans Frank, nazistowski generalny gubernator.
Wydumany obraz okupacji
Jak podkreśla dr Sitkiewicz, by dowieść swojej tezy, autor stosuje określone metody i zabiegi.
Po pierwsze buduje własny, wydumany obraz okupacji, nie oddając w realiów terroru, jakiemu Niemcy notorycznie poddawali ludność nie tylko żydowską, ale i polską. Budując ten fałszywy obraz, nie wspomina na przykład o karze śmierci dla Polaków okazujących jakąkolwiek pomoc Żydom, którą to karę wprowadził rozporządzeniem
Hans Frank w październiku 1941 roku. Stwierdza natomiast, że Juliana Kulskiego łączyły z jego niemieckim rozkazodawcą przyjacielskie stosunki. Jak podkreśla dr Sitkiewicz – brak jakichkolwiek dowodów na poparcie tej tezy. W wykreowanym przez siebie świecie Rossoliński-Liebe neguje de facto znane od lat w historiografii i bezsporne zjawiska jak władze niemieckie czy niemiecką administrację w Generalnym Gubernatorstwie – określenia historyczne, funkcjonujące na podstawie niemieckich przepisów z 26.10.1939 roku, którymi Hitler powołał GG. To ostatnie określenie też nie bardzo mu odpowiada. Woli pisać o „Rządzie Krakowskim” czy „administracji polsko-niemieckiej” lub – w odniesieniu do współpracy burmistrzów z Judenratami – „polsko-żydowskiej” – tworach nieistniejących. Stosowanie tego rodzaju terminów wypaczających rzeczywistość dr Sitkiewicz nazywa „ogromnym nadużyciem”.
Wplątywanie burmistrzów
Po drugie, w całe to imiginarium Rossoliński-Liebe wplątuje burmistrzów Polaków, również pomijając przy tym warunki terroru i przymusu, w jakich działali, przypisując im zaś absurdalną sprawczość w zakresie „prowadzenia własnej polityki”, choć jako okupowani „podludzie” musieli bezwzględnie wykonywać rozkazy okupantów-Niemców. Twierdzi też, że niemieccy rozkazodawcy i burmistrzowie Polacy pozostawali w relacji „wzajemnego oddziaływania”, a nawet nazywa ich „sprawcami zza biurka”, używając określenia zarezerwowanego dotychczas dla największych niemieckich zbrodniarzy sądzonych w Norymberdze. Tymczasem Rossoliński-Liebe takim właśnie mianem określa „poddanych terrorowi polskich burmistrzów!” – zauważa z oburzeniem dr Sitkiewicz.
Brak tła historycznego
Po trzecie, w książce brakuje historycznego tła sprawstwa Niemców. Trudno w niej znaleźć informacje o niemieckiej polityce antyżydowskiej, ustawach norymberskich czy zsyłaniu Polaków do obozów, łapankach, wysyłaniu ludzi na roboty do Rzeszy, wyzysku ludności polskiej na terenie GG. Kiedy pisze o Polakach, podaje imiona i nazwiska. Niemcy natomiast pozostają jakby „wycofani”, pisze o nich anonimowo albo używa bezosobowej strony biernej. Jak gdyby ich nie było. Jak gdyby nie było SS, Gestapo czy niemieckiej administracji.
Przeinaczanie źródeł
Po czwarte, według dr. Sitkiewicza autor książki popełnia wiele ważkich błędów warsztatowych, w tym przeinacza treść źródeł. Zbadał ich bardzo wiele, w licznych przypadkach jednak dopatrzył się w nich treści, których tam po prostu nie ma. Jak mówi recenzent, autor zbadał masę dokumentów, ale tak „wywijał nimi na wszystkie strony”, że koniec końców wcale „nie wynika z nich to, czego dowodzi”. Świadczą o tym liczne przykłady.
I tak Rossoliński-Liebe zarzuca Julianowi Kulskiemu wykorzystywanie polityki podatkowej i antysemickiej do wykorzystywania Żydów. Powołuje się przy tym na decyzję Ludwika Leista o zakazie wykonywania muzyki przez Żydów. Gdzie tu antysemityzm czy nadużycia Kulskiego? – Nie wiadomo. Albo zarzuca komisarycznemu burmistrzowi Warszawy, że żądał od Judenratów rozmaitych opłat komunalnych. Z dokumentów jasno jednak wynika, że były to decyzje Niemców. Podobnie jest w wielu innych przypadkach. Generalnie - odpowiedzialność Rossoliński-Liebe przypisuje burmistrzom Polakom, nie zaś niemieckim rozkazodawcom.
Rossoliński-Liebe znalazł poparcie wielu naukowców
Jak stwierdza dr Sitkiewicz, książka jest napisana niechlujnie i sprawia wrażenie, jakby autor bardzo się spieszył, żeby ją wydać. I jakby koniecznie chciał obciążyć jak największą współodpowiedzialnością za Holokaust Polaków. Rossoliński-Liebe jest w tym konsekwentny i rzeczywiście stale podkreśla, że Niemcy wzięli na siebie za dużo odpowiedzialności za Zagładę, a inne narody zbyt mało. Dotychczasowej historiografii poświęconej tym zagadnieniom zarzuca selektywne, nacjonalistyczne podejście. Wzywa niemieckich historyków do zmiany w tym zakresie i - kto wie - może dopiąć swego, biorąc pod uwagę, że blisko 400 naukowców z całego świata, w tym wielu Niemców, podpisało się pod listem w jego obronie, wzywającym do „wolności badań naukowych i merytorycznej debaty”.
Nasuwa się jednak pytanie, gdzie i kto z kim ma debatować. Na razie IPN, jedyna instytucja polska, która zadbała o recenzję książki Rossolińskiego-Liebe, jest notorycznie dyskredytowana w wypowiedziach Rossolińskiego-Liebe, recenzenta jego pracy Jana Grabowskiego oraz w zachodniej dyskusji medialnej na ten temat. Istnienie recenzji dr. Sitkiewicza albo się przemilcza, albo dyskredytuje się ją jako motywowaną politycznie, a więc niewiarygodną. Ani Rossoliński-Liebe, ani żaden z jego obrońców nie podjął z nią merytorycznej dyskusji, nie przedstawił jej merytorycznej krytyki.
Zamiast tego słyszymy nieustannie powtarzane jak mantra zarzuty, jakoby IPN był narzędziem nacjonalistycznej polityki historycznej Polski, a Polacy nie chcieli badań o kolaboracji. To oczywista nieprawda i świadczą o tym choćby wydawane właśnie przez IPN artykuły naukowe w serii „Polish-Jewish Studies”, opisujące między innymi zjawisko szmalcownictwa. Jak pointuje swój wykład dr Sitkiewicz, istnieli polscy kolaboranci, ale oskarżając burmistrzów, „autor szuka ich nie tam, gdzie byli”.
Europejskie tournée Rossolińskiego-Liebe
Tymczasem nadal trwa europejskie tournée Rossolińskiego-Liebe po rożnych instytucjach, w których opowiada „o istotnym wkładzie polskich burmistrzów” w Holokaust. 3 marca będzie mieć spotkanie autorskie w Topografii Terroru w Berlinie, jednej z najważniejszych niemieckich instytucji pamięci o Zagładzie i drugiej wojnie światowej - instytucji finansowanej przez rząd federalny. Moderować rozmowę z nim ma niemiecki historyk, dr Markus Nesselrodt. On także podpisał się teraz pod listem w obronie Rossolińskiego-Liebe, kilka lat temu zaś w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie rozwodził się nad dobrodziejstwami dekady zaboru pruskiego w Warszawie, dowodząc, że wprowadzone przez Prusaków instytucje i prawa „przyczyniły się do wzrostu gospodarczego i pozytywnie wpłynęły na rozwój edukacyjny i kulturalny miasta”.
Panowie będą więc rozmawiać we własnym doborowym gronie. Dr. Sitkiewicza na tę rozmowę nie zaproszono. Organizatorzy nie zaprosili też na nią żadnego z blisko 150 sygnatariuszy listu-apelu o rzetelność badań naukowych i prawdę historyczną, jaki w związku ze sprawą Rossolińskiego-Liebe kilka miesięcy temu zainicjowała Fundacja Kulskich. Jest wśród nich m.in. wielu wybitnych historyków o uznanej, światowej renomie, ale najwyraźniej z nimi nikt w Berlinie nie chce rozmawiać.
[Tytuł, lead, sekcja "Co musisz wiedzieć:" i śródtytuły od Redakcji]




