Piotr Bernatowicz, szef Centrum Sztuki Współczesnej: Grozi nam regres kulturowy

– Powiedzmy sobie wprost: sztuka jest formatowana. Chociażby poprzez sposób finansowania, czyli poprzez różnego rodzaju granty unijne, gdzie stawia się od razu pewne wymagania tematyczne – jak choćby podjęcia tematu zmian klimatycznych – mówi Piotr Bernatowicz, historyk sztuki, kurator, dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, w rozmowie z Agnieszką Żurek.
Piotr Bernatowicz Piotr Bernatowicz, szef Centrum Sztuki Współczesnej: Grozi nam regres kulturowy
Piotr Bernatowicz / fot. M. Żegliński

– Żyjemy w Orwellowskim świecie, w którym słowa oznaczają swoje przeciwieństwa – wolność – niewolę, tolerancja – narzucanie własnych poglądów etc. Jak z tego wyjść? Czy spotkał się Pan w swojej pracy z głosami np. zachodnich artystów, którzy zauważyli absurd, w którym żyją, i powiedzieli: „dość”?

– Sytuacja na Zachodzie jest gorsza niż w Polsce. Ostatnie lata to już nawet nie postęp ideologii lewicowej czy radykalnie lewicowej, ale kompletne szaleństwo ideologiczne. Dla instytucji, artystów i krytyków zachodnich, którzy są liberalni, ale we właściwym tego słowa znaczeniu, szanują wolność i pluralizm, coraz bardziej zawęża się pole działania. We wrześniu minionego roku prezentowaliśmy wystawę brytyjskiej artystki Claudii Clare, która pokazywała swoje prace ceramiczne. Bardzo ciekawe, bardzo atrakcyjne wizualnie, z dość istotnym przesłaniem. Artystka krytykuje w nim wykorzystywanie kobiet w islamie, ale też w świecie prostytucji. Zajmuje również krytyczne stanowisko wobec ruchu transgender. Jest lesbijką, feministką, z pewnością nie jest to osoba ani prawicowa, ani konserwatywna. Wystarczyło jednak, aby pozostała sobą, wyraziła własne zdanie i nie wpisała się w obowiązujący aktualnie schemat, aby zastosowano wobec niej wszystkie mechanizmy „cancel culture”. Została wykluczona z przestrzeni wystawienniczych, które wcześniej ją zapraszały. Centrum Sztuki Współczesnej stało się miejscem otwartym na głosy artystów, którzy z powodu cenzury różnego typu nie mogą funkcjonować, czy to na Zachodzie, czy na Wschodzie. Tak się ciekawie złożyło, że prezentowaliśmy w ubiegłym roku prace chińskiego dysydenta Badiucao. Artysta ten mieszka w Australii, ponieważ w Chinach grozi mu aresztowanie. Używa też pseudonimu po to, żeby jego rodzina nie ponosiła konsekwencji jego działalności. Ambasada chińska próbowała ocenzurować naszą wystawę pt. „Badiucao. Chiny. Opowieść prawdziwa”. Nie udało się to, jednak sam ten fakt pokazuje, że cenzura współcześnie ma bardzo różne geograficznie oblicza.

Dialog pomiędzy sztuką Polską a sztuką ukraińską

– Jak to wygląda w Europie Wschodniej? Prezentowali Państwo wiele prac artystów białoruskich czy ukraińskich. Na Białorusi panuje reżim totalitarny, na Ukrainie trwa wojna. Czy kraje dotknięte tak namacalnym cierpieniem mają szansę zachować własny rodzaj ekspresji w sztuce, dostrzec absurd zideologizowanej sztuki zachodniej Europy?

– Jeżeli chodzi o artystów ukraińskich, można zaobserwować grupy twórców, którzy od wielu lat są obecni w Polsce i nasz kraj jest dla nich miejscem otwarcia na karierę zachodnią. Ci artyści wchodzą w zachodni świat sztuki także pod względem ideologicznym. Trochę inaczej wygląda to w przypadku artystów odwołujących się w swoich pracach do historii, dziedzictwa i aktualnych przeżyć własnego narodu. Jesienią 2022 roku otworzyliśmy wystawę „Pod innym niebem”, na której zaprezentowaliśmy prace artystów ukraińskich reagujących na wojnę. To była ekspozycja dzieł artystów w większości z Ukrainy, niefunkcjonujących w świecie sztuki zachodniej. Prace te były bardzo ciekawe, inne od tego, co na ogół możemy oglądać w dowolnej zachodniej galerii sztuki. Na Zachodzie stało się już tak naprawdę nieważne, czy artysta pochodzi z Ukrainy, z Wielkiej Brytanii czy ze Skandynawii. Tematy powtarzają się i sama poetyka prac także jest bardzo podobna. Natomiast w przypadku wystawy „Pod wspólnym niebem” było inaczej – prezentowaliśmy oryginalną twórczość artystów reagujących na wojnę, ale mieliśmy szansę zbudować sobie obraz tego, czym w ogóle jest sztuka ukraińska, z jakich źródeł czerpie, jakie tematy podejmuje etc. Pewne wątki sztuki ukraińskiej podejmuje dostępna obecnie do zwiedzania w CSW wystawa pt. „Bizantyńska nostalgia”. Jest to dialog artystów z Polski – z różnych pokoleń, od lat pięćdziesiątych do współczesności – i twórców ukraińskich. Tematem wspólnym jest tutaj rys wywiedziony z twórczości Jerzego Nowosielskiego, czyli połączenie aspektów duchowości ze współczesną sztuką awangardową. Jest to bardzo ciekawe zestawienie, pokazuje ono dialog pomiędzy sztuką Polską a sztuką ukraińską, pozwala też zapoznać się z odmiennością sztuki ukraińskiej, a także z tym, co stanowi jej unikalną wartość, z jej oryginalnością.

– Tego rodzaju wystawy cieszą się dużym zainteresowaniem, możemy obserwować modę na folklor czy na sztukę sakralną. Odbiorcy są chyba zmęczeni powtarzalnością „awangardowych” dzieł sztuki, które często już z awangardą nie mają nic wspólnego. Dlaczego zatem innego rodzaju treści, mimo że pożądane przez widzów, są zwalczane przez mechanizmy „cancel culture”?

– Powiedzmy sobie wprost: sztuka jest formatowana. Chociażby poprzez sposób finansowania, czyli poprzez różnego rodzaju granty unijne, gdzie stawia się od razu pewne wymagania tematyczne – jak choćby podjęcia tematu zmian klimatycznych. Jeśli taki temat zostanie wpisany w kryteria merytoryczne ocen wniosków, wiadomo, że spowoduje to określoną reakcję, że takie właśnie wnioski będą przysyłane i takie też otrzymają dofinansowanie. Drugi, obok zmian klimatycznych, temat to kwestie mniejszości seksualnych. Galerie publiczne zaczynają się więc wypełniać takimi pracami. Nie chodzi nawet o to, że mamy podział na sztukę lewicową i prawicową czy konserwatywną. Jest to raczej podział na sztukę, która realizuje „postępową” agendę i taką, która tego nie robi. Tematy sztuki zostają odgórnie narzucone i służą celom politycznym. Jest obecnie realizowana polityka unijna, która ma na celu „neutralność klimatyczną” i w związku z tym kultura stanowi propagandowe zaplecze tej ideologii. W galeriach mają się pojawiać tematy, które wskazują na konieczność coraz większej dbałości o klimat, o ograniczanie emisji CO2 i tak dalej. Niektórzy artyści wypełniają rolę narzuconą im przez polityczną agendę, inni z kolei idą własną drogą. I właśnie ci ostatni są spychani do obszaru określającego ich jako „konserwatystów”. Nie mają oni często wiele wspólnego z konserwatyzmem rozumianym jako koncepcja polityczna, ale zwyczajnie chcą być wolni i zajmować się własnymi tematami, a nie realizować jakieś narzucone im odgórnie wizje. W CSW mierzymy się z tym od czterech lat. Jeśli spojrzymy na program realizowanych przez nas wystaw, znakomita większość prezentujących u nas swoje prace artystów nie definiuje się jako ludzie prawicy czy konserwatyści. Po prostu ich to nie interesuje. Ich interesuje sztuka. Wielu z nich ma sposób widzenia świata, który określilibyśmy jako lewicowy, ale jednocześnie są to ludzie, którzy cenią wolność i nie chcą się poddać profilowaniu ideologicznemu czy to przez Białoruś Łukaszenki, Chiny Xi Jinpinga, czy przez Unię Europejską. Ci artyści są wykluczani i stygmatyzowani jako konserwatyści i jako „prawica”, co ma ich etykietować i powodować, że będą oni wyrzucani poza obszar instytucji publicznych.

CZYTAJ TAKŻE: Rafał Woś: Rolnik mówi w imieniu normalsa

Artyści kontrowersyjni

– Choćby byli parą lesbijek – feministek.

– Dokładnie tak. Ostatnio rozmawiałem z krytykiem sztuki z Wielkiej Brytanii i zapytałem go o to, kto na Wyspach jest dzisiaj uznawany za kontrowersyjnego, konserwatywnego artystę, który budzi negatywne skojarzenia w mediach lewicowo-liberalnych. Ku mojemu zaskoczeniu odpowiedział, że są to Gilbert i George, para artystów-homoseksualistów, którzy jednocześnie przez swój ubiór i styl bycia stanowią jakby kwintesencję brytyjskości. W latach 70. uznawani byli za kontrowersyjną awangardę obyczajową i właściwie od tamtego czasu się nie zmienili. Zmienił się za to świat i to, co kiedyś było uznawane za liberalne, dziś nie tylko jest uznawane za tradycyjne, ale niemal za wsteczne, konserwatywne, wręcz faszystowskie. Wszystko, co nie mieści się w obszarze aktualnej politycznej agendy, jest etykietowane jako „zagrożenie konserwatywne”.

– Niczym „odchylenie burżuazyjne”. „Postępowy” socrealizm w forsowaniu swojej poetyki był bardziej siermiężny. Obecnie ośrodki narzucające określoną filozofię życia i wizję sztuki są bardziej rozproszone, a sączona przez nie ideologia jest bardziej ukryta i subtelna niż kilkadziesiąt lat temu. Jak temu przeciwdziałać?

– Wydaje mi się, że przez ostatnie kilka lat udało się w Polsce wypracować rzeczywistą wolność artystyczną i rzeczywisty pluralizm. Mamy do czynienia z instytucjami, które pokazują sztukę bardziej radykalną, czyli idącą z nurtem „postępu”, ale są też instytucje, które prezentują sztukę wchodzącą w polemikę z tym nurtem. Wydaje mi się, że CSW jest właśnie taką instytucją – nie ucieka ona od tematów współczesnych, natomiast próbuje pokazać je z innej perspektywy artystycznej. Są też instytucje, które odchodzą w ogóle od takich problemów i koncentrują się na sztuce autonomicznej, która nie wchodzi w dyskusje z aktualnymi tematami, ale stara się być ponadczasowa – jak choćby Zachęta przez ostatni rok, zanim kadencja dyrektora Janusza Janowskiego została przez nowego ministra kultury przerwana przed jej wygaśnięciem.

Podważanie autorytetu instytucji kultury

– Czy obecnie znaleźliśmy się w Polsce w okresie grożącym nam regresem kulturowym?

– Takie mam wrażenie, jeśli chodzi o styl działań i poziom poszanowania rangi instytucji publicznych. Przez ostatnie cztery lata mieliśmy do czynienia z nieustannym, kompletnie niezasłużonym atakiem ze strony lewicowo-liberalnych mediów na instytucje prowadzone czy powołane przez poprzedniego ministra. Pomijam szkody wizerunkowe, ale podważano w ten sposób także sam autorytet tych instytucji. Dalsze obniżenie tego autorytetu następuje obecnie, kiedy nowa władza odwołuje dyrektorów instytucji w środku ich kadencji. Tyle mówiło się o autonomii instytucji kultury, a to jest właśnie jakby zabranie tej autonomii. Trzeba przypomnieć, że poprzednia władza tego nie robiła, właśnie w poszanowaniu dla powagi instytucji. Z powołaniem nowych dyrektorów instytucji kultury czekano do wygaśnięcia kontraktów poprzedników – pomijając przypadki drastyczne, kiedy trzeba było przerwać łamanie prawa. Mimo to zachodnie media lewicowo-liberalne opisywały te zmiany na stanowiskach jako polityczne czystki, obecne zaś odwoływanie ludzi z ich stanowisk witają z radością jako zerwanie z jakimś totalitarnym „prawicowym reżimem”. To pokazuje ich nastawienie i poziom obiektywizmu. Rządzą stereotypy, które są kompletnie nieprawdziwe. Mówią one, że jeżeli w danym kraju jest konserwatywny rząd, oznacza to, że na pewno będzie on łamał zasady i prawo. Jeżeli z kolei rząd jest lewicowy, będzie on to wszystko respektował. Okazuje się, że jest odwrotnie i to się nie mieści w głowach zachodnim dziennikarzom i krytykom.

CZYTAJ TAKŻE: Dieta i post to nie to samo

Tekst pochodzi z 9 (1830) numeru „Tygodnika Solidarność”.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
II tura wyborów samorządowych. PKW podaje dane z ostatniej chwili
II tura wyborów samorządowych. PKW podaje dane

Frekwencja w II turze wyborów samorządowych wyniosła 44,06 proc. W głosowaniu wybrano 748 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast – poinformował przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak.

Sensacyjny wynik w Bełchatowie. Konfederacja świętuje z ostatniej chwili
Sensacyjny wynik w Bełchatowie. Konfederacja świętuje

„Prezydentem Bełchatowa będzie Patryk Marjan z Nowej Nadziei! Spływają jeszcze ostatnie komisje, ale Patryk będzie miał ponad 60% głosów!” – napisał lider Nowej Nadziei Sławomir Mentzen w mediach społecznościowych.

Wyniki spływają a w Poznaniu cisza. Zbigniew Czerwiński: symbol renomy naszego miasta z ostatniej chwili
Wyniki spływają a w Poznaniu cisza. Zbigniew Czerwiński: symbol renomy naszego miasta

- Sam fakt, że w tak ważnym momencie żadna stacja telewizyjna nie przeprowadziła w Poznaniu exit polla, jest najlepszym i bardzo przykrym symbolem renomy naszego miasta w skali kraju. Oby to się niedługo zmieniło - napisał Zbigniew Czerwiński w mediach społecznościowych.

Exit Poll: Wiemy, kto wygrywa w Kielcach z ostatniej chwili
Exit Poll: Wiemy, kto wygrywa w Kielcach

Według sondażu Exit Poll Agata Wojda z Koalicji Obywatelskiej zwyciężyła w wyborach na prezydenta Kielc. Według pracowni zdobyła ona 57,8 proc. głosów.

Są nieoficjalne wyniki prezydenckiej dogrywki w Radomiu z ostatniej chwili
Są nieoficjalne wyniki prezydenckiej dogrywki w Radomiu

Ubiegający się o trzecią kadencję Radosław Witkowski popierany m.in. przez KO z poparciem 60,5 proc. wyborców wygrał II turę wyborów prezydenta Radomia - wynika z badania exit poll przeprowadzonego przez Ogólnopolską Grupę Badawczą na zlecenie serwisu LokalnaPolityka.pl

Są wyniki exit poll: oto kto wygrał wybory w największych polskich miastach z ostatniej chwili
Są wyniki exit poll: oto kto wygrał wybory w największych polskich miastach

Prezydentem Rzeszowa ponownie Konrad Fijołek. W drugiej turze zdobył 56,1 proc. głosów i pokonał Waldemara Szumnego (43,9 proc.)

Niemieckie media: to oni mogą zastąpić Ursulę von der Leyen z ostatniej chwili
Niemieckie media: to oni mogą zastąpić Ursulę von der Leyen

Ursula von der Leyen traci powoli poparcie wewnątrz Europejskiej Partii Ludowej (EPL), dlatego może zostać zastąpiona w roli kandydatki na przewodniczącą Komisji Europejskiej przez premiera Chorwacji Andreja Plenkovicia lub premiera Grecji Kyriakosa Micotakisa - powiadomił w niedzielę niemiecki dziennik "Bild".

Grafzero: Czy raport Biblioteki Narodowej o czytelnictwie ma sens? z ostatniej chwili
Grafzero: Czy raport Biblioteki Narodowej o czytelnictwie ma sens?

Kolejny raport Biblioteki Narodowej pozostawił nas w dobrych humorach, bo przecież 57% Polaków (ponoć) nie przeczytało ani kawałka książki. Grafzero vlog literacki zastanawia się czy raport „Stan czytelnictwa książek w Polsce w 2023 roku" rzeczywiście ma sens?

Druga tura wyborów samorządowych. Zobacz komunikat PKW z ostatniej chwili
Druga tura wyborów samorządowych. Zobacz komunikat PKW

Frekwencja w drugiej turze wyborów samorządowych, według stanu na godz. 17, wyniosła 33,17 proc. - poinformował w niedzielę przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak. Dodał, że najwyższą frekwencję odnotowano w woj. lubelskim, a najniższą w woj. dolnośląskim.

Zapowiada się szokująco niska frekwencja w drugiej turze wyborów z ostatniej chwili
Zapowiada się szokująco niska frekwencja w drugiej turze wyborów

Wszystkie ostatnie wybory cieszył się dużym zainteresowaniem Polaków i bite były kolejne rekordy, jeżeli chodzi o frekwencje. Wszystko wskazuje jednak na tym, że tym razem wynik będzie wręcz zaskakująco niski.

REKLAMA

Piotr Bernatowicz, szef Centrum Sztuki Współczesnej: Grozi nam regres kulturowy

– Powiedzmy sobie wprost: sztuka jest formatowana. Chociażby poprzez sposób finansowania, czyli poprzez różnego rodzaju granty unijne, gdzie stawia się od razu pewne wymagania tematyczne – jak choćby podjęcia tematu zmian klimatycznych – mówi Piotr Bernatowicz, historyk sztuki, kurator, dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, w rozmowie z Agnieszką Żurek.
Piotr Bernatowicz Piotr Bernatowicz, szef Centrum Sztuki Współczesnej: Grozi nam regres kulturowy
Piotr Bernatowicz / fot. M. Żegliński

– Żyjemy w Orwellowskim świecie, w którym słowa oznaczają swoje przeciwieństwa – wolność – niewolę, tolerancja – narzucanie własnych poglądów etc. Jak z tego wyjść? Czy spotkał się Pan w swojej pracy z głosami np. zachodnich artystów, którzy zauważyli absurd, w którym żyją, i powiedzieli: „dość”?

– Sytuacja na Zachodzie jest gorsza niż w Polsce. Ostatnie lata to już nawet nie postęp ideologii lewicowej czy radykalnie lewicowej, ale kompletne szaleństwo ideologiczne. Dla instytucji, artystów i krytyków zachodnich, którzy są liberalni, ale we właściwym tego słowa znaczeniu, szanują wolność i pluralizm, coraz bardziej zawęża się pole działania. We wrześniu minionego roku prezentowaliśmy wystawę brytyjskiej artystki Claudii Clare, która pokazywała swoje prace ceramiczne. Bardzo ciekawe, bardzo atrakcyjne wizualnie, z dość istotnym przesłaniem. Artystka krytykuje w nim wykorzystywanie kobiet w islamie, ale też w świecie prostytucji. Zajmuje również krytyczne stanowisko wobec ruchu transgender. Jest lesbijką, feministką, z pewnością nie jest to osoba ani prawicowa, ani konserwatywna. Wystarczyło jednak, aby pozostała sobą, wyraziła własne zdanie i nie wpisała się w obowiązujący aktualnie schemat, aby zastosowano wobec niej wszystkie mechanizmy „cancel culture”. Została wykluczona z przestrzeni wystawienniczych, które wcześniej ją zapraszały. Centrum Sztuki Współczesnej stało się miejscem otwartym na głosy artystów, którzy z powodu cenzury różnego typu nie mogą funkcjonować, czy to na Zachodzie, czy na Wschodzie. Tak się ciekawie złożyło, że prezentowaliśmy w ubiegłym roku prace chińskiego dysydenta Badiucao. Artysta ten mieszka w Australii, ponieważ w Chinach grozi mu aresztowanie. Używa też pseudonimu po to, żeby jego rodzina nie ponosiła konsekwencji jego działalności. Ambasada chińska próbowała ocenzurować naszą wystawę pt. „Badiucao. Chiny. Opowieść prawdziwa”. Nie udało się to, jednak sam ten fakt pokazuje, że cenzura współcześnie ma bardzo różne geograficznie oblicza.

Dialog pomiędzy sztuką Polską a sztuką ukraińską

– Jak to wygląda w Europie Wschodniej? Prezentowali Państwo wiele prac artystów białoruskich czy ukraińskich. Na Białorusi panuje reżim totalitarny, na Ukrainie trwa wojna. Czy kraje dotknięte tak namacalnym cierpieniem mają szansę zachować własny rodzaj ekspresji w sztuce, dostrzec absurd zideologizowanej sztuki zachodniej Europy?

– Jeżeli chodzi o artystów ukraińskich, można zaobserwować grupy twórców, którzy od wielu lat są obecni w Polsce i nasz kraj jest dla nich miejscem otwarcia na karierę zachodnią. Ci artyści wchodzą w zachodni świat sztuki także pod względem ideologicznym. Trochę inaczej wygląda to w przypadku artystów odwołujących się w swoich pracach do historii, dziedzictwa i aktualnych przeżyć własnego narodu. Jesienią 2022 roku otworzyliśmy wystawę „Pod innym niebem”, na której zaprezentowaliśmy prace artystów ukraińskich reagujących na wojnę. To była ekspozycja dzieł artystów w większości z Ukrainy, niefunkcjonujących w świecie sztuki zachodniej. Prace te były bardzo ciekawe, inne od tego, co na ogół możemy oglądać w dowolnej zachodniej galerii sztuki. Na Zachodzie stało się już tak naprawdę nieważne, czy artysta pochodzi z Ukrainy, z Wielkiej Brytanii czy ze Skandynawii. Tematy powtarzają się i sama poetyka prac także jest bardzo podobna. Natomiast w przypadku wystawy „Pod wspólnym niebem” było inaczej – prezentowaliśmy oryginalną twórczość artystów reagujących na wojnę, ale mieliśmy szansę zbudować sobie obraz tego, czym w ogóle jest sztuka ukraińska, z jakich źródeł czerpie, jakie tematy podejmuje etc. Pewne wątki sztuki ukraińskiej podejmuje dostępna obecnie do zwiedzania w CSW wystawa pt. „Bizantyńska nostalgia”. Jest to dialog artystów z Polski – z różnych pokoleń, od lat pięćdziesiątych do współczesności – i twórców ukraińskich. Tematem wspólnym jest tutaj rys wywiedziony z twórczości Jerzego Nowosielskiego, czyli połączenie aspektów duchowości ze współczesną sztuką awangardową. Jest to bardzo ciekawe zestawienie, pokazuje ono dialog pomiędzy sztuką Polską a sztuką ukraińską, pozwala też zapoznać się z odmiennością sztuki ukraińskiej, a także z tym, co stanowi jej unikalną wartość, z jej oryginalnością.

– Tego rodzaju wystawy cieszą się dużym zainteresowaniem, możemy obserwować modę na folklor czy na sztukę sakralną. Odbiorcy są chyba zmęczeni powtarzalnością „awangardowych” dzieł sztuki, które często już z awangardą nie mają nic wspólnego. Dlaczego zatem innego rodzaju treści, mimo że pożądane przez widzów, są zwalczane przez mechanizmy „cancel culture”?

– Powiedzmy sobie wprost: sztuka jest formatowana. Chociażby poprzez sposób finansowania, czyli poprzez różnego rodzaju granty unijne, gdzie stawia się od razu pewne wymagania tematyczne – jak choćby podjęcia tematu zmian klimatycznych. Jeśli taki temat zostanie wpisany w kryteria merytoryczne ocen wniosków, wiadomo, że spowoduje to określoną reakcję, że takie właśnie wnioski będą przysyłane i takie też otrzymają dofinansowanie. Drugi, obok zmian klimatycznych, temat to kwestie mniejszości seksualnych. Galerie publiczne zaczynają się więc wypełniać takimi pracami. Nie chodzi nawet o to, że mamy podział na sztukę lewicową i prawicową czy konserwatywną. Jest to raczej podział na sztukę, która realizuje „postępową” agendę i taką, która tego nie robi. Tematy sztuki zostają odgórnie narzucone i służą celom politycznym. Jest obecnie realizowana polityka unijna, która ma na celu „neutralność klimatyczną” i w związku z tym kultura stanowi propagandowe zaplecze tej ideologii. W galeriach mają się pojawiać tematy, które wskazują na konieczność coraz większej dbałości o klimat, o ograniczanie emisji CO2 i tak dalej. Niektórzy artyści wypełniają rolę narzuconą im przez polityczną agendę, inni z kolei idą własną drogą. I właśnie ci ostatni są spychani do obszaru określającego ich jako „konserwatystów”. Nie mają oni często wiele wspólnego z konserwatyzmem rozumianym jako koncepcja polityczna, ale zwyczajnie chcą być wolni i zajmować się własnymi tematami, a nie realizować jakieś narzucone im odgórnie wizje. W CSW mierzymy się z tym od czterech lat. Jeśli spojrzymy na program realizowanych przez nas wystaw, znakomita większość prezentujących u nas swoje prace artystów nie definiuje się jako ludzie prawicy czy konserwatyści. Po prostu ich to nie interesuje. Ich interesuje sztuka. Wielu z nich ma sposób widzenia świata, który określilibyśmy jako lewicowy, ale jednocześnie są to ludzie, którzy cenią wolność i nie chcą się poddać profilowaniu ideologicznemu czy to przez Białoruś Łukaszenki, Chiny Xi Jinpinga, czy przez Unię Europejską. Ci artyści są wykluczani i stygmatyzowani jako konserwatyści i jako „prawica”, co ma ich etykietować i powodować, że będą oni wyrzucani poza obszar instytucji publicznych.

CZYTAJ TAKŻE: Rafał Woś: Rolnik mówi w imieniu normalsa

Artyści kontrowersyjni

– Choćby byli parą lesbijek – feministek.

– Dokładnie tak. Ostatnio rozmawiałem z krytykiem sztuki z Wielkiej Brytanii i zapytałem go o to, kto na Wyspach jest dzisiaj uznawany za kontrowersyjnego, konserwatywnego artystę, który budzi negatywne skojarzenia w mediach lewicowo-liberalnych. Ku mojemu zaskoczeniu odpowiedział, że są to Gilbert i George, para artystów-homoseksualistów, którzy jednocześnie przez swój ubiór i styl bycia stanowią jakby kwintesencję brytyjskości. W latach 70. uznawani byli za kontrowersyjną awangardę obyczajową i właściwie od tamtego czasu się nie zmienili. Zmienił się za to świat i to, co kiedyś było uznawane za liberalne, dziś nie tylko jest uznawane za tradycyjne, ale niemal za wsteczne, konserwatywne, wręcz faszystowskie. Wszystko, co nie mieści się w obszarze aktualnej politycznej agendy, jest etykietowane jako „zagrożenie konserwatywne”.

– Niczym „odchylenie burżuazyjne”. „Postępowy” socrealizm w forsowaniu swojej poetyki był bardziej siermiężny. Obecnie ośrodki narzucające określoną filozofię życia i wizję sztuki są bardziej rozproszone, a sączona przez nie ideologia jest bardziej ukryta i subtelna niż kilkadziesiąt lat temu. Jak temu przeciwdziałać?

– Wydaje mi się, że przez ostatnie kilka lat udało się w Polsce wypracować rzeczywistą wolność artystyczną i rzeczywisty pluralizm. Mamy do czynienia z instytucjami, które pokazują sztukę bardziej radykalną, czyli idącą z nurtem „postępu”, ale są też instytucje, które prezentują sztukę wchodzącą w polemikę z tym nurtem. Wydaje mi się, że CSW jest właśnie taką instytucją – nie ucieka ona od tematów współczesnych, natomiast próbuje pokazać je z innej perspektywy artystycznej. Są też instytucje, które odchodzą w ogóle od takich problemów i koncentrują się na sztuce autonomicznej, która nie wchodzi w dyskusje z aktualnymi tematami, ale stara się być ponadczasowa – jak choćby Zachęta przez ostatni rok, zanim kadencja dyrektora Janusza Janowskiego została przez nowego ministra kultury przerwana przed jej wygaśnięciem.

Podważanie autorytetu instytucji kultury

– Czy obecnie znaleźliśmy się w Polsce w okresie grożącym nam regresem kulturowym?

– Takie mam wrażenie, jeśli chodzi o styl działań i poziom poszanowania rangi instytucji publicznych. Przez ostatnie cztery lata mieliśmy do czynienia z nieustannym, kompletnie niezasłużonym atakiem ze strony lewicowo-liberalnych mediów na instytucje prowadzone czy powołane przez poprzedniego ministra. Pomijam szkody wizerunkowe, ale podważano w ten sposób także sam autorytet tych instytucji. Dalsze obniżenie tego autorytetu następuje obecnie, kiedy nowa władza odwołuje dyrektorów instytucji w środku ich kadencji. Tyle mówiło się o autonomii instytucji kultury, a to jest właśnie jakby zabranie tej autonomii. Trzeba przypomnieć, że poprzednia władza tego nie robiła, właśnie w poszanowaniu dla powagi instytucji. Z powołaniem nowych dyrektorów instytucji kultury czekano do wygaśnięcia kontraktów poprzedników – pomijając przypadki drastyczne, kiedy trzeba było przerwać łamanie prawa. Mimo to zachodnie media lewicowo-liberalne opisywały te zmiany na stanowiskach jako polityczne czystki, obecne zaś odwoływanie ludzi z ich stanowisk witają z radością jako zerwanie z jakimś totalitarnym „prawicowym reżimem”. To pokazuje ich nastawienie i poziom obiektywizmu. Rządzą stereotypy, które są kompletnie nieprawdziwe. Mówią one, że jeżeli w danym kraju jest konserwatywny rząd, oznacza to, że na pewno będzie on łamał zasady i prawo. Jeżeli z kolei rząd jest lewicowy, będzie on to wszystko respektował. Okazuje się, że jest odwrotnie i to się nie mieści w głowach zachodnim dziennikarzom i krytykom.

CZYTAJ TAKŻE: Dieta i post to nie to samo

Tekst pochodzi z 9 (1830) numeru „Tygodnika Solidarność”.



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe