120 lat doszło do masakry w hucie "Katarzyna"

W tym roku przypada 120. rocznica rewolucji rosyjskiej z 1905 roku. Miała ona także konsekwencje w Królestwie Polskim. 9 lutego rosyjscy żołnierze otworzyli ogień do strajkujących robotników z sosnowieckiej Huty "Katarzyna" zabijając 38 osób.
Huta
Huta "Katarzyna" / fot. National Library of Poland / Public Domain / Wikimedia Commons

Co musisz wiedzieć:

  • Początek rewolucji w Zagłębiu to 1 lutego, kiedy to robotnicy sosnowieckiej fabryki kotłów i maszyn zaprzestali pracy.

  • 7 lutego w Sosnowcu stacjonowało 12 tys. żołnierzy carskiej piechoty. Dwa dni później doszło do tragedii przed Hutą „Katarzyna”.

  • Ludzie zaczęli się tratować, gdy kozacy zaczęli na nich napierać, bijąc Polaków kolbami i dźgając bagnetami.

  • Konspiratorzy wciąż byli śledzeni przez Ochranę, aresztowani, zamykani na śledztwa, skazywani na śmierć, więzienie lub zesłanie.

 

„Każdy z nas znał wertepy Zagłębia, jak swoją kieszeń. Było to koniecznie potrzebnym, bo wypadało nam trafiać do określonych zawczasu punktów w nocy, omijając zarówno bardziej zaludnione miejscowości, jak doły i odkrywki kopalniane, w których łatwo kark skręcić. Chodziliśmy dla bezpieczeństwa parami i z góry określaliśmy dla każdej pary miejscowość, którą obejść należało. Dopiero nad ranem, po nużącej wędrówce po błocie dąbrowskim, przychodziło się do domu zmęczonym i wyczerpanym zupełnie” – usłyszał kiedyś Józef Piłsudski od jednego z działaczy jego Polskiej Partii Socjalistycznej.

Sam Józef Piłsudski świetnie znał Zagłębie Dąbrowskie, zresztą tak samo jak i jego druga żona Aleksandra Szczerbińska.

Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec, Będzin i okolice leżały w zaborze rosyjskim. Miasta te zaczęły rozwijać się w XIX wieku wraz z kolejnymi kopalniami, hutami i dużymi fabrykami, które tutaj powstawały jak grzyby po deszczu. Pod koniec stulecia idea socjalistyczna, będąca połączeniem walki o prawa robotników oraz idei niepodległości, dotarła tutaj i zaczęła pomału kiełkować.

 

Nahajki, kule i szubienice

22 stycznia 1905 r. w Petersburgu doszło do masakry robotników, do których ogień otworzyły carskie oddziały. Po Rosji zaczęły rozlewać się kolejne bunty. Już pięć dni później, 27 stycznia, w Warszawie i Łodzi doszło do demonstracji i strajków. W Zagłębiu Dąbrowskim Komitet Robotniczy PPS wydał odezwę, która zaczynała się od słów: „W obroży carskiej do ostatka znękano polski lud pracujący. Dzika przemoc policji i żołdactwa zastępuje nam prawo. Niewola zabija nam ducha, nędza i ciemnota marnują siły żywotne. Zgraja barbarzyńców i łobuzów, mianujących się rządem, gnębi nas podwójnie: jarzmem despotycznym i najazdem”.

Odezwa kończyła się zdaniem o tym, że Rosjanie nie dadzą Polakom dobrowolnie swobód (m.in. wolności słowa; równych praw, bez względu na wyznanie i pochodzenie; zapewnienia mniejszościom swobodnego rozwoju kulturalnego), ponieważ „Despotyzm ma dla nas jedynie nahajki, kule i szubienice. Wolność musimy zdobyć sami przez zwycięskie obalenie caratu, a uchwalimy tę wolność we własnym Sejmie, wybranym przez lud na zasadzie powszechnego, równego, tajnego i bezpośredniego głosowania”.

Początek tamtej rewolucji w Zagłębiu to 1 lutego, kiedy to robotnicy sosnowieckiej fabryki kotłów i maszyn zaprzestali pracy. Był to sygnał do strajków, które zaczęły obejmować kolejne zakłady, huty i kopalnie. Do Zagłębia zaczęto ściągać kozaków. Jak pisał Stanisław Radek w swojej pracy „Rewolucja w Zagłębiu Dąbrowskim”: „Ludność na gwałt zaczęła się zaopatrywać w żywność. W sklepach staczano formalne bójki o chleb, którego w środę, 4 lutego, już zupełnie nie można było dostać”. Korespondent pisma „Nowa Reforma” donosił, że w Zagłębiu panuje swego rodzaju prohibicja: „Sklepy monopolowe z wódką, chociaż są pootwierane, są puste, bo nikt wódki nie kupuje. Tak się ogółem robotnicy pilnują, aby nikt nie pił, że poturbowali kilku towarzyszów, którzy kupili sobie wódki, flaszki monopolowe im porozbijano”. Opis niczym z Sierpnia ’80, kiedy fala strajków zalała Polskę.

7 lutego w Sosnowcu stacjonowało już 12 tys. żołnierzy carskiej piechoty. Dwa dni później doszło do tragedii przed Hutą „Katarzyna”.

 

Strzały do bezbronnych

W sosnowieckiej Hucie „Katarzyna” robotnicy wciąż pracowali, dlatego tłum ruszył w kierunku huty, by wyrzucić z zakładu łamistrajków sprowadzonych ze Śląska. „Robotnicy zastali zamkniętą bramę, a na żądanie otwarcia jej usłyszeli prowokacyjne odpowiedzi. Jeden z uczestników tych wydarzeń opisywał, że po otwarciu bramy, podczas próby wejścia na plac fabryczny, robotnicy i górnicy z przodu tłumu zatrzymali się, zobaczywszy żołnierzy carskich z bronią u boku. Tłum z tyłu napierał na stojących i w tym czasie padły strzały” – pisze historyk Anna Makarska.

Po salwach karabinowych na ziemi leżały pierwsze zabite osoby. Powstał tumult. Ludzie zaczęli się tratować, gdy kozacy zaczęli na nich napierać, bijąc Polaków kolbami i dźgając bagnetami. Rzeź trwała przez kwadrans. Zginęło wtedy 38 osób, a ponad 150 zostało rannych.

Znów przywołam obrazy znane z przyszłości, tym razem z Grudnia ’70: „na drugi dzień żołdactwo w bestialski sposób biło i znęcało się nad kobietami, które zeszły się do trupiarni, aby odszukać i rozpoznać wśród zabitych swoich mężów i ojców. Nie dopuściło też żołdactwo nikogo do udziału w pogrzebie zabitych. Na ulicach, na polach, koło cmentarza kozacy gonili i bili robotników” – pisał Radek.

Jak podkreśla Adam Kałuża w swojej książce „Przeciw carowi! Rok 1905 w Zagłębiu Dąbrowskim”: „Operacja w dniu 9 lutego pod hutą została przez władze i przemysłowców z góry ukartowana i precyzyjnie przygotowana. Była rezultatem zmowy głównych partnerów kontrrewolucji w Zagłębiu”.

Strajk powszechny został przerwany, ale rewolucja antycarska wciąż jeszcze trwała. W listopadzie 1905 r. w jednym z rosyjskich meldunków do warszawskiego generał-gubernatora raportowano m.in., że w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej i innych miastach „obserwuje się ciągłe próby rozbrojenia policji i poszczególnych niższych rangą funkcjonariuszy”, zaś „niedaleko huty szkła 15 uzbrojonych przestępców napadło na strażnika i pod groźbą śmierci odebrało mu szpadę. Po uwolnieniu strażnika oddano do niego kilka strzałów”. Zresztą w Zagłębiu było „nieustannie słychać strzały”.

 

Likwidatorzy z PPS

Konspiratorzy wciąż byli śledzeni przez Ochranę, aresztowani, zamykani na śledztwa, skazywani na śmierć, więzienie lub zesłanie. Jednak carscy urzędnicy, szpicle, policjanci, wojskowi, donosiciele i fabrykanci nie mogli spać spokojnie. W Zagłębiu Dąbrowskim co i rusz słyszało się o kolejnych zamachach na nich. Jak pisał Radek: „partia postanowiła karać śmiercią tych fabrykantów, którzy przeciw robotnikom używać będą siły zbrojnej. Innego przecież na nich nie było sposobu. PPS więc, kiedy stworzyła swoją siłę zbrojną – Bojową Organizację – zastosowała jeden z nakazów Wielkiego Wieszcza narodu – Adama Mickiewicza: «gwałt niech się gwałtem odciska»”. Pierwsze kule bojowców posypały się w kierunku zagłębiowskich fabrykantów, którzy – jak pisał historyk PPS – „stali się teraz ostrożniejsi w powoływaniu wojska przeciwko robotnikom”. Kolejni byli szpicle i prowokatorzy na usługach carskiej Ochrany. Konspiratorzy sięgnęli po broń nie tylko, by bronić swej godności, ale dlatego, „bo o Polskę szło. O podkreślenie jej praw do wolnego i niepodległego bytu” – tłumaczył Stanisław Radek.

Symbolem tamtej walki o Polskę był czyn młodego bojowca Edwarda Miętki, który 10 maja 1906 r. dokonał nieudanego zamachu bombowego na kwaterę kozaków w Starej Oberży w Dąbrowie Górniczej. Miętka rzucił bombę, ale ta nie wybuchła. Gdy uciekał, dosięgły go kule. Kozacy przywiązali trupa do końskiego ogona i zawlekli na cmentarz.

Radek, opisując ten etap walki z caratem, pisał: „władze carskie wściekłość ogarniała, bo oto nie ma prawie dnia, aby nie grzmiały strzały rewolwerowe bojowców. Padają trupy najdzielniejszych carskich sług [...]. Dla władz carskich była to nie tylko kompromitacja, ale groźniejsze jeszcze wynikające z tego następstwa. Walka bojowców ośmielała ludzi, dodawała otuchy. Ludzie zaczęli już tę władzę groźną lekceważyć”.

 

Premier, co napadał na pociągi

Z historią PPS w Zagłębiu Dąbrowskim związane są także postaci, które później odegrały jakąś rolę w polskich dziejach.

Tomasz Arciszewski, w latach 40. premier rządu polskiego na uchodźstwie, przyjechał do Zagłębia Dąbrowskiego pod koniec XIX w. za pracą i w 1894 r. znalazł zatrudnienie jako ślusarz w fabryce W. Fitzner i K. Gamper w Sosnowcu, skąd zresztą go wyrzucono za organizację strajku. Następnie podjął pracę w Hucie „Katarzyna”. W 1896 r. wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, później był jednym z przywódców Organizacji Bojowej PPS. Dowodził chociażby napadem na pociąg na stacji Sławków, pomiędzy Dąbrową Górniczą a Olkuszem, oraz uczestniczył w akcji na stacji Bezdany pod Wilnem.

Takimi sposobami pepesowcy zdobywali pieniądze na swoją działalność. W pierwszej akcji brał również udział Wacław Biernacki „Kostek”, który w latach 30. odpowiadał za organizację i nadzór nad miejscem odosobnienia w Berezie Kartuskiej.

Jeżeli chodzi o akcję w Bezdanach, którą wymyślił i w której brał udział Józef Piłsudski, to dynamit, który posłużył do skonstruowania bomb użytych w czasie napadu, pochodził z… Zagłębia Dąbrowskiego. Do Wilna przewiozła go przyszła pani marszałkowa – towarzyszka Ola Szczerbińska.

 

Kurierka Ola

Dynamit zorganizował działacz Organizacji Bojowej PPS Paweł Dehnel „Strychnina”, sztygar z Kopalni „Saturn” w Czeladzi. Jego pseudonim wziął się stąd, że stale nosił przy sobie pojemnik z trucizną, na wypadek dekonspiracji. W Sosnowcu Aleksandra Szczerbińska wsiadła do pociągu. Dynamit miała na sobie, ukryty w specjalnym pasie. „W gorący dzień dynamit na mnie się rozgrzał. Bałam się, że spowoduje wymioty. Wzięłam więc walizkę do

ubikacji, zdjęłam pas i włożyłam go do walizki. Poczułam wielką ulgę. Przedział był pusty; walizkę położyłam na półkę i sama zaczęłam czytać książkę. Tuż przed ruszeniem pociągu weszło do wagonu dwóch mężczyzn, z dość licznym bagażem; szczęśliwie walizki nie musiałam ruszać” – wspominała po latach Aleksandra Piłsudska.

Pociąg ruszył w kierunku Zawiercia i miarowy stukot kół ukołysał do snu konspiratorkę. Gdy kurierka obudziła się, walizki nie było na półce. Od razu pomyślała, że za chwilę będzie aresztowana. Na szczęście szybko okazało się, że to tamci dwaj mężczyźni przez pomyłkę zabrali jej walizkę, gdy przesiadali się do innego przedziału. Jednak „w przedziale dla palących obu tych pasażerów nie było. Rzuciłam się do okna i ku radości zobaczyłam nieznajomych na peronie. Właśnie zmierzali ku wyjściu, obładowani walizkami, między którymi była i moja. Wyrwałam konduktorowi ich walizkę z ręki i choć w tej chwili pociąg ruszył, wyskoczyłam na peron. Szczęśliwie nawet nie upadłam. Za moment miałam swój skarb z powrotem nienaruszony. Pojechałam do Wilna następnym pociągiem” – pisała Piłsudska w swoich wspomnieniach.

Z działalnością w zagłębiowskim PPS związana jest jeszcze jedna ważna postać. Jest to Tytus Filipowicz, który towarzyszył Józefowi Piłsudskiemu w wyprawie do Japonii w 1904 r., a tam spotkali się na ulicy z… Romanem Dmowskim, który wspominał, że rozmawiał z Piłsudskim od godz. 17 do północy. „Wiedzieliśmy, że się nie przekonamy, ale ileż mieliśmy wspólnych trosk i uczuć! Powiedziałem Piłsudskiemu: «Oczerniać was tu nie będę, ale będę wam przeszkadzał…»” – opowiadał Dmowski.

 

Z Dąbrowy do Japonii

Tytus Filipowicz ukończył Szkołę Górniczą w Dąbrowie Górniczej, w której uczył się w latach 1894–1898. Później pracował jako sztygar w Kopalni „Flora”. Jeszcze jako uczeń, w roku 1897 został redaktorem pisma „Górnik”, które powstało z inicjatywy Piłsudskiego i było organem PPS. On sam tak zapamiętał tamte lata: „Prócz pracy agitacyjnej i organizacyjnej na barki moje spadło i redagowanie «Górnika». Redagować to znaczyło od A do Z samemu napisać. […] Duże wrażenie zrobił w 1898 roku numer majowy. Na moje usilne nalegania wydrukowano go na czerwonym papierze. Była to dla robotników radość niemała”. Zaś w czasie pierwszomajowej demonstracji, „gdyśmy po raz pierwszy w Królestwie rozwiesili po kominach fabrycznych, drzewach i drutach telegraficznych wielką ilość czerwonych sztandarów z rewolucyjnymi napisami, a rozrzuceniem i rozklejeniem kilku tysięcy kartek majowych zrewolucjonizowaliśmy całą okolicę – czuliśmy pełną piersią, że żyjemy i… mówiliśmy żartobliwie o Rzeczypospolitej Dąbrowskiej”. W 1899 r. Filipowicz został aresztowany przez Rosjan. Żandarmi wdarli się nocą do jego domu i zaczęła się rewizja. Choć nie znaleźli nic trefnego, ani „bibuły”, ani materiałów wybuchowych, aresztowali pepesowca. „Ich powóz zabrał mnie na stację właśnie w chwili, gdy przechodził kolejowy ekspres. Nie namyślając się długo, wyskoczyłem z powozu i przebiegłem na drugą stronę toru kolejowego, zostawiając żandarmów w powozie. Ich strzały mnie chybiły. Z drugiej strony linii kolejowej zaczynał się las. Ciemna noc kryła me kroki” – wspominał współpracownik Piłsudskiego. Kilka godzin później przekroczył granicę zaboru rosyjskiego i austriackiego, przed wieczorem był w Krakowie, a niespełna dwa tygodnie później już w Londynie.


 

POLECANE
Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka

Zima pokazuje swoje najmroźniejsze oblicze. IMGW ostrzega przed silnym mrozem, śniegiem, zawiejami i gęstymi mgłami. W wielu regionach warunki na drogach mogą być bardzo trudne. Sprawdź, gdzie będzie najgorzej.

European Conservative: Gospodarka o obiegu zamkniętym - przepis na upadek Europy z ostatniej chwili
European Conservative: Gospodarka o obiegu zamkniętym - przepis na upadek Europy

Gospodarka europejska jest w bardzo złym stanie. Co gorsza, jej rządy znajdują się w coraz większym impasie i nie są w stanie nawet zrozumieć palących problemów politycznych.

Szef KPRP: To moment sprawdzam dla rządzących. Mercosur i bezpieczeństwo Polski z ostatniej chwili
Szef KPRP: To moment "sprawdzam" dla rządzących. Mercosur i bezpieczeństwo Polski

Dopiero dzień przed protestami rolników rząd bierze się za prezydencki projekt „Ochrona polskiej wsi”. Stawka jest ogromna: zakaz sprzedaży ziemi, los umowy UE–Mercosur i bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Szef KPRP mówi wprost: to moment "sprawdzam" dla rządzących.

Spotkanie prezydenta i premiera. Znamy szczegóły z ostatniej chwili
Spotkanie prezydenta i premiera. Znamy szczegóły

W piątek ma dojść do spotkania prezydenta Karola Nawrockiego i premiera Donalda Tuska. Według nieoficjalnych informacji PAP rozmowy mają rozpocząć się o godz. 13.30.

Prof. Kazimierz Nowaczyk pobity wideo
Prof. Kazimierz Nowaczyk pobity

Prof. Kazimierz Nowaczyk, wiceprzewodniczący podkomisji smoleńskiej, został ciężko pobity przed swoim domem tuż po publikacji analizy AI wykazującej, że doszło w Smoleńsku do zamachu.

Irlandia podjęła decyzję. Zagłosujemy przeciwko umowie UE–Mercosur z ostatniej chwili
Irlandia podjęła decyzję. "Zagłosujemy przeciwko umowie UE–Mercosur"

Irlandia zagłosuje przeciwko umowie o wolnym handlu między Unią Europejską i organizacją państw Ameryki Płd. Mercosur w jej obecnym kształcie – zapowiedział w czwartek wicepremier Irlandii Simon Harris. Podkreślił, że tzw. klauzule ochronne nie są dla władz w Dublinie wystarczające.

NFZ wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
NFZ wydał pilny komunikat

Odmrożenia zimą grożą nie tylko przy mrozie, ale też przy wietrze i wilgoci. NFZ zwraca uwagę, gdzie występują najczęściej, jak im zapobiegać, jak bezpiecznie ogrzać skórę i kiedy potrzebna jest pilna pomoc lekarska.

Senat obcina budżet TK o ponad 9 mln zł. „Nowi sędziowie nie otrzymają wynagrodzeń” z ostatniej chwili
Senat obcina budżet TK o ponad 9 mln zł. „Nowi sędziowie nie otrzymają wynagrodzeń”

„Senat wprowadził poprawkę, która zabiera Trybunałowi Konstytucyjnemu ponad 9 milionów złotych w ramach budżetu” – alarmuje w mediach społecznościowych poseł Michał Wójcik.

Media: Tak prezydent i premier umówili się na rozmowy. SMS zamiast oficjalnych kanałów z ostatniej chwili
Media: Tak prezydent i premier umówili się na rozmowy. "SMS zamiast oficjalnych kanałów"

W piątek prezydent Karol Nawrocki spotka się z premierem Donaldem Tuskiem. Według informacji Radia ESKA politycy umówili się na spotkanie bezpośrednio, za pomocą… SMS.

Zablokowany port kontenerowy w Gdańsku. Protestują przewoźnicy z ostatniej chwili
Zablokowany port kontenerowy w Gdańsku. Protestują przewoźnicy

Największy w Polsce Terminal Kontenerowy Baltic Hub został sparaliżowany przez przewoźników, którzy nie godzą się na wprowadzenie drakońskich opłat.

REKLAMA

120 lat doszło do masakry w hucie "Katarzyna"

W tym roku przypada 120. rocznica rewolucji rosyjskiej z 1905 roku. Miała ona także konsekwencje w Królestwie Polskim. 9 lutego rosyjscy żołnierze otworzyli ogień do strajkujących robotników z sosnowieckiej Huty "Katarzyna" zabijając 38 osób.
Huta
Huta "Katarzyna" / fot. National Library of Poland / Public Domain / Wikimedia Commons

Co musisz wiedzieć:

  • Początek rewolucji w Zagłębiu to 1 lutego, kiedy to robotnicy sosnowieckiej fabryki kotłów i maszyn zaprzestali pracy.

  • 7 lutego w Sosnowcu stacjonowało 12 tys. żołnierzy carskiej piechoty. Dwa dni później doszło do tragedii przed Hutą „Katarzyna”.

  • Ludzie zaczęli się tratować, gdy kozacy zaczęli na nich napierać, bijąc Polaków kolbami i dźgając bagnetami.

  • Konspiratorzy wciąż byli śledzeni przez Ochranę, aresztowani, zamykani na śledztwa, skazywani na śmierć, więzienie lub zesłanie.

 

„Każdy z nas znał wertepy Zagłębia, jak swoją kieszeń. Było to koniecznie potrzebnym, bo wypadało nam trafiać do określonych zawczasu punktów w nocy, omijając zarówno bardziej zaludnione miejscowości, jak doły i odkrywki kopalniane, w których łatwo kark skręcić. Chodziliśmy dla bezpieczeństwa parami i z góry określaliśmy dla każdej pary miejscowość, którą obejść należało. Dopiero nad ranem, po nużącej wędrówce po błocie dąbrowskim, przychodziło się do domu zmęczonym i wyczerpanym zupełnie” – usłyszał kiedyś Józef Piłsudski od jednego z działaczy jego Polskiej Partii Socjalistycznej.

Sam Józef Piłsudski świetnie znał Zagłębie Dąbrowskie, zresztą tak samo jak i jego druga żona Aleksandra Szczerbińska.

Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec, Będzin i okolice leżały w zaborze rosyjskim. Miasta te zaczęły rozwijać się w XIX wieku wraz z kolejnymi kopalniami, hutami i dużymi fabrykami, które tutaj powstawały jak grzyby po deszczu. Pod koniec stulecia idea socjalistyczna, będąca połączeniem walki o prawa robotników oraz idei niepodległości, dotarła tutaj i zaczęła pomału kiełkować.

 

Nahajki, kule i szubienice

22 stycznia 1905 r. w Petersburgu doszło do masakry robotników, do których ogień otworzyły carskie oddziały. Po Rosji zaczęły rozlewać się kolejne bunty. Już pięć dni później, 27 stycznia, w Warszawie i Łodzi doszło do demonstracji i strajków. W Zagłębiu Dąbrowskim Komitet Robotniczy PPS wydał odezwę, która zaczynała się od słów: „W obroży carskiej do ostatka znękano polski lud pracujący. Dzika przemoc policji i żołdactwa zastępuje nam prawo. Niewola zabija nam ducha, nędza i ciemnota marnują siły żywotne. Zgraja barbarzyńców i łobuzów, mianujących się rządem, gnębi nas podwójnie: jarzmem despotycznym i najazdem”.

Odezwa kończyła się zdaniem o tym, że Rosjanie nie dadzą Polakom dobrowolnie swobód (m.in. wolności słowa; równych praw, bez względu na wyznanie i pochodzenie; zapewnienia mniejszościom swobodnego rozwoju kulturalnego), ponieważ „Despotyzm ma dla nas jedynie nahajki, kule i szubienice. Wolność musimy zdobyć sami przez zwycięskie obalenie caratu, a uchwalimy tę wolność we własnym Sejmie, wybranym przez lud na zasadzie powszechnego, równego, tajnego i bezpośredniego głosowania”.

Początek tamtej rewolucji w Zagłębiu to 1 lutego, kiedy to robotnicy sosnowieckiej fabryki kotłów i maszyn zaprzestali pracy. Był to sygnał do strajków, które zaczęły obejmować kolejne zakłady, huty i kopalnie. Do Zagłębia zaczęto ściągać kozaków. Jak pisał Stanisław Radek w swojej pracy „Rewolucja w Zagłębiu Dąbrowskim”: „Ludność na gwałt zaczęła się zaopatrywać w żywność. W sklepach staczano formalne bójki o chleb, którego w środę, 4 lutego, już zupełnie nie można było dostać”. Korespondent pisma „Nowa Reforma” donosił, że w Zagłębiu panuje swego rodzaju prohibicja: „Sklepy monopolowe z wódką, chociaż są pootwierane, są puste, bo nikt wódki nie kupuje. Tak się ogółem robotnicy pilnują, aby nikt nie pił, że poturbowali kilku towarzyszów, którzy kupili sobie wódki, flaszki monopolowe im porozbijano”. Opis niczym z Sierpnia ’80, kiedy fala strajków zalała Polskę.

7 lutego w Sosnowcu stacjonowało już 12 tys. żołnierzy carskiej piechoty. Dwa dni później doszło do tragedii przed Hutą „Katarzyna”.

 

Strzały do bezbronnych

W sosnowieckiej Hucie „Katarzyna” robotnicy wciąż pracowali, dlatego tłum ruszył w kierunku huty, by wyrzucić z zakładu łamistrajków sprowadzonych ze Śląska. „Robotnicy zastali zamkniętą bramę, a na żądanie otwarcia jej usłyszeli prowokacyjne odpowiedzi. Jeden z uczestników tych wydarzeń opisywał, że po otwarciu bramy, podczas próby wejścia na plac fabryczny, robotnicy i górnicy z przodu tłumu zatrzymali się, zobaczywszy żołnierzy carskich z bronią u boku. Tłum z tyłu napierał na stojących i w tym czasie padły strzały” – pisze historyk Anna Makarska.

Po salwach karabinowych na ziemi leżały pierwsze zabite osoby. Powstał tumult. Ludzie zaczęli się tratować, gdy kozacy zaczęli na nich napierać, bijąc Polaków kolbami i dźgając bagnetami. Rzeź trwała przez kwadrans. Zginęło wtedy 38 osób, a ponad 150 zostało rannych.

Znów przywołam obrazy znane z przyszłości, tym razem z Grudnia ’70: „na drugi dzień żołdactwo w bestialski sposób biło i znęcało się nad kobietami, które zeszły się do trupiarni, aby odszukać i rozpoznać wśród zabitych swoich mężów i ojców. Nie dopuściło też żołdactwo nikogo do udziału w pogrzebie zabitych. Na ulicach, na polach, koło cmentarza kozacy gonili i bili robotników” – pisał Radek.

Jak podkreśla Adam Kałuża w swojej książce „Przeciw carowi! Rok 1905 w Zagłębiu Dąbrowskim”: „Operacja w dniu 9 lutego pod hutą została przez władze i przemysłowców z góry ukartowana i precyzyjnie przygotowana. Była rezultatem zmowy głównych partnerów kontrrewolucji w Zagłębiu”.

Strajk powszechny został przerwany, ale rewolucja antycarska wciąż jeszcze trwała. W listopadzie 1905 r. w jednym z rosyjskich meldunków do warszawskiego generał-gubernatora raportowano m.in., że w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej i innych miastach „obserwuje się ciągłe próby rozbrojenia policji i poszczególnych niższych rangą funkcjonariuszy”, zaś „niedaleko huty szkła 15 uzbrojonych przestępców napadło na strażnika i pod groźbą śmierci odebrało mu szpadę. Po uwolnieniu strażnika oddano do niego kilka strzałów”. Zresztą w Zagłębiu było „nieustannie słychać strzały”.

 

Likwidatorzy z PPS

Konspiratorzy wciąż byli śledzeni przez Ochranę, aresztowani, zamykani na śledztwa, skazywani na śmierć, więzienie lub zesłanie. Jednak carscy urzędnicy, szpicle, policjanci, wojskowi, donosiciele i fabrykanci nie mogli spać spokojnie. W Zagłębiu Dąbrowskim co i rusz słyszało się o kolejnych zamachach na nich. Jak pisał Radek: „partia postanowiła karać śmiercią tych fabrykantów, którzy przeciw robotnikom używać będą siły zbrojnej. Innego przecież na nich nie było sposobu. PPS więc, kiedy stworzyła swoją siłę zbrojną – Bojową Organizację – zastosowała jeden z nakazów Wielkiego Wieszcza narodu – Adama Mickiewicza: «gwałt niech się gwałtem odciska»”. Pierwsze kule bojowców posypały się w kierunku zagłębiowskich fabrykantów, którzy – jak pisał historyk PPS – „stali się teraz ostrożniejsi w powoływaniu wojska przeciwko robotnikom”. Kolejni byli szpicle i prowokatorzy na usługach carskiej Ochrany. Konspiratorzy sięgnęli po broń nie tylko, by bronić swej godności, ale dlatego, „bo o Polskę szło. O podkreślenie jej praw do wolnego i niepodległego bytu” – tłumaczył Stanisław Radek.

Symbolem tamtej walki o Polskę był czyn młodego bojowca Edwarda Miętki, który 10 maja 1906 r. dokonał nieudanego zamachu bombowego na kwaterę kozaków w Starej Oberży w Dąbrowie Górniczej. Miętka rzucił bombę, ale ta nie wybuchła. Gdy uciekał, dosięgły go kule. Kozacy przywiązali trupa do końskiego ogona i zawlekli na cmentarz.

Radek, opisując ten etap walki z caratem, pisał: „władze carskie wściekłość ogarniała, bo oto nie ma prawie dnia, aby nie grzmiały strzały rewolwerowe bojowców. Padają trupy najdzielniejszych carskich sług [...]. Dla władz carskich była to nie tylko kompromitacja, ale groźniejsze jeszcze wynikające z tego następstwa. Walka bojowców ośmielała ludzi, dodawała otuchy. Ludzie zaczęli już tę władzę groźną lekceważyć”.

 

Premier, co napadał na pociągi

Z historią PPS w Zagłębiu Dąbrowskim związane są także postaci, które później odegrały jakąś rolę w polskich dziejach.

Tomasz Arciszewski, w latach 40. premier rządu polskiego na uchodźstwie, przyjechał do Zagłębia Dąbrowskiego pod koniec XIX w. za pracą i w 1894 r. znalazł zatrudnienie jako ślusarz w fabryce W. Fitzner i K. Gamper w Sosnowcu, skąd zresztą go wyrzucono za organizację strajku. Następnie podjął pracę w Hucie „Katarzyna”. W 1896 r. wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, później był jednym z przywódców Organizacji Bojowej PPS. Dowodził chociażby napadem na pociąg na stacji Sławków, pomiędzy Dąbrową Górniczą a Olkuszem, oraz uczestniczył w akcji na stacji Bezdany pod Wilnem.

Takimi sposobami pepesowcy zdobywali pieniądze na swoją działalność. W pierwszej akcji brał również udział Wacław Biernacki „Kostek”, który w latach 30. odpowiadał za organizację i nadzór nad miejscem odosobnienia w Berezie Kartuskiej.

Jeżeli chodzi o akcję w Bezdanach, którą wymyślił i w której brał udział Józef Piłsudski, to dynamit, który posłużył do skonstruowania bomb użytych w czasie napadu, pochodził z… Zagłębia Dąbrowskiego. Do Wilna przewiozła go przyszła pani marszałkowa – towarzyszka Ola Szczerbińska.

 

Kurierka Ola

Dynamit zorganizował działacz Organizacji Bojowej PPS Paweł Dehnel „Strychnina”, sztygar z Kopalni „Saturn” w Czeladzi. Jego pseudonim wziął się stąd, że stale nosił przy sobie pojemnik z trucizną, na wypadek dekonspiracji. W Sosnowcu Aleksandra Szczerbińska wsiadła do pociągu. Dynamit miała na sobie, ukryty w specjalnym pasie. „W gorący dzień dynamit na mnie się rozgrzał. Bałam się, że spowoduje wymioty. Wzięłam więc walizkę do

ubikacji, zdjęłam pas i włożyłam go do walizki. Poczułam wielką ulgę. Przedział był pusty; walizkę położyłam na półkę i sama zaczęłam czytać książkę. Tuż przed ruszeniem pociągu weszło do wagonu dwóch mężczyzn, z dość licznym bagażem; szczęśliwie walizki nie musiałam ruszać” – wspominała po latach Aleksandra Piłsudska.

Pociąg ruszył w kierunku Zawiercia i miarowy stukot kół ukołysał do snu konspiratorkę. Gdy kurierka obudziła się, walizki nie było na półce. Od razu pomyślała, że za chwilę będzie aresztowana. Na szczęście szybko okazało się, że to tamci dwaj mężczyźni przez pomyłkę zabrali jej walizkę, gdy przesiadali się do innego przedziału. Jednak „w przedziale dla palących obu tych pasażerów nie było. Rzuciłam się do okna i ku radości zobaczyłam nieznajomych na peronie. Właśnie zmierzali ku wyjściu, obładowani walizkami, między którymi była i moja. Wyrwałam konduktorowi ich walizkę z ręki i choć w tej chwili pociąg ruszył, wyskoczyłam na peron. Szczęśliwie nawet nie upadłam. Za moment miałam swój skarb z powrotem nienaruszony. Pojechałam do Wilna następnym pociągiem” – pisała Piłsudska w swoich wspomnieniach.

Z działalnością w zagłębiowskim PPS związana jest jeszcze jedna ważna postać. Jest to Tytus Filipowicz, który towarzyszył Józefowi Piłsudskiemu w wyprawie do Japonii w 1904 r., a tam spotkali się na ulicy z… Romanem Dmowskim, który wspominał, że rozmawiał z Piłsudskim od godz. 17 do północy. „Wiedzieliśmy, że się nie przekonamy, ale ileż mieliśmy wspólnych trosk i uczuć! Powiedziałem Piłsudskiemu: «Oczerniać was tu nie będę, ale będę wam przeszkadzał…»” – opowiadał Dmowski.

 

Z Dąbrowy do Japonii

Tytus Filipowicz ukończył Szkołę Górniczą w Dąbrowie Górniczej, w której uczył się w latach 1894–1898. Później pracował jako sztygar w Kopalni „Flora”. Jeszcze jako uczeń, w roku 1897 został redaktorem pisma „Górnik”, które powstało z inicjatywy Piłsudskiego i było organem PPS. On sam tak zapamiętał tamte lata: „Prócz pracy agitacyjnej i organizacyjnej na barki moje spadło i redagowanie «Górnika». Redagować to znaczyło od A do Z samemu napisać. […] Duże wrażenie zrobił w 1898 roku numer majowy. Na moje usilne nalegania wydrukowano go na czerwonym papierze. Była to dla robotników radość niemała”. Zaś w czasie pierwszomajowej demonstracji, „gdyśmy po raz pierwszy w Królestwie rozwiesili po kominach fabrycznych, drzewach i drutach telegraficznych wielką ilość czerwonych sztandarów z rewolucyjnymi napisami, a rozrzuceniem i rozklejeniem kilku tysięcy kartek majowych zrewolucjonizowaliśmy całą okolicę – czuliśmy pełną piersią, że żyjemy i… mówiliśmy żartobliwie o Rzeczypospolitej Dąbrowskiej”. W 1899 r. Filipowicz został aresztowany przez Rosjan. Żandarmi wdarli się nocą do jego domu i zaczęła się rewizja. Choć nie znaleźli nic trefnego, ani „bibuły”, ani materiałów wybuchowych, aresztowali pepesowca. „Ich powóz zabrał mnie na stację właśnie w chwili, gdy przechodził kolejowy ekspres. Nie namyślając się długo, wyskoczyłem z powozu i przebiegłem na drugą stronę toru kolejowego, zostawiając żandarmów w powozie. Ich strzały mnie chybiły. Z drugiej strony linii kolejowej zaczynał się las. Ciemna noc kryła me kroki” – wspominał współpracownik Piłsudskiego. Kilka godzin później przekroczył granicę zaboru rosyjskiego i austriackiego, przed wieczorem był w Krakowie, a niespełna dwa tygodnie później już w Londynie.



 

Polecane