Liberalni poganiacze szczurów wychowują nowe pokolenie

Libkowe filmiki wychwalające „kulturę zapdolu” to dziś jedna z najbardziej toksycznych form propagandy skierowanej do młodzieży. A mimo to tzw. konserwatywni liberałowie z uporem ją szerzą, potwierdzając, że kiedy w grę wchodzi zysk, wartości tradycyjne mogą wyrzucić do kosza.
Człowiek z twarzą szczura wygłasza mowę motywacyjną
Człowiek z twarzą szczura wygłasza mowę motywacyjną / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst krytykuje liberalną promocję „kultury zapdolu” jako propagandę urabiającą młodych do akceptacji wyzysku kosztem zdrowia, rodziny i życia społecznego.
  • Autor zwraca uwagę, że odrzucanie harmonii życiowej i redukowania życia wyłącznie do pracy nie służy rodzinie, całościowemu rozwojowi człowieka i jest sprzeczne  konserwatywnymi oraz katolickimi wartościami.
  • Wskazuje też, że narracje Sławomira Mentzena, Roberta Gwiazdowskiego i podobnych służą ideologicznemu szantażowi, który ma zniechęcać do walki o godne warunki pracy i prawo do odpoczynku.

 

Kultura "zapdolu"

„Zapdol” to oczywiście skrót od niecenzuralnego określenia na zbyt ciężką pracę, która stała się dla milionów Polaków codzienną zmorą. To zmora o konsekwencjach znacznie poważniejszych niż zwykłe zmęczenie. Jej wpływ na zdrowie, życie rodzinne i zdolność do budowania relacji jest oczywisty dla wszystkich poza turbokapitalistycznymi „poganiaczami szczurów” i młodymi odbiorcami ich przekazu. TikTok i YouTube zalane są filmikami (często tworzonymi przez politycznie zaangażowanych influencerów), którzy z zapałem sławią „uroki” pracy ponad normę, „startupowej kultury” spania pod biurkiem i pseudofilozoficznego zacierania granicy między pracą a życiem prywatnym.

 

Ten przeklęty work-life balance

Owszem, „work-life balance” to paskudny anglicyzm, od którego język więdnie. Ale sama idea jest jak najbardziej słuszna, zwłaszcza z konserwatywnego punktu widzenia, który podnosi walory harmonii życiowej (takoż życia społecznego, jak i indywidualnego). Bez równowagi między życiem a pracą trudno mówić o stabilnej rodzinie, odpowiedzialnym rodzicielstwie, rozwoju duchowym czy pielęgnowaniu relacji. Brak tego balansu kończy się często samotnością, wypaleniem, problemami zdrowotnymi i ucieczką młodych ludzi z kraju, co również odnotowują oficjalne statystyki.

Dlatego wgniótł mnie w fotel wywiad ze Sławomirem Mentzenem, który powtarzał propagandowe slogany w rodzaju: „Work-life balance nie wysłał ludzi na Księżyc”. A jeszcze bardziej wygłoszona przez niego „mądrość”, że praca ma być całym życiem człowieka, miejscem realizowania wizji i poczucia misji. Poziom odrealnienia tych wypowiedzi może porazić każdego, kto pracuje w jednym z setek nudnych, wyczerpujących zawodów, gdzie owa „misja” ogranicza się do „nie zwariować do końca zmiany”. Czasem więc człowiek aż wstydzi się polemizować z tezami jawnie fałszywymi. A jednak trzeba to robić, by ostrzec tych, którzy z racji braku doświadczenia mogą jeszcze uwierzyć w zgrabne słówka cwanych polityków. Z uczuciem lekkiego „krindżu” ruszam więc do działania.

 

"Żabka" jako sens życia?

Opowieści o „poczuciu misji” i „realizowaniu wizji” na stanowisku ekspediencko-barowo-pocztowym w pewnej znanej sieci na literkę „Ż” brzmią jak pomysł na montypythonowski skecz. Wyobraźmy sobie kierownika sklepu, który tłumaczy egzystencjalny sens nabijania towarów, jednoczesnego ich wykładania, podgrzewania pizzy i układania paczek, które już się nie mieszczą na zapleczu. Dorzućmy do tego zniecierpliwionych klientów, presję czasu i podpitych „małpkowiczów”, którym zebrało się na końskie zaloty wobec sprzedawczyni. Prawdziwy raj samorealizacji. Albo weźmy pracownika biurowego, który opanował system komputerowy po miesiącu lub dwóch i od tego czasu powtarza te same czynności niczym zaprogramowany golem. Pracownika infolinii robiącego za żywą spluwaczkę dla sfrustrowanych dzwoniących. Ochroniarza, którego jedynym bodźcem stymulującym mózg jest myśl o godzinie wyjścia do domu. To są zawody, które ma większość ludzi, a nie posiadanie własnego browaru, kancelarii i partii politycznej.

Dziwnym trafem wolnorynkowi politycy to niemal zawsze ludzie, którym się powiodło albo którzy nie robili nic poza polityką i sianiem libkowej propagandy. Zamknięci w wieży z kości słoniowej nie dostrzegają, że ich motywacyjne „mówki” odnoszą się do jakiegoś alternatywnego wymiaru, a nie do realiów polskiego rynku pracy. Interpretacja łaskawsza zakłada odrealnienie. Ta mniej łaskawa mówi wprost: to zwykłe urabianie przyszłych „proli” – wmawianie młodym, że „kultura zapdolu” jest najwyższą formą godności i celem życia, bo wtedy nie będą marudzić, domagać się wyższych płac, skrócenia czasu pracy czy prawa do odpoczynku. A jeśli ktoś ośmieli się chcieć czegoś więcej, to najwyraźniej „błądzi”.

 

Gwiazdowszczyzna w natarciu

Obok mentzenowskiego ogłupienia pojawia się również dobrze znane boomerskie kaznodziejstwo starych wyjadaczy liberalizmu: Roberta Gwiazdowskiego, Marcina Matczaka i kilku innych, którzy od lat opowiadają młodzieży, jak to „kiedyś było”. Aż dziw bierze, że ktokolwiek młody tego słucha, a co gorsza – popiera. Zwłaszcza że „spominki” Gwiazdowskiego z czasów młodości brzmią niemal jak parafraza słynnego skeczu ekipy Monty Pythona z programu „Prosimy nie regulować odbiorników”. Przypomnijmy: kilku panów w białych garniakach popija drogie wino i licytuje się, kto miał gorzej: od czternastogodzinnej pracy w młynie za szesnaście pensów tygodniowo, po harówkę przez dwadzieścia dziewięć godzin dziennie za osiem pensów „na całe życie”. Sparodiowany sens wypowiedzi dzisiejszych turboliberałów jest dokładnie taki sam: „Dzisiejszej młodzieży nie chce się pracować, a myśmy na pierwszy samochód tyrali po kilkanaście godzin dziennie”. Obowiązkowo pada też zaklęcie – każdy odmienny punkt widzenia to „roszczeniowe lewactwo”, które należy z góry unieważnić, zanim ktokolwiek odważy się zadać pytanie.

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Po pierwsze – zaniedbywanie rodziny emocjonalnie i wychowawczo, wynikające z ciągłej pracy, wcale nie jest konserwatywne. Jeśli ktoś sądzi, że ważniejsze od obecności w domu jest prześcignięcie sąsiada w liczbie posiadanych samochodów czy cenie wakacji za granicą, to trudno o bardziej antyrodzinną postawę. Jak niby agresywny materializm, zmęczenie doprowadzające do otumanienia i późniejsze próby odkupienia win przez wzmożoną konsumpcję w galerii handlowej mają się do konserwatywnego wzorca opartego na chrześcijańskiej i narodowej kulturze Polski? Jakie są realne konsekwencje takiego stylu życia? Rozwody, brak więzi z dziećmi, dorosłe już dziecko pamiętające ojca tylko jako zmordowanego gościa z pilotem w ręku albo na rauszu, bo „musiał jakoś odreagować” stresy w pracy. No i zgorzkniałą matkę, na którą spadł cały ciężar wychowania. Właśnie taki model (często nieświadomie) promują osoby pokroju Roberta Gwiazdowskiego.

"Zapdol" niekonserwatywny

Po drugie – ten ich „ideał życia” stoi w jawnej sprzeczności ze społecznym nauczaniem Kościoła katolickiego. I tu pojawia się największa hipokryzja konserwatywnych liberałów, którzy od lat wykonują ideologiczne szpagaty: z jednej strony boją się wprost odrzucić papieskie encykliki, z drugiej – nie zamierzają zrezygnować z głoszenia „kultu zapdolu”, charakterystycznego raczej dla protestantyzmu. Tymczasem troska o wspólnotę domową, o obecność ojca i matki w życiu rodziny, o czas poświęcony wychowaniu i relacjom to w dokumentach Kościoła katolickiego elementarne, podstawowe zasady. Nie jakieś dodatki, tylko rdzeń. Pozostaje więc pytanie: jakiż to konserwatyzm wyznają konserwatywni liberałowie? Bo na pewno nie katolicki, i nie Polski.

 

Liberalni szantażyści

Oprócz zarzutów o „lewactwo” i domniemany brak efektywności pojawia się jeszcze ostatni, najcięższy kaliber: oskarżenie o nieróbstwo i pasożytnictwo. Fałszywa alternatywa w rodzaju: „Albo tyrasz od rana do nocy, albo jesteś leniem” nie wytrzymuje najprostszego testu logicznego. A przecież to właśnie „konserwatywni liberałowie” tak chętnie chlubią się swoją niezwykłą biegłością w „żelaznej logice”. Według ich narracji praca zawodowa to heroiczna, niemal mitologiczna harówka, podczas gdy opieka nad dziećmi, troska o dom czy pomoc małżonkowi w trudnym momencie to zaledwie lekka igraszka. Na taki obraz nabierają się właściwie tylko ci, którzy jeszcze nie założyli rodziny i nie mają pojęcia, czym jest odpowiedzialność rozłożona na wiele życiowych ról.

Co więcej, nikt poważny nie postuluje zniesienia pracy ani zamiany społeczeństwa w „kolonię leniwców”. Chodzi jedynie o to, by praca miała swoje miejsce – ważne, ale nie wszechogarniające. By nie spłaszczała człowieka do jednej funkcji, gdy jego obowiązków i relacji jest znacznie więcej. Operowanie propagandowymi schematami i emocjonalnymi szantażami pozostaje jednak stałym elementem przekazu liberalnych poganiaczy szczurów. I niestety – czasem działa. Zwłaszcza na młodych, którzy jeszcze nie zdążyli skonfrontować tych haseł z realnym życiem, realną rodziną i realną odpowiedzialnością.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Trwa debata w Sejmie. Siemoniak przekonuje: Po likwidacji CBA żadna sprawa nie zginie z ostatniej chwili
Trwa debata w Sejmie. Siemoniak przekonuje: "Po likwidacji CBA żadna sprawa nie zginie"

W Sejmie trwa spór o projekt likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Rządowa koalicja chce zakończyć działalność CBA jeszcze w tym roku, a minister Tomasz Siemoniak przekonuje, że wszystkie prowadzone sprawy zostaną przejęte przez inne służby.

Przez masowe legalizacje Hiszpania staje się magnesem dla nielegalnej migracji z ostatniej chwili
Przez masowe legalizacje Hiszpania staje się magnesem dla nielegalnej migracji

Jak informuje portal tichyseinblick.de, legalizacja przez władze Hiszpanii pół miliona migrantów, którzy nielegalnie przedostali się do kraju, ma wpływ na ruch migracyjny. Nie tylko w Ceucie na granicach czekają nowi pretendenci do stania się Europejczykami. Mieszkańcy Afryki Północnej lecą do Stambułu i przejeżdżają przez Pireneje. Sytuacja wymyka się rządowi Pedro Sáncheza spod kontroli.

Polski SAFE 0% daje możliwość rozbudowy mocy produkcyjnych polskiego przemysłu zbrojeniowego tylko u nas
Polski SAFE 0% daje możliwość rozbudowy mocy produkcyjnych polskiego przemysłu zbrojeniowego

Polska stoi przed strategiczną decyzją dotyczącą finansowania rozwoju przemysłu obronnego. Według byłego wiceministra aktywów państwowych Zbigniewa Gryglasa wybór między unijnym mechanizmem SAFE a propozycją „Polskie SAFE 0%” może przesądzić o tym, czy krajowe firmy zbrojeniowe – w tym spółki z grupy Polska Grupa Zbrojeniowa – będą w stanie znacząco zwiększyć produkcję uzbrojenia w najbliższych latach.

KE poważnie zaniepokojona polskim konfliktem wokół SAFE z ostatniej chwili
KE "poważnie zaniepokojona" polskim konfliktem wokół SAFE

Komisja Europejska z "niepokojem" obserwuje spór polityczny w Polsce wokół programu SAFE. W Brukseli pojawiają się głosy o „bałaganie” i braku pewności co do realizacji projektu, który ma mieć duże znaczenie dla bezpieczeństwa w Europie.

Tusk przyjmie SAFE mimo weta? Prof. Genowefa Grabowska: Tutaj nie ma żartów, jest Trybunał Stanu! tylko u nas
Tusk przyjmie SAFE mimo weta? Prof. Genowefa Grabowska: Tutaj nie ma żartów, jest Trybunał Stanu!

Portal Tysol.pl zapytał prawnik, prof. Genowefę Grabowską, jakie konsekwencje miałoby podpisanie przez Donalda Tuska unijnej pożyczki SAFE mimo ewentualnego weta prezydenta.

W Świnoujściu zaczyna brakować paliwa. Powodem „turystyka paliwowa” z Niemiec pilne
W Świnoujściu zaczyna brakować paliwa. Powodem „turystyka paliwowa” z Niemiec

Masowe tankowanie po polskiej stronie granicy sprawia, że na stacjach paliw w Świnoujściu zaczynają pojawiać się braki. Do miasta przyjeżdżają nie tylko polscy kierowcy, ale również Niemcy, którzy chcą skorzystać z niższych cen paliwa.

Doradca prezydenta: SAFE zagraża suwerenności, bezpieczeństwu i finansom Polski gorące
Doradca prezydenta: SAFE zagraża suwerenności, bezpieczeństwu i finansom Polski

Doradca prezydenta ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski opracował wyczerpującą analizę, w której argumentuje, dlaczego unijny program SAFE powinien zostać odrzucony.

Akt oskarżenia przeciwko Michałowi Dworczykowi z ostatniej chwili
Akt oskarżenia przeciwko Michałowi Dworczykowi

Warszawska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko europosłowi PiS Michałowi Dworczykowi. Śledczy twierdzą, że polityk miał korzystać z prywatnej skrzynki mailowej w sprawach służbowych oraz utrudniać postępowanie po włamaniu na jego konto.

Komunikat: Śledztwo ws. pushbacków na granicy zakończone. Prokuratura rozwiązuje zespół z ostatniej chwili
Komunikat: Śledztwo ws. pushbacków na granicy zakończone. Prokuratura rozwiązuje zespół

Prokuratura Okręgowa w Siedlcach poinformowała o rozwiązaniu zespołu prokuratorów powołanych do prowadzenia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy Straży Granicznej, Policji i innych służb na granicy polsko-białoruskiej.

TVN w cieniu wielkiej transakcji. Chińczycy wracają do gry z ostatniej chwili
TVN w cieniu wielkiej transakcji. Chińczycy wracają do gry

Tencent może wrócić do finansowania przejęcia Warner Bros. Discovery przez Paramount Skydance. W tle są obawy funduszy z Zatoki Perskiej związane z wojną na Bliskim Wschodzie – informują amerykańskie media.

REKLAMA

Liberalni poganiacze szczurów wychowują nowe pokolenie

Libkowe filmiki wychwalające „kulturę zapdolu” to dziś jedna z najbardziej toksycznych form propagandy skierowanej do młodzieży. A mimo to tzw. konserwatywni liberałowie z uporem ją szerzą, potwierdzając, że kiedy w grę wchodzi zysk, wartości tradycyjne mogą wyrzucić do kosza.
Człowiek z twarzą szczura wygłasza mowę motywacyjną
Człowiek z twarzą szczura wygłasza mowę motywacyjną / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst krytykuje liberalną promocję „kultury zapdolu” jako propagandę urabiającą młodych do akceptacji wyzysku kosztem zdrowia, rodziny i życia społecznego.
  • Autor zwraca uwagę, że odrzucanie harmonii życiowej i redukowania życia wyłącznie do pracy nie służy rodzinie, całościowemu rozwojowi człowieka i jest sprzeczne  konserwatywnymi oraz katolickimi wartościami.
  • Wskazuje też, że narracje Sławomira Mentzena, Roberta Gwiazdowskiego i podobnych służą ideologicznemu szantażowi, który ma zniechęcać do walki o godne warunki pracy i prawo do odpoczynku.

 

Kultura "zapdolu"

„Zapdol” to oczywiście skrót od niecenzuralnego określenia na zbyt ciężką pracę, która stała się dla milionów Polaków codzienną zmorą. To zmora o konsekwencjach znacznie poważniejszych niż zwykłe zmęczenie. Jej wpływ na zdrowie, życie rodzinne i zdolność do budowania relacji jest oczywisty dla wszystkich poza turbokapitalistycznymi „poganiaczami szczurów” i młodymi odbiorcami ich przekazu. TikTok i YouTube zalane są filmikami (często tworzonymi przez politycznie zaangażowanych influencerów), którzy z zapałem sławią „uroki” pracy ponad normę, „startupowej kultury” spania pod biurkiem i pseudofilozoficznego zacierania granicy między pracą a życiem prywatnym.

 

Ten przeklęty work-life balance

Owszem, „work-life balance” to paskudny anglicyzm, od którego język więdnie. Ale sama idea jest jak najbardziej słuszna, zwłaszcza z konserwatywnego punktu widzenia, który podnosi walory harmonii życiowej (takoż życia społecznego, jak i indywidualnego). Bez równowagi między życiem a pracą trudno mówić o stabilnej rodzinie, odpowiedzialnym rodzicielstwie, rozwoju duchowym czy pielęgnowaniu relacji. Brak tego balansu kończy się często samotnością, wypaleniem, problemami zdrowotnymi i ucieczką młodych ludzi z kraju, co również odnotowują oficjalne statystyki.

Dlatego wgniótł mnie w fotel wywiad ze Sławomirem Mentzenem, który powtarzał propagandowe slogany w rodzaju: „Work-life balance nie wysłał ludzi na Księżyc”. A jeszcze bardziej wygłoszona przez niego „mądrość”, że praca ma być całym życiem człowieka, miejscem realizowania wizji i poczucia misji. Poziom odrealnienia tych wypowiedzi może porazić każdego, kto pracuje w jednym z setek nudnych, wyczerpujących zawodów, gdzie owa „misja” ogranicza się do „nie zwariować do końca zmiany”. Czasem więc człowiek aż wstydzi się polemizować z tezami jawnie fałszywymi. A jednak trzeba to robić, by ostrzec tych, którzy z racji braku doświadczenia mogą jeszcze uwierzyć w zgrabne słówka cwanych polityków. Z uczuciem lekkiego „krindżu” ruszam więc do działania.

 

"Żabka" jako sens życia?

Opowieści o „poczuciu misji” i „realizowaniu wizji” na stanowisku ekspediencko-barowo-pocztowym w pewnej znanej sieci na literkę „Ż” brzmią jak pomysł na montypythonowski skecz. Wyobraźmy sobie kierownika sklepu, który tłumaczy egzystencjalny sens nabijania towarów, jednoczesnego ich wykładania, podgrzewania pizzy i układania paczek, które już się nie mieszczą na zapleczu. Dorzućmy do tego zniecierpliwionych klientów, presję czasu i podpitych „małpkowiczów”, którym zebrało się na końskie zaloty wobec sprzedawczyni. Prawdziwy raj samorealizacji. Albo weźmy pracownika biurowego, który opanował system komputerowy po miesiącu lub dwóch i od tego czasu powtarza te same czynności niczym zaprogramowany golem. Pracownika infolinii robiącego za żywą spluwaczkę dla sfrustrowanych dzwoniących. Ochroniarza, którego jedynym bodźcem stymulującym mózg jest myśl o godzinie wyjścia do domu. To są zawody, które ma większość ludzi, a nie posiadanie własnego browaru, kancelarii i partii politycznej.

Dziwnym trafem wolnorynkowi politycy to niemal zawsze ludzie, którym się powiodło albo którzy nie robili nic poza polityką i sianiem libkowej propagandy. Zamknięci w wieży z kości słoniowej nie dostrzegają, że ich motywacyjne „mówki” odnoszą się do jakiegoś alternatywnego wymiaru, a nie do realiów polskiego rynku pracy. Interpretacja łaskawsza zakłada odrealnienie. Ta mniej łaskawa mówi wprost: to zwykłe urabianie przyszłych „proli” – wmawianie młodym, że „kultura zapdolu” jest najwyższą formą godności i celem życia, bo wtedy nie będą marudzić, domagać się wyższych płac, skrócenia czasu pracy czy prawa do odpoczynku. A jeśli ktoś ośmieli się chcieć czegoś więcej, to najwyraźniej „błądzi”.

 

Gwiazdowszczyzna w natarciu

Obok mentzenowskiego ogłupienia pojawia się również dobrze znane boomerskie kaznodziejstwo starych wyjadaczy liberalizmu: Roberta Gwiazdowskiego, Marcina Matczaka i kilku innych, którzy od lat opowiadają młodzieży, jak to „kiedyś było”. Aż dziw bierze, że ktokolwiek młody tego słucha, a co gorsza – popiera. Zwłaszcza że „spominki” Gwiazdowskiego z czasów młodości brzmią niemal jak parafraza słynnego skeczu ekipy Monty Pythona z programu „Prosimy nie regulować odbiorników”. Przypomnijmy: kilku panów w białych garniakach popija drogie wino i licytuje się, kto miał gorzej: od czternastogodzinnej pracy w młynie za szesnaście pensów tygodniowo, po harówkę przez dwadzieścia dziewięć godzin dziennie za osiem pensów „na całe życie”. Sparodiowany sens wypowiedzi dzisiejszych turboliberałów jest dokładnie taki sam: „Dzisiejszej młodzieży nie chce się pracować, a myśmy na pierwszy samochód tyrali po kilkanaście godzin dziennie”. Obowiązkowo pada też zaklęcie – każdy odmienny punkt widzenia to „roszczeniowe lewactwo”, które należy z góry unieważnić, zanim ktokolwiek odważy się zadać pytanie.

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Po pierwsze – zaniedbywanie rodziny emocjonalnie i wychowawczo, wynikające z ciągłej pracy, wcale nie jest konserwatywne. Jeśli ktoś sądzi, że ważniejsze od obecności w domu jest prześcignięcie sąsiada w liczbie posiadanych samochodów czy cenie wakacji za granicą, to trudno o bardziej antyrodzinną postawę. Jak niby agresywny materializm, zmęczenie doprowadzające do otumanienia i późniejsze próby odkupienia win przez wzmożoną konsumpcję w galerii handlowej mają się do konserwatywnego wzorca opartego na chrześcijańskiej i narodowej kulturze Polski? Jakie są realne konsekwencje takiego stylu życia? Rozwody, brak więzi z dziećmi, dorosłe już dziecko pamiętające ojca tylko jako zmordowanego gościa z pilotem w ręku albo na rauszu, bo „musiał jakoś odreagować” stresy w pracy. No i zgorzkniałą matkę, na którą spadł cały ciężar wychowania. Właśnie taki model (często nieświadomie) promują osoby pokroju Roberta Gwiazdowskiego.

"Zapdol" niekonserwatywny

Po drugie – ten ich „ideał życia” stoi w jawnej sprzeczności ze społecznym nauczaniem Kościoła katolickiego. I tu pojawia się największa hipokryzja konserwatywnych liberałów, którzy od lat wykonują ideologiczne szpagaty: z jednej strony boją się wprost odrzucić papieskie encykliki, z drugiej – nie zamierzają zrezygnować z głoszenia „kultu zapdolu”, charakterystycznego raczej dla protestantyzmu. Tymczasem troska o wspólnotę domową, o obecność ojca i matki w życiu rodziny, o czas poświęcony wychowaniu i relacjom to w dokumentach Kościoła katolickiego elementarne, podstawowe zasady. Nie jakieś dodatki, tylko rdzeń. Pozostaje więc pytanie: jakiż to konserwatyzm wyznają konserwatywni liberałowie? Bo na pewno nie katolicki, i nie Polski.

 

Liberalni szantażyści

Oprócz zarzutów o „lewactwo” i domniemany brak efektywności pojawia się jeszcze ostatni, najcięższy kaliber: oskarżenie o nieróbstwo i pasożytnictwo. Fałszywa alternatywa w rodzaju: „Albo tyrasz od rana do nocy, albo jesteś leniem” nie wytrzymuje najprostszego testu logicznego. A przecież to właśnie „konserwatywni liberałowie” tak chętnie chlubią się swoją niezwykłą biegłością w „żelaznej logice”. Według ich narracji praca zawodowa to heroiczna, niemal mitologiczna harówka, podczas gdy opieka nad dziećmi, troska o dom czy pomoc małżonkowi w trudnym momencie to zaledwie lekka igraszka. Na taki obraz nabierają się właściwie tylko ci, którzy jeszcze nie założyli rodziny i nie mają pojęcia, czym jest odpowiedzialność rozłożona na wiele życiowych ról.

Co więcej, nikt poważny nie postuluje zniesienia pracy ani zamiany społeczeństwa w „kolonię leniwców”. Chodzi jedynie o to, by praca miała swoje miejsce – ważne, ale nie wszechogarniające. By nie spłaszczała człowieka do jednej funkcji, gdy jego obowiązków i relacji jest znacznie więcej. Operowanie propagandowymi schematami i emocjonalnymi szantażami pozostaje jednak stałym elementem przekazu liberalnych poganiaczy szczurów. I niestety – czasem działa. Zwłaszcza na młodych, którzy jeszcze nie zdążyli skonfrontować tych haseł z realnym życiem, realną rodziną i realną odpowiedzialnością.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane